Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łobuzeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łobuzeria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2017

LECH WAŁĘSA \ Dziennik 10 lipca 2017


Udało się dotrzeć do Dziennika Lecha Wałęsy z 10. lipca 20017.... tak będzie!


Rano

Wiozom mnie do Warszawy.
Fainy kierowca ,opowiada dowcipy i śmieszne żeczy.
Koło Bydgoszcza muwi do mnie: panie Wałęsa ,ja to pana pamientam – spotkaliśmy sie.
A ja muwiem ,o panie ja to nie pamientam wszystkich ,co spotkałem w rzyciu.
A on ,że w 1982 spotkaliśmy sie ,bo on mnie wutke do Arłamowa przywoził.
A ja nie pamientam.
Gadamy dalej.

Pużniej

Jusz jesteśmy w Warszawie.
Władek Frasynjuk wsadza mnie do taksuwki i jedziemy na Krakowskie Pszedmieście.
Tu tesz fainy kierowca.
Opowiada dowcipy i rzarty.
Tak koło placu gdzie był Papiesz – nie pamientan ,jak nazywa sie – on muwi: A ja pana pamientam ,ja panu te dokumenty od Milczanowskiego przywoziłem ,bo w ułopie pracowałem.
A ja go nie pamientam.
Spotykamy sie z ludźmi od Kodu i od tego Kasprzaka i jeszcze
od Platformy.
Oni tesz bendom mnie obstawiać.
Łoziński muwi ,że ma takie chasło na akcje: “Wałęsa siedzi
z nami” i oni to chasło już podali do ludzi.

Jeszcze puźniej

Wiozom mnie na obiad. Jakiś chotel czy coś.
Wziołem kure i kartofle.
Frasyjuk wzioł jakomś glizde czy coś w podobie ze szczypcami.
To światowy człowiek ,ma takom firme z samochodami ,co po świecie jerzdrzą.
Przychodzi Shetyna z Petrem.
Karze im usionśc i niech muwiom.
Muwi Petru ,że wszystko gotowe i że na akci obstawiom mnie tymi jego kobitami z sejmu.
Ja to sie na nich nie znam ,bo tak sie z zagraniczna nazywajom.
A bendzie ta taka czarna ,mała i w okuralach i bendzie taka
,co bardziej na faceta jest i tesz w okuralach i bendzie taka
 ,co durzo muwi i o niczym – co ma taki postszał na głowie czy co. 
Nie bendzie tej jego Śmit ,bo ona nie bendzie sie kładła z obcymi – ona sie kladzie tylko z Petrem.
Shetyna powiedział tesz ,że dadzom mi do obrony tom Budke
i tom Szczerbe. One bendom lerzeć koło mnie.

Sporo puźniej

Dowieźli mnie na miejsce.
Tu sie zacznie. Shetyna przynosi dywan – takom makatkie ,co ja
z Dankom mieliśmy kiedyś w mieszkaniu na ścianie.
Kasprzak podkłada pod niom materac.
Rzeby było mientko lerzeć muwi. Lubie ,jak mnie jest mientko.
Dajom jeszcze takom elektrycznom poduszke.
Co bym wilka nie złapał.
Jak tylko o wilku pomyślałem – to Lis przyszedł.
Muwi ,że pamienta karzdom rozmowe ze mnom.
A ja nie pamientam.
Ten Mazuła daje mi rolnetke ,rzebym widział kiedy pochut z Kaczyńskim ruszy.
Tam jeszcze chwile gadamy.
Wnet słyszy się: uwga, uwaga – nadchodzi!
To my klaps na dupy i leżem! Jest policja.
Biorom i wynoszom tych co sobie lerzom.
Ta Budka ,co obok mnie jest muwi – ja to siem do pana prezedenta mocniej pszyczepiem ,bo letki jestem i zaraz mnie łatwo weznom.
To samo muwi ta Szczerba ,że wage ma małom i nie da rady ulerzeć jak go pociongnom.
To sie uczepili do nug i sciskajom mnie za łytki.
Patrzem ,a przedemnom biorom jusz Kasprzaka i Łosińskiego i takiego ,co ja nie wiem jak on sie nazywa ale w telewizji to go kiedyś czensto pokazywali.
Idom po mnie muwiem.
Szczerba i Budka mnie sciskajom za nogi asz krew mnie do nug nie dochodzi.
O ,jusz policjanci łapiom za nich i ciongnom – biorom ich.
Mnie nogi bolom ,bo to pazurami sie wszczepili we mnie tych dwuch.
Budka puszcza ,szczerba jeszcze trzyma – bo za skarpetkie się mocno złapał.
Twardy chłop ta Szczerba myślem.
A gdzie tam twardy ,póścił a własciwie ,to muj but puścił razem
z skarpetkom.
 Ja z gołym giczołem leżem ,a policja niesie Szczerbe z moim butem i skarpetkom w renkach.
Teras te babiny od Petra sie do mnie mocniej przytulajom i muwiom – nie damy pana prezedenta wzionć.
A gdzie tam ,najsampierw ta co była niżej nie wytszymała i muwi: Weź pan i załusz buta albo skarpetke ,bo nie wytrzymie ,bo noga panu smierdzi.
A ja co załorzem ,kiedy buta i skarpetke Szczerba zabrał a Szczerbe policja?
To ta odpadła.
Chwila mineła i te dwie pozostałe tesz wzieli policjanci ,bo sie nie uhwyciły dobże mnie.
No to jestem sam myślem.
Widzem Władka Frasynjuka prowadzom i innych ,takich co ja nie wiem jak sie nazywajom ,ale kiedyś to ich w telewizji widziałem.
A tu Kaczyński z pisem podczodzi prawie podemnie!
Idom tylarierą – na mnie! Ja nic – leżem.
A polcjanci mnie nie biorom!
O, panie tak nie idzie – zapomnieli o mnie?

Mocno sporo puźniej

No leżem nadal. Czekam ,rzeby przyszli po mnie i odwieźli do domu. Jak sie spuźniem ,to Danka mi nie odgżeje dewolaja i bendem na zimno jadł kolacjem – holera.
Kaczyński z pisem jusz dawno przeszli ,jusz nawet skończyli wiecować.
A ja leżem. Czekam.
Widzem ,rze idzie Petru.
No panie Rysiu muwiem ,co z wami ludzie.
Ja tu lerzem ,marznem ,nudzem sie a wy gdzie sie podziewacie. To on muwi ,rze wszytskich wzieli a on z Shetynom to mnie na dwożec kolejowy zawiozom i bilet do Gdańska kupiom.
O ,panie!
O ,myli państwo – to tak się nie robi!
A Petry muwi ,że on na nic innego nie ma ,bo mu budrzet partyjny obcieli pisowcy i teraz to nawet na stokrotki dla teje swojej Śmit nie ma.
No ,to ludzie jak was nie stać to siem do mnie nie zwracajcie! Poszedłem piechotom.
W jednym bucie i w jednej skarpetce.

 Najbardziej puźniej

Kolacji nie jadłem a śniadanie też miałem w domu źimne.

środa, 21 października 2015

Kocham POsiedzieć

Platforma jeszcze stoi, ale już niebawem jako ugrupowanie całkowicie będzie leżeć. Leżenie w przypadku niektórych jej członków, byłoby lepszą formą obranej pozycji na przyszłość, gdyż w rzeczywistości może okazać się, iż wielu przyjdzie siedzieć.
I nie tylko tam... jak na ilustracji.


czwartek, 15 października 2015

Złodziej czy oszust?


Jak wynika z szerokiej reklamy w mediach, Newsweek wszedł w posiadanie niepublikowanych wspomnień Jarosława Kaczyńskiego.
Onet podaje: Wyciekły niepublikowane wspomnienia Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS Jarosław Kaczyński jeszcze nie wydał swoich spisanych już wspomnień pt. "Białe jest białe". Wyciekły one jednak z Nowogrodzkiej i zostały częściowo ujawnione przez Michała Krzymowskiego w książce "Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego"

Książka jest już w sprzedaży. Wydawcą jej jest Axel Springer Polska a jedynym autorem Michał Krzymowski. Cena w granicach 29-39 zł w zależności od dystrybutora.

ZŁODZIEJ
Z wszech I wobec głoszonych faktów wynika zatem, iż Michał Krzymowski mógł dopuścił się kradzieży wartości inteletualnej, podpisując książkę własnym nazwiskiem. Dopuścił się też  paserstwa, a być może nawet kradzieży (co powinna zbadać prokuratura).
Jak to mówią, książka Kaczyńskiego sama z komputera nie wyszła.
Jak zatem można nazwać gościa, który bez oporów korzysta z pracy innych, nie podaje w przypisach źródła wiadomości oraz czerpie zyski materialne z kradzionej własności cudzej?

OSZUST
Na podstawie analizy materiałów dotychczas zamieszczanych w Newsweeku, łatwo wywnioskować że dowodów na to że są to oryginalne “rękopisy” Kaczyńskiego a nie blagierskie wymysły – nie ma. “Dziennikarze”, tacy jak Krzymowski, Cieśla, Gajek, Kim (czyli cała padliniarska menażeria Lisa) nie mają w zwyczaju podawać personaliów rozmówców i zazwyczaj w miejscu, gdzie rzetelny dziennikarz podaje nazwiska – oni podają tajemniczego “bliskiego współpracownika”, “jedną z osób zbliżonych do prezesa”…itp.  Jednym słowem konkretów zero, wiarygodności – null!
Jak zatem można nazwać gościa, który bez oporów konfabuluje, tworzy fakty na własny użytek i w ten sposób oszukuje czytelników?

Kim zatem jest Krzymowski? 
Moim zdaniem, nie należy rozpatrywać tego pytania, w kwestii “albo-albo”.
Możliwe, że jest zarówno ZŁODZIEJEM, jak i OSZUSTEM. W przypadku “kreatywnego dziennikarstwa” rodem z Newsweeka możliwe jest koloryzowanie mało atrakcyjnych dla złodzieja faktów i przenikanie abstrakcji oraz rzeczywistości.

P.S.
Po opublikowaniu przez Zbigniewa Stonogę maili z komputera Ryszarda Petru, Tomasz Lis powiedział: "To podłe czytać prywatne maile".
Jak w takim razie nazwać czytanie i publikowanie cudzych wspomnień, bez wiedzy i zgody właściciela?

środa, 9 września 2015

Cieśla & Krzymek - Lisie Dranie (Newsweek Song)

Hit w wykonaniu duetu Cieśla & Krzymek - raperów ze stajni Lisweeka (dawnej Newsweeka). Podopieczni Tomasza Lisa opowiadają o kulisach i trudnej pracy prowokatora w Newsweeku.

niedziela, 24 maja 2015

Mafia peowska manipuluje przy wyborach.


Ile razy (od 1989 roku) w dniu wyborów, już o 16:00 można było poznać wyniki zakończonego głosowania za oceanem?
Odpowiedź jest prosta – ani razu!
Tym razem jednak, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, którego hersztem jest oddany peowiec i gangsterski kumpel  Sobiesiaka (tego od jednorękich bandytów) – Schetyna już o 16:00 opublikowało wyniki głosowania w konsulacie w Chicago.
Dlaczego akurat teraz, podczas tych wyborów?
Dlaczego nigdy wcześniej, żaden szef MSZ nie wpadł na taki bandycki pomysł?
Powody są trzy.
Po pierwsze – nigdy wcześniej gangster i bandzior nie był ministrem tego resortu,
Po drugie – nigdy wczesniej rozbójnicy i gansterzy peowscy nie byli aż tak zagrożeni utratą stołka,
Po trzecie – w ten sposób własnie spin doktorzy gansterów z PO postanowili zmobilizować olewacki elektorat platformowy, pod hasłem; Bronku, zobcz! -  teraz musisz!!! (wiadomo jak za oceanem głosuja Polacy)
Nie notowane nawet za komuny sk..syństwo władzy bandyckiej z PO ma za nic proste i ustlone zasady o ciszy wyborczej.
Wody w usta nabrała także PKW, uznając że nie miało tu miejsce naruszenie ciszy wyborczej. Ot, podobno komisja wyborcza ma prawo opublikować wyniki zamkniętych już głosowań.
Jest jasne jak słońce, że peowscy bandyci zrobili to tylko i wyłącznie w celu mobilizacji własnego elektoratu. Nie ma innego i racjonalnego powodu dla którego jakiś baran za oceanem decyduje się w ten sposób manupulować wyborami!
Skoro KW ma prawo do publikowania wyników z zamkniętych okręgów wyborczych, to i obywatele maja prawo, po oddaniu głosów, do podzielenia się z innymi nformacją na kogo głosowali. Dla tych obywateli głosowanie jest już zamkniete.
Zatem: jako Polak, antykomunista, antylewak, przeciwnik bandytyzmu i złodziejstwa oraz oszukaństwa peowskiego głosowałem na ANDRZEJA DUDĘ!

środa, 15 października 2014

Cudze ganicie, swego nie znacie... towarzyszu Putin!


Strażnik pokoju i demokracji światowej Putin Władimir Władimirowicz wyraził oburzenie z powodu: "praktycznie oficjalnego urządzania na Ukrainie święta OUN-UPA -  nacjonalistycznej profaszystowskiej organizacji".
A to się porobiło – to teraz bolszewicy znów nie lubią faszystów.
No, może to i dobrze, że odnowiona Rosja, nadzieja świata na normalność, chyba jako jedyna oficjalnie występuje w awangardzie antyfaszyzmu wszechglobalnego i potępia go.
Prestrzega też innych.
A tu na Ukrainie, - 14. Października chcą uznać za święto państwowe – „Dzień Bojownika o Wolność Kraju“.

Władimir Władimirowicz najwidoczniej samogonu popróbował niemnożko, bo zapomniał, że u niego w Neosojuzie sa też podobne święta i też gloryfikujące zbrodniarzy. Ba, nawet większych niż UPA z hitlerowcami razem do kupy, bo winnymi zbrodni na blisko 100.000.000 ludzi.
Ot, choćby 23 lutego - Dzień Armii Rosyjskiej (dawniej Dzień Powstania Armii Radzieckiej). Ustanowiony ku czci powstałej 23.II.1946 roku Armii Sowieckiej, przekształconej z Armii Czerwonej – wielomilionowej hałstry zajmującej się rozbojami, gwałtami, złodziejstwem i zbrodniami na terenie Europy i nie tylko, oczywiście w imię internacjonalistycznego komunizmu.
Ponadto, ważnym świętem w Rosji jest przypadająca 7.  Listopada i obchodzona hucznie – Rocznica Wielkiej Rewolucji Październikowej – bandyckiego zamachu, dokonanego przez pijanych bolszewickich bandziorów skupionych wokoło niejakiego Uljanowa – syfilityka i komunisty. Jak wszyscy zapewne wiedzą owa rewolta dała początek wielkiego ludobójstwa, dokonanego na terenie wielu kontynentów.

Cóż, może to zazdrość przez Putina przemawia, że dawne bolszewickie święta oraz bożków komunistycznych Ukraińcy wyrzucili ze swojego kalendarza i próbują je własnymi zastąpić?
Może też zazdrości Putin tak prężnych organizacji jakimi są Prawy Sektor oraz Swoboda –faszystowskich, odnoszących się politycznie i ideologicznie do UPA czy Galizien SS.
A może nie? Przecież sam ma w panstwie nie gorsze partie, o tradycjach również zbrodniczych i ludobójczych, bo komunistyczno-bolszewickich.
Choćby:
Partia Narodowo-Bolszewicka
Lider: Eduard Limonow, właśc. Eduard Wieniaminowicz Sawienko. Syn oficera NKWD. Wiosną 1974 otrzymał pozwolenie na wyjazd z ZSRR. Szpiegował i donosił pod przykrywką opozycjonisty. Niby w opozycji do Putina, ale opozycji koncesjonowanej.
Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej
Lider: Giennadij Andriejewicz Ziuganow, polityk komunistyczny.
Dąży do połączenia ideologii komunistycznej z rosyjskim nacjonalizmem.
Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji
Partia nacjonalistyczna i populistyczna, quasi bolszewicko-nazistowska.
Lider: Władimir Wolfowicz Żyrinowski, urodzony w Ałma-Acie jako Władimir Wolfowicz Ejdelsztejn. Rosyjski Żyd, były komunista. Najbardziej  lojalny poplecznik Putina.
Czy w końcu:
Jedna Rosja
Własność Putna - komunisty, oficera KGB.
Powstała z połączenia partii:
- Jedność - (lider: Siergiej Kużugietowicz Szojgu, tuwińczyk - azjata, generał armii, Minister Obrony Federacji Rosyjskiej. Od 1988 działał w aparacie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego)
- Ojczyzna - (lider: Jurij Michajłowicz Łużkow, w latach 1992-2010 z nadania komunistów mer Moskwy, głosi ksenofobiczne hasła zwłaszcza w stosunku do ludzi z Kaukazu. Komunista odznaczony Orderem Lenina.
-  Cała Rosja - (lider: Mintimer Szaripowicz Szajmijew, tatarski polityk i inżynier z Powołża, premier Tatarskiej Autonomicznej SRR w latach 1985-1989, I sekretarz tatarskiego komitetu obwodowego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.
Jedną z ważniejszych postaci w partii jest jeszcze: Władisław Juriewicz Surkow (syn Rosjanki Czeczena) - socjotechnik o poglądach nacjonalistyczno-komunistycznych.
 ---------------------------------------
I tu na koniec jeszcze ważna informacja, ciekawa dla wszelkiej  maści panslawistycznej masy od Piskorskiego, Rękasa i innych dbałych o czystość słowiańskiej rasy – mianowicie fakt, że "Jedna Rosja" współdziała (w ramach spisanego porozumienia) z Izraelską partią Kadima, założoną przez jednego z największych ludobójców w Izraelu Ariela Szarona.
Kadima jest partią łączącą ideologię: centryzm, liberalizm oraz syjonizm. Należy też do Światowej Organizacji Syjonistycznej.
To dobrze wróży na przyszłość naszym nacjonalistom, wspierającym Putina.
Po osignięciu zamierzonego celu, czyli doprowadzeniu do jedności rasy, „Prawdziwi Słowianie“ znajdą się wreszcie w jednym tworze państwowym z Tuwami, Tatarami, Czeczeńcami, Żydami rosyjskimi – wspieranymi przez finansowanych z USA syjonistów od Szarona.
Życzę powodzenia!

piątek, 3 stycznia 2014

Armand „Moralny“ Ryfiński

-->
„Naćpana hołota“ od Janusza z Biłgoraja kolejny już raz dała popis zbydlęcenia i chamstwa.
Otóż dziś, wprost z trybuny sejmowej, drugi po pierwszym szambiarzu sejmowym czyli posiadcz pretensjonalnego i głupkowatego imienia Armand (??!) - niejaki Ryfiński oskarżył wszystkie formacje polityczne (prócz oczywiście  Twojego Ruchu) o bycie „hienami cmentarnymi“ i „bazowanie na niskich pobudkach“.
Chodzi oczywiśćie o tragedię w Kamieniu Pomorskim, gdzie naćpany i pijany kierowca zabił sześć osób.
Taka była reakcja przedstawiciela partii ćpunów na próby podjęcia skutecznej regulacji przepisów prawnych, mogących zaostrzyć kary za przestępstawa pod wpływem narkotyków i alkoholu.
Że partii promującej ćpanie, takie zmiany są nie w smak – wiadomo.
Przecież Janusz Palikot – ojciec duchowy Twojego Ruchu  osobiście robi co może, aby promować narkomanie i alkoholizm.
Jara i wychwala pod niebiosa blanty a w przeszłości produkował tanie pryty czym zasłużył na dozgoną wdzięczność żulii oraz ćpunerii rynsztokowej.
Nie inaczej Ryfińki, zapatrzony w swojego „guru“.
Wprawdzie poseł Armand nie produkuje tanich winek ale zapewne z Palikotem wieczorami jara „marychę“ i walczy bohatersko o świetlaną przyszłość narkomanii.
Wszelkie oceny moralne w ustach takich ludzi są po połowie i śmieszne i straszne.
Może warto przypomnieć kilka faktów z życia tej „antyhieny cmentarnej“ „nie bazującej na niskich pobudkach“.

Armand Ryfiński, to wyjątkowo ciekawy i rodzinny człowiek.
Trzynaście tal temu, poseł Twojego Ruchu, groził śmiercią własnemu ojcu.
„Skurw…, zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam!” – odgrażał się Ryfiński.
Wtedy do Prokuratury Warszawa-Mokotów zgłosił się Zygmunt Ryfiński, ojciec obecnego posła, ze skargą na własnego syna w obawie o swoje życie. Po kilku latach procesu sąd dał wiarę zeznaniom pokrzywdzonego.

Cóż jeszcze ciekawego mówił wtedy ojciec posła?
„W 1988 r. doszedłem do wniosku, że Armand wieczorami w swoim pokoju wykonuje tajną pracę. Kiedy wchodziłem do jego pokoju, natychmiast nakrywał biurko dużym kartonem, gasił światło i wychodził z pokoju. Ponieważ to się powtarzało wiele razy, zmuszony byłem dokonać rewizji podczas jego nieobecności. Wynik rewizji był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. (…) Ujawniłem bowiem, że Armand produkuje opaski hitlerowskie ze swastykami, które zbrodniarze Niemiec nosili na lewych rękawach mundurów. Piętnaście opasek, jak również materiał do produkcji następnych oraz farby, pędzle oraz różne inne drobiazgi zniszczyłem na oczach Armanda. Wyjaśniłem Armandowi, że taką działalnością naraża się on na nienawiść wszystkich ludzi. Mogą go za to aresztować i nie znajdzie się nikt, kto będzie go bronił czy żałował. Armand oznajmił, że wspólnie z Wachowiczem opaski te sprzedawali i mieli na nie zbyt, lecz ze złości nic więcej nie chciał mi powiedzieć. Przed wyborami do parlamentu znalazłem u Armanda w pokoju kilkadziesiąt metrów płótna pochodzącego z transparentów wyborczych, z których litery zostały zniszczone. Otrzymałem wyjaśnienie od Armanda, że nocą wraz z Wachowiczem wchodzili na słupy i zrywali zawieszone transparenty. Podobno materiał z nich był potrzebny Wachowiczowi” – zeznawał przed sądem Zygmunt Ryfiński.

To były dopiero początki. Potem ojciec dostał stos wezwań na policję w sprawie wykroczeń drogowych syna, który miał się stawić na kolegium ds. wykroczeń. Na wszelkie uwagi ojca poseł odpowiadał: „Ty, k…, nie wtrącaj się w moje sprawy”. Język wyostrzył mu się jeszcze bardziej, gdy doszło do otwartego konfliktu z ojcem o mieszkanie.
Jak zeznał ojciec, jego syn chciał mu odebrać mieszkanie. Gdy ten się temu sprzeciwił, Armand Ryfiński próbował go otruć, dosypując trucizny do zupy. Groźby potwierdziła siostra Armanda - Angelika. W aktach są jej zeznania, że wiele razy słyszała jak jej brat zwracał się do ojca, wykrzykiwał: „zobaczysz skurwi.., ja cię załatwię, z mojej ręki w tym domu zginiesz". Ryfiński miał też krzyczeć: „skur...zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam". 
Za „darowanie ojcu życia" syn chciał od swojej siostry 60 tys. złotych, a gdy tej kwoty nie otrzymał miał, jak zeznała sąsiadka jego ojca, grozić mu publicznie, że „przy pomocy kolegów z bojówek anarchistycznych i PPS zrobi porządek z mieszkaniem."  
Tak jak bardzo Armuś nie kocha tatusia, tak wielce w zamian kocha mamusię.

We wrześniu ubiegłego roku Ryfiński wraz z innym parlamentarzystą Ruchu Palikota Maciejem Mroczkiem zjawił się w Urzędzie Dzielnicy Warszawa - Mokotów. Jak wynika z relacji pracowników urzędu, po wejściu posłużyli się legitymacjami poselskimi i zwrócili się z prośbą o wgląd do akt jednej ze spraw lokalowych. "Nazwali to interwencją poselską" – mówi cytowany w materiale Jarosław Jóźwiak, dyrektor gabinetu wiceprezydenta Warszawy.

Sprawa dotyczyła 32-metrowej kawalerki na Mokotowie, której lokatorka, pani Janina, zwróciła się z wnioskiem o wykup mieszkania komunalnego po atrakcyjnej cenie. Wniosek ten został jednak odrzucony, bo kobieta nie spełniała warunków - mieszkanie od lat było zadłużone, bo nie płaciła za czynsz.

Potem okazało się, że pani Janina to… matka Armanda Ryfińskiego, tyle że w czasie interwencji nikt nie poinformował urzędników o rodzinnych powiązaniach parlamentarzysty z osobą, której problemem zdecydował się zająć.


Tak to płynie sobie wesołe i moralnie czyste życie posła Twojego Ruchu. Człowieka, który zarzuca innym bazowanie na niskich pobudkach i postępowanie na wzór hien cmentarnych.
Czysty Armiś z czystym Januszkiem dyktują nowe, postępowe wzorce moralne, a mają w partii na kim się oprzeć.
Ot, choćby były bandyta i  bejsbolowy dresiarz Penkalski (skazany niegdyś prawomocnym wyrokiem za rozboje i groźby karalne), hodowca fretek Andrzej Piątak – dręczący niczym hitlerowcy ludzi – zwierzęta w ciasnych klatkach (sprawa jest w sądzie) czy Adam Rybakowicz, który na warszawskiej starówce chwalił się policantom swoim penisem po czym na ich oczach oddał mocz w akcie uniesienia.

Inną moralność, taką bardziej nowocześnie gospodarczą prezentuje poseł Artur Dębski, który w swoim firmie lansuje nowoczesną odież z podrobionymi metkami znanych marek.

To się nazywa europejska nowoczesność.... i moralność.
Wobec powyższych faktów z życia wiernego współpracownika Janusza Palikota, nawet prawdopodobna wydaje się być teoria zakładająca, iż Czesława Palikot nie zginęła w wypadku. 
Czy przypadkiem kochany syn nie pomógł jej wyskoczyć przez okno? 
W końcu obaj panowie prezentują jedność myśli, poglądów oraz sposobów jakimi dąży się do celu.

niedziela, 1 grudnia 2013

Co jest "cacy" a co "be"?

Jest tak:
W kraju X partia A wygrywa wybory.
Formuje rząd.
Dodatkowo, popierany przez partię A - Pan B zostaje w tym okresie prezydentem. Rządzą sobie po społu w komitywie i radości z pełnionej władzy.
Opozycja robi co może, by przeszkodzić im w tej sielance, gdyż zauważa, że zarówno Pan B jak i cała partia A okłamali wyborców i zrobili z nich przysłowiowych idiotów.
Dnia Z przelewa się czara goryczy i dochodzi do protestów przeciw władzy, gdyż część obywateli już od dawna ma inną wizję przyszłości państwa X.
Odbywa się pokojowa antyrządowa demonstracja.
Jednak w czasie tego wiecu mają miejsce starcia ze służbami porządkowymi, zainspirowane przez prowokatorów...


Pytane brzmi: jak zachowają się polskie media „niezależne“ spod znaku TVN, GW oraz Polsatu, posiadając takie informacje jak powyżej?
Jaki będzie ich stosunek do wydażeń i przytoczonych faków?
Jaki ton publikacji?
Jednym słowem: CZY POPIERAMY CZY GANIMY?

Na koniec zasadnicze pytanie: którego z poniższych wydażeń przykład powyższy dotyczy?
1.     Okoliczności demonstracji - Marszu Niepodległości, Polska, Warszawa 11.XI.2013 roku
2.     Okoliczności demonstracji przeciw Janukowyczowi i decyzji zawieszenia rozmów stowarzyszeniowych Ukrainy z UE, Kijów, Majdan listopad-grudzień 2013
3.     Okoliczności obrony krzyża w czasie próby siłowego usunięcia go sprzed Pałacu Namiestnikowskiego, Polska, Warszawa, (kulminacyjny moment) 3.VIII.2010 roku.


I jeszcze scenka z życia...




środa, 4 lipca 2012

Tytułem „dobrego“ tytułu!


Gdy nie wiesz gdzie szukać idioty i bydlaka, otwórz strone „Gzety Wyborczej“ albo Onetu i takowy znajdzie się sam. 
Żydokomunistyczna sitwa z Agory oraz ich pomagierzy z onetu nie ustają w walce z przejawami polskości w życiu publicznym i niszczą wizerunek każdego nie pomijając osób nieżyjących.
Każego, kto w swoim życiu odważył się sprzeciwić sitwie o komunistycznych i sowieckich korzeniach.
Michnik i spółka są pamiętliwi. Na pozór kwestie historycznie nie zajmuja funcjonariuszy Agory w sposób szczególny, bo teraz to raczej „czas pederastów“ lecz gdy tylko nadchodzią okoliczność ku temu, zwyczaje ubecko-sowieckie wyniesione z domów rodzinnych biorą górę.
Nieraz przybiera to formy odpowiadające stanowi skretynienia totalnego, jak na przykład wczorajsza informacja o kłopotach prezydenta Gruzji Saakaszwilego.
Czym podpadł Saakszwili „michnikoidom“?
Ot, po prostu wspierał ze wzajemnością Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Obecnie specjalna grupa kretynów – funkcjnariuszy z „GW“ preparuje domniemane afery prezydenta Gruzji oraz zajmuje się tworzeniem „czarnego pijaru“ owemu przywódcy.
Jakoś dziwnie nie przeszkadzają kretynom z „GW“: ludobojstwo żydowskich (izraelskich) przywódców, gangsterka światowa Baracka Obamy, zamordyzm rządu chińskiego itp...
Ważne, że sojusznik NATOwski, głowa państwa, które jako jedyne sprzeciwia się  postsowieckiej i zbrodniczej machinie kierowanej przez oficera KGB Putina, ma „problemy w kraju“ ku wielkiej uciesze „GW“!
Zresztą tak na prawdę nie chodzi wcale o Saakaszwilego.
Chodzi o zestawienie kłopotów przywódcy Gruzji z osobą Śp. Prezydenta Kaczyńskiego.
Pokazanie, że Kaczyński zadawał się z człowiekiem, który nie jest „wporzo“ i „spoko“!
Jak nie inaczej interpretować ten fakt, skoro pod materiałem o wymownym tytule: „Kłopoty przyjaciela Lecha Kaczńskiego“ widnieją tagi: Lech Kaczyński, Gazeta Wyborcza, Korupcja, Micheil Saakaszwili, Polityka, Gruzja, Inwestycje.
Warto zwrócić uwagę, że pierwszym tagim jest: Lech Kaczyński, natomiast matriał opowiada o Saakaszwilim!
Co to sugeruje?
A każdy niech sobie dopowie, w każdym razie wytrawni UBecy z epoki Bieruta pogratulowali by „michnikoidom“ z GW i onetu.

--------------------------------
A gdyby tak napisać materiał o pedofilii przyjaciela Michnika – Daniela Cohn – Bendita? Widzę taki tytuł: „Pedofilia przyjaciela Adama Michnika. Czy tylko zboczeniec może przyjaźnić się z dewiantem?“  I do tego dajemy tagi: Adam Michnik,  pedofilia, zboczenie, dewiacja, zły dotyk, Gazeta Wyborcza, Daniel Cohn-Bendit.

Można też tak: „Żydowscy oprawcy z Getta. Okrutni pomagierzy Stroopa“ (rzecz o policji żydowskiej współpracującej z hitlerowcami) i do tego tagi: Żydzi, mordercy, zagłada getta, cywile, Niemcy.

Albo tak: „Zbrodnie na ludności polskiej partyjnych towarzyszy ojca Adama Michnika“ (rzecz o KPP i KPZU) i oczywiście tagi: Adam Michnik, komunista, Komunistyczna Partia Polski, komunizm, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, Żydokomuna, sowiecka agentura, Ozjasz Szechter.

piątek, 10 grudnia 2010

Intelektualny ersatz

Polska jest dziwnym krajem.

Największy posłuch i salwy aplauzu wywołują na ogół wypowiedzi durniów, prostaków i prymitywów. Dlaczego?

Czy są najbardziej medialne, ciekawe, szokujące, modne...?

Tak.

Ale dlaczego?

Dlaczego słuchacze, widzowie akceptują ludzi bez obycia, głupich i prostych, jak ich życiorysy?

To efekt półwiecznego panowania na naszych ziemiach komunizmu, poprzedzony eksterminacyjną polityką hitlero-stalinizmu wobec Polskiej inteligencji.

W miejsce wymarłej lub zaszczutej ubekami klasy, peerelowska władza nadała zaszczyty i tytuły wszelakiej maści "jyntelygentom" z czworaków, licząc że w ten sposób uda im się sponiewierać i zniszczyć tradycje polskiej nauki i kultury.

Nieliczni, którzy starali się ratować godność Narodu i Państwa, kończyli jako nauczyciele w podstawówkach, albo referenci w Zjednoczeniu Przemysłu Śrutu i Drutu.

Naukowa banicja.

Do dziś (z małymi wyjątkami) ludzie, którzy winni stanowić awangardę Polskiej myśli intelektualnej, stanowią co najwyżej tło dla rzeszy durniów, nieuków i niedokształconych kretynów.

Niestety, idiota kształci idiotę itd. Itd., bo cóż innego prócz głupoty może mu przekazać?

Głupota i durnota jest łatwa i przyjemna, a nade wszystko niezbyt męcząca, dlatego odbiorców jej jest co raz więcej. Stąd bierze się też wiele dzisiejszych autorytetów.

Właśnie tacy ludzie dają przyzwolenie na wszechobecne chamstwo, głupotę, prostactwo i antypolskość.

Przykład daje nawet obecna władza, gdzie za autorytety "robią" absolwenci szkół podstawowych i średnich (kończonych nocą) oraz technicy z niepełnym zawodowym, ludzie którzy co najwyżej (w okresie niepodległej Polski) mogliby ubiegać się o stanowisko dozorcy lub karbowego.

Kilku z nich nosi nawet dumnie tytuły profesorskie, co dla ludzi normalnych, jest sporym i siarczystym policzkiem.

Banda półmózgów, których przemyślenia nie schodząca z pierwszych stron onetów, wp-ów, interii czy innych portali informacyjnych, to erzatz, czy jak kto woli produkt inteligentopodobny powstały niczym śmierdząca kupa na rodzimej ziemi, w miejscu gdzie kwitnąć winny kwiaty.

Dlatego każdy wpis Palikota, Wałęsy, Siwca, Wojewódzkiego czy innego Millera z urzędu staje się głosem boskim a cytaty lądują na samej górze rubryk aktualności.

Cóż w tym dziwnego?

Idiota lubi czytać idiotę. Brak różnic poziomów.

wtorek, 10 sierpnia 2010

"Noc długich jęzorów", czyli k..wa w oknie zamiast lidera.

Dwadzieścia lat rządów lewactwa do spółki z "koncesjonowaną opozycja" przynosi rezultaty.

Bezstresowe wychowanie oraz wpajany negatywny stosunek do tradycji Polskiej i kultury mogliśmy oglądać na własne oczy. Pokaz poziomu możliwości intelektualncyh młodzieży dał wczorajszy "spęd głupoty" lub jak kto woli "noc długich jęzorów" na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Niestety głupotą bezdenną w nocy z 9 na 10 kwietnia popisali się nie tylko: nasłane przez peowskich "dygnitorzy" przygłupie młodzieżówki oraz przygłupi młodzieńcy ale również sami ich mocodawcy - "przygłupi dygnitorze'.

Jak bowiem inaczej niż brakiem rozumu u władz miasta, można tłumaczyć zgodę na chuligańską demonstrację i do tego w środku nocy, w dzień powszedni?

Nie wiem, czy na łeb upadł Dyrektor Jóźwiak z Ratusza, czy też sama "bufetowa" twardo lądowała na swoim "czarnym kasku", ale NIKT PRZY ZDROWYCH ZMYSŁACH nie mógł zdobyć się na podobny pomysł!

Niestety przypomina to hitlerowskie demonstracje i nocne wiece z lat 1933-35.

Tam też wznoszono hasła o paleniu na stosie przeciwników z ich ideami i o jedynej słusznej drodze, którą ma podążać młodzież.

Ktoś powie, ale przecież nic się nie stało - nikt nie ucierpiał...

Na razie. Na razie obyło się bez rozruby na skalę przekraczającą możliwości opanowania jej przez pilnujących, młodych policjantów, choć bez agresji w wykonaniu "sympatyków PO" się nie obyło.

Piwko, winko, wódeczka i wulgaryzmy. Jednym słowem na każdym kroku radocha z jakiegoś co chwila rzucanego hasła zrodzonego w móżdżku matoła.

W końcu sześciu przygłupów trafiło do izby wytrzeźwień, a kilku ma postawione zarzuty dokonania czynów karalnych. To tylko dzięki wyjątkowo "dobrze" do protestujących nastawionej policji, było ich tylko tylu.

W każdym demokratycznym kraju, z zebranego wczoraj motłochu peowskiej hałastry siły porządkowe powinny "wyłowić" co najmniej tryzdzieści-pięćdziesiąt razy tyle przestępców, którzy grozili i znieważali modlących się.

Głównie znieważali osoby starsze, bo te w ich "dyscyplinie" są bezbronne.

Kulturę osobistą widać było na każdym kroku.

Pijane powykrzywiane gęby bełkoczące jakieś głupoty, machający łapami nachlani bezzębni "wielbiciele Bronka", tańczące "taniec Św. Wita" napite zdziry i transparenty.... transparenty będące wyrazem pokojowej demonstracji: :"Precz z Krzyżakami - na stos z mocherami", "Dupa", "Precz z krzyżem",...

Wszystko pod ochroną policji za wstawiennictwem najjaśniej panującej władzy.

W końcu nie po to nasyłali naalkoholizowane towarzycho na grupkę modlących się, by policja im teraz przeszkadzała.

Cały spęd sprawiał wrażenie kiepskiej "agitki" z czasów zamierzchłego PRL. Jak i wtedy bywało, większość tak naprawdę nie była świadoma po co tam przyszła. Nie znała tematu, głębi konfliktu... Przyszła bo "szykuje się fajna rozruba", można będzie wypić, pokląć, drzeć gębę w środku nocy i to wszystko całkiem legalnie!

Platforma Obywatelska sięga do sprawdzonych metod epoki Gomułki i wczesnego Gierka.

Problemy kraju oraz własne afery zamiata pod dywan, a w zamian inicjuje sztuczne konflikty, wykorzystując do rozpalania ich tę przygłupią część młodzieży - wyznawców Palikota.

Sam „guru" nie pojawił się na wiecu, ale brak widoku jego osoby zrekompensowała prostytutka z Hotelu Bristol, która na chwilę "oderwała się od klienta" i pokazała w oknie na trzecim piętrze.

Zebrała owacje niczym sam mistrz Palikot z Komorowskim do kupy.

Właściwie to brakowało tylko na czele wiecu Pan i Prezydent Gronkiewicz-Waltz, ale może spała już.

Nie wykluczone, że tego typu "nocne burdy" wejdą na stałe do kalendarza imprez w Stolicy pod rządami HGW. Nowa jakość i pionierska pomysłowość przyciągnie zapewne duże rzesze żądnych nachlania i podarcia gęby w środku nocy.

------------------------------------------------------------------------

Już dziś za wszystko podziękować można edukatorom, którzy od ponad dwudziestu lat prowadzą nierówną walkę z Polskością, plują i zieją jadem na wszelkie przejawy patriotyzmu.

Manipulują i ogłupiają swoich czytelników.

Podziękujmy najbardziej niebezpiecznej sekcie działającej (i to legalnie) w Polsce: Rodzinie Agora.

Sekta ta ma mocne oparcie we władzy, bo funkcjonariusze rządzącej dziś PO, to gorliwi wyznawcy prawd głoszonych przez sektę.

Wielu z nich należało w przeszłości do satelickiego ugrupowania partyjnego stworzonego wokół "Rodziny" nazwanego Unia Demokratyczna a część z nich nawróciła się nieco później.

Teraz (co widać było w nocy) świeżo wyedukowane przez "agorczyków", bojowe skrzydło młodych PO (coś na wzór "hitlerjugend") stanowi silę i stalowe ramię partii w walce z krzyżem.

Jak na ruskim froncie - sztakan spirita i wpieriod!

Wielki zasługi w tworzeniu młodych przygłupów ma też polska lewica, tak pięknie edukująca naszą latorośl w okresach rządów Oleksego, Cimoszewicza, Belki, Millera.

Śmiechem przepełnia zachowanie wobec całej tej "nocy długich jęzorów" głowy (?) Państwa - Pana Prezydenta Komorowskiego.

Pod jego urzędem (chwilowo nie zamieszkanym) dzieją się chuligańskie wybryki, pijackie ekscesy i profanowanie pamięci tragicznie zmarłego poprzednika - Lecha Kaczyńskiego, a "Bronek Normalny" spokojnie i normalnie zjada zupę w mieszkaniu na Śródmieściu lub w Budzie Ruskiej.

Ani me, ani be ani kukuryku. Cisza, jak po śmierci organisty.

A wystarczyła deklaracja, by całego zamieszania uniknąć. Jednak partyjne interesy wzięły górę nad zgodą, która ponoć ma budować.

Złych doradców wybrał sobie Prezydent.

Czego innego jednak można się spodziewać, gdy niczym Rasutin na dworze Mikołaja II, na dworze Bronisława I rządzi niepodzielnie Janusz Palikot - bóg, bożyszcze zapijaczonej młodzieżówki.

I to że Bronisław Komorowski swoją przysięgę prezydencką w Sejmnie zakończył słowami "Tak mi dopomóż Bóg" nie oznacza wcale, że Naszego Boga miał na myśli.

A Palikot zawsze mu pomoże.