wtorek, 27 marca 2012
Cała prawda, święta prawda i .... „GW“no prawda.
wtorek, 20 marca 2012
Pier...nie w dobrym towarzystwie.
niedziela, 11 września 2011
Jeden, dwa, trzy – sprintem po njusach (6)
RPP: Dlaczego nie pederasta, pedofil i satanista praktykujący?!
Wydarzeniem ważnym i zaskakującym było pojawienie się bloga Ruchu Poparcia Palikota na słynnym Salonie24. Prezentowane tam mają być sylwetki działaczy oraz aktywistów ugrupowania. Jest to o tyle doniosłe wydarzenie, gdyż wreszcie można będzie przekonać się, że prócz Palikota, ktoś jeszcze do tego gremium w ogóle należy.
Na pierwszy ogień poszedł niejaki Artur Dębski, ponoć wiceprezes Ruchu, którego życiorys zaprezentowano na blogu.
Trzeba przyznać, że Ruch Poparcia Palikota (niektórzy twierdzą, ze jest to Ruch Podtarcia Palikota) skiepścił się niemiłosiernie.
Po odważnych, rewolucyjnych i szokujących obyczajowo deklaracjach samego właściciela partii, można było się spodziewać zupełnie czego innego po jego „prawej ręce”.
Okazuje się, że chłop ma dzieci, prowadzi firmę a co najgorsze - żyje w związku małżeńskim z kobietą.
No, ludzie.... A dlaczego nie „normalny” zdeklarowany pederasta, pedofil i do tego satanista praktykujący?
Skutki nieprzemyślanych decyzji kadrowych mogą dać efekty w dniu wyborów.
Należy pamiętać, że poprzez stawianie na ludzi o zwichrowanych kręgosłupach moralnych, całej partii spadają słupki poparcia
Julek, Jurek i Rysiek – ave satan!
Nowe idzie. Przynajmniej w TVP.
Wiele uciechy postępowej części widzów publicznej telewizji, sprawiło zaproszenie jako jurora programu z zadęciem „The Voice Of Poland” - niejakiego Adama Darskiego.
Ów właściciel gustownej furażerki i rzadkiego zarostu sławny jest jeszcze z tego, że prócz wymienionych dóbr lubi sobie dla dodania męskości podrzeć biblię.
Jako praktykujący i przekonany satanista znany jest pod pseudonimem „Nerkal”, co być może ma związek z przeszczepioną nerką, załatwioną mu z ognistej miłości przez artystkę estradową Dodę.
Ten to Darski, dla zacofanej i ciemnogrodzkiej publiki pozostaje solą w oku.
Dla postępowego i nowoczesnego prezesa TVP Juliusza Brauna wraz z szefem „dwójki” Jerzym Kapuścińskim wręcz przeciwnie.
Czyżby tak znienawidzone przez ludzi lewicy religijne lobby znów opanowało publiczną telewizję?
Znający się jak nikt inny na tropieniu przejawów antylaicyzacji życia publicznego Ryszard Kalisz, jest innego zdania.
„To tylko sztuka” – mówi z przekonaniem.
Ponieważ sztuka zeszła pod strzechy, liczymy na jakiś sensowny seans z darciem Biblii oraz odgryzaniem głów zwierzętom w wykonaniu wielbicieli satanistycznej sztuki: Kalisza, Brauna i Kapuścińskiego.
Ave satan!
Nowy dziennik „nutą myszki” okadzony
„Gazeta Polska Codzienna” – nowy dziennik polskiej prawicy, zyskała mocne wsparcie. Zupełnie bezinteresownie, za damo i z „dobrego serca” największą reklamę w mediach urządziła mu „Gazeta Wyborcza”.
Nikt tyle nie napisał na temat nowego dziennika, co „GazoWnia”.
Wiadomo, że nic tak nie służy dobremu wizerunkowi jednego medium, jak zwierzęce ataki drugiego konkurencyjnego. Oznacza to, że widmo grozy zaślepiło zdolność zdrowego myślenia i nerwy pętakom puszczają...
Widocznie ludzie Michnika nie odrobili lekcji, albo byli wtedy na wagarach, gdyż tę zasadę znają nawet początkujący „piarowcy”.
Oczywiste jest, że skoro entuzjaści „ludzi honoru” od Kiszczaka i Jaruzelskiego kogoś krytykują i mieszają z błotem, to znaczy że jest on godzien najwyższego poważania.
Na dobrą sprawę Tomasz Sakiewicz z zespołem nie powinni wydawać za promocję gazety ani złotówki - robotę załatwiła za nich „Gazeta Wyborcza”.
Szczególnie pięknie zasłużyła się niejaka Zofia Naszkowska – redaktor-geriatryk z „rodziny agora” , która w sposób zbliżony do wypracowania gimnazjalisty, „pięknie” opisała nowy dziennik.
Czyta się to jak niegdysiejszą „Satyrę w krótkich spodenkach” z ostatniej strony „Przekroju”*)
Gdyby tylko red. Naszkowska była o 60-65 lat młodsza.... wszystko by się zgadzało.
No, nie ma jak nieudolna, grafomańska krytyka... to już zbytek łaski.
Naszkowska nawet „robi” za fachowca od layotu, który to w nowej gazecie według niej „trąci myszką”.
Pozwalając sobie na odrobinę złośliwości napiszę tylko (jako grafik), że layout jest zupełnie przyzwoity, a „trąci” to może tylko „myszka” Naszkowskiej... czego jej oraz otoczeniu jej nie życzę.
---------------------------------------------
*) W latach 60-70 na łamach „Przekroju” zamieszczano w rubryce „Satyra w krótkich spodenkach” humor dziecięcy czyli śmieszne fragmenty wypracowań lub wypowiedzi dzieci.
niedziela, 26 czerwca 2011
Czy jest na sali lekarz?
Zamieszczając swój ostatni wpis dotyczący reakcji „ichniego” ministra Sikorskiego na wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka, nawet przez myśl nie przeszło mi, że reakcja „brylantynowego oksfordczyka” jest na serio.
Traktowałem ją jako osobliwy platformerski humor czy też dowcip o nadymaniu się w stylu typowo tuskim.
Niestety oksfordzki geniusz potraktował sprawę poważnie. Oczywiście serio według swoich norm i „widzimisię”.
Cóż zatem zrobił?
Wysłał do Watykanu notę dyplomatyczną, którą do Sekretariatu Stolicy Apostolskiej zaniosła ambasador Hanna Suchocka, ostatnia czynna posłanka ostatniego peerelowskiego sejmu.
W nocie tej (...) rząd polski protestuje przeciwko tego typu osłabianiu i szkodzeniu wizerunkowi Polski za granicą i prosi Stolicę Apostolską, której podlegają zakony w Kościele Katolickim, o podjęcie działań, które zapobiegną tego typu wypowiedziom w przyszłości"(...)
Czy ja piszę całkiem serio?!
Niestety, tym razem tak.
Sprawa jest poważna i całkiem serio, a właściwie dopiero teraz zrobiła się bardzo serio, gdyż podobnej głupoty czy gafy na arenie międzynarodowej nikt do tej pory nie widział.
Nawet komuniści, którzy ze swoją siermiężną polityką popełniali totalne głupoty, nie zabrnęli tak daleko w bezmyślności swoich dygnitarzy.
Cóż zatem oznacza wystosowanie noty dyplomatycznej do Stolicy Apostolskiej?
Oznacza wymuszenie reakcji władz kościelnych, czyli rychłą odpowiedź Watykanu w zadowalającej formie, oczywiście zadawalającej Sikorskiego z jego stadem.
Jaka może być to odpowiedź, jakie działania zapowiadająca?
Może:
- Napomnienie o. Rydzyka i dobitne ukaranie.
- Zamkniecie w celi zakonnej na okres minimum 3 lat
- Wyrzucenie Rydzyka z zakonu Redemptorystów.
- Kara biczowania publicznego z napiętnowaniem
- Obcięcie języka
Takie rozwiązania na pewno satysfakcjonowały Sikorskiego.
Szczególnie te dwa ostatnie warianty przypadły by mu do gustu.
Człowiek nie tak dawno pałający chęcią „dożynania watah” krwiożerczość przecież ma w genach...
Dobrze, ale co będzie gdy Watykan nie zrobi nic?!
Wojna, chyba pozostanie nam wojna ze Stolicą Piotrową.
Bohaterski Sikorski wraz z bohaterskim ministrem Klichem poprowadzą naszą armię na Watykan!
Wodzu prowadź....
Pisząc całkiem serio, Watykan nie zrobi nic. Nie zrobi nic, bo zrobić nie może ani nie powinien. Nie wyobrażam sobie, by generał zakonu o. Michael Brehl wraz z Papieżem Benedyktem XVI potraktowali poważnie pismo od tuskowych siermiężników.
Ich działania to właśnie potwierdzenie słów o. Rydzyka, a do takich praktyk ludzie wychowani w kulturze demokratycznej nie są przyzwyczajeni.
Może gdyby dotyczyło to kazań... ale wypowiedź całkiem prywatna, na gruncie neutralnym...
Sikorski swoim pismem ośmieszył polskie państwo, ale dzięki bogu ośmieszył także siebie i zasłużoną dla PRL Suchocką.
Na szczęście już niebawem (po wyborach) cholera go weźmie wraz z jego mocodawcą, wyjedzie gdzieś do Afganistanu, gdzie najlepiej się spełnia i słuch o nim zaginie.
Wstyd jednak dla Polski pozostanie. I to nie wstyd z powodu wypowiedzi redemptorysty, tylko wstyd za nierozgarniętą władzę strzelającą z armaty do komara.
Próbując cenzurować wypowiedzi obywateli swojego kraju stanął Sikorski w jednym szeregu z Łukaszenką i Putinem.
Rzecz jasna „zasługami w krzewieniu demokracji” będzie musiał podzielić się ze swoim szefem, bo przecież to premier bierze na siebie odpowiedzialność za działania całego gabinetu.
Chyba, że szef rządu.... jak to Donald Tusk, zdziwi się wielce i oświadczy, że o żadnej nocie nic nie wiedział.
Premier ostatnio wprawił się w udawaniu Gierka (nie Greka, tylko właśnie Gierka) i generalnie o niczym nie wie. Przynajmniej oficjalnie.
Nic nie wiedział np. o akcji na „antykomor.pl”, nie widział o Bondaryku, teraz może i nic nie wiedział o nocie do Watykanu?
Pan Tusk pokazuje się, gdy trzeba zebrać laury i gdy chwalą. Wpadki i kichy władzy obywają się bez osoby premiera.
Co będzie dalej?
Nic nie będzie.
Będzie jak było dotychczas.
Ważne, by do podobnych sytuacji nigdy już nie doszło.
Nie może być miejsca w polskim życiu publicznym dla cenzorów-donosicieli i ośmieszających Polskę pieniaczy, trafnie nazwanych przez „dziadzia z PO” Bartoszewskiego - dyplomatołkami.
Od czuwania nad nieprzekraczalnością granic wolności wypowiedzi są tylko i wyłącznie sądy, które jako jedyne mają prawo do wydawania wyroków.
Jeżeli jakiś minister czuje się obrażony przez obywatela – do sądu go skarży i czeka na wyrok.
Działania za pomocą not dyplomatycznych wobec księdza-zakonnika, to czysta krystalicznie głupota i efekt zbyt dużej ilości wody sodowej w górnych partiach postaci.
Najgorsze w tym wszystkim, że działania ministra ze zrozumieniem przyjęły kręgi kierownicze partii rządzącej.
Na wszelki wypadek warto, by na najbliższym posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PO, ktoś zadał retoryczne pytanie: „czy jest na sali lekarz?”
Następnym razem taka okazja zebrania wszystkich potencjalnych pacjentów może się już nie zdarzyć.
Widomo, po wakacjach wybory.
A jak ktoś się w młodości przebada, to na starość.... jak znalazł.
sobota, 11 czerwca 2011
Na bok śledzie – idą pedzie!
Będzie to nazywało się „Parada Równości” i ma polegać na tym, że grupa degeneratów płci męskiej, będzie udawała baby i epatowała wątpliwym seksizmem, a wataha nawiedzonych bab kompletnie aseksualnych będzie udawała facetów.
Taki cyrk za darmo w imię głupoty wywołanej chorobą homoseksualną.
Właściwie to nie ma o czym pisać.
Znów „Gazeta Wyborcza” zapieje z zachwytu nad wspaniałością organizacji imprezy oraz pochwali wielką idee dłubania sobie wzajemnie przy odbycie.
Wystąpią zapewne Pacewicz, Blumsztajn oraz żona Żakowskiego – ponoć specjalistka od lesbijek.
Będzie wzniośle, sodomitsko i rozpustnie.
Będzie tak uroczo, że nazajutrz większość uczestników nie będzie mogło usiąść na tyłku.
Dostaną się też plusy honorowej królowej krajowej pederastii - Hannie od Walców.
To wszak ona jako pierwsza wypuściła stado pederastów na miasto.
Jeździć będą „pedałobusy” , które przewozić będą chorych na pederastię z imprezy na imprezę i to za przysłowiowe „w naturze zapłać”.
Pojawią się zapewne też politycy. Będzie i Senyszyn i Kalisz i może Napieralski z żoną (co za nietakt?).
Lewica nie zawiedzie oczekiwań.
....
W wielu krajach arabskich za kontakty homoseksualne grozi kara śmierci.
W wielu innych długoletnie więzienie.
Może to zbyt drastyczne, bo zamiast karać powinno się leczyć.
Zwarzywszy jednak na daleko posunięte stadium rozwoju schorzenia, które zaliczyć można do chorób psychicznych po prostu nic to nie da.
Przykro to mówić, ale na tle zdegenerowanej obyczajowo i zezwierzęconej Europy, uważani za dzikich Arabowie wychodzą na jedynych z zasadami i moralnym kręgosłupem.
Mimo wszystko lubię Arabów.
środa, 4 maja 2011
Nie ma już Piotra, jest Rita!
Jednym słowem - tak jakby mniej go w mediach.
Wprawdzie co jakiś czas pisze coś, ale tak jakby był myślami gdzie indziej.
Celowo użyłem wielokrotnie określenia „tak jakby”, gdyż to bardzo popularne i lubiane wśród ludzi postępowych oraz nowoczesnych określenie, a redaktor Pacewicz, to bardzo nowoczesny i postępowy człowiek.
Można powiedzieć, zapewne będzie mu się to tak jakby podobało.
Ale do rzeczy.
Jakoś tak od lata zeszłego roku Pacewicz zniknął.
Nie, żeby w ogóle zniknął i go nie było.
Pacewicz jest, bo zamieszcza swoje humorystyczne felietony w „Gazecie”, ale pozostaje tak jakby gdzie indziej, w innym świecie.
Zniknął dawny zwarty i gotowy Pacewicz, bojownik i twardziel, a jest jakiś taki łagodny i wyciszony ersatz Pacewicza.
Głęboko zakłopotany problemem humorysty, postanowiłem rozwikłać zagadkę odmiennych stanów świadomości Pacewicza.
Z pomocą przyszedł mi znajomy, który podesłał mi poniższe zdjęcie.
- Mój Boże – wykrzyknąłem!
- Mój też... – wykrzyknął znajomy.
Po tak religijnym wstępie, przeszliśmy do konkretów.
Znajomy mówił o zeszłorocznej pardzie pederastów, która odbywała się pod egidą „Gazety Wyborczej” (a w szczególności właśnie Pacewicza), a mnie na myśl cisnęła się kwestia z kultowego filmu „Kingsajz” – „Panie Olu, pan naprawdę uwierzył, że jest krasnoludkiem”...
-...no, i ten Pacewicz Piotr uwierzył, że jest kobietą – ciągnął znajomy.
- A teraz podobno kuruje się w jednej klinice i stamtąd przysyła felietony do „Gazety”. Chyba nawet wiem w której klinice przebywa – dodał.
Po długich pertraktacjach udało mi się zamówić znajomego do odwiedzin tejże placówki i podjęcia prób przeprowadzenia wywiadu z panem/panią Pacewicz.
Minęło kilka dni. W końcu zeszłego tygodnia, około południa zadzwonił telefon.
- Mam, znalazłem go!
- Jestem już nawet po rozmowie z ordynatorem i mam jego zgodę na krótki, 10 minutowy wywiad z pacjentem – wypalił jednym tchem do słuchawki podekscytowany znajomy.
- Pacewicz będzie do mojej dyspozycji i odpowie na pytania. Czekaj, niebawem odezwę się!
Dziś na swoją skrzynkę mailową otrzymałem wiadomość, która zawierała ni mniej ni więcej tylko krótką i treściwą rozmowę-wywiad z Piotrem „Pacjentem” Pacewiczem.
Za zgodą znajomego zamieszczam ją poniżej w całości.
-------------------------------------------------------
Panie Piotrze, co się stało? Co spowodowało, że zniknął Pan z życia publicznego, a odnalazł się w tak, nazwijmy to specjalistycznej klinice?
PP: Na wstępie chcę coś wyjaśnić. Proszę nie mówić do mnie Piotrze, gdyż od zeszłego roku moje imię brzmi Rita. I bardzo proszę nie traktować mnie jako mężczyznę, ale zwracać się do mnie jak do kobiety.
Po prostu jestem kobietą i tyle. Kobietą ze świadomego wyboru.
Oczywiście, tak jak Pan... Pani sobie życzy. Proszę zatem Panią o kilka słów na temat tak nagłej zmiany w Pani życiu.
PP: Poruszona do głębi losem kobiet, a często też lesbijek – postanowiłam walczyć o lepsze jutro ludzi idących pod rękę z nowoczesnością europejską. Ciemnogrodzianie i tradycjonaliści niszczą nasz świat. Należy postawić temu tamę. Nie możemy też być zdani tylko na ślepy los i bezmyślną naturę, która decyduje za nas, kto ma być kobietą a kto mężczyzną.
Tu w tym Zakładzie Psychiatrycznym rozumieją mój problem.
Na każdym kroku spotykam się ze zrozumieniem i akceptacją mojej decyzji.
PP. Proszę mnie nie prześladować! A dlaczego nie można? Pan jest typową szowinistyczną męską łachudrą....
Pani Rito, nie chciałem Pani urazić, ale wydawało mi się, że o tych sprawach decyduje natura... no na przykład kobiety rodzą dzieci, a Pani raczej nie będzie mogła doświadczyć macierzyństwa...
PP. Aaaaaa...... znów mnie Pan prześladuje! Odmawia mi Pan prawa do posiadania własnych dzieci....
... ależ, Pani Rito, jak Pani wyobraża sobie swoje macierzyństwo? Gdzie będzie pani nosiła swój embrion, w pudełku?
PP: Ciągle mnie Pan prześladuje! To nie jest poprawne politycznie.
Dlatego właśnie walczę z tego typu myśleniem.
Domagam się swojego prawa do posiadania dzieci i to jest mój sztandarowy punkt programu walki o prawa świadomych kobiet.
To moja walka z uciskiem i dyskryminacją....
Chyba raczej z rzeczywistością.... ale proszę nam powiedzieć, jak czuje się kobieta, która jeszcze rok temu była mężczyzną. Jakie są różnice i na czyją korzyść?
PP: Bycie kobietą to wielkie wyzwanie, a bycie kobietą z wyboru jeszcze większe. Nie wiem czy też Pan wie, ale postanowiłam zostać kobietą o orientacji homoseksualnej. To znaczy lesbijką. To wielka sprawa.
Co do różnić, to są duże. Gdy byłam mężczyzną, to niezbyt dbałam o wygląd i kosmetykę. Teraz to co innego. Rano co dzień: malowanie, perfumowanie, golenie nóg... Bycie kobietą to wielkie wyzwanie.
Na koniec proszę mi powiedzieć, co z pracą zawodową? Kiedy wróci Pani do „Gazety”? Pewnie koleżanki i koledzy stęsknili się za Panią?
PP: Wszystko zależy od personelu naszej placówki. Doktor Szypuła – ordynator szpitala mówił coś o czerwcu-lipcu. Jednym słowem zdążę na tegoroczną paradę (europride – przyp. Red.).
Wcześniej mam nadzieję pojawić się w „Gazecie” i zorganizować w redakcji większą grupę uczestników parady.
Ja też stęskniłam się za chłopakami z redakcji, to takie przystojniaki i ciacha, ze ho...ho... Co do koleżanek, to wiem, ze mi zazdroszczą.... jak to między kobietami.
PP: Jasne! Mam zamiar paradować jako mężczyzna – homoseksualista wyzwolony. Planuję tez zorganizowanie ogólnego dmuchania na platformie w czasie parady....
PP: Też! Sewek Blumsztajn ma jeszcze sporo tego na stanie po Dniu Niepodległości. Nie podmuchali sobie wtedy chłopaki od Sewka, to teraz się będzie ostro dmuchać...
Szkoda, że kaftan nie pozwala uścisnąć prawicy, ale symbolicznie ściskam mocno...
PP: To ja dziękuję. Niech żyją świadome kobiety. Precz z dyskryminacją! Lesbijki z wyboru górą!
Niestety sanitariusze bezwzględnie trzymali się czasu przeznaczonego na rozmowę. Wszak zbliżała się pora podawania leków.
Na pożegnanie otrzymałem najnowsze zdjęcie Pani Rity. Na pamiątkę spotkania.

Teraz pora na czytelników. Co jest fikcją a co prawdą?
niedziela, 3 kwietnia 2011
Wal się ubeku w brudnych dżinsach.
Nie bardzo Meller zrozumiał wypowiedź prezesa Kaczyńskiego, a właściwie nic nie zrozumiał z wybranego fragmentu raportu opracowanego przez szefa PiS, ale na wszelki wypadek strzelił focha.
Bo Meller ma żonę. Na dodatek żona ta pochodzi ze Śląska i pewnie chce deklarować w czasie spisu powszechnego narodowość śląską, co według tego, co zrozumiał (a raczej nie zrozumiał) Meller - jest nieładnie.
Teraz aby było ładnie, sam Meller na znak solidarności z małżonką też napisze, ze jest narodowości śląskiej i już dziś kazał na „fejsfuku” czy innym „fejsbuku” – „walić się skinom w garniturach”.
Skini w garniturach pewnie pójdą się „walić”, Meller będzie dowartościowany w ramach własnej mózgowej pustki, żona jego poczuje dotyk ochronnego ramienia odważnego męża Marcina a tradycji stanie się zadość.
Bo Meller już tak ma, że lubi się raz na miesiąc obrazić na kogoś.
Tak się chłopina wylansował na fochach, że tylko spytać kto będzie następną ofiarą.
Ledwo co skończył obrażać się na Tuska z kompanią i publicznie wywalił premierowi, że na niego nie zagłosuje a tu bęć... kolej na Kaczyńskiego!
Jedno jest pewne, nie skończy się to jak w przypadku obecnego premiera, czyli jakimś gastronomicznym mityngiem, gdzie na drugim śniadaniu przy bułce z cienko krojoną krakowską suchą nastąpi publiczne posypanie głowy popiołem i pobratanie.
Człowiek poważny, pokroju Jarosława Kaczyńskiego nie nabiera się na takie tanie „łuckie numery” w wykonaniu głodnych „miszczów” jak „cudotwórca z II Irlandii”.
Jak to mówią, lepiej z mądrym pościć, niż z głupim zapychać się kajzerką z kiełbasą.
Brak umiejętności czytania czy też słuchania ze zrozumieniem, zmusza do otwartego napisania Mellerowi, że gdyby Ślązacy, tacy jak choćby wielki patriota Wojciech Korfanty usłyszeli jego plecione bzdury dali by mu w wielką gębę z wielkimi wargami.
Pewnie dostało by się też Gorzelikowi i jego PeOwskim pomagierom.
Za jawne kpienie z polskości i zatracanie tradycji, o którą setki tysięcy ludzi na Śląsku walczyło.
Meller manipuluje, kłamie i nazywa to „straszeniem Niemcami” i porównuje do stanu wojennego czy teżmarca’68.
Halo, czy jest na sali lekarz....
Dziś informacja o idiotycznej wypowiedzi Mellera trzyma się na topie w największych portalach internetowych.
Niestety, Meller osiągnął już w naszych mediach status „Frytki” czy innego tam Maseraka i żyje z pietruszenia trzy po trzy w ramach samolansu.
Należy liczyć się z tym, że np. kolejną ofiarą Mellera będzie szef PSL Pawlak.
Że niby dolewa wody do mleka.
Przyjdzie mu się „walić - skinowi w gumiakach”!
Prawdę powiedziawszy, niech sobie Meller deklaruje co chce. Nawet, że jest Mandżurem, Arabem czy też Ślązakiem pełnej krwi.
Jego sprawa.
Najwyżej będzie z Polsce jednego „rodowitego ślązaka” więcej,... ale za to jednego Żyda mniej!
P.S.
Na ogół jest tak, że do ludzi prymitywnych, pokroju Mellera docierają tylko zwroty, którymi oni sami operują, stąd tytuł powyższego wpisu.
Gdyby Meller nie zrozumiał – ułatwiam: jako wyznawcę idei „michnikowszczyzny” potocznie można nazwać go „ubekiem”, natomiast brudne dżinsy to fakt bez przenośni i aluzji.
„Walić się” nie będę tłumaczył, bo pewnie już to robi.
sobota, 26 lutego 2011
Tajemniczy świadek „GW”, czyli kosmici we Władywostoku
Tak napisał Onet i zachwycił się ową wielka rewelacją.
Szybko njusa podłapał też TVN i zrobił z niego hit dnia, myśląc że to jest coś, co dopiero zdołuje „mohery”...
Trzeba powiedzieć, że njus jest szokujący i wart.... tyle co relacja z lądowania kosmitów we Władywostoku.
Bo co tak naprawdę z tej informacji dowiedzieliśmy się?
A no, że jakiś (podobno) podchorąży (podobno) słyszał, jak (podobno) Błasik opieprzał (podobno) Protasiuka i (podobno) nie powiedział prokuratorowi o całym zdarzeniu.
Teraz (podobno) chce zachować anonimowość.
Ze swojej strony dodam tylko, że cała ta historia jest (podobno) autentyczna i (faktycznie!) g..no warta, gdyż nie do sprawdzenia i zweryfikowania.
Cieszy, że wreszcie w całym gąszczu wątpliwości jest jeden fakt niezaprzeczalny.
Tyle warta jest rewelacja „GW”.
Nie pierwszy raz „GW” posługuje się prowokacją w calu zamotania i zamieszania gdy jakaś sprawa przyjmuje niekorzystny dla linii gazety obrót.
Sposób postępowania jest prosty, pleciemy co tylko się da, byle ostro i bez szczegółów.
W razie czego, gdy cała bzdura zostanie zdemaskowana, winą obarczany jest informator, a co łatwo się domyśleć szczuje się go (na łamach gadzinówki) mecenasem Rogowskim.
To tak dla zachowania pozorów oraz publicznego oczyszczenia się z wszelkich podejrzeń o matactwo i łgarstwo.
Chyba jednak tym razem Rodzina Agora nieco przedobrzyła.
Na wiarygodność owej (podobno) prawdziwej sytuacji, rzuca cień mało prawdopodobny scenariusz dalszego rozwoju sytuacji.
Jak, bowiem owa (podobno) prawdziwa historia winna się skończyć w rzeczywistości?
Z racji zatajenia ważnej dla śledztwa informacji, ów chorąży BOR winien zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Wcześniej, czy później osoba taka, dotąd anonimowa została by zidentyfikowana, a pośrednio (może nawet bezpośrednio) winna denuncjacji, czyli wydania go w ręce prokuratury została by „GW”, która sprawę rozdmuchała.
Nie rokuje to dobrze na przyszłość, nie zachęca innych informatorów do współpracy z Rodziną Agora.
Aż prosi się dodać coś o donosicielstwie w powiązaniu z komunistycznymi korzeniami protoplastów „GW”, ale....
Mimo pozorów, ludzie nie są takimi idiotami, jak ich „GW” postrzega.
Dlatego prędzej już uwierzą w tych kosmitów we Władywostoku.
------------------------------
Dla wielbicieli rewelacji a la „GW” mam taką oto historię:
„Jest świadek, który słyszał jak w lipcu 1989 roku Bronisław Geremek mówił do Jacka Kuronia, aby ten spalił dokumenty świadczące o ich współpracy z UB oraz pokwitowania odbioru wynagrodzeń z kasy MSW.
Słyszał to były poseł OKP, ale nie powiedział o tym nikomu, nawet prokuratorom IPN.”
------------------------------
Mówiąc prawdę, dla mnie ta druga historia wydaje się być bardziej prawdopodobna... :)
środa, 2 lutego 2011
Funkcjonariusze i urojenia wielkościowe
Będzie o innych szkodnikach, które larwy swoje podkładają w zdrowych tkankach i czekają aż pasożyt się rozwinie niszcząc i unicestwiając swojego karmiciela.
Tak się jakoś dziwnie składa, że obecnie normalnym jest to, co powinno być nienormalnym i na odwrót.
Taka w pełni oczekiwana (przez twórców IIIRp) zmiana miejsc.
Jak napisałem, nie mam zamiaru być „przygłupim Jasiem” i dłubać patykiem w kupie, by nabrać przekonania co tam jest.
Wiem dobrze co jest w Palikocie, Kucu, „Gazecie Wyborczej”, TVNie, w przeróżnych polsatch, politykach i tokefemach...
Zdrową (choć czasy nie były zdrowe) cześć swojego życia udręczyłem się w PRLu.
Dlatego mechanizm manipulacji tej hałastry, którą wymieniłem powyżej, poznałem już wiele lat temu. Poznałem od ich nauczycieli, wykonujących świetną manipulację dziennikarską na łamach Trybuny Ludu, Głosu Pracy i reszty propagandowych tub.
Wtedy ludzie dawali radę i śmiali się w głos z głupot o „gospodarskich wizytach” oraz „imperialistach z USA”, więc i dziś dadzą.
Niech sobie jeden z drugim „agorczykiem” agituje i kręci propagandę.
Ludzie normalni wiedzą swoje.
Piszę o „agorczykach” czy jak kto woli „rodzinie agora” z „załganej szmaty”, gdyż chwilę temu przeczytałem informację na Onecie, podaną za Tok FM:
„Kaczyński poczuł się dotknięty wypowiedzią w programie satyrycznym. Złożył pozew”
Prawidłowo.
Chodzi o słowa Palikota: „Kaczyński to największy wilk polskiej polityki i trzeba go zastrzelić i wypatroszyć”, wypowiedziane w (podobno...) satyrycznym programie niejakiego Majewskiego.
Tak jest, za głupotę i agresję połączoną z podjudzaniem do zabójstwa trzeba płacić.
W normalnym świecie, przekaz prasowy po takim bajdurzeniu byłby jednokierunkowy.
Zbadać psychicznie Palikota i olać totalnie. Jednym słowem śmierć polityczna.
Ale nie u nas.
Nie tu gdzie normy wytycza Trybuna Lud.... ups przepraszam Gazeta Wyborcza.
W radiu „rodziny agora” wprawdzie opisali pięknie o co chodzi, ale aż nadto uwypuklili, że miało to miejsce w programie satyrycznym, więc (tak na marginesie) po co ten Kaczyński się pieni...?
Nie ma poczucia humoru?
Na dodatek funkcjonariusz obsługujący ten news, tak niby od niechcenia, na marginesie (oj, grube mają w agorze marginesy...) był uprzejmy zauważyć, że przecież Kaczyński wielokrotnie „formułował negatywne opinie” o Palikocie.
Znaczy się prowokował.
Tu sygnał dla słuchaczy: Sam sobie winien!
Słuchający stale Tok FM zapewne uwierzą w przekaz, tak jak niegdyś wielu wierzyło Trybunie Ludu i Dziennikowi Telewizyjnemu. Natomiast ci myślący sięgną pamięcią do wielu bezczelnych wypowiedzi Palikota o Jarosławie Kaczyńskim i jego najbliższych.
Co tu porównywać?
Jedno jeszcze jest istotne i niebezpieczne.
Miejsce, sytuacja i kwalifikacja wypowiedzi Palikota.
Da się zauważyć, że funkcjonariusz agory puszcza do słuchaczy oko: „to przecież program satyryczny”!
Znaczy, że skoro satyryczny, to można.
Kaczyński to mruk, nie ma poczucia humoru.
Brzmi to całkiem nonsensownie, zważywszy, że „ojciec redaktor - ja jestem Agora” Michnik, nauczyciel rzesz funkcjonariuszy prasowych, jest najlepszym przykładem na brak tegoż poczucia humoru. Przypomnę tylko, że za byle lajtowe wypowiedzi ciągał ludzi do sądu.
Za wypowiedzi w programach satyrycznych też.
Brak logiki działania.
Swoiste i oryginalne, jednokierunkowe poczucie humoru, jak widać dane jest tylko członkom i sympatykom „rodziny agora” i posiadają oni prawo do dysponowania nim na wyłączność.
Krótko - co mówią „agorczycy”, to jest śmiesznie i za to nie można się obrażać.
Za pozostałe rzeczy obrażamy się i skarżymy do sądu.
A gó...no!
Żeby było na przekór, może ktoś napisze, że np. Michnik, to hiena i należy mu up..olić łeb przy samej dupie!
Może to być nawet u Majewskiego.
I już jest weselej!
------------------------------------------------------------------
P.S. Teraz z innej beczki.
Będzie jeszcze przez minutkę o poziomie.
O poziomie ludzi, o poziomie wykształcenia i pojmowania właściwych norm oraz rzeczywistości.
Kiedyś „upiorny dziadunio” Bartoszewski wytrząsał się na mównicy i opowiadał o „dyplomatołkach” oraz o jedynym, który może ich ocenić, czyli ministrze Klichu.
Dlaczego?
Bo Klich jest psychiatrą! Tu rozległy się owacje i huragany śmiechu z Sali. Brać platformiana turlała się w ekstazie po podłodze. Rzecz jasna ze śmiechu.
Kilka dni temu w rozmowie telewizyjnej, Bogdan Klich wytłumaczył, ze wcale psychiatrą nie jest. Jest absolwentem Wydziału Lekarskiego AM w Krakowie, ot co. Próbował wprawdzie studiować na wydziale psychiatrii , ale szybko zrezygnował.
Niby nic takiego, ale sprawa ta jest niczym lustro w którym odbija się pewien sposób myślenia oraz zawłaszczania prawa do wypowiadania opinii nie zawsze w zgodzie z rzeczywistością.
Inaczej, nie ważne czy mówi się prawdę, ważne że się mówi!
Skoro Władysław Bartoszewski, mimo że jest tylko zdolnym absolwentem liceum ogólnokształcącego tytułuje siebie „profesorem”, to wydaje mu się, że również dwumiesięcznego słuchacza wykładów na wydziale psychiatrii można bez problemu nazywać psychiatrą.
Oby ta choroba urojeń wielkościowych nie była wśród członków PO zaraźliwa (choć kandydatów na pacjentów widzę).
wtorek, 18 stycznia 2011
Królewicz i żebrak, albo pederasta i pedał
- Cześć, jesteś gejem?
- Tak.
- Tak? A masz garnitur od Armaniego?
- Nie!
- A masz krawat od Saint-Laurenta?
- Nie!
- A masz koszulę od Kleina?
- Nie!
- To ty zwykły pedał jesteś, a nie gej!
Taki oto dowcip funkcjonował wiele lat temu i oddawał stan relacji wzajemnych w środowiskach, nazwijmy to homoseksualnych.
No bo faktycznie, biedny zwykły pedał mógł co najwyżej pokręcić się na dworcach, w szaletach miejskich lub tanich spelunach by znaleźć stosowny obiekt do uprawiania seksu. Żył od pierwszego do pierwszego za swoje 1200 zł i siedział w chałupie, bo stać go na życie światowe nie było.
Bogaty gej, taki ze światopoglądem rodem z SLD i pełną kasę (być może też z SLD) to co innego. Chodzi do gejowskich lokali, ubiera się w najlepszych sklepach, w kwestii mody słucha Jacykowa czy też innego Pieroga... a kopuluje z podobnymi sobie zniewieściałymi osobnikami w opuszczonych portkach z krokiem na wysokości kolan.
To dwa rożne światy.
Dlatego o tym piszę?
A dlatego, że wielkie wzburzenie w "GW" wywołały słowa Marka Sieniawskiego wiceszefa wielkopolskiej "Solidarności" wyjaśniające czytelnikom znaczenie słowa gej.
Młodym absolwentom szkoleń w Akademii Ojca Redaktora Adama nie podoba się, że działacz "S' określił geja jako bogatego pedała.
Można sobie walczyć o prawa mniejszości, większości i co tam jeszcze się chce, ale niezależnie od tego, walka z rzeczywistością jest po prostu głupotą.
Durna ta brać młodzieżowa z "GW", oj durna.
Jeden z drugą rozdmuchali temat i... wyszli na idiotów.
Napisali minimateriał dziennikarski o "dupie Maryni" używając argumentów na poziomie owego "tyłka maryniowego", jednym słowem udowadniając, że dziennikarze z nich niczym "pół dupy (maryniowej) zza krzaka".
Dlaczego nazywa pan geja pedałem? - pyta np. ów absolwent akademii michnika, autora wypowiedzi zamieszczonej w biuletynie.
A jak go nazwać?
Pedał to pedał. Wystarczy przewertować słownik.
Dlaczego porusza pan kwestię adopcji dzieci przez pary homoseksualne w biuletynie do urzędników? - drąży dalej młodzian i nawet nie zauważa, że pod koniec własnego artykułu działaczka jakiejśtam organizacji od pederastów mu to wyjaśnia, a tak naprawdę bruździ (...) Wśród urzędników też mogą być osoby homoseksualne (...).
Ot, dlatego!
Wszystko oczywiście poparte jest wypowiedziami "fachowców" zbulwersowanych niechęcią do pederastów.
Jest jakiś Lewandowski z SLD - prawdopodobnie kretyn oraz Sandra Wiktorko - prawdopodobnie lesbijka.
Nurt literacko-intelektualny reprezentuje dalej poeta Edward Pasewicz, który (jak sądzę) jak nikt umie ubrać odbyt w formę poetycką.
Tyle o sprawie, bo więcej warta nie jest.
Puenta: znów, cholera nie kochają pederastów.
Jak zawsze.
Nie pierwszy już raz wspierający dewiantów seksualnych, kalecy intelektualni z "GW" dają przysłowiowej "dupy".
Chodź w ten sposób łączą się w dziele z prześladowanymi.










