Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupoty. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Wpadka Newsweeka.

 Organ PZPO - Newsweek zaliczył wpadkę. Jak zawsze nie starczyło inteligencji, rozumu i umiejętności. Tomasz (Syfi)Lis rwie włosy z głowy, bo zleceń od (póki co jeszcze) rządu może więcej nie być. Wydawca NW już zastanawia się, czy nie pogonić całego zespołu redakcyjnego - jak kto woli Zespołu Downa. Pamiętaj Newsweek, to nie tygodnik - to stan umysłu!




piątek, 28 sierpnia 2015

Newsweek, to stan umysłu.


Nie wiem, czy kryterium angażu do Newsweeka jest kombatancka, czekistowska  przeszłość w „Gazecie Wyborczej“ – jak sugerują niektórzy.
Wiem natomiast, że najłatwiej zabłyszczeć mając wokoło głupszych od siebie.
Z tego założenia wychodzi właśnie  red. Tomasz Lis.
Choć w przypadku szefa tygodnika Newsweek jest niezmiernie trudne, to jednak się udaje.
Można powiedzieć śmiało, że właśnie poziom umysłowy, niższy od i tak nie wysokiego poziomu umysłowego redaktora naczelnego, jest własnie tym głównym kryterium przyjęcia do peowskiej gadzinówki.
W ten to sposób termin „newsweek“ stał się synonimem stanu umysłowego, zawieszonego na bardzo niskim poziomie.

Dziennikarstwo, to trudna sztuka wymagająca sprawności umysłowej i umiejętności wyciagania wniosków z przedstawianych faktów.
Najwyraźniej nie dotyczy to „paradziennikarzy“ z Newsweeka.
26. sierpnia niejaki Wojciech Cieśla (były funkcjonariusz Gazety Wyborczej) z niejakim Michałem Krzymowskim (byłym praktykantem Gazety Wyborczej) napisali do Newsweeka tekst pt. „Niewygodne rachunki prezydenta”, w którym zarzucali Andrzejowi Dudzie, że za sejmowe pieniądze jeździł niegdyś do Poznania, gdzie nawet za sejmowe spał w hotelach i jadł a wszystko by uprawiać prywatę, czyli wykładać na Prywatnej Uczelni w stolicy Wielkopolski.
Nikt normalny nie potraktował wypocin „paradziennikarzy“ serio, więc trudno o poważny komentarz.
W TVP,  przyparty do muru przez Krzysztofa Ziemca, Prezydent Duda, jednoznacznie i krótko podsumował njusłykowe insynuacje, zaprzeczając iż kiedykolwiek prowadził wykłady w Poznaniu.


Głupota jednak zobowiązuje, więc Cieśla z Krzymowskim, kilka dniu później „pociągnęli temat“ i z kolei sami zaprzeczyli, że kilka dni wcześniej napisali iż Duda wykładał na Uczelni w Poznaniu (?!)
By nadać wydźwięku, tak mocnemu i zdecydowanemu twierdzeniu, już na początku nowego tekstu „Prezydent wciąga nas w kampanię, my wciąż czekamy na jego odpowiedź“ – potwierdzają tezę o wykładach Dudy w Poznaniu a kilka linijek dalej zaprzeczając, że o wykładach Dudy w Poznaniu napisali!



Istnieje prawdopodobieństwo, że może to Cieśla pisał o wykładach w Poznaniu, a Krzymowski nie wiedział o tym i stąd ta rozbieżność na odcinku zaledwie 14 linijek tekstu.
Wniosek, w tym wypadku nasuwa się jeden, że prócz umiejętności pisania cenne są w dziennikarstwie umiejętności czytania, bo całość zawiłej myśli tam zawartej przez super-duo, wygląda na twórczość nie zespołu dziennikarzy a raczej „Zespołu Downa“ i potwierdza tezę zawartą w tutule wpisu.

piątek, 22 maja 2015

Papierowe zamachy, płonące budki...


Dziś BOR udaremnił dwa zamachy na głowę (sic?!) państwa.
Lwy Komorowskiego bohatersko rzuciły się w Toruniu na gościa, który z garścią ulotek ruszył w stronę Prezydenta.
Dzielni „borowcy“ potwierdzili, że to nie żaden tam występek, tylko ordynarna próba okrutnego zamachu!
Aż strach pomyśleć, co mogło by się stać!
Pewnie Komorowski otrzymał by okrutną i zatrutą ulotkę.
Był też drugi zamach! Nieznany osobnik - zamachowiec (również w Toruniu) stał bezczelnie za prezydentem z plakatem „Głosuję na Bronka“. W pewnym momencie zaczął skandować: „WSI, Pro Cilvili“ oraz podarł plakat...
Został obezwładniony oraz aresztowany...
Ale cóż, „JAKI PREZYDENT – TAKI ZAMACH“.

Ale kto tam wie, jak jest na prawdę...
A może z tymi zamachami, to tak jak z budką pod ruską ambasadą...

piątek, 8 maja 2015

Tłituj Bredzisław tłituj...


Tłituj Bredzisław tłituj...

Grafoman i szczątkowy analfabeta Bronisław Maria Komorowski, mędzy snem a pilnowaniem żyrandola zajmuje się tłitowaniem. Oto próbka łgarstwa i partyjniackiego bredzenia.


I co z tego wspierania wynikło??!  To maszeruj sobie pan dalej... najwidoczniej we własnej partii mają go za to, za co ma też opozycja.


Aż mu nos rośnie.... albo oczy się psują. A wystarczy tylko poczytać statystyki...

Prezydent, który nie wie, że Sejm może uchwalić ustawę o o skróceniu wieku emerytalnego powinien pokazać nawet nie Dyplom Studiów Wyższych, ale Świadectwo Maruralne!


Odezwał się tenor i solista J) „Put WSIegda budiet sonce...“


To tak w celu uzupełnienia dystrybucji rozwiązań. Bo związkom formalnym to już się baaaardzo napomagał...

Ten dorobek 25 lat, to 11,7% bezrobotnych (zarejestrowanych), 296 Euro płacy minimalnej, 2.100.00 Polaków na emigracji zarobkowej... Rozkradzione państwo, bezkarność oligarchów. Jesteśmy dumni.




Komorowski nie głosował za likwidacją Wojskowych Służb Informacyjnych. Bał się chyba Dukaczewskiego i ruskiej agenury.

Zakładam, że bredni prezydenta ciąg dalszy nastąpi za tydzień...

niedziela, 27 października 2013

Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Wałęsa w Londynie" odc. 3

Trzeci odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN .
 


wtorek, 16 kwietnia 2013

Jak zagospodrować Artymowicza




Nieopisane pokłady talentów drzemią w wybitnym naukowcu białoruskim - Pawle Artymowiczu (Павэл Николаевич Aртимович).
Z wielką dozą nieskrywanego podziwu należy stwierdzić, że pierwszym, który poznał się na geniuszu astrofizyka, był pan premier.
Dotąd prosty lecz przykładny docent badał sobie spokojnie ciała niebieskie i nie marzył nawet o karierze politycznej a tu pan premier czarodziejską laską… stuk, puk...itd. Itp.
Nie jest łatwo wyjaśnić w jaki sposób astronom, w ewolucji gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamice dysków astrofizycznych zabarwionych pyłem międzygwiazdnym wyczytał rozwiązanie zagadki tragedii smoleńskiej.
To chyba  tylko dzięki ogromnej intuicji, talentowi i oddaniu panu Premierowi.
Jak przystało na zapalonego posiadacza talentów wszelakich, Paweł Artymowicz, jako popisówkę  na prędce sklecił coś na wzór “dobranocki” z epoki “Gąski Balbinki” i nazwał to “symulacja lotu TU-154”, czym ujął do głębi Donalda Tuska zakochanego w filmach rysunkowych.
W przypływie miłości własnej pan premier nakazał zakończyć śledztwo, zamknąć teczki i dla pewnośći spalić... Artmowiczowi polecił przyznać tytuł „Złotego Leminga z gwiazdami oraz pryszczem i ogłosił, że sprawę Smoleńska wyjaśniono, a jak to chce poczytać to MIller właśnie wszystko opisał. Dla spragnionych oryginału, dostępny raport MAK. 

Odtąd świat przed Artmowiczem stanął otworem, a zaufaniem władzy począł cieszyć nieograniczonym.
Jak tu nie wierzyć w przysłowie, iż każdy żołnierz nosi w tornistrze buławę marszałkowską?
Przecież sukces osiągnął skromny astrofizyk, specjalista od gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamiki dysków astrofizycznych czyli o specjalności zupełnie nie przystającej do istoty prowadzonych badań.
Przypadek?
Całkowicie błędne myślenie!
Wszystkim zazdrośnikom oświadczam więc, że Paweł Artymowicz posiada licencję pilota – amatora.  Od czternastu lat kieruje takimi fortecami powietrznymi jak awionetki i coś na podobieństwo latawca ze śmigłem, toteż na ten przykład, taki kapitan Wrona tytułuje go zapewne: “kolego” .
“Nie ma śmiania…”
Skoro sprawa została przez Artymowicza wyjaśniona, komisja Millera zakończyła dłubać w nosie a bohaterscy prokuratorzy wojskowi bez strat w ludziach wrócili z „pobieżnych oględzin“ wraku, można a nawet trzeba tak wybitnego fachowca jak pan Paweł zagospodarować.
Jak?
Otórz, wiadomo że pan Artymowicz posiada również wiele innych uprawnień i dokumentow, które stawiają go w roli fachowca a nawet w danym temacie alfy z omegą włącznie.
Choćby posiadanie takiego „prawa jazdy“ może skłonić władze do zatrudnienie Pawła Artymowicza jako głównego eksperta do spraw motoryzacji a nawet budowy autostrad.
„Karta rowerowa“ w rękach Artymowicza może oznaczać, ni mniej, ni więcej,  iż jest on jedyną osobą mogącą rozwiązać problemy „ścieżek rowerowych“ a bilet miesięczny to przepustka do fotela reformatora transportu miejskiego.
Z kolei karta bankowa to idealny dokument stwierdzający ponadwybitny talent w dziedzinie bankowości. A kwit z pralni to.... itd...itp.
Panie Artymowicz, daj pan się zagospodarować panu premierowi. On tak bardzo potrzebuje dziś fachowców!

czwartek, 11 kwietnia 2013

wtorek, 12 lutego 2013

Słuchaj no Henia, zrób mi...


Henryka Krzywonos, znana tramwajarka, która zatrzymała już zatrzymany (na skutek odłączonego zasilania) tramwaj i tym bohaterskim czynem zapisała się na kartach historii III RP, obraziła się na Palikota. 
Podobno Palikot, w czasie gdy próbował skaperować ją do swojej drużyny, wysyłał  niestosowne SMS-y czym dotknął do żywego jej kobiecą i opozycyjną-tramwajarską godność.
Cóż takiego mógł wypiswać Palikot - Krzywonosowa nie ujawnia, bo to jest „niezgodne z jej  zasadami“. 
W takim razie, zgodnie z ogólnie panującymi zasadami, postawa „wiem, ale nie powiem“ daje prawo oraz podstawy do snucia hipotez.
Na onetowskiej stronie Politykier.pl, autorzy przypuszczają, że ów „niestosowny SMS“ od Palikota mógł brzemieć:  „Słuchaj no Henia, lecąc na kongres zrób mi łaskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam rano".
Oczywiście mogło tak być.
Szczególnie, że Henia uczestniczyła w kongresie Palikociarni, gdzie nawet coś powiedziała do mikrofonu na mównicy.
Wtajemniczeni twierdzą też, że poziom wypowiedzi, mógł wskazywać na „spożycie“, toteż ta wersja  z kefirem pasowałaby jak ulał.
Pamiętając też o erotycznych fanaberiach szefa partii i jego zamiłowaniu do penisów (trudno powiedziać czy tylko sztucznych), ów SMS mógł również brzmieć:  „Słuchaj no Henia, lecąc na kongres zrób mi laskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam rano".
Niestety na skutek „wielkiego focha“ strzelonego przez Krzywonosową, kto inny będzie teraz to wszystko robił Palikotowi.
A my już chyba wiemy kto!
Na pierwszy rzut oka, to urodą oraz posturą przypomina nawet „najsłynniejszą tramwajarkę“... ale w łapach silniejsza.

czwartek, 24 stycznia 2013

Żydowski antysemita


Wielkie prawdopodobieństwo, iż świat się faktycznie ma ku końcowi.
W najnowszym Newsweeku *) Żyd oskarża Żyda o.... antysemityzm.
Można a nawet należałoby traktować ten fakt raczej w kategorii dowcipu, gdyby nie poważne argumenty i nastrój nadęto-poważny autora – niejakiego Pazińskiego.
Obiektem oskarżeń jest Rafał Ziemkiewicz, zdaniem Pazińskiego – antysemita i prawdopodobnie też faszysta.
Tu kilka wyjasnień. Otóż Paziński posiadający imię Piotr, to redaktor naczelny głupkowatego i niszowego czasopisma „Midrasz“.
Gazetki,  założonej niegdyś przez Konstatntego Geberta, syna komunistycznego, stalinowskiego bandyty Bolesława, a która ma na celu namącić w głowach nielicznych żydowskich czytelników i wyrobić w nich poczucie wyższości nad gojami.
W „Midrasz“ publikowali m.in. stalinowski bydlak i zbrodniarz Zygmunt Bauman, zakapior z GZP LWP Michał Friedman oraz Henryk Grynberg – komunistyczny kolaborant.
Paziński, zwany „Paziakiem“ znany jest też wielu blogerom ze stron portalu Salon24, gdzie stanowił wazelinową satelitę niejakiego Eli Barbura.

Profil pisma podparty wyżej wymienionymi autorytetami, wyrobiła w Pazińskim przekonanie, że jako Superżyd ma wszelkie prawo do  decydowania, kto jest antysemitą i dlaczego. Korzysta zatem Paziak ze swoich przywilejów aż miło.
Teraz ciosy Pazińskiego sięgają również jego rodaków.
Rafał Ziemkiewicz, który kilka lat temu wspomniał swoje żydowskie pochodzenie, na skutek zdrowego podejścia do historii Żydów polskich stał się w oczach Pazińskiego oraz jego lewackiego środowiska wrogiem publicznym (czytaj antysemitą) numer jeden.
Wystarczyło, że tenże Ziemkiewicz przypomniał czane karty polskiego żydostwa. Zahaczył o kolaborację bolszewicką, zdradę przybranej Ojczyzny, współpracę z zaborcą – okupantem itp...  a dla Pazińskiego wystarczyło to do odsądzenia autora od czci i wiary.
Sprawdziło się tu stare powiedzenie, że ten jest antysemitą, kogo Żydzi nie lubią oraz, że nie wolno nawet krzyknąć na Żyda, który nadepnie ci na nogę, bo jest to oznaką antysemityzmu.
Dotychczas taki system sprawdzał się, bo zgnoić goja to łatwizna, ale do tej pory żaden Żyd nie oskarżył innego Żyda o antysemityzm!
Co w tej sytuacji ?
Posługując się prostą logika należy zupełnie serio zastanowić się, czy to czasem Paziński nie jest antysemitą, bo pomawia i oczernia Żyda Ziemkiewicza?
I do tego, pewnie Ziemiewicz go nie lubi.
Ech, Paziński, ty antysemito i faszysto!

Faktem jest też, że Paziński stek swoich bzdur zamieścił w Newsweeku za zgodą (bądź na życzenie) Tomasza „syna najucziwszego z Polaków“ Lisa. Jak więc nazwać tego goja, który posługuje się Żydem, by oczernić innego Żyda?
Hiperantysemitą i hiperfaszystą.
Tomaszu Lisie, ty.....

I jak to ma nie pierdyknać?


*) Nie ma sensu cytowania czy przytaczania bzdur wypisywanych przez „Paziaka“ bo w wiekszości urąga to ludzkiej inteligencji. Zresztą, kto chce niech kupi Newsweek i przebrnie przez „szambo Paziaka“.  Ale na własną podpowiedzialność.

czwartek, 3 stycznia 2013

Debil ubył, debil przybył....


Jak się okazuje stan debili w „Gazecie Wyborczej“ musi się zgadzać.  Ledwo pozbyto się jednego, bolesną pustkę  wypełnił drugi.
Wielkiego improwizatora i miłośnika muzycznej fantastyki stosowanej Pacewicza Piotra, wyp... przez Michnika z roboty, zastapiła Agata Kondzińska, również paranormalna muzyczna improwizatorka.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, debilną brać z „GW“ do muzyki fortepianowej niezwykle ciągnie, po czym własnie ich poznać można. 
Nieuctwo na poziomie szkolenia podstawowego w klasie fortepianu, czy może cierpienia z powodu braku instrumentu?
To trudno powiedzieć.
„Słynny kardiolog, o rękach cenniejszych niż wirtuoz pianista, bo ratujący nimi życie, idzie przez główny hol swego szpitala, ręce ma skute...“ – bełkotał niegdyś kiczowaty Pacewicz
„Propaganda antyrządowa i mord smoleński, to dwa fortepiany, na których PiS grał Polakom przez cały rok ...“ – bredzi obecnie w stylu mistrza kiczu – Kondzińska oraz dodaje tęskno i pianissiomo  -  „Nowych instrumentów w orkiestrze Jarosława Kaczyńskiego nie widać....“
Takie to muzyczne obsesje i tęsknoty za talentem objawiają się w „gazowybie“...
Aby pozostać w miłym temacie dziennikarskego muzykowania, nieśmiało zasugeruję pani Kondzińskiej wewnątrzredakcyjny koncert, powiedzmy w wykonaniu samego Adama Michnika.
Tylko ten fortepian nie za bardo pasuje.... zbyt Chopinem pachnie.
Ale mogą przecież być skrzypce. Tak, mały koncert Michnika na skrzypeczkach, powiedzmy na dachu w Agorze.... a pani redaktor to pięknie opisze, że nawet Pacewiczowi oko zbieleje.

czwartek, 20 grudnia 2012

Jednak końca świata nie będzie! Koziej załatwił.



- Uznaliśmy, że to jest bardzo mało prawdopodobne – powiedział o prognozowanym na jutro końcu świata generał Stanisław (z) Koziej (d… trąba).
- Może w jakimś końcu świata będzie koniec świata. Nie wiem. W każdym razie w Polsce nie będzie.
No tośmy się uspokoili.
Kto jak kto, ale taaaaki generał wie więcej niż normalni obywatele i wróże.
Zacny szef BBN wykazał się nie lada talentem oraz wielką umiejętnością zapobiegania sytuacjom kryzysowym.
Już sam fakt, że instytucja taka jak Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zajmuje się przepowiedniami Majów – budzi poczucie bezpieczeństwa i spokoju.
Śmiem nawet przypuszczać, że ostatnie (wczorajsze) posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświecone było temu zatrważającemu wydarzeniu.
Tęgie głowy Palikota, Millera, Tuska oraz prezydenta Komorowskiego zoganizowały burzę mózgów i efekty są widoczne.
Politycy uchwalili model działania – generał wykonał.
Co za szczęście, że mamy dzielnego Stanisława Kozieja, który potrafi sprawić, że (jak powiedział): “może w jakimś końcu świata będzie koniec świata. (…) W każdym razie w Polsce nie będzie”.
Teraz losy Ziemi są w rękach innych szefów bezpieczeństwa narodowego, z innych państw. Niech się uczą od Kozieja, ale szybko, bo jutro będzie za późno.
Aktualnie trwa ustalanie w jakim to końcu świata, nastapi jutro koniec świata i dlaczego własnie tam.
Wielce prawdopodobne, że właśnie tym zajmie się zwołana na prędce Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

W kadym razie my już śpimy spokojnie.
Dziękujemy Ci generale!

P.S.  Bohaterski gererał Koziej i jego BBN, pracują obecnie nad sprawą przepowiedni Nostradamusa oraz niektórymi aspektami widzeń Wernyhory.
-----------
* wypowiedzi gernerała Stanisława Kozieja pochodzą z Radia RMF FM

wtorek, 20 listopada 2012

“Sejmbomber” złapany czyli Tusk – taki lepszy Putin.


Dzisiejsza “trzęsiawka prasowa” dotycząca domniemanego ataku na Sejm RP oraz głowy Państwa, idealnie wpisuje się w nastrój lewackiego szaleństwa w około jednoczącej się skrajnej prawicy.
Całość “rewelacji” jest zbyt grubymi  nićmi szyta, aby nie być rozpoznana przez jako-tako oientującego się w meandrach naszej polityki.
Według reżimowej prasy Brunon “jakiśtam” to nacjonalista, antysemita i jeszce pewnie coś tam “anty” nie pomijając innych paskudztw, które go wyróżniają wśród ludzi zwykłych.
Może nawet pedofil, nekrofil, kanibal i … coś tam jeszcze, ale nie będę brnął dalej, bo może to sugerować przez pomyłkę członkostwo w Ruchu Palikota.
Tak więc, (przez rok policyjnej obserwacji!) ustalono, że ów “zamachowiec” chciał wysadzić Sejm oraz prezydenta i premiera w dniu uchwalania budżetu, co by mieć wszystkich w kupie.
Raczej logiczne to i o ułomność intelektualną trudno go posądzać.
O brak logiki trudno też posądzać organizatorów “antyterrorystycznej akcji”, skierowanej przciw Brunonowi.
Ale czy tylko Brunonowi?
Aż korci, by zaryzykować tezę, iż pięknie to się wszystko im użołyło.
Aż za pięknie.
Zatem jak to po kolei było…
Faza A”
Dziewiątego listopada ABW aresztuje domniemanego zamachowca, który (według nich) nie działa sam. A niech tam, aresztują tylko jego, ale reszta może się już bać.
W mieszkaniu “bombiarza” znaleziono pistolet, 1100 sztuk amunicji i trochę szrotu, mogącego służyć jako składnik materiału wybuchowego.
Od daty aresztowania, aż do dziś cisza, jak po pogrzebie organisty…. nawet Lis czy też Olejnik z michnikami – gęba na kłódkę.
Władza wyczekuje, zasadza się.
Wie, że na 11. Listopada przewidziane są zamieszki, to dopiero po tym całosć się połaczy. Tak też się dzieje.
Faza “B”
Udolnie nieudolna policja wraz z polityczną policją PO, doprowadza w trakcie Marszu Niepodległości do zadym w Stolicy, obarczając odpowiedzialnością organizatorów – ONR i Młodzież Wszechpolską.
Faza “C”
Burdy w stolicy, zapowiedź powołania wspólnego Narodowego Ruchu, to fala uruchamiająca młyn “tuskoidalnych”. Władza odczekuje tydzień, w którym pętaki z SLD oraz od Palikota (sejmowy plankton) domagają się delegalizacji obu narodowych partii, podsycając ogólną histerię.  “Tuski” z kamienną miną czekają, nie mieszają się do awantury i …. dziś pozwalają ujawnić “bombę informacyjną”!
Faza “D” (tak będzie)
Teraz sprawy potoczą się już szybciej. Zapewne w najbliższym czasie “Gazwyb”, TVN, Polsat oraz co bardziej “nowoczesne” media  reżimowe udowodnią (powołując się na przecieki z policji, prokuratury…), że Brunon “jakiśtam” współdziałał z przedstawicielami ONR lub Młodzieży Wszechpolskiej.
Jeżeli nawet nie działał, to był faszystą i kimś tam jeszcze… oczywiście takim znienawidzonym przez Blumsztajna i Lisa ze stadem.
 Stanie się to pretekstem do stosownej nagonki na oba ugrupowania oraz w niedalekiej  przyszłości podstawą do delegalizacji ONR I MW.
Już po wszystkim Tusk z Lisem i “blumsztajnami” pierdykną sobie z szampana i odśpiewają jakąś międzynarodówkę.


A jak to się robi u naszych sąsiadów?
Na przykład:
- 4 września 1999 nastąpił wybuch samochodu pułapki pod blokiem dla wojskowych i ich rodzin w Bujnaksku w Dagestanie, zginęły 64 osoby,
- 9 września 1999 wybuch zniszczył dziewięciopiętrowy blok w południowo-wschodniej części Moskwy, zabijając co najmniej 93 osoby,
- 13 września 1999 identyczna eksplozja zniszczyła dom w południowej części Moskwy. Zginęło kilkadziesiąt osób,
- 16 września 1999 wybuchła bomba podłożona po dziewięciokondygnacyjny budynek mieszkalny w Wołgodońsku na południu Rosji, zabijając 18 osób i raniąc kilkadziesiąt.
Wszystkie te prowokacje były pretekstem do rozpoczecia wojny, akcji zbrojnej przeciw wrogom.
Władimir Putin nie ma zahamowań i skupułów, gdy chodzi wyelimowanie nieprzychylnych mu. Gotów jest poświęcić nawet życie swoich obywateli w imię nieograniczonej władzy.

Tylko ręce składać do Boga, że Tusk taki dobry albo,… mniej odważny.
Ale, pożyjemy I zobaczymy – o ile jeszcze pożyjemy…

niedziela, 11 listopada 2012

"Pożydzie" w kinach!

Już w kinach!




Streszczenie:
Srul Goldbruch po latach emigracji przyjeżdża z Izraela do Polski, zaalarmowany wiadomością, że jego młodszy brat Dawid popadł w konflikt z mieszkańcami swojej miejscowości Poje(dwabne)bane. Po przyjeździe odkrywa, że przyczyną jest mroczna tajemnica sprzed lat. Skłóceni od lat bracia próbują dojść prawdy.
Prowadzone przez nich śledztwo zaostrza konflikt, który przeradza się w otwartą agresję. Ujawniona tajemnica o żydowskim mordzie na własnych rodakach odciśnie tragiczne piętno na życiu braci i ich sąsiadów....
Osoba reżysera Wladka Pasikowskiego (Pasikonika) gwarantuje napięcie i mrożącą krew w żyłach akcję. Podobnie jak w "Psach" i "Psach II" mamy gwarantowane przynajmniej 10 "K... mać" na 12 wypowiadanych wyrazów oraz 7 "Pierd...ę" i "Wyp...alaj" na trzy zdania w każdej dyskusji...

środa, 31 października 2012

Głos Ułomnych


Postanowiłem poświęcić trochę miejsca publikacjom oraz komentarzom czołowych postaci życia publicznego III RP, dotyczących wczorajszego njusa z “Rzeczpospolitej”.
Oczywiście chodzi o “ślady trotylu…” i reakcję lemingów, na zarówno ten njus, jak i jego późniejsze sprostowanie.
Całość postanowiłem nazwać “głosem ułomnych” z uwagi na bezkresą głupotę, graniczącą z przepastnym brakiem inteligencji u komentatorów.

Głos trolla

Pierwszy, już zaraz po “dementi” Rzeczpospolitej, swoją radość z powodu tego, że (jak to on zrozumiał ) to tylko zaniedbania Tuska & Co. a nie wybuch doprowadziły do śmierci Prezydenta Kaczyńskiego, wyraził “Gazowyborczy” troll Kuczyński.
"Od rana oglądamy prawdziwy PiS i prawdziwego wodza. Wybuchy, największa zbrodnia, groźby i wyroki, tajemna wiedza. Paranoja! Hydra na wizji!" – napisał.
"Dzień dzisiejszy pokazuje, jak namiętne jest pragnienie, żeby tylko był zamach! Kochany zamachu już byłeś tuż tuż. A tu trotyl może być PCW!"
Podobne idiotyzmy mógł wyskrobać tylko Kuczyński, zausznik Michnika i jedna z paskudniejszych postaci polityki polskiej po 1989 roku. Co cechuje wypowiedzi Kuczyńskiego? Głupota I brak  logiki. Wszak to typowe dla ludzi z “Gazowyborczej”.
Gwoli ścisłości, od rana wcale nie oglądaliśmy Prezesa Kaczyńskiego, go oglądaliśmy samych “fachowców”  od dynamitu itp. i to na wszystkich programach.
Gdyby Kuczyński zamiast dłubać w nosie I puszczać baki w krzesło poczytał trochę, to co od wielu miesięcy mówi Kaczyński, może zrozumiałby, że hipoteza o wybuchu wewnątrz  rządowego samolotu, nie powstała po publikacji w Rzepie lecz dużo wcześniej, po opracowaniu wyników badań przeprowadzonych przez niezależnych naukowców. Spróbuję zatem przetworzyć nieco słowa Kuczyńskiego I przekazać je w jego stronę: "Dzień dzisiejszy pokazuje, jak namiętne jest pragnienie głupków, żeby tylko nie był zamach! Kochany wypadku z winy Prezydenta Kaczyńskiego, tak pięknie sugerowany w “GW” i zakłamywany na tych łamach, już byłeś tuż tuż. A tu PCW może być trotylem!”

Głos żigolaka

Niedługo po “gazowyborczym trollu”  głos dał żigolak Sikorski, mąż jednej amerykańskiej Żydówki.
"Kompromitacja Jarosława Kaczyńskiego, "Rzeczpospolitej" i red. Gmyza" - napisał na Twitterze.
Sikorski pisać wszak umie tylko na Twitterze, bo tam duzo pisać się nie da. To mu bardzo ułatwia zycie, bo jako absolwent Oksfordu i kolega Dyzmy miewa z tym trudności (do dziś nie widziałem więksego tekstu pisanego przez Aplebaum-Sikorskiego). Wielkie słowo “kompromitacja”!  Ale czym skompromitował się Kaczyński? W końcu zarówno Sikorski z Tuskiem mają swoje (sic!) wyniki badań ze Smoleńska jak i Kaczyński ma swoje. W przypadku tych rządowych wyników, nie jest szczęśliwe określenie “swoje” , bo to przepisane bzdury z  raportu MAK, ale nich im będzie… że to ich.
Zatem “kompromitacja”.
Określenie to,  w ustach Sikorskiego brzmi dość śmiesznie. Spieszę przypomnieć, że  prawdziwą kompromitacją było np. współdziałanie Sikorskiego z Łukaszenką I pomocna dłoń “oksfordczyka” we wsadzeniu opozycjonisty Alesia Białackiego do białoruskiego więzienia. To za sprawą naszego MSZ (którego szefem jest Sikorski) Aleksandr Łukaszenki otrzymał dowody, dzięki którym mógł represjonować opozycjonistę.
I kto tu się skompromitował Panie ładny – pomagierze  “białoruskiego hitlera”?!

Głos “Cioci-Zyzola”

Kolejny ułomny, to już typowy aparatczyk PO.  Rafał Grupiński, zwany ‘Ciocia-Zyzol” z uwagi na miękie gesty I zeza w oku dziś bełkocze: - W Polsce nie powinno być miejsca dla Jarosława Kaczyńskiego, który oskarża władze Rzeczpospolitej o współudział w zamachu.  Najwyraźniej “zyzolowi” już się wszystko pomieszało. Niedowidzi, a dodatkowo I niedosłyszy i plecie…
Przytoczę tu oryginalną wypowiedź Kaczyńskiego:
Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta, to jest niesłychana zbrodnia. Każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo, czy poplecznictwo miał z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść tego konsekwencje, w tym kierunku będziemy działali.
Jak widać stara zasada “udeż w stół a nożyce odezwą się” działa. Wystarczyło, że Prezes PiS ostrzej przycisnął, a Grupiński już dostał sraczki i wsypał kolegów.

Głos kierbela

“Cioci-Zyzol” wtórował dziś Pawełek Olszewski – cudowne dziecko platformy i lewizny, z domu Kierbel po Kierbelach.
- Jarosław Kaczyński na podstawie jednej publikacji oskarżył rząd o morderstwo, zabójstwo, zamach, współudział w spisku z Rosją - powiedział dziś w radiowej Trójce.
O ile “Zyzol” operował ogólnikami i całkowitą winą obarczał własnych kolegów, to rzecznik klubu PO – Kierbel “Olszewski” już uściślił i winę podzielił między Tuska o Moskwę. To taki rodzinny - Kierbelów sposób na wymiksowanie się od całkowitej odpowiedzialności.

Głos układnego

Nie da się ułożyć sobie życia w jednym państwie z osobami takimi jak Jarosław Kaczyński. Trudno sobie wyobrazić życie publiczne w Polsce, kiedy lider opozycji formułuje oskarżenia o zbrodnię wobec własnego państwa.
Urzędnikom i funkcjonariuszom państwowym niezwykle trudno pracować "pod ciśnieniem coraz bardziej absurdalnych i radykalnych oskarżeń".
Tyle w sprawie wypowiedział sam Tusk Donald.
Jakie to dla odmiany rodzinne i pełne miłości!
Toś zamiast ściągać do Polski wrak samolotu, badać oryginały czarnych skrzynek, zajmować się godnym pochówkiem ofiar, wyjaśniać przyczyny katastrofy – premier Tusk próbuje układać sobie życie z liderem opozycji i przepisuje raport sowieckiego MAKu, że niby to jego. Żal premiera budzą też trudy pracy jego gabinetu “pod presją”. No, faktycznie zamiast klaskać i kibicować nieudolnej władzy, która nie umie upomnieć się o swoje, opozycja ją krytykuje! Nie do pomyślenia!
Tym samym premier Tusk dołaczył do “Galerii Ułomnych”…

Głos marychujanisty

Nie omieszkał też zabrać głos w sprawie Janusz Palikot.
O Kaczyńskim pisze: “(…) aresztować go, jako człowieka, który pomawia najważniejsze organy państwa, albo psycholog, wychodząc z założenia, że Kaczyński jest człowiekiem niepoczytalnym i nie wie, co mówi. Nie można tolerować takiego języka. Sam byłem wielokrotnie atakowany za swoje wypowiedzi i nie widzę żadnego powodu, żeby prokuratura tolerowała w Polsce podobny sposób mówienia o kimkolwiek (…)
W/w pierdoły można podsumować tylko gromkim smiechem. Wszak Palikot żyje już od dawna w swoim świecie z marychujaną i “chłopami bez jaj”, toteż mu się inteligencja stępiła. Jednego wszak nie można mu zarzucić – niskiej oceny własnej osoby.  To iście  napoleońska buta wyłazi z Janusza!  Jak można wywnioskować z powyższego wpisu, prawo do używania ostrych słów posiada, jako właściciel praw autorskich  - Palikot.
“Copyright by J. Palikot” winno znaleźć się w każdym zdaniu, które jest nieprzychylne dla władzy. W/w fragment palikociego bełkotu, to chyba zapowiedź spraw karnych, które bedą przez Palikota wytaczane plagiatorom?
Sam byłem wielokrotnie atakowany za swoje wypowiedzi i nie widzę żadnego powodu, żeby prokuratura tolerowała w Polsce podobny sposób mówienia o kimkolwiek (…) czyli – ja to mogę, mi nic nie zrobią, co najwyżej pokrzyczą, ale kto będzie używał podobnej retoryki, to powinni go wsadzić do więzienia…
Marychujano, pozwól żyć!


Głos pierdolącego

Jeszcze Seweryn Blumsztajn z "gazowybu" w sobie tylko właściwym stylu napisał: Cezary Gmyz chciał tym tekstem podpalić państwo. Próba okazała się żałosna – czym udezył  na trwogę w jankielowe cymbały.
Takie piekne państwo - i po co je podpalać? Lepiej już “pierdolić - nie rodzić”, do czego znany z kultury osobistej i wykwintnego języka redaktor, nie tak dawno na jakimś marszu ułomnych namawiał.
Ech, szkoda czasu na komentowanie słów głupka…
 
Głos z torebki do rzygania

Na koniec niezawodny Tomasz Hypki, nazywany w różnych reżimowych stacjach  “ekspertem lotnictwa” oraz “ekspertem od wypadków lotniczych”, a którego znajomość tematu lotniczego sprowadza sie do podróży samolotem do Gdańska i spowrotem oraz narzyganie do torebki na wymioty, co od biedy można uznać za wypadek lotniczy.
Otóż ów Hypki, bratersko wspierający niegdyś WSI oraz inne służby specjalne PRL i PRL-bis twierdzi, że:  (…) Gdyby w Smoleńsku doszło do zamachu, to trzeba by założyć, że zamachowcami byli polscy politycy i załoga samolotu, bo oni mieli wpływ na ten lot. Podstawowe dowody w tej katastrofie, a więc zapisy z rejestratorów lotu i ślady na ziemi, jednoznacznie wskazują na wersję przebiegu ostatnich chwil lotu Tupolewa, którą przedstawiła komisja Millera….”
To granie na emocjach - mówi “ekspert ds. lotnictwa i wojskowości”.
Wersja zamachowa nie ma potwierdzenia w pozostałych zgromadzonych dowodach.  
Ot, jaki ekspert! Kolejny “ułomny” z myśleniem na bakier… Trudno nawet komentować głupotę wypowiedzi i insynuacji “eksperta”. Wystarczy tylko zwrócić uwagę, że rejestratory lotu, są nadal u mocodawców Hypkiego w Rosjji, a to co Polska otrzymała to kopie zapisu oraz, że nie zawsze (jak pokazuje historia) materiały wybuchowe wnoszą pasażerowie…
Właściwie równie dobrze “ekspertem lotnictwa” o takim poziomie wiedzy, mogałby zostać zamiast Hypkiego np. Doda lub Frytka.  Choć one są bardziej wiarygodne…

A reszcie “ułomnej menażerii” nie warto nawet poświęcać uwagi….

środa, 17 października 2012

Dach nad Narodowym czyli Tusk to załatwi

-->
Ktoś nie zamknął dachu nad Stadionem Narodowym i cały mecz z Anglikami szlag trafił. 
Wody nakapało co nie miara, tak że w waterpolo grać można było, przez co kibice rozrywkę niemożebną mięli w postaci zasyłanych na PZPN oraz ministrę Muchę jobów.
Dla PZPNu to nie nowość a i Mucha cienko bzyka – więc olewa, toteż najbardziej „poczuł się w obowiązku“ nasz niezastąpiony Superman oraz Batman ze Spidermanem łączony naraz  – Donald Tusk.
Starą metodą bolszewików (wczśniej już przez niego testowaną na narodzie) wyszedł przed szereg i zakrzyknał: „Ja im pokażę i ja to załatwię“, po czym zarządził kontrolę w Ministerstwie Sportu oraz NCS.
Nie pierwszy już raz premier przed tłumem udowadnia, że ci wszyscy ministrowie, panie ministry oraz dyrektoriat spółek państwowych to biorą tylko forsę za puszczanie bąków w wygodne fotele,  bo właściwie to tylko on – premier potrafi coś właściwego zarządzić i wyjasnić.
Jasno wynika z powyższego, że taka ministra czy inny dyrektorek, nie potrafi samo z siebie kontroli odpowiedniej w temacie przeprowadzić. 
Brak umiejętności decyzyjnych?
Może tak być, to typowe u lemingów.
Oczywiście, później w premierowym zaciszu - jak to było w dowcipie, premier po namyśle ocenia, że podejmować decyzje za dziewiętnastu czy tam dwudziestu pierdzących w stołki  ministrów to ponad jego siły, więc stwierdza: „Przecież się k...wa nie rozerwę...“  i cały ten cyrk z nasyłaniem kontroli w łeb bierze, bo tak na prawdę – po co mu te kontrole, żeby jeszcze bardziej zdołować własny rząd?
Ale niejwżniejsze, że przekaz „w Polskę idzie“ i pewnie słupek Tuskowi drgnie, bo lemingi lubią jak się ładnie mówi oraz obiecuje.

Premier lubi mowić.
Lubi szczególnie mówić o rzeczach o których jego wyborcy lubią słuchać. 
Lubi też mówić o tym, co może mu poprawić i tak już kaprawe notowania.
O czynach trudno dyskutować, gdyż poza mówieniem pan Tusk niczym innym (może prócz rypania w gałę) się nie zajmuje.
To bardzo ładnie wygląda, gdy szeryf osobiście, bez względu na ofiary obiecuje kontrole i lustracje urzędów.
Te jednak, jak pokazuje życie ogłaszane są wybiórczo.
Rzecz w tym, że gdy sprawy dotyczą rzeczy poważnych, Tusk chowa głowę w piasek i udaje „Strusia... porządku“.
Gdzie np. zalecane kontrole w ministerstwach po aferze hazardowej czy też Amber Gold?
Może to zbyt błache w porównaniu z dachem na Narodowym sprawy, a może w tych przypadkach odwagi zabrakło?

piątek, 12 października 2012

Z OSTATNEJ CHWILI! Całe expose premiera Tuska!



Udało nam się, jako pierwszym zdobyć nagranie drugiego w tej kadencji expose premiera Tuska! Warto posłuchać, bo o ważnych rzeczach jest mowa...

środa, 19 września 2012

Komorowski do pierdla!

(…) W kraju demokratycznym nie powinno być zgody na publiczne zachowania, które mają charakter obelżywy i obraźliwy wobec głowy państwa i polegają na uczynieniu sobie z prezydenta RP pośmiewiska (…) – powiedział poseł PO tow. Michał Szczerba z Komisji Spraw Zagranicznych, członek delegacji Sejmu do Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE. 

Co funkcjonariuszowi partii panującej zrobił biedny “gajowy” i czym podpadł nie wiadomo. 
W każdym razie wychodzi na to, że “właściciel żyrandola” i otyłej żony z domu Dziadzia, powinien odpokutować (według słów Szczerby) w “pierdlu” swoje wybryki.

A nazbierało się sporo.
Już na samym początku swojego “panowania”,  Komorowski Bronisław, dał się poznać jako wyjątkowy  “uwłaczacz godności prezydenckiej i czynnik pośmiewiska z głowy państwa”.

A to wydurlał królowej Norwegii szampana z kieliszka, a to zasadził pokaźny tyłek w fotelu, zanim zaproszeni goście (głowy państw) zostali poproszeni o spoczęcie, a to zadbał o suchość własnego kołnierza podczas deszczu, pozwalając prezydentowi innego kraju moknąć, a to pierwszy przeciskał własne gabaryty w urzędowych wrotach, wypychając koleżankę małżonkę na bok, a to wpisując się do księgi kondolencyjnej i dokonując w dwóch zdaniach – dwóch błędów ortograficznych…. a wszystko to w blasku fleszy i kamer transmisyjnych. 

Czyż czasem wszystkie te ekscesy nie mieszczą się w kategorii występku, który piętnował z taką gorliwością tow. Szczerba?
Czy takie zachowania nie godzą w wizerunek prezydenta RP?
Dlaczego pan Komorowski ma byś traktowany inaczej niż zwykły obywatel?
Skoro urzędujący prezydent ośmiesza urząd oraz godność Prezydenta RP i tym samym obraża się sam, powinien być traktowany jak zwykły obywatel, który dajmy na to, na murze napisze “Komorowski głupek”.
W końcu to na jedno wychodzi.

środa, 4 lipca 2012

Tytułem „dobrego“ tytułu!


Gdy nie wiesz gdzie szukać idioty i bydlaka, otwórz strone „Gzety Wyborczej“ albo Onetu i takowy znajdzie się sam. 
Żydokomunistyczna sitwa z Agory oraz ich pomagierzy z onetu nie ustają w walce z przejawami polskości w życiu publicznym i niszczą wizerunek każdego nie pomijając osób nieżyjących.
Każego, kto w swoim życiu odważył się sprzeciwić sitwie o komunistycznych i sowieckich korzeniach.
Michnik i spółka są pamiętliwi. Na pozór kwestie historycznie nie zajmuja funcjonariuszy Agory w sposób szczególny, bo teraz to raczej „czas pederastów“ lecz gdy tylko nadchodzią okoliczność ku temu, zwyczaje ubecko-sowieckie wyniesione z domów rodzinnych biorą górę.
Nieraz przybiera to formy odpowiadające stanowi skretynienia totalnego, jak na przykład wczorajsza informacja o kłopotach prezydenta Gruzji Saakaszwilego.
Czym podpadł Saakszwili „michnikoidom“?
Ot, po prostu wspierał ze wzajemnością Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Obecnie specjalna grupa kretynów – funkcjnariuszy z „GW“ preparuje domniemane afery prezydenta Gruzji oraz zajmuje się tworzeniem „czarnego pijaru“ owemu przywódcy.
Jakoś dziwnie nie przeszkadzają kretynom z „GW“: ludobojstwo żydowskich (izraelskich) przywódców, gangsterka światowa Baracka Obamy, zamordyzm rządu chińskiego itp...
Ważne, że sojusznik NATOwski, głowa państwa, które jako jedyne sprzeciwia się  postsowieckiej i zbrodniczej machinie kierowanej przez oficera KGB Putina, ma „problemy w kraju“ ku wielkiej uciesze „GW“!
Zresztą tak na prawdę nie chodzi wcale o Saakaszwilego.
Chodzi o zestawienie kłopotów przywódcy Gruzji z osobą Śp. Prezydenta Kaczyńskiego.
Pokazanie, że Kaczyński zadawał się z człowiekiem, który nie jest „wporzo“ i „spoko“!
Jak nie inaczej interpretować ten fakt, skoro pod materiałem o wymownym tytule: „Kłopoty przyjaciela Lecha Kaczńskiego“ widnieją tagi: Lech Kaczyński, Gazeta Wyborcza, Korupcja, Micheil Saakaszwili, Polityka, Gruzja, Inwestycje.
Warto zwrócić uwagę, że pierwszym tagim jest: Lech Kaczyński, natomiast matriał opowiada o Saakaszwilim!
Co to sugeruje?
A każdy niech sobie dopowie, w każdym razie wytrawni UBecy z epoki Bieruta pogratulowali by „michnikoidom“ z GW i onetu.

--------------------------------
A gdyby tak napisać materiał o pedofilii przyjaciela Michnika – Daniela Cohn – Bendita? Widzę taki tytuł: „Pedofilia przyjaciela Adama Michnika. Czy tylko zboczeniec może przyjaźnić się z dewiantem?“  I do tego dajemy tagi: Adam Michnik,  pedofilia, zboczenie, dewiacja, zły dotyk, Gazeta Wyborcza, Daniel Cohn-Bendit.

Można też tak: „Żydowscy oprawcy z Getta. Okrutni pomagierzy Stroopa“ (rzecz o policji żydowskiej współpracującej z hitlerowcami) i do tego tagi: Żydzi, mordercy, zagłada getta, cywile, Niemcy.

Albo tak: „Zbrodnie na ludności polskiej partyjnych towarzyszy ojca Adama Michnika“ (rzecz o KPP i KPZU) i oczywiście tagi: Adam Michnik, komunista, Komunistyczna Partia Polski, komunizm, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, Żydokomuna, sowiecka agentura, Ozjasz Szechter.

niedziela, 27 listopada 2011

Bez świńskiego ryja ale z małpim rozumem


Kolejny etap robienia wody z mózgu publice.
W poniedziałek Ruch Palikota złoży w Sejmie wniosek o powołanie nadzwyczajnej sejmowej komisji do spraw delegalizacji PZPN - powiedział rzecznik klubu Andrzej Rozenek. Według Ruchu, PZPN "tylko szkodzi polskiej piłce, a nie jej pomaga".
To nie jest dowcip, tak naprawdę powiedział człowiek od Palikota.
Co to oznacza?
Nic.
Nic poza tym, że ten głupkowaty pomysł obliczony jest na poklask tej bardziej prostej części społeczeństwa, wyborców Ruchu Palikota oraz tych niezdecydowanych i tych z SLD.
W naszym kraju, jak kiedyś już zbadano najwięcej jest lekarzy, polityków oraz fachowców od piłki nożnej. Tych ostatnich właśnie próbuje wciągnąć do swojej brudnej, politycznej gry Palikot.
Ma się teraz przedstawiać jako człowiek, który zrobi porządek z piłkarską centralą i na czele  kibicowskiej wiary ze sztandarem „je..ć PZPN” poprowadzi lud na barykady.
Nie podejrzewam, że sam Palikot był kiedykolwiek na piłkarskim meczu, oraz że wie o co w tej grze chodzi. Wie natomiast, że najłatwiej otumanić ludzi dając im nadzieję na coś z pozoru nieosiągalnego a społecznie oczekiwanego. Przećwiczył już zresztą takie „wciskanie kitu” stojąc niegdyś na czele komisji „przyjazne państwo”.
Na czym ma polegać „delegalizacja PZPN”, bądź zapowiadane wcześniej zawieszanie (czy odwoływanie) jego kierownictwa?
Co ma do tego sejm?

Warto przypomnieć, że Polski Związek Piłki Nożnej jest stowarzyszeniem podlegającym pod UEFA (Unię Europejskich Związków Piłkarskich) i nie jest w żaden sposób instytucją państwową, podległą  partiom politycznym, władzy rządowej oraz oczywiście jakimś komisjom sejmowym.
Jedynym sposobem na odwołanie kogokolwiek z kierownictwa PZPN, jest udowodnienie mu przez sąd malwersacji finansowej lub innego aktu bezprawia (skazanie go), bądź nie udzielenie mu absolutorium podczas walnego zjazdu związku.
Innej możliwości NIE MA!
Delegalizacja PZPN oznaczała by natomiast wycofanie reprezentacji Polski ze struktur UEFowskich, czyli reprezentacji oraz klubów ze wszelkich rozgrywek pod egidą UEFA. Mistrzostwa Europy mogli byśmy sobie już darować (odbyły by się bez nas i nie u nas), podobnie jak rozgrywki klubowe i pucharowe.
Co zatem oferuje Polsce Palikot?
Wielomiliardowe odszkodowania, straty z tytułu utraconych korzyści, niewykorzystanych inwestycji....
Zarówno instytucje futbolowych sponsorów, jak i kluby piłkarskie w razie wdrożenie bzdur Palikota stały by się wierzycielami polskiego państwa i to na wielkie miliardy!
Odszkodowania pogłębiły by budżet do reszty.
Delegalizacja i co dalej?
Powołanie związku piłkarskiego przez rząd, sejm?
A gdzie miał by się zrzeszyć taki twór, w Radzie Ministrów?
Najprawdopodobniej tak, bo do UEFA, takiej organizacji politycznej nikt by nie przyjął.

Rozważanie są oczywiście czysto teoretyczne, bo póki co Palikot z Rozenkiem mogą sobie delegalizować własne związki małżeńskie lub palenie „jonitów” w domowej łazience... a zawieszać co najwyżej papier toaletowy w sejmowej wygódce.
Ludziom myślącym nauczkę dały już trzykrotne próby zawieszania zarządu PZPN, które to za każdym razem kończyły się pokutnym workiem  na urzędnikach strony rządowej.
Chcecie wyrzucić Latę i Kręcine – znajdźcie dowody ich działania niezgodnego z prawem, bo póki co wątpliwej wiarygodności objawione ostatnio „taśmy kompromitujące” nie przekonują.

Zdelegalizujmy już raczej szkodników i idiotów z małpim rozumem, którzy w majestacie prawa mogą przy aplauzie ciemniaków narobić bardzo drogich głupot.