Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2015

Co mówiła naprawdę posłanka Krzywonos?

Do wyboru 5 wariantów. Wszystkie bardzo prawdopodobne. Dla śmiałka, który prawidłowo wytypuje właściwą wypowiedź - nagrodę - odcisk dłoni Donalda Tuska, ufunduje Biuro Krajowe PO, tel. 22 635-78-79 lub 22  831-55-07.

sobota, 1 listopada 2014

Panslawizm a ruskie urojenia


Jak wiemy panslawizm wymyślili Czesi. Jeszcze na poczatku XIX wieku niejaki František Palacký, spożywszy więcej niż zwykle jelinkowej zapalanki wpadł na pomysł by wsyscy słowianie zjednoczyli się przeciw germańskiemu zalewowi słowiańskich społeczności.
Zorganizował przeto Palacký w 1848 roku w Pradze, Wielki Kongres Panslawistyczny i był z niego bardzo dumny. Dobrego humoru nie popsuł mu nawet fakt, że na owy kongres przybyli głównie Czesi, co nie nadało zlotowi międzynardowego wymiaru.
Czesi są narodem małym ale praktycznym i bardzo rodzinnym.
Dlatego też ze swoją ideą kisili się we własnym sosie jeszcze na dwóch zjazdach, po czym, gdy podłączyły się do owej idei panslawistycznej inne narody, to całość szlag trafił.
Stało się tak, gdyż  założono błędnie, iż to rosjanie bedą stać na czele, a jedyną słuszną religią będzie prawosławie i to moskiewskie.
Dlatego też Czesi wymyślili sobie Neoslawizm by mieć w nosie ruskich!
Wprawdzie nowa idea zakładała bratanie się z rosjanami, ale teoretycznie na partnerskich warunkach i bez ruskiej dominacji.
Owa idea równeż nie przetrwała próbu czasu.
Osobnym rozdziałem w historii panslawizmu czy też neoslawizmu, jest jego stosunek do Polaków oraz stosunek samych Polaków do niego.
Ruchy te nigdy nie miały w Polsce popracia i nigdy nie były traktowane poważnie.
Wprawdzie w 1908 roku Roman Dmowski uczestniczył w kongresie neoslawiańskim w Pradze, ale tylko po to by pokazać światu problem Polaków pod zaborami.
Później odbyły się jeszcze dwa kongresy (Petersburg - 1909, Sofia - 1910), które znów pokazały, że nie ma równości wśród „słowian“ a rosjanie traktują przedniotowo m.in. Polaków. Co ważne, w kongresie w Sofii Polacy już nie uczestniczyli.
Agonia idei nastąpiła w 1910 roku a ruscy z muchami w nosie wymyslili sobie tzw. rosyjski neoslawizm.
Samo już powstanie takiego mononacjonalistycznego tworu jest przykładem na wielkie oszustwo, które w dzisiejszej Europie się (niestety) odradza.
Mianowicie,  działający w połowie XIX wieku, wybitny polski etnograf Franciszek Henryk Duchiński, dowiódł, iż rosjanie wcale nie należą do grupy Słowian!
Ze Słowianami nie mają nic wspólnego, gdyż należą do grupy o pochodzeniu turańskim –mongolskim.
Skąd więc rosyjski noeoslawizm?!  
Z urojeń!
Nie pierwsza to próba rosyjskiego oszustwa.
Jak pisał Duchiński: „prawdziwymi Słowianami są jedynie Polacy i Rusini, Rosjanie zaś nie są nawet ludem aryjskim...“ a „..kolebką Słowiańszczyzny są tereny pomiędzy Wisłą a Dnieprem...“
Pewnie dla gromadki dzisiejszych usłużnych idiotów proruskich, będzie to szokiem, że bratają sie z dziczą stepową a nie z prawdziwymi Słowianami.
Ale może ich pochodzenie też nie jest pewne...
W każdym razie dzwnie to wygląda... coś jakby hitlerowskie Niemcy w germańskiej ideologii próbowały udowodnić braterkę krwi ze słowackimi cyganami...
Fizjonomicznym przykładem prawdziwego, wzorcowego „słowianina z rosji“ niech  będzie Władimir Putin.
Temu, który dopatrzy się w jego twarzy rysów słowiańskich – laur z saksaułu. Prosto z Gobi – skąd właśnie przybyli do rosji „słowianie“!

piątek, 21 lutego 2014

Biedroń biczuje się, tylko że za nasze...

Dawnymi czasy grzesznicy, dla pokuty, idąc w szpalerze biczowali się okrutnie aby zmyć swoje  grzechy.
Dziś w godziach południowych poseł Twojego Ruchania Robert Biedroń uroczyście pobił się w centrum Warszawy. Istnieje prawdopodobienstwo, że akt ten miał na celu odkupienie win za grzech homoseksualizmu.
Nareszcie Biedroń zrozumiał, że jest niedobry, paskudny, chory i grzeszny, toteż „przylutował“ sobie z liścia, tak dla fasonu.
Odwagi jednak starczyło mu tylko na ten piękny, acz mało przekonywujący gest, bo po tym, czym prędzej zadzwonił na policję, że to niby jacyś ludzi naubliżali mu i go uderzyli.
„Niby i jacyś“ gdyż świadków tego aktu prestępstwa jakoś nie ma.
Tym samym Biedroń upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Odkupił winy oraz zawył na całą Polskę z rozpaczy nad losem pobitego pederasty!
Ja przystało na niewiastę, Biedroń oczywiście odpowiednio ubarwił całe zdarzenie, by jego narzeczony przytulił go do serca i pogłaskał po głowie a herszt Ruchaczy Palikot mógł bić się w jego imieniu o prawa nadzwyczajne dla pedałków.
"Kolejny raz zostałem uderzony na ulicy. I tym razem podobnie - za to, że jestem wg. panów »parówą«, »ciotą« i »pedałem«. Ile jeszcze razy?" – pyta „biczownik“ na Twitterze.
„Skoro tak się zachowywali, poprosiłem, aby wyszli. Wtedy jeden z nich podniósł rękę, krzyknął "spie...laj cioto" i mnie walnął“ – dodał  w TOK FM.
Biedroń zadzwonił na policję o 13.33 a już o 13.40 ekipa policyjna była na miejscu zdarzenia. Niestety nie było tam już Biedronia, który resztką sił i homoseksualnej woli w podskokach doczołgał się na wiejską, by spełniać posługę poselską. Zdążył jeszcze wpisać na Twtterze, że policja długo nie przyjeżdżała  (7 minut) więc musiał się oddalić.

Niestety, z całej tej historii wypływa cała rzeka obłudy, homoseksualnego zadufania oraz przejawów tęczowego homonazizmu.
Wszechmogący pederasta marnuje czas policjantów, każąc im zajmować się własnymi urojeniami bądź fałszywymi oszczerczymi oskarżeniami. Czas policji, utrzymywanej z podatków obywateli.
Okłamuje opnię publiczną twierdząć, że policja długo nie reagowała na jego zgłoszenie i dlatego musiał się oddalić, podczas gdy funkcjonarusze byli na miejscu po 7 minutach!
Oczywiście chodzilo o uniknięcie identyfikacji obrażeń, ktorych... nie było!
Tak to pederaści z Twojego Ruchu bawią się naszym kosztem i za nasze pieniądze.

A swoją drogą, to pederastom chyba się już w głowach poprzewracało. Mówiono kiedyś o Żydach, że w stosunku do Polaków używali poniżającego powiedzenia : „Wasze ulice – nasze kamienice“. Dziś homoseksualiści rezerwują dla siebie ulice a ludzi normalnych próbują usunąć z tamtąd w bliżej nieokreślone jeszcze miejsce. Jak bowiem inaczej zrozumieć wypowiedź fuehrera homonazistów BIedronia: „Kolejny raz zostałem uderzony na ulicy (...) a dalej „Skoro tak się zachowywali, poprosiłem, aby wyszli...“?
To teraz ulice będą dostępne tylko dla homonazistowskich „czlonków“ tęczowej bandy?
A niech was... 
Heil Biedroń!

piątek, 8 listopada 2013

Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Choroba Stefana" odc. 8

Ósmy odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN .


niedziela, 8 września 2013

Andrzej Wajda opowiada o filmie: Tusk - Człowiek z Bałachu

Program kulturalny z udziałem Andrzeja Wajdy. Wiele ciekawych wypowiedzi mistrza, wiele zaskakujących faktów. Jednym słowem materiał dla wybrednych i rządnych kultury... Zapowiedź nowej superprodukcji mistrza - filmu: TUSK - CZŁOWIEK Z BAŁACHU




piątek, 28 września 2012

“De anatomische les van Dr. Tusk”


Amsterdam, 28.IX.2012

Dzięki nowoczesnej technice oraz zaangażowaniu specjalistów od malarstwa flamandzkiego, dokonano wczoraj w galerii Mauritshuis, w Hadze epokowego odkrycia.
Przy pomocy laserowych neonoktowizorów I termowizorów, naukowcom udało się przeniknąć przez dużo później nałożoną (w wielu miejscach) warstwę farby na obrazie  znanym dotąd jako “Lekcja anatomii doktora Tulpa” - Rembranta.
To co pokazały podłączone do urządzeń monitory przeszło najdalsze wyobrażenia!
Okazuje się, że nieznana osoba (prawdopodobnie wiele lat po ukończeniu  dzieła przez Rembranta) zamalowała twarze postaci obecnych przy sekcji i domalowała im oblicza zupełnie inne.
Kim mógł być ów “ulepszacz” dzieła można tylko przypuszczać.
Dr  Pim Van der Elder z muzeum w Hadze snuje hipotezę, że mógł być nim znani wówczas, prymitywni pacykarze: Christophus Buondaarik lub Eva-Hauwaa Koopach, którzy na czyjeś polecenie “okaleczyli”  obraz, próbując zamaskować oblicza niewygodnych osób.
Dzięki nowoczesnej technice, teraz już wiemy jak wyglądały twarze uczestników sekcji zwłok.
Wiemy też kim byli uwieńczeni na plótnie gdyż… wiadomo co w danym momencie mówili!
Właśnie tak!
Rembrant, prawdopodobnie by oddać nastrój czy grymas twarzy modela (w momencie uwieczniania) pisał na półtnie, obok postaci wypowiadane w danej chwili słowa!
Całość odkrycia uzupełnia cenne znalezisko na wewnętrzenej stronie ramy obrazu. Rembrant napisał tam: “De anatomische les van Dr. Tusk” czyli “Lekcja anatomii doktora Tuska” a nie jak błędnie przez lata podawano “Tulpa”!
Ekipa naukowców zamierza przebadać też inne dzieła mistrza.

 -------------------------------------------------------------------------------

Warszawa, 28.IX.2012

Jak dowiedzieliśmy się z nieoficjalnych źródeł,  prokuratura okręgowa w Gdańsku zamierza w najbliższych dniach przesłuchać ob. Rembranta Van Rijn’a w charakterze podejrzanego w sprawie “niewłaściwego udokumentowania wydarzenia o charakterze dowodowym” oraz “użycia niewłaściwego materiału dokumentującego, który nie rozłożył się pod warstwą nałożoną przez cenzurę prewencyjną, na skutek czego narażona została na szwank godność osób nietykalnych w państwie”.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnetrznego bada już kontakty oraz bilingi najbliższych współpracowników artysty. Jest wysoce prawdopodobne, że Rembrant Van Rijn I jego uczniowie pozostawali w kontaktach z Polską opozycją.
Centralne Biuro Antykorupcyjne wystąpiło do ob. Rembranta o faktury na sprzedane przez niego obrazy. Jak podano w nieoficjalnym komunikacie, na wiele płócien rachunków brak!
Istnieje podejrzenie, że mogły one służyć jako łapówki.
Tym zapewne zainteresują się już Prokuratura oraz Urząd Podatkowy.

Kancelaria Prezydenta Bronisława Komorowskiego, w wydanym oświadczeniu poinformowała, że mimo iż proces jeszcze nie odbył się, Prezydent nie zamierza skorzystać z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do malarza.
Parlamentarzyści klubów poselskich Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota rozważają skierowanie do podpisu wniosku o postawienie malarza przed Trybunałem Stanu.
Poseł Stefan Niesiołowski w porannym programie “RynszTOK FM” zmieszał z błotem artystę oraz trzykrotnie napluł na jego zdjęcie.
Sekretarz klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Paweł Kierbel (obecnie Olszewski) w programie Moniki Olejnik “Kupka nad i” obciążył artystę odpowiedzialnocią za wszelkie zło i kataklizmy, dotykające ukochaną władzę a na koniec wraz z prowadzącą popłakał się nad losem premiera.
Redaktor Adam Michnik we “wstępniaku” w jutrzejszej “Gazecie Wyborczej” zająkał się na śmierć… w proteście przeciw faszystowskiemu malarzowi.

sobota, 22 września 2012

Sikorski uzupełnia wykształcenie


 
Radosław Sikorski chwali się dyplomami Oxfordu – Bachelor i Master of Arts. 
Ale ten drugi tytuł to honorowy dyplom, który można… kupić za dziesięć funtów – podaje TVP Info.
Na większości uniwersytetów w Anglii tytuł Master of Arts odpowiada polskiemu magistrowi. Oxford ma jednak inne zasady – tam tytuł ten to tylko dyplom pamiątkowy, który studenci mogą kupić za dziesięć funtów – pisze portal TVP Info, który skontaktował się z uczelnią.
- Otrzymanie dyplomu Master of Arts nie jest równoważne z ukończeniem studiów wyższego stopnia – wyjaśnia rzeczniczka Uniwersytetu Oksfordzkiego Clare Woodcock. – Każdy posiadacz dyplomu Bachelor od Arts może wystąpić o Master of Arts w siedem lat po immatrykulacji. Za wydanie dyplomu uczelnia pobiera niewielką opłatę w wysokości 10 funtów....

piątek, 9 września 2011

Maniuś, nie szczekaj już...

Rozochocił się i wigoru nabrał pozostający obecnie na etacie leciwego i bezzębnego psa Burka - Maniuś Kuczyński.
Niczym przyzagrodowy czworonóg w wieku połańcuchowym, sili się odważne ataki z wywieszonym ozorem i wyszczerzonymi kłami próbując kąsać każdego, kto wchodzi w obejście. W obejście rodzinne familii Agora.

Leciwy i przytępiony Maniuś widzi nawet rzeczy, których nie było, a które tak bardzo chciałby zobaczyć, więc w nie uwierzył.
Uwierzył i szczeka, licząc na nagrodę od gospodarzy.
Dziś Widzi „komisarzy z PiS, którzy przeprowadzali czystki w urzędach państwowych”.
W urzędach, które winne być apolityczne, niezależne – jak pisze.
Dowcipy na starość trzymają się bezzębnego Burka.
Pewnie też wydaje się Kuczyńskiemu, że te urzędy do tej pory były niezależne i apolityczne i tylko IV RP je upolityczniła.
Maniuś niestety nie precyzuje o które urzędy mu chodzi, ale mniejsza z tym – pewnie kosmici też mu koło budy wylądowali...
Odpornym na bzdury polecam wycie i skomlenie Maniusia Kuczyńskiego na wp.pl

Maniusia?
Właśnie Maniusia!
Bo właściwie “Burek” na imię ma Marian, a Waldmar to jego imię drugie.
Niby nic takiego, ale w życiu Kuczyńskiego wszystko jest „tak, a właściwie… nie tak”.
Niby Waldemar a właściwie Marian.
Niby opozycjonista, a wielbiciel gierkowskiego Peerelu.
Niby bojownik i rewolucjonista a tchórz i dekownik.
Niby niezłomny i niezależny a czerpiący z szerokiego gestu komunistów pełną garścią i uginający się w hołdach.

Historia życia tegoż Burka - Kuczyńskiego Maniusia, w sumie dość paskudna i pieska odpowiednio przez niego samego barwiona nabierała z latami kolorytu.
Tchórzliwy zagrodowy kundelek o charakterze lizusowskim, stawał się w skutek odpowiedniej propagandy i kreowania własnej postaci - silnym i mężnym dobermanem.
Dziś odpowiednio pokolorowaną historię swojej „walki o społeczny dobrobyt i demokrację” – Maniuś prezentuje na własnej stronie w internecie.
Coś, co zmieściło by się w dwóch zdaniach, Kuczyński rozwinął do niezłej historii o zabarwieniu heroiczno-literackim.
Kim naprawdę jest doradca „targowiczanina” Mazowieckiego, „złoga komunizmu” Cimoszewicza i ojca chrzestnego „gabinetu ciemnych postaci” Buzka?
Wystarczy powiedzieć, że z pewnością nie jest tym, za kogo chciałby uchodzić.

Marian Waldemar Kuczyński jako dobry socjalista i wyznawca idei towarzysza Uljanowa, należał do PZPR i tylko dzięki własnej niefrasobliwości, z niej został później wyrzucony. To tylko tak formalnie. Zawodowo i towarzysko pozostawał w niezłych kontaktach z oficjelami partyjnymi, którzy nie dali mu zginąć z głodu,
Gdy powstała “Solidarność” Maniuś, podobnie jak większość koncesjonowanych cwaniaków, szybko począł kręcić się wokół robotników, niby jako “fachowiec-doradca”.
Komunistycznej władzy było to na rękę.
Gwarantowało wszak realny wpływ na działania opozycji.
W nagrodę, już po wypowiedzeniu wojny Polakom, komuniści zadbali o dobre samopoczucie i zdrowie Maniusia. Skierowany został do ośrodka wypoczynkowego w Jaworzu (tam też przebywał Bronisław Komorowski) gdzie przez pół roku na państwowym, wystawnym wikcie zgłębiał istotę tak ukochanego socjalistycznego porządku świata.
Po opuszczeniu ośrodka wczasowego. Maniuś, by dowartościować się a także zapewnić socjalistycznej władzy wpływy w kręgach emigracyjnych (opozycjonistów, którym udało się umknąć z kraju po wprowadzeniu stanu wojennego) udał się na pobyt czasowy do Paryża. Niby w celach leczniczych, zdrowotnych.
Pobyt Kuczyńskiego we Francji przysporzył ekipie generała Wojciecha Jaruzelskiego wiele radości, gdyż na skutek dywersyjnych działań niektórych „koncesjonowanych opozycjonistów” udało się skłócić wewnętrznie emigrację.
W nagrodę juz po powrocie do kraju i wprowadzeniu w życie układu Michnik-Jauzelski, Kuczyński odwołany został z funkcji prowokatora a objął intratne stanowisko - doradcy premiera Mazowieckiego Tadeusza.
Dwa razy jeszcze udawało się później Maniusiowi Kuczyńskiemu “podłapać” państwową fuchę, gdy tylko dawni mocodawcy ze swoimi ugrupowaniami obejmowali władzę.

Dzisiaj odtrącony i zapomniany usiłuje zwrócić na siebie uwagę tym, co umie najlepiej: prowokowaniem, lżeniem, poniżaniem…
Niestety obecnie już, sposoby i metody prowokatora-Maniusia, straciły na skuteczności.
Wyleniał i zezgredział...
Język partyjnego betonu jest dziś mało zrozumiały dla ludzi młodych a niczego nowego Kuczyński już nie jest w stanie nauczyć się.
Biednemu Burkowi pozostaje tylko leżeć z łańcuchem na szyi koło swojej budy, raz na jakiś czas nastroszyć się i poujadać cienkim głosikiem. W nagrodę Pan pogłaszcze po siwym łebku i rzuci ochłap...
Maniuś Kuczyński dostał niedawno od prezydenta Order Orła Białego, wszak naujadał się w ostatnim czasie, choć na próżno ale niemiłosiernie.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Komisja pisze raport...

Wspólna, międzypaństwowa, niezależna komisja pisze raport dotyczący przyczyn ‘tragedii smoleńskiej”
















(na bazie obrazu Ilii Riepina „Kozacy piszą list do sułtana”)

środa, 6 października 2010

PItu-pitu, baju-baju czyli Tusk i dopalacze.

Z całą bezwzględnością rząd będzie walczył z dopalaczami... zdusimy w zarodku... to jest otwarta wojna z dopalaczami... nie ma pobłażliwości dla handlarzy śmiercią.... pozamykamy sklepy i aresztujemy każdego... itp. itd.

Tak oto reklamował swój nowy pomysł Premier Donald Tusk. Wtórowali mu inni członkowie władz łącznie z koalicjantem.
Idea, być może jest słuszna, założenia także, lecz metody wyjątkowo głupie a drugie dno aż nad wyraz widoczne. Gdyby walkę z quasi-narkomanią zapowiedział ktokolwiek inny i posłużył się podobnymi argumentami i metodami, to wzbudził by choćby odrobinę zaufania i wywołał łut refleksji nad pomysłem.

Pan Premier Tusk i jego wesołą kompania dali się już poznać przez ostatnie trzy lata ze znakomitego „pijaru”, który jak dotychczas przynajmniej niektórym wystarczał za materialne, doczesne dobra.
Nikt wam tyle nie da, ile premier Tusk wam obieca – jak twierdzą dobrze znający premiera.
Tak więc Tusk & Co. będą walczyli z dopalaczami bezwzględnie.
Tak przynajmniej obiecali.
Pierwsze efekty już są nawet. Dziś aresztowano „króla dopalaczy” niejakiego Dawida B. Dzielni chłopcy nasłani przez księcia pijaru zwinęli go na gorącym uczynku, to jest w jego sklepie i to za ladą.
Aresztowanie miało miejsce na podstawie jakiegoś skserowanego świstka podpisanego przez Głównego Inspektora Sanitarnego (podpis też ksero). Miało to oznaczać, ze premier nie żartuje i niczym szeryf gotów jest podjąć walkę z otaczającym złem nie bacząc na koszta.
A koszta będą.

Daję głowę, że osoba tak dobrze ustosunkowana w środowisku (nazwijmy to) mafijnym i majętna jak Dawid B. uruchomi najlepszych prawników, którzy udowodnią bez trudu, że działania władz były bezprawne.
Co za tym idzie, zażąda odszkodowania w wysokości takiej, że wielu obywateli nawet sobie takiej sumy nie jest w stanie wyobrazić. Za nim pójdą inni....
Sprawa jest prosta – nie ma podstaw prawnych, by zabraniać handlu dopalaczami, bo nie ma ustawy.

I tu dochodzimy do następnego sprytnego wybiegu platformy.
Jak przystało na ojca polityki miłości, premier kocha wszystkich, którzy jednoczą się wokół niego w momentach trudnych dla Państwa. Przynajmniej tworzy takie wrażenie, by zgromadzić zarówno koalicjantów jak i opozycję wokół słusznej idei.

Tak to niby ma wyglądać, by opozycja pomogła mu przeforsować ustawę zakazującą handlu dopalaczami i pokrewnymi „wynalazkami” za co on zbierze pochwały i laury. Ale nie tylko...
Wiadomo, że zdecydowane działania przeciw handlarzom i producentom „dopalaczy” przysporzą premierowi sympatyków po stronie tych wielbiących państwo prawa i normalnych zasad. Być może, po takiej akcji zaufają mu nawet dotychczasowi wyborcy innych partii politycznych.
Z drugiej strony odpłyną młodzi, „przygłupiaści” niegdyś tak przydatni (podczas akcji „krzyż”) wkurzeni na Tuska za odcięcie używek.

Wyrówna się?
Przypływ pierwszej grupy zrekompensuje odpływ drugiej?
Nic z tych rzeczy.
Po to powstała partia palikota.
Nowoczesna Polska, czy jak to się ma nazywać, ogłosi walkę o zalegalizowanie narkotyków i przygarnie „przygłupiastych” plus jeszcze niezdecydowanych dawnych młodocianych wielbicieli SLD.
Gdy tylko uda im się „wejść” do sejmu, nawet przy minimalnym poparciu społecznym (5-10%) stanowić będą w przyszłym parlamencie uzupełnienie platformy czy jak kto woli filię PO.
Premier będzie nadal w oczach prawych i uczciwych obywateli mężem niezłomnym, walczącym w imię zasad i utartych kanonów – tradycjonalistą i dobrym szeryfem, a szef filii Palikot dobroczyńcą i bojownikiem o prawa młodych „na haju”.
Tak się chłopaki uzupełniać będą już po najbliższych wyborach.
A żeby było śmieszniej, za cały polityczny szwindel zapłacimy my wszyscy!
Z naszych to bowiem pieniędzy państwo wypłaci wielomilionowe odszkodowania Dawidowi B. i jemu podobnym.
Jak widać najłatwiej robi się wielką politykę za cudze pieniądze.

środa, 1 września 2010

Znalazło się 9 milionów!

Z całej jubileuszowej zadymy, która miała miejsce na zjeździe „Solidarnosci” w Gdyni, najbardziej zapadło mi w pamięć wystąpienie premiera Tuska.
Nie (jak już mówi się) reżyserowane przez Nowaka wystąpienie wielbicielki Komorowskiego – Henryki (Waleń) Krzywonos , nie parodystyczny i ośmieszający stoczniowców „żuraw-statua wolności” Komorowskiego a właśnie prowokacyjne wystąpienie Tuska.
„(...) w solidarności było wtedy 10 mln ludzi. Co stało się z tymi 9 mln, że one dzisiaj się nie odnajdują w solidarności?” – dziwi się Tusk i udaje „niemca”.

Aby odpowiedzieć premierowi na to pytanie, należy cofnąć się do października 1997 roku.
Właściwie Tusk znakomicie zna odpowiedź, a pytanie zadane zostało tylko „pro forma” – tak dla jaj.
Niemniej jednak, aby zdjąć z oblicza premiera maskę „gapiszona-niewidimki” pozwalam sobie przypomnieć w jakich okolicznościach i za czyją sprawą ruch Solidarności z wielkiego związkowego ruchu patriotycznego został zepchnięty na margines życia politycznego i społecznego.

Po nieudolnych i jałowych rządach postkomunistycznego gabinetu Cimoszewicza, Polacy znów zaufali „Solidarności”. 31 października 1997 roku, po wygranych wyborach parlamentarnych Akcja Wyborcza Solidarność wraz z Unią Wolności utworzyła rząd na którego czele stanął Jerzy Buzek.
Polacy zaufali związkowcom i osobom, które w imieniu tych związkowców zasiadły w ministerialnych fotelach. Na plecach „Solidarności” po drabince do władzy wdrapało się wielu.
Niestety, jak się okazało wkrótce, wielu też zawiodło na całej linii.
Dziś można uznać, że rząd Buzka był jednym z najgorszych rządów w Polsce, po odzyskaniu przez nią niepodległości.
Rządzący nie tylko sknocili robotę i w nadchodzących wyborach oddali bez walki pole postkomunistom, ale też zszargali dobre imię „Solidarności”.
Afera za aferą, gangsterskie powiązania i działanie na szkodę związku to pokrótce „zasługi” rządzących z ramienia AWS.

Warto w tym miejscu wspomnieć o kilku „orłach” i ich aktualnej przystani politycznej.
Jerzy Buzek – premier i główny macher rządu, w nagrodę za zasługi zszargania imienia „Solidarności” przyjęty do PO.
Jerzy Steinhoff - wicepremier i miłośnik Olechowskiego, teraz wspiera PO.
Wojciech Maksymowicz – również w nagrodę przygarnięty przez PO.
Emil Wąsacz – cichy adorator Tuska, jego sprawa sądowa dot. nieprawidłowości przy prywatyzacjach nadal się toczy. Wspiera PO.
Andrzej Wiszniewski – po perypetiach trafił do PO.
Marek Biernacki – „gwiazda” i specjalista od spraw wewnętrznych w galerii gwiazd PO.
Władysław Bartoszewski – rzecz jasna przygarnięty i adorowany przez „tuskoidów” – robi za autorytet w PO.
Edmund Wittbrodt – w nagrodę również w PO.
Jeżeli do tej grupy dodamy „zwałęsiałych” ministrów, takich jak: Iwanicki, Zakrzewski oraz krypto komunę z UW (Balcerowicz, Suchocka, Geremek, Onyszkiewicz, Wnuk-Nazarowa oraz Morawski) i zastrzelonego przez gangsterów szemranego ministra sportu Marka Dębskiego, to mamy pełny obraz koalicyjnego rządu AWS-UW.

Kto więc zniszczył mit Solidarności? Kto przyłożył rękę do odejścia społeczeństwa od tak wielbionego niegdyś przez wszystkich legendarnego związku?
Kto zszargał imię Solidarności?
Kto oszukał ludzi?
Odpowiedź jest prosta – ci, którzy dziś klaszczą Tuskowi, wielbią Komorowskiego i udają, że toczą łzy nad nieszczęściem związku.
Pochylają się z pozorowaną troską, nad głupkowatymi pytaniami premiera zapominając o własnych „zasługach” w niszczeniu dobrego imienia związku.

Dziś pierwszy macher, były tzw. premier, odpowiedzialny za wszelkie zło i powrót do władzy postkomunistów z Millerem w roli premiera jest szefem parlamentu europejskiego!
Ten, który nadzorował bandę nieudaczników i akceptował wszelkie ruchy swoich ministrów boleje wraz z „czyścicielem kominów” nad losem „Solidarności”.
Czy to tylko głupota i brak nawet szczątkowej inteligencji?
Chyba nie. To już obłuda, nikczemność i skur...ństwo!

Panie Premierze, niniejszym informuję, że dziewięć milionów znalazło się.
Te „dziewięć milionów, które nie odnajdują się w „Solidarności” to ci oszukani przez dawnych AWSowców a dzisiejszych pańskich ludzi.
To ludzie, których okłamano działając w imieniu „Solidarności”.

P.S. W telewizji dla odmiany, najbardziej burzyli się Lis, Janas, Lityński, Celiński. Piękne towarzystwo zakamuflowanych niegdyś w „Solidarności” komuchów, dziś otwarcie reprezentujących SLD, demokratów.pl czy też inne „czerwone” ugrupowania.
Kogo więc ma wspierać „Solidarność”, komu ufać?
Czy wobec tego ktoś jeszcze dziwi się dlaczego związek tak mocno wspiera PiS?