wtorek, 22 grudnia 2009

Spokojnych, rodzinnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.

Niech radość oraz miłość zagości w Waszych domach i niech spełnią się najskrytsze marzenia.

--

Niech wreszcie „plastikowy men”, wielbiciel słupków sondażowych i bajek piarowych wyjedzie z gmachu URMu i odjedzie do lamusa.

--

Niech wreszcie beznadziejny antyintelektualista i bawidamek, obrońca agentów sowieckich z WSI zapisze się do ZBOWiD i tam się spełnia, już nigdy nie pojawiając się w gmachu sejmu.

--

Niech jego sejmowy pomagier, psychiatrycznie leczony tchórz, denuncjujących swoich kolegów już podczas pierwszego przesłuchania nigdy nie zaistnieje się w życiu publicznym i nie raczy obywateli wykrzywionym w grymasie pyszczydłem.

--

Niech nałogowy alkoholik, wiceszef PO, odda się leczeniu i zaprzestanie chlania publicznie wódy prosto z butelki oraz w pijackim amoku nie sieje zgorszenia wymachując plastikowym penisem.

--

Niech „profesor” z niepełnym średnim zaprzestanie wygrażania i wymyślania politycznym oponentom, oraz przeniesie się do Niemiec i tam realizuje swoją politykę „miłości do rasy germańskiej” jako wdzięczność za zwolnienie go „ze względu na zły stan zdrowia” z obozu koncentracyjnego oraz zaprzestanie udawania „Symbolu Warszawskiego Powstania” gdyż ubliża to prawdziwym bohaterom.

--

Niech największy „nierób rządowy” – zarozumiały babiszon, za ucho zostanie wyprowadzony z gabinetu ministerialnego i trafi tam gdzie jej miejsce: w kolejkę do pośredniaka.

--

Niech jeden „yntelektualista” ze średnim zawodowym, wreszcie zaprzestanie wypowiadania się publicznie i nie kompromituje naszego kraju oraz ruchu, na którego czele niegdyś na nieszczęście wszystkich stał.

--

Niech agent, będący niegdyś głową państwa zaprzestanie wreszcie śnić i na jawie przyzna się do donosicielstwa.

--

Niech Premier rządu, zanim sam się odjedzie „w siną dal” wyrzuci ze swojego otoczenia, piastujących ministerialne stołki ubeckich agentów.

--

Niech ....

Niech nam Święta w nastroju wielkiej nadziei wraz z życzeniami lepszego jutra dla naszej Ojczyzny upłyną.

Spokojnych, rodzinnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.

sobota, 19 grudnia 2009

Mądrości Śmiłowicza z tatuażem na czole

Właściwie reakcją na pisane głupoty winno być tzw. „olewactwo”.

Jest to bardzo prosty i skuteczny sposób, tym bardziej gdy dotyczy obiektu dużego o masie stosownej do solidnego „olania”. Tak być powinno, lecz nie zawsze starcza spokoju i zimnej krwi by nie przyłożyć delikwentowi za krnąbrność trzeciego stopnia oraz notoryczne lansowanie radosnych oszustw zwanych też michnikowszczyzną.



Obiekt ów, który powinno się olewać to były „gazetowyborczy funkcjonariusz” oddelegowany obecnie do Newsweeka, czyli inny odpowiedzialny odcinek socjalistycznej pracy – Piotr Śmilowicz.


Otóż Pan Dziennikarz, idąc za przykładem swoich wielkich rodaków wypowiedział wojnę religii. Przeszkadzają mu krzyże w urzędach i szkołach. Jako petent jest zniesmaczony gdy widzi krzyż, jako przyszły absolwent szkół jest zniesmaczony gdy musi uczyć się widząc krzyż na ścianie.



To można zrozumieć. Skoro jego rodacy Urban czy Sokorski dawali sobie radę z religią, to i Śmiłowicz jest pewien, że mu się uda.


„Ostatni Mohikanin Komunizmu” czyli „bezpotomny czerwonoskóry ideolog ” Śmiłowicz swoje wątpliwe wywody podpiera całą masą bzdur, których nawet nie jest w stanie udowodnić. Jakieś pierdoły o fałszu, o wyższości wbrew obywatelom, o równych prawach wszystkich religii.... głupota pogania brak wyobraźni.



A nich sobie Śmiłowicz idzie do szkoły przy Kwaterze Głównej SLD, niech sobie idzie na kurs demokracji stosowanej to się dowie dlaczego to większość ma rację a nie Smiłowicz i jego rodacy... Jednym słowem nikt się nie będzie ze Smiłowiczem cackał i przed nim zdejmował krzyży.


W chałupie nikt nie każe Śmiłowiczowi wieszania symboli religijnych toteż niech się Śmiłowicz z tego cieszy i napawa gołymi ścianami w domu.


Niech też, jak chce posyła dzieci do prywatnych szkół w których brak na ścianach krzyży, niech nie nosi na szyi „krzyżyka” i niech nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia i im pokrewnych.



To Śmiłowiczowi polecam, to Śmiłowiczowi wolno.


Nie wolno natomiast zachowywać się jak pospolity cham, burak i kołtun.


Język Śmiłowicza to język genseka z epoki bieruto-gomułkowskiej epoki, dążenia też z w/w epoki.


„A wszystkim publicystom i politykom, którym zależy, by w kraju liberalnym krzyż mimo wszystko był publicznie widoczny proponuje jedną rzecz. By wytatuowali sobie krzyże na czołach.” – napisał Śmiłowicz. I przegiął.



Facet, którego rodacy musieli na skutek nazistowskich rozporządzeń nosić „gwiazdy dawida” jako piętno, znak pochodzenia, znak religii teraz śmie niczym naziol sugerować innym podobne rozwiązanie.



Jedynym co przychodzi na myśl, jako rada dla Śmiłowicza, to również wykonanie sobie tatuażu na czole. Mam nawet pomysł, który będzie dla niego do zaakceptowania.


Wielki amerykański autorytet w dziedzinie redukcji przyrostu naturalnego oraz wyrównywania szans międzyklasowych Charles Mason, zdeklarowany przeciwnik religii i lewicowiec, niech będzie mu za wzór osobowy, a jego tatuaż wzorem na tatuaż dla redaktora.



To prosty rysunek, każdy nawet początkujący rzemieślnik wykona go z łatwością.


Będzie to ładne zamknięcie tematu tatuaży na czole, zapoczątkowanego przez Śmilowicza. Wiele też wytłumaczy w sprawie dyktatorskich zapędów redaktora, a jego autorytet podniesie. W ostateczności stanowić może szczegółowo określone miejsce, które ułatwi celne pukanie się w czoło, czego mu serdecznie życzę.


piątek, 18 grudnia 2009

Naziści wraz z negacjonistą z Iranu ukradli napis.

Od rana tylko o jednym. Ukradli metalowy napis nad bramą wejściową do obozu w Auschwitz.

Kto ukradł, po co i nawet dlaczego nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że jest to super temat, by sobie zapewnić całodniowy program „na temat” i niezłą oglądalność.

Od rana w TVN tylko o jednym. Do studia zapraszani są różni fachowcy i bzdurzą i plotą....

I sekretarz (czy inny tam rzecznik) ambasady Izraela, i znani dziennikarze, i Kazio Marcinkiewicz – (najwyraźniej) specjalista od kradzieży metalu i.....

Właściwie to tylko nie spytano o zdanie Papieża Benedykta XVI oraz trenera Franciszka Smudę.

Pieprzą „gwiazdy TVN” niemiłosiernie, aż dym leci i dłubią „w temacie” niczym patykiem w zaschniętej kupie na polu.

„Że to brzydko, że to naziści, że to bydlaki, że to rewizjoniści, że to negacjoniści.

Wtórują im niezbyt rozgarnięci przedstawiciele narodu wybranego, tacy jak dyrektor jakiegoś tam Instytutu Jad Waszem - Szalet (czy też Szalew), który nazwał kradzież „"atakiem na pamięć o Holokauście i eskalację ze strony tych elementów, które chciałyby powrotu do ciemnych czasów".

Wesoły chłop. Nie wie kto, ale tak na wszelki wypadek twierdzi, że to musieli być naziści J) Inni inteligentni inaczej uważają, że „To wstrętny czyn, który ma charakter profanacji. Ten gest świadczy po raz kolejny o wrogości i przemocy wobec Żydów :) - mówił Izraelski wicepremier i minister ds. rozwoju regionalnego Silwan Szalom.

- To może być jedynie czyn osoby obłąkanej. Mamy całkowite zaufanie do polskich władz, że znajdą sprawcę - powiedział rzecznik prasowy izraelskiego MSZ Jigal Palmor.

Skoro dywagacje posunięte są tak daleko i mnożą się hipotezy, pozwalam sobie dołożyć dwie, również prawdopodobne.

Pierwsza: napis ukradły władze Izraela, aby powiesić go nad którymś z domów spokojnej starości, w którym trzyma się staruszków ocalałych z holocaustu. Jest to bardzo prawdopodobne, szczególnie dla osób, które widziały film o traktowaniu w rodzimym Izraelu ocalałych z zagłady Żydów (przymierają z głodu nie mających za co żyć, bo władze są tak zajęte przedsiębiorstwem holocaust, że zapominają o ludziach). Mogą też umieścić go nad którymś z obozów dla Palestyńczyków.

Druga: napis ukradł Mahmud Ahmadineżad – prezydent Iranu. Paskudna postać, wróg Izraela. Okoliczni mieszkańcy widzieli gościa w jasnej kurteczce i trzydniowym zarostem, jak kupował w pobliskim sklepie „metalowym” śrubak i drabinę. To daje do myślenia.

Oczywiście „kurnik wirusa głupoty” czyli „GW” również pozwoli sobie na nieziemskie bajdy. Jak przystało na organ polskich eurokomunistów, „GW” chcąc być bardziej ideoloeuropejska od samego Schulza czy innego tam Cohn-Bandyta strzeliła sobie przypadkiem w stopę.

We wstępniaku napisała o „byłym nazistowskim obozie koncentracyjnym

Auschwitz”.

Dla współczesnych nie jest to dobry przekaz. Mogą pomyśleć sobie o obozie Izraelskim. Wszak nazizm jest obecnie w Izraelu w modzie...

Mordowanie Palestyńczyków, odpowiedzialność zbiorowa, akty terroru itp.

Ale, ale... Zapewne chodziło o „niemiecki obóz zagłady” co w imieniu tych czterech „nieumiałków” którzy pisali ten epokowy materiał w GW, prostuję.

Tu nie można pozwolić sobie na niedomówienia. Sprawa dotyka szczebli najwyższych.

Nawet Pan Premier Tusk rozmawiał na ten temat z prezydentem Izraela Shimonem Peresem, „bo oni także - co oczywiste - zauważyli to skandaliczne i żenujące zdarzenie”.

Monitorują obóz? Byli tam?

Czyżby Tusk jako pierwszy (drugi po mnie) podejrzewał o coś Izraelczyków i próbował całą sprawę załatwić „po cichu”?

środa, 16 grudnia 2009

Adam i spóła (fotokomiks)

Z ręką na sercu przyznaję – zapomniałem!


Zapomniałem o ważnym wydarzeniu, o wydarzeniu które każdy obywatel winien świętować i czcić.


Dnia 17. października br. swoje 63 urodziny obchodził Adam Michnik.


Dziś, z poślizgiem trzymiesięcznym wraz z przeprosinami dedykuję mu album-komiks składający się z ważnych fotografii uwieczniających jego społeczno-pożyteczną pracę.


Z góry przepraszam czytelników i oglądaczy za nieco wulgarny język w chmurkach, ale dla oddania nastroju skorzystałem z tak lubianych przez Adama Michnika terminów knajackich.

Sto lat!

wtorek, 15 grudnia 2009

Biały proszek i wirus głupoty

Czy wirus głupoty musi lęgnąć się w Agorze?

Najwyraźniej tak.

Kolejna inteligentna inaczej na łamach „GW” udowadnia tę tezę.

Magdalena Żakowska, bo o niej mowa, prywatnie żona Jacka Żakowskiego przekonuje, że z tym Piesiewiczem to wszystko jest O.K.

Brał, bo brał ale wolno mu bo nie walczył w senacie z narkotykami czyli postępował uczciwie. Co innego gdyby otwarcie występował przeciw ćpaniu... wtedy byłby oszustem.

Brał i przebierał się w sukienki, bo od 10 lat żyje w separacji z żoną – to może. No, gdyby tylko nie był w separacji, to byłoby to nie fair... a tak kiecka na siebie i do przodu.

Brał, bo lubi brać, a narkotyki spadały mu z zaprzyjaźnionej chmury na niebie i wcale nie były od dealera z jakiejś mafii.

Brał bo taką miał fantazję i wcale nie jest to podwójne życie Piesiewicza, bo (jak chyba uważa Żakowska) brał wszędzie i codziennie, tak jak wszędzie i codziennie chadzał w damskich fatałaszkach – nie miał się czego wstydzić, bo jest to normalne. Było to jego oficjalne i jedyne, pojedyncze zycie.

Brał i... jest uczciwym i porządnym człowiekiem. Bo wszyscy uczciwi ludzie biorą, a najwyraźniej tylko (zdaniem Żakowskiej) ciućmy i pierdoły nie biorą.



Dość tych głupot!

Podobne farmazony mogą zrodzić się w głowie albo dziennikareczki na dorobku, pragnącej za wszelką cenę zaistnieć poprzez oryginalne czyli głupie poglądy, albo osoby, która podobnie jak Piesiewicz „wciąga” lekarstwa nosem, albo kogoś na bakier z psychiką.

Jest jeszce jedna możliwość... wpływ męża na młodą żonę.

Żakowska najwyraźniej nie zrozumiała czym jest demokracja, czym jest społeczny mandat do sprawowania godności Senatora RP, czym jest przyzwoitość i trzymanie się własnych zasad.

Być może w „GW” takie normy nie obowiązują, to i młodzi adepci sztuki dziennikarskie nie mają gdzie i od kogo ich uczyć się.

A rodzinny dom? Też nie daje wzorców?


Chowana bez zasad Żakowska nie będzie zatem w stanie zrozumieć, że osoba wciągająca kokainę, nie jest człowiekiem godnym zaufania, z dwóch przynajmniej powodów.

Po pierwsze jest nieobliczalna, czyli jako uzależniony narkoman podlega stanom „głodu narkotykowego” oraz nieprzewidywalności czasu i miejsca „robienia sobie dobrze”.

Któż w takiej sytuacji zagwarantuje, że „wciągacz” w czasie debat senackich był „czysty” i całkiem świadomy swych decyzji politycznych?

Po drugie, jak to wielokrotnie bywa zażywając narkotyki nie tylko uzależnia się od nich, ale także od ich dostarczycieli. Czy w takiej sytuacji może być od uznawany za niezależnego i trwającego przy swoich poglądach? Człowiek – narkoman to zły człowiek. Narkotyki podważają autorytet każdego sięgającego po nie.


Tak, Pani Żakowska – senatorem RP winien być człowiek krystalicznie czysty! Póki co, nie ma obowiązku startowania w wyborach parlamentarnych. Kto nie czuje się na siłach, niech dalej pisze scenariusze, kładzie asfalt czy też prowadzi kiosk warzywny...


Wyborcy mają CAŁKOWITE prawo do poznania prawdy o tych, którzy ich reprezentują.

Nie wyobrażam sobie inaczej. Jeśli komuś to nie pasuje i ma coś do ukrycie, niech zostanie np. redaktorem naczelnym „GW” i szczelnie trzyma własną intymność w kasie pancernej otoczonej oddziałem prawników.


Ja, o swoim kandydacie chcę wiedzieć wszystko.

Czy nie ćpa, czy nie chla, czy nie jest pederastą, czy nie jest złodziejem, czy nie prostytuuje się politycznie, czy nie kłamie, czy nie leje żony....

Teraz wiem, że na Piesiewicza bym nie zagłosował.


P.S> Właściwie wpis ten, nie jest po to aby potępić „wypadki” nieszczęsnego senatora Piesiewicza. Jako wyborca tylko w jeden sposób mogę się wypowiedzieć w sprawie. Nie oddając na te osobę swojego głosu.

Co innego jednak jest ważne. A to, że Pan Piesiewicz uważa wyborców (obywateli) za idiotów. Baje o lekarstwie wciąganym nosem są w granicach wiarygodności dla młodzieży do lat 6. Później, czyli 7-9 lat to już z przymrużeniem oka.

Trochę mnie to nawet rozbawiło, przy ogólnym gniewie i pomyślałem sobie zaraz o kierowcy, który zatrzymany do kontroli drogowej w wydychanym powietrzu miał 2 promile alkoholu, a tłumaczył się że pił przed chwilą oranżadę z butelki, a ona mogła być przeterminowana czyli sfermentowana (stąd alkohol).


Kończę już, bo czas na leki (niestety dopadła mnie grypa).

Może sobie polopirynkę nosem wciągnę, albo inny efferalgan ...?

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Mądrości starego Kazia

Wciąż gorące dyskusje budzi sprawa senatora Piesiewicza.

Lista obrońców zasłużonego adwokata i scenarzysty powiększa się.

Dołączył do nich niestrudzony Kazimierz Kuc (zwany nie wiadomo dlaczego Kutzem).

Pan reżyser, jak na niego przystało ma swoje prawdy i tylko w nie wierzy, bo są jego.

I już!

Do zaskakujących prawd udało się dojść Panu Kazimierzowi na antenie nieocenionego TVN-u.



Coś jednak w tym musi być, gdyż udało nam się wykonać zdjęcia trzech atrakcyjnych tajemniczych kobiet, wychodzących z budynku senatu RP po spotkaniu klubu PO. Kim są i co tam robiły?

piątek, 11 grudnia 2009

Wszystko dla mojego - Sylwka Zubrzyckiego!

Prasa podała, że Hanna Gronkiewicz-Waltz pracująca obecnie na stanowisku Prezydenta Warszawy utopiła 900 000 zł publicznych pieniędzy. Miała gest i tyle.

Ale od początku...

W lipcu br. w celu dokonania czystek w KDT zatrudniła Agencję Ochrony byłego ubeka Zubrzyckiego, która to za jej aprobatą pobiła w sposób bandycki kupców broniących się przed napaścią w hali. Zresztą nie tylko kupców, bo bandyci z naszywkami „Agencja Ochrony Zubrzycki” gazowali wszystkich równo jak leci, nie wyłączając dziennikarzy i osób postronnych.


Tak się to HGW spodobało i dało jej frajdę, że zapałała miłością do tegoż ubeka i wynajęła go ponownie, tym razem do ochrony zdewastowanej przez jego ludzi resztek hali.


„Taniocha niebywała za ochronę” zaoferowana przez firmę Zubrzycki okazała się kwotą 1 000 000 zł.

Jako wybitny finansista, bankowiec itd. itp. Pani Gronkiewicz –Waltz skalkulowała zapewne wszystko i wydało jej się opłacalne, tym bardziej, że Halę KDT właśnie udało się sprzedać za całe 100 000 zł!

Suma-sumarum łatwo wyliczyć, że odliczając koszt sprzedaży hali, miasto stołeczne ma „w plecy” 900 000 zł.


Cóż to dla kobitki „z gestem”. Teraz wiadomo za co Pani Prezydent raczyła swoich współpracowników hojnymi nagrodami. Każdy mierzy według swojej miary i na swój wzór.

Wychodzi na to, że to podatnicy zapłacą za fantazję HGW, bo o załatwieniu honorowym raczej mowy być nie może. Myślę, że Pani Gronkiewicz-Waltz nie odda kaski, którą utopiła na skutek własnego dyletanctwa. Będzie udawała „Niemca” i nadal bawiła się świetnie za nasze pieniądze.

O ile było to tylko dyletanctwo, a nie.... (!)

W każdym razie Zubrzcki ze swoją dziczą będzie już niedługo ochraniał imprezę sylwestrową w Stolicy. Na życzenie Pani Prezydent.

HGW ma gest!


P.S> Licząc jednak na skrawki honoru Pani Prezydent pozwoliłem sobie wykonać zestawienie spłaty zadłużenia Pani Gronkiewicz-Waltz wobec m.st. Warszawy.

Licząc, że z kwoty 12.000 zł, jakie to zarabia w Ratuszu, należy zostawić jej 2.000 zł „na życie”, pozostałą kwotę można traktować jako ratę miesięczną.

I tak, 10.000 zł miesięcznie ustala termin spłat na 90 miesięcy.

Pisząc bardziej obrazowo, gdyby Pani Prezydent rozpoczęła spłatę długu w stycznia 2010 roku, całkowicie zakończyła by go w czerwcu 2017 roku.





... chyba, że tak trafna inwestycja wzbudzi zainteresowanie w kręgach medycznych ...


czwartek, 10 grudnia 2009

„Strofy dla Ciebie Unio Europejska”

Najbardziej postępowa i europejska telewizja w Polsce, z okazji wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego, wyemitowała wspaniały artystyczny obraz pt. „Strofy dla Ciebie Unio Europejska”. Nie warto długo rozpisywać się nad wspaniałym dziełem, reżyserowanym przez najwybitniejszego reżysera, członka Platformy Obywatelskiej.

To trzeba koniecznie zobaczyć!

wtorek, 8 grudnia 2009

„Dzień Świra” albo „Dzień Michnika”.

W dzisiejszej prasie „Dzień Świra” czy jak kto woli „Dzień Michnika”.

Najsłynniejszy gruźlik III RP był dziś przesłuchiwany na okoliczność sprawy wytoczonej mu przez Janusza Kobylańskiego w związku z pomówieniami zamieszczonymi na łamach „GW”.

Aż miło czyta się relacje z zachowania Michnika oraz to co mówił i w jaki sposób to mówił.

Istnieje grupa ludzi całkowicie niereformowalnych. Takich, dla których świat się zatrzymał dwadzieścia lat temu. Takich, którzy nadal wierzą, że są ponad prawem i że są KIMŚ. Takich, którzy mają przekonanie o swojej wielkości i tego że posiadają wielkie zasługi dające im ponadobywatelskie przywileje.

Miło się czyta o Michniku.

Jego karykaturalne zachowanie, słowotok bez cienia sensu oraz pokrętne i absurdalne racje można wyczytać dziś w relacjach z przesłuchania zamieszczonych i w Onecie i w GW i w Dzienniku... i jeszcze w przynajmniej pięciu innych mediach.

Nieszczęsny Michnik nic a nic nie zrozumiał z transformacji ustrojowych oraz nic a nic nie zmądrzał przez ostatnie dwadzieścia lat.

Nadal uważa, że posiada wielkie zasługi dla Polski, że my obywatele jesteśmy mu coś winni i że składanie mu hołdu dziękczynnego jest obowiązkiem każdego dobrego obywatela w tym również sądu.

Nieszczęsny Michnik.

Nie jest to z całą pewnością wina zaawansowanej gruźlicy, ale zupełnie inna choroba.

Urojenia każą mu wierzyć w wykreowany przez peerelowskie władze mit „niezłomnego opozycjonisty” i „wroga ludowej władzy” faktycznie posiadającego specjalną koncesję na działalność pseudoopozycyjną.

Naprawdę Michnik nie dokonał niczego dobrego dla Polski.

W jego życiorysie nie ma NIC pozytywnego.

Od czasów młodości do dziś jako motto postępowania winny ostro niczym neon świecić nad nim słynne już słowa Zbigniewa Herberta: „manipulator, kłamca, szalbierz oraz człowiek złej woli”.

Dziecko komunistycznych szkodników i brat sądowego mordercy zakochany w „ludziach honoru” od Jaruzelskiego i Kiszczaka rozpaczliwie udaje człowieka z zasługami dla ojczyzny.

Haniebne i śmieszne.

Taki Michnik ściera się z Januszem Kobylańskim. Z braku sensownych argumentów wywija wyświechtanymi idiotyzmami o antysemityzmie i żydożerstwie Kobylańskiego.

Tani populizm i przekonanie o głupocie współobywateli każe mu używać bzdur jako broni przeciw tradycji, polskości i przeciw prawu do własnego (innego niż Michnik) światopoglądu.

Na szczęście, póki nie ma konstytucyjnego obowiązku kochania Michnika, a także innych jego żydokomunistycznych towarzyszy, można śmiać się i kpić z podłości charakteru największego NIKOGO III RP.

Panie Januszu, powodzenia w walce ze złogami.

piątek, 4 grudnia 2009

Nie wnosić gnoju!

„Bardzo proszę nie wnosić nam tu gnoju - czyli opinii ludzi z BLOGPRESS. Nie ma w tym ani krzty prawdy, ale to norma...”
(Maryla)

Bydlak wyjdzie z bydlaka, cham z chama a prostak z prostaka. Zawsze.
Tak samo zawsze wyjdzie szydło z worka oraz prymityw z Maryli.

Czający się w zakamarkach głowiny owej blogerki, siermiężny gomułkowski styl myślenia, od czasu do czasu dotyka kozacka fantazja i hula po przestrzennej i pustej czaszce, gdzie według nauki anatomii, u większości homo sapiens winny znajdować się półkule mózgowe.
Niestety tylko u większości.

„Wesoła Marylka” (zwana też CtrlC/CtrlV), właścicielka praw do Marylandu czyli portalu Blogmedia24 za punkt honoru postawiła sobie zostanie kimś na miarę Stefana Niesiołowskiego, czyli agresywnym owadem kąsającym wszystkich „co nie z nami” w imię podtrzymania w swoim środowisku kultu własnej osoby.

Podobieństwo stylu rozumowania do toku myślenia wicemarszałka sejmu jest uderzające i nawet skłania do dywagacji o wzajemnych koligacjach rodzinnych obojga.
W każdym razie „gomułą trącą” tak samo.

Znając już nieco poziom intelektualny owego „Monstrum Marylnego” osobiście nie poczułem się wcale dotknięty komentarzem zacytowanym na wstępie.
Powstał on jako reakcja na wpis jednego z blogerów BM24, który przytoczył słowa naszego kolegi z Blogpress, dotyczące „bratania się” blogerskich portali „od prawa do lewa”.
Mimo, że jestem „Człowiekiem z Blogpress” i zacytowane słowa winny mnie obrazić, z łatwością powstrzymałem się, a w/w cytat wzbudził co najwyżej uśmiech.
Obrażanie się czy demonstrowanie złości wobec napisanych słów (oraz ich nieszczęsnej autorki) byłoby jak pretensje do Zulusa, że w towarzystwie dłubie w nosie bądź do sowieckiego kałmuka, ze nie myje nóg.

Nie można mieć pretensji do blogerki Maryli, gdyż właśnie...nie można.
Przetłumaczenie ludziom prostym, a nierzadko prostakom zasad dobrego tonu i wychowania (nie mówiąc o minimum dyplomatycznego talentu) mija się z celem i skutkuje niczym bicie głową w mur – bólem i zmęczeniem.

Często właśnie tylko uśmiech pobłażania jest najlepszym sposobem na skwitowanie celnego strzału w stopę autorki „Złotej myśli w głupocie nabytej/wrodzonej”

Ja to wiem.
Poznałem już te osobę i posiadłem stosowne zdanie o niej na podstawie własnych doświadczeń. Natomiast duża rzesza blogerów, których teksty agregują się na Blogpressie oraz na Blogmedia24 może tego jeszcze nie wiedzieć.

Czy mogą oni poczuć się urażeni?
Chyba tak.
Są przecież zarówno „ludźmi z Blogmedia24” jak i „ludźmi z Blogpress”.
A tu w stosownym wpisie – komentarzu, wyjaśniono im w sposób bezpośredni, że mają wiele wspólnego z odchodami czyli uryną, co jest według autorki (jak mniemam) czymś paskudnym. Również ich opinie mówiąc wprost są „osraństwem”.

Gratulując trafności użytego porównania, jednocześnie składam wyrazy uznania za postępy w „niesiołoizacji” własnej osoby.
„Mów mi wuju!” – zakrzyknął natenczas do blogeki Niesiołowski Stefan.

wtorek, 24 listopada 2009

Karnawałowy hit grupy Fleejtooh Mad

Mamy karnawałowy hit!

Znana i lubiana grupa Fleejtooh Mad z nieocenionym frontmanem Vladem McVampirem nagrała bardzo popularny niegdyś hit grupy Fleetwood Mac - „Tusk”.

Miłe połączono z pożytecznym.

Sławiąc imię Pana Premiera, jednocześnie oddajmy się wspaniałym rytmom w zbliżającym się karnawale.

Tusk, Tusk, Tusk!


poniedziałek, 23 listopada 2009

Europejski Kongres Zdrowia (EHC) docenił naszego parlamentarzystę!

Wicemarszałek sejmu RP Stefan Niesiołowski został bohaterem wyprodukowanego przez EHC (European Health Congres) instruktażowego filmu traktującego o schorzeniach psychicznych.
Nasz parlamentarzysta wystąpił w pierwszym odcinku medycznego serialu pt. "Schizofrenia".
Prowadzący cykl programów Dr Donald Tashkin z Uniwersytetu w Newark, zauroczony osobą Niesiołowskiego i jego wręcz "podręcznikowo" przebiegającą chorobą, postanowił swój wykład o schizofrenii oprzeć właśnie na przykładzie marszałka sejmu.

Gratulujemy!

środa, 18 listopada 2009

Osobiste sukcesy Pana Premiera (wpis z okazji Jubileuszu).

Rządowa prasa oraz telewizja rozpływa się nad sukcesami rządu. Wszystko z okazji drugiej rocznicy objęcia władzy przez „przewodnią siłę narodu”. Wyliczając zasługi ministrów oraz szeregowych członków PO, nie można pominąć osoby Pana Premiera, który w tym dwuleciu odnotował wiele osobistych sukcesów, jak przystało na głowę organu wykonawczego.
Zatem Pan Premier:




wtorek, 17 listopada 2009

Bilans dwóch lat rządów Tuska czyli teoria głoszona przez Bożydara Iwanowa

Śmiechu co nie mara dostarczył mi dzisiejszy „Przegląd Sportowy".
Chodzi o felieton niejakiego Bożydara Iwanowa, na co dzień gwiazdy redakcji sportowej „Polsatu".
Ów "opowiadacz sportowy" uraczył czytelników śmiałą i odważną teorią, że (jak zatytułował zresztą swój felieton) - Uczą tylko porażki.

Chodziło oczywiście o Franciszka Smudę i jego "orłów" oraz o ich występ w meczu z Rumunami.
Iwanow pisze; -„Porażka z Rumunią nie zasmuciła Franciszka Smudy. I słusznie. Wygrana mogłaby zaciemnić obraz. (...) Ktoś mądry powiedział, że zwycięstwa niczego nie uczą, dają co najwyżej poczucie próżności. Pozytywy możemy wyciągać tylko z porażek".

Pomyślałem sobie zaraz po przeczytaniu, że jest wysoce prawdopodobne, że to ktoś z „dworu Donalda Tuska" wymyślił taką pokrętną teorię z okazji obchodzonego właśnie jubileuszu , a Iwanow tylko dostosował ją na swój użytek do piłkarskich, polskich realiów.
Mogło oczywiście też być na odwrót, ale wtedy Pan Premier winien z miejsca zatrudnić Bożydara Iwanowa w swojej ekipie PRowo-propagandowej.
Nawet kosztem mało kreatywnego Sławka Nowaka.
Gdzież mu tam do Iwanowa...

Takiej radości porażki i odwrócenia kota ogonem nie obserwowałem już od dawna.
Ale co ja piszę, to nie kota odwracanie, a całego dinozaura.
Ostatnio takie historie przechodziły w „Trybunie Ludu:" i to też tylko do okresu „środkowego Gierka".

Nie zdziwię się wcale, gdy jutro któryś z platformowych blogerów (Palikot, czy inny Karpiniuk) w twórczym szale opisze dwa lata władzy platformowej, przekonując że: -„Porażka rządu nie zasmuciła Donalda Tuska. I słusznie. Sukcesy mogłyby zaciemnić obraz. (...) Ktoś mądry powiedział, że zwycięstwa niczego nie uczą, dają co najwyżej poczucie próżności. Pozytywy możemy wyciągać tylko z porażek".

I tak sobie teraz te pozytywy wyciągają.

sobota, 7 listopada 2009

"Rząd będzie jak U2” (G. Schetyna)

Rząd będzie jak U2” - zapowiedział dziś były już minister Schetyna.
Jak zapowiedział, tak zapewne się stanie.
Trwają już nawet stosowne próby członków rządu, mające na celu upodobnienia się grupą do słynnego tajemniczego obiektu.


U-2 /PO-2

Radziecki dwupłatowy samolot szkolny i wielozadaniowy, zaprojektowany w 1928 w biurze konstrukcyjnym Nikołaja Polikarpowa. Do roku 1944 maszyna była oznaczona jako U-2, po 1944 oznaczana jako PO-2. Jej popularna nazwa to Kukuruźnik.
(Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Po-2)


Poniżej fotografia z ćwiczeń grupowych. To chyba już jest to! Kolejny raz rządowi coś się znaczącego udało!

piątek, 6 listopada 2009

Bandyci, złodzieje, mordercy, komuchy...

Bandyci Rostowski i baba z PSL, w majestacie prawa próbują położyć łapę na naszych składkach emerytalnych z OFE. Jak by mało było im naszych podatków...
Przecież „drugi filar” to są moje pieniądze, a nie Tuska....
Może trzeba było lepiej i ekonomiczneij rządzić budżetem?, zamiast teraz dokradać?
Nasuwa się pytanie: czym się to różni od napadu na bank, czy też wyrwania a ulicy torebki, portfela...?
Złodzieje H. Gronkiewicz-Waltz zamiast wykupić od właścicieli potrzebne na inwestycje miasta tereny i wypłacić im odszkodowanie z tytułu zajęcia ich własności oraz utraty możliwości dochodów, itp., woli wypłacać grube tysiące swoim zaufanym kolesiom z warszawskiego Ratusza. Natomiast prawnych posiadaczy zajętych bezprawnie terenów usuwa siłą. Od razu przypomina się, że był kiedyś tzw. „dekret bieruta”
Mordercy Minister Zdrowia (a raczej Choroby) nie wprowadzi szczepień przeciw „świńskiej grypie”. Cała Europa będzie się szczepić, Polska – nie!
Ryzyko pandemii jest wielkie – dzieci i osoby starsze nawet śmiertelnie zagrożone.
Ciągiem dalszym dobijania Polaków jest projekt, który zakłada zniesienie finansowania bezpłatnej domowej opieki nas osobami obłożnie chorymi. Wynika z tego, że chorzy przykuci do łóżka w domach i zakładach opieki społecznej będą zdani na swoich bliskich. Ci zaś zmuszeni będą porzucić pracę by móc zająć się schorowanymi. Jeżeli nie.... lepiej juz dobić chorego. Jak go nie kijem, to go pałą...
Komuchy rząd przygotował projekt ustawy, w myśl której dostęp do internetu będzie ograniczony. Będzie tzw. „czarna lista” domen, które dostawcy internetu zmuszeni będą blokować. Czarną listą zarządzałby Urząd Komunikacji Elektronicznej. Konkretne adresy będą wskazywać UKE, policja, służby specjalne i Ministerstwo Finansów.
Z tym zarządzeniem, to chyba bliżej nam do Chin niż do UE?

Mówiono, że komuniści to bandyci, złodzieje i mordercy.
Wystarczyły 64 lata i zatoczyliśmy koło. Od 1945 roku do 2009.
Widać PO nie ma już pomysłów na rządzenie, bo wraca do „starych i sprawdzonych” metod sprawowania władzy.
Tanio i łatwo. Nie trzeba płacić spadkobiercom Bieruta licencji, nie trzeba płacić komunistom praw autorskich...
Wystarczy skoczyć do gardła i ściskać.
Może trochę innymi środkami nas duszą, ale również skutecznie.
I tak dobrze, że nie zaczęli od Aurory, ataku na "pałac", nie mówiąc już o "wielkim głodzie" - ale kto ich tam wie...

piątek, 30 października 2009

Wpis bardzo osobisty

To jest bardzo osobisty wpis.
W życiu każdego jest moment, gdy traci się Przyjaciela.

Nieuchronność przemian, natura, „życie”, zły los...
Dziś straciłem Przyjaciela.

Odszedł Miziołek – kot kundel.

Czarno-biały z długimi, wspaniałymi wąsami, ułaskawiony dobry zwierzak, wielbiący swój dom, zpsiały kocur, który był z nami trzynaście lat.

Niestety choroba nowotworowa przerwała pasmo wspólnych radości, Jego kocich i naszych ludzkich.
Uśpiliśmy kota.
Uśpiliśmy, bo jedynie to mogło oszczędzić mu bólu umierania z głodu i cierpienia.
Teraz jest pustka.

Zwierzęta co prawda nie idą do nieba, ale ufam, że Miziołek jakoś się tam znajdzie (może za sprawą kociej przebiegłości?) i będzie swoim sposobem pięknie miział się o tron Stwórcy.
Tak pięknie, jak miział się tu u nas w domu ...

środa, 28 października 2009

Pociąg do odbytu – najnowszy odcinek

Udało się nam dotrzeć do najnowszego programu niezastąpionego humorysty i kabareciarza Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej”.
Jak wszystkim wiadomo Pan Pacewicz jest gospodarzem cyklicznego programu, produkowanego przez kolegów z Agory, w którym przeprowadza wywiady z ciekawymi ludźmi na antyhomofobiczne tematy...

poniedziałek, 26 października 2009

D.... jak dureń, D.... jak Durczok.

Niedawno najbardziej nadęty z wszystkich polskich dziennikarzy telewizyjnych, Kamil Durczok skończył prowadzenie tefauenowskich Faktów.

Jak przystało na hiperbufona, nie ustrzegł się prywaty i żałosnych zabiegów stania się co najmniej Tomaszem Lisem.

Być Tomaszem Lisem, to znaczy uwierzyć, że posiada się dar kreowania faktów a także patent na jedyną i słuszną prawdę, objawianą wszem i wobec wśród gromkiego aplauzu gawiedzi zgromadzonej przed szklanym ekranem.

We własnym uwielbieniu, nadętej osobowości Durczok zapomniał, że ferować wyroki w dodatku na antenie i to wobec licznej widowni, wypada po ogłoszeniu ich przez upoważnione do tego sądy. Na dodatek te prywatne wyroki, najlepiej gdyby pokrywały się z orzeczeniem sądów, bo inaczej kicha...

Dziś „balon z Durczoka” raczył nazwać Radovna Karadzića, „najkrwawszym rzeźnikiem z Bałkanów” zapominając, że proces przywódcy Serbów bośniackich rozpoczyna się dopiero jutro.
Nic to, Durczok już wydał wyrok i szczęście tylko, że wszyscy nie jesteśmy Durczokami – jak zapewne marzy sobie „balon”.

Po co było by kształcić się na sędziego, czy w ogóle prawnika.
Lepiej zostać Durczokiem – prościej i lżej.
Nawet myśleć nie trzeba o tym co znaczy pomówienie i domniemanie niewinności.

Ech, jakie nazwisko... taki poziom.

poniedziałek, 19 października 2009

Julia Pi - Where Have All The Flowers Gone

Nasz rząd, jak mówił tak czyni.
Po oszałamiającym hicie Don Ald Tusk Band – I’m A Leader Of The Gang (I am), który wdarł się z miejsca na szczyty list przebojów, kolejna gwiazda ze „stajni” Sławku Nowaku częstuje nas wspaniałym przebojem.

Tym razem znana artystka z kręgu muzyki balladowej i folk Julia Pi, przypomina stary przebój Boba Seegera, Where Have All The Flowers Gone pod zmienionym, lecz wiele mówiącym tytułem: Gdzie poparcie z tamtych lat.
To będzie strzał w przysłowiową „dziesiątkę”!

Już niebawem Julia Pi wraz z akompaniującym jej zespołem The Transparency Idlers rusza w Polskę. O terminach występów i trasie koncertowej powiadomimy osobnym wpisem.

niedziela, 18 października 2009

Don Ald Tusk Band - I’m A Leader Of The Gang (I’m)

Targana najróżniejszymi kłopotami, przewodnia siła narodu – Obywatelska Platforma, wychodzi do społeczeństwa z nową ofertą.
Mimo dość makabrycznych dotychczasowych projektów, polegających na lansowaniu jednorękich monstrum czy też spotkań na cmentarzu okazało się, że Pan Premier i jego najbliżsi współpracownicy są w gruncie rzeczy osobami o wielkim poczuciu humoru oraz gołębim i radosnym sercu.
Na dodatek sercu rock’n rollowym i roztańczonej duszy.

Powstał właśnie, z inicjatywy Premiera ciekawy i mogący trafić w gusta obywateli zespół rockowy pod nazwą Don Ald Tusk Band.
W skład grupy weszli ci, którzy potrafią cieszyć się życiem i jego przyjemnościami – najlepsi z najlepszych.

Dziś mam przyjemność przedstawić pierwszy szlagier supergrupy: I’m A Leader Of The Gang (I’m) niegdyś z powodzeniem wykonywany przez Gary Glittera.

Tytuł utworu jest większości znajomy i zrozumiały, ale na potrzeby nie posiadających umiejętności rozumienia języka angielskiego, Pan Sławomir Nowak – menedżer zespołu przetłumaczył go jako: „Jestem Przewodnicącym Platformy Obywatelskiej”.
Życzę miłego odbioru.

wtorek, 13 października 2009

Czkawka po Żabotyńskim

Beniamin Netanjahu – premier Izraela, poinformował opinię publiczną, że Państwo Izrael nie będzie wydawało swoich obywateli – zbrodniarzy wojennych Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze.

Jak przystało na wzorowego „Likudnika”, Netanjahu próbuje w ten sposób lansować wizję bezkarnego żyda – pępka świata.
Zważywszy iż jego poprzednicy na fotelu szefa partii, wywodzący się z nurtu rewizjonistycznego syjonizmu – Begin, Szamir i Szaron (także premierzy) byli przestępcami i zbrodniarzami odpowiedzialnymi za terroryzm i mordy graniczące z ludobójstwem, można śmiało stwierdzić, że coś ciekawego i masowego w kwestii wyżynania ludności arabskiej sam Netanjahu też szykuje.

Zabawnym przy tym wydaje się być fakt, iż po całym świecie agenci z instytutu obłąkanego Wiesenthala zajmują się wyszukiwaniem zbrodniarzy hitlerowskich, mając na swoim terenie rodzimych zbrodniarzy w bród.

Czy szokuje porównanie „Likudników” i wyznawców rewizjonizmu syjonistycznego do hitlerowców?
Nie, nie może to szokować, gdyż już wiele lat temu wielki ideolo żydowskiego nazizmu Zeev (Władimir) Żabotyński, który dla dzisiejszych „likudników” jest niczym przewodnik stada, nazwany został (wraz ze swoimi współtowarzyszami) przez pierwszego prezydenta Izraela - Weizmanna „dzieckiem igrającym z żydowską swastyką”, a twórca Państwa Izrael Ben Gurion mówił o nim „Władimir Hitler”.

Bez przesady stwierdzić można, że obaj mięli rację a Żabotyńskiego z Hitlerem łączył choćby stosunek do własnej nacji oraz poczucia należności do „rasy panów”.
"Zachowanie integralności naszego narodu jest możliwe tylko poprzez utrzymanie czystości rasy”- twierdził zarówno Hitler jak i Żabotyński.

Jak podaje Wikipedia:
„Faszystowski mainstream nie ominął również Żydów: z syjonistycznego pnia wyrosła w okresie międzywojennym, działająca w Polsce i w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, jak również w Palestynie, rozłamowa Nowa Organizacja Syjonistyczna, zwana potocznie Syjonistami-Rewizjonistami, na której czele stał Włodzimierz Ze'ev Żabotyński (1880-1940); umundurowani w koszule koloru piaskowego członkowie jej oddziałów szturmowych Bejtar, witali swego wodza "rzymskim pozdrowieniem", tzn. salutując mu wyciągniętą przed siebie ręką; "syjoniści-rewizjoniści" mieli doskonałe stosunki z faszystami włoskimi, a nawet, pomimo antysemityzmu hitlerowców, z nazistami, i byli przez nich szkoleni w niemieckich obozach treningowych.”

Dobre wzorce i z punktu widzenia sympatyków Likud, właściwa polityka premiera izraelskiego daje ogromne możliwości i nadzieję, na rychłe rozwiązanie kwestii arabskiej na terenach Palestyny.
A kto uważa inaczej niech uważa, może zostać nazwanym antysemitą.

poniedziałek, 12 października 2009

sobota, 10 października 2009

A to Polska właśnie

A to Polska właśnie.
Jeden „gamoń” odsuwa kilku następnych „gamoni” od ważnych funkcji, w związku z ujawnioną aferą, deklarując przy tym potrzebę czystości szeregów rządowych.

Jednocześnie tych samych „gamoni” przesuwa na odcinek inny, po to aby wzmocnić szeregi partyjne. Jak mniemam poprzez ich autorytety.

Nonsens?
Nie, Polska właśnie.
Polska Donalda Tuska.

Pozostaję w nadziei, że niedługo prasowe informacje dotyczące prac rządu będą wyglądały w ten sposób:

czwartek, 8 października 2009

Będzie komisja śledcza! Komisja fachowców.

Hurra!
Platforma Obywatelska zgodziła się na powołanie Specjalnej Sejmowej Komisji Śledczej d/s Afery Hazardowej. Przedstawiła nawet propozycję obsady miejsc w tejże komisji.














------------------------------------------------------------------------------

I mały bonus - fotka z ostatniego występu Pana Wicemarszałka Sejmu. "Cham-let ze WSI" w interpretacji Stefana Niesiołowskiego.

środa, 7 października 2009

Przetasowania na szczytach władzy


PODWÓRKO STEFANKA (I)

Na naszym podwórku Stefanek jest najbardziej znanym ze wszystkich chłopaków.
Stefanek umie robić takie rzeczy, że wszystkie chłopaki z otwartymi gębami patrzą i podziwiają.
„Ty to jesteś, oj Stefanek.....”
„Ty to umiesz, oj Stefanek...” – mówią wszyscy, gdy na przykład Stefanek pluje na odległość, a jego ślina wypala dziurę w chodniku.
Wzbudza to podziw jednych, ale też obrzydzenie drugich.
„Jejku, ale fajnie” – zachwycają się chłopaki i klepią z uznaniem Stefanka po ramieniu.
„O Boże” - mówią przec, „Cóż to za paskudny chłopak?!” – i dziwią się.
„Kto go tak wychował?” – dodają inni.

Właściwie to Stefka nikt nie wychował.
Stefanek mieszka z Tatatuskiem.
Zapracowany Tatatusk nie ma czasu na zajmowanie się Stefankiem i pozwala mu na wiele. Wolno mu na przykład mówić brzydko i stroić miny w towarzystwie.
Kiedyś mieszkała z nimi Mamahania, ale jak mówi Stefanek, dostała dobrą fuchę i nie ma już czasu na pierdoły toteż teraz mieszka osobno.
Stefanek uwielbia książki z biblioteki Tatatuska.

Kiedyś wymyślił sobie, że każdego dnia będzie wyjmował przypadkową książkę i z niej uczył się jednego słowa. To będzie jego „słowo dnia”.

Przez pierwsze kilka dni Stefanek uczył się słów z kolejnych książek.
Wychodził wtedy do nas na podwórko i mówił: „Dzisiejszy występ sponsoruje słowo – niegodziwość!” i jak nakręcony w kółko powtarzał zdania ze sponsorującym słowem.
Ubaw był co nie miara.
Chłopaki słuchali, a Stefanek przemawiał stojąc na kuble od śmieci.

Zebrał już nawet spory arsenał słów, ale wtedy Tatatusk zabronił mu wchodzić do biblioteki.
Zamknął przed nim pokój na klucz i zakazał wyjmowani książek, bo Stefanek aż nadto wydatnie ślinił palce przy przekładaniu stron i nieświadomie wypalał tym dziury w papierze.
Tak więc Stefanek został z dotychczas nauczonymi wyrazami, bez możliwości pogłębiania wiedzy i zasobu słów.

Wszystko czego do tej pory nauczył się Stefanek pochodziło z ksiąg stojących na pierwszych rzędach bibliotecznych półek. Tam tylko sięgał.
Umiał więc Stefanek słowa takie jak „niegodziwość”, „kłamstwo”, wstrętny karzeł”, „łgarz”, „paskudny”, „moralność alfonsa”... gdyż akurat w bibliotece Tatatuska na niższych półkach stały książki z działami takiego jednego starego polityka z zamierzchłych czasów.

Stefanek posiadał jedną wielką traumę z dzieciństwa. Zanim przeprowadził się na nasze podwórko, mieszkał kiedyś w sąsiedztwie starego, pokrytego kocimi łbami placu z trzepakiem pośrodku. Stary dozorca gonił chłopaków i nie pozwalał bawić się oraz wywijać gimnastycznych figur na metalowej konstrukcji, skądinąd przeznaczonym do trzepania wytartych i szarych dywanów okolicznych lokatorów.
Okrutny był to i niesympatyczny typ, więc Stefanek wraz z koleżeństwem postanowili zrobić dozorcy na złość.

Któregoś dnia zakradli się do piwnicy i przez dziurkę od klucza zamierzali wrzucić „kopcia” do pomieszczenia gospodarczego zaanektowanego przez dozorcę.
Na nieszczęście właśnie w tym czasie tenże dozorca - pan Wiesław, zszedł tam po buraki i na gorącym uczynku załapał Stefanka, któremu nijak nie udawało się podpalić pakunku ze „smrodem”
Niestety złapał tylko Stefanka, bo reszta koleżeństwa uciekła, a nieszczęsny Stefanek został sam jak palec z kopciem w ręku i paczką zamokniętych zapałek.

Skończyło się to aresztem piwnicznym, to znaczy, że do wyjaśnienia całej sprawy pan Wiesław zamknął Stefanka w pomieszczeniu gospodarczym na klucz i zapowiedział rychłe przesłuchanie.
Biedny Stefanek z całego tego zamieszania i ze strachu dostał czkawki oraz bolesnego ścisku pęcherza.

Gdy dozorca zszedł na przesłuchanie, blady i wystraszony Stefanek pospiesznie „wyśpiewał” wszystkie imiona, nazwiska oraz adresy kolegów piromanów-konspiratorów.
Skończyło się to „wielką wsypą” całego towarzystwa, a Stefanek na długi czas zamknął się w sobie i przez jakiś okres leczył ścisk pęcherza oraz napady czkawki.

Ukojenie, jak każdy przykładny chłopiec znalazł dopiero w hobby, którym stała się hodowla ulubionego stworzenia.

Jego koledzy mięli psy, koty, chomiki, świnki morskie i rybki.
Stefanek miał muchę.
Mucha nazywała się Donuś, była robacznicą i mieszkała w słoiku.
Rozpieszczał Stefanek Donusia jak tylko umiał. Znosił mu smakołyki odchodowe czyli kupę... różnych atrakcyjnych pokarmów.
Donuś polubił również Stefanka. Siadał mu na palcu i ruszał zalotnie skrzydełkiem aby otrzymać kawałek czegoś z tej kupy.

Cała sielanka trwała niestety bardzo krótko.
Pewnego dnia Donuś lecąc lotem koszącym do swojego słoika nieopatrznie zawadził o lep na muchy przymocowany do lampy i po kilku minutach skonał.
Stefanek przeżył rozstanie z Donusiem bardzo.
Przyrzekł zemstę na producentach lepów oraz oddał się pracy społecznej czyli łobuzowaniu wraz z nowymi chłopakami na nowym podwórku, gdyż właśnie w tym czasie wraz z Tatatuskiem zamieszkał w naszej okolicy.

Wtedy to właśnie trafił Stefanek na nasze podwórko.
Stosunkowo szybko zapomniał o tragedii Donusia i ochoczo włączył się w życie towarzyskie okolicy.
Z miejsca polubili go wszyscy chłopacy.
Bo i nabluzgać potrafił i strzelić ze ślin na odległość i zakrzyczeć oponenta a ponadto zakręcony z niego był koleś i tyle.
„Idziemy ze Stefankiem, - będzie wesoło” - mówi Giesio.
„Tam gdzie jest Stefanek, tam jest zawsze jakiś sajgon” – wtórował mu Palikokotek .
„Chodźta chłopaki Stefanek będzie ubliżał jakiemuś dziadowi...będzie cyrk” – zachęcał Żelorybka.

Tak, chłopaki lubili przebywać ze Stefankiem – radości i dobrej rozrywki nie było końca .
Cieszył się też Tatatusk, że Stefanek znalazł odpowiednie towarzystwo i nie trwonił czasu na głupoty i pierdoły.
Stefanek tymczasem obrastał w piórka, a jego pozycja wśród ferajny rosła.
Teraz już dwa razy dziennie organizował wystąpienia za śmietnikiem, gdzie stojąc na wiadrze sypał obelgami i „słówkami” które sponsorowały kolejne wystąpienia.
Machał przy tym rękoma, tak że wydawało się iż unosi się ponad pozostałych chłopaków.

Dumny z pociechy Tatatusk, na kolejne urodziny ofiarował mu buławę zrobioną z tłuczka do ziemniaków pomalowanego na srebrno i uroczyście mianował małym marszałkiem.
Od tej chwili Stefanek paradował po podwórku już zawsze z nieodłącznym tłuczkiem i epoletami z marszałkowskimi emblematami.

W następnym odcinku: KOLEDZY STEFANKA (II)

sobota, 3 października 2009

„Tęczowa Hanna”

Wygląda na to, że w przyszłym roku Warszawa zyska kolejną dużą imprezę o charakterze masowym. Na lipiec zaplanowano paradę „środowisk lesbijek, gejów, biseksualistów oraz osób transgenderowych”.

Mówiąc prosto, w lipcu skazani będziemy na oglądanie wszelkich dewiacji w postaci zwartej i masowej. Pederaści nie tylko przedrepczą sobie w radosnym pochodzie ale też zorganizują nam kilkunastodniowy festiwal. Będzie wesoło i radośnie, jednym słowem - szał odbytów!

Jak podają portale organizacji homoseksualnych, w ramach wielkiej fety odbędą się konferencje polityczne i kulturalne. Wiadomo, każdy pederasta musi byś politycznie i kulturalnie uświadomiony.

To wielkie wyróżnienie spotkało naszą stolicę, między innymi dzięki nieocenionej Pani Gronkiewicz-Waltz, która wyraziła zgodę na organizację Euro Pride 2010.
Wdzięczni europederaści i nasi krajowi homoseksualiści oddali już hołd Pani Prezydent chwaląc ją w internecie za decyzję, przy okazji przypominając „paskudnego” Lecha Kaczyńskiego, który lat temu pięć zabronił organizacji w Warszawie festynu stowarzyszeń dewianckich.

Pani Gronkiewicz prawdopodobnie mylnie pojęła przesłanie Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, którego jest członkiem, a dotyczącego ewangelizacji (co jest podstawowym celem działania Ruchu).
Wprawdzie osobom chorym należy się pomoc duchowa, ale także (przede wszystkim) leczenie, zamiast propagandy i promocji choroby.
Tak więc festyn – tak, a szpitali (leczących homoseksualizm) – brak.
Trochę droga Pani Hania poszła na łatwiznę.

Mimo to, dzielna Pani Prezydent w ramach wdzięczności za zrozumienie i wspaniałe propagowanie idei „bratnich odbytów” może liczyć na miejsce w pierwszym szeregu pochodu. Oczywiście dzierżąc w dłoniach tęczową flagę z hasłem Wolność-Równość-Pederastia.

W ramach obrony przed skomplikowanym i wstydliwym schorzeniem jakim jest homoseksualizm, idąc za przykładem fachowców od prewencji i zdrowia, zaproponuję sprawdzony już sposób na wywołanie chwili refleksji i pochylenia się nad nieszczęsną ułomnością.
Podobnie jak producenci papierosów, zobowiążmy się do zamieszczania stosownego ostrzeżenia pod wpisami traktującymi o pederastii.
















(Poniżej do pobrania trzy dodatkowe wersje bannerka).














P.S.
A propos tęczowej flagi. Zawsze zastanawiałem się dlaczego? Dlaczego akurat taka pstrokacizna jest symbolem homoseksualistów?
Na wyjaśnienie zagadki naprowadził mnie przypomniany niedawno dowcip.
Papuga!
Wszystko ma się kojarzyć z papugą. Pstrokata, kolorowa papuga, to ptak bliski pederastom. A dlaczego?
Wyjaśnia to odpowiedź na pytanie: Czym różni się pederasta od papugi?
Niczym! I jedno i drugie ma obsr..y drążek.

piątek, 2 października 2009

Bandyci

Wzięli sprawy w swoje ręce.
Tym co wzięli, po bratersku dzielili się z najbardziej potrzebującymi.
Najbardziej potrzebował Rysiek i Jasiek – bez mrugnięcia okiem „The One-Armed Bandit Twins” pomogli.
Pamiętali wszak, że Rysiek i Janek wspomogli ich niegdyś finansowo.

Dziś za dobroć i pomoc bliźnim obaj są napiętnowani.

„The One-Armed Bandit Twins” to dzisiejsza, ulepszona wersja Robin Hooda, Jessie Jamesa i Janosika.
Pozstaną już na zawsze w naszych sercach i pamięc jako ci, którzy odbierali biednym, by wspomóc bogatych.

wtorek, 29 września 2009

"Być jak Roman Polański"

Zamieszanie wokół zatrzymania reżysera Polańskiego daje już swoje owoce. Polański stał się bohaterem grup obyczajowo wyemancypowanych, niechętnych prawu oraz wyjątkowo chętnych wszelkim zboczeniom.

Modnym stało się zawołanie „Być jak Roman Polański” czyli wynalezienie sobie podobnej dewiacji, aby można było troszkę poświntuszyć i być dumnym z osiąganych sukcesów.
Upodobnić się do znanego reżysera zamierzał 36-letni policjant z Nagłowic, który współżył z 14-letnią dziewczyną.

Świętokrzyska policja oraz Sąd Rejonowy w Jędrzejowie nie zrozumiał intencji oskarżonego i rozpoczął proces. Policjantowi grozi 12 lat więzienia.
Właściwie, to dziwi brak jeszcze reakcji ze strony obyczajowo wyrozumiałych polityków, twórców kultury i liberalnych mediów.

Jakiś apel o uwolnienie, jakiś protest, głodówka?
Może Wajda, Bromski albo Cywińska by coś palnęli. Jakąś mowę obrończą?
A może Anne Applebaum wraz z mężem Radosławem Sikorskim zadzwonili by do Prezesa Sądu Najwyższego albo Prezesa Trybunału w Starsburgu?

Szkoda faceta. Cholera, to dobry chłopak. Siedem lat w policji robił. On już swoje odcierpiał, sami wiecie jak nieznośne są nastolatki, z taką to trudno wytrzymać cały dzień, nie mówiąc już o nocy... A poza tym miał swoją traumę z dzieciństwa – ojciec go paskiem z klamerką bił po głowie... a gonili go kiedyś też sodomici... uciekł, ale od tej pory w lewym oku mu się powieka trzęsie... Weźcie to pod uwagę.

























P.S
Teraz z innej beczki. Polecam ostatni wpis nieocenionego pana Eligiusza. Coś tam o „Zegareczkach”...
Jeżeli chce ktoś się rozerwać i niezobowiązująco pośmiać, to polecam.
Takiej ilości „nakręconych dyrdymałów” nie opublikował dawno już nikt na Salonie. Nawet niejaki Dąbrowski i Pani Rudecka-Kalinowska nie dorównują Panu Eligiuszowi do pięt.
Majstersztyk i cymes w jednym.

Otóż Pan Barbur z aresztowania pedofila zrobił problem światowy i temat antysemicki. To już jest niezły dowcip, ale dalej będzie jeszcze zabawniej.
Dowiadujemy się, ze proces Polańskiego będzie drugim „Procesem Dreyfusa” :)
Właściwie światu potrzebna jest druga afera, taka jak Dreyfusa gdyż może znów coś zapoczątkuje, jak ta właściwa (sto i kilka lat temu). Wtedy to na skutek rzekomej niesprawiedliwości i antysemityzmu we francuskiej armii Theodor Herzl wymyślił ruch syjonistyczny.
Co teraz jeszcze można do tego wymyślić? Hipersyjonizm?

A dalej progresja – jeszcze jest śmieszniej, trzymajcie się...
„Polański tak naprawdę dawno już został ukarany, a my razem z nim (...) Od 30 paru lat nie mógł kręcić filmów w USA” – fajne nie prawda?!

Za co w takim razie ukarano tysiące absolwentów PWSFTviT kończących filmówki w Łodzi, Warszawie...? W końcu oni też nie mogą kręcić filmów w USA.

Absurd, ale mogący posłużyć za scenariusz dobrej komedii. Jeżeli doda się do tego element antysemicki i traumę z okresu holocaustu tak pięknie uwypuklaną przez Pana Eligiusza, to ciąg logiczny scenariusza może być zaskakujący.

Wynikałoby z niego, że przeżycia wojenne potęgują chuć oraz pociąg do nieletnich, co jest, rzecz zrozumiała, okolicznością łagodzącą.

I rewelacyjne zakończenie, uwaga sumująca całość: „Co do Szwajcarów - gdyby Polański był synkiem szejka (Kadafiego) dawno by go puścili do domu”.
Cóż, ale nie jest. Poza tym, młody Kadafi nie gwałcił małoletnich.

Jest za to Polański synem Mojżesza Lieblinga – producenta tworzyw z Krakowa i dlatego został mu poświęcony cały wpis Pana Eli Barbura, o tym jak to helweccy antysemici niszczą wielkiego artystę.
To dużo bardziej cenne niż uwolnienie.

A szwajcarskiego sędziego, który wydał nakaz aresztowania, zgodnie z tradycją izraelskiego państwa, najlepiej potraktować rakietą ziemia-powietrze-ziemia. Wraz z całą rodziną i sąsiadami. Nich sobie antysemita nie myśli... już nigdy więcej.

poniedziałek, 28 września 2009

Lobby?

Szczerze wyznam: jestem wstrząśnięty!
Wstrząśnięty i nie mieszany.
To co wyczyniają media wokół Romana Polańskiego, to absurd łączony ze skrajną bezczelnością.

Wczoraj opisywałem list protestacyjny skierowany do władz polskich, przez koleżeństwo Polańskiego. Myślałem sobie, ot grupa kolesi i tych co chcieli by być kolesiami Polańskiego plusuje zarówno u niego jak i w lewako-sado-maso światku.

To, że filmowy świat jest zepsuty do szpiku kości wie każdy, że ludzie filmu (duża ich część) dostają małpiego rozumu osiągając jakikolwiek, nawet najmniejszy sukces też wiadomo.
Dziesiątki tysięcy fanów, autografy, flesze itp.

Stwarza to w nich poczucie, ze są bezkarni, a eksperymenty artystyczne przenoszą do życia codziennego. Stąd wśród nich np.. pederastia, pedofilia oraz wizja własnego bezkarnego postępowania

Uważają się za kogoś lepszego, kogoś ponad innymi, gdy w gruncie rzeczy z ludzkiego punktu widzenia są tylko zwykłymi, spaczonymi ludźmi.
Nie inaczej należy uważać podpisujących się pod listem w sprawie uwolnienia Polańskiego jak za sympatyków i animatorów pedofilii.

Jedno z najohydniejszych przestępstw w imię lojalności zawodowej, staje się w rozumieniu Wajdy, Morgensterna, Bromskiego tylko występkiem. Ich paplanina i zbiory absurdów a nawet głupot (to w przypadku wypowiedzi p. Cywińskiej) jeszcze bardziej pogrążają całe to środowisko.
Do grupy „kolesi” dołączyli też dziennikarz.

Czołowa myśląca inaczej Karolina Korwin-Piotrowska „będzie bronić reżysera zawsze”, a Anne Applebaum (żona min. Sikorskiego) dopatruje się w tym spisku?!
Wszystkiemu wtóruje głośno cały TVN zanosząc się od płaczu nad losem Polańskiego.
Gdyby Hitler miał taką „prasę”..., do Norymbergi by nie doszło.

Na koniec małą chwilę chciałbym poświęcić materiałowi p. Aplebaum z "Washington Post".
Stało się to co przewidywałem :) Tanie „łuckie numery” i chwyty.
Jak już brak argumentów – zawsze pozostaje żydostwo obwinionego. Że dziecko holocaustu i że wtedy na niego polowali i teraz polują....

Applebaum pisze też: - Dlaczego akurat Szwajcaria - kraj który tradycyjnie strzegł tajnych kont bankowych międzynarodowych przestępców i skorumpowanych dyktatorów - postanowiła aresztować Polańskiego? Musi się za tym kryć coś głębszego”.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, zważywszy, że najwyraźniej osoba pisząca takie dyrdymały nie może (nie lubi, nie jest w stanie) zrozumieć podstawowych zasad funkcjonowania prawa.
Tak jak kontem może dysponować właściciel a reszcie od tego wara, bo tak każe prawo, tak też aresztować pedofila i postawić go przez sądem również każe prawo. I reszcie wara od tego.
A co do głębszych to najwyraźniej kryje się za tym.... jeden głębszy, który Pani ministrowa pociągnęła przed napisaniem swoich przemyśleń „na temat”.

Liczę, że włazom amerykańskim uda się postawić Polańskiego przed sądem.
Wyrok jest sprawą otwartą i rzeczą drugorzędną. Ważne, że jest kraj, w którym istnieje pojęcie nieuchronności przed karą w imię prawa.
Nam natomiast da dużo do myślenia w związku z nie mogącym odbyć się już któryś z rzędu rok, procesem „pedofilów z Dworca Centralnego”.

Jakieś lobby działa...?

niedziela, 27 września 2009

Aresztowali Polańskiego! A gdzie jest Owsiak?!

„Uwolnić słonia” krzyczał Jerzy Owsiak - szef „Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników” na rynku w Jarocinie w sierpniu 1988 roku.

Taki absurdalny humor przeszedł już do historii awangardy niepodległościowej epoki PRL i zyskał status kultowego. Ludzie lubią absurdy, bo nie wiadomo czy to dla śmiechu, czy na poważnie oraz czy z nas się ktoś nabija czy współczuje.

Fajnie było w tamtych latach szydzić z „komuny” wystawiając portret „Jaruzela” z podpisem „Boże chroń Generała” i patrzeć na tępych zomowców, którzy nie wiedzieli co z tym fantem robić. Lać pałą czy bić brawo?

Dziś czasy się zmieniły, wolno mówić wprost, co się ma do powiedzenia.
Nie wszyscy jednak z tego prawa potrafią lub chcą korzystać.
Pozostający mentalnie w PRLu osobnicy-twórcy filmowi, z sentymentu za czasami „towarzyskimi” także dziś fundują nam „pomarańczową alternatywę” czyli absurd awangardowy z przesłaniem.

W godzinach popołudniowych policja szwajcarska aresztowała Romana Polańskiego.
Podobno w najbliższych dniach Szwajcaria dokona jego ekstradycji do USA, gdzie reżysera pragną zobaczyć śledczy, w związku z jego przyjemnościami w 1978 roku.
O co chodzi amerykanom - każdy dobrze wie; Polański zadawał się z małoletnią, którą uprzednio „podrasował” whisky i stosownymi specyfikami halucynogennymi.
Ponoć miał z tego przyjemność.
Małoletnia też.

Przyjemności natomiast nie mięli sędziowie i służby więzienne, gdyż Polański nawiał ze Stanów Zjednoczonych i tyle go tam do dziś widzieli. Listy gończe zostały rozesłane, ale Polański, przebiegły lis, jeździł tylko tam gdzie amerykańskie prawo swoimi mackami nie sięga. Sprawa była o tyle poważne, gdyż w Stanach nie istnieje pojęcie „przedawnienia” i właściwie reżyser skazany był na wieczną banicję w USA.
Niestety, albo nie sprawdził albo zapomniał i w końcu pojechał prosto w paszczę Wuja Sama. Okazuje się, że Szwajcaria ma podpisaną umowę ekstradycyjną z USA i w sposób żelazny jej przestrzega.

Polański siedzi i czekając na wylot do ameryki pluje sobie w brodę, że nie sprawdził, jak tam u Helwetów z ekstradycjami oraz, że nie przystał na niedawną propozycję jankesów dobrowolnego powrotu i poddania się procesowi. Zapewne ułaskawiono by go, gdyż sama zainteresowana już nie żywi do niego żalu. a wielu zapomniało po 30 latach o co tak naprawdę chodzi....

Pierwsi do obrony dobrego imienia naszego wybitnego reżysera ruszyli jego rodzimi koledzy po fachu. Oczywiście „po fachu” reżyserskim, a nie jak się niektórym świntuchom może wydawać... (w każdym razie ja nic o tamtym „po fachu” nie wiem)
Elita polskiego kina wystosowała list pt. „Uwolnić Romana Polańskiego” i przesłała go m.in. do Prezydenta RP i Ministra Spraw Zagranicznych.
Jak nie trudno się domyśleć, apelują o uwolnienie Polańskiego i rewizję procesu, a najlepiej w ogóle o jego kasację.

Cel wzniosły tylko adresat pisma nie jest właściwy, bo to nie Prezydent RP ani Minister Spraw Zagranicznych zamknęli Polańskiego.
Było pisać do Obamy!

W ogóle zakrawa to właśnie na jakąś w/w „pomarańczową alternatywę”, te argumenty, forma i język...

Szczególnie argumenty w rodzaju wydarzenia sprzed 30 lat są co prawda pod względem moralnym negatywne", „sprawa rozgrywana w innej kulturze społecznej i obyczajowej, w europejskim systemie prawnym byłyby już przedawniona”, „Roman Polański jest wybitnym polskim artystą, który wniósł wielki wkład do światowej kultury filmowej (...) Żądamy od władz Polski uniemożliwienia ekstradycji Romana Polańskiego, od władz Szwajcarii jego natychmiastowego uwolnienia, a od Stanów Zjednoczonych rzetelnej rewizji nadużyć śledczych i prokuratorskich w procesie Romana Polańskiego”.

Grupie emerytowanych reżyserów wydaje się, że PRL trwa nadal. Że piękny życiorys twórczy wystarczy by stać ponad prawem i zostać nietykalnym.
Pretensja o model prawa nie uwzględniający przedawnienia, domniemana stronniczość sądów amerykańskich oraz spisek zawarte w wypowiedziach telewizyjnych, mówiąc wprost śmieszą.

Do całości awangardowego „wygłupu” pod tytułem „Uwolnić Romana Polańskiego” brakuje tylko Jerzego Owsiaka i jego silnego, charakterystycznego głosu, a poczulibyśmy się jak za czasów zdychającej komuny.

Póki co, mimo odezw i apeli, w stosunku do osoby pana Polańskiego zanosi się tylko na reanimację „Towarzystwa Przyjaciół Ręczników” oczywiście amerykańskich i to przydziałowych w paski.