poniedziałek, 25 listopada 2013
Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Interesy PiSu" odc. 13
wtorek, 15 grudnia 2009
Biały proszek i wirus głupoty
Czy wirus głupoty musi lęgnąć się w Agorze?
Najwyraźniej tak.
Kolejna inteligentna inaczej na łamach „GW” udowadnia tę tezę.
Magdalena Żakowska, bo o niej mowa, prywatnie żona Jacka Żakowskiego przekonuje, że z tym Piesiewiczem to wszystko jest O.K.
Brał, bo brał ale wolno mu bo nie walczył w senacie z narkotykami czyli postępował uczciwie. Co innego gdyby otwarcie występował przeciw ćpaniu... wtedy byłby oszustem.
Brał i przebierał się w sukienki, bo od 10 lat żyje w separacji z żoną – to może. No, gdyby tylko nie był w separacji, to byłoby to nie fair... a tak kiecka na siebie i do przodu.
Brał, bo lubi brać, a narkotyki spadały mu z zaprzyjaźnionej chmury na niebie i wcale nie były od dealera z jakiejś mafii.
Brał bo taką miał fantazję i wcale nie jest to podwójne życie Piesiewicza, bo (jak chyba uważa Żakowska) brał wszędzie i codziennie, tak jak wszędzie i codziennie chadzał w damskich fatałaszkach – nie miał się czego wstydzić, bo jest to normalne. Było to jego oficjalne i jedyne, pojedyncze zycie.
Brał i... jest uczciwym i porządnym człowiekiem. Bo wszyscy uczciwi ludzie biorą, a najwyraźniej tylko (zdaniem Żakowskiej) ciućmy i pierdoły nie biorą.
Dość tych głupot!
Podobne farmazony mogą zrodzić się w głowie albo dziennikareczki na dorobku, pragnącej za wszelką cenę zaistnieć poprzez oryginalne czyli głupie poglądy, albo osoby, która podobnie jak Piesiewicz „wciąga” lekarstwa nosem, albo kogoś na bakier z psychiką.
Jest jeszce jedna możliwość... wpływ męża na młodą żonę.
Żakowska najwyraźniej nie zrozumiała czym jest demokracja, czym jest społeczny mandat do sprawowania godności Senatora RP, czym jest przyzwoitość i trzymanie się własnych zasad.
Być może w „GW” takie normy nie obowiązują, to i młodzi adepci sztuki dziennikarskie nie mają gdzie i od kogo ich uczyć się.
A rodzinny dom? Też nie daje wzorców?
Chowana bez zasad Żakowska nie będzie zatem w stanie zrozumieć, że osoba wciągająca kokainę, nie jest człowiekiem godnym zaufania, z dwóch przynajmniej powodów.
Po pierwsze jest nieobliczalna, czyli jako uzależniony narkoman podlega stanom „głodu narkotykowego” oraz nieprzewidywalności czasu i miejsca „robienia sobie dobrze”.
Któż w takiej sytuacji zagwarantuje, że „wciągacz” w czasie debat senackich był „czysty” i całkiem świadomy swych decyzji politycznych?
Po drugie, jak to wielokrotnie bywa zażywając narkotyki nie tylko uzależnia się od nich, ale także od ich dostarczycieli. Czy w takiej sytuacji może być od uznawany za niezależnego i trwającego przy swoich poglądach? Człowiek – narkoman to zły człowiek. Narkotyki podważają autorytet każdego sięgającego po nie.
Tak, Pani Żakowska – senatorem RP winien być człowiek krystalicznie czysty! Póki co, nie ma obowiązku startowania w wyborach parlamentarnych. Kto nie czuje się na siłach, niech dalej pisze scenariusze, kładzie asfalt czy też prowadzi kiosk warzywny...
Wyborcy mają CAŁKOWITE prawo do poznania prawdy o tych, którzy ich reprezentują.
Nie wyobrażam sobie inaczej. Jeśli komuś to nie pasuje i ma coś do ukrycie, niech zostanie np. redaktorem naczelnym „GW” i szczelnie trzyma własną intymność w kasie pancernej otoczonej oddziałem prawników.
Ja, o swoim kandydacie chcę wiedzieć wszystko.
Czy nie ćpa, czy nie chla, czy nie jest pederastą, czy nie jest złodziejem, czy nie prostytuuje się politycznie, czy nie kłamie, czy nie leje żony....
Teraz wiem, że na Piesiewicza bym nie zagłosował.
P.S> Właściwie wpis ten, nie jest po to aby potępić „wypadki” nieszczęsnego senatora Piesiewicza. Jako wyborca tylko w jeden sposób mogę się wypowiedzieć w sprawie. Nie oddając na te osobę swojego głosu.
Co innego jednak jest ważne. A to, że Pan Piesiewicz uważa wyborców (obywateli) za idiotów. Baje o lekarstwie wciąganym nosem są w granicach wiarygodności dla młodzieży do lat 6. Później, czyli 7-9 lat to już z przymrużeniem oka.
Trochę mnie to nawet rozbawiło, przy ogólnym gniewie i pomyślałem sobie zaraz o kierowcy, który zatrzymany do kontroli drogowej w wydychanym powietrzu miał 2 promile alkoholu, a tłumaczył się że pił przed chwilą oranżadę z butelki, a ona mogła być przeterminowana czyli sfermentowana (stąd alkohol).
Kończę już, bo czas na leki (niestety dopadła mnie grypa).
Może sobie polopirynkę nosem wciągnę, albo inny efferalgan ...?
poniedziałek, 22 grudnia 2008
"Dziennikarz - niedziennikarz" - nowy skecz Pacewicza
Ze sobie właściwym, jak zawsze zupełnie nie zamierzonym dowcipem i humorem, Pacewicz napiętnował Rymanowskiego, że ten śmiał być bardziej doceniany przez środowisko i lepszy od kogokolwiek z „Gazety” i okolic. Swój materiał wymoczony krokodylimi łzami zatytułował „Niedziennikarz Roku” i strzeliwszy focha, zawiesił na swoim organie (Sic!).
„Nagradzajmy dziennikarzy, a nie arbitrów elegancji podczas kłótni w maglu (...) Cóż to za dziennikarstwo? Co takiego ważnego Bogdan Rymanowski ma do przekazania Polakom? Na czym się zna? Jakich wartości broni? Co ujawnia, czego byśmy nie wiedzieli?" Tyle niedoceniony Pacewicz.
Polemizować z wicemichnikiem jest niezwykle trudno i zasadniczo jest to bezcelowe. Próba taka może być porównywalna nie przymierzając z nawracania np. Feliksa Dzierżyńskiego na katolicyzm czy też zawracania kijem Wisły.
Trudno jednak oprzeć się przyjemności skomentowania w kilku słowach tego zabawnego skeczu oraz pokrętnego humoru mistrza Pacewicza. Tym bardziej że poprzez nazwanie Rymanowskiego „Niedziennikarzem Roku” humorysta ustawił go w jednym szeregu z wieloma osobami nie będącymi dziennikarzami, w tym autorem powyższego wpisu (protestuję!). Ale po kolei.
Skoro Pacewicz nakreślił już jak wygląda „niedziennikarz”, zastanówmy się więc jak powinien prezentować się w takim razie „dziennikarz”, czyli ktoś kto na tytuł środowiska żurnalistów, według wicemichnika w pełni zasługuje.
1. Po pierwsze dziennikarz winien preferować raczej model „Gazeta W. Fashion” czyli w modzie są białe, wymięte, poplamione i rozchełstane koszule i wygniecione marynarki. O obszarpanych portkach i brudnych, wykoślawionych butach (a la Lizut) przez delikatność nie wspominam.
2. Nie powinien uczestniczyć w kłótniach w maglu a raczej w ułożonych dyskusjach, najlepiej środowisk żydokomunistyczno-lewackich, gdzie można potępić i napiętnować ksenofobię oraz wszystko później rzetelnie po „gazetkowyborczemu” opisać.
3. Ważne aby miał coś do przekazania Polakom i oczywiście się na czymś znał. Tu również wskazane jest prezentowanie modelu „Gazeta W. Fashion” czyli „pocałujta w d...ę wójta, jak piszemy to się bójta”.
4. Odnośnie wartości, to chyba jasne jest dla wszystkich, że powinien bronić idei jakie przekazują nam szczególnie postępowi pederaści wszystkich krajów połączeni wspólnym łańcuchem, którego zapięciem jest red. Pacewicz (homoseksualizm to jego konik).
5. Taki dziennikarz, pretendujący do zaszczytnych tytułów winien też coś ujawniać, czego inni nie wiedzą. Może ujawniać nietolerancję i w/w homofobię i ksenofobię – to najlepiej widziane, ewentualnie może ujawniać jakieś „przekręty” i wybryki „nazioli” i „faszystów” czyli wszystkich, którzy nie prezentują linii „Gazety Wyborzcej” i są np. szczuci Edelmanem.
Moim skromnym zdaniem właściwymi kandydatami (wg wzorca Pacewicza) z których można by wybrać tę postać numer jeden polskiego dziennikarstwa winni być: Monika Olejnik (ze względu na brudne włosy i wykrzywiony wyraz twarzy), Mikołaj Lizut (brudne buty i naszmalcowane owłosienie głowy oraz graniczące z obłędem tropienie wyimaginowanego „faszyzmu”) Jacek Żakowski (za wierność idei „Wielkiej Gazety Wyborczej” i jej „Wielkiego Wodza”) a nie jakiś tam np. Rymanowski, elegant i pustak.
Kolejny raz mistrz wysublimowanego humoru o twarzy cierpiącego Bustera Keatona - Piotr Pacewicz dał „czadu” czy nawet „mega-czadu”. Chowajcie się kabarety „Moralnego Niepokoju” czy inne „Ani Mru Mru” i „Neo-Nówki”.
Pacewicz rulez! (jak mawia młodzież)
P.S. Przy okazji przypomniał mi się fragment filmu „Kingsajz”.
Mówi Nadszyszkownik Kilkujadek do Ola Jedliny: „- A Ty sam polokoktowiec jesteś! Niuchać tu przyszedł...”
Pacewiczu Piotrze, a Ty sam niedziennikarzem jesteś! Mącić tu przyszedłeś? (Piotr Pacewicz jest absolwentem Wydziału Psychologii UW a nie absolwentem Wydziału Dziennikarstwa).
wtorek, 9 grudnia 2008
Ballada (dla poprawienia humoru)


Snują nad brzegiem wiślanej wody
Opowieść o swoich rodzicach.
Ona mu kawior podaje z kosza
I szampan mrożony w kuble
Pewnie ten chłopiec jest za smakosza,
A kawior kupiony za ruble.
W każdy dzień prawie, tu koło daczy,
Widują się ósma rano.
Młody jest synem pary działaczy,
Kim jest dziewczyna? – tak samo!.
I choć im wkrótce przyjdzie się rozstać,
To los im łaskawy pomoże.
Połączyć cele, szefami zostać
poniedziałek, 24 listopada 2008
Proletariusze wszystkich krajów łączcie się! Za Rodinu, za Putinu...
Od wczoraj „najtęższe umysły” oraz ich świta, starają się udowodnić, że Rosji nie należy drażnić i pokornie spuszczać głowę otrzymując kolejne razy. O dziwo zarówno z prawa jak i z lewa sypią się ataki na Prezydenta za decyzję odwiedzin terenów przygranicznych. W przypadku SLD, prawdopodobnie do dziś powiązanego „biznesowo” z putinowską Rosją takie zachowanie nie dziwi, to w przypadku obozu „różowego” (PO-PSL) budzi zdumienie.
Może ich reakcja podyktowana jest zazdrością i zawiścią? Wszak obecnie panujący odwagą i stanowczością nie grzeszą. Oczywiście w stosunkach z własnymi obywatelami, gęby pełne frazesów i butnych oświadczeń lecz już na forum międzynarodowym lizusostwo i tchórzliwy konformizm.
Dla polityka pokroju „Muppeta” Tuska każdy przejaw własnej inicjatywy w polityce zagranicznej jest powodem do strachu, gorączki i bólu głowy. Ponadto jest kompletnie niezrozumiałe, jak można się poruszać nie będąc sterowanym z UE.
Nie próżnuje też oczywiście „GW” organ kuźni „michnikizmu i kuronizmu”. Niejaki Marcin Wojciechowski (pseudonim?) zapewne za namową lojalnych wobec sowietów towarzyszy opublikował wyjątkowo głupawy tekst i nawet nazwał wizytę Prezydenta Kaczyńskiego awanturnictwem. To jest właśnie to, co zbliża „GW” do poziomy niegdysiejszej „Trybuny Ludu” – sowiecki wasalizm i wręcz aparatczykowska głupota. Właściwie całego tekstu nie trzeba czytać, wystarczy tylko pierwsze trzy zdania i sens jest aż nadto widoczny:
„Lech Kaczyński najwyraźniej wiedział, że na posterunku kontrolnym przy granicy Osetii Południowej stacjonują Rosjanie. Jego wyprawa wraz z prezydentem Gruzji, by odwiedzić obóz dla uchodźców przy granicy z Osetią była więc prowokacją, żeby pokazać światu, jak Moskwa realizuje plan pokojowy o wycofaniu swoich wojsk z Gruzji. A raczej jak go nie realizuje.”
Ot, to! Szanowni Państwo, nie jest to fragment skopiowany z „Prawdy” czy też innej sowieckiej gadzinówki. To fragment tekstu pt. „Prezydent Kaczyński przesadził w Gruzji” zamieszczonego w dzisiejszej „GW” (ponoć, jak sama podaje – Polskiej gazecie).
Dla autora (Wojciechowskiego) godnym napiętnowania i nazwania prowokacją jest próba odwiedzin obozu dla uchodźców, znajdującego się na terenie odwiedzanego, suwerennego państwa, a bandycki atak putinowskich żołdaków panoszących się przy granicy z Osetią to odpowiedź na prowokację! Prowokacją też jest próba pokazania całemu światu, że putiszyści mają w nosie (lub też jeszcze głębiej, w innej części ciała) cały pakt pokojowy i dalej robią co chcą na przygranicznych terenach.
Zdaniem autora (choć diabli wiedzą, kto był autorem, Wojciechowski czy rzecznik prasowy Ambasady Rosj?) „demaskatorskiego” artykułu w „GW” jedyną drogą pomocy Gruzji, jest droga, którą podąża tzw. Europejska Unia. To znaczy, nie robić nic a w międzyczasie raz na jakiś czas pościskać się z Putinem i przyjaźnie poklepać. To ma się nazywać Partnerstwo Wschodnie UE.
Nie od dziś wiadomo, że lewacka Europa boi się sowietów. Właściwie jest to dziwny stan przypominający syndrom bitej żony. Boi się ale kocha i nie da zrobić krzywdy zwyrodniałemu mężowi. Dlatego ani Merkel ani Sarkozy ani Brown czy inny Zapatero nie zrobią nic, co mogło by urazić Rosję.
Europejski Parlament, zdominowany przez neosowiecki (lub w wypadku niektórych naszych parlamentarzystów starosowiecki) aparat również nie kiwnie palcem. To nawet trudno się dziwić, skoro np. jego jednym z wiceprzewodniczących jest TW Jerzy – Marek Siwiec, a szefami największych frakcji, czerwoni lewaccy propagandziści i zadumiarze – Schulz i Cohn-Bendit.
Putin rulez - jak mawia młodzież.
A dla wszystkich obrońców czci i wiary rosyjskich towarzyszy – Order Putina I klasy.

P.S> TW Jerzy (Marek Siwiec) również „dał głos”. Dla odmiany w Dzienniku. Oczywiście jak przystało na uczciwego komunistę i pezetpeerowca potępił i napiętnował. W TVN rozparty na fotelu Oleksy (kłamca lustracyjny i agent Olin) bronił jak przysłowiowy lew sowieckich towarzyszy.
Proletariusze wszystkich krajów łączą się!
