Do wyboru 5 wariantów. Wszystkie bardzo prawdopodobne. Dla śmiałka, który prawidłowo wytypuje właściwą wypowiedź - nagrodę - odcisk dłoni Donalda Tuska, ufunduje Biuro Krajowe PO, tel. 22 635-78-79 lub 22 831-55-07.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszustwo. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 grudnia 2015
sobota, 1 listopada 2014
Panslawizm a ruskie urojenia
Jak wiemy panslawizm wymyślili Czesi. Jeszcze na poczatku
XIX wieku niejaki František Palacký, spożywszy więcej niż
zwykle jelinkowej zapalanki wpadł na pomysł by wsyscy słowianie zjednoczyli się
przeciw germańskiemu zalewowi słowiańskich społeczności.
Zorganizował przeto Palacký w 1848 roku
w Pradze, Wielki Kongres Panslawistyczny i był z niego bardzo dumny.
Dobrego humoru nie popsuł mu nawet fakt, że na owy kongres przybyli głównie
Czesi, co nie nadało zlotowi międzynardowego wymiaru.
Czesi są narodem małym ale praktycznym
i bardzo rodzinnym.
Dlatego też ze swoją ideą kisili się we
własnym sosie jeszcze na dwóch zjazdach, po czym, gdy podłączyły się do owej
idei panslawistycznej inne narody, to całość szlag trafił.
Stało się tak, gdyż założono błędnie, iż to rosjanie bedą stać na
czele, a jedyną słuszną religią będzie prawosławie i to moskiewskie.
Dlatego też Czesi wymyślili sobie
Neoslawizm by mieć w nosie ruskich!
Wprawdzie nowa idea zakładała bratanie
się z rosjanami, ale teoretycznie na partnerskich warunkach i bez ruskiej
dominacji.
Owa idea równeż nie przetrwała próbu
czasu.
Osobnym rozdziałem w historii
panslawizmu czy też neoslawizmu, jest jego stosunek do Polaków oraz stosunek samych
Polaków do niego.
Ruchy te nigdy nie miały w Polsce popracia i nigdy nie były
traktowane poważnie.
Wprawdzie w 1908 roku Roman Dmowski uczestniczył w kongresie
neoslawiańskim w Pradze, ale tylko po to by pokazać światu problem Polaków pod
zaborami.
Później odbyły się jeszcze dwa kongresy (Petersburg - 1909,
Sofia - 1910), które znów pokazały, że nie ma równości wśród „słowian“ a
rosjanie traktują przedniotowo m.in. Polaków. Co ważne, w kongresie w Sofii
Polacy już nie uczestniczyli.
Agonia idei nastąpiła w 1910 roku a ruscy z muchami w nosie
wymyslili sobie tzw. rosyjski neoslawizm.
Samo już powstanie takiego mononacjonalistycznego tworu jest
przykładem na wielkie oszustwo, które w dzisiejszej Europie się (niestety) odradza.
Mianowicie,
działający w połowie XIX wieku, wybitny polski etnograf Franciszek Henryk Duchiński, dowiódł, iż rosjanie
wcale nie należą do grupy Słowian!
Ze Słowianami
nie mają nic wspólnego, gdyż należą do grupy o pochodzeniu turańskim
–mongolskim.
Skąd więc
rosyjski noeoslawizm?!
Z urojeń!
Nie pierwsza
to próba rosyjskiego oszustwa.
Jak pisał
Duchiński: „prawdziwymi Słowianami są
jedynie Polacy i Rusini, Rosjanie zaś nie są nawet ludem aryjskim...“ a
„..kolebką Słowiańszczyzny są tereny
pomiędzy Wisłą a Dnieprem...“
Pewnie dla
gromadki dzisiejszych usłużnych idiotów proruskich, będzie to szokiem, że
bratają sie z dziczą stepową a nie z prawdziwymi Słowianami.
Ale może ich
pochodzenie też nie jest pewne...
W każdym
razie dzwnie to wygląda... coś jakby hitlerowskie Niemcy w germańskiej
ideologii próbowały udowodnić braterkę krwi ze słowackimi cyganami...
Fizjonomicznym
przykładem prawdziwego, wzorcowego „słowianina z rosji“ niech będzie Władimir Putin.
Temu, który
dopatrzy się w jego twarzy rysów słowiańskich – laur z saksaułu. Prosto z Gobi
– skąd właśnie przybyli do rosji „słowianie“!
Etykiety:
azja,
kałmuki,
mongolia,
neopanslawizm,
noworosja.,
oszustwo,
panslawizm,
pochodzenie turańskie,
Rosja,
Ruscy
piątek, 21 lutego 2014
Biedroń biczuje się, tylko że za nasze...
Dawnymi czasy grzesznicy, dla pokuty, idąc w
szpalerze biczowali się okrutnie aby zmyć swoje
grzechy.
Dziś w godziach południowych poseł Twojego
Ruchania Robert Biedroń uroczyście pobił się w centrum Warszawy. Istnieje
prawdopodobienstwo, że akt ten miał na celu odkupienie win za grzech
homoseksualizmu.
Nareszcie Biedroń zrozumiał, że jest
niedobry, paskudny, chory i grzeszny, toteż „przylutował“ sobie z liścia,
tak dla fasonu.
Odwagi jednak starczyło mu tylko na ten
piękny, acz mało przekonywujący gest, bo po tym, czym prędzej zadzwonił na
policję, że to niby jacyś ludzi naubliżali mu i go uderzyli.
„Niby i jacyś“ gdyż świadków tego aktu
prestępstwa jakoś nie ma.
Tym samym Biedroń upiekł dwie pieczenie na
jednym ogniu. Odkupił winy oraz zawył na całą Polskę z rozpaczy nad losem
pobitego pederasty!
Ja przystało na niewiastę, Biedroń oczywiście
odpowiednio ubarwił całe zdarzenie, by jego narzeczony przytulił go do serca i
pogłaskał po głowie a herszt Ruchaczy Palikot mógł bić się w jego imieniu o
prawa nadzwyczajne dla pedałków.
"Kolejny raz zostałem uderzony na
ulicy. I tym razem podobnie - za to, że jestem wg. panów »parówą«, »ciotą« i
»pedałem«. Ile jeszcze razy?" –
pyta „biczownik“ na Twitterze.
„Skoro tak się zachowywali, poprosiłem,
aby wyszli. Wtedy jeden z nich podniósł rękę, krzyknął "spie...laj
cioto" i mnie walnął“ –
dodał w TOK FM.
Biedroń zadzwonił na policję o 13.33 a
już o 13.40 ekipa policyjna była na miejscu zdarzenia. Niestety nie było tam
już Biedronia, który resztką sił i homoseksualnej woli w podskokach doczołgał
się na wiejską, by spełniać posługę poselską. Zdążył jeszcze wpisać na
Twtterze, że policja długo nie przyjeżdżała
(7 minut) więc musiał się oddalić.
Niestety, z całej tej historii
wypływa cała rzeka obłudy, homoseksualnego zadufania oraz przejawów tęczowego
homonazizmu.
Wszechmogący pederasta marnuje czas
policjantów, każąc im zajmować się własnymi urojeniami bądź fałszywymi
oszczerczymi oskarżeniami. Czas policji, utrzymywanej z podatków
obywateli.
Okłamuje opnię publiczną twierdząć, że
policja długo nie reagowała na jego zgłoszenie i dlatego musiał się oddalić,
podczas gdy funkcjonarusze byli na miejscu po 7 minutach!
Oczywiście chodzilo o uniknięcie
identyfikacji obrażeń, ktorych... nie było!
Tak to pederaści z Twojego Ruchu
bawią się naszym kosztem i za nasze pieniądze.
A swoją drogą, to pederastom chyba się już w
głowach poprzewracało. Mówiono kiedyś o Żydach, że w stosunku do Polaków
używali poniżającego powiedzenia : „Wasze ulice – nasze kamienice“. Dziś
homoseksualiści rezerwują dla siebie ulice a ludzi normalnych próbują usunąć z tamtąd
w bliżej nieokreślone jeszcze miejsce. Jak bowiem inaczej zrozumieć wypowiedź
fuehrera homonazistów BIedronia: „Kolejny raz zostałem
uderzony na ulicy (...) a
dalej
„Skoro tak się zachowywali, poprosiłem, aby wyszli...“?
To teraz ulice będą dostępne tylko dla
homonazistowskich „czlonków“ tęczowej bandy?
A niech was...
Heil Biedroń!
Etykiety:
Biedroń,
choroba,
fałszywe zgłoszenie,
homoseksualizm,
oszustwo,
pobicie,
POlicja,
przestępstwo,
samookaleczenia,
zboczenie
piątek, 8 listopada 2013
Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Choroba Stefana" odc. 8
Ósmy odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej
postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia
polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN .
Etykiety:
głupota,
humor,
jad,
oszustwo,
Platforma Obywatelska,
Psychopata,
Stefan NIesiołowski,
Stetrycki i Waldorfiewicz,
szczucie,
TVN
niedziela, 8 września 2013
Andrzej Wajda opowiada o filmie: Tusk - Człowiek z Bałachu
Program kulturalny z udziałem Andrzeja Wajdy. Wiele ciekawych
wypowiedzi mistrza, wiele zaskakujących faktów. Jednym słowem materiał
dla wybrednych i rządnych kultury... Zapowiedź nowej superprodukcji
mistrza - filmu: TUSK - CZŁOWIEK Z BAŁACHU
piątek, 28 września 2012
“De anatomische les van Dr. Tusk”
Amsterdam, 28.IX.2012
Dzięki nowoczesnej technice oraz
zaangażowaniu specjalistów od malarstwa flamandzkiego, dokonano wczoraj w galerii
Mauritshuis, w Hadze epokowego odkrycia.
Przy pomocy laserowych
neonoktowizorów I termowizorów, naukowcom udało się przeniknąć przez dużo
później nałożoną (w wielu miejscach) warstwę farby na obrazie znanym dotąd jako “Lekcja anatomii doktora
Tulpa” - Rembranta.
To co pokazały podłączone do
urządzeń monitory przeszło najdalsze wyobrażenia!
Okazuje się, że nieznana osoba
(prawdopodobnie wiele lat po ukończeniu
dzieła przez Rembranta) zamalowała twarze postaci obecnych przy sekcji i
domalowała im oblicza zupełnie inne.
Kim mógł być ów “ulepszacz” dzieła
można tylko przypuszczać.
Dr Pim Van der Elder z muzeum w Hadze snuje
hipotezę, że mógł być nim znani wówczas, prymitywni pacykarze: Christophus Buondaarik
lub Eva-Hauwaa Koopach, którzy na czyjeś polecenie “okaleczyli” obraz, próbując zamaskować oblicza
niewygodnych osób.
Dzięki nowoczesnej technice, teraz
już wiemy jak wyglądały twarze uczestników sekcji zwłok.
Wiemy też kim byli uwieńczeni na
plótnie gdyż… wiadomo co w danym momencie mówili!
Właśnie tak!
Rembrant, prawdopodobnie by oddać
nastrój czy grymas twarzy modela (w momencie uwieczniania) pisał na półtnie,
obok postaci wypowiadane w danej chwili słowa!
Całość odkrycia uzupełnia cenne
znalezisko na wewnętrzenej stronie ramy obrazu. Rembrant napisał tam: “De anatomische
les van Dr. Tusk” czyli “Lekcja anatomii doktora Tuska” a nie jak błędnie przez
lata podawano “Tulpa”!
Ekipa naukowców zamierza
przebadać też inne dzieła mistrza.
-------------------------------------------------------------------------------
Warszawa, 28.IX.2012
Jak dowiedzieliśmy się z
nieoficjalnych źródeł, prokuratura
okręgowa w Gdańsku zamierza w najbliższych dniach przesłuchać ob. Rembranta Van
Rijn’a w charakterze podejrzanego w sprawie “niewłaściwego udokumentowania
wydarzenia o charakterze dowodowym” oraz “użycia niewłaściwego materiału
dokumentującego, który nie rozłożył się pod warstwą nałożoną przez cenzurę
prewencyjną, na skutek czego narażona została na szwank godność osób
nietykalnych w państwie”.
Agencja Bezpieczeństwa
Wewnetrznego bada już kontakty oraz bilingi najbliższych współpracowników
artysty. Jest wysoce prawdopodobne, że Rembrant Van Rijn I jego uczniowie
pozostawali w kontaktach z Polską opozycją.
Centralne Biuro Antykorupcyjne
wystąpiło do ob. Rembranta o faktury na sprzedane przez niego obrazy. Jak
podano w nieoficjalnym komunikacie, na wiele płócien rachunków brak!
Istnieje podejrzenie, że mogły
one służyć jako łapówki.
Tym zapewne zainteresują się już Prokuratura
oraz Urząd Podatkowy.
Kancelaria Prezydenta Bronisława
Komorowskiego, w wydanym oświadczeniu poinformowała, że mimo iż proces jeszcze
nie odbył się, Prezydent nie zamierza skorzystać z przysługującego mu prawa
łaski w stosunku do malarza.
Parlamentarzyści klubów poselskich
Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota rozważają skierowanie do podpisu
wniosku o postawienie malarza przed Trybunałem Stanu.
Poseł Stefan Niesiołowski w
porannym programie “RynszTOK FM” zmieszał z błotem artystę oraz trzykrotnie
napluł na jego zdjęcie.
Sekretarz klubu parlamentarnego
Platformy Obywatelskiej Paweł Kierbel (obecnie Olszewski) w programie Moniki
Olejnik “Kupka nad i” obciążył artystę odpowiedzialnocią za wszelkie zło i
kataklizmy, dotykające ukochaną władzę a na koniec wraz z prowadzącą popłakał
się nad losem premiera.
Redaktor Adam Michnik we
“wstępniaku” w jutrzejszej “Gazecie Wyborczej” zająkał się na śmierć… w
proteście przeciw faszystowskiemu malarzowi.
Etykiety:
Arabski,
oszustwo,
Platforma Obywatelska,
profanacja zwłok,
Schetyna,
Smoleńsk,
Tusk
sobota, 22 września 2012
Sikorski uzupełnia wykształcenie
Ale ten drugi tytuł to honorowy dyplom, który można… kupić za dziesięć funtów – podaje TVP Info.
Na większości uniwersytetów w Anglii tytuł Master of Arts odpowiada polskiemu magistrowi. Oxford ma jednak inne zasady – tam tytuł ten to tylko dyplom pamiątkowy, który studenci mogą kupić za dziesięć funtów – pisze portal TVP Info, który skontaktował się z uczelnią.
- Otrzymanie dyplomu Master of Arts nie jest równoważne z ukończeniem studiów wyższego stopnia – wyjaśnia rzeczniczka Uniwersytetu Oksfordzkiego Clare Woodcock. – Każdy posiadacz dyplomu Bachelor od Arts może wystąpić o Master of Arts w siedem lat po immatrykulacji. Za wydanie dyplomu uczelnia pobiera niewielką opłatę w wysokości 10 funtów....
Etykiety:
kupiony duplom,
lipa,
nieuk,
oszustwo,
PO,
Radosław Sikorski,
Wyższe wykształcenie
piątek, 9 września 2011
Maniuś, nie szczekaj już...
Rozochocił się i wigoru nabrał pozostający obecnie na etacie leciwego i bezzębnego psa Burka - Maniuś Kuczyński.
Niczym przyzagrodowy czworonóg w wieku połańcuchowym, sili się odważne ataki z wywieszonym ozorem i wyszczerzonymi kłami próbując kąsać każdego, kto wchodzi w obejście. W obejście rodzinne familii Agora.
Leciwy i przytępiony Maniuś widzi nawet rzeczy, których nie było, a które tak bardzo chciałby zobaczyć, więc w nie uwierzył.
Uwierzył i szczeka, licząc na nagrodę od gospodarzy.
Dziś Widzi „komisarzy z PiS, którzy przeprowadzali czystki w urzędach państwowych”.
W urzędach, które winne być apolityczne, niezależne – jak pisze.
Dowcipy na starość trzymają się bezzębnego Burka.
Pewnie też wydaje się Kuczyńskiemu, że te urzędy do tej pory były niezależne i apolityczne i tylko IV RP je upolityczniła.
Maniuś niestety nie precyzuje o które urzędy mu chodzi, ale mniejsza z tym – pewnie kosmici też mu koło budy wylądowali...
Odpornym na bzdury polecam wycie i skomlenie Maniusia Kuczyńskiego na wp.pl
Maniusia?
Właśnie Maniusia!
Bo właściwie “Burek” na imię ma Marian, a Waldmar to jego imię drugie.
Niby nic takiego, ale w życiu Kuczyńskiego wszystko jest „tak, a właściwie… nie tak”.
Niby Waldemar a właściwie Marian.
Niby opozycjonista, a wielbiciel gierkowskiego Peerelu.
Niby bojownik i rewolucjonista a tchórz i dekownik.
Niby niezłomny i niezależny a czerpiący z szerokiego gestu komunistów pełną garścią i uginający się w hołdach.
Historia życia tegoż Burka - Kuczyńskiego Maniusia, w sumie dość paskudna i pieska odpowiednio przez niego samego barwiona nabierała z latami kolorytu.
Tchórzliwy zagrodowy kundelek o charakterze lizusowskim, stawał się w skutek odpowiedniej propagandy i kreowania własnej postaci - silnym i mężnym dobermanem.
Dziś odpowiednio pokolorowaną historię swojej „walki o społeczny dobrobyt i demokrację” – Maniuś prezentuje na własnej stronie w internecie.
Coś, co zmieściło by się w dwóch zdaniach, Kuczyński rozwinął do niezłej historii o zabarwieniu heroiczno-literackim.
Kim naprawdę jest doradca „targowiczanina” Mazowieckiego, „złoga komunizmu” Cimoszewicza i ojca chrzestnego „gabinetu ciemnych postaci” Buzka?
Wystarczy powiedzieć, że z pewnością nie jest tym, za kogo chciałby uchodzić.
Marian Waldemar Kuczyński jako dobry socjalista i wyznawca idei towarzysza Uljanowa, należał do PZPR i tylko dzięki własnej niefrasobliwości, z niej został później wyrzucony. To tylko tak formalnie. Zawodowo i towarzysko pozostawał w niezłych kontaktach z oficjelami partyjnymi, którzy nie dali mu zginąć z głodu,
Gdy powstała “Solidarność” Maniuś, podobnie jak większość koncesjonowanych cwaniaków, szybko począł kręcić się wokół robotników, niby jako “fachowiec-doradca”.
Komunistycznej władzy było to na rękę.
Gwarantowało wszak realny wpływ na działania opozycji.
W nagrodę, już po wypowiedzeniu wojny Polakom, komuniści zadbali o dobre samopoczucie i zdrowie Maniusia. Skierowany został do ośrodka wypoczynkowego w Jaworzu (tam też przebywał Bronisław Komorowski) gdzie przez pół roku na państwowym, wystawnym wikcie zgłębiał istotę tak ukochanego socjalistycznego porządku świata.
Po opuszczeniu ośrodka wczasowego. Maniuś, by dowartościować się a także zapewnić socjalistycznej władzy wpływy w kręgach emigracyjnych (opozycjonistów, którym udało się umknąć z kraju po wprowadzeniu stanu wojennego) udał się na pobyt czasowy do Paryża. Niby w celach leczniczych, zdrowotnych.
Pobyt Kuczyńskiego we Francji przysporzył ekipie generała Wojciecha Jaruzelskiego wiele radości, gdyż na skutek dywersyjnych działań niektórych „koncesjonowanych opozycjonistów” udało się skłócić wewnętrznie emigrację.
W nagrodę juz po powrocie do kraju i wprowadzeniu w życie układu Michnik-Jauzelski, Kuczyński odwołany został z funkcji prowokatora a objął intratne stanowisko - doradcy premiera Mazowieckiego Tadeusza.
Dwa razy jeszcze udawało się później Maniusiowi Kuczyńskiemu “podłapać” państwową fuchę, gdy tylko dawni mocodawcy ze swoimi ugrupowaniami obejmowali władzę.
Dzisiaj odtrącony i zapomniany usiłuje zwrócić na siebie uwagę tym, co umie najlepiej: prowokowaniem, lżeniem, poniżaniem…
Niestety obecnie już, sposoby i metody prowokatora-Maniusia, straciły na skuteczności.
Wyleniał i zezgredział...
Język partyjnego betonu jest dziś mało zrozumiały dla ludzi młodych a niczego nowego Kuczyński już nie jest w stanie nauczyć się.
Biednemu Burkowi pozostaje tylko leżeć z łańcuchem na szyi koło swojej budy, raz na jakiś czas nastroszyć się i poujadać cienkim głosikiem. W nagrodę Pan pogłaszcze po siwym łebku i rzuci ochłap...
Maniuś Kuczyński dostał niedawno od prezydenta Order Orła Białego, wszak naujadał się w ostatnim czasie, choć na próżno ale niemiłosiernie.
Niczym przyzagrodowy czworonóg w wieku połańcuchowym, sili się odważne ataki z wywieszonym ozorem i wyszczerzonymi kłami próbując kąsać każdego, kto wchodzi w obejście. W obejście rodzinne familii Agora.
Leciwy i przytępiony Maniuś widzi nawet rzeczy, których nie było, a które tak bardzo chciałby zobaczyć, więc w nie uwierzył.
Uwierzył i szczeka, licząc na nagrodę od gospodarzy.
Dziś Widzi „komisarzy z PiS, którzy przeprowadzali czystki w urzędach państwowych”.
W urzędach, które winne być apolityczne, niezależne – jak pisze.
Dowcipy na starość trzymają się bezzębnego Burka.
Pewnie też wydaje się Kuczyńskiemu, że te urzędy do tej pory były niezależne i apolityczne i tylko IV RP je upolityczniła.
Maniuś niestety nie precyzuje o które urzędy mu chodzi, ale mniejsza z tym – pewnie kosmici też mu koło budy wylądowali...
Odpornym na bzdury polecam wycie i skomlenie Maniusia Kuczyńskiego na wp.pl
Maniusia?
Właśnie Maniusia!
Bo właściwie “Burek” na imię ma Marian, a Waldmar to jego imię drugie.
Niby nic takiego, ale w życiu Kuczyńskiego wszystko jest „tak, a właściwie… nie tak”.
Niby Waldemar a właściwie Marian.
Niby opozycjonista, a wielbiciel gierkowskiego Peerelu.
Niby bojownik i rewolucjonista a tchórz i dekownik.
Niby niezłomny i niezależny a czerpiący z szerokiego gestu komunistów pełną garścią i uginający się w hołdach.
Historia życia tegoż Burka - Kuczyńskiego Maniusia, w sumie dość paskudna i pieska odpowiednio przez niego samego barwiona nabierała z latami kolorytu.
Tchórzliwy zagrodowy kundelek o charakterze lizusowskim, stawał się w skutek odpowiedniej propagandy i kreowania własnej postaci - silnym i mężnym dobermanem.
Dziś odpowiednio pokolorowaną historię swojej „walki o społeczny dobrobyt i demokrację” – Maniuś prezentuje na własnej stronie w internecie.
Coś, co zmieściło by się w dwóch zdaniach, Kuczyński rozwinął do niezłej historii o zabarwieniu heroiczno-literackim.
Kim naprawdę jest doradca „targowiczanina” Mazowieckiego, „złoga komunizmu” Cimoszewicza i ojca chrzestnego „gabinetu ciemnych postaci” Buzka?
Wystarczy powiedzieć, że z pewnością nie jest tym, za kogo chciałby uchodzić.
Marian Waldemar Kuczyński jako dobry socjalista i wyznawca idei towarzysza Uljanowa, należał do PZPR i tylko dzięki własnej niefrasobliwości, z niej został później wyrzucony. To tylko tak formalnie. Zawodowo i towarzysko pozostawał w niezłych kontaktach z oficjelami partyjnymi, którzy nie dali mu zginąć z głodu,
Gdy powstała “Solidarność” Maniuś, podobnie jak większość koncesjonowanych cwaniaków, szybko począł kręcić się wokół robotników, niby jako “fachowiec-doradca”.
Komunistycznej władzy było to na rękę.
Gwarantowało wszak realny wpływ na działania opozycji.
W nagrodę, już po wypowiedzeniu wojny Polakom, komuniści zadbali o dobre samopoczucie i zdrowie Maniusia. Skierowany został do ośrodka wypoczynkowego w Jaworzu (tam też przebywał Bronisław Komorowski) gdzie przez pół roku na państwowym, wystawnym wikcie zgłębiał istotę tak ukochanego socjalistycznego porządku świata.
Po opuszczeniu ośrodka wczasowego. Maniuś, by dowartościować się a także zapewnić socjalistycznej władzy wpływy w kręgach emigracyjnych (opozycjonistów, którym udało się umknąć z kraju po wprowadzeniu stanu wojennego) udał się na pobyt czasowy do Paryża. Niby w celach leczniczych, zdrowotnych.
Pobyt Kuczyńskiego we Francji przysporzył ekipie generała Wojciecha Jaruzelskiego wiele radości, gdyż na skutek dywersyjnych działań niektórych „koncesjonowanych opozycjonistów” udało się skłócić wewnętrznie emigrację.
W nagrodę juz po powrocie do kraju i wprowadzeniu w życie układu Michnik-Jauzelski, Kuczyński odwołany został z funkcji prowokatora a objął intratne stanowisko - doradcy premiera Mazowieckiego Tadeusza.
Dwa razy jeszcze udawało się później Maniusiowi Kuczyńskiemu “podłapać” państwową fuchę, gdy tylko dawni mocodawcy ze swoimi ugrupowaniami obejmowali władzę.
Dzisiaj odtrącony i zapomniany usiłuje zwrócić na siebie uwagę tym, co umie najlepiej: prowokowaniem, lżeniem, poniżaniem…
Niestety obecnie już, sposoby i metody prowokatora-Maniusia, straciły na skuteczności.
Wyleniał i zezgredział...
Język partyjnego betonu jest dziś mało zrozumiały dla ludzi młodych a niczego nowego Kuczyński już nie jest w stanie nauczyć się.
Biednemu Burkowi pozostaje tylko leżeć z łańcuchem na szyi koło swojej budy, raz na jakiś czas nastroszyć się i poujadać cienkim głosikiem. W nagrodę Pan pogłaszcze po siwym łebku i rzuci ochłap...
Maniuś Kuczyński dostał niedawno od prezydenta Order Orła Białego, wszak naujadał się w ostatnim czasie, choć na próżno ale niemiłosiernie.
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Komisja pisze raport...
Wspólna, międzypaństwowa, niezależna komisja pisze raport dotyczący przyczyn ‘tragedii smoleńskiej”

(na bazie obrazu Ilii Riepina „Kozacy piszą list do sułtana”)

(na bazie obrazu Ilii Riepina „Kozacy piszą list do sułtana”)
środa, 6 października 2010
PItu-pitu, baju-baju czyli Tusk i dopalacze.
Z całą bezwzględnością rząd będzie walczył z dopalaczami... zdusimy w zarodku... to jest otwarta wojna z dopalaczami... nie ma pobłażliwości dla handlarzy śmiercią.... pozamykamy sklepy i aresztujemy każdego... itp. itd.
Tak oto reklamował swój nowy pomysł Premier Donald Tusk. Wtórowali mu inni członkowie władz łącznie z koalicjantem.
Idea, być może jest słuszna, założenia także, lecz metody wyjątkowo głupie a drugie dno aż nad wyraz widoczne. Gdyby walkę z quasi-narkomanią zapowiedział ktokolwiek inny i posłużył się podobnymi argumentami i metodami, to wzbudził by choćby odrobinę zaufania i wywołał łut refleksji nad pomysłem.
Pan Premier Tusk i jego wesołą kompania dali się już poznać przez ostatnie trzy lata ze znakomitego „pijaru”, który jak dotychczas przynajmniej niektórym wystarczał za materialne, doczesne dobra.
Nikt wam tyle nie da, ile premier Tusk wam obieca – jak twierdzą dobrze znający premiera.
Tak więc Tusk & Co. będą walczyli z dopalaczami bezwzględnie.
Tak przynajmniej obiecali.
Pierwsze efekty już są nawet. Dziś aresztowano „króla dopalaczy” niejakiego Dawida B. Dzielni chłopcy nasłani przez księcia pijaru zwinęli go na gorącym uczynku, to jest w jego sklepie i to za ladą.
Aresztowanie miało miejsce na podstawie jakiegoś skserowanego świstka podpisanego przez Głównego Inspektora Sanitarnego (podpis też ksero). Miało to oznaczać, ze premier nie żartuje i niczym szeryf gotów jest podjąć walkę z otaczającym złem nie bacząc na koszta.
A koszta będą.
Daję głowę, że osoba tak dobrze ustosunkowana w środowisku (nazwijmy to) mafijnym i majętna jak Dawid B. uruchomi najlepszych prawników, którzy udowodnią bez trudu, że działania władz były bezprawne.
Co za tym idzie, zażąda odszkodowania w wysokości takiej, że wielu obywateli nawet sobie takiej sumy nie jest w stanie wyobrazić. Za nim pójdą inni....
Sprawa jest prosta – nie ma podstaw prawnych, by zabraniać handlu dopalaczami, bo nie ma ustawy.
I tu dochodzimy do następnego sprytnego wybiegu platformy.
Jak przystało na ojca polityki miłości, premier kocha wszystkich, którzy jednoczą się wokół niego w momentach trudnych dla Państwa. Przynajmniej tworzy takie wrażenie, by zgromadzić zarówno koalicjantów jak i opozycję wokół słusznej idei.
Tak to niby ma wyglądać, by opozycja pomogła mu przeforsować ustawę zakazującą handlu dopalaczami i pokrewnymi „wynalazkami” za co on zbierze pochwały i laury. Ale nie tylko...
Wiadomo, że zdecydowane działania przeciw handlarzom i producentom „dopalaczy” przysporzą premierowi sympatyków po stronie tych wielbiących państwo prawa i normalnych zasad. Być może, po takiej akcji zaufają mu nawet dotychczasowi wyborcy innych partii politycznych.
Z drugiej strony odpłyną młodzi, „przygłupiaści” niegdyś tak przydatni (podczas akcji „krzyż”) wkurzeni na Tuska za odcięcie używek.
Wyrówna się?
Przypływ pierwszej grupy zrekompensuje odpływ drugiej?
Nic z tych rzeczy.
Po to powstała partia palikota.
Nowoczesna Polska, czy jak to się ma nazywać, ogłosi walkę o zalegalizowanie narkotyków i przygarnie „przygłupiastych” plus jeszcze niezdecydowanych dawnych młodocianych wielbicieli SLD.
Gdy tylko uda im się „wejść” do sejmu, nawet przy minimalnym poparciu społecznym (5-10%) stanowić będą w przyszłym parlamencie uzupełnienie platformy czy jak kto woli filię PO.
Premier będzie nadal w oczach prawych i uczciwych obywateli mężem niezłomnym, walczącym w imię zasad i utartych kanonów – tradycjonalistą i dobrym szeryfem, a szef filii Palikot dobroczyńcą i bojownikiem o prawa młodych „na haju”.
Tak się chłopaki uzupełniać będą już po najbliższych wyborach.
A żeby było śmieszniej, za cały polityczny szwindel zapłacimy my wszyscy!
Z naszych to bowiem pieniędzy państwo wypłaci wielomilionowe odszkodowania Dawidowi B. i jemu podobnym.
Jak widać najłatwiej robi się wielką politykę za cudze pieniądze.
Tak oto reklamował swój nowy pomysł Premier Donald Tusk. Wtórowali mu inni członkowie władz łącznie z koalicjantem.
Idea, być może jest słuszna, założenia także, lecz metody wyjątkowo głupie a drugie dno aż nad wyraz widoczne. Gdyby walkę z quasi-narkomanią zapowiedział ktokolwiek inny i posłużył się podobnymi argumentami i metodami, to wzbudził by choćby odrobinę zaufania i wywołał łut refleksji nad pomysłem.
Pan Premier Tusk i jego wesołą kompania dali się już poznać przez ostatnie trzy lata ze znakomitego „pijaru”, który jak dotychczas przynajmniej niektórym wystarczał za materialne, doczesne dobra.
Nikt wam tyle nie da, ile premier Tusk wam obieca – jak twierdzą dobrze znający premiera.
Tak więc Tusk & Co. będą walczyli z dopalaczami bezwzględnie.
Tak przynajmniej obiecali.
Pierwsze efekty już są nawet. Dziś aresztowano „króla dopalaczy” niejakiego Dawida B. Dzielni chłopcy nasłani przez księcia pijaru zwinęli go na gorącym uczynku, to jest w jego sklepie i to za ladą.
Aresztowanie miało miejsce na podstawie jakiegoś skserowanego świstka podpisanego przez Głównego Inspektora Sanitarnego (podpis też ksero). Miało to oznaczać, ze premier nie żartuje i niczym szeryf gotów jest podjąć walkę z otaczającym złem nie bacząc na koszta.
A koszta będą.
Daję głowę, że osoba tak dobrze ustosunkowana w środowisku (nazwijmy to) mafijnym i majętna jak Dawid B. uruchomi najlepszych prawników, którzy udowodnią bez trudu, że działania władz były bezprawne.
Co za tym idzie, zażąda odszkodowania w wysokości takiej, że wielu obywateli nawet sobie takiej sumy nie jest w stanie wyobrazić. Za nim pójdą inni....
Sprawa jest prosta – nie ma podstaw prawnych, by zabraniać handlu dopalaczami, bo nie ma ustawy.
I tu dochodzimy do następnego sprytnego wybiegu platformy.
Jak przystało na ojca polityki miłości, premier kocha wszystkich, którzy jednoczą się wokół niego w momentach trudnych dla Państwa. Przynajmniej tworzy takie wrażenie, by zgromadzić zarówno koalicjantów jak i opozycję wokół słusznej idei.
Tak to niby ma wyglądać, by opozycja pomogła mu przeforsować ustawę zakazującą handlu dopalaczami i pokrewnymi „wynalazkami” za co on zbierze pochwały i laury. Ale nie tylko...
Wiadomo, że zdecydowane działania przeciw handlarzom i producentom „dopalaczy” przysporzą premierowi sympatyków po stronie tych wielbiących państwo prawa i normalnych zasad. Być może, po takiej akcji zaufają mu nawet dotychczasowi wyborcy innych partii politycznych.
Z drugiej strony odpłyną młodzi, „przygłupiaści” niegdyś tak przydatni (podczas akcji „krzyż”) wkurzeni na Tuska za odcięcie używek.
Wyrówna się?
Przypływ pierwszej grupy zrekompensuje odpływ drugiej?
Nic z tych rzeczy.
Po to powstała partia palikota.
Nowoczesna Polska, czy jak to się ma nazywać, ogłosi walkę o zalegalizowanie narkotyków i przygarnie „przygłupiastych” plus jeszcze niezdecydowanych dawnych młodocianych wielbicieli SLD.
Gdy tylko uda im się „wejść” do sejmu, nawet przy minimalnym poparciu społecznym (5-10%) stanowić będą w przyszłym parlamencie uzupełnienie platformy czy jak kto woli filię PO.
Premier będzie nadal w oczach prawych i uczciwych obywateli mężem niezłomnym, walczącym w imię zasad i utartych kanonów – tradycjonalistą i dobrym szeryfem, a szef filii Palikot dobroczyńcą i bojownikiem o prawa młodych „na haju”.
Tak się chłopaki uzupełniać będą już po najbliższych wyborach.
A żeby było śmieszniej, za cały polityczny szwindel zapłacimy my wszyscy!
Z naszych to bowiem pieniędzy państwo wypłaci wielomilionowe odszkodowania Dawidowi B. i jemu podobnym.
Jak widać najłatwiej robi się wielką politykę za cudze pieniądze.
środa, 1 września 2010
Znalazło się 9 milionów!
Z całej jubileuszowej zadymy, która miała miejsce na zjeździe „Solidarnosci” w Gdyni, najbardziej zapadło mi w pamięć wystąpienie premiera Tuska.
Nie (jak już mówi się) reżyserowane przez Nowaka wystąpienie wielbicielki Komorowskiego – Henryki (Waleń) Krzywonos , nie parodystyczny i ośmieszający stoczniowców „żuraw-statua wolności” Komorowskiego a właśnie prowokacyjne wystąpienie Tuska.
„(...) w solidarności było wtedy 10 mln ludzi. Co stało się z tymi 9 mln, że one dzisiaj się nie odnajdują w solidarności?” – dziwi się Tusk i udaje „niemca”.
Aby odpowiedzieć premierowi na to pytanie, należy cofnąć się do października 1997 roku.
Właściwie Tusk znakomicie zna odpowiedź, a pytanie zadane zostało tylko „pro forma” – tak dla jaj.
Niemniej jednak, aby zdjąć z oblicza premiera maskę „gapiszona-niewidimki” pozwalam sobie przypomnieć w jakich okolicznościach i za czyją sprawą ruch Solidarności z wielkiego związkowego ruchu patriotycznego został zepchnięty na margines życia politycznego i społecznego.
Po nieudolnych i jałowych rządach postkomunistycznego gabinetu Cimoszewicza, Polacy znów zaufali „Solidarności”. 31 października 1997 roku, po wygranych wyborach parlamentarnych Akcja Wyborcza Solidarność wraz z Unią Wolności utworzyła rząd na którego czele stanął Jerzy Buzek.
Polacy zaufali związkowcom i osobom, które w imieniu tych związkowców zasiadły w ministerialnych fotelach. Na plecach „Solidarności” po drabince do władzy wdrapało się wielu.
Niestety, jak się okazało wkrótce, wielu też zawiodło na całej linii.
Dziś można uznać, że rząd Buzka był jednym z najgorszych rządów w Polsce, po odzyskaniu przez nią niepodległości.
Rządzący nie tylko sknocili robotę i w nadchodzących wyborach oddali bez walki pole postkomunistom, ale też zszargali dobre imię „Solidarności”.
Afera za aferą, gangsterskie powiązania i działanie na szkodę związku to pokrótce „zasługi” rządzących z ramienia AWS.
Warto w tym miejscu wspomnieć o kilku „orłach” i ich aktualnej przystani politycznej.
Jerzy Buzek – premier i główny macher rządu, w nagrodę za zasługi zszargania imienia „Solidarności” przyjęty do PO.
Jerzy Steinhoff - wicepremier i miłośnik Olechowskiego, teraz wspiera PO.
Wojciech Maksymowicz – również w nagrodę przygarnięty przez PO.
Emil Wąsacz – cichy adorator Tuska, jego sprawa sądowa dot. nieprawidłowości przy prywatyzacjach nadal się toczy. Wspiera PO.
Andrzej Wiszniewski – po perypetiach trafił do PO.
Marek Biernacki – „gwiazda” i specjalista od spraw wewnętrznych w galerii gwiazd PO.
Władysław Bartoszewski – rzecz jasna przygarnięty i adorowany przez „tuskoidów” – robi za autorytet w PO.
Edmund Wittbrodt – w nagrodę również w PO.
Jeżeli do tej grupy dodamy „zwałęsiałych” ministrów, takich jak: Iwanicki, Zakrzewski oraz krypto komunę z UW (Balcerowicz, Suchocka, Geremek, Onyszkiewicz, Wnuk-Nazarowa oraz Morawski) i zastrzelonego przez gangsterów szemranego ministra sportu Marka Dębskiego, to mamy pełny obraz koalicyjnego rządu AWS-UW.
Kto więc zniszczył mit Solidarności? Kto przyłożył rękę do odejścia społeczeństwa od tak wielbionego niegdyś przez wszystkich legendarnego związku?
Kto zszargał imię Solidarności?
Kto oszukał ludzi?
Odpowiedź jest prosta – ci, którzy dziś klaszczą Tuskowi, wielbią Komorowskiego i udają, że toczą łzy nad nieszczęściem związku.
Pochylają się z pozorowaną troską, nad głupkowatymi pytaniami premiera zapominając o własnych „zasługach” w niszczeniu dobrego imienia związku.
Dziś pierwszy macher, były tzw. premier, odpowiedzialny za wszelkie zło i powrót do władzy postkomunistów z Millerem w roli premiera jest szefem parlamentu europejskiego!
Ten, który nadzorował bandę nieudaczników i akceptował wszelkie ruchy swoich ministrów boleje wraz z „czyścicielem kominów” nad losem „Solidarności”.
Czy to tylko głupota i brak nawet szczątkowej inteligencji?
Chyba nie. To już obłuda, nikczemność i skur...ństwo!
Panie Premierze, niniejszym informuję, że dziewięć milionów znalazło się.
Te „dziewięć milionów, które nie odnajdują się w „Solidarności” to ci oszukani przez dawnych AWSowców a dzisiejszych pańskich ludzi.
To ludzie, których okłamano działając w imieniu „Solidarności”.
P.S. W telewizji dla odmiany, najbardziej burzyli się Lis, Janas, Lityński, Celiński. Piękne towarzystwo zakamuflowanych niegdyś w „Solidarności” komuchów, dziś otwarcie reprezentujących SLD, demokratów.pl czy też inne „czerwone” ugrupowania.
Kogo więc ma wspierać „Solidarność”, komu ufać?
Czy wobec tego ktoś jeszcze dziwi się dlaczego związek tak mocno wspiera PiS?
Nie (jak już mówi się) reżyserowane przez Nowaka wystąpienie wielbicielki Komorowskiego – Henryki (Waleń) Krzywonos , nie parodystyczny i ośmieszający stoczniowców „żuraw-statua wolności” Komorowskiego a właśnie prowokacyjne wystąpienie Tuska.
„(...) w solidarności było wtedy 10 mln ludzi. Co stało się z tymi 9 mln, że one dzisiaj się nie odnajdują w solidarności?” – dziwi się Tusk i udaje „niemca”.
Aby odpowiedzieć premierowi na to pytanie, należy cofnąć się do października 1997 roku.
Właściwie Tusk znakomicie zna odpowiedź, a pytanie zadane zostało tylko „pro forma” – tak dla jaj.
Niemniej jednak, aby zdjąć z oblicza premiera maskę „gapiszona-niewidimki” pozwalam sobie przypomnieć w jakich okolicznościach i za czyją sprawą ruch Solidarności z wielkiego związkowego ruchu patriotycznego został zepchnięty na margines życia politycznego i społecznego.
Po nieudolnych i jałowych rządach postkomunistycznego gabinetu Cimoszewicza, Polacy znów zaufali „Solidarności”. 31 października 1997 roku, po wygranych wyborach parlamentarnych Akcja Wyborcza Solidarność wraz z Unią Wolności utworzyła rząd na którego czele stanął Jerzy Buzek.
Polacy zaufali związkowcom i osobom, które w imieniu tych związkowców zasiadły w ministerialnych fotelach. Na plecach „Solidarności” po drabince do władzy wdrapało się wielu.
Niestety, jak się okazało wkrótce, wielu też zawiodło na całej linii.
Dziś można uznać, że rząd Buzka był jednym z najgorszych rządów w Polsce, po odzyskaniu przez nią niepodległości.
Rządzący nie tylko sknocili robotę i w nadchodzących wyborach oddali bez walki pole postkomunistom, ale też zszargali dobre imię „Solidarności”.
Afera za aferą, gangsterskie powiązania i działanie na szkodę związku to pokrótce „zasługi” rządzących z ramienia AWS.
Warto w tym miejscu wspomnieć o kilku „orłach” i ich aktualnej przystani politycznej.
Jerzy Buzek – premier i główny macher rządu, w nagrodę za zasługi zszargania imienia „Solidarności” przyjęty do PO.
Jerzy Steinhoff - wicepremier i miłośnik Olechowskiego, teraz wspiera PO.
Wojciech Maksymowicz – również w nagrodę przygarnięty przez PO.
Emil Wąsacz – cichy adorator Tuska, jego sprawa sądowa dot. nieprawidłowości przy prywatyzacjach nadal się toczy. Wspiera PO.
Andrzej Wiszniewski – po perypetiach trafił do PO.
Marek Biernacki – „gwiazda” i specjalista od spraw wewnętrznych w galerii gwiazd PO.
Władysław Bartoszewski – rzecz jasna przygarnięty i adorowany przez „tuskoidów” – robi za autorytet w PO.
Edmund Wittbrodt – w nagrodę również w PO.
Jeżeli do tej grupy dodamy „zwałęsiałych” ministrów, takich jak: Iwanicki, Zakrzewski oraz krypto komunę z UW (Balcerowicz, Suchocka, Geremek, Onyszkiewicz, Wnuk-Nazarowa oraz Morawski) i zastrzelonego przez gangsterów szemranego ministra sportu Marka Dębskiego, to mamy pełny obraz koalicyjnego rządu AWS-UW.
Kto więc zniszczył mit Solidarności? Kto przyłożył rękę do odejścia społeczeństwa od tak wielbionego niegdyś przez wszystkich legendarnego związku?
Kto zszargał imię Solidarności?
Kto oszukał ludzi?
Odpowiedź jest prosta – ci, którzy dziś klaszczą Tuskowi, wielbią Komorowskiego i udają, że toczą łzy nad nieszczęściem związku.
Pochylają się z pozorowaną troską, nad głupkowatymi pytaniami premiera zapominając o własnych „zasługach” w niszczeniu dobrego imienia związku.
Dziś pierwszy macher, były tzw. premier, odpowiedzialny za wszelkie zło i powrót do władzy postkomunistów z Millerem w roli premiera jest szefem parlamentu europejskiego!
Ten, który nadzorował bandę nieudaczników i akceptował wszelkie ruchy swoich ministrów boleje wraz z „czyścicielem kominów” nad losem „Solidarności”.
Czy to tylko głupota i brak nawet szczątkowej inteligencji?
Chyba nie. To już obłuda, nikczemność i skur...ństwo!
Panie Premierze, niniejszym informuję, że dziewięć milionów znalazło się.
Te „dziewięć milionów, które nie odnajdują się w „Solidarności” to ci oszukani przez dawnych AWSowców a dzisiejszych pańskich ludzi.
To ludzie, których okłamano działając w imieniu „Solidarności”.
P.S. W telewizji dla odmiany, najbardziej burzyli się Lis, Janas, Lityński, Celiński. Piękne towarzystwo zakamuflowanych niegdyś w „Solidarności” komuchów, dziś otwarcie reprezentujących SLD, demokratów.pl czy też inne „czerwone” ugrupowania.
Kogo więc ma wspierać „Solidarność”, komu ufać?
Czy wobec tego ktoś jeszcze dziwi się dlaczego związek tak mocno wspiera PiS?
Etykiety:
Buzek,
Donald Tusk,
kłamstwa AWS,
oszustwo,
Solidarność
Subskrybuj:
Posty (Atom)




