środa, 31 grudnia 2008

Lepszego 2009 roku!

.
Wszystkim bez wyjątku życzę
.
LEPSZEGO ROKU!
.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Wielka psota Palikota (wierszyk poprawny politycznie)

Z okazji Nowego 2009 Roku, ofiaruję wszystkim krótki wierszyk.
Z góry zastrzegam, że sytuacja tu opisana nie miała możliwości zdarzyć się w rzeczywistości i stanowi tylko relację z koszmarnego snu autora.
Również postaci pozostają fikcyjne i wszelka zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa.
Chyba, żeby nie, ale ...
... ale przecież chodzi o to aby było wesoło!



Wielka psota Palikota

Znacie Posła Palikolta, co przydomek ma „Pan Psota”?
Otóż zebrał on pismaków i zakomunikował światu:
„W partii wielkie są nadzieje, że zostanę wreszcie gejem
Gdyż pisałem (każdy wie): Jestem gejem z SLD.”

„Najwyraźniej przyszła pora, aby użyć wibratora
I pokazać wreszcie światu, że nie stawiam słów do wiatru
Zmienię teraz swoje życie, z różnych pieszczot przy odbycie
Będę czerpał relaks wielki”
- i pociągnął łyk z butelki

Tu ulała mu się z troszka słynna Żołądkowa Gorzka
Otarł zatem mokrą brodę - „Mili Państwo, tym sposobem
Swe umiejętności spore, jak wibrować wibratorem
Tu pokażę, proszę gości, może ktoś tak z ciekawości

Tył wystawi, całkiem goło...” i rozejrzał się wokoło
„O, tam widzę niezły zadek , tak nim zgrabnie trzęsie dziadek
To się puszy, potem rzuca, nagle pręży, to znów kuca ...
Goły tyłek wielka gratka”
i czym prędzej hop do dziadka

Wycelował niczym pikę urządzenie z wibrownikiem
Zrobił zamach, włączył guzik i na oczach wszystkich ludzi
Ukuł w samo „sedno” dziadka, nagle patrzy – ALE WPADKA!
Dziadek aż do góry skoczy, wybałusza wielkie oczy

Zwraca twarz do Palikota, znieruchomiał w mig Pan Psota
„Cóż jam zrobił przez przypadek? Toć to Bartoszewski Władek
Co tu robił, wśród tej braci i dlaczego stał bez gaci?
Władku, Władziu, mój Władeczku” -
uspakajał po troszeczku

„Gdzie masz portki, gdzie berecik, czemu gołą dupą świecisz?”
Dziadek Władek schyla głowę, pokazuje spodnie nowe
Leżą zmięte na podłodze, beret tuż przy lewej nodze
„Chciałem, choć to może głupie, tak pokazać że mam w dupie

Chamów i dyplomatołków, co dorwali się do stołków
Wskazać tu z mównicy szczytu, że w czeluściach są odbytu
Chciałem wskazać też niestety, że to jaja jak berety
To dlatego beret leży, abym jądra nim wymierzył

Wszystko szlag przez Palikota, jak krew w piach cała robota”
Dziadzio łzy jak grochy leje - „Zamiast być kimś - jestem gejem”
Kto przewidział zakończenie, że w łeb weźmie wystąpienie
I gejostwa animator w tyłek wciśnie mu wibrator

Pan Palikot vel. Pan Psota długo milczał, jak niemota
Po czym cmoknął dziadzia czule, oraz wręczył podkoszulek
Władek nieco się zatrwożył, „Jestem gejem” trykot włożył
Teraz chodzą z Palikotem, na parady i z powrotem.

Yarrok (XII-2008)

niedziela, 28 grudnia 2008

Jak nazista z syjonistą!





















Die Fahne hoch! Die Reihen fest geschlossen…
(…הדגל מתנופף, השורות צפופות)

Słynna nazistowska pieśni z III Rzeszy śmiało może pretendować do stania się hymnem państwa Izrael. „Chorągiew wznieś, szeregi mocno zwarte...” - tak oto od kilu dni żydowskie państwo zwiera szeregi i wznosi chorągwie nad zwłokami zabitych w strefie Gazy Palestyńczyków, w większości kobiet i dzieci.

Niczym hitlerowscy naziści lub stalinowscy oprawcy, „bohaterowie” od Ehuda Olmerta stosują zawsze te same kryteria wobec niepokornych Arabów.
Odpowiedzialność zbiorowa – to najprostszy sposób na usprawiedliwienie zwyrodnialstwa i radosnego bezkarnego ludobójstwa które, ku radości żydowskiego społeczeństwa dokonuje się na sąsiadach – Palestyńczykach.

Izrael – kraj, który zbudowany został na terroryzmie i zbrodni, kraj którego przywódcami byli pospolici zbrodniarze i bandyci nie może inaczej rozumieć istoty oraz zasad swej państwowości i jako jedyny na całym świecie prezentuje kuriozum, które nazywa się „terroryzmem państwowy”.

Zalegalizowane prawo do ludobójstwa i praktyki gangsterskie stawiają ich w jednym szeregu z nazistowską III Rzeszą. Czym różnił się Adolf Hitler od Icchaka Szamira, Heindrich Himmler od Ariela Szarona czy też Rudlof Hess od Menachema Begina. Wystarczy prześledzić ich biografie. Niczym!

Wielką kpiną losu jest fakt, że naród, który wycierpiał tak wiele od nazistowskiej, hitlerowskiej machiny ludobójczej dziś te same sposoby stosuje wobec innego narodu.

Nie pierwszy to taki przypadek. W powojennej historii Europy znane są nierzadkie żydowskie zbrodnie na etnicznej ludności współzamieszkującej z nimi. Tak było w powojennej Polsce, Czechach, na Ukrainie i w Rosji. Żydo-komuna dopuszczona do władzy, niszczyła wszystko co nie swoje, narodowe, historyczno-religijne, w imię sobie tylko wygodnej ideologii i dla własnych korzyści.

Współczesny świat reprezentowany przez marionetkową ONZ może jedynie pleść bzdety i farmazony oraz udawać zatroskanie losem ofiar żydowskiego ludobójstwa.
Podobnie jak hitlerowskie Niemcy z lat 30-tych, Izrael dyktuje światu swój model przyzwoitości i postępowania. Swoim niezdecydowaniem i zaniechaniem tzw. cywilizowany świat przyzwala na dziejące się w strefie Gazy masakry ludności cywilnej, podobnie jak przyzwalał niegdyś, w 1939 roku hitlerowskiej hordzie na ludobójstwo na terenach Austrii, Czech i Polski.

Politycznie poprawna Europa, zdominowana przez żydowski i żydokomunistyczny zaciąg też nie jest w stanie nic sensownego wykoncypować i nawet tego nie pragnie. Dotyczy to zwłaszcza PE, gdzie niepodzielnie rządzą ludzie pokroju Cohn-Bendita i Schulza czyli żydo-europejscy mieszańcy. Na co ich stać? Poprosić w wystosowanym do obu stron konfliktu apelu, o rozejm i kropka.
Żywo przypomina to zachowanie Premiera Wielkiej Brytanii Neville Chamberlaina wobec Czech w 1938 r . czy też Polski w 1939 roku (silne naciski na przystanie przez Polaków na hitlerowskie żądania utworzenia korytarza do Prus Wschodnich). Gdzie proporcje winy i skutków?

Czym się to skończyło świat pamięta. Pamięta, lecz nie wyciąga wniosków. Świat boi się gniewu potężnego rozsianego po całym świecie żydostwa, jak bał się niegdyś hitleryzmu i nazizmu.

… juden marschiert mit ruhig festem Schritt…

wtorek, 23 grudnia 2008

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Neonazista, ohydny stalinista i totalitarny komunistyczny karierowicz.

Ledwo wczoraj skończyłem kreślić wpis o komediowych talentach niejakiego Pacewicza, zatrudnionego chyba przez przypadek w „GW” a nie w dobrym i popularnym kabarecie, a już kolejny temat aż prosił się o stosowny wpis.

Jakiż to zbieg okoliczności, że sprawa dotyczy drugiego z zastępców Adama Michnika – Piotra Stasińskiego. Tu jednak nie może być mowy o komedii, humorze czy też kabarecie.
To raczej proza życia czy też bardzij dramat. Pan Stasiński przypomina raczej sposobem bycia i zachowania ekspedienta sklepu z częściami do malucha z okresu lat 80-tych, a z wyglądu oblicze z flagi karaibskich Piratów. Jak mawiają „nie ma śmiania”!

Przed samym snem obejrzałem powtórkę programu Loża Prasowa TVN, bo sprawa w pierwszej części dotyczyła nagrody dla Bogdana Rymanowskiego. Ciekaw byłem stosunku Pana Stasińskiego do skeczu Pacewicza i do nagrody dla dziennikarza TVN. Na rewelacje nie liczyłem i nie zawiodłem się. Stasiński bronił „pamfletu” (jak sam nazwał to dzieło) Pacewicza niczym Ben-Gurion niepodległości Izraela waląc na odlew w Rymanowskiego.
Druga część programu była o wiele ciekawsza, a traktowała o zamieszaniu w TVP.
Tu przechodzę do sedna sprawy. W trakcie gorącej dyskusji nad osobą nominowanego na tymczasowego prezesa telewizji Piotra Farfała, Stasiński raczył wyrazić pogląd (cytuję): „- To neonazista!”

Osobiście mam w ... (tu można wstawić dowolne miejsce, gdzie wydaje się, że go mam) osobę Pana Farfała, jego dokonania i drogę kariery polityczno-zawodowej. Jest mi całkowicie obojętne również kim był niegdyś, co robił i jakim gestem zamawiał piwo.
Dziś (od 2000 r.) Farfał jest działaczem Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji legalnej, działającej jawnie w Państwie Polskim w zgodzie z prawem tego Państwa.
Stasiński waląc na odlew „neonazistą” wyszedł na przysłowiowego „jelenia” i „0,25 l”.

Farfał faktycznie przeszedł trudną drogę polityczno-ideologiczną. W wieku 15 lat został skinheadem, do roku 2000 był członkiem, kolejno: Polskiej Wspólnoty Narodowej, Stronnictwa Narodowego „Szczerbiec”, NOP. Wszystko to działo się do jego 22 roku życia.
Później wstąpił do MW (wiadomości te nie są sprawdzone – podaję je za „GW” ;))

Czy etykietka przyklejona do człowieka w wieku 15-22 lat ma obowiązywać do końca jego dni? Według Stasińsiego – tak!
Skoro tak, to przy tej okazji może warto prześledzić kariery polityczne postaci, co do których Stasiński i jego mocodawcy z „GW” nie mają żadnych zastrzeżeń a wręcz ustawiają je sobie na ołtarzyku i modlą się do nich. Może warto zrewidować pogląd „towarzystwa GW” na wiele młodzieńczych postawy i na ich podstawie nazwać rzeczy ostro i po imieniu.

Jacek Kuroń, miał 18 lat gdy wstąpił do PZPR, pracował jako etatowy instruktor w wydziale harcerskim stołecznego ZMP, czyli wbijał młodzieży do głowy komunistyczną papkę. Miał 19 lat gdy został przewodniczącym zarządu uczelnianego ZMP na Politechnice Warszawskiej, a 21 lat gdy założył Krąg Walterowski (był jego komendantem do 27 roku życia w 1961 r.). Jednym słowem typowy komunistyczny beton i karierowicz.
W nomenklaturze podobnej Stasińskiemu: „ohydny stalinista”.

Bronisław Geremek, miał również 18 lat gdy wstąpił do PZPR, do 1954 (22 lata) był II Sekretarzem POP na UW. Wyrzucał wtedy „niepewnych ideologicznie” z uczelni i piętnował reakcjonistów. W wieku 22 lat za zasługi dla komunistycznej władzy, wyjechał do USA na stypendium Smithsonian Institution, w latach 1956-1958 (w wieku 24-26 lat) odbył studia podyplomowe w École pratique des hautes études w Paryżu jako zaufany towarzysz, sprawdzony i pewny ideologicznie. Dopiero w wieku 36 lat (1968 r) wystąpił z PZPR.
W nomenklaturze podobnej Stasińskiemu: „stalinista i totalitarny komunistyczny karierowicz”.

Od dziś będę z nadzieją śledził wszystkie wystąpienia znanego z zamiłowania do radykalnych określeń Piotra Stasińskiego. Może wreszcie coś z prawdy o Kuroniu i Geremku usłyszę. Oczywiście też takim ładnym, typowym dla zastępcy redaktora naczelnego „GW” językiem.


P.S.> Zaczynam podejrzewać, że przy obsadzie stanowisk z-ców red. nacz. w „Gazecie Wyborczej” kierowano się starą zasadą - jeden mądry drugi ładny. W przypadku Stasińskiego i Pacewicza nie wiadomo tylko, który jest który. To tak dla niepoznaki i pełnej konspiracji.

"Dziennikarz - niedziennikarz" - nowy skecz Pacewicza

Grupa „dziennikarzy roku” wystosowali wspólny apel do publicysty "Gazety Wyborczej" Pacewicza o szacunek dla werdyktu środowiska. A poszło o humorystyczny tekst (prywatnie wielbionego przeze mnie komedianta i kabareciarza prasowego) odnośnie nadania tytułu „Dziennikarza Roku 2008” Bogdanowi Rymanowskiemu.

Ze sobie właściwym, jak zawsze zupełnie nie zamierzonym dowcipem i humorem, Pacewicz napiętnował Rymanowskiego, że ten śmiał być bardziej doceniany przez środowisko i lepszy od kogokolwiek z „Gazety” i okolic. Swój materiał wymoczony krokodylimi łzami zatytułował „Niedziennikarz Roku” i strzeliwszy focha, zawiesił na swoim organie (Sic!).

„Nagradzajmy dziennikarzy, a nie arbitrów elegancji podczas kłótni w maglu (...) Cóż to za dziennikarstwo? Co takiego ważnego Bogdan Rymanowski ma do przekazania Polakom? Na czym się zna? Jakich wartości broni? Co ujawnia, czego byśmy nie wiedzieli?" Tyle niedoceniony Pacewicz.

Polemizować z wicemichnikiem jest niezwykle trudno i zasadniczo jest to bezcelowe. Próba taka może być porównywalna nie przymierzając z nawracania np. Feliksa Dzierżyńskiego na katolicyzm czy też zawracania kijem Wisły.

Trudno jednak oprzeć się przyjemności skomentowania w kilku słowach tego zabawnego skeczu oraz pokrętnego humoru mistrza Pacewicza. Tym bardziej że poprzez nazwanie Rymanowskiego „Niedziennikarzem Roku” humorysta ustawił go w jednym szeregu z wieloma osobami nie będącymi dziennikarzami, w tym autorem powyższego wpisu (protestuję!). Ale po kolei.

Skoro Pacewicz nakreślił już jak wygląda „niedziennikarz”, zastanówmy się więc jak powinien prezentować się w takim razie „dziennikarz”, czyli ktoś kto na tytuł środowiska żurnalistów, według wicemichnika w pełni zasługuje.

1. Po pierwsze dziennikarz winien preferować raczej model „Gazeta W. Fashion” czyli w modzie są białe, wymięte, poplamione i rozchełstane koszule i wygniecione marynarki. O obszarpanych portkach i brudnych, wykoślawionych butach (a la Lizut) przez delikatność nie wspominam.
2. Nie powinien uczestniczyć w kłótniach w maglu a raczej w ułożonych dyskusjach, najlepiej środowisk żydokomunistyczno-lewackich, gdzie można potępić i napiętnować ksenofobię oraz wszystko później rzetelnie po „gazetkowyborczemu” opisać.
3. Ważne aby miał coś do przekazania Polakom i oczywiście się na czymś znał. Tu również wskazane jest prezentowanie modelu „Gazeta W. Fashion” czyli „pocałujta w d...ę wójta, jak piszemy to się bójta”.
4. Odnośnie wartości, to chyba jasne jest dla wszystkich, że powinien bronić idei jakie przekazują nam szczególnie postępowi pederaści wszystkich krajów połączeni wspólnym łańcuchem, którego zapięciem jest red. Pacewicz (homoseksualizm to jego konik).
5. Taki dziennikarz, pretendujący do zaszczytnych tytułów winien też coś ujawniać, czego inni nie wiedzą. Może ujawniać nietolerancję i w/w homofobię i ksenofobię – to najlepiej widziane, ewentualnie może ujawniać jakieś „przekręty” i wybryki „nazioli” i „faszystów” czyli wszystkich, którzy nie prezentują linii „Gazety Wyborzcej” i są np. szczuci Edelmanem.

Moim skromnym zdaniem właściwymi kandydatami (wg wzorca Pacewicza) z których można by wybrać tę postać numer jeden polskiego dziennikarstwa winni być: Monika Olejnik (ze względu na brudne włosy i wykrzywiony wyraz twarzy), Mikołaj Lizut (brudne buty i naszmalcowane owłosienie głowy oraz graniczące z obłędem tropienie wyimaginowanego „faszyzmu”) Jacek Żakowski (za wierność idei „Wielkiej Gazety Wyborczej” i jej „Wielkiego Wodza”) a nie jakiś tam np. Rymanowski, elegant i pustak.

Kolejny raz mistrz wysublimowanego humoru o twarzy cierpiącego Bustera Keatona - Piotr Pacewicz dał „czadu” czy nawet „mega-czadu”. Chowajcie się kabarety „Moralnego Niepokoju” czy inne „Ani Mru Mru” i „Neo-Nówki”.
Pacewicz rulez! (jak mawia młodzież)

P.S. Przy okazji przypomniał mi się fragment filmu „Kingsajz”.
Mówi Nadszyszkownik Kilkujadek do Ola Jedliny: „- A Ty sam polokoktowiec jesteś! Niuchać tu przyszedł...”
Pacewiczu Piotrze, a Ty sam niedziennikarzem jesteś! Mącić tu przyszedłeś?
(Piotr Pacewicz jest absolwentem Wydziału Psychologii UW a nie absolwentem Wydziału Dziennikarstwa).

sobota, 20 grudnia 2008

Michnik wraz z diabłami czyli obawy o "tę" demokrację.

Mino sobotniego popołudnia i czasu, który wypełniać winien zasłużony wypoczynek, zmuszony byłem niestety pojechać do pracy.
Taka robota, takie pieskie życie.

Podobnie jak w normalny dzień powszedni wsiadłem do metra i jak zawsze oddałem się lekturze informacji wyświetlanych na ekraniku monitora w wagonie. Właściwie czynię to tylko z nudów i dla śmiechu, bowiem serwis wiadomości w warszawskim metrze przygotowuje redakcja „GW”, która z sobie tylko właściwym urokiem stara się wtłoczyć do głów czytelników jak najwięcej głupoty i prosowieckiej propagandy.

Jadę i czytam. Ble, ble, ble... Ziobro zapłaci…. Ble, ble, ble…. Prezydent przegrał... itd. itp.
Wszystko papka i sokorsczyzna łączona z urbanizmem.

Jedyny na prawdę istotny i ciekawy fragment informacji pojawił się dopiero po dobrych kilku minutach. Podczas krótkiej reklamówki samej „Gazety Wyborczej” przeczytałem: „Michnik: Bałem się jak diabli, że tę demokrację przegramy”.

Majstersztyk i perfekcja informacyjna w jednym zdaniu. Ponadto wreszcie nazwanie przez „GW” rzeczy jakimi są i do tego po imieniu.
Z krótkiego zdania (tytułu) wynika mianowicie, że to głównie diabli bali się o tę demokrację. Znaczy to, że ta demokracja, lansowana przez oberredaktora i jemu podobnych, to taka szatańska demokracja, której udało się wreszcie zwyciężyć mimo obaw naczelnego „GW” i ku uciesze całego „diabelstwa”.


„Michnik: Bałem się jak diabli, że tę demokrację przegramy”
jest tytułem wywiadu innego „pulitzera” niejakiego Jacka Żakowskiego ze swoim guru. Materiał ukaże się ponoć w najnowszym wydaniu świątecznej „Polityki” oraz we fragmentach, oczywiście również w świątecznym wydaniu „GW”.

My o Narodzeniu Pańskim i cieple płynącym z rodzinnych świąt, a postkomuna o diabłach.
Strzał w dziesiątkę i wielkie dzięki za szczerość.

P.S. Sam tekst jest nic nie wart – tumańska papa. Za to tytuł – pierwsza klasa.

czwartek, 18 grudnia 2008

Kolejny "udany" występ "Mistrza Świata w Triathlonie".

Gdyby głupota umiała pływać, prostactwo jeździć na rowerze a obłuda biegać, to Pan Lech Wałęsa dawno już byłby bezapelacyjnym mistrzem świata w triatlonie.

Niedowartościowany były prezydent robi co może aby zaistnieć medialnie i spłacić dług wdzięczności wobec ekipy Donalda Tuska za wyciągnięcie go z lamusa, odkurzenia i ponowne napompowanie.

Chwali Tuska, chwali Platformę Obywatelską, gani wszystkich, którzy są na czarnej liście ekipy rządzącej. W zamian otrzymuje bukiety ładnych i zgrabnych peanów na swoją cześć (niekiedy nawet wierszowanych) co dla prostego i dość mało wymagającego intelektu Pana byłego prezydenta jest wielce łechczącym. Tak to sobie żyją w symbiozie PO i TW. A nich im dobrze będzie, niech się kochają, może nawet dzieci mieć będą. Tylko z dala do obywateli.

Dla krańcowo prostego człowieka każde zainteresowanie jego osobą oraz poklepanie go po plecach jest powodem do dumy i oddaniu się bez reszty klepiącemu. Tak to sobie platrformiacy klepią Wałęsę i patrzą jak z prostego człowieka wychodzi prostak niczym flegma z „zajętych płuc”.

Dziś w TOK FM były prezydent grzmiał na związkowców – „Chcą rujnować ojczyznę, to niech ją rujnują” „Rząd robi bardzo dużo... ja się dziwię” itp. itd. Odniósł się w ten sposób do protestu związków zawodowych w sprawie ograniczenie pomostówek.

Wszystko mówi to były lider związkowy i robotnik, który gdyby nie (nazwijmy to) „sprzyjające okoliczności” dziś pewnie razem ze związkową bracią szedł by w pierwszym szeregu (a znając Wałęsę pewnie nawet mianował by się przywódcą demonstracji).
Wiadomo, że z wyższego stołka inaczej widać, ale przyzwoitość winna być zawsze taka sama. Nie wiem co obiecali zrobić (bądź nie zrobić) Wałęsie Tusk, Palikot czy inny Chlebowski ze Schetyną ale musiało być to coś znaczącego, gdyż skłoniło byłego prezydenta do zrobienia przysłowiowej „kupy” we własne gniazdo. Chyba, że to nie jest jego gniazdo? Może Wałęsa miał swoje gniazdo gdzie indziej?

Ostanie pytania dedykuję wątpiącym w prawdziwość twierdzenia, że dr Wałęsa to w istocie także mr Bolek (tw Bolek?).























P.S. Po analizie radiowej wypowiedzi Wałęsy, naszło mnie takie skojarzenie, że wówczas w 1980 roku takie „mądrości” śmiało mógłby wygłosić minister spraw wewnętrznych Kowalczyk. Trzeba było by tylko zminić Tuska na Gierka. Reszta to samo. Szczególnie to „dobre serce” pasuje do obu.

niedziela, 14 grudnia 2008

DZWONEK POSTĘPU - WYDANIE SPECJALNE!









Wreszcie, Szanowni Wyborcy Rada Naczelna (Nadherszteria) naszej partii ustaliła nowy sposób na klasyfikacje hierarchii pozycji i ważności w Platformie Obywatelskiej.

Ku uciesze członków i sympatyków ustalono, że najlepszym sposobem na to będzie wprowadzenie stopni porównywalnych z wojskowymi czy też obowiązującymi w innych paramilitarnych organizacjach.

Od jutra przed nazwiskiem każdego z członków naszej partii winno podawać się jego stopień organizacyjny. Uniknie się w ten sposób spekulacji, kto jest ważniejszy od kogo w organizacji i kto powinien znajdować się w najbliższym otoczeniu Głównego Wodza.

Poniżej tabela stopni:























Z ostatniej chwili:

W sejmie odbyła się oficjalna prezentacja.


sobota, 13 grudnia 2008

Z ostatniej chwili: Czy Wicepremier leży i pachnie na cudzy koszt?

Niebawem organa ścigania dadzą odpowiedź na nurtujące nas pytanie: czy najbardziej pracowity członek rządu Donalda Tuska, którego jedynym zadaniem było leżeć i pachnieć – robił to nie za swoje?

Wczoraj wieczorem funkcjonariusze z nocnego patrolu policji, odnotowali niemiły incydent z udziałem tej prominentnej osoby.

Wiele wyjaśni analiza zapisu video z kamer monitorujących pasaż handlowy na Warszawskim Dworcu Centralnym. Nam udało się przechwycić fragment filmu, który czym prędzej publikujemy.


W tym kontekście również dotychczasowo przytaczane przysłowie, jakoby Wicepremier był taki gładki i piękny od konsumowania końcowych partii z obiadowego menu, pozostaje pod znakiem zapytania.
Po analizie w/w fragmentu pytamy: czy piękno oblicza a przede wszystkim jego gładkość nie zapewniły mu przypadkiem maszynki Polsilver?

wtorek, 9 grudnia 2008

Ballada (dla poprawienia humoru)











Jakiż to chłopiec piękny i młody?










.
Jaka to obok dziewica?

Snują nad brzegiem wiślanej wody
Opowieść o swoich rodzicach.

Ona mu kawior podaje z kosza
I szampan mrożony w kuble
Pewnie ten chłopiec jest za smakosza,
A kawior kupiony za ruble.

W każdy dzień prawie, tu koło daczy,
Widują się ósma rano.
Młody jest synem pary działaczy,
Kim jest dziewczyna? – tak samo!.

I choć im wkrótce przyjdzie się rozstać,
To los im łaskawy pomoże.
Połączyć cele, szefami zostać
Po wielu latach w „Agorze”.

niedziela, 7 grudnia 2008

Dzień poszkodowanego w wypadku pod Lubieniem.

Z okazji przypadającego wkrótce (10. grudnia) Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka, warto zwrócić uwagę na praktyki stosowane przez „ćwiąkraturę” w przypadku rannego pod Lubieniem, w kolizji z „Drogim Bronisławem” kierowcy.

Mówią, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa, ale jak widać prawo nie jest równe wobec wszystkich obywateli.

Poszkodowany kierowca Fiata Ducato, nie może doczekać się odszkodowania i zdefiniowania jego roli w wypadku drogowym, bo... już pięć miesięcy badane są okoliczności wypadku.
Gdyby chodziło o zwykłego Kowalskiego, cała sprawa dawno byłaby zamknięta ale przecież to sam „Drogi Bronisław” raczył jechać pod prąd i spowodować tragiczny wypadek.
Na siłę próbuje się znaleźć choćby mały punkt zaczepienia, choćby promyk mogący oświetlić czarna i chmurną nonszalancję oraz głupotę byłego już eurodeputowanego.

Póki co wszystkie dyżurne wątki (zasłabnięcie, atak serca, oślepienie itp.) padły, ku rozpaczy „Gazety Wyborczej”, jej naczelnego i całego środowiska.
Podobno znane są już ekspertyzy i niebawem wszystko się wyjaśni. Dzięki Bogu, z okazji półrocznicy wypadku, może poznamy wreszcie smutną prawdę a poszkodowany w wypadku człowiek doczeka się odszkodowania (czytaj: wypłaty środków do życia).

Ciekawe jak zareaguje „GW”? Co wtedy napisze o brawurze Geremka?
A może jakiś konkurs w tym temacie?

piątek, 5 grudnia 2008

Rozmowa z parlamentarzystą

(Wywiad którego jeżeli nie było (?), to odbyć się koniecznie powinien.)

Wyobraźmy sobie, że...
... zostałem umówiony ze Starszym Szeregowym Sejmu, Panem Emanuelem POlikarpem Takwiejskim. O wyznaczonej godzinie, ustalonego dnia zjawiłem się w biurze polityka Plandeki Osobowej.

Przyjęła mnie miła pani Sekretarz (Pierwsza Osobista Sekretarz) poprosiła usiąść oraz zaproponowała zwyczajowo: - „kawa, herbata, melisa?”
„Pan Starszy Szeregowy zawsze pije meliskę z kawą, to Go uspakaja oraz jednocześnie pobudza” – delikatnie zasugerował mi wybór napoju. Poprosiłem skromnie o wodę. Pierwsza Sekretarz wypaliła natychmiast –„Aaaaa, wodę to pije Pan Starszy Szeregowy Takwiejski na drugi dzień po odwiedzinach Pana Posła Strumyka z WSR (Wiejskie Stronnictwo Rodzinne), miga wtedy oczkami na czerwono i pije wodę, aż mu się uszy i ręce trzęsą...” – tu urwała, bo w drzwiach sekretariatu ukazał się sam wielki Starszy Szeregowy Sejmu Pan Emanuel POlikarp Takwiejski z siatką na owady.
„Tu Pan czeka, na Pana Starszego Szeregowego. Proponowałam różne napoje, ale jakoś nie ustaliliśmy... zakończyła Sekretarz.

Przywitaliśmy się sucho. Polityk nawet przez chwilę nie zawiesił wzroku na mojej osobie. Cały czas rzucał spojrzeniami to w prawo, to w lewo. –„ To nawyki z konspiry” wyrzucił z siebie. „Wie Pan, trzeba było uważać, Lenin czaił się wszędzie. W ogóle wszystko się wszędzie czaiło – a dziś, widzi Pan, cholera, Kaczyńscy czają się wszędzie...” - podsumował.

„Zapraszam do gabinetu” – Takwiejski wyprostowaną ręką wskazał pokój za kotarą.
Idąc za mną, starał się stąpać delikatnie, wręcz na palcach. Jeszcze zajrzał za uchylone skrzydło drzwi wejściowych do gabinetu oraz kucnął zaglądając pod biurko „Kaczyńscy czają się wszędzie...” wymamrotał.

„A więc chce Pan przeprowadzić ze mną wywiad? A o czym będziemy rozmawiali, co Pan chce wiedzieć?" – nie krył ciekawości Starszy Szeregowy Sejmu.
„Ludzie chcą Pana bliżej poznać. Pańskie życie, dokonania...”
„... no dobrze, to już zacznijmy”
– przerwał Takwiejski i znienacka zajrzał do szuflady i otarł pot z czoła - „Kaczyńscy czają się wszędzie...”

Włączyłem dyktafon i postawiłem na biurku.

Yarrok: Panie Starszy Szeregowy Sejmu, zwracam się do Pana Emanuela POlikarpa Takwiejskiego, czy łatwo jest denuncjować przyjaciół?

E. P. Takwiejski: Muszę przyznać, że nie jest to łatwe. Ale kto mówił, że życie składa się z łatwych zadań? Trzeba znaleźć w sobie taką siłę, która pomoże uwierzyć w siebie, podrapać się po głowie, podłubać w nosie i wyobrazić bezmiar cierpień, które mogą Ci zadać, jeżeli nie zadenuncjujesz kolegów.

Yarrok: Z Pańskich słów wynika, że ważna jest też pomoc innych. Nie wyobrażam sobie, że wspomniane cierpienia, mogące być zadane, nie znajdują oparcia w rzeczywistości, czyli nie mogą mieć miejsca. Ktoś to jednak mógł zrobić.

E. P. Takwiejski: Jasne! Bez pomocy tych uczynnych ludzi, oddanych sprawie, nie wygadałbym się! Choć od dawna odczuwałem w sobie taką siłę, która podświadomie mówiła do mnie: „Emanuelu POlikarpie, zadenoncjuj!” ale nie miałem tej odwagi. Gdyby nie grupa zaangażowanych i miłych pracowników Urzędu Bezpieczeństwa i ich zabiegi, może do dziś nie miałbym na sumieniu kolegów i byłbym zwykłym uczciwym (tfu) człowiekiem.

Yarrok: Jak to było naprawdę? Tak w skrócie i w kilku zdaniach, Pan wie o co mi chodzi...

E. P. Takwiejski: Ach oczywiście, wiem... wiem... Planowaliśmy, to co planowaliśmy. Wiadomo co. Ktoś jednak nie zachował czujności i wypaplał przy ubekach nasze zamiary. Taka już gaduła jestem. Szczery chłop ze mnie – co na sercu to na języku – wtrącił.
Zanim znaleźliśmy winnego przecieku, organa bezpieczeństwa już o wszystkim wiedziały i nas aresztowano. Ciężkie dni szykowały się. Wtedy to pierwszy raz pomyślałem „Emanuelu – zadenoncjuj, co ci zależy – zakapuj!” Na drugi dzień, podczas przesłuchania odważyłem się i powiedziałem do kapitana bezpieki „A co by Pan powiedział na to, jakbym zakapował kolegów?”
Kapitan UB był mocno zdziwiony. „Jak to, już na pierwszym przesłuchaniu? Nawet cholera, wam pałą nie przyłożyłem? Co tam nie przyłożyłem, ja nawet pały z szuflady nie wyjąłem” dziwił się. W końcu ustaliliśmy, że kapitan trochę mnie postraszy - wyjmie pałkę i pomacha nią nad biurkiem, a ja mu powiem wszystko a moich kolegach i całej organizacji. Tak też zrobiliśmy i dalej wszystko poszło jak z płatka.

Yarrok: Czy zadenuncjował Pan wszystkich kolegów od razu?

E. P. Takwiejski: Nie, denuncjowanie to ciężka i mozolna praca. Do tego należy stopniować doznania. Pierwszego dnia „podkablowałem’ tylko trzy osoby oraz wyparłem się przynależności do organizacji...

Yarrok: ...oznacza to, że już następnego dnia...

E. P. Takwiejski: ... tak, następnego dnia, wypoczęty dokończyłem. „Dokablowałem” jeszcze jednego kolega oraz koleżankę i wycofałem poprzednie zeznania, to znaczy przyznałem się do uczestnictwa w organizacji. Nie obyło się, co prawda, bez zgrzytów. Przed przyznaniem się do członkostwa w nieformalnej grupie, jakoś się zaparłem i nie mogłem odblokować. Poprosiłem wtedy kapitana, by nieco mnie postraszył, to pomoże mi się odblokować. To był bardzo miły i uczynny człowiek, więc wyjął pałkę z szuflady i pomachał nią nad biurkiem. Od razu pomogło!

Yarrok: Czy te wydarzenia pomogły Panu stać się kimś wyjątkowym?

E. P. Takwiejski: Oczywiście, nie każdy umie donosić już podczas pierwszego przesłuchania. Do tego tyle osób na raz! Zaczęto mnie doceniać i szanować, a po zmianach politycznych w naszym kraju wybierano mnie często do sejmu.

Yarrok: Ale za każdym razem z list innego ugrupowania...

E. P. Takwiejski: ... tak, lecz nie przeszkodziło mi to „robić swoje” w szeregach różnych partii: opluwać, lżyć, pajacować i jątrzyć.

Yarrok: Panie Starszy Szeregowy Sejmu, która z partii, w której Pan działał, jest z perspektywy czasu, dziś Panu najbliższa?

E. P. Takwiejski: Nie będę oryginalny - powiem szczerze Plandeka Osobowa to ta wymarzona partia. Spotkałem tu wiele osób o podobnym charakterze do mojego, lubiących opluwać, znieważać a i zadenuncjować sobie też od czasu do czasu. Wraz z moim przełożonym Kapralem Sejmu Komórkowiczem tworzymy zgrany duet i nikt nam w Sejmie nie podskoczy.

Yarrok: Podczas Pańskiego wejścia do sekretariatu zauważyłem siatkę na owady u Pana dłoni. Czyżby powrót do zawodu?

E. P. Takwiejski: Trochę, no nie ... nie do końca. Obecnie fascynują mnie trutnie i larwy. Wraz z Panem Komórkowiczem nawet przebieramy się w wolnych chwilach w pasiaste kombinezony i machamy skrzydełkami z jedwabiu, wykonanymi przez ZPO Millermniejszy w Żyrardowie. Plujemy przy tym i sączymy jad na portret Kaczyńskich. Robimy to niejednokrotnie w towarzystwie larw, racząc się obficie Kwaśnią Nerkówką z zakładów spirytusowych kolegi Posła Topipsa . Trzeba mieć przecież jakieś hobby. Inaczej człowiek by oszalał.

Yarrok: Bardzo dziękuję Panu Starszemu Szeregowemu Sejmu za rozmowę.

E. P. Takwiejski: Uhmmm...

Po uściśnięciu jego dłoni, wychodząc, kątem oka zobaczyłem jeszcze, jak Takwiejski na palcach, po cichu podążył za mną i raz jeszcze zajrzał za skrzydło uchylonych drzwi i powąchał klamkę. Usłyszałem ciche „Kaczyńscy czają się wszędzie...”

środa, 3 grudnia 2008

"Ubierz Bronka" / "Bolek" w Fokusie.



Zbliżają się „mikołajki”. Z tej to okazji wydawnictwo Ch+G+W Weisser+Schpan Polska(?) oraz redakcja miesięcznika „Fikus” zachęcone niedawnym sukcesem miesięcznika o podobnie brzmiącym tytule postanowiły dać swoim czytelnikom podobny do tamtych, lecz jeszcze wspanialszy prezent.

„Ubierz Bronka” to wspaniała zabawa dla wszystkich czytelników z wyobraźnią, dla wszystkich miłośników historii, mody, polityki oraz Unii Europejskiej i Unii Wolności.

Czytaj Fikus, wycinaj „Bronka” i baw się wspaniałym „mikołajkowym" prezentem od Ch+G+W Weisser+Schpan Polska(?).



Z życia wyższych sfer:

Miesięcznik „Focus”, który nie tak dawno opublikował na swoich łamach słynną „zabawę” „Jesus Dress Up” (ubierz Chrystusa) i bronił tego kroku jak łańcuchowy pies gnata, pozyskał nowego felietonistę!

Znany i lubiany mistrz pióra oraz ciętej riposty, Cycero III RP – Lech Wałęsa postanowił dzielić się comiesięcznie swoimi spostrzeżeniami z czytelnikami Fokusa.

Zbieżność interesów obu stron wróży owocną współpracę.
Podobno nowy felietonista, jako znak przyjaźni, otrzymał komplet w/w „Ubierz Chrystusa” i podczas uroczystości podpisania umowy o dzieło z redaktorem naczelnym Focus Extra – Michałem Wójcikiem wspólnie przez dwie godziny bawili się znakomicie w „przebieranki” Syna Bożego.

Matka Boska z klapy Lecha Wałęsy szczęśliwie ocalała.

Ponoć to plotki, ale niektórzy twierdzą, że były Pan Prezydent planuje również współpracę z miesięcznikiem „Fakty i Mity”. Oczywiście to mity. Ale gdyby to były fakty...?

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Bolek na każdą okazję. Wielka Księga Przysłów.


Środowisko Platformy Obywatelskiej, ustami jednego z najbardziej inteligentnych przedstawicieli swoich kadr Zbiga Chlebowskiego, zapowiedziało projekt zmian w IPN i chęć pozbycia się stamtąd prokuratorów.
Podobno wielu Polaków doprowadzonych do tragedii poprzez działania IPN, zbawienia upatruje w Platformie Obywatelskiej i śle błagalne listy do Chlebowskiego oraz równie „bystrych” polityków w rodzaju Niesiołowskigo, Schetyny itp. w przerwie między rwaniem sobie włosów z głowy a podcinaniem żył.

"Trzeba zmienić rolę, zadania Instytutu, który (...) nie może pełnić takiej roli jak dzisiaj, nie może zatrudniać pseudo-historyków, którzy obrażają największe polskie autorytety" – powiedział Zbigniew Chlebowski.


Powyższa wypowiedź najwyraźniej powstała na życzenie „największego polskiego autorytetu” – Wielkiego Elektryka. Nie przewidział on wszak, ze innych autorytetów (może prócz Ojca Oberredaktora ) nikt z IPN nie starał się nawet obrażać. Dlatego też „przodowy śrubokrętowy” poczuł się wyobcowany i samotny jak palec.


Pomóżmy temu Panu, który wpadł we własne sidła i osamotnił się dobrowolnie.
Co zrobić, aby imię „ałtorytetu peło” wróciło na usta rodaków?
Co zrobić aby krajanie, nawet nieświadomie myśleli o „największym ałotorytecie” i mięli Go dla siebie w każdej chwili?


Zaproponuję prosty zabieg. Nie od dzisiaj wiadomo, że Polacy szczególnym uwielbieniem darzą przysłowia, które jak mawiamy są mądrością narodu. Każda Polska i każdy Polak codziennie kilka razy, wypowiada jakąś sentencję ze staropolskim morałem.


Dlatego wzywam rodaków do łączenia imienia „europejskiego mędrca” z treścią „mądrości ludowych”. W ten sposób połączymy przysłowiowe miłe z przysłowiowym pożytecznym.
Na początek kilka przykładów z Wielkiej Księgi Przysłów „Bolek na każą okazję” .
Czerpcie obywatele pełnymi garściami:

A
Aksamity, atłasy „Bolka” nie czynią.
Ani w Boga wierzy, ani się „Bolka” boi.

B
„Bolek” rośnie w miarę jedzenia.
„Bolka” diabli nie biorą.
„Bolek” z wozu, koniom lżej.
„Bolkowi” zawsze wiatr w oczy.
„Bolkowi” diabeł dzieci kołysze.
„Bolkowi” to i byk się ocieli
„Bolek” dwa razy traci.
„Bolek” na uchu, a wesz na brzuchu.
„Bolek” jak odżyje, to cię torbą zabije.
„Bolek”, kiedy milczy, za mądrego ujdzie.
„Bolek” ma zawsze szczęście.
„Bolków” nie sieją, sami się rodzą.
„Bolek” i ryba trzeciego dnia cuchnie.
„Bolek” nie w porę gorszy Tatarzyna.
„Bolek” myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli.
„Bolek” mądrzejsze od kury.
„Bolek” ma krótkie nogi.
„Bolek” zawinił, cygana powiesili.
„Bolek” krukowi oka nie wykole.
„Bolek” nie śpi.
„Bolek” jest wrogiem dobrego.
„Bolki” chodzą parami.
„Bolka” oko konia tuczy.
„Bolek” szczęścia nie daje.
„Bolek” ogrodnika; samemu nie zje i drugiemu nie da.
„Bolek” nie zając, nie ucieknie.
„Bolek” w oczy kole.
„Bolek” „Bolka” myje.
„Bolek” ma wielkie oczy.
„Bolek” bez butów chodzi.
„Bolki” mają uszy.
„Bolek” brzytwy się chwyta.
„Bolkowi” we wszystkim ładnie.
Być „Bolkiem” u nogi
Być „Bolkiem” swojego losu.

C
Chcesz „Bolka” stracić? – Pieniędzy mu pożycz.
Chcesz się dowiedzieć prawdy o sobie, pokłóć się z „Bolkiem”.
Co dwa „Bolki”, to nie jeden.
Co „Bolek”, to obyczaj.
Co ma „Bolek” do wiatraka?
Co wolno „Bolkowi”, to nie tobie smrodzie.
Czego „Bolek” się nie nauczy, tego Bolesław nie będzie umiał.
Czuć się jak „Bolek” w wodzie.
Czym „Bolek” za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
„Bolek” to pieniądz.
Człowiek człowiekowi „Bolkiem”.

D
Daj „Bolkowi” grzędę, on: "jeszcze wyżej siędę!"
Darowanemu „Bolkowi” w zęby się nie zagląda.
Dobrego więzienie nie zepsuje – „Bolka” Kościół nie naprawi.
Dobry „Bolek”, zły sąsiad.
Dobrymi „Bolkami” piekło jest wybrukowane.
Do ludzi po naukę, do „Bolka” po koszulę.
Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się „Bolek” nie urwie.
Drzeć z kimś „Bolki”
Dwóch było „Bolków” na świecie: jeden co dawał, drugi, co nie chciał brać.
Dzieci i „Bolki” głosu nie mają.

G
Gdy „Bolek” wejdzie w moją puszczę, to „Bolek” mój.
Gdy się „Bolek” spieszy, to się diabeł cieszy.
Gdzie diabeł nie może, tam „Bolka” pośle.
Gdzie „Bolka” rąbią, tam wióry lecą.
Gdzie dwóch się bije, tam „Bolek” korzysta.
Gdyby ciocia miała wąsy, byłaby „Bolkiem”.
Gdzie „Bolka” rada, tam zwada.
Gdzie „Bolków” sześć, tam nie ma co jeść.
Głaszcz „Bolka”, to cię kopnie. Kopnij „Bolka”, to cię pogłaszcze.
Głodny „Bolka” nie zrozumie.
Głodny „Bolka” się nie boi.

H
Hulaj „Bolek”, piekła nie ma.

I
I kwaśnego „Bolka” robak toczy.
Idzie „Bolek” kuj buty.

J
Jaka „Bolek”, taka mowa.
Jak „Bolek” Bogu, tak Bóg „Bolkowi”.
Jak pies je, to nie szczeka bo mu „Bolek” ucieka.
Jak się człowiek śpieszy, to się „Bolek” cieszy.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi „Bolka”.
Jak za króla Sasa. Jedz, pij i popuszczaj „Bolka”.
Jeden „Bolek” wiosny nie czyni.
Jeszcze się taki nie urodził, co by „Bolkowi” dogodził.
Jeśli nie potrafisz, nie pchaj „Bolka” na afisz.

K
Kapelusik z piórami, a „Bolki” wyłażą dziurami.
Każdy „Bolek” ma dwa końce.
Każdy „Bolek” ma swój koniec.
Kląć jak „Bolek”.
Kombinuje jak „Bolek” pod górę.
Kto ma pszczoły ten ma miód, kto ma „Bolka” ten ma smród.
Kto z „Bolkiem” wojuje, ten od miecza ginie.
Kto rano wstaje, temu „Bolek” nie daje.

L
Leje jak z „Bolka”.
Lepiej z mądrym zgubić niż z „Bolkiem” znaleźć.
Lepszy wróbel w garści niż „Bolek” na dachu.

Ł
Łatwiej „Bolka” obcinkować niż go później pogrubasić.
Łatwowierność rodzi „Bolków”.

M
Ma coś z „Bolka” – zakuty łeb.
Mały „Bolek”– mały kłopot, duży „Bolek” – duży kłopot.
Mądry „Bolek” po szkodzie.
Modli się pod figurą, a „Bolka” ma za skórą.
Mówił „Bolek” do obrazu, a ten do niego ani razu.

N

Na pochyłe drzewo każdy „Bolek” wlezie.
Na „Bolku” czapka gore.
Natura ciągnie „Bolka” do lasu.
Nawet „Bolkowi” nie zaszkodzi nauka.
Ni to pies, ni norka, coś na kształt „Bolka”.
Nie budź „Bolka”, kiedy śpi.
Nie chcesz słuchać matki ni ojca, to posłuchaj „Bolka”.
Nie chwal dnia przed zachodem „Bolka”.
Nie kupuj „Bolka” w worku.
Nie mów „Bolek”, póki nie przeskoczysz.
Nie ma dymu bez „Bolka”.
Nie ma róży bez „Bolka”.
Nie ma tego złego, co by na „Bolka” nie wyszło.
Nie masz na „Bolka” lekarstwa.
Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie „Bolka”.
Nie od razu „Bolka” zwerbowano.
Nie pomoże puder, róż, kiedy „Bolek” stary już.
Nie rób „Bolkowi”, co tobie nie miłe!
Nie samym „Bolkiem” człowiek żyje.
Nie „Bolek” zdobi szatę, lecz szata zdobi „Bolka”.
Nie taki „Bolek” straszny, jak go malują.
Nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku – „Bolek” się śmiał i to samo miał.
Nie „Bolki” garnki lepią.
Nie ucz „Bolka” dzieci robić.
Nie widział „Bolek” słońca.
Nie wie „Bolek” co język bełkocze.
Nie wsadzaj „Bolka” do cudzego prosa.
Nie wszystko „Bolek”, co się świeci.
Nie wywołuj „Bolka” z lasu.
Niedaleko pada „Bolek” od jabłoni.
Nikt się „Bolkiem” nie rodzi, ale staje.

O
O „Bolku” się nie mówi, „Bolka” się ma.
Od „Bolka” rozum krótki.

P
Pasuje jak piąty „Bolek” u wozu.
Pasuje jak „Bolkowi” siodło.
Póty „Bolek” wodę nosi, póki się ucho nie urwie.
Pokorny „Bolek” dwie matki ssie.
Potrzebne jak „Bolek” w moście.
Potrzebne jak „Bolkowi” dzwonek na polowaniu.
Poznasz „Bolka” po śmiechu jego.
Prawdziwego „Bolka” poznaje się w biedzie.
Przyjaciela szukaj blisko, „Bolka” daleko.
Psy szczekają, a „Bolek” idzie dalej.

R
Raz na „Bolku”, raz pod „Bolkiem”.

S
Słówko wyleci wróblem, a powróci „Bolkiem”.
Słońcu i „Bolkowi” nigdy się w oczy nie patrzy.
Słowo się rzekło, „Bolek” u płota.
Służ „Bolkowi” wiernie, on ci za to pierdnie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, „Bolkiem”.
Samotnemu cały świat „Bolkiem”.
Siejesz „Bolka” zbierasz głupich
Strzeżonego „Bolek” strzeże.
Swoje „Bolki” trzeba prać w domu.

T
Trafił „Bolek” na kamień.
Trafił się ślepej kurze „Bolek”.
Tylko „Bolek” zdania nie zmienia.

U
U „Bolka” zawsze po obiedzie.
Ubogi żywi się jak może, a „Bolek” jako chce.
Ubogiemu dzieciątko, „Bolkowi” cielątko.
Ubrał się, jak „Bolek” w pawie pióra.
Ubrał się, jak „Bolek” w Boże Ciało.
Ucieka, jak „Bolek” na kradzionym koniu.
Uczonego zawsze kochają „Bolkiem” wszędzie pogardzają.
Uczył „Bolek Tuska, a sam głupi jak kózka .
Uderz w stół, a „Bolek” się odezwie.
Umiesz liczyć, licz na „Bolka”.
Upił się jak „Bolek”.
Uroda rzecz nietrwała.
Urodził się – ochrzcili, podrósł – ożenili, umarł – pochowali i na grobie napisali, że był „Bolek”.

W
W czerwcu się okaże, co nam „Bolek” da w darze.
W starym „Bolku” diabeł pali.
W zdrowym ciele zdrowy „Bolek”.
Wesoło w maju jak u „Bolka” w gaju.
Widać po słowie co u „Bolka” w głowie.
Wiedzą sąsiedzi, jak „Bolek” siedzi.
Wszędzie dobrze, ale u „Bolka” najlepiej.
Wszędzie dobrze, gdzie „Bolka” nie ma.
Wybiera się, jak „Bolek” za morze.
Wystroił się jak „Bolek” w Boże ciało.
Wyszłedł „Bolek” z worka.

Z
Z deszczu pod „Bolka”.
Z dużej chmury mały „Bolek”.
Z dzieła poznaje się „Bolka”.
Z pustego i „Bolek” nie naleje.
Z tego „Bolka”chleba nie będzie.
Za dukata „Bolek” sprzeda brata.
Zgoda buduje, „Bolek” rujnuje.

piątek, 28 listopada 2008

"Big Bolek" ruszył!



Wczoraj Prezes Fundacji Instytutu Lecha Wałęsy Piotr Gulczyński zaatakował jednego z reporterów, którzy relacjonowali posiedzenie sądu ws. Lecha Wałęsy i Grzegorza Brauna.

Był to pilotażowy odcinek nowej edycji znanego reality-show, pod nową nazwą „Big Bolek”. Gulczyński („Gulczas2”) to wschodząca gwiazda programu. Ładny, schludny a i w gębę dać potrafi. Zrazu przypadł do gustu Wielkiemu Bolkowi, któremu najprostsze rozwiązania podobają się najbardziej. „Wielki Bolek” uśmiał się i zapowiedział pomoc w łagodnym traktowaniu „Gulczasa2” podczas jego kolejnej wizyty w „Pokoju Zwierzeń”.

wtorek, 25 listopada 2008

Sztandar wprowadzić!

Pod koniec stycznia 1990 roku rozwiązana została Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Była z przymusu „przewodnią siłą narodu” przez czterdzieści dwa lata i raczej z polskością oraz robotnikami nie miała nic wspólnego. Jedno co trzeba przyznać, faktycznie byłą zjednoczona i zwarta w swojej sowieckości. Liczyła (w najlepszym momencie) ok. 3 000 000 członków, z tego najwyżej 10-15% tych ideowych komunistów. Dziś to już tylko wspomnienie. Kontynuatorzy idei oraz dziedzictwa PZPR czyli SLD z racji braku przymusu należenia do polskiej lewicy, bardzo marnie prezentują się liczbowo. Tylko 72 000 członków i 5% sympatyków w całym kraju.

Z powyższych danych wynikałoby, że lewicowe oraz komunistyczne idee odchodzą do lamusa, jak niegdyś wyprowadzony sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Nic bardziej mylnego. Pod płaszczykiem liberalno-prawicowych haseł i braterstwa powstała w kraju PZPRbis – FU (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza bis - Frakcja Ukryta), która rośnie w siłę i po woli zaczyna dominować na scenie politycznej.
Mężni jej członkowie, za punkt numer jeden przyjęli działania mające na celu przestrzeganie ustawy z dnia 10 lutego 1976 roku, o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a szczególnie art. 3A p. 2, dotyczącego konstytucyjnego zapisu o umacnianiu współpracy i przyjaźni ze Związkiem Sowieckim. Wprawdzie dawny ZSRS już nie istnieje, lecz obecna putinowska Rosja (niewiele różniąca się od Kraju Sowieckiego) domaga się nadal szanowania jej praw i przywilejów w Polsce, o co też światli członkowie PZPRbis-FU walczą bohatersko!


Widać to zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych spięć i nieporozumień. Wystarczy choćby najmniejsze działanie nie po myśli Moskwy a zaraz w bój rusza wataha bojowa PZPRbis-FU. A siła ich ogromna. Prócz zwykłej pokomunistycznej ludzkiej masy upadłościowej w rodzaju Millera, Oleksego, mgr Olka i innych, przewodnią siłę patii stanowią ich dawni przyjaciele z innych ugrupowań politycznych, zjednoczeni dziś pod wspólnym punktem. Punktem numer 2, artkułu 3A!


Przy okazji sowieckiego ataku w Gruzji na delegację z Prezydentem RP, głos zabierali chyba już wszyscy. Cały kraj żył tym wydarzeniem. Cały kraj też komentował. I właśnie po tych komentarzach widać najbardziej jak liczna jest PZPRbis-FU. Po wypowiedziach wielu członków obecnej władzy wykonawczej oraz sejmu, ma się nawet wrażenie że liczą na jakąś dobrze płatną robotę na Kremlu, bądź fotel gubernatora tu w Polsce pod rządami Putina. Szczególnie warta odnotowania jest wypowiedź „Kaprala Sejmu” Komorowskiego – niegdyś bohaterskiego działacza podziemia, dostarczyciela jednej ulotki w Stanie Wojennym i tygodniowego internowanego (po tygodniu mama kazała mu wrócić już do domu).


Tenże osobnik raczył określić atak sowiecki na Prezydenta RP mianem „jaka wizyta, taki zamach”. Nie mam na celu opisywać chamstwa czy też głupoty Bronisława Komorowskiego. Za takie wypowiedzi należy po prostu dać w twarz (o ile tenże osobnik ją posiada) i tyle. Postawa Komorowskiego jest symbolem zbiorowego stosunku jemu podwładnych do Urzędu Prezydenta, do Ojczyzny. Jest symbolem moskiewskiego lizusostwa.


Teraz czekamy jeszcze na wypowiedzi przedstawicieli tzw. grupy specjalnej troski (w łonie PO) Bartoszewskiego, Niesiołowskiego, Palikota i Pitery. Oni również mogą wnieść wiele do narodowej debaty i umacniania przyjaźni z putinowską Rosją.


Wielkie szczęście, że nawałnica bolszewicka dotknęła nasz kraj grubo ponad osiemdziesiąt lat temu. Szczęście, bo nie było wtedy w Polsce Millerów, Oleksych, Olków, Komorowskiego wraz z całą PO i oczywiście Gazety Wyborczej. Wielki zapał i umiłowanie Ojczyzny pomogły obywatelom obronić nasz kraj i odeprzeć rosyjską zarazę.


W dzisiejszych czasach, prawdopodobnie już po tygodniu sowieckie wojska Putina gościły by w Warszawie. Mając takich zaufanych towarzyszy, jak członkowie PZPRbis-FU mogłyby działać na dwóch frontach.
A Europa, cóż jak zawsze by nam pomogła :)



P.S. Na temat gruzińskich wydarzeń wypowiedział się też (oczywiście jak zawsze) Pan Wałęsa. Analizą jego wypowiedzi zajęli się już stosowni lekarze specjaliści. Należy liczyć się z najgorszym - może to być nawrót choroby.

Amfetaminka, wódeczka... A kiedy czas na strzykaweczki?

Najwyraźniej potaniała wódka, lub poseł Palikot wprowadził deputat wódczany dla członków własnej partii. Najwyraźniej, bo na przestrzeni kilku dni, aż dwóch prominentnych działaczy PO (Grzegorek i Kosecki) raczyło się naprać jak przysłowiowe szpadle.

Pan Grzegorek, to były wiceminister zdrowia, niegdyś zdymisjonowany za jakieś przekręty , a Pan Kosecki to sławny futbolista a nawet reprezentant naszego kraju (również wielbiciel godła państwowego, którym to niemiłosiernie poniewierał wraz z koszulką narodową po przegranym niegdyś meczu ze Słowacją w 1995 roku).

O ile Grzegorek padł gdzie stał (?) i zasnął na korytarzu sejmowym, czym wzbudził ogólne zaciekawienie fotoreporterów „Faktu”, o tyle Kosecki po zaspokojeniu wielkiego pragnienia, dotarł na salę obrad sejmu i wielce zainteresowany wystąpieniami innych parlamentarzystów wiercił się, robił głupie miny i pokazywał język (z nieestetycznym białym nalotem lub pianą).

Po miłośnikach amfetaminy - Łuczaku i Atamańczuku, gorzałki-palikotówki – Koseckim i Grzegorku czas na innych działaczy PO, lubujących się w innych wyszukanych używkach.

Teraz to zaszokować mogą już tylko jakieś strzykawki z kompotem, grzyby halucynogenne lub diabli wiedzą co jeszcze.

Niemożliwe?! Nie bądźmy wszak ludźmi małej wiary. Poczekajmy kilka dni.

Ja wierzę w kadry platformersów. Peowiec potrafi!

--------------------------------------------------------------------------

Dziś dwa plakaciki. Oczywiście "na czasie"!

poniedziałek, 24 listopada 2008

Proletariusze wszystkich krajów łączcie się! Za Rodinu, za Putinu...

Sowieckie lobby w Polsce ma się dobrze. Starzy towarzysze ze starymi sympatykami kształcą młode kadry i dzięki temu ciągłość tradycji polskiej lewicy zostaje zachowana. Dzieje się tak na wszelkich możliwych odcinkach. Wczorajsza sowiecka prowokacja podczas wizyty Prezydenta w Gruzji uświadomiła to dobitnie. Wystarczyło posłuchać niektórych komentarzy w TVN, Polsacie czy np. TKM (Telewizji Każdego Matoła) Superstacji – zgroza i przerażenie.

Od wczoraj „najtęższe umysły” oraz ich świta, starają się udowodnić, że Rosji nie należy drażnić i pokornie spuszczać głowę otrzymując kolejne razy. O dziwo zarówno z prawa jak i z lewa sypią się ataki na Prezydenta za decyzję odwiedzin terenów przygranicznych. W przypadku SLD, prawdopodobnie do dziś powiązanego „biznesowo” z putinowską Rosją takie zachowanie nie dziwi, to w przypadku obozu „różowego” (PO-PSL) budzi zdumienie.

Może ich reakcja podyktowana jest zazdrością i zawiścią? Wszak obecnie panujący odwagą i stanowczością nie grzeszą. Oczywiście w stosunkach z własnymi obywatelami, gęby pełne frazesów i butnych oświadczeń lecz już na forum międzynarodowym lizusostwo i tchórzliwy konformizm.
Dla polityka pokroju „Muppeta” Tuska każdy przejaw własnej inicjatywy w polityce zagranicznej jest powodem do strachu, gorączki i bólu głowy. Ponadto jest kompletnie niezrozumiałe, jak można się poruszać nie będąc sterowanym z UE.

Nie próżnuje też oczywiście „GW” organ kuźni „michnikizmu i kuronizmu”. Niejaki Marcin Wojciechowski (pseudonim?) zapewne za namową lojalnych wobec sowietów towarzyszy opublikował wyjątkowo głupawy tekst i nawet nazwał wizytę Prezydenta Kaczyńskiego awanturnictwem. To jest właśnie to, co zbliża „GW” do poziomy niegdysiejszej „Trybuny Ludu” – sowiecki wasalizm i wręcz aparatczykowska głupota. Właściwie całego tekstu nie trzeba czytać, wystarczy tylko pierwsze trzy zdania i sens jest aż nadto widoczny:

„Lech Kaczyński najwyraźniej wiedział, że na posterunku kontrolnym przy granicy Osetii Południowej stacjonują Rosjanie. Jego wyprawa wraz z prezydentem Gruzji, by odwiedzić obóz dla uchodźców przy granicy z Osetią była więc prowokacją, żeby pokazać światu, jak Moskwa realizuje plan pokojowy o wycofaniu swoich wojsk z Gruzji. A raczej jak go nie realizuje.”

Ot, to! Szanowni Państwo, nie jest to fragment skopiowany z „Prawdy” czy też innej sowieckiej gadzinówki. To fragment tekstu pt. „Prezydent Kaczyński przesadził w Gruzji” zamieszczonego w dzisiejszej „GW” (ponoć, jak sama podaje – Polskiej gazecie).

Dla autora (Wojciechowskiego) godnym napiętnowania i nazwania prowokacją jest próba odwiedzin obozu dla uchodźców, znajdującego się na terenie odwiedzanego, suwerennego państwa, a bandycki atak putinowskich żołdaków panoszących się przy granicy z Osetią to odpowiedź na prowokację! Prowokacją też jest próba pokazania całemu światu, że putiszyści mają w nosie (lub też jeszcze głębiej, w innej części ciała) cały pakt pokojowy i dalej robią co chcą na przygranicznych terenach.

Zdaniem autora (choć diabli wiedzą, kto był autorem, Wojciechowski czy rzecznik prasowy Ambasady Rosj?) „demaskatorskiego” artykułu w „GW” jedyną drogą pomocy Gruzji, jest droga, którą podąża tzw. Europejska Unia. To znaczy, nie robić nic a w międzyczasie raz na jakiś czas pościskać się z Putinem i przyjaźnie poklepać. To ma się nazywać Partnerstwo Wschodnie UE.

Nie od dziś wiadomo, że lewacka Europa boi się sowietów. Właściwie jest to dziwny stan przypominający syndrom bitej żony. Boi się ale kocha i nie da zrobić krzywdy zwyrodniałemu mężowi. Dlatego ani Merkel ani Sarkozy ani Brown czy inny Zapatero nie zrobią nic, co mogło by urazić Rosję.

Europejski Parlament, zdominowany przez neosowiecki (lub w wypadku niektórych naszych parlamentarzystów starosowiecki) aparat również nie kiwnie palcem. To nawet trudno się dziwić, skoro np. jego jednym z wiceprzewodniczących jest TW Jerzy – Marek Siwiec, a szefami największych frakcji, czerwoni lewaccy propagandziści i zadumiarze – Schulz i Cohn-Bendit.

Putin rulez - jak mawia młodzież.


A dla wszystkich obrońców czci i wiary rosyjskich towarzyszy – Order Putina I klasy.





















P.S> TW Jerzy (Marek Siwiec) również „dał głos”. Dla odmiany w Dzienniku. Oczywiście jak przystało na uczciwego komunistę i pezetpeerowca potępił i napiętnował. W TVN rozparty na fotelu Oleksy (kłamca lustracyjny i agent Olin) bronił jak przysłowiowy lew sowieckich towarzyszy.
Proletariusze wszystkich krajów łączą się!

czwartek, 20 listopada 2008

Co mógł autor mieć na myśli nadając taki tytuł?

Ponieważ jestem człowiekiem leniwym i do tego z gatunku tych, którzy wolą pisać niż czytać. Rzadko wgłębiam się w lekturę informacji na portalach internetowych. Za zwyczaj „przelecę je po łebkach” i to mi wystarczy. W ten sam sposób (wg. moich informacji) postępuje duża część rodaków. Dlatego wzrosła waga tytułu. Tytułu, który ma zachęcić do czytania, który zaciekawi, zakręci, zainteresuje, który wiele wyjaśni, jednocześnie nie mówiąc nic.

Pomyślałem sobie, że warto zaryzykować i przeprowadzić taki oto test. Wybrałem z internetowych portali kilka ciekawych tytułów i bez czytania smętnych i nudnych artykułów zamieszczonych pod nimi, postanowiłem krótko i węzłowato streścić „co mógłby autor mieć na myśli” oraz czego mogły dotyczyć.
No i tak:

Miłość na fotelu u dentysty (Życie Warszawy)
Czyżby było to „w pakiecie” po wejściu w życie reformy Pani Kopacz?

Tablice niepamięci o Żydach (GW)
Jakaś nowa forma czczenia „narodu wybranego”?

Pijany chciał zgwałcić młodą dziewczynę (policja.pl)
A może po prostu źle zrozumiał słowa Premiera o „polityce miłości”.
Kto tam dojdzie za pijanym i wyborcami PO...?

Kurtyka: dziennikarze byli bardziej służalczy od naukowców (PAP)
Jaka będzie odpowiedź naukowców? Czy będą w stanie wygrać tę rywalizację?
Na marginesie: a gdzie protest honorowego (?) Prezesa SDP?

Izrael: krwawe porachunki żydowskich mafii (onet.pl)
Ciekawe czy delegacja SLD również brała udział...?

Kobieta w polskiej TV nie może być stara (PAP-GW)
No właśnie! Tymczasem gdyby nie dwóch ostatnich prezesów, to do dziś oglądali byśmy w „okienku” panie pokazujące się niegdyś jeszcze w odbiorniku „Wisła” oraz pamiętające akademie w radiokomitecie z gościnnym udziałem Władysława Gomułki.
Na szczęście w polskiej prasie może być kobieta stara. Ku radości „Gazety Wyborczej”

CBA zastrasza inspektorów badających fundację prezesa PiS (GW)
Niesamowite. Chodzą za nimi pohukując a w nocy przemykają się pod oknami tychże inspektorów w białych prześcieradłach. Oczywiście również stosują stary sposób straszenia t.j. nagłego wyskakiwania zza rogu i machania rękoma nad głową.

Premier Tusk wrócił z wizyty w Katarze i Kuwejcie (PAP)
No i całe szczęście! A już się tak martwiłem, że nie wróci. Wprawdzie z katarem ale jest cały i na miejscu! A tak na marginesie, to powinien ktoś zaaplikować Panu Premierowi polopirynkę przed wylotem. Tak na wszelki wypadek.

Ostatni pobór do wojska w grudniu 2008 roku (PAP)
Fajnie. Później to tylko Klich ze „Strzelcem” Komorowskim będą bronić Naszej Ojczyzny.

Studenci bronią profesora, który miał donosić SB (PAP)
Czyżby członkowie „Klubu Miłośnika GW”? Ewentualnie może być to tylko Młodzieżówka PO pod dowództwem Michała Boniego.
Ale zaraz, nie rozumiem: "miał donosić". A co? Nie donosił, nierób jeden!

Związkowcy zdziwieni wypowiedzią Chlebowskiego (PAP)
Myślę, że sam „Mołek” Chlebowski również! Obojętnie czego by ta wypowiedź dotyczyła.

Raport: Polacy jedzą mało warzyw, dużo palą (PAP)
Niech to będzie przestrogą dla rządzących. Może znów się okazać, że związkowcy tak się przejmą raportem i spalą kilkadziesiąt opon przed ministerstwami. Co do warzyw nie orientuję się.

Kolejarze przepraszają, ale będzie nowy protest (PAP)
Porządni ludzie, przynajmniej przepraszają.
A kto mnie, do k....y nędzy przeprosi za ten rok eksperymentów na ludziach dokonywanych pzrez PO?

Somalijskimi piratami zajmą się nasi prokuratorzy (tvp.info)
No to mają przegwizdane! Ćwiąkratura już takie dowody im przedstawi, że wszystkich zapuszkują. Podobno nawet Julia Pitera rozpoczęła już prace nad tajnym raportem z działalności somalijskich piratów. Bójta się!

Włoscy Żydzi nie chcą, aby Kościół modlił się o ich nawrócenie (GW)
Mają zapewne nadzieję, żę nawrócą się i bez tego.

Dzwonię i słyszę nieznajomego: "Halo, k...a" (GW)
Czyżby znów Michnik z Rywinem ucięli sobie przyjacielską pogawędkę?

Eleonora Bergman: Żydzi nie mają w Polsce muzeów (GW)
Podobnie jak Cyganie, Litwini, Estończycy i Eskimosi. Czy Was wszyscy to trzeba opieprzyć, żebyście zrobili w końcu te swoje muzea?!

Żydzi oskarżają IPN (GW)
Odwet za Bermana, Mietkowskiego i Morela?!

By biło się lepiej. Wszystkim!


Media podały, że pewien wysoko postawiony dziś gość pojechał wraz z żoną do Stanów Zjednoczonych i tamże ponoć spuścił tejże małżonce łomot. Wezwana policja wsadziła gościa w kajdanki i odstawiła na komisariat, gdzie zaopiekowała się mim przez następne 24 godziny. Działo się to tuż przed „godziną zero” 31 grudnia i w związku z tym, co oczywiste, tenże gość spędził noc sylwestrową wraz z małżonką w celi komisariatu w towarzystwie podobnych mu miłośników boksu, judo i innych sportów walki.

O północy życzeniom i winszowaniom nie było końca, a toast wzniesiono cienką (jak to bywa w Ameryce) kawą z automatu. Później gościa i małżonkę wypuszczono.
Jako, że gość języki obce, co najwyżej widział na zdjęciu lub poczcie podczas lizania znaczków – nie umiał ni w ząb porozumieć się z policją.

W sobie tylko znany sposób udało mu się w końcu poinformować stróżów prawa, że jest on, najprościej mówiąc bezrobotnym dyplomatą, bez środków do życia i bez konta bankowego – jednym słowem gołodupcem (wówczas na 77. miejscu listy najbogatszych Polaków tyg. Wprost) .
W związku z tym, że urzędnicy tępej amerykańskiej administracji nie czytują Wprost – dali się oszukać i przyznali gościowi darmowego adwokata.

Tak to gość – biedujący milioner, odbył przygodę swojego życia w Stanach Zjednoczonych. Piękna historia zawierająca tak wielkie ładunek przeżyć, że gość nie podzielił się nią z nikim, wyłączając najbliższych znajomych.

Ech, biedak to ma klawe życie!
Może wyjechać za ocean, nałomotać żonę i jeszcze za wszystko zapłaci skostniały aparat władzy (naszej czy też amerykańskiej) .Warto biedować.

niedziela, 16 listopada 2008

By wciągało się lepiej. Wszystkim!


Z okazji jubileuszu pierwszej rocznicy rządów miłościwie nam panującej koalicji PO-PSL, aktywiści platformowi Łuczak i Atamańczuk łaskawi byli nawąchać się anfetaminy , po czym dali złapać się policji podczas „rutynowej kontroli pojazdu”, którym podążali.

Wiadomo, że okazja taka jak rocznica przejęcia władzy przez przedstawicieli „ludu kręcącego miast i wsi” to oczywisty powód by dać sobie w nocha lub żyłę. W najgorszym wypadku można jak Pan Premier w młodości puścić dyma z jointa, ale to wersja light – dla ciućm i słabiaków.

Jednym słowem aktywiści Łuczak i Atamańczuk jak przystało na twardzieli, wciągnąwszy uprzednio „ścieżkę” , podążali z małym zapasem białego proszku (być może) do innych potrzebujących i pragnących też czcić doniosły jubileusz.

Dziś już wiadomo, że obaj panowie zostali wykluczeni z partii. Tu władze PO jawią się niemal jako sierżanci z Legii Cudzoziemskiej. „Maszeruj albo giń” – podpadłeś to wylatujesz – za gapiostwo, a może i za to, że dałeś się złapać! Nie czekając na wyjaśnienia obu Panów - amatorów proszku, na wszelki wypadek pozbyto się ich i publicznie napiętnowano. Wiadomo, nie dowieźli tego, co mięli dowieźć.

W tej sytuacji pewne zaniepokojenie budzi los tzw. „grupy specjalnej troski” czyli posłów: Niesiołowskiego, Czumy, Palikota, Chlebowskiego oraz posłanki Pitery.
A jeżeli Panowie Łuczak i Atamańczuk pędzili właśnie „z gazem” i niestety „na gazie” do w/w posłanki i posłów?

Tak tylko dywaguję, bo niejednokrotnie wypowiedzi prominentnych polityków sprawiały wrażenie udzielonych w stanie totalnego „nawąchania” lub „napalenia” . Właściwie w przypadku Stefana Niesiołowskiego czy też Janusza Palikota to reguła i nie przypominam sobie normalnej „na realu” wypowiedzi od dobrego kawału czasu.

A może bez „wspomagania” Niesołowski nie byłby Niesiołowskim, Czuma – Czumą, Pitera - Piterą a Palikot – Palikotem?
Aż strach pomyśleć, że w ten sposób cała Platforma Obywatelka mogłaby stracić swój wizerunek!

A te dwa gamonie dały się złapać... ech!

środa, 5 listopada 2008

44. Prezydent USA: Barack Hussein Obama Jr.


Stanom Zjednoczonym gratulujemy wyboru!

poniedziałek, 3 listopada 2008

Grzegorz Lato – królik z "budionnówki" Platformy Obywatelskiej.

Wychodzi na to, że król strzelców X MŚ 1974 roku, jeden z najwybitniejszych polskich skrzydłowych stał się mimo woli „zawodnikiem” prężnej drużyny Platformy Obywatelskiej.
Jak doszło do tego zaskakującego transferu?
Czyżby rzutcy skauci z PO, specjaliści od wyszukiwania talentów piłkarsko-kierowniczych w sobie tylko znany sposób „podkradli” drużynie SLD świetnego zawodnika?

Okazuje się, że tak!
Wszystkie działania miłościwie nam panującej siły przewodniej, mające za zadanie wpłynąć na bieg wydarzeń podczas wyborów w PZPN świadczą o tym.
Wprawdzie Platforma Obywatelska deklarował otwarcie, że stoi murem za Zbigniewem Bońkiem, ale wiadomo, że w polityce co innego się mówi a co innego robi.
Zresztą Boniek jako człowiek niepokorny i posiadający wyjątkowy dar zrażania do siebie ludzi, mógł liczyć jedynie na głosy znikomej liczby delegatów. Wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z Panem Drzewieckim – Ministrem Sportu, który starał się Zbigniewa Bońka sprytnie lansować i nawet niegdyś osobiście go namaścił na Prezesa PZPN.

Zdając sobie sprawę z wszystkich realiów wyborczych, szef polskiego sportu, zaprawiony w bojach z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, postanowił, niczym Marszałek Budionnyj dokonać zmasowanej szarży. Z lewego skrzydła najpierw uderzyła „ćwiąkratura”!
Na pierwszy ogień „poszedł” Grzegorz Lato, lecz atak na niego był anemiczny i nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Lacie zarzucono wzięcie niegdyś pieniędzy na darmowe wypożyczonego zawodnika ze Stali Mielec do ŁKS. Ponoć są nawet dokumenty potwierdzające dziwny „transfer”, lecz pomni różnych sensacji deklarowanych przez ludzi PO, póki nie zobaczymy......i tak dalej.

Jak nie Lato, to... oczywiście największy faworyt Kręcina. Tu postanowiono działać bardziej zdecydowanie. Z pomocą renegata z PZPN, niejakiego Jana Tomaszewskiego, „ćwiąkratura” zbrojna w mocne dokumenty najechała kolejnego kandydata na fotel Prezesa. I tym razem odnosząc sukces. Kręcinę aresztowano i mimo, że po kilku godzinach zwolniono, zaczęto mówić o nim Zdzisław K. Cała akcja była możliwa dzięki „niezwykle kompromitującym dowodom” przekazanym przez renegata Tomaszewskiego, Pani Minister Julii Piterze.
Coż to były za dowody? Przekazanie na polecenie Kęciny 350 tys. złotych, zajętych przez komornika, na konto Widzewa Łódź oraz zaległości podatkowe PZPN na kwotę 8 milionów złotych! Wstrząsające... gdyby nie strzał z pustaka.

Trudno oprzeć się przekonaniu, że Tomaszewski dobrze wiedział do kogo udać się ze swoimi „rewelacjami” i że nawet znaleziony na ulicy rachunek z pralni czy też kwit peronowy mógłby być przedmiotem wnikliwej analizy ze strony Julii Pitery i powodem wywołania szumu wokół własnych demaskatorskich działań.

Wracając do sprawy, od biedy można uznać, że w przypadku przekazania gotówki na konto Widzewa, zachodziła zwykłą chęć pomocy bankrutującemu klubowi, a w przypadku zaległości podatkowych było sensacją z rodzaju „Królowa Bona umarła”.
Bystra i epatująca intelektem niczym miś Puchatek Pani Julia Pitera wspólnie z „ćwiąkraturą” spowodowali zablokowanie konta PZPN i uznając to za sukces rozsiedli się wygodnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Nie zmącił im samopoczucia nawet fakt, że o zaległościach PZPN wobec fiskusa wiedziano od dawna (interpretacja przepisów była powodem spornym i stąd zaległości) i związek otrzymał prolongatę spłaty zadłużenia do końca listopada br.
Nic to, stosowne organa już w październiku łaps za konto i sukces już jest! O ile zmasowany atak ze strony urzędników Platformy, na kandydatów innych niż Boniek nie dziwi, to trochę dziwi zachowanie Tomaszewskiego. Raczej za Bońkiem nie przepada za Latą też, Kręcina mu nie miły. O co więc chodzi, o wrodzone zamiłowanie do krytyki i lansowania własnej osoby?

Jan Tomaszewski przyzwyczaił już do wspaniałych bon motów i cięcia równo z trawą wszystkiego i wszystkich. Oczywiście to na pokaz, bo gdy przychodzi do poważnych i obywatelskich deklaracji to zawsze pomoże władzy (jak niegdyś, gdy bezkompromisowo popierał wprowadzenie Stanu Wojennego).
Nie inaczej było tym razem. Wystawiając Kręcinę, Tomaszewski, Pitera oraz ćwiąkratura zafundowali Grzegorzowi Lacie fotel Prezesa PZPN. Walka na wyżynach w Związku nie była pasjonująca i łatwo można było przewidzieć jest zakończenie (i to w pierwszej turze).
Tylko biedny Zbigniew Boniek namaszczony przez władze rządowe w kraju, stał samotnie, bez szans z boku. Jego i tak to nie dotyczyło.

Zastanawiam się czy całe zamieszanie tuż przez wyborami w PZPN, to była przemyślana gra Platformy aby pozyskać Grzegorza Latę czy tylko (jak to bywa często) spaprana robota tuskowych urzędników.

sobota, 25 października 2008

Najnowszy numer "Gazety Platformczej"












Niekochane dzieci? Nic z tych rzeczy.

Polskie dzieci poczuły się pominięte i zaniedbane prze miłościwie nam panujący dwór j.w. Donalda Tuska. Jak to możliwe? O co właściwe chodzi?
Najmłodsza latorośl pozazdrościła dorosłym wielkiej ilości bajek przygotowanych dla nich przez władze Platformy Obywatelskiej. Zaniepokojone dzieci zadawały sobie pytanie: „Czym jesteśmy gorsze od naszych matek i ojców, że dla nas władze nie mają przygotowanych żadnych baśni, bajek i tzw. bajerków? Dorośli słuchają na co dzień, niezliczonej ilości wymyślonych historii przez Pana Tuska i jego kolegów, a my co?”
Sprawa jest poważna, lecz powoli się już wyjaśnia, a nawet widać zielone światełko w tunelu.
Rząd postanowił wydać, specjalnie z myślą o najmłodszych serię specjalnych bajek pod wspólnym tytułem „Bajki z krainy cudów”, przeznaczonych wyłącznie dla nich. Są to nowe wersje starych, znanych opowieści, z odpowiedniejszymi bohaterami niż w pierwowzorach. Pierwsza seria składa się z sześciu książeczek z nowymi wersjami bajek: Kot w Butach, Przygody Tomcia Palucha, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Kopciuszek oraz Jaś i Małgosia. Nowe wersje znanych i lubianych bajek przygotował osobiście Pan Premier, podpisujący się, dla niepoznaki pseudonimem Doni LaFontusk. Miłej lektury milusińscy!


































































Od TW Bolka do TW Mleczarza. Wałęsa w rytmie rap.

Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu, rząd postanowił uhonorować Lecha Wałęsę główną rolą w przygotowywanej właśnie przez Teatr Obywatelski im. Władysława Upiornego, transkrypcji musicalu „Skrzypek na dachu”.
Nowa, bardziej rapowa wersja przedstawienia nosi tytuł „Dupek na Strychu” a sam Wałęsa zagra główną rolę TW Mleczarza. W pozostałych rolach wiele lubianych i popularnych postaci. Zapraszamy już od 12 listopada br. Dla dzieci i młodzieży zniżka.

Na zdjęciu: próba generalna - TW Mleczarz uczy skrzypka grać na instrumencie.



Język polski trudniejszy, dzięki powyłamywanym nogom Tuska.

Aby przybliżyć zawiłości języka polskiego, premier Tusk podczas spotkania z premierem Chin Wen Jiabao, w ramach wzajemnej licytacji który język jest trudniejszy w wymowie polski czy chiński, posłużył się starym trudnym do wymówienia dla obcokrajowców zwrotem.
Premier Chin był bezradny wobec polskiego „Tusk z powyłamywanymi nogami”!
Chiński zwrot „zhūwèi hăo xièxieo shì de” był dla naszego przywódcy przysłowiowym „małym miki”.

czwartek, 23 października 2008

Badania posła Palikota

Dbający niezwykle o zdrowie najwyższych osobistości w państwie poseł Janusz Palikot, dał się wreszcie namówić na przebadanie własnej, skromnej osoby.

środa, 22 października 2008

Porąbało, pogięło i popieprzyło! Wirus szaleje.

Nie jest to najlepszy okres dla symboli i żywych legend III RP. W ostatnich dniach wiele z tych osób padło ofiarą tajemniczego wirusa, na skutek działań którego, dotknięci nim zachowują się jak „porąbani”, „pogięci” czy też dosadniej mówiąc „popieprzeni”.

Należy zdać sobie sprawę, że w przypadku kilku z zarażonych, proces choroby jest nieodwracalny. Lata nie te, organizm nie ten, generalnie mówiąc tak już zostanie i nic na to nie można poradzić. Może to dobrze, bo na skutek zagadkowej choroby, podobnie jak z pijanych, z zarażonych wirusem wychodzi prawdziwa natura. Spod maski wyziera prawdziwa „gęba”.

Dla hołdujących idei michnikizmu-jaruzelszczyzny, czyli okrągłostołowej filozofii, tajemniczy wirus może być sygnałem do wielkiej paniki. Po prostu bez zabiegów osób trzecich, ich guru sami się zdekonspirowali przed ogółem i rozpoczęli kopanie mogiłki własnej formacji. Dlatego też ich postępowanie nie można nazwać inaczej jak: „porąbaniem”, „pogięciem” czy też „popieprzeniem”.

Pierwszy „pacjent” to „sumienie narodu” i ojciec redaktor największego od czasów Trybuny Ludu organu postkomuny. Adama Michnika „porąbało” całkowicie i starając się kolejny raz stanąć w obronie twórcy stanu wojennego (co można wyczytać między wierszami), sięga, chyba w akcie desperacji po postać Kazimierza Moczarskiego i historię jego pobytu w jednej stalinowskiej celi z hitlerowskim zbrodniarzem wojennym Juergenem Stroopem. Oberredaktor Próbuje dowodzić, że zamiast upokarzać zbrodniarza należy z nim rozmawiać itp. itd. Michnik dotknięty tajemniczym wirusem, przywołując postać Moczarskiego (nad którego nieszczęściem się rozczula), wali sobie w stopę. Nie zauważa, że przy całym swoim durno-humanitaryźmie, przywołuje własne, rodzinne upiory i mimo woli wplątuje je w fabułę. Tylko przez wrodzoną delikatność i wyjątkową „sympatię” do redaktora Michnika, nie wspomnę o zasługach jego ukochanego brata Stefana, w pozbawianiu życia czy też zdrowia bohaterów AK (takich jak Kazimierz Moczarski). Oczywiście brat nie może odpowiadać za czyny brata zbrodniarza, ale gdy próbuje go wybielać i udowadniać, że nic się nie stało (co wielokrotnie, w takim tonie Adam Michnik przedstawiał), to w obliczu dokonanych zbrodni sam staje się współodpowiedzialnym. „Porąbanie” Adama Michnika nie kwalifikuje się do leczenia, do momentu wyjaśnienia przez pacjenta, kto w jego wersji „Rozmów z Katem” ma być Stroopem - Stefan Michnik czy Jaruzelski?

Następny z nosicieli wirusa to przypadek wyjątkowy. Notoryczny pyszałek, człowiek o moralności tolkienowskiego karła i posturze gnoma. Przyjaciel gierkowskich notabli, a w szczególności kompan od kielicha „Towarzysza Dycymbra” czyli Kazimierz Kutz.
Twórcę śląskich filmów z epoki II RP oraz pamiętnego obrazu o tragedii w kopalni „Wujek” po prostu „popieprzyło” na bardzo stare lata. Widocznie niegdysiejsze towarzystwo Włodzimierza Cimoszewicza lub obecne obrońców WSI z Platformy Obywatelskiej mogło spowodować pewne spustoszenie w mózgu, co w połączeniu z atakiem wirusa doprowadziło do zaskakującej wylewności „Kutzyka”. Otóż, Kutz na łamach GW „łączy się w bólu” wraz z Michnikiem i również staje murem za Jaruzelskim. Wylewność połączona z aktem podziękowania dla generała za wprowadzenie stanu wojennego - to już „popieprzenie” zaawansowane i całkowicie nieuleczalne.

Trzeci z zaatakowanych symboli III RP, to jej współtwórca i osławiony tajny współpracownik bezpieki o pseudonimie Bolek czyli Lech Wałęsa. Wirus zaatakował biedaka w momencie gdy już tak dobrze szło. Tusk wyciągnął go z kuferka, otrzepał, połatał, nadmuchał i wystawił jako mędrca europy oraz Krajowego Mędrca Platformy. Łasy na ochy i achy Wałesa uwierzył w swoją kolejną epokową misję (poprzednią spieprzył jak mógł najlepiej) i znów zadeklarował chęć bycia prezydentem. Biorąc pod uwagę jego ostatnie wyniki w kampanii prezydenckiej roku 2000 (gdzie uzyskał 1,0% głosów, a wyprzedzili go nawet Lepper i Korwin-Mikke) taka decyzja spowodowana może być wyłącznie chorobą. W przypadku Lecha Wałęsy leczyć wirusa nie warto. I tak już niedługo kolejna ekipa spuści z niego powietrze i powrotnie zapakuje Bolka do kufra, gdzie pokryje się kurzem, i Bogu za to dzięki.
Choć może nawet w najbliższych wyborach prezydenckich jeszcze zdąży wystartować. Musi tym razem jednak zmobilizować więcej osób niż tylko najbliższą rodzinę i sąsiadów z Polanki, by w ogóle zebrać wystarczającą liczbę podpisów pod swoją kandydaturą. A tuski zajęte własną kampanią mogą o Bolku zapomnieć.

Na koniec przypadek kliniczny i bardziej psychiatryczny, lecz też wirusowy. Stefan Bratkowski – Honorowy (choć w jego przypadku to nie najlepsze słowo) Prezes SDP – na skutek ataku tajemniczej choroby, będąc w malignie raczył kolejny już raz się ośmieszyć. Wzruszony łzami „Stokrotki” - Moniki Olejnik i jej nieszczęściem, spowodowanym słowami Pana Prezydenta (jak podaje stajnia TVN), zawyrokował iż Głowa Państwa winna podać się do dymisji czyli ustąpić ze stanowiska. Były budowniczy struktur poziomych w PZPR i „nosiciel kapci” za Mieczysławem F. Rakowskim, na skutek ataku wirusa poczuł w sobie wielką moc i niczym Superman postanowił ratować kraj w pojedynkę. Za pomocą apelu. Na szczęście nikt poza nielicznymi wielbicielami trudno zauważalnego talentu mistrza pióra, nie bierze jego słów na poważnie. Ot, mały całkowicie niegroźny, zaatakowany wirusem człowieczek z małym odpowiednim do postury kompleksem braku osobowości.

Porąbało, pogięło, popieprzyło i ... z pomników opadła resztka pseudo-przyzwoitości oraz zniknął cień pozorowanej uczciwości. To co pozostało to kit - właściwy budulec III RP i jej symboli.