Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katastrofa Smoleńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katastrofa Smoleńska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2013

Jak zagospodrować Artymowicza




Nieopisane pokłady talentów drzemią w wybitnym naukowcu białoruskim - Pawle Artymowiczu (Павэл Николаевич Aртимович).
Z wielką dozą nieskrywanego podziwu należy stwierdzić, że pierwszym, który poznał się na geniuszu astrofizyka, był pan premier.
Dotąd prosty lecz przykładny docent badał sobie spokojnie ciała niebieskie i nie marzył nawet o karierze politycznej a tu pan premier czarodziejską laską… stuk, puk...itd. Itp.
Nie jest łatwo wyjaśnić w jaki sposób astronom, w ewolucji gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamice dysków astrofizycznych zabarwionych pyłem międzygwiazdnym wyczytał rozwiązanie zagadki tragedii smoleńskiej.
To chyba  tylko dzięki ogromnej intuicji, talentowi i oddaniu panu Premierowi.
Jak przystało na zapalonego posiadacza talentów wszelakich, Paweł Artymowicz, jako popisówkę  na prędce sklecił coś na wzór “dobranocki” z epoki “Gąski Balbinki” i nazwał to “symulacja lotu TU-154”, czym ujął do głębi Donalda Tuska zakochanego w filmach rysunkowych.
W przypływie miłości własnej pan premier nakazał zakończyć śledztwo, zamknąć teczki i dla pewnośći spalić... Artmowiczowi polecił przyznać tytuł „Złotego Leminga z gwiazdami oraz pryszczem i ogłosił, że sprawę Smoleńska wyjaśniono, a jak to chce poczytać to MIller właśnie wszystko opisał. Dla spragnionych oryginału, dostępny raport MAK. 

Odtąd świat przed Artmowiczem stanął otworem, a zaufaniem władzy począł cieszyć nieograniczonym.
Jak tu nie wierzyć w przysłowie, iż każdy żołnierz nosi w tornistrze buławę marszałkowską?
Przecież sukces osiągnął skromny astrofizyk, specjalista od gwiazd podwójnych i układów planetarnych oraz dynamiki dysków astrofizycznych czyli o specjalności zupełnie nie przystającej do istoty prowadzonych badań.
Przypadek?
Całkowicie błędne myślenie!
Wszystkim zazdrośnikom oświadczam więc, że Paweł Artymowicz posiada licencję pilota – amatora.  Od czternastu lat kieruje takimi fortecami powietrznymi jak awionetki i coś na podobieństwo latawca ze śmigłem, toteż na ten przykład, taki kapitan Wrona tytułuje go zapewne: “kolego” .
“Nie ma śmiania…”
Skoro sprawa została przez Artymowicza wyjaśniona, komisja Millera zakończyła dłubać w nosie a bohaterscy prokuratorzy wojskowi bez strat w ludziach wrócili z „pobieżnych oględzin“ wraku, można a nawet trzeba tak wybitnego fachowca jak pan Paweł zagospodarować.
Jak?
Otórz, wiadomo że pan Artymowicz posiada również wiele innych uprawnień i dokumentow, które stawiają go w roli fachowca a nawet w danym temacie alfy z omegą włącznie.
Choćby posiadanie takiego „prawa jazdy“ może skłonić władze do zatrudnienie Pawła Artymowicza jako głównego eksperta do spraw motoryzacji a nawet budowy autostrad.
„Karta rowerowa“ w rękach Artymowicza może oznaczać, ni mniej, ni więcej,  iż jest on jedyną osobą mogącą rozwiązać problemy „ścieżek rowerowych“ a bilet miesięczny to przepustka do fotela reformatora transportu miejskiego.
Z kolei karta bankowa to idealny dokument stwierdzający ponadwybitny talent w dziedzinie bankowości. A kwit z pralni to.... itd...itp.
Panie Artymowicz, daj pan się zagospodarować panu premierowi. On tak bardzo potrzebuje dziś fachowców!

piątek, 13 lipca 2012

Rosjanie (?) złozyli kwiaty....


Na stronie Fakt.pl natknałem się na takie oto zdjęcie opatrzone ciekawym i jednoznacznym tytułem:


Czyżby córka tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, tak zachwycona do dziś dobrocią Rosjan i ich autentyczne szczerą chęcią wyjaśnienia przyczyn katastrofy z wdzięczności przyjęła rosyjskie obywatelstwo?
Wsystko możliwe, zważywszy że ojciec pani Izabelli jak mógł wspierał socjalistyczny blok, będąc przewodniczącym PRON w Białym Dunajcu oraz współpracując z organami bezpieczenstwa pod kryptonimem TW – „Igor“.
Być może decyzja Izabelli Sariusz-Skąpskiej jest hołdem dla ojca, jego przekonań, sympatii prosowieckich oraz wyborów życiowych.

piątek, 5 sierpnia 2011

Za dużo przypadków. (Andrzej Lepper 1954-2011)

Katastrofa smoleńska, zabójstwo Marka Rosiaka (właściwym celem był nieobecny wtedy europoseł Janusz Wojciechowski), „samobójstwo” Andrzeja Leppera...
Strasznie dużo osób z politycznych elit pożegnało się z życiem w czasie rządowej kadencji Platformy Obywatelskiej.
Mówią, że to wszystko przypadki, które ponoć po ludziach chodzą.
Może.

Lepper był człowiekiem niewygodnym. Niewygodnym dla wielu polityków i to wbrew temu co mogło by się uważać wcale nie dla Kaczyńskiego i PiSu.
Głównymi wrogami Leppera byli liberałowie i uwłaszczona na ludzkiej krzywdzie lewakokomuna.
Na temat wielu polityków z tych kręgów Andrzej Lepper miał dużą wiedzę, gromadził dokumentację ich nie do końca uczciwych zachowań.
Dziś wiele jego wypowiedzi, szokujących niegdyś nabiera innego wymiaru wobec ujawnionych faktów, choćby ta o Talibach w Klewkach... o znajomościach liderów PO z niejakim „panem S.”...

Media wbijają społeczeństwu w głowę, że Lepper popełnił samobójstwo.
Póki oficjalnie nie ustalone zostaną przyczyny i okoliczności zgonu, wszelkie możliwe przyczyny śmierci mają prawo być rozważane, tym bardziej że nic nie wskazywało na chęć rozstania się z życiem przez Leppera.
Aż trudno uwierzyć w lansowaną teorię.
A może ktoś mu pomógł?
Są osoby pamiętliwe i śmiertelnie mściwe...

------------------------------------------------------------------------
„... Wam nie trzeba pieniędzy (...) No po co wam? Te billboardy to wam z nieba spadają. Aniołki płacą za to, tak? (...) A czy jest prawdą, że również, no, niestety posłowie Sojuszu Lewicy... Też zapytam prokuratora. Pan minister Cimoszewicz w hotelu Victoria 4 marca 2001 r.(...) 120 tys. dolarów. Następnie pan minister Szmajdziński. Carringtona pan zna. 50 tys. Ja pytam: Czy tak było? Do sądu, do prokuratury te dokumenty trafią. Co zrobi prokuratura, zobaczymy. A może byście panowie tak pojechali razem, pan Szmajdziński, pan Tusk i pan Cimoszewicz, na mecz do Wrocławia, Śląsk-Wrocław. Pojedźcie tam na ten mecz. Tam w hotelu Wrocław między godz. 9 a 9.30, 20 kwietnia 2001 r., jeden z was (nie wiecie, który, to porozmawiajcie ze sobą) podobno – ja nie twierdzę, że tak było – podobno otrzymał kwotę 350 tys. dolarów od niejakiego pana S. Jeszcze pan Schetyna też widział to. Panie Tusk, sprawa spotkania pana z nieżyjącym ˝Pershingiem˝. Nie wiem, czy miała miejsce; może pan... Zaprzeczycie na pewno temu. 10 lipca 1998 r. podobno pożyczył panu 300 tys. zł. ...”

Źródło: Wystąpienie A. Leppera w Sejmie, 21 listopada 2001

„...Kończąc, w tej części chciałbym tak powiedzieć. Do pana marszałka Tuska (...) już takiego populizmu i takiej demagogii, to ja nawet nie potrafię powiedzieć. Ale ja wiem dlaczego (...) Bo to nie wy tu siedzicie dzisiaj. I nie pan tam usiądzie. Dlatego jest to zemsta pana za przegrane wybory. Zemsta. No, niestety, fotel prezydenta był blisko, nie ma go. Nie ma go. Ale jest pan młodszy ode mnie, tak że może pan jeszcze zostać prezydentem. Chociaż zrobię wszystko, aby tak nie było. Przeżywacie swoisty szok powyborczy. Ja rozumiem, patrząc na pana minę (...) dwa dni przed wyborami był pan prezydentem, na billboardach było napisane: prezydent Tusk, w Krakowie – premier z Krakowa. A dzisiaj jest premier z Lubuskiego, a prezydent z Warszawy. No i nie ma was. I to jest to...”

Źródło: Stenogram z posiedzenia Sejmu, 10 listopada 2005

sobota, 26 lutego 2011

Tajemniczy świadek „GW”, czyli kosmici we Władywostoku

Jest świadek, który słyszał, jak tuż przed wylotem prezydenckiego Tu-154 dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik zwymyślał kapitana samolotu Arkadiusza Protasiuka. Awanturę słyszał chorąży BOR. Ale nie powiedział o niej prokuratorowi - dowiedziała się "Gazeta Wyborcza".
Tak napisał Onet i zachwycił się ową wielka rewelacją.
Szybko njusa podłapał też TVN i zrobił z niego hit dnia, myśląc że to jest coś, co dopiero zdołuje „mohery”...

Trzeba powiedzieć, że njus jest szokujący i wart.... tyle co relacja z lądowania kosmitów we Władywostoku.
Bo co tak naprawdę z tej informacji dowiedzieliśmy się?
A no, że jakiś (podobno) podchorąży (podobno) słyszał, jak (podobno) Błasik opieprzał (podobno) Protasiuka i (podobno) nie powiedział prokuratorowi o całym zdarzeniu.
Teraz (podobno) chce zachować anonimowość.
Ze swojej strony dodam tylko, że cała ta historia jest (podobno) autentyczna i (faktycznie!) g..no warta, gdyż nie do sprawdzenia i zweryfikowania.
Cieszy, że wreszcie w całym gąszczu wątpliwości jest jeden fakt niezaprzeczalny.
Tyle warta jest rewelacja „GW”.

Nie pierwszy raz „GW” posługuje się prowokacją w calu zamotania i zamieszania gdy jakaś sprawa przyjmuje niekorzystny dla linii gazety obrót.
Sposób postępowania jest prosty, pleciemy co tylko się da, byle ostro i bez szczegółów.
W razie czego, gdy cała bzdura zostanie zdemaskowana, winą obarczany jest informator, a co łatwo się domyśleć szczuje się go (na łamach gadzinówki) mecenasem Rogowskim.
To tak dla zachowania pozorów oraz publicznego oczyszczenia się z wszelkich podejrzeń o matactwo i łgarstwo.

Chyba jednak tym razem Rodzina Agora nieco przedobrzyła.
Na wiarygodność owej (podobno) prawdziwej sytuacji, rzuca cień mało prawdopodobny scenariusz dalszego rozwoju sytuacji.
Jak, bowiem owa (podobno) prawdziwa historia winna się skończyć w rzeczywistości?
Z racji zatajenia ważnej dla śledztwa informacji, ów chorąży BOR winien zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Wcześniej, czy później osoba taka, dotąd anonimowa została by zidentyfikowana, a pośrednio (może nawet bezpośrednio) winna denuncjacji, czyli wydania go w ręce prokuratury została by „GW”, która sprawę rozdmuchała.
Nie rokuje to dobrze na przyszłość, nie zachęca innych informatorów do współpracy z Rodziną Agora.
Aż prosi się dodać coś o donosicielstwie w powiązaniu z komunistycznymi korzeniami protoplastów „GW”, ale....

Mimo pozorów, ludzie nie są takimi idiotami, jak ich „GW” postrzega.
Dlatego prędzej już uwierzą w tych kosmitów we Władywostoku.

------------------------------
Dla wielbicieli rewelacji a la „GW” mam taką oto historię:
„Jest świadek, który słyszał jak w lipcu 1989 roku Bronisław Geremek mówił do Jacka Kuronia, aby ten spalił dokumenty świadczące o ich współpracy z UB oraz pokwitowania odbioru wynagrodzeń z kasy MSW.
Słyszał to były poseł OKP, ale nie powiedział o tym nikomu, nawet prokuratorom IPN.”
------------------------------
Mówiąc prawdę, dla mnie ta druga historia wydaje się być bardziej prawdopodobna... :)