Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minister. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minister. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 czerwca 2014

Inteligent po Oxfordzie - mistrz komunikacji pośredniej


Nie mogłem się powstrzymać :)
Absolwent Oksfordu i inteligent w drugim pokoleniu – Radosław Sikorski, mąż Anki Applebaum, pochwalił się na Twitterze, że doniósł do prokuratury.
Od absolwentów szkół wyższych wymagamy jako-takiej komunikatywności i logiki w uzywaniu słowa pisanego o mówionym już nie wspominając, a od ministrów nawet więcej.
Niestety w słowie mówionym Sikorski Radosław nie jest Miodkiem – wystarczy posłuchać tasmy „wprostu“, natomiast w pisanym nawet nie jest Kononowiczem. Wystarczy popatrzeć na jego twitterowy wpis (zamieszczam go poniżej).



Logiczne myślenie przy formułowaniu zdania złożonego – materiał klasy III szkoły podstawowej.
Panie Sikorski - ciekawe, czy owa zorganizowana grupa przestępcza działał z artykuły czy z czyjegoś polecenia?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zdradek i jego klajniejsze jabłuszka. 3. Rany


- Tate, tate, nasz kochany tate... ratuj! – Tadełe i Aleś wpadli do gabinetu ojca z wielkim krzykiem.
- Co? Co się stało moje judaczki, moje klajniejsze jabłuszka uwielbiane...
Zdradek przerwał w jedenj chwili dożynanie watah i przytulił obu chłopców z troską.
- O co chodzi? Moje wy pejsiki i obrzezaki piękne, co się stało... no już  nie płaczcie, tylko wyjaśnijcie o co chodzi – Zdradek próbował uspokoić chłopców oraz znaleźć powód tak wielkiej histerii.
- Tate, tate... my nie chcemy zostać gojami.... nie chcemy! – szlochom dzieci nie było końca.
- Ale, jak to? Zaraz zaraz... – Zdradek uważnie przyjrzał się twarzom pociech.
- A co to za rany na waszych twarzach?!
Faktycznie na obliczach synów widniały krwawe zarysowania.
- Co to znaczy, wy moje jabłuszka, kinderki najsłodsze...?
- Ach tate... nasz goj-tate. To własnie powód naszego płaczu - my bawili się w mecz fubolowy. Byliśmy jako bohatery od Maccabi Tel-Aviv... w futbol biegaliśmy...
- W futbol....?  To nie ma lepszego sportu dla dobrej młodzieży od ważnego ojca i ważnej matki...?
-  Ale tate, nasz goj-tate... To nie jest goj-drużyna! Ona jest koszer-drużyna i korekt! My w słusznej drużynie biegaliśmy... tylko, że nam ta futbol piłka w róże popadła...
- ... w Róże Thun? – przerwał zaskoczony Zdradek
- Nie tate, w róże, co to jest kwiat! W tem naszem Ogrodzie Luksemburskim...
- Czyli w Różę Luksemburg! – wydedukował Zdradek. - O matko moja gojowska, czy coś się tam złego stało? Mówcie żydeczki, moje klajniejsze jabłuszka uwielbiane..
- Nam te paskudne antysemickie kolce od kwiata rany porobiły! Weszliśmy za futbol piłką i wtedy te kolce na nas napadły... aj waj, bolało... tate, jak bolało...
- A to nazistowskie kwiaty! Wasz goj-tate każe wyciąć... wyrżnąć... dorżnąć te watahy róż....
- ...ależ tate, to nie jest jeszcze ajwaj najwięjszy! Nasze mame zakazała nam w futbol kopać... póki nie staniemy się gojami... póki nasze rany na twarzach nie zostaną gojami...
- .... gojami?! Jak to?!
- Bo nasze mame, nasza najdroższe mame... powiedziała, co te rany mają zostać gojami na naszych koszer-twarzach!
- Ale co wam powiedziała dokładnie, moje jabłuszka pejsiaste i klajniejsze... – Zdradek otarł łzy z oczu chłopców leżącą na fotelu skarpetką.
- No powiedziała, że nie ma futbol dla nas, póki rany się NIE ZAGOJĄ!  Aj, waj.... aj waj! My nie chcemy mieć ran gojów! – dzieci znów uderzyły w płacz.
- Ach wy moje maleńkie, pejsiaste koszer-kinderki! To tak tylko się w tym języku mówi, nie robi... wy tak po cichu idźcie w futbol kopać na drugi koniec domu, tam gdzie was nie widać. Ale na wszelki wypadek to nie smarujcie ran gencjaną... nie będzie się GOIŁO!
- Tate, nasz tate kochany... dziękujemy ciebie, ty nas tak kochasz, mimo że ty tate-goj jesteś.... Ty nam takie piękne rady dajesz, że jak cymes... i mace z czosnkiem – dzieci rzuciły się na szyję ojcu i poczeły go całować po policzkach.
Niestety, chłopcy już nie zdażyli wybiec do ogrodu, bo w tym momencie weszła Mame Jabłuszkowa i zarządziła:
- No, kinderki do tory marsz, bo czas na naukę. Nie teraz czas na futbol grę... i chodzenie po różach... Nie przeszkadzajcie dłużej swojemu tate. Tate musi jeszcze dorżnąć coś tam przed snem...
A skoro ten minister od rolnictwa nadal nie odwołał pozwolenia na ubój rytualny, tate Zdratek podwinął mankiety i wziął się ochoczo do pracy.

Ale czy dzięki temu domownicy przestaną nazywać go gojem?

niedziela, 10 marca 2013

Zdradek i jego klajniejsze jabłuszka. 2. Kominy


- Dziękujemy ci tate... bardzo dziękujemy, kochny tate... – Tadełe i Aleś  wpadli do pokoju ojca z wielkim krzykiem, niezwykle podekscytowani.
- Ale, co się stało kochane moje żydeczki, moje klajniejsze jabłuszka uwielbiane – Zdradek głaskał chłopców po główkach i przytulał próbując wyciszyć dziecięcą histerię.
- Tate, tate, jaki ty jesteś grejt i łonderful, jaki good i fajn dla nas...
- Noo, już dobrze, ja jestem taki łonderful, bo już taki jestem. No taki grejt, to już od dziecka byłem.. zawsze... – bez cienia zażenowania perorował Zdradek.
- Ale tate, ty jesteś goj, a dla żydów – dla nas - ty jesteś łonderful... Jak to wspaniale i jak cudnie... ty jesteś taki only łan... Tate, ty nasz kochany tate...
- Ale w czym rzecz? – dociekał Zdradek. Wprawdzie słowa uwielbienia głaskały jego próżne ego aż miło, lecz bardzo pragnął usłyszeć jeszcze powód tak wielkiej ekscytacji dzieci.
- To powiedzcie teraz moje jabłuszka pejsiaste i jedyne, o co chodzi.... – Zdradek gładził ciemne czupryny latorosli oraz kręcił na palcach ich pejsy.
- Tate, tate a Mame Jabuszkowa opowiadała nam o takich strasznych rzeczach... Że naziści, to ludzi naszych palili w piecach. I że wszyscy im pomagali, i że robili to w obozach koncentracyjnych. A potem razem z mame płakaliśmy... a ona nam mówiła, że gdzie goje się pojawiali, to tam właśnie obozy takie dla żydów robili i palili ich i później przez kominy te dymy z żydów szły... – tu w migdałowych oczach Alesia i Tadełe pojwiły sie łzy.
- Dont kraj, jabłuszka moje klajniejsze... skoro mame Jabłuszkowa tak mówiła, to jest to racja. Ale co ja mam do tego? Za co mi tak dziękujecie?
- No, bo teraz, jak mówi mame, kominy ze śmiercią się kojarzą... Mame też mówi, że żydzi nie lubią kominów... nie stawiają kominów....
- No, taaak.... – Zdradek  powoli zaczynał rozumieć tok rozumowania latorośli.
- A ty, nasz tate kochany, w naszym pałacu nie postawiłeś kominów... to dla nas zrobiłeś... Jak ty nas kochasz, tate nasz.. mimo że tate-goj jesteś, a nas kochasz jak swój... – dzieci znów dopadły ojca i uwiesiły się na jego szyi.
- No już dobrze, dobrze... moje jabłuszka klajniejsze, ja wszystko dla was zrobię. Faktycznie, to dla was u nas jest taka strefa bez kominów.
Tu Zdradek odsunął fotel i majestatycznie wstał. Powoli podszedl do okna i mocnym glosem patrząc w dal wycedził:
- To nawet swojej książce wasz tate taki tytuł dał... STREFA ZDEKOMINIZOWANA!
W tym momencie do pokoju weszła Mame Jabłuszkowa i zarządziła:
- No, klajniaczki do tory, bo czas na naukę. Nie przeszkadzajcie dłużej swojemu tate. Tate musi jeszce trochę dorżnąć watah...
Ponieważ ten minister od rolnictwa ciągle nie odwołał pozwolenia na ubój rytualny, tate Zdradek zatarł ręce... i udał się do pracy.

Ale czy dzięki temu domownicy przestaną nazywać go gojem?

sobota, 9 marca 2013

Zdradek i jego klajniejsze jabłuszka. 1. Muzeum.


- Tate, tate.... bylismy z mame w muzeum – twarze biegnacych w stronę ojca Alesia i Tadełe promieniały z podniecenia.
- Ach, wy moje klajniejsze jabłuszka, żydki moje jedne – rozczulił się Zdradek i złapał chłopców na ręce.
-  A co tam ciekawego widzieliście? Jakieś paintingi, skulptury ładne może...
- Tate, a mame nam pokazała takie paintingi, co na ścianie wisiały i powiedziała jakoś tak, że to jakiś rodak Twój malował czy ktoś...!
- Taak? Może to Kantor był....?
- Nie tate, Kantor to śpiewa w boźnicy a nie maluje i to nasz jest, a nie Twój tate...
- Teraz to i trochę i mój, kochane klajniejsze jabłuszka moje...
- Nie tate, ten od landszaftów artysta, to taki był bezimienny. Tak mame powiedziała, że to tylko goj był i nic więcej...
- Goj był? To wielu goji było malarzami. Choćby taki Matejko, Wyspiański....
- Ten był bez imienia i bez nazwiska! No, mame tak powiedziała – Patrz na te landszafty, to są dzieła goja!
- ... dzieła Goi, Francisco Goi, a nie goja – przerwała dyskusję Mame Jabłuszkowa.
-  A wy klajniaczki nie dokuczajcie już ojcu i nie wypominjacie mu jego gojostwa... bo tate ma dużo pracy - jeszcze musi jakieś watachy dorżnąć.
Oba klajniczki posłusznie udały się czytać torę a Mame Jabłuszkowa wróciła do lekcji  języka polskiego.
W tym czasie Tate Zdradek brał się za dożynanie kolejnych watah.
Na szczęście jeden minister rolnictwa dopuścił możliwość ograniczonego uboju rytualnego, toteż Zdradek mógł poszaleć...
...
Ale czy dzięki temu domownicy przestaną nazywać go gojem?

czwartek, 20 listopada 2008

By biło się lepiej. Wszystkim!


Media podały, że pewien wysoko postawiony dziś gość pojechał wraz z żoną do Stanów Zjednoczonych i tamże ponoć spuścił tejże małżonce łomot. Wezwana policja wsadziła gościa w kajdanki i odstawiła na komisariat, gdzie zaopiekowała się mim przez następne 24 godziny. Działo się to tuż przed „godziną zero” 31 grudnia i w związku z tym, co oczywiste, tenże gość spędził noc sylwestrową wraz z małżonką w celi komisariatu w towarzystwie podobnych mu miłośników boksu, judo i innych sportów walki.

O północy życzeniom i winszowaniom nie było końca, a toast wzniesiono cienką (jak to bywa w Ameryce) kawą z automatu. Później gościa i małżonkę wypuszczono.
Jako, że gość języki obce, co najwyżej widział na zdjęciu lub poczcie podczas lizania znaczków – nie umiał ni w ząb porozumieć się z policją.

W sobie tylko znany sposób udało mu się w końcu poinformować stróżów prawa, że jest on, najprościej mówiąc bezrobotnym dyplomatą, bez środków do życia i bez konta bankowego – jednym słowem gołodupcem (wówczas na 77. miejscu listy najbogatszych Polaków tyg. Wprost) .
W związku z tym, że urzędnicy tępej amerykańskiej administracji nie czytują Wprost – dali się oszukać i przyznali gościowi darmowego adwokata.

Tak to gość – biedujący milioner, odbył przygodę swojego życia w Stanach Zjednoczonych. Piękna historia zawierająca tak wielkie ładunek przeżyć, że gość nie podzielił się nią z nikim, wyłączając najbliższych znajomych.

Ech, biedak to ma klawe życie!
Może wyjechać za ocean, nałomotać żonę i jeszcze za wszystko zapłaci skostniały aparat władzy (naszej czy też amerykańskiej) .Warto biedować.