Organ PZPO - Newsweek zaliczył wpadkę. Jak zawsze nie starczyło
inteligencji, rozumu i umiejętności. Tomasz (Syfi)Lis rwie włosy z
głowy, bo zleceń od (póki co jeszcze) rządu może więcej nie być. Wydawca
NW już zastanawia się, czy nie pogonić całego zespołu redakcyjnego - jak
kto woli Zespołu Downa. Pamiętaj Newsweek, to nie tygodnik - to stan umysłu!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupoty. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 września 2015
Wpadka Newsweeka.
Etykiety:
bajery,
Cieśla,
głupoty,
Krzymowski,
Newsweek,
Newsweek to stan umysłu.,
prowokacje,
Tomasz Lis
piątek, 28 sierpnia 2015
Newsweek, to stan umysłu.
Nie wiem, czy kryterium angażu do Newsweeka jest kombatancka,
czekistowska przeszłość w „Gazecie
Wyborczej“ – jak sugerują niektórzy.
Wiem natomiast, że najłatwiej zabłyszczeć mając wokoło
głupszych od siebie.
Z tego założenia wychodzi właśnie red. Tomasz Lis.
Choć w przypadku szefa tygodnika Newsweek jest niezmiernie
trudne, to jednak się udaje.
Można powiedzieć śmiało, że właśnie poziom umysłowy, niższy
od i tak nie wysokiego poziomu umysłowego redaktora naczelnego, jest własnie tym
głównym kryterium przyjęcia do peowskiej gadzinówki.
W ten to sposób termin „newsweek“ stał się synonimem stanu
umysłowego, zawieszonego na bardzo niskim poziomie.
Dziennikarstwo, to trudna sztuka wymagająca sprawności
umysłowej i umiejętności wyciagania wniosków z przedstawianych faktów.
Najwyraźniej nie dotyczy to „paradziennikarzy“
z Newsweeka.
26. sierpnia niejaki Wojciech Cieśla (były funkcjonariusz
Gazety Wyborczej) z niejakim Michałem Krzymowskim (byłym praktykantem
Gazety Wyborczej) napisali do Newsweeka tekst pt. „Niewygodne rachunki
prezydenta”, w którym zarzucali Andrzejowi Dudzie, że za sejmowe pieniądze
jeździł niegdyś do Poznania, gdzie nawet za sejmowe spał w hotelach i jadł a
wszystko by uprawiać prywatę, czyli wykładać na Prywatnej Uczelni w stolicy
Wielkopolski.
Nikt normalny nie potraktował wypocin
„paradziennikarzy“ serio, więc trudno o poważny komentarz.
W TVP,
przyparty do muru przez Krzysztofa Ziemca, Prezydent Duda, jednoznacznie
i krótko podsumował njusłykowe insynuacje, zaprzeczając iż kiedykolwiek
prowadził wykłady w Poznaniu.
Głupota jednak zobowiązuje, więc Cieśla
z Krzymowskim, kilka dniu później „pociągnęli temat“ i z kolei sami
zaprzeczyli, że kilka dni wcześniej napisali iż Duda wykładał na Uczelni w
Poznaniu (?!)
By nadać wydźwięku, tak mocnemu i
zdecydowanemu twierdzeniu, już na początku nowego tekstu „Prezydent wciąga nas
w kampanię, my wciąż czekamy na jego odpowiedź“ – potwierdzają tezę o wykładach
Dudy w Poznaniu a kilka linijek dalej zaprzeczając, że o wykładach Dudy w
Poznaniu napisali!
Istnieje prawdopodobieństwo, że może to
Cieśla pisał o wykładach w Poznaniu, a Krzymowski nie wiedział o tym i stąd ta
rozbieżność na odcinku zaledwie 14 linijek tekstu.
Wniosek, w tym wypadku nasuwa się jeden,
że prócz umiejętności pisania cenne są w dziennikarstwie umiejętności czytania,
bo całość zawiłej myśli tam zawartej przez super-duo, wygląda na twórczość nie
zespołu dziennikarzy a raczej „Zespołu Downa“ i potwierdza tezę zawartą w
tutule wpisu.
Etykiety:
Andrzej Duda,
głupoty,
idiotyzm,
Michał Krzymowski,
Newsweek,
paradziennikarstwo,
Tomasz Lis,
Wojciech Cieśla
piątek, 22 maja 2015
Papierowe zamachy, płonące budki...
Dziś BOR udaremnił dwa zamachy na głowę
(sic?!) państwa.
Lwy Komorowskiego bohatersko rzuciły się w
Toruniu na gościa, który z garścią ulotek ruszył w stronę Prezydenta.
Dzielni „borowcy“ potwierdzili, że to nie
żaden tam występek, tylko ordynarna próba okrutnego zamachu!
Aż strach pomyśleć, co mogło by się stać!
Pewnie Komorowski otrzymał by okrutną i
zatrutą ulotkę.
Był też drugi zamach! Nieznany osobnik -
zamachowiec (również w Toruniu) stał bezczelnie za prezydentem z plakatem
„Głosuję na Bronka“. W pewnym momencie zaczął skandować: „WSI, Pro Cilvili“ oraz
podarł plakat...
Został obezwładniony oraz aresztowany...
Ale cóż, „JAKI PREZYDENT – TAKI ZAMACH“.
Ale kto tam wie, jak jest na prawdę...
A może z tymi zamachami, to tak jak
z budką pod ruską ambasadą...
Etykiety:
Bronisław Komorowski,
głupoty,
Jaki prezydent - taki zamach,
PO,
prowokacja peowska,
WSI
piątek, 8 maja 2015
Tłituj Bredzisław tłituj...
Tłituj Bredzisław
tłituj...
Grafoman i szczątkowy
analfabeta Bronisław Maria Komorowski, mędzy snem a pilnowaniem żyrandola
zajmuje się tłitowaniem. Oto próbka łgarstwa i partyjniackiego bredzenia.
I co z tego wspierania wynikło??! To maszeruj sobie pan dalej... najwidoczniej
we własnej partii mają go za to, za co ma też opozycja.
Aż mu nos rośnie.... albo oczy się psują. A wystarczy tylko
poczytać statystyki...
Prezydent, który nie wie, że Sejm może uchwalić ustawę o o
skróceniu wieku emerytalnego powinien pokazać nawet nie Dyplom Studiów
Wyższych, ale Świadectwo Maruralne!
Odezwał się tenor i solista J)
„Put WSIegda budiet sonce...“
To tak w celu uzupełnienia dystrybucji rozwiązań. Bo
związkom formalnym to już się baaaardzo napomagał...
Ten dorobek 25 lat, to 11,7% bezrobotnych
(zarejestrowanych), 296 Euro płacy minimalnej, 2.100.00 Polaków na emigracji
zarobkowej... Rozkradzione państwo, bezkarność oligarchów. Jesteśmy dumni.
Komorowski nie głosował za likwidacją Wojskowych Służb Informacyjnych.
Bał się chyba Dukaczewskiego i ruskiej agenury.
Zakładam, że bredni prezydenta
ciąg dalszy nastąpi za tydzień...
Etykiety:
Bredzisław,
Bronisław Komorowski,
bul,
głupoty,
PO,
prymityw,
Twitter,
WSI,
Wybory 2015
niedziela, 27 października 2013
Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Wałęsa w Londynie" odc. 3
Trzeci odcinek programu, w którym
wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii
pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe
zasłyszane w TVN .
Etykiety:
głupoty,
lewactwo,
Londyn,
pedalstwo,
Platforma Obywatelska,
ruch palikota,
Stetrycki i Waldorfiewicz,
szampan,
TVN,
Twój Ruch,
Wałęsa
niedziela, 28 kwietnia 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
Jak zagospodrować Artymowicza
Nieopisane pokłady talentów drzemią w
wybitnym naukowcu białoruskim - Pawle Artymowiczu (Павэл Николаевич Aртимович).
Z wielką dozą nieskrywanego
podziwu należy stwierdzić, że pierwszym, który poznał się na geniuszu
astrofizyka, był pan premier.
Dotąd prosty lecz przykładny
docent badał sobie spokojnie ciała niebieskie i nie marzył nawet o karierze
politycznej a tu pan premier czarodziejską laską… stuk, puk...itd. Itp.
Nie jest łatwo wyjaśnić w jaki
sposób astronom, w ewolucji gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamice
dysków astrofizycznych zabarwionych pyłem międzygwiazdnym wyczytał rozwiązanie
zagadki tragedii smoleńskiej.
To chyba tylko dzięki
ogromnej intuicji, talentowi i oddaniu panu Premierowi.
Jak przystało na zapalonego posiadacza talentów wszelakich, Paweł
Artymowicz, jako popisówkę na prędce
sklecił coś na wzór “dobranocki” z epoki “Gąski Balbinki” i nazwał to
“symulacja lotu TU-154”, czym ujął do głębi Donalda Tuska zakochanego w filmach
rysunkowych.
W przypływie miłości własnej pan
premier nakazał zakończyć śledztwo, zamknąć teczki i dla pewnośći spalić...
Artmowiczowi polecił przyznać tytuł „Złotego Leminga z gwiazdami oraz
pryszczem i ogłosił, że sprawę Smoleńska wyjaśniono, a jak to chce poczytać to
MIller właśnie wszystko opisał. Dla spragnionych oryginału, dostępny raport
MAK.
Odtąd świat przed Artmowiczem
stanął otworem, a zaufaniem władzy począł cieszyć nieograniczonym.
Jak tu nie wierzyć w przysłowie,
iż każdy żołnierz nosi w tornistrze buławę marszałkowską?
Przecież sukces osiągnął skromny
astrofizyk, specjalista od gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamiki dysków
astrofizycznych czyli o specjalności zupełnie nie przystającej do istoty
prowadzonych badań.
Przypadek?
Całkowicie błędne myślenie!
Wszystkim zazdrośnikom oświadczam więc, że Paweł Artymowicz posiada
licencję pilota – amatora. Od czternastu
lat kieruje takimi fortecami powietrznymi jak awionetki i coś na podobieństwo
latawca ze śmigłem, toteż na ten przykład, taki kapitan Wrona tytułuje go zapewne:
“kolego” .
“Nie ma śmiania…”
Skoro sprawa została przez Artymowicza wyjaśniona,
komisja Millera zakończyła dłubać w nosie a bohaterscy prokuratorzy wojskowi
bez strat w ludziach wrócili z „pobieżnych oględzin“ wraku, można a nawet
trzeba tak wybitnego fachowca jak pan Paweł zagospodarować.
Jak?
Otórz, wiadomo że pan Artymowicz posiada
również wiele innych uprawnień i dokumentow, które stawiają go w roli fachowca
a nawet w danym temacie alfy z omegą włącznie.
Choćby posiadanie takiego „prawa jazdy“ może
skłonić władze do zatrudnienie Pawła Artymowicza jako głównego eksperta do
spraw motoryzacji a nawet budowy autostrad.
„Karta rowerowa“ w rękach Artymowicza może
oznaczać, ni mniej, ni więcej, iż jest
on jedyną osobą mogącą rozwiązać problemy „ścieżek rowerowych“ a bilet
miesięczny to przepustka do fotela reformatora transportu miejskiego.
Z kolei karta bankowa to idealny
dokument stwierdzający ponadwybitny talent w dziedzinie bankowości. A kwit
z pralni to.... itd...itp.
Panie Artymowicz, daj pan się zagospodarować
panu premierowi. On tak bardzo potrzebuje dziś fachowców!
Etykiety:
Astrofizyka,
bzdury,
Donald Tusk,
głupoty,
Katastrofa Smoleńska,
komisja,
Paweł Artymowicz,
samolot Tu-154,
tragedia,
wypadek
czwartek, 11 kwietnia 2013
wtorek, 12 lutego 2013
Słuchaj no Henia, zrób mi...
Henryka Krzywonos, znana tramwajarka, która zatrzymała już
zatrzymany (na skutek odłączonego zasilania) tramwaj i tym bohaterskim czynem
zapisała się na kartach historii III RP, obraziła się na Palikota.
Podobno Palikot, w czasie gdy próbował skaperować ją do
swojej drużyny, wysyłał niestosowne SMS-y
czym dotknął do żywego jej kobiecą i opozycyjną-tramwajarską godność.
Cóż takiego mógł wypiswać Palikot - Krzywonosowa nie
ujawnia, bo to jest „niezgodne z jej
zasadami“.
W takim razie, zgodnie z ogólnie panującymi zasadami,
postawa „wiem, ale nie powiem“ daje prawo oraz podstawy do snucia hipotez.
Na onetowskiej stronie Politykier.pl, autorzy przypuszczają,
że ów „niestosowny SMS“ od Palikota mógł brzemieć: „Słuchaj no Henia,
lecąc na kongres zrób mi łaskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam
rano".
Oczywiście mogło tak być.
Szczególnie, że Henia uczestniczyła w kongresie
Palikociarni, gdzie nawet coś powiedziała do mikrofonu na mównicy.
Wtajemniczeni twierdzą też, że poziom wypowiedzi, mógł
wskazywać na „spożycie“, toteż ta wersja
z kefirem pasowałaby jak ulał.
Pamiętając też o erotycznych fanaberiach szefa partii i jego
zamiłowaniu do penisów (trudno powiedziać czy tylko sztucznych), ów SMS mógł również
brzmieć: „Słuchaj no Henia,
lecąc na kongres zrób mi laskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam
rano".
Niestety na skutek „wielkiego focha“ strzelonego przez
Krzywonosową, kto inny będzie teraz to wszystko robił Palikotowi.
A my już chyba wiemy kto!
Na pierwszy rzut oka, to urodą oraz posturą przypomina nawet
„najsłynniejszą tramwajarkę“... ale w łapach silniejsza.
Etykiety:
babon,
głupoty,
Henryka Krzywonos,
kolaboranci,
Palikot,
ruch palikota,
Ruchali kota,
TW
czwartek, 24 stycznia 2013
Żydowski antysemita
Wielkie prawdopodobieństwo, iż świat się faktycznie ma ku
końcowi.
W najnowszym Newsweeku *) Żyd oskarża Żyda o....
antysemityzm.
Można a nawet należałoby traktować ten fakt raczej w
kategorii dowcipu, gdyby nie poważne argumenty i nastrój nadęto-poważny autora
– niejakiego Pazińskiego.
Obiektem oskarżeń jest Rafał Ziemkiewicz, zdaniem
Pazińskiego – antysemita i prawdopodobnie też faszysta.
Tu kilka wyjasnień. Otóż Paziński posiadający imię Piotr, to
redaktor naczelny głupkowatego i niszowego czasopisma „Midrasz“.
Gazetki, założonej niegdyś
przez Konstatntego Geberta, syna komunistycznego, stalinowskiego bandyty
Bolesława, a która ma na celu namącić w głowach nielicznych żydowskich
czytelników i wyrobić w nich poczucie wyższości nad gojami.
W „Midrasz“ publikowali m.in. stalinowski bydlak i
zbrodniarz Zygmunt Bauman, zakapior z GZP LWP Michał Friedman oraz Henryk
Grynberg – komunistyczny kolaborant.
Paziński, zwany „Paziakiem“ znany jest też wielu blogerom ze
stron portalu Salon24, gdzie stanowił wazelinową satelitę niejakiego Eli
Barbura.
Profil pisma podparty wyżej wymienionymi autorytetami,
wyrobiła w Pazińskim przekonanie, że jako Superżyd ma wszelkie prawo do decydowania, kto jest antysemitą i dlaczego. Korzysta
zatem Paziak ze swoich przywilejów aż miło.
Teraz ciosy Pazińskiego sięgają również jego rodaków.
Rafał Ziemkiewicz, który kilka lat temu wspomniał swoje
żydowskie pochodzenie, na skutek zdrowego podejścia do historii Żydów polskich
stał się w oczach Pazińskiego oraz jego lewackiego środowiska wrogiem
publicznym (czytaj antysemitą) numer jeden.
Wystarczyło, że tenże Ziemkiewicz przypomniał czane karty
polskiego żydostwa. Zahaczył o kolaborację bolszewicką, zdradę przybranej
Ojczyzny, współpracę z zaborcą – okupantem itp... a dla Pazińskiego wystarczyło to do
odsądzenia autora od czci i wiary.
Sprawdziło się tu stare powiedzenie, że ten jest antysemitą,
kogo Żydzi nie lubią oraz, że nie wolno nawet krzyknąć na Żyda, który nadepnie
ci na nogę, bo jest to oznaką antysemityzmu.
Dotychczas taki system sprawdzał się, bo zgnoić goja to
łatwizna, ale do tej pory żaden Żyd nie oskarżył innego Żyda o antysemityzm!
Co w tej sytuacji ?
Posługując się prostą logika należy zupełnie serio
zastanowić się, czy to czasem Paziński nie jest antysemitą, bo pomawia i
oczernia Żyda Ziemkiewicza?
I do tego, pewnie Ziemiewicz go nie lubi.
Ech, Paziński, ty antysemito i faszysto!
Faktem jest też, że Paziński stek swoich bzdur zamieścił w
Newsweeku za zgodą (bądź na życzenie) Tomasza „syna najucziwszego
z Polaków“ Lisa. Jak więc nazwać tego goja, który posługuje się Żydem, by
oczernić innego Żyda?
Hiperantysemitą i hiperfaszystą.
Tomaszu Lisie, ty.....
I jak to ma nie pierdyknać?
*) Nie ma sensu cytowania czy przytaczania bzdur
wypisywanych przez „Paziaka“ bo w wiekszości urąga to ludzkiej inteligencji.
Zresztą, kto chce niech kupi Newsweek i przebrnie przez „szambo Paziaka“. Ale na własną podpowiedzialność.
Etykiety:
antysemityzm,
bzdury,
Friedman,
głupoty,
Grynberg,
kretyn,
Midrasz,
Newsweek,
Paziak,
Piotr Paziński,
Rafał Ziemkiewicz,
sowieccy bandyci,
Tomasz Lis,
Zygmunt Bauman,
żydokomuna
czwartek, 3 stycznia 2013
Debil ubył, debil przybył....
Jak się okazuje stan debili w „Gazecie
Wyborczej“ musi się zgadzać. Ledwo
pozbyto się jednego, bolesną pustkę
wypełnił drugi.
Wielkiego improwizatora i miłośnika muzycznej
fantastyki stosowanej Pacewicza Piotra,
wyp... przez Michnika z roboty, zastapiła Agata Kondzińska, również paranormalna muzyczna improwizatorka.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, debilną brać z
„GW“ do muzyki fortepianowej niezwykle ciągnie, po czym własnie ich poznać
można.
Nieuctwo na poziomie szkolenia podstawowego w
klasie fortepianu, czy może cierpienia z powodu braku instrumentu?
To trudno powiedzieć.
„Słynny kardiolog, o rękach
cenniejszych niż wirtuoz pianista, bo ratujący nimi życie, idzie przez główny
hol swego szpitala, ręce ma skute...“ – bełkotał
niegdyś kiczowaty Pacewicz
„Propaganda antyrządowa i mord
smoleński, to dwa fortepiany, na których PiS grał Polakom przez cały rok ...“
– bredzi obecnie w stylu mistrza kiczu – Kondzińska oraz dodaje tęskno i
pianissiomo -
„Nowych instrumentów w orkiestrze Jarosława Kaczyńskiego nie widać....“
Takie to muzyczne obsesje i tęsknoty za
talentem objawiają się w „gazowybie“...
Aby pozostać w miłym temacie
dziennikarskego muzykowania, nieśmiało zasugeruję pani Kondzińskiej
wewnątrzredakcyjny koncert, powiedzmy w wykonaniu samego Adama Michnika.
Tylko ten fortepian nie za bardo
pasuje.... zbyt Chopinem pachnie.
Ale mogą przecież być skrzypce. Tak,
mały koncert Michnika na skrzypeczkach, powiedzmy na dachu w Agorze.... a pani redaktor
to pięknie opisze, że nawet Pacewiczowi oko zbieleje.
Etykiety:
Agata Kondzińska,
debilizm,
Gazeta Wyborcza,
głupoty,
kicz,
obsesje,
Piotr Pacewicz
czwartek, 20 grudnia 2012
Jednak końca świata nie będzie! Koziej załatwił.
- Uznaliśmy, że to jest bardzo mało prawdopodobne
– powiedział o prognozowanym na jutro końcu świata generał Stanisław (z) Koziej
(d… trąba).
-
Może w jakimś końcu świata będzie koniec świata. Nie wiem. W każdym razie w
Polsce nie będzie.
No tośmy się uspokoili.
Kto jak kto, ale taaaaki generał wie
więcej niż normalni obywatele i wróże.
Zacny szef BBN wykazał się nie lada
talentem oraz wielką umiejętnością zapobiegania sytuacjom kryzysowym.
Już sam fakt, że instytucja taka jak
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zajmuje się przepowiedniami Majów – budzi
poczucie bezpieczeństwa i spokoju.
Śmiem nawet przypuszczać, że ostatnie
(wczorajsze) posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświecone było temu
zatrważającemu wydarzeniu.
Tęgie głowy Palikota, Millera, Tuska
oraz prezydenta Komorowskiego zoganizowały burzę mózgów i efekty są widoczne.
Politycy uchwalili model działania –
generał wykonał.
Co za szczęście, że mamy dzielnego Stanisława
Kozieja, który potrafi sprawić, że (jak powiedział): “może w jakimś końcu świata
będzie koniec świata. (…) W każdym razie w Polsce nie będzie”.
Teraz losy Ziemi są w rękach innych
szefów bezpieczeństwa narodowego, z innych państw. Niech się uczą od Kozieja, ale
szybko, bo jutro będzie za późno.
Aktualnie trwa ustalanie w jakim to
końcu świata, nastapi jutro koniec świata i dlaczego własnie tam.
Wielce prawdopodobne, że właśnie tym
zajmie się zwołana na prędce Rada Bezpieczeństwa Narodowego.
W kadym razie my już śpimy spokojnie.
Dziękujemy Ci generale!
P.S.
Bohaterski gererał Koziej i jego BBN, pracują obecnie nad sprawą przepowiedni
Nostradamusa oraz niektórymi aspektami widzeń Wernyhory.
-----------
* wypowiedzi gernerała Stanisława Kozieja
pochodzą z Radia RMF FM
Etykiety:
21 grudnia 2012,
BBN,
bzdury,
głupoty,
Koniec świata,
PO,
Stanisław Koziej
wtorek, 20 listopada 2012
“Sejmbomber” złapany czyli Tusk – taki lepszy Putin.
Dzisiejsza “trzęsiawka prasowa” dotycząca
domniemanego ataku na Sejm RP oraz głowy Państwa, idealnie wpisuje się w
nastrój lewackiego szaleństwa w około jednoczącej się skrajnej prawicy.
Całość “rewelacji” jest zbyt grubymi nićmi szyta, aby nie być rozpoznana przez
jako-tako oientującego się w meandrach naszej polityki.
Według reżimowej prasy Brunon “jakiśtam” to
nacjonalista, antysemita i jeszce pewnie coś tam “anty” nie pomijając innych
paskudztw, które go wyróżniają wśród ludzi zwykłych.
Może nawet pedofil, nekrofil, kanibal i … coś
tam jeszcze, ale nie będę brnął dalej, bo może to sugerować przez pomyłkę członkostwo w Ruchu Palikota.
Tak więc, (przez rok policyjnej obserwacji!) ustalono, że ów “zamachowiec” chciał
wysadzić Sejm oraz prezydenta i premiera w dniu uchwalania budżetu, co by mieć
wszystkich w kupie.
Raczej logiczne to i o ułomność intelektualną
trudno go posądzać.
O brak logiki trudno też posądzać
organizatorów “antyterrorystycznej akcji”, skierowanej przciw Brunonowi.
Ale czy tylko Brunonowi?
Aż korci, by zaryzykować tezę, iż pięknie to
się wszystko im użołyło.
Aż za pięknie.
Zatem jak to po kolei było…
Faza A”
Dziewiątego listopada ABW aresztuje
domniemanego zamachowca, który (według nich) nie działa sam. A niech tam,
aresztują tylko jego, ale reszta może się już bać.
W mieszkaniu “bombiarza” znaleziono pistolet,
1100 sztuk amunicji i trochę szrotu, mogącego służyć jako składnik materiału
wybuchowego.
Od daty aresztowania, aż do dziś cisza, jak
po pogrzebie organisty…. nawet Lis czy też Olejnik z michnikami – gęba na
kłódkę.
Władza wyczekuje, zasadza się.
Wie, że na 11. Listopada przewidziane są
zamieszki, to dopiero po tym całosć się połaczy. Tak też się dzieje.
Faza “B”
Udolnie nieudolna policja wraz z polityczną
policją PO, doprowadza w trakcie Marszu Niepodległości do zadym w Stolicy,
obarczając odpowiedzialnością organizatorów – ONR i Młodzież Wszechpolską.
Faza “C”
Burdy w stolicy, zapowiedź powołania
wspólnego Narodowego Ruchu, to fala uruchamiająca młyn “tuskoidalnych”. Władza
odczekuje tydzień, w którym pętaki z SLD oraz od Palikota (sejmowy plankton)
domagają się delegalizacji obu narodowych partii, podsycając ogólną histerię. “Tuski” z kamienną miną czekają, nie mieszają
się do awantury i …. dziś pozwalają ujawnić “bombę informacyjną”!
Faza “D” (tak będzie)
Teraz sprawy potoczą się już szybciej.
Zapewne w najbliższym czasie “Gazwyb”, TVN, Polsat oraz co bardziej
“nowoczesne” media reżimowe udowodnią
(powołując się na przecieki z policji, prokuratury…), że Brunon “jakiśtam”
współdziałał z przedstawicielami ONR lub Młodzieży Wszechpolskiej.
Jeżeli nawet nie działał, to był faszystą i
kimś tam jeszcze… oczywiście takim znienawidzonym przez Blumsztajna i Lisa ze
stadem.
Stanie się to pretekstem do stosownej nagonki
na oba ugrupowania oraz w niedalekiej
przyszłości podstawą do delegalizacji ONR I MW.
Już po wszystkim Tusk z Lisem i “blumsztajnami”
pierdykną sobie z szampana i odśpiewają jakąś międzynarodówkę.
A jak to się robi u naszych
sąsiadów?
Na przykład:
-
4 września 1999 nastąpił wybuch samochodu pułapki pod blokiem dla wojskowych i
ich rodzin w Bujnaksku w Dagestanie, zginęły 64 osoby,
-
9 września 1999 wybuch zniszczył dziewięciopiętrowy blok w
południowo-wschodniej części Moskwy, zabijając co najmniej 93 osoby,
-
13 września 1999 identyczna eksplozja zniszczyła dom w południowej części
Moskwy. Zginęło kilkadziesiąt osób,
-
16 września 1999 wybuchła bomba podłożona po dziewięciokondygnacyjny budynek
mieszkalny w Wołgodońsku na południu Rosji, zabijając 18 osób i raniąc
kilkadziesiąt.
Wszystkie
te prowokacje były pretekstem do rozpoczecia wojny, akcji zbrojnej przeciw
wrogom.
Władimir
Putin nie ma zahamowań i skupułów, gdy chodzi wyelimowanie nieprzychylnych mu.
Gotów jest poświęcić nawet życie swoich obywateli w imię nieograniczonej
władzy.
Tylko
ręce składać do Boga, że Tusk taki dobry albo,… mniej odważny.
Ale,
pożyjemy I zobaczymy – o ile jeszcze pożyjemy…
Etykiety:
bałach,
bombiarz,
Donald Tusk,
głupoty,
Platforma Obywatelska,
POlicja,
Polityka,
prowokacja,
ściema,
zamach na sejm
niedziela, 11 listopada 2012
"Pożydzie" w kinach!
Już w kinach!
Streszczenie:
Srul Goldbruch po latach emigracji
przyjeżdża z Izraela do Polski, zaalarmowany wiadomością, że jego młodszy brat Dawid
popadł w konflikt z mieszkańcami swojej miejscowości Poje(dwabne)bane. Po przyjeździe
odkrywa, że przyczyną jest mroczna tajemnica sprzed lat. Skłóceni od lat bracia
próbują dojść prawdy.
Prowadzone przez nich śledztwo zaostrza
konflikt, który przeradza się w otwartą agresję. Ujawniona tajemnica o
żydowskim mordzie na własnych rodakach odciśnie tragiczne piętno na życiu braci
i ich sąsiadów....
Osoba reżysera Wladka Pasikowskiego (Pasikonika) gwarantuje napięcie i mrożącą krew w żyłach akcję. Podobnie jak w "Psach" i "Psach II" mamy gwarantowane przynajmniej 10 "K... mać" na 12 wypowiadanych wyrazów oraz 7 "Pierd...ę" i "Wyp...alaj" na trzy zdania w każdej dyskusji...
Etykiety:
głupoty,
gniot,
Gross,
kłamstwa,
Pasikowski,
Pokłosie,
pożydzie,
żydokomuna,
żydowskie kłamstwa.
środa, 31 października 2012
Głos Ułomnych
Postanowiłem poświęcić trochę miejsca publikacjom oraz
komentarzom czołowych postaci życia publicznego III RP, dotyczących
wczorajszego njusa z “Rzeczpospolitej”.
Oczywiście chodzi o “ślady
trotylu…” i reakcję lemingów, na zarówno ten njus, jak i jego późniejsze
sprostowanie.
Całość postanowiłem nazwać “głosem ułomnych” z uwagi na
bezkresą głupotę, graniczącą z przepastnym brakiem inteligencji u komentatorów.
Głos trolla
Pierwszy, już zaraz po “dementi” Rzeczpospolitej, swoją
radość z powodu tego, że (jak to on zrozumiał ) to tylko zaniedbania Tuska
& Co. a nie wybuch doprowadziły do śmierci Prezydenta Kaczyńskiego, wyraził
“Gazowyborczy” troll Kuczyński.
"Od rana oglądamy prawdziwy PiS i prawdziwego wodza.
Wybuchy, największa zbrodnia, groźby i wyroki, tajemna wiedza. Paranoja! Hydra
na wizji!" – napisał.
"Dzień dzisiejszy pokazuje, jak namiętne jest
pragnienie, żeby tylko był zamach! Kochany zamachu już byłeś tuż tuż. A tu
trotyl może być PCW!"
Podobne idiotyzmy mógł wyskrobać tylko Kuczyński, zausznik
Michnika i jedna z paskudniejszych postaci polityki polskiej po 1989 roku. Co
cechuje wypowiedzi Kuczyńskiego? Głupota I brak
logiki. Wszak to typowe dla ludzi z “Gazowyborczej”.
Gwoli ścisłości, od rana wcale nie oglądaliśmy Prezesa
Kaczyńskiego, go oglądaliśmy samych “fachowców”
od dynamitu itp. i to na wszystkich programach.
Gdyby Kuczyński zamiast dłubać w nosie I puszczać baki w
krzesło poczytał trochę, to co od wielu miesięcy mówi Kaczyński, może
zrozumiałby, że hipoteza o wybuchu wewnątrz
rządowego samolotu, nie powstała po publikacji w Rzepie lecz dużo
wcześniej, po opracowaniu wyników badań przeprowadzonych przez niezależnych
naukowców. Spróbuję zatem przetworzyć nieco słowa Kuczyńskiego I przekazać je w
jego stronę: "Dzień dzisiejszy pokazuje, jak namiętne jest
pragnienie głupków, żeby tylko nie był zamach! Kochany wypadku z winy
Prezydenta Kaczyńskiego, tak pięknie sugerowany w “GW” i zakłamywany na tych
łamach, już byłeś tuż tuż. A tu PCW może być trotylem!”
Głos
żigolaka
Niedługo po “gazowyborczym trollu” głos dał żigolak Sikorski, mąż jednej
amerykańskiej Żydówki.
"Kompromitacja Jarosława Kaczyńskiego,
"Rzeczpospolitej" i red. Gmyza"
- napisał na Twitterze.
Sikorski pisać wszak umie tylko na Twitterze, bo tam duzo
pisać się nie da. To mu bardzo ułatwia zycie, bo jako absolwent Oksfordu i
kolega Dyzmy miewa z tym trudności (do dziś nie widziałem więksego tekstu
pisanego przez Aplebaum-Sikorskiego). Wielkie słowo “kompromitacja”! Ale czym skompromitował się Kaczyński? W
końcu zarówno Sikorski z Tuskiem mają swoje (sic!) wyniki badań ze Smoleńska
jak i Kaczyński ma swoje. W przypadku tych rządowych wyników, nie jest
szczęśliwe określenie “swoje” , bo to przepisane bzdury z raportu MAK, ale nich im będzie… że to ich.
Zatem “kompromitacja”.
Określenie to, w
ustach Sikorskiego brzmi dość śmiesznie. Spieszę przypomnieć, że prawdziwą kompromitacją było np.
współdziałanie Sikorskiego z Łukaszenką I pomocna dłoń “oksfordczyka” we
wsadzeniu opozycjonisty Alesia Białackiego do białoruskiego więzienia. To za
sprawą naszego MSZ (którego szefem jest Sikorski) Aleksandr Łukaszenki otrzymał
dowody, dzięki którym mógł represjonować opozycjonistę.
I kto tu się skompromitował Panie ładny – pomagierze “białoruskiego hitlera”?!
Głos “Cioci-Zyzola”
Kolejny ułomny, to już typowy aparatczyk PO. Rafał Grupiński, zwany ‘Ciocia-Zyzol” z uwagi
na miękie gesty I zeza w oku dziś bełkocze: - W
Polsce nie powinno być miejsca dla Jarosława Kaczyńskiego, który oskarża władze
Rzeczpospolitej o współudział w zamachu. Najwyraźniej “zyzolowi” już się wszystko pomieszało.
Niedowidzi, a dodatkowo I niedosłyszy i plecie…
Przytoczę tu oryginalną
wypowiedź Kaczyńskiego:
Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta, to jest niesłychana zbrodnia.
Każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo, czy poplecznictwo miał z nią
cokolwiek wspólnego, musi ponieść tego konsekwencje, w tym kierunku będziemy
działali.
Jak widać stara zasada “udeż w stół a nożyce odezwą się”
działa. Wystarczyło, że Prezes PiS ostrzej przycisnął, a Grupiński już dostał
sraczki i wsypał kolegów.
Głos kierbela
“Cioci-Zyzol” wtórował dziś Pawełek
Olszewski – cudowne dziecko platformy i lewizny, z domu Kierbel po Kierbelach.
- Jarosław Kaczyński na podstawie jednej publikacji oskarżył
rząd o morderstwo, zabójstwo, zamach, współudział w spisku z Rosją
- powiedział dziś w radiowej Trójce.
O ile “Zyzol” operował ogólnikami i całkowitą winą obarczał
własnych kolegów, to rzecznik klubu PO – Kierbel “Olszewski” już uściślił i
winę podzielił między Tuska o Moskwę. To taki rodzinny - Kierbelów sposób na
wymiksowanie się od całkowitej odpowiedzialności.
Głos układnego
Nie
da się ułożyć sobie życia w jednym państwie z osobami takimi jak Jarosław
Kaczyński. Trudno sobie wyobrazić życie publiczne w
Polsce, kiedy lider opozycji formułuje oskarżenia o zbrodnię wobec własnego
państwa.
Urzędnikom i funkcjonariuszom państwowym niezwykle trudno
pracować "pod ciśnieniem coraz bardziej absurdalnych i radykalnych
oskarżeń".
Tyle w sprawie wypowiedział sam Tusk
Donald.
Jakie to dla odmiany rodzinne i pełne
miłości!
Toś zamiast ściągać do Polski wrak
samolotu, badać oryginały czarnych skrzynek, zajmować się godnym pochówkiem
ofiar, wyjaśniać przyczyny katastrofy – premier Tusk próbuje układać sobie
życie z liderem opozycji i przepisuje raport sowieckiego MAKu, że niby to jego.
Żal premiera budzą też trudy pracy jego gabinetu “pod presją”. No, faktycznie
zamiast klaskać i kibicować nieudolnej władzy, która nie umie upomnieć się o
swoje, opozycja ją krytykuje! Nie do pomyślenia!
Tym samym premier Tusk dołaczył do
“Galerii Ułomnych”…
Głos
marychujanisty
Nie omieszkał też zabrać głos w sprawie
Janusz Palikot.
O Kaczyńskim pisze: “(…)
aresztować go, jako człowieka, który pomawia najważniejsze organy państwa, albo
psycholog, wychodząc z założenia, że Kaczyński jest człowiekiem niepoczytalnym
i nie wie, co mówi. Nie można tolerować takiego języka. Sam byłem wielokrotnie
atakowany za swoje wypowiedzi i nie widzę żadnego powodu, żeby prokuratura
tolerowała w Polsce podobny sposób mówienia o kimkolwiek (…)
W/w pierdoły można podsumować tylko
gromkim smiechem. Wszak Palikot żyje już od dawna w swoim świecie z marychujaną
i “chłopami bez jaj”, toteż mu się inteligencja stępiła. Jednego wszak nie
można mu zarzucić – niskiej oceny własnej osoby. To iście
napoleońska buta wyłazi z Janusza!
Jak można wywnioskować z powyższego wpisu, prawo do używania ostrych
słów posiada, jako właściciel praw autorskich
- Palikot.
“Copyright by J. Palikot” winno znaleźć
się w każdym zdaniu, które jest nieprzychylne dla władzy. W/w fragment
palikociego bełkotu, to chyba zapowiedź spraw karnych, które bedą przez
Palikota wytaczane plagiatorom?
Sam byłem wielokrotnie atakowany za swoje wypowiedzi i nie
widzę żadnego powodu, żeby prokuratura tolerowała w Polsce podobny sposób
mówienia o kimkolwiek (…) czyli – ja to mogę,
mi nic nie zrobią, co najwyżej pokrzyczą, ale kto będzie używał podobnej
retoryki, to powinni go wsadzić do więzienia…
Marychujano, pozwól żyć!
Głos pierdolącego
Jeszcze Seweryn Blumsztajn z "gazowybu"
w sobie tylko właściwym stylu napisał: Cezary Gmyz chciał tym tekstem podpalić
państwo. Próba okazała się żałosna – czym udezył na trwogę w jankielowe cymbały.
Takie piekne państwo - i po co je
podpalać? Lepiej już “pierdolić - nie rodzić”, do czego
znany z kultury osobistej i wykwintnego języka redaktor, nie tak dawno na
jakimś marszu ułomnych namawiał.
Ech, szkoda czasu na
komentowanie słów głupka…
Głos z torebki do rzygania
Głos z torebki do rzygania
Na koniec niezawodny Tomasz Hypki, nazywany w różnych
reżimowych stacjach “ekspertem
lotnictwa” oraz “ekspertem od wypadków lotniczych”, a którego znajomość tematu
lotniczego sprowadza sie do podróży samolotem do Gdańska i spowrotem oraz narzyganie
do torebki na wymioty, co od biedy można uznać za wypadek lotniczy.
Otóż ów Hypki, bratersko wspierający niegdyś WSI oraz inne
służby specjalne PRL i PRL-bis twierdzi, że: (…) Gdyby w Smoleńsku doszło do
zamachu, to trzeba by założyć, że zamachowcami byli polscy politycy i załoga
samolotu, bo oni mieli wpływ na ten lot. Podstawowe dowody w tej katastrofie, a
więc zapisy z rejestratorów lotu i ślady na ziemi, jednoznacznie wskazują na
wersję przebiegu ostatnich chwil lotu Tupolewa, którą przedstawiła komisja Millera….”
To granie na
emocjach -
mówi “ekspert ds. lotnictwa i wojskowości”.
Wersja zamachowa
nie ma potwierdzenia w pozostałych zgromadzonych dowodach.
Ot,
jaki ekspert! Kolejny “ułomny” z myśleniem na bakier… Trudno nawet komentować
głupotę wypowiedzi i insynuacji “eksperta”. Wystarczy tylko zwrócić uwagę, że
rejestratory lotu, są nadal u mocodawców Hypkiego w Rosjji, a to co Polska
otrzymała to kopie zapisu oraz, że nie zawsze (jak pokazuje historia) materiały
wybuchowe wnoszą pasażerowie…
Właściwie
równie dobrze “ekspertem lotnictwa” o takim poziomie wiedzy, mogałby zostać
zamiast Hypkiego np. Doda lub Frytka.
Choć one są bardziej wiarygodne…
A reszcie “ułomnej menażerii” nie warto nawet poświęcać
uwagi….
środa, 17 października 2012
Dach nad Narodowym czyli Tusk to załatwi
-->
Ktoś nie zamknął dachu nad Stadionem Narodowym i
cały mecz z Anglikami szlag trafił.
Wody nakapało co nie miara, tak że w
waterpolo grać można było, przez co kibice rozrywkę niemożebną mięli w postaci
zasyłanych na PZPN oraz ministrę Muchę jobów.
Dla PZPNu to nie nowość a i Mucha cienko bzyka – więc olewa,
toteż najbardziej „poczuł się w obowiązku“ nasz niezastąpiony Superman oraz
Batman ze Spidermanem łączony naraz –
Donald Tusk.
Starą metodą bolszewików (wczśniej już przez niego testowaną
na narodzie) wyszedł przed szereg i zakrzyknał: „Ja im pokażę i ja to
załatwię“, po czym zarządził kontrolę w Ministerstwie Sportu oraz NCS.
Nie pierwszy już raz premier przed tłumem udowadnia, że ci
wszyscy ministrowie, panie ministry oraz dyrektoriat spółek państwowych to
biorą tylko forsę za puszczanie bąków w wygodne fotele, bo właściwie to tylko on – premier potrafi
coś właściwego zarządzić i wyjasnić.
Jasno wynika z powyższego, że taka ministra czy inny
dyrektorek, nie potrafi samo z siebie kontroli odpowiedniej w temacie przeprowadzić.
Brak umiejętności
decyzyjnych?
Może tak być, to typowe u lemingów.
Oczywiście, później w premierowym zaciszu - jak to było w dowcipie, premier po namyśle
ocenia, że podejmować decyzje za dziewiętnastu czy tam dwudziestu pierdzących w
stołki ministrów to ponad jego siły,
więc stwierdza: „Przecież się k...wa nie rozerwę...“ i cały ten cyrk z nasyłaniem kontroli w
łeb bierze, bo tak na prawdę – po co mu te kontrole, żeby jeszcze bardziej
zdołować własny rząd?
Ale niejwżniejsze, że przekaz „w Polskę idzie“ i pewnie słupek
Tuskowi drgnie, bo lemingi lubią jak się ładnie mówi oraz obiecuje.
Premier lubi mowić.
Lubi szczególnie mówić o rzeczach o których jego wyborcy
lubią słuchać.
Lubi też mówić o tym, co może mu poprawić i tak już kaprawe
notowania.
O czynach trudno dyskutować, gdyż poza mówieniem pan Tusk
niczym innym (może prócz rypania w gałę) się nie zajmuje.
To bardzo ładnie wygląda, gdy szeryf osobiście, bez względu
na ofiary obiecuje kontrole i lustracje urzędów.
Te jednak, jak pokazuje życie ogłaszane są wybiórczo.
Rzecz w tym, że gdy sprawy dotyczą rzeczy poważnych, Tusk
chowa głowę w piasek i udaje „Strusia... porządku“.
Gdzie np. zalecane kontrole w ministerstwach po aferze
hazardowej czy też Amber Gold?
Może to zbyt błache w porównaniu z dachem na Narodowym
sprawy, a może w tych przypadkach odwagi zabrakło?
Etykiety:
Donald Tusk,
głupoty,
Joanna Mucha,
kontrole,
Lemingi,
Ministerstwo Sportu,
obciach
piątek, 12 października 2012
Z OSTATNEJ CHWILI! Całe expose premiera Tuska!
Udało nam się, jako pierwszym zdobyć nagranie drugiego w tej kadencji expose premiera Tuska! Warto posłuchać, bo o ważnych rzeczach jest mowa...
środa, 19 września 2012
Komorowski do pierdla!
(…) W kraju demokratycznym nie powinno być
zgody na
publiczne zachowania, które mają charakter obelżywy i obraźliwy wobec
głowy państwa i polegają na uczynieniu sobie z prezydenta RP pośmiewiska
(…)
– powiedział poseł PO tow. Michał Szczerba z Komisji Spraw Zagranicznych,
członek delegacji Sejmu do Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE.
Co funkcjonariuszowi partii panującej
zrobił biedny “gajowy” i czym podpadł nie wiadomo.
W każdym razie wychodzi na
to, że “właściciel żyrandola” i otyłej żony z domu Dziadzia, powinien
odpokutować (według słów Szczerby) w “pierdlu” swoje wybryki.
A nazbierało się sporo.
Już na samym początku swojego
“panowania”, Komorowski Bronisław, dał
się poznać jako wyjątkowy “uwłaczacz
godności prezydenckiej i czynnik pośmiewiska z głowy państwa”.
A to wydurlał królowej Norwegii
szampana z kieliszka, a to zasadził pokaźny tyłek w fotelu, zanim zaproszeni
goście (głowy państw) zostali poproszeni o spoczęcie, a to zadbał o suchość własnego
kołnierza podczas deszczu, pozwalając prezydentowi innego kraju moknąć, a to
pierwszy przeciskał własne gabaryty w urzędowych wrotach, wypychając koleżankę
małżonkę na bok, a to wpisując się do księgi kondolencyjnej i dokonując w dwóch
zdaniach – dwóch błędów ortograficznych…. a wszystko to w blasku fleszy i kamer
transmisyjnych.
Czyż czasem wszystkie te ekscesy nie mieszczą
się w kategorii występku, który piętnował z taką gorliwością tow. Szczerba?
Czy takie zachowania nie godzą w
wizerunek prezydenta RP?
Dlaczego pan Komorowski ma byś
traktowany inaczej niż zwykły obywatel?
Skoro urzędujący prezydent ośmiesza
urząd oraz godność Prezydenta RP i tym samym obraża się sam, powinien być
traktowany jak zwykły obywatel, który dajmy na to, na murze napisze “Komorowski
głupek”.
W końcu to na jedno wychodzi.
Etykiety:
głupoty,
Komorowski,
obciach,
PO,
Prezydent,
Szczerba,
wstyd,
zniesławienie prezydenta
środa, 4 lipca 2012
Tytułem „dobrego“ tytułu!
Gdy nie wiesz gdzie szukać idioty i bydlaka, otwórz strone
„Gzety Wyborczej“ albo Onetu i takowy znajdzie się sam.
Żydokomunistyczna sitwa z Agory oraz ich pomagierzy z
onetu nie ustają w walce z przejawami polskości w życiu publicznym i
niszczą wizerunek każdego nie pomijając osób nieżyjących.
Każego, kto w swoim życiu odważył się sprzeciwić sitwie o
komunistycznych i sowieckich korzeniach.
Michnik i spółka są pamiętliwi. Na pozór kwestie
historycznie nie zajmuja funcjonariuszy Agory w sposób szczególny, bo teraz to
raczej „czas pederastów“ lecz gdy tylko nadchodzią okoliczność ku temu,
zwyczaje ubecko-sowieckie wyniesione z domów rodzinnych biorą górę.
Nieraz przybiera to formy odpowiadające stanowi skretynienia
totalnego, jak na przykład wczorajsza informacja o kłopotach prezydenta Gruzji
Saakaszwilego.
Czym podpadł Saakszwili „michnikoidom“?
Ot, po prostu wspierał ze wzajemnością Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego.
Obecnie specjalna grupa kretynów – funkcjnariuszy z „GW“ preparuje
domniemane afery prezydenta Gruzji oraz zajmuje się tworzeniem „czarnego
pijaru“ owemu przywódcy.
Jakoś dziwnie nie przeszkadzają kretynom z „GW“: ludobojstwo
żydowskich (izraelskich) przywódców, gangsterka światowa Baracka Obamy, zamordyzm
rządu chińskiego itp...
Ważne, że sojusznik NATOwski, głowa państwa, które jako
jedyne sprzeciwia się postsowieckiej i
zbrodniczej machinie kierowanej przez oficera KGB Putina, ma „problemy w kraju“
ku wielkiej uciesze „GW“!
Zresztą tak na prawdę nie chodzi wcale o Saakaszwilego.
Chodzi o zestawienie kłopotów przywódcy Gruzji z osobą
Śp. Prezydenta Kaczyńskiego.
Pokazanie, że Kaczyński zadawał się z człowiekiem,
który nie jest „wporzo“ i „spoko“!
Jak nie inaczej interpretować ten fakt, skoro pod materiałem
o wymownym tytule: „Kłopoty przyjaciela Lecha Kaczńskiego“ widnieją tagi: Lech Kaczyński, Gazeta Wyborcza, Korupcja,
Micheil Saakaszwili, Polityka, Gruzja, Inwestycje.
Warto zwrócić uwagę, że pierwszym tagim
jest: Lech Kaczyński, natomiast
matriał opowiada o Saakaszwilim!
Co to sugeruje?
A każdy niech sobie dopowie, w każdym
razie wytrawni UBecy z epoki Bieruta pogratulowali by „michnikoidom“
z GW i onetu.
--------------------------------
A gdyby tak napisać materiał o
pedofilii przyjaciela Michnika – Daniela Cohn – Bendita? Widzę taki tytuł: „Pedofilia
przyjaciela Adama Michnika. Czy tylko zboczeniec może przyjaźnić się
z dewiantem?“ I do tego
dajemy tagi: Adam Michnik, pedofilia, zboczenie, dewiacja, zły dotyk,
Gazeta Wyborcza, Daniel Cohn-Bendit.
Można też tak: „Żydowscy oprawcy z Getta. Okrutni
pomagierzy Stroopa“ (rzecz o policji żydowskiej współpracującej z
hitlerowcami) i do tego tagi: Żydzi,
mordercy, zagłada getta, cywile, Niemcy.
Albo tak: „Zbrodnie na ludności polskiej partyjnych
towarzyszy ojca Adama Michnika“ (rzecz o KPP i KPZU) i oczywiście tagi:
Adam Michnik, komunista, Komunistyczna
Partia Polski, komunizm, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, Żydokomuna,
sowiecka agentura, Ozjasz Szechter.
Etykiety:
Agora,
dewiacja,
Gazeta Wyborcza,
głupoty,
łobuzeria,
Michnik,
postkomuniści,
sitwa,
ubeckie metody
niedziela, 27 listopada 2011
Bez świńskiego ryja ale z małpim rozumem
Kolejny etap robienia wody z mózgu publice.
W
poniedziałek Ruch Palikota złoży w Sejmie wniosek o powołanie nadzwyczajnej
sejmowej komisji do spraw delegalizacji PZPN - powiedział rzecznik klubu
Andrzej Rozenek. Według Ruchu, PZPN "tylko szkodzi polskiej piłce, a nie
jej pomaga".
To nie
jest dowcip, tak naprawdę powiedział człowiek od Palikota.
Co to
oznacza?
Nic.
Nic poza
tym, że ten głupkowaty pomysł obliczony jest na poklask tej bardziej prostej
części społeczeństwa, wyborców Ruchu Palikota oraz tych niezdecydowanych i tych
z SLD.
W naszym
kraju, jak kiedyś już zbadano najwięcej jest lekarzy, polityków oraz fachowców
od piłki nożnej. Tych ostatnich właśnie próbuje wciągnąć do swojej brudnej,
politycznej gry Palikot.
Ma się
teraz przedstawiać jako człowiek, który zrobi porządek z piłkarską centralą i
na czele kibicowskiej wiary ze
sztandarem „je..ć PZPN” poprowadzi lud na barykady.
Nie
podejrzewam, że sam Palikot był kiedykolwiek na piłkarskim meczu, oraz że wie o
co w tej grze chodzi. Wie natomiast, że najłatwiej otumanić ludzi dając im
nadzieję na coś z pozoru nieosiągalnego a społecznie oczekiwanego. Przećwiczył już
zresztą takie „wciskanie kitu” stojąc niegdyś na czele komisji „przyjazne
państwo”.
Na czym
ma polegać „delegalizacja PZPN”, bądź zapowiadane wcześniej zawieszanie (czy
odwoływanie) jego kierownictwa?
Co ma do
tego sejm?
Warto
przypomnieć, że Polski Związek Piłki Nożnej jest stowarzyszeniem podlegającym
pod UEFA (Unię
Europejskich Związków Piłkarskich) i nie jest w żaden sposób instytucją państwową,
podległą partiom politycznym, władzy
rządowej oraz oczywiście jakimś komisjom sejmowym.
Jedynym sposobem
na odwołanie kogokolwiek z kierownictwa PZPN, jest udowodnienie mu przez sąd
malwersacji finansowej lub innego aktu bezprawia (skazanie go), bądź nie
udzielenie mu absolutorium podczas walnego zjazdu związku.
Innej możliwości
NIE MA!
Delegalizacja
PZPN oznaczała by natomiast wycofanie reprezentacji Polski ze struktur
UEFowskich, czyli reprezentacji oraz klubów ze wszelkich rozgrywek pod egidą
UEFA. Mistrzostwa Europy mogli byśmy sobie już darować (odbyły by się bez nas i
nie u nas), podobnie jak rozgrywki klubowe i pucharowe.
Co zatem
oferuje Polsce Palikot?
Wielomiliardowe
odszkodowania, straty z tytułu utraconych korzyści, niewykorzystanych
inwestycji....
Zarówno
instytucje futbolowych sponsorów, jak i kluby piłkarskie w razie wdrożenie
bzdur Palikota stały by się wierzycielami polskiego państwa i to na wielkie miliardy!
Odszkodowania
pogłębiły by budżet do reszty.
Delegalizacja
i co dalej?
Powołanie
związku piłkarskiego przez rząd, sejm?
A gdzie
miał by się zrzeszyć taki twór, w Radzie Ministrów?
Najprawdopodobniej
tak, bo do UEFA, takiej organizacji politycznej nikt by nie przyjął.
Rozważanie
są oczywiście czysto teoretyczne, bo póki co Palikot z Rozenkiem mogą sobie
delegalizować własne związki małżeńskie lub palenie „jonitów” w domowej
łazience... a zawieszać co najwyżej papier toaletowy w sejmowej wygódce.
Ludziom myślącym nauczkę dały już trzykrotne próby zawieszania zarządu PZPN, które
to za każdym razem kończyły się pokutnym workiem na urzędnikach strony rządowej.
Chcecie
wyrzucić Latę i Kręcine – znajdźcie dowody ich działania niezgodnego z prawem,
bo póki co wątpliwej wiarygodności objawione ostatnio „taśmy kompromitujące”
nie przekonują.
Zdelegalizujmy
już raczej szkodników i idiotów z małpim rozumem, którzy w majestacie prawa
mogą przy aplauzie ciemniaków narobić bardzo drogich głupot.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














