wtorek, 19 maja 2015
Okładka w Newsweeku... cd.
Wysilił się redaktor Tomasz SyfiLis i zmajstrował arcydzieło fotograficzne.
Dlatego dzisiaj ciąg dalszy wariacji na temat...
Ponieważ, to już wszem i wobec wiadomo, że Bredziaław Maria Bul-Komorowski miłością wielką i wzajemną darzy agenturę sowiecką w osobach oficerów dawnego WSI, zakładam, że w czasie sesji na ten przykład mógł przyjść do "prezydęta" lubiany i ceniony przez niego generał Dukaczewski.
Zakładam, że Panowie mogli też pod oknem uciąć sobie miłą pogaduszkę.... i nie tylko.
środa, 29 kwietnia 2015
Nieporozumienie na granicy - Rajd Katyński vs. Zmiana
I teraz wiemy jak było!
wtorek, 1 lipca 2014
piątek, 27 czerwca 2014
niedziela, 1 grudnia 2013
Co jest "cacy" a co "be"?
czwartek, 14 listopada 2013
środa, 27 marca 2013
Niesiołowski o Stauffenbergu - Stauffenberg o Niesiołowskim
niedziela, 20 stycznia 2013
Bajka o Stuleyce zwanej Czerwonym Paskudnym Kapturkiem
sobota, 12 maja 2012
Reprezentacja PO-lski.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Jeden, dwa, trzy – sprintem po njusach (5)
Czy premier zmieni obiekt kibicowskiej miłości
"Nie jesteś, nie byłeś, nie będziesz nigdy kibicem Lechii!" - taki transparent z podobizną premiera Donalda Tuska wywiesili fani Lechii Gdańsk podczas meczu z Cracovią na inaugurację PGE Areny w Gdańsk.
Ból straszny i przykrość wyrządzili tym samym człowiekowi, który z tak wielką radością i nieukrywanym sadystycznym zawzięciem zamykał jeszcze niedawno stadiony w Polsce i obrażał kibiców.
Można napisać - brak wdzięczności ze strony fanów dotknął premiera w najczulszy punkt. Czyżby jedynym miejscem gdzie jeszcze nie gwiżdże się i nie wywiesza transparentów antytuskowych pozostawały „Orliki”?
Oczywiście, że nie.
Nawet tam trafiają się ekscesy w postaci nieprzychylnych bannerów.
Jedynym ratunkiem dla Donalda Tuska jest kibicowanie drużynie w miejscu, gdzie mimo ogólnokibicowskiego spadku popularności premiera, nic nie jest w stanie zachwiać jego pozycji.
Tylko tam gdzie „twardy elektorat” platformy i Donalda Tuska rządzi na stadionach.
Ale gdzie ich szukać?
Rzecz jasna w Zakładach Karnych!
W ostatnich wyborach partia rządząca pod świetlanym przywództwem premiera, w więzieniach zdobyła poparcie na poziomie ponad 90%!
Zatem Wronki, Sztum, Nowy Wiśnicz, Goleniów, Brzeg itd. czekają na honorowego kibica.
Istnieją przecież wewnętrzne rozgrywki międzyzakładowe ośrodków penitencjarnych.
Gdyby głupota umiała latać...
"Jarosław Kaczyński zwołał na dziś konferencję STOP BENZYNIE PO 6 ZŁ! Przecież ten człowiek nigdy nie trzymał rękojeści dystrybutora w ręce!
Nie ma prawa jazdy, samochodu. Całe życie na państwowym wikcie samochodowym (...) - czytamy na stronie Ruchu Palikota. Ma to być niby odezwa, niby apel połączone z niby dowcipem.
Jak zresztą zawsze RPP trafił kulą w płot, czyli spieprzył co to miał niby obśmiać.
Aby śmieszyć trzeba posiadać choć gram inteligencji i tegoż humoru poczucia.
Trzeba być też posiadaczem niezwykle cennej umiejętność logicznego myślenia, co w przypadku krytyki czyjegoś postępowania jest wręcz niezbędne.
Co ma zatem posiadanie prawa jazdy czy trzymanie lub nietrzymanie rękojeści dystrybutora do niezadowolenia z wyżyłowanych cen za benzynę?
Nic.
Wszystkim inteligentnym inaczej propagandzistom Ruchu Palikota polecam mimo wszystko iść dalej tą linią. Będzie się z kogo ponabijać.
Do wykorzystania i obśmiania pozostaje szczególnie wystąpienie Palikota w sprawie wycofania wojsk z Afganistanu (co ten Palikot pi..przy, przecież w wojsku nie był, wozem opancerzonym po pustyni nie jeździł?!), oraz jego krytyka systemu emerytalnego (również Palikot pi..przy, przecież emerytem też nie był?!).
Tak lubiany niegdyś dr Strosmajer z czeskiego tasiemca „Szpital na peryferiach”, raczył w którymś odcinku powiedzieć do jednej z pielęgniarek: „Gdyby głupota umiała latać, fruwała by Pani jak gołębica (...)”.
Oj, gdyby głupota umiała latać, to Ruch Poparcia Palikota zakłócił by nam w sposób krytyczny ruch powietrzny w kraju.
Oh, my god.... cейчас я министр России?
Niezrównany cenzor Internetu i niestrudzony bojownik o dobre imię własne Sikorski Radosław (ksywa Radek), podzielił się z czytelnikami stron Onetu.pl informacją o własnej próbie wywierania nacisku na Śp. Lecha Kaczyńskiego w kwestii jego wizyty w Rosji, w 2010 roku.
„Publicznie prosiłem prezydenta Kaczyńskiego, aby jechał do Charkowa i Miednoje. Wiem, że podobnie argumentowali niektórzy jego współpracownicy. Szkoda, że nie usłuchał(...)
Nie posłuchał i zginął w wypadku lotniczym.
To pamiętamy.
Czy zatem jego „prośba” wyrażona publicznie w programie Tomasza Lisa, była tylko prośbą?
Dziwnie nasuwa się na usta słowo „ultimatum”.
Dziś wiemy, że program wizyty polskiej delegacji w Rosji (w 2010 roku) Sikorski z Tuskiem szykowali już w 2009 roku. Rzecz jasna w ścisłym porozumieniu ze stroną rosyjską, w tym z Putinem i Miedwiediewem, natomiast bez porozumienia z Głową naszego Państwa.
Tak się chłopaki zaangażowali w te przygotowania, że zapomnieli o wszystkim na bieżąco informować Prezydenta Polski.
Szczególnie szef MSZ miał pełne ręce roboty, do tego stopnia że mu się, być może nawet z przemęczenia prezydenci pomylili.
Ustalał z ruskim, to co powinien wpierw z Prezydentem Polski ustalić.
Taki człowiek zarobiony....że już nie wie u kogo teraz robi.
niedziela, 3 lipca 2011
Ogólnopaństwowy orgazm narodowy.
W minioną sobotę rekord ten (wprawdzie zbiorowo, ale w cuglach) pobiła nasza obecna władza wraz z gromadą medialnych klakierów oraz lokalnymi hunwejbinami.
Blisko 24 godziny trwał „ogólnopaństwowy orgazm narodowy” w prasie, radiu i telewizji.
Wszystko za sprawą polskiej prezydencji w UE.
Ludziom spod znaku platformianej Polski , tej z grymasem uśmiechu od Wrocławia do Lublina wystarczy, jak widać, tylko napomnieć o zjednoczonej europie, a natychmiast szczytują.
Co dopiero gdy wypowiada się formułkę „Polska Prezydencja w UE”.
Trwa wtedy nieustający orgazm.
Jest to swoiste perpetum mobile, gdyż władza nakręca się i szczytuje wobec entuzjastycznych programów w radiu i telewizji, a media z kolei szczytują napawając się wypowiedziami polityków.
Wystarczy tylko jak mantrę powtarzać „Polskie przewodnictwo w Unii Europejskiej” oraz pokazywać kółko z gwiazdek i jak widać dwudziestoczterogodzinny orgazm zapewniony.
Cóż takiego szczególnego jest w owym przewodnictwie i co utrzymuje w uniesieniu przez tak długi okres czasu owych osobników?
Odpowiedź jest prosta – NIC.
Władza z braku spektakularnych sukcesów, przyznawane „z listy” przewodnictwo w unii, stara się przedstawić jako skutek własnych starań, bądź nagrodę za zasługi.
Najgorsze jest to, że część społeczeństwo w to uwierzyła i radowała się jak cygańskie dzieci z pogrzebacza i fajerki.
Siermiężna radość z faktu, który nie ma żadnego, ale to ŻADNEGO znaczenia praktycznego dla Polski, rozpoczęła się od nocnej wizyty jakichś eurozapaleńców u Bula-Komorowskiego w pałacu i wyświetlenie mu rzutnikiem na murze „płotu Pawlaka” czyli (okropnego) logo prezydencji.
Później było też nieźle.
Nocny festyn pod Pałacem Kultury i Nauki (im. Józefa Stalina) i wielkie gwiazdy z kraju i ze świata.
Występowali: Możdzer, Myslovitz, Stańsko oraz Michale Bolton, Angie Stone i wielu innych....
Całość „wyreżyserowali” za grubą kaskę pieszczochy tuskowej władzy – Materna i Wojewódzki.
Choćby ten fakt nie wystawia Polsce najlepszej oceny.
Oj, zaczynamy z „niskiego C” .
Niedouk i rasista-urynolub - duet na miarę Polskiej prezydencji.
Duet na miarę prezydencji w wykonaniu rządu PO.
Kosztowna impreza.
Ale na biednego nie trafiło.
Jeżeli chodzi o PR i propagandę władza nie oszczędza.
Co innego obywatele, ci oszczędzać muszą.
Podobno na przewodnictwie Polska ma zyskać – tak obiecuje premier i reszta jego trupy.
Póki co, dokładamy (choćby ten żałosny festyn) i zapewne dokładać będziemy.
Na obiecywane zyski nie ma co liczyć, gdyż nie pierwszy to już raz premier obiecuje nam złote góry lub Irlandię.
Co pozostaje?
Dalej pobudzać się i bić rekordy w ogólnopaństwowym orgazmie narodowym.
Może wpiszą nas do księgi Guinessa.
I to będzie ten sukces Polskiej Prezydencji.
sobota, 4 czerwca 2011
Dragan Mihajlo Sotirović (1913-1987)
Człowieka bohaterskiego i niezłomnego, odważnego i prawego.
Dragan Mihajlo SotirovićPs. Draża, X, Michał (ur. 5 maja 1913) – serbski czetnik, kapitan armii jugosłowiańskiej, Serb wyznania prawosławnego, dowódca polskiego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, kawaler orderu Virtuti Militari V klasy.
Od 1934 służył w armii jugosłowiańskiej. W 1940 studiował na Wyższej Szkole Wojennej. W stopniu kapitana w 1940 walczył z Niemcami.
Do 1942 był drugim szefem sztabu oraz adiutantem gen. Dragoljuba Mihajlowicia. Został wzięty do niewoli w Jugosławii, przebywał wraz z innymi oficerami jugosłowiańskimi w obozie jenieckim nr 325 w Rawie Ruskiej, a później w Stryju.
Symulując chorobę (zapalenie wyrostka robaczkowego), został przeniesiony do szpitala, z którego uciekł 13 stycznia 1944. Skontaktował się z polskim ruchem oporu, który tymczasowo skierował go na przechowanie do Zubrzy pod Lwowem.
Po sprawdzeniu tożsamości (jego brat był pracownikiem ambasady jugosłowiańskiej w Londynie), został skierowany pod koniec marca do tworzonych właśnie oddziałów leśnych Okręgu Lwów AK. Został zastępcą dowódcy 14 pułku ułanów – por. Andrzeja Chołoniewskiego ("Korczak", "Ładyga").
Brał udział w pacyfikacji ukraińskiej wsi oraz likwidacji kwatery UPA we wsi Szołomyja. Dowodził oddziałami 14 pułku podczas wyzwalania Lwowa w czasie akcji Burza – atakując główną linię obrony niemieckiej na wschód od miasta. Za zasługi w czasie akcji został odznaczony 27 lipca 1944 przez gen. Władysława Filipkowskiego orderem Virtuti Militari.
31 lipca 1944 został aresztowany przez NKWD, zbiegł wraz z innymi oficerami Okręgu Lwów AK. Dowodzone przez niego oddziały w sierpniu 1944 wycofały się na lewy brzeg Sanu, wchodząc w skład Zgrupowania Warta, w którym "Draża" objął dowództwo kompanii D-14 w batalionie D. Jedna z jego kwater mieściła się w Lalinie. 5 marca 1945 został przypadkowo aresztowany przez NKWD pod Dynowem.
W czasie próby ucieczki wyskoczył z drugiego piętra łamiąc kości stopy. Nierozpoznany (podawał się za oficera francuskiego nazwiskiem Jacques Roman, powracającego z obozu w Odessie), został odwieziony do szpitala w Rzeszowie, skąd został uwolniony przez organizację "NIE".
Na przełomie kwietnia i maja 1945 dołączył ponownie do oddziału.
Jego oddział współdziałał z SOO NSZ, której dowódcą był Antoni Żubryd oraz lokalną Samoobroną antyukraińską z Grabówki, której dowódcą był Mieczysław Bielec ps. "Bystry".
Jego oddział brał udział w walkach z UPA, a on sam doprowadził 29 maja 1945 do podpisania w Siedliskach zawieszenia broni pomiędzy UPA i polskimi oddziałami partyzanckimi, uznającego Sowietów za wspólnego wroga. Do zawarcia formalnego, trwałego porozumienia jednak nie doszło, ale zmniejszyło ono cierpienia polskiej i ukraińskiej ludności cywilnej.
W czasie służby w AK został awansowany do stopnia majora.
Ostatnią akcją jego oddziału był atak 25 czerwca na tabory sowieckie koło Domaradza.
Ukrywał się na Dolnym Śląsku, zastał nawet prezydentem miasta Marklissa ob. Leśna. W jego biurze pracowały łączniczki natomiast Józef Szajda "Belabes" był komendantem milicji w tym mieście. W czasie transportów UNRRA i przesiedlania Niemców, wykorzystując okazję, załadował swoich ludzi do pociągu i wyjechał na Zachód do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, a następnie do Francji. Zamieszkał w Monaco, gdzie żył na emigracji pod zmienionym nazwiskiem Jacques Roman. Zmarł nagle podczas corocznej pielgrzymki na górę Athos.
(życiorys Dragana Mihajlo Sotirovica – za Wikipedią)
Warto wspomnieć, że kilka dni później – 8. Czerwca mija rocznica 64 śmierci innego Czetnika - J
ezdimira Dangica, zamordowanego przez komunistycznych partyzantów Tito.Jezdimir Dangić był bośniackim Serbem, dowódcą czetnickim w Bośni. Dosłużył się stopnia majora. Brał udział w walkach z hitlerowcami, komunistami oraz chorwackimi Ustaszami. Schwytany przez Niemców 11. Kwietnia 1942 roku we wsi Rogatnica, został przetransportowany do obozu w Generalnej Guberni. W połowie 1944 roku, udało mu się zbiec z niewoli i dołączyć do polskiego ruchu oporu.
Dangić wziął udział w Powstaniu Warszawskim, podczas którego wsławił się wielką odwagą i poświęceniem.
Z powstania wyszedł wraz z resztą niedobitków, lecz niestety został schwytany przez wojska sowieckie. W więzieniu w Moskwie przesiedział dwa lata, aż w 1947 roku przekazano go władzom komunistycznym w Jugosławii. W tym samym roku odbył się w Sarajewie sfingowany proces Dangica, podczas którego skazano go na karę śmierci.
Wyrok wykonano 8. Czerwca 1947 roku.
czwartek, 16 grudnia 2010
Miałem sen, piękny sen....
Wszystkie te wiadomości poparte obrazami przekazywanymi przez programy informacyjne, pobudziły moją wyobraźnie do stanu niespotykanego do tej pory.
Zadziwiające, że właśnie przekaz o wojnie ulicznej w Grecji zrobił na mnie tak wielkie wrażenie.
Gaz na ulicach, kamienie, płonące samochody, ranni demonstranci, policjanci i politycy... to wszystko nie dało zasnąć.
Rewolucja!
O, do czego doprowadzić może nieodpowiedzialność polityków, zła władza i zdesperowani ludzie.
Kraj zlany bratnią krwią.
W końcu koło czwartej nad ranem poczułem, że zapadam się miękkie objęcia Morfeusza.
Nie trwało to jednak długo.
Nie wiedzieć dlaczego jakiś dziwny impuls spowodował, że nagle szeroko otworzyłem oczy.
O śnie nie było już mowy.
Usiadłem na łóżku i odruchowo spojrzałem w okno.
Był już dzień.
Drugi rzut oka, tym razem na budzik sprawił, że poderwałem się do pionu.
- Cholera 10.00 godzina, do roboty... do roboty...
Jeszcze marsz na balkon, w celu określenia pogody i bieg pod prysznic....
Niestety widok za oknem zatrzymał mnie na dłuższy czas na balkonie.
Zgroza!
Po ulicach pospiesznie przemieszczały się grupy ludzi z biało-czerwonymi flagami.
Płonęły opony.
Pod sąsiednim blokiem ośmiu rosłych mężczyzn z opaskami na rękawach pilnowało kilku policjantów, którzy siedzieli z rękoma za głowami.
W oddali płonął jakiś plakat wyborczy.
- Co do diabła się dzieje?! – pomyślałem.
Czym prędzej wskoczyłem pod prysznic i raz dwa spod niego wyskoczyłem.
Ubierałem się najszybciej jak tylko mogłem.
Z bloku wybiegłem na ulicę i pierwsze kroki skierowałem w kierunku Pałacu Namiestnikowskiego.
Zdawało mi się, że miejsce to jest niejako symboliczne i tam dowiem się najprędzej o co chodzi...
Faktycznie pod Pałacem kłębiły się tłumy.
Słychać było przekrzykujących się trybunów.
- Co jest,... co się stało...?” - spytałem młodego człowieka z biało-czerwoną opaską na ramieniu.
- Panie, jak to co jest? Dość już tego... kraj jest bankrutem, my jesteśmy bankrutami. Rostowski dowalił podatki, dług publiczny przekroczył podwójny stan tragiczny...
Tusk do Peru z żoną sobie pojechał, a Gajowy uciekł na Białoruś z Nałęczem i Jaruzelskim... – po pożyczkę podobno do Łukaszenki się udał.
- Co Pan mówi??? Panie, a policja, wojsko... przecież będzie zadyma... –
- Coś Pan urwał się z choinki?
To nic Pan nie wiesz? Gdzieś Pan był od rana?
Przecież wojsko przeszło na naszą stronę. Większość policji też... tylko ABW i niedobitki wywiadu z dawnego WSI broniły się, aleśmy ich spalonymi oponami wykurzyli! Siedzą teraz w Cytadeli...
Podziękowałem rozmówcy i pomyślałem, że wiele na temat rewolty dowiem się na Wiejskiej.
Już sto-dwieście metrów przed Sejmem poczułem gryzący dym w oczach.
To opony i inne demonstracyjne kopcie dopalały się ślicznie.
Pod samym gmachem trwał spektakl.
Tłum demonstrantów i patriotycznych oddziałów wojska używał sobie na znienawidzonych przedstawicielach partii rządzącej.
Nie wszystkim udało się uciec lub schować.
Od młodego człowieka z Gwardii Narodowej dowiedziałem się, że np. Niesiołowskiego wyciągnęli z kibelka sejmowego, gdzie próbował ukryć się w szafce na papier toaletowy.
Jeszcze do niedawna butny i bezczelny, wisiał teraz podwieszony na sznurze pod latarnię przed Sejmem z przyklejonym czerwonym nosem z tabliczką „Pociągnij za sznur a pajac pomacha łapami”.
Łkał przy tym niemiłosiernie.
Przy słupku parkingowym przywiązany do barierki stał Schetyna z wymalowanym szminką na czole hasłem: „Kradłem dla Rycha”. Co chwila na jego łysinie lądował ogryzek bądź grudka ziemi.
- Panie, za babę się przebrał! Aleśmy go z kolegą wypatrzyli... no nie ma takich paskudnych bab... – roześmiał się kolejny rozmówca, który w skrócie przedstawił historię pojmania marszałka sejmu.
Na wysokości dawnego salonu wydawniczego Iskier, grupa młodych ludzi pastwiła się nad Grasiem.
Podszedłem tam na chwilę.
Biedak-rzecznik zamiatał ulicę, a raczej starał się zamiatać wśród gwizdów i łajań.
Miał na sobie fartuch, a na głowie brudną ścierkę.
Na plecach wymalowano mu białą farbą: „Cieciujesz dla szwaba, pocieciuj też dla Polaków”.
Dalej jeszcze Klich próbował robić „pompki” czym wywoływał salwy śmiechu wśród pilnujących go żołnierzy.
Tłum zbrojny z pałki, kamienie i petardy wzmocniony przez kilka wozów bojowych powoli przemieszcza się w kierunku URMU.
Dołączyłem do nich.
Gmach Urzędu Rady Ministrów został wzięty z marszu. Właściwie nie było komu stawiać tam oporu, gdyż ochrona uciekła, a urzędnicy nawiali do Peru wraz z Panem Premierem.
Po pół godziny przeszukiwania gmachu, z pojemnika z odpadkami spożywczymi wyciągnięto ministra Arabskiego.
Gdyby nie ketchup i resztki musztardy na twarzy, trudno byłoby tę twarz w ogóle zobaczyć, bo blady był ze strachu, że aż przezroczysty.
- Na biurko go i przez okno... zobaczymy ja daleko zaleci.... – zaproponował ktoś z tłumu.
- Dawać go! Dysponował samolotami, to niech teraz się wykaże...! – dodał ktoś inny.
Na parterze napotkaliśmy grupę demonstrantów ze Śródmieścia. Przynieśli najświeższe informacje z frontu.
- Ludzie, Gronkiewiczowa złapana! Capnęli ją koło NIKu. Chciała się przedostać do ambasady Izraela... Pejsy sobie i brodę przykleiła, ale poznaliśmy ją. Szła w zaparte, że jest atache kulturalnym ambasady i nazywa się Gronkberg... to bezczelna baba!
- Gdzie ją macie? – spytał ktoś rządny odwetu na prezydentowej Warszawy.
- Odśnieża jezdnie na Bankowym! Do wieczora ma oczyścić trasę aż do MDMu...
Gdy doszedłem pod Belweder, spektakl trwający tam właśnie się kończył.
Niedobitki doradców Komorowskiego, ci którym nie dane było uciec na Białoruś, wśród wymierzanych kopniaków w tyłek czmychały czym prędzej z pałacu.
Ostatni kuśtykał Osiatyński ze spodniami w garści i zapłakaną twarzą.
Przy wartowniczych budkach zauważyłem centrum prasowe.
Dwóch młodych ludzi rozdawało biuletyny drukowane naprędce.
Okazało się, że Komorowski przedostał się do Rosji i tam poprosił o azyl polityczny.
Ponoć Miedwiediem miał opory, ale przekonał go Jaruzelski.
Niestety na razie brak jakichkolwiek wieści o Tusku.
Wraz z liczną grupą 30-40 osób udałem się teraz opodal, pod ambasadę Federacji Rosyjskiej. Widok, który tam ukazał się naszym oczom jednocześnie wzburzył nas ale i rozśmieszył.
Za płotem, na terenie przylegających do ambasady aż kłębiło się od członków PO.
Ściśnięci jak sardynki w puszce czekali na ratunek i wybawienie. Ktoś dowiedział się, że ma ich przyjąć jakiś dyrektor gabinetu i pomóc w wystawieniu wiz rosyjskich.
- Dupy tłuszczem wam obrosły, wypieprzajcie stad do Moskwy – skandował tłum, wbijając wzrok w bladych ze strachu peowców.
Dyrektor gabinetu ciągle nie pojawiał się...
W tym samym czasie pod tłum demonstrantów podjechał wojskowy gazik.
- Panowie, ubaw jest na Czerskiej! Michnik się kaja, Pacewicz po rękach ludzi całuje i prosi o wybaczenie... jaja jak berety - jednym tchem wyrecytował młody oficer z opaską w barwach narodowych na ramieniu, który wychylił się z auta.
- W gacie narobili, gdy zobaczyli wóz bojowy pod Agorą.... jak karaluchy wypełzali z budynku i na kolanach przepraszali...
- Jąkała zanim powiedział za co przeprasza i wyznał winy, to z pół godziny trwało... On się nawet przyznał, że był TW Albinem , ale ludzie go olali, i to dosłownie...olali.
Teraz to już po wszystkim... towarzystwo całe pouciekało. Część z nich przebija się do ambasady Izraela, część do ruskiej, a kilku nawet do peruwiańskiej... to ci co bardziej Tuska kochają....
Dzień powoli kończył się.
Wracałem do domu, pełnymi ludzi ulicami. Nastrój, mimo ogólnie złej atmosfery panującej w kraju, był szczególny.
Wyczuwało się nutę optymizmu i radości.
Co będzie?
Wszystko jedno, gorzej niż za Tuska już być nie może.
Jeszcze gdzieniegdzie widziało się zapędzonych do prac porządkowych sługusów „Słońca Peru” machających łopatami w takt wydawanych komend.
Miło było bardzo....
wtorek, 7 grudnia 2010
Czarna rozpacz.
Jest nim pochodzący z Nigerii John Godson, od niedawna Polak.
Rzecz jasna, reprezentować on będzie przewodnią siłę narodu, czyli Platformę Obywatelską.
Co wie o Polsce, Polakach i zawiłościach natury polskiej John Godson?
Raczej nic.
Przynajmniej się tym nie chwali.
Przyjechał do Polski w 1993 roku i od tamtego czasu kręci różne biznesy, a to jako wykładowca, a to jako właściciel szkoły językowej, a to jako radny.
Wszystko pod egidą jedynie słusznej siły, ku czci i chwały wielkiego „słońca Peru”.
O dziwo, John Godson, mimo że jest czarnoskórym i kompletnie nie znającym natury polskiej osobnikiem – idealnie oddaje profil mentalny i osobowościowy członka PO.
- Zero wiedzy o kraju, jego historii.
- Raczej nie państwowiec, a biznesmen (wśród białych w PO mile widziany były cińciarz)
- Gorący orędownik wprowadzania „nowych wartości” w miejsce tradycji i Polskiej kultury.
Do tej pory John Godson zasłynął jedynie z protestu, jaki wystosował do posła PiS Ryszarda Czarneckiego, w którym zarzucił jemu oraz całemu Prawu i Sprawiedliwości „działania, które graniczą z faszyzmem” (sic!)
Poszło o stwierdzenie "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść", którego użył Czarnecki w swoim wpisie nt. Danuty Huebner i jej relacjom z PO.
Już dziś gratuluję Platformie Obywatelskiej błyskotliwego posła, znającego się na poprawności politycznej lecz kompletnie nie znającego niuansów języka polskiego oraz tradycji przysłów i powiedzeń.
Czy z okazji czyjegoś widzimisię, mamy zmieniać obyczaje i zachowania?
Może lepiej zmienić posła, który dopiero po jakimś przyspieszonym kursie mógłby „pójść do ludzi” na Wiejskiej.
Niestety John Godson jest i być musi posłem. Stanowi on bowiem maskotkę Platformy Obywatelskiej, przykład na poszanowanie internacjonalistycznych wartości tej partii.
Taki "nasz misio-perełka" z PO.
Tak jak w TVN bryluje niejaka Mensah czy inna Kazadi, tylko dlatego że mają czarny kolor skóry, tak z identycznych pobudek Godson będzie posłem PO.
W końcu przykład idzie z góry, „od przyjaciół z TVN”.
P.S> Jeszcze jedno łączące Godsona z wzorcowym peowcem. Brak kompletny wiedzy o tym, o czym mówi. Jestem ciekaw, co według Godsona ma faszyzm do polskiego przysłowia o „murzynie”?
poniedziałek, 23 marca 2009
Kolejny eurowyborczy hit Platformy!
(DUPO – Dział Usług Propagandy Obywatelskiej)
Przybył nowy kandydat (a właściwie kandydatka). Wielka miłośniczka Pana Premiera i całej Platformy Obywatelskiej Jolanta Rutowicz zgodziła się oddać swoją sympatyczną osobę do dyspozycji partii i kandydować w wyborach do europarlamentu.

niedziela, 25 stycznia 2009
Wojna Polsko – Żydokomunistyczna
Jesteśmy w sanie wojny. Wojny wypowiedzianej Polsce i Polakom przez żydokomunę. Po prowokacjach niejakiego Grossa i wielu pomniejszych ekscesach, żydosowieci przekroczyli granicę. Przekroczyli granicę bezczelności i chamstwa.
Jak wiadomo, niedawno do kin na całym świecie trafił wyjątkowy antypolski paszkwil i wredny żydokomunistyczny obraz „Opór”.
Wiele już słów i protestów poświęcono tej prowokacji, dlatego nie mam zamiaru pochylać się nad filmem i grzebać w tej gnojówce.
Bardziej istotną kwestią jest to, że była to przemyślana akcja środowisk skomunizowanych żydów, obliczona na wywołanie waśni i uprzedzeń społecznych, spowodowania wzrostu nastrojów antysemickich.
O ile w Europie Zachodniej nikt z widzów zastrzeżeń do głupot oglądanych w filmie nie miał (z racji minimalnej wiedzy o wojnie i znikomego zainteresowania nią), o tyle w Polsce gniew społeczny sięgnął zenitu.
Nie mogło być inaczej, skoro zabiegi reżysera i scenarzysty skierowane były w kierunku totalnego przekłamania historii w sposób wręcz absurdalny. Producenci i mocodawcy filmu dobrze przewidzieli tę reakcję i zapewne na nią liczyli aby udowodnić, że to Polska jest siedliskiem antysemityzmu.
Za sprawą sprawnie działającej agentury, przygotowano uprzednio grunt i pole do walki.
Stojąca na straży każdego żyda-komunisty „Gazeta Wyborcza” odtrąbiła międzynarodowy sukces filmu i „prawdę objawioną” o Bielskich. Wtórowały jej środowiska lewicowe i lewackie.
Cała ta sytuacja przypomina (oczywiście ważąc proporcje) rok 1939.
Hitlerowskie Niemcy, dokonując całej masy prowokacji i fałszerstw, próbowały udowodnić światu, że to Polska jest winna antyniemieckim nastrojom i nieszczęśliwych Niemców prześladuje.
Czerpiąc z dobrych wzorów żydokomuna przystąpiła do walki.
Ówczesna „prowokacja gliwicka” dziś zastąpiona została „prowokacji Grossa” a propagandowe hitlerowskie filmy – superprodukcją „Opór”. Oczywiście wcześniej już próbowano przy pomocy głupawych filmików typu „Ucieczka z Sobiboru” mącić w głowach, ale nie była to akcja na tak wielką skalę.
W kontekście tych działań, tubę propagandy żydokomunitycznej jaką wydaje się być „GW” można przyrównać do gadzinówki „Nowy Kurier Warszawski” (wydawany od X.1939 do I. 1945 r. w Generalnej Guberni, redagowany przez kolaborantów) i przyznać palmę pierwszeństwa w otumanianiu czytelników.
Tyle głupot na temat stosunków Polacy-Żydzi nie napisał nikt inny. Tyle zasług w dziedzinie wzniecania nienawiści między obiema nacjami, również nie ma nikt inny. „Gazeta” przoduje również w temacie fałszów historycznych i kłamstw. Jak przystało na obce, mimo że polskojęzyczne pismo zawsze staje przeciw Polsce, Polakom i Polskości.
Również, jak przystało na żydokomunistyczny organ prasowy, wzorem najwybitniejszych towarzyszy stosuje chętnie relatywizm moralny.
Nie zauważa przy tym tylko, jak wielkiego papierowego głupa robi z siebie i jak następnie z tego głupa papierowego staje się głupem szmatławym.
Przykład?
Kilka miesięcy temu pisałem o bohaterskim generale Bułaku-Bałachowiczu, który tłukł, „co wlezie” sowieckie żołdactwo i wszelkiej maści kolaborantów. Powodem był „artykuł” z „Nowego Kuriera...” (przepraszam) „Gazety Wyborczej” pt. „Odłóżcie ten projekt do szuflady”. W nim niejaki Kowalski (zapewne nazwisko rodzinne przybrano w jego familii po 1945 roku) rozprawia się w imieniu całej redakcji z Generałem i nawołuje bydgoskich radnych do zaniechania pomysłu nadania jego imieniem jednej z ulic miasta. Powód? Niewyjaśnione do dziś oskarżenia o mordy (oczywiście żydów-kolaborantów sowieckich, co autora boli). „...odłóżcie projekt uhonorowania Bałachowicza do szuflady! Jest tyle wspaniałych i jednoznacznie pozytywnych postaci, że nie warto podejmować tak ryzykownej decyzji....” - plecie Kowalski.
Zapewne Tewje Bielski i jego bracia byliby lepszymi kandydatami na patronów ulicy, bo entuzjazm „GW” i jej akcja adaptacja filmowego peanu o zbrodniarzu nie może pójść na marne. Tyle roboty.
A zarzuty o zbrodnie?
Drobiazg, to co w przypadku Bułak-Bałachowicza przeszkadza, w przypadku Bielskiego jest powodem do dumy.
Jedna jeszcze rzecz jest istotna. O ile Generał Bułak-Bałachowicz wraz z Wojskiem Polskim wyzwalał spod komunistycznej, ruskiej niewoli umęczoną Białoruś, o tyle Bielski i jego zbrodniarze wraz z sowieckim okupantem dorzynali polskość na ziemiach wschodnich.
I tyle w tym temacie.
Wojna trwa, brońmy się.
Czy coś przeoczyliśmy w naszych kioskach?
P.S. Żydowski „historyk” Nachama Tec, autor książki o Bielskich oraz współscenarzysta filmu „Opór” okazał się historykiem z krwi, kości i ... macy. Podobnie zresztą jak reżyser Zwick.
Wstawili w filmie niemieckie czołgi, które bandyci od Bielskiego atakują, hitlerowców, na których napadają a na dodatek każą mówić Bielskiemu po rosyjsku itd....
Goebbels by się uśmiał ...!
Na tych terenach w okresie gdy banda Bielskiego grasowała, czołgów niemieckich nikt nie widział, do Niemców nikt z bandytów nie strzelał a Bielski nie znał rosyjskiego....
I tym razem żydokomuna zaczerpnęła szeroką garścią z dokonań propagandowych swoich wielkich poprzedników.
Bielski niczym Bierut z kronik filmowych.
Towarzysz Bierut z sarenką, Towarzysz Bierut tańczy z dziećmi..... dobry i serdeczny człowiek.Uczcie się Kowalski! Tak się robi propagandę. Wykorzystajcie ten model Kowalski przy kolejnej książce-rewelacji o jakimś kolejnym żydokomunistycznym zbrodniarzu. Np. Jaakow Penner - będzie w sam raz.
wtorek, 22 lipca 2008
Wstyd
Okres wakacyjny, z reguły napaja spokojem i luzem. Wczasując myślimy o przyjemnościach tego świata. Z rzadka dopuszczając poważne problemy do swojej wyobraźni, rozkoszujemy się słońcem, ciepłą wodą i urokami przyrody. Gorzej, gdy aura nam nie sprzyja i pogoda robi psikusa. Nastrój sielanki pryska, dyskusje stają się poważniejsze i dogłębniejsze. Jednym słowem wraca codzienność.
Wróciłem z agroturytycznych wczasów w Borach Tucholskich, nie rozpieszczony zbytnio przez pogodę. W żadnym razie jednak, nie uważam jednak urlopu za nieudany. Wypocząłem i naładowałem akumulatory samym czystym, świeżym powietrzem oraz doświadczyłem cudownego, uzdrawiającego dobrodziejstwa obcowania z „Normalnymi Mieszkańcami Polskiej Wsi”. Polecam wszystkim. W dobie „Szkła Kontaktowego” i reszty „ynteligenckiej” papki rodem z TVN oraz półinteligenckiej szmiry Polsatu, obcowanie z ludźmi normalnymi działa kojąco i leczniczo.
Tam, na polskiej wsi wszystko jest prostsze i zgodne z NORMALNYMI zasadami. Łobuz to łobuz, zacny człowiek to zacny człowiek, a ustalone wartości – święte!
Niestety zachłyśnięci konformizmem i serwowaną przez media pokroju „GW” – „demokracją z o.o.” elity wybrały model PRLu z ludzką twarzą. Twarzą Michnika i Kwaśniewskiego.
Wstyd. Wstyd przed zwykłymi, może nawet prostymi ludźmi, którzy świat pojmują w sposób otwarty i bezpośredni. Zadają proste lecz kłopotliwe pytania, na które bardzo trudno odpowiedzieć, tak jak trudno przyznać się do grzechu zaniechania.
Wstydzę się. Wstydzę się, że:
- dwadzieścia lat po tzw. „przemianach ustrojowych” wszechwładna „czerwona burżuazja” kpi sobie z prawa, uwłaszczona na ludzkiej krzywdzie;
- Premierem kraju jest osobnik, który wspomagał akcję obrony ubeków w imię walki o „dobre imię” upapranego w agenturalną współpracę byłego prezydenta;
- Wicepremierami są ludzie, którzy wspólnie posiadają współczynnik inteligencji kwalifikujący co najwyżej do pracy w „Zieleni Miejskiej” – sekcji rabatkowej;
- Szefem Doradców Premiera jest Tajny Współpracownik SB, kłamca i pozorant;
- Marszałkiem sejmu jest były partyjny kumpel środowiska socjalistów z „GW”, ordynarny i zarozumiały politykier, bez najmniejszych kwalifikacji;
- Wicemarszałkiem Sejmu jest wyjątkowo tanio zakupiony przez rządzącą partię, w celu „gryzienia po kostkach wszystkich co nie nasi” – osławiony „antyleninista-muchołap” i gaduła, który w imię słusznych idei potrafił zadenuncjować w UB nawet własną narzeczoną;
- Ministrem Zdrowia jest egzaltowana dama, której kwalifikacje zawodowe nie wykraczają poza poziom Gminnego Ośrodka Zdrowia, a szumnie zapowiadana reforma SZ zmarła jej na rękach, zanim się urodziła;
- Ministrem Obrony Narodowej jest człowiek, który z wojskiem miał tyle wspólnego ile w dzieciństwie pobawił się żołnierzykami firmy „Airfix”, a dziś hojną ręką rozdaje tzw. „odszkodowania za pomówienia” sowieckim agentom z polskich mundurach – śmietance WSI;
- Szefem Ministerstwa Edukacji jest Pani, której działania i reformy w zakresie szkolnictwa porównywalne są ze spustoszeniem dokonanym niegdyś przez niejakiego Iwana Paskiewicza ;
- Ministrem Spraw Zagranicznych jest „płaczek” – renegat z PiS – wyrzucony z ministerialnego stołka w Ministerstwie Obronności, przez poprzedniego Premiera (za próbę awansowania „komunooficerów”), dziś udający fachowca od polityki zagranicznej;
- partią rządzącą jest ugrupowanie nie prezentujące najmniejszych nawet zasad moralnych i światopoglądowych, skupiające najróżniejszych wyrzutków politycznych (KLD, UW, UD, SKL, ZChN) renegatów i nieudaczników wyrzuconych lub usuniętych z własnych partii (PiS, Demokraci.pl), założona m. in. przez komunistycznego agenta (Olechowski),
- koalicjantem rządowym jest Partia niby-chłopska, nawiązująca stylem sprawowania rządów oraz większością kadr kierowniczych do niegdyś satelitarnego wobec PZPR – ZSL-u.
- polityka zagraniczna, szczególnie zachodnia prowadzona jest na kolanach i bez jakiejkolwiek idei;
- w imię ciemnych interesów koalicyjnego PSL z reżimem Aleksandra Łukaszenki, kraj odwraca się od prześladowanych obywateli polskich na Białorusi – dając satrapie białoruskiemu przyzwolenie na „zamordyzm”;
- media prywatne są w rękach ludzi o brudnych i poplamionych jeszcze w okresie PRL charakterach (telewizja) oraz uwłaszczonych na fali umowy „koncesjonowana opozycja – komuna” cwaniaków (prasa);
- autorytetami intelektualnymi są nędznicy moralni i pospolici zbrodniarze stalinowscy (np. Brus, Baumann), stalinowscy instruktorzy - nałogowi alkoholicy (Kuroń) czy też NKWDowscy donosiciele (Jaruzelski).
Ale, czy handlujący Polską od 1989 roku postkomuniści i lumpenliberałowie choć raz zaczerwienili się ze wstydu? Może, tego nie wiem. W każdym razie na „czerwonym” i tak nie widać.
środa, 23 kwietnia 2008
Laurka dla Premiera z historycznym kadzidłem
Pięćdziesiąt jeden lat temu, w Gdańsku przyszedł na świat Donald Franciszek Tusk. Niby nic w tym specjalnego, każdy w końcu (a właściwie na początku) ileś tam lat temu, gdzieś się urodził i jakoś się nazywa, czyli posiada imię i nazwisko. Sam fakt narodzin nie jest zatem niczym nadzwyczajnym i gdyby nie dotyczyło to miłościwie panującego nam Premiera podstaw do sporządzenia publicznej laurki nie mogło by być. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Jest społeczna potrzeba i konieczność użycia jubileuszowego kadzidła.
Tym bardziej, że Pan Premier to człowiek renesansu czyli wielu talentów, zarówno pośród nauk humanistycznych jak i ścisłych, nie powinno nikogo to dziwić. Nie ulega wątpliwości, że swoimi dotychczasowymi działaniami zasłużył już sobie na trwałe miejsce w panteonie „Największych w Historii Globu”.
Kto bowiem z możnych tego świata w wieku 51 lat, czyli ledwo po przekroczeniu półwiecza osiągnął tak wiele? Jak zatem na tle Pana Premiera wypadają inni, mogący równać się z nim wielkością i historycznymi zasługami?
Bolesław Chrobry – w wieku 51 lat (w 1018 roku) zorganizował wyprawę, w celu przywrócenia na tron kijowski swego zięcia Świętopełka. Zabieg powiódł się całkowicie, Chrobry odzyskał też Grody Czrwieńskie oraz zajął Kijów. Wkrótce jednak książe Jarosław Mądry, zięcia przegonił a Bolesław Chrobry zawarł z księciem pakt o nieagresji.
Pan Premier Tusk bywał też w tych rejonach. Jednak w trakcie wyprawy do Putina, obyło się bez przelewu krwi, co należy zapisać niewątpliwie na plus Panu Premierowi. Nie zamierzał tez osadzać on na Kremlu ani Schetyny ani Niesiołowskiego, a co za tym idzie nie doprowadził do sytuacji konfliktowej i niekomfortowej dla obu Panów. Jednym słowem nie narażał ich na upokarzające wypędzenia.
Duży plus dla Pana Premiera za wielkie talenty dyplomatyczne.
Józef Piłsudski - mając „na karku” 51 lat został Naczelnikiem Państwa. Stał się więc faktycznie dyktatorem, którego pierwszym zadaniem było zadbanie o utworzenie rządu w wyzwolonej spod zaborów Rzeczpospolitej.
Pan Tusk, będąc rok młodszy od „Dziadka” już spełniał nieoficjalnie rolę „Naczelnika Państwa”. Trudno mówić o dyktatorskim sposobie sprawowania władzy, jednak jego zdecydowanie i silna ręka w doborze wybitnych fachowców na ministerialnych stanowiskach zapewniło mu podziw i uznanie społeczeństwa. Szczególnie dobór Pani Hall i Pitery oraz Panów Klicha i Grasia zyskało wielkie uznanie opinii publicznej. To nie to, co nietrafione nominacje Daszyńskiego i Moraczewskiego dokonane za aprobatą „Marszałka”. Nie bez znaczenia jest też udział w wyzwoleniu III RP spod zaboru IV RP pod panowaniem Kaczyńskiego.
Ogromny plus dla Pana Premiera za wielkie talenty polityczne.
Władysław Gomułka – w wyniku „wypadków czerwcowych”, w roku w którym kończył 51 lat został ponownie przyjęty do PZPR i wyniesiony na funkcje jej pierwszego sekretarza. Po przejęciu władzy, w okresie początkowym prowadził politykę umiarkowanych reform zwaną „odwilżą gomułkowską”.
Również to porównanie, zdecydowanie wygrywa Donald Tusk. Po pierwsze – nie był nigdy wyrzucany z partii i tym samym nie musiał do niej wracać. Po drugie – Pan Premier sam sobie wybierał partie, a nie jak w przypadku Gomułki, partia wybierała jego. Wreszcie po trzecie – pierwszym sekretarzem PO, Donald Tusk był już od dawna, czyli w wieku dużo młodszym od Gomułki. Brawo Panie Doanldzie!
Już tylko na marginesie, odwilży nie było, bo Pan Premier nie lubi wilgoci – przemacza buty i marzną mu nogi.
Również najsłynniejsze, światowe pomnikowe postaci historyczne mogą czuć (pośmiertnie oczywiście) kompleksy wobec Naszego Pana Premiera.
Aleksander Macedoński – wymięka i przepada w przedbiegach, gdyż po prostu, w wieku 51 lat... nie było go już na świecie!
Donald Tusk jest nadal! Brawo i wielki plus, a dla Macedońskiego dyskwalifikacja.
Juliusz Cezar – osławiony rzymski cesarz, w wieku 51 lat został ogłoszony przez Senat dyktatorem. Ogłosił reformy polegający m.in. na zwolnieniu ludzi z długów oraz przywrócenia prawa do urzędów.
Również w tym przypadku Julek Cezar to „mały miki” przy naszym Premierze. Pana Tuska nie musiał Senat ogłaszać dyktatorem. Wystarczyło, że sam się ogłosił, a wierno-poddańcze stacje telewizyjne oraz tytuły prasowe, przypisały mu cechy boskie i obdarzyły dozgonną nietykalnością. O takich numerach Cezar mógł tylko marzyć!
Co do reform to zamiast zwalniać obywateli z długów, Pan Tusk ma zlikwidować podwójne opodatkowanie. Tyż piknie!
Napoleon Bonaparte – Pięćdziesiąte pierwsze urodziny obchodził na zesłaniu, na Świętej Helenie. Rok później umarł.
Pan Tusk na żadnej Helenie nie obchodzi urodzin, co zapewne ma znaczenie dla zdrowia i jest zapowiedzią doczekania sędziwych lat w znakomitej kondycji. Swój jubileusz, co najwyżej, może obchodzić na Małgorzacie, bynajmniej nie Świętej. Również pochówek w Kościele Inwalidów nie wchodzi w grę. Na skutek mądrych i wyważonych działań jego rządu w zakresie służby zdrowia – inwalidów brak!
Nawet dwa plusy i ogonek na dodatek!
Józef Stalin – w roku 1929, gdy kończył 51 lat rozpoczynała się, zainicjowana przez niego samego, wielka zmasowana walka z kościołem i religią. Na rozkaz Stalina likwidowano kościoły, konfiskowano dzwony, niszczono obiekty sakralne i symbole kultu religijnego.
Józio też nie dorasta do pięt Premierowi. Donald Tusk wykazuje więcej inteligencji od siermiężnego i prymitywnego Stalina. Do likwidacji nieprzychylnego pro-narodowego kościoła w Polsce używa broni strasznej: Gowina (z jego „Znakiem” wydającym książki Grossa) oraz Niesiołowskiego (z jego lekarzami – szarlatanami). Często też wymachuje Palikotem czym rozsiewa niezwykłe zgorszenie wśród młodzieży. Gdyby Stalin miał takie możliwości i taki intelekt...
Ho Chi Minh – ojciec Wietnamu, w roku swoich 51 wiosen, przybył z wygania do rodzinnego kraju opętanego wojną z japońskim najeźdźcą. Przyjechał z ZSRR, gdzie szkolił się i instruował w dziedzinie uległości i wasalizmu wobec stalinowskiej Rosji. Ze względu na miłą powierzchowność i dobroduszność wypisaną na twarzy, nazwany „Wujkiem”.
Przykro, że równie ta postać pod względem zasług i dokonań, pozostaje daleko za naszym Premierem. Po pierwsze, nikt Pana Tuska nigdy nie wyganiał z kraju. Po drugie, kurs w Rosji (bynajmniej nie stalinowskiej) Pan Premeir skończył już w wieku 50 lat (zeszłoroczna, robocza wizyta u Putina). Również powierzchownością i dobrodusznością wietnamski przywódca nie może równać się z naszym Premierem.
Dlatego też, jak mówią w dobrze poinformowanych źródłach pseudonim Ho Chi Minh („Ten który Oświeca” – „Ten który Niesie Światło”) będzie odebrany wietnamczykowi i nadany naszemu Premierowi w dowód uznania za oświecanie ciemnogrodu i zacofania w Polsce. Szczególnie liczyli na to mieszkańcy Szczecina (było prawdopodobieństwo, że nadanie pseudonimu nastąpi kilka dni wcześniej) i spodziewali się wizyty Premiera w dniu niedawnej awarii elektrycznej. Nie doczekali się, ale i tak wielki plus!
Adolf Hitler – na 51 urodziny otrzymał niezwykły „prezent”. Artysta amerykański Charlie Chaplin nakręcił o nim film pt. „Dyktator”. Ponadto, już w 1940 roku szykował plany wojny ze swoimi dotychczasowymi sojusznikami Sowietami.
Pierwszy minus, jaki otrzymuje Premier Tusk, to za niespełnienie medialne. Żadną miarą, nie można uznać za sukces niewielki epizod w filmie „Nocna Zmiana” i drugoplanową rolę, polegającą na powtarzaniu kilku zdań: „Panowie, policzmy głosy...” i „Jeżeli SLD nie skrwi...”. To jednak mało w porównaniu z Fuehrerem, o którym jednak powstał cały film pełnometrażowy. Miejmy jednak nadzieje, że niebawem, szczególnie jedna wyjątkowo sprzyjająca mu i wielbiąca stacja telewizyjna naprawi to zaniedbania i coś sensownego w pełnym wymiarze czasowym, nakręci. Koniecznie jeszcze w tym roku.
Kwestia druga. Pan Premier już w zeszłym roku przygotował plany wojenne przeciw koalicyjnemu sojusznikowi. Efekty niebawem.
Tak więc wiele, wiele plusów i tylko jeden minus. Nie tylko ze względów rocznicowych należy uznać Naszego Premiera za „Postać Wybitną na Tle Historii Świata”. To nie jest czcze kadzenie i wazeliniarstwo, to są fakty z którymi ponoś się nie dyskutuje.
Dokładając do tego dane statystyczne przedstawiające poparcie w społeczeństwie dla naszego Pana Tuska, kształtujące się na poziomie 40-54% (wahające się w zależności od nastrojów społecznych) mamy pełny obraz jego wielkości.
A skoro przedział procentowy, ma się jak od Polskiej Wódki Czystej do Żydowskiej Pejsachówki, to ... nieustające zdrowie Pana Premiera!
piątek, 18 kwietnia 2008
A co z Raportem o Stanie Zdrowia Premiera?
Z uwagi na dbałość o standardy demokracji, powstała grupa inicjatywna, która proponuje złożyć postulat o rozszerzenie takich praktyk informacyjnych na pozostałe, „ważne osobistości” w Państwie. Projekt zakłada powstanie Raportów o Stanie Zdrowia: Marszałka Sejmu, Wicemarszałków Sejmu, Marszałka Senatu wraz z Wicemarszałkami oraz Premiera.
Szczególnie leży wszystkim na sercu troska o zdrowie Donalda Tuska. Ostatnimi czasy można było zaobserwować niepokojące objawy dziwnych zachowań Premiera.
Czy aby, nie ma to związku z jakimś uszczerbkiem na psychice i ciele miłościwie rządzącego nam Donalda?
Zaburzenia osobowości
Osobowość paranoiczna (paranoidalna) - zaburzenie osobowości, w którym występuje chłód emocjonalny, wycofywanie się z kontaktów z innymi, wrogość, nadmierna podejrzliwość, nadmierna wrażliwość na lekceważenie i krytykę, niezdolność do wybaczania urazy.
Psychopatia, cierń psychopatyczny – zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm – wyczulenie na przejawy niedoceniania.
Zaburzenie osobowości zależnej - objawia się też przywiązywaniem przesadnie dużej wagi do relacji interpersonalnych i chęcią podtrzymania ich często za wszelką cenę. Dotyczy to także rezygnacji z własnych pragnień i potrzeb, jeżeli kolidowałyby z potrzebami innych osób. W skrajnych wypadkach osoba dotknięta zaburzeniem jest w stanie tolerować poniżające traktowanie, a nawet przemoc fizyczną otoczenia.
Osobowość histrioniczna - (łac. histrio - aktor), zaburzenie osobowości, w którym występuje wzorzec zachowań zdominowany przesadnym wyrazem emocjonalnym, teatralnością zachowań, staraniami o zwrócenie na siebie uwagi i prowokacyjną seksualnością.
Zaburzenia myśli
Obsesja - rodzaj zaburzeń lękowych, wyrażający się występowaniem irracjonalnych myśli i impulsów, którym towarzyszy przekonanie o ich niedorzeczności i chęć uwolnienia się od nich. Myśli natrętne to idee, wyobrażenia czy impulsy do działania, które pojawiają się w świadomości w sposób stereotypowy.
Arytmomania (gr. arithmós - liczba, manía - szał), natręctwo liczenia – natrętna i nieprzezwyciężona potrzeba liczenia albo wykonywania arytmetycznych działań, najczęściej występująca w nerwicy natręctw (jeden z jej objawów). Często również przypisywanie liczbom magicznych własności.
Obywatele, w związku z demokratycznym prawem dostępności do podstawowych informacji o stanie Państwa, domagamy się również prawa dostępnośći do informacji o stanie zdrowia Premiera Rządu!
Raport musi powstać!








