środa, 21 maja 2014

Kropka nad “i“ (jak idiotka)

Krótko.
Dziś do autorskiego programu, Monika Olejnik zaprosiła Kazimierę Szczukę oraz Przemysława Wiplera.
Szczukę zaprosiła, bo wypada w końcu lewaków docenić a Wiplera zaprosiła aby mieć na kogo napadać i kogo obrażać.
Zdanie swoje na temat Moniki Olejnik posiadam i nic tego nie zmieni, a po dzisiejszym programie jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że Monika Olejnik, to głup, beztalencie, prymityw i cham skończony.
Nie jestem wielbicielem ani posła Wiplera ani tym bardziej Kongresu Nowej Prawicy, bo uważam, że to wyjątkowi szkodnicy, ale to co wyprawia Monia „esbekówna“, nie ma nic z dziennikarstwem wspólnego.
Nie ma też nic wspólnego z dobrym wychowaniem, kulturą czyli tzw. kindersztubą - ją się wynosi z rodzinnego domu.
Olejnik nie wyniosła, bo wynieść nie mogła.
Bo skąd? Z domu siermiężnego, pezetperowskiego gliniarza-esbeka?
Bardziej potworne niż chamstwo na wizji i prymityw prowadzącej, jest to że ktoś taką Olejnik zatrudnia i daje jej własny program.
I to ten ktoś, przynajmniej w połowie ponosi winę za to, co „esbecka córcia“ wyprawia.
Bo jak to mówią, swój swojego wspiera.

A co jest w tym najśmieszniejsze - takie chamstwo i brak kultury w reżimowej TV, tylko napędza „korwinistom“ elektorat. 
Sumując, wyszło na to, że Olejnik jest idiotką do kwadratu!


czwartek, 15 maja 2014

Opowiadania o Putinie: - PUTIN I CHULIGANI

-->
   PUTIN I CHULIGANI

Zdażyło się, że pewnego razu Władimir Putin przyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Nie, nie z własnej potrzeby czy ciekawości ale dla przeprowadzenia ważnych negocjacji  państwowych z tamtejszymi imperialistami.
Cały dzień pracował ciężko, aż wieczorem przyszedł jego wierny przyjaciel – premier Miedwiediew i mówi:
- Drogi Władimirze Władimirowiczu, dla dobra waszego oraz całego naszego społeczeństwa, pozwólcie zaprosić siebie na spacer wieczorny. Siedzicie nad dokumentami pół dnia, drugie pół z imperialistycznymi dygnitarzami, a dla zdrowia i wypoczynki – powiada – nic!  
- A wiedzieć musicie, że zdrowie wasze jest dobrem całego rosyjskiego narodu.

- Słusznie mówicie – powiedział Putin, który o zdrowiu i wypoczynku wiedział bardzo dużo, gdyz stosownych podręczników przestudiował całą masę i nawet z najwybitniejszymi profesorami w kwestii relaksu się niejednokrotnie spierał.
- Idźmy zatem na spacer, gdyż wieczór jest piękny i sprzyja relaksacji.
Gdy wyszli na ulicę, zrazu Władimir Władimirowicz nakazał Miedwiediewowi przy ścianach za sobą podążać jeden za drugim.
- Drogi towarzyszu Putin, dlaczego tak gęsiego się poruszamy? – spytał Miedwiediew
- Otóż,  tu w Ameryce zwyczaje gangsterskie i imperialistyczne wszech i wobec panują – powiada Putin – niebezpiecznie jest tak środkiem drogi maszerować. Wy dobry człowiek jesteście Dmitriju Anatoljewiczu i prawy, toteż nie wiecie, że w świecie   imperialistycznym zło na ulicach i rozbój panują.
Idą zatem obaj pod murem i szerwoko rozglądają się wokoło.
Imperialistyczni przestępcy tylko łypia oczami na nich, lecz żaden z nich nawet nie podchodzi bliżej. Czy to mężczyzna, czy kobieta czy nawet dziecko-gangster wszyscy obchodzą ich z daleka. Patrzą tylko dziko na nich, zapewne wstydząc się wielce, że tak ich Putin przechytrzył.
- Drogi Dmitriju Anatoljewiczu, wy człowiek młody i zapewne nie wiecie do czego imperialistyczna zgnilizna prowadzi – rzecze prezydent. Otóż, wyobraźcie sobie, że tu, w tym złym z natury świecie, nawet w biały dzien i to przy świetle kamer napady rozbójnicze mają miejsce.

- Być nie może – strwożył się Miedwiediew – toż, to u nas w sojuzie nie jest możliwe!
Idą tak dalej, a tu nagle Putin jedną ręką przyciska Miedwiediewa do ściany a drugą wskazuje na grupę ludzi w świetle reflektorów.
- Oto, do czego zgnilizna i brak nabytej kultury prowadzą – rzecze.
W istocie, w oświetlonym zaułku ulicy trzech wyrostków o twarzach przestępców pastwi się w najlepsze nad leżącym pokrwawionym obywatelem.
Jako, że Władimir Władimirowicz Putin, od najmłodszych lat był wyjatkowo wrawżliwym człowiekiem, a i sztuki walki oraz umiejętność strzelania opanował do perfekcji, wyjął za pasa sporej wielkośći nagana i  paf, paf... położył śmiertelnie dwoma strzałami trzech rzezimierzków! Zamieszanie wtenczas zrobiło się niemałe.
Dmitrij Anatoljewicz aż podskoczył z zachwytu, a obywatel prezydent na to powiada:
- Teraz obywatele chuligani macie za swoje. To będzie dla was nauczka, by nie napadać na innych obywateli...
W ten to sposób Władimir Władimirowicz Putin ukarał chuliganów i nauczył ich dobrego zachowania.
Na drugi dzień w prasie lokalnej ponownie pojawiło się ogłoszenie o castingu do roli statystów-gangsterów w nowej  hollywoodzkiej superprodukcji.

niedziela, 11 maja 2014

Opowiadania o Putinie: - JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


 JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


Otóż pewnego razu siedział sobie Putin w pokoju i oglądał imperialistyczną telewizję. 
Nie, nie po to aby czerpać wzorce, ale po to by wiedzieć jak źle jest tam, gdzie władza jego jeszcze nie dotarła.
Siedzi sobie zatem Władimir Władimirowicz i patrzy, a tu przyrodniczy program akurat imperialiści nadają. Dzikie zwierzęta za kratami pokazują czyli tak zwany ogród zoologiczny, w którym imperialistyczne rodziny dla rozrywki przechadzają się i drażnią tym zamkniętą w klatkach zwierzynę.
- Nie jest to dobrze, że człowiek tak brzydko zachowuje się w stosunku do innych – powiedział Putin. Powinno się oswajać, a nie zamykać za kratami – dodał.
Niestety, imperialiści nie wiedzieli tego, co wiedział o właściwym postępowaniu ze stworzeniami Putin.
Dlatego też, szczególnie osobniki takie jak tygrysy, pantery i lwy otoczone były tam wyjatkowo grubymi kratami.
- Tak nie powinno być – pomyślał Władimir Władimirowicz.
Czym prędzej przeczytał całą literaturę dotyczącą drapieżników, a że uczył się znakomicie i błyskawicznie, posiadł prędko właściwą wiedzę.
Aby utrwalić nabyte pospiesznie mądrości, chodził na długie spacery, gdyż dobrze wiedział, iż przechadzki są zdrowe i właściwe ku dotlenianiu mózgu, co wpływa dobrze na mądrość.
Imperialiści tego nie wiedzieli.
Po tygodniu wezwał Putin swojego rzecznika prasowego i w te słowa do niego powiada:
- Drogi Dmitriju Siergiejewiczu, poprosiłem was tu, bo przyszła pora abym zrobił coś dobrego dla ludzkości oraz świata dzikich stworzeń.
- Tak jest towarzyszu Putin, jak mogę wam pomóc w tym wielkim dziele? – spytał rzecznik Pieskow
- Musicie sprowadzić mi lwa, a ja go oswoję i pokażę wszystkim jak powinno się postępować ze stworzeniami.
Pieskow wiedział, że Putin nie zna strachu i że niczego się nie boi. Wiedział też, że w walce o dobro społeczne nie uznaje kompromisu.
- Oczywiście towarzyszu Putin, jutro przybędzie do was lew – powiedział rzecznik.
Nazajutrz z samego rana, gdy już Władimir Władimirowicz uporał się ze sprawami państwa oraz zjadł sniadanie, przyszedł do jego gabinetu rzecznik Pieskow i powiedział:
- Wedle waszego życzenia, przyprowadziłem do was lwa.

- Wprowadźcie proszę – odpowiedział Putin.
Po chwili do gabinetu towarzysza Prezydenta Federacji wprowadzono skromnego człowieka.
- To jest obywatel Lew Leonidowicz Katuszkin, dyrektor moskiewskiego zakładu mleczarskiego – powiedział Pieskow.
Katuszkin padł na kolana. Ująwszy dłoń Putina uniósł ją nieco i ucałował.
- Lwie Leonidowiczu, jak widzę jesteście swój człowiek, zatem eksperyment z oswojeniem uważam za udany – uśmiechnął się do niego Putin.
W ten to właśnie sposób Włodzimierz Władimirowicz Putin oswoił lwa.


środa, 7 maja 2014

Luźne przemyślenia z okazji 8. maja


Mówią, że ósmego, a według sowietów dziewiątego maja, zakończyła się II Wojna Światowa. 
Oficjalnie trwała od 1 września 1939 roku, do 8 maja 1945 (w Europie).
W konflikt zaangażowane były wszystkie kraje Europy i prawie wszyskie reszty świata.  Nawet jeżeli ktoś deklarował neutralność, nie pozostawał bierny wobec działań wojskowych, wywiadowczych itp.
U nas było to tak.
Pierwszego września 1939 roku Hitler napadł na Polskę od zachodu.
Już dwa tygodnie później bohaterska armia sowiecka napadła również na Polskę, tyle że od wschodu.
Z tego to powodu zbrodnie popełniane na żołnierzach polskich oraz cywilnej ludności uległy zdwukrotnieniu, gdyż sowiecka maszyna zagłady nie ustępowała tej hitlerowskiej.
Okupanci zgodnie podzielili się zagarniętymi terenami i ochodczo przystąpili do eksterminacji ludności. O ile niemcy mordowali wszystkich – jak leci, bolszewicy zajęli się inteligencją, kadrą naukową i szarżą oficerską.
W czerwcu 1941 niemcy zaatakowali ruskich, bo mieli już dość sowieckiej miłości.
Hitler swoim atakiem uprzedził Stalina o kilka tygodni i to on jako pierwszy przekroczył ruską granicę w okupowanej Polsce, a nie odwrotnie.
Podobno tego właśnie Stalin nie mógł Adolfowi wybaczyć najbardziej. To trochę jak z małżeństwem, gdzie dumna kobieta mówi do przyjaciółki po odejściu do kochanki jej męża: to prawda, że chciałam się z nim rozstać – ale to ja z nim a nie przedtem on ze mną.
Od tego momentu bolszewicy tłukli się z hitlerowcami aż miło.
Jak mówi stare przysłowie: niedaleko jest od miłości, do nienawiści.
Zabawne, że do walki zarówno ideologicznej, jak i zbrojnej obie strony wykorzystywały też rodaków swoich wrogów. I tak ruscy własowcy tłukli bolszewików a niemieccy komuniści  szerzyli dywersję w armii hitlera.
Obaj okupanci mieli też ochotę na włączenie w swoje szeregi  Polaków.
Udało się to tylko ruskim.
W końcu ruscy bolszewicy dotarli do Berlina, gdzie hitlerowcy skapitulowali.
Rzecz jasna poddanie niemiec nie było wyłączną zasługą sowietów, lecz przede wszystkim działania całej koalicji antyhitlerowskiej – Anglii I USA.
Akt kapitulacji podpisano 8. Maja 1945 roku, natomiast ruscy trochę zapili i przyjechali na imprezę dopiero 9. Maja.
Stąd rozbieżność w datach.
Tak więc ludzie cywilizowani z zachodniej europy obchodzą rocznicę upadku hitleryzmu niemieckiego własnie 8. Maja. Pijactwo i sowieci: 9.
Epilog wydarzeń zbrojnych 1939-45 zakończył się w Norymberdze, gdzie na ławie oskarżonych o ludobójstwo zasiedli niemcy a oskarżali ich inni ludobójcy - ruscy.
A gdyby tylko losy wojny potoczyły się  trochę inaczej – zbrodniarze sowieccy i hitlerowscy zaminienili by się miejscami.  Pewnie też by wisieli, bo mieli za co.
Mogło być to dla nas z pożytkiem, gdyż nie musielibyśmy  oglądać ruskich zbrodniarzy na pomnikach I wysłuchiwać o ich bohaterstwie.
Mimo, że dla Europy oraz sowiecko-ruskiej dziczy to w maju  1945 roku zakończyła się wojna, dla wielu napadniętch przez ruskich bolszewików państw, ta wojna trwała nadal.
My w Polsce zakończyliśmy ją w 1989 roku….. choć I tak nie całkiem.

To tyle tych “luźnych” przemyśleń z okazji zbliżającej się rocznicy 8. Maja. 

Pan Premier śpiewa na dobranoc...

Rozśpiewał nam się premier, oj rozśpiewał... kolejny hit po "Hey Jude" w wykonaniu Pana Donalda Tuska.


niedziela, 4 maja 2014

Prawdziwy spot wyborczy Armanda Ryfifińskiego - Dewiacja + Twoje Ruchanie.

Ale się porobiło :))) Partie planktonowe prześcigają się w wymyślnych spotach wyborczych i prą do przodu. Biedny Twój Ruch ożeniony z kwaśniewską Europą Plus jakoś nie potrafi sobie poradzić na rynku pijarowym... Postanowiłem pomóc i "podrasować" trochę klip wyborczy jednego z liderów partii, niejakiego Armanda Ryfińskiego. Człowiek to ciekawy i godny pomocy, gdyż niepełnosprawny intelektualnie.
Ot, choćby taki spot, który stworzył - nuda i beznadzieja.... Dlatego ja mu pomogłem.
Popatrzcie na dobry i właściwy spot, zgodny z linią partii ich ideologią!
Armand - en avant!




piątek, 18 kwietnia 2014

Rozrywka w Nazywajewsku


W otchłani jednej z szuflad znalezionego na wysypisku rupieci biurka, odnalazłem dziwny rekopis. Okazało się, że jest to nieznane opowiadanie mistrza gatunku - Michała Zoszczenki. W jaki sposób mistrz przewidział „panowanie“ w Rosji Władimira Putina, nie wiadomo....


- To Wam powiem obywatele, że jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem.
Tu Ławr Aleksandrowicz Pyszałow przestał żuć skórę od słoniny i otarł usta rękawem.
- Wiecie, miałem kiedyś taki przypadek…- rozpoczął swoją opowieść.
- No, było to z dwa lata temu, a może nawet dwa i pół.
Mieszkałem akurat wtedy w Nazywajewsku, w obwodzie omskim. Za kierownika biblioteki państwowej tam byłem, na urzędzie.
To rozumiecie, ważna posada i odpowiedzialna wielce, że nie jakieś tam byle co.
Kierownik biblioteki, uważacie towarszysze dba o intelektualny rozwój obywateli, o ich dusze. Trochę, nie przymierzając jak pop.
No to urzędowałem w najlepsze, godnie i ma się rozumieć z powagą odpowiednią na takim stanowisku.
Obywatele przychodzili, a często byli nie zorientowani na konkretną książkę, to i radą służyłem i tytuł podsunąłem – rzecz jasna w zgodzie obowiązującą polityką władz i linią.
Razu jednego na ten przykład taki Jesupow, który kiedyś w hucie w Magnitogorsku pracował i w czasie zlewu surówki palec u nogi mu spaliło, do biblioteki przyszedł i mówi: “Dalibyście, Ławrze Aleksandrowiczu książkę jakąś, bo i potrzeba niezmierna mnie naszła na wiedzę a i ciekawość podług tego czy czytać z czasem nie zapomniałem dopadła”.
Zaraz, zaraz - mówię – obywatelu Jesupow, ale co wy czytać macie potrzebę? Czy na ten przykład o pięknych sprawach i boże chroń miłości imperialistycznej, czy może coś fachowego, co by wam jeszcze mogło świadomość zawodową podnieść?
Tu się Jusupow zamyślił i jął po brodzie drapać.
- Nie czas teraz po brodzie się wam drapać – mówię – tylko stosowną publikację dobrać.
Ja wam dobrze radzę, jako człowiek na urzędzie i z doświadczeniem niemałym, - weźcie coś fachowego, bo szkoda waszej głowy zaprzątać głupim czytaniem o miłości.
Tu Jusupow zamyślił się i rękę z brody zdjął.
- To może coś, tak podług zawodu bym poczytał?
- Bardzo proszę, czytajcie – boże broń nie będę utrudniał wam, a nawet pomogę.
Wy hutnik po wykształceniu?
- Hutnik – odparł Jesupow i znów podrapał się po brodzie.
 - To ja tu dla was mam... i ręką po grzbietach książek prowadzę. ...Ja tu dla was mam... O, mam na ten przykład coś z waszej profesji: Mikołaj Ostrowski – „Jak harowała się stal“!
I bach mu tę książkę na biurko.
- Rzecz fachowa i ideologicznie słuszna. Do woli czytajcie, bardzo proszę, u nas na czas nie pożyczamy, tylko do skutku – rozumiecie – aż dacie radę...
Jesupow popatrzył i mówi: - A dam radę Ławrze Aleksandrowiczu, przysięgam się tu przed wami... dam radę, bo temat mi bliski a i hutnictwo przyszłość niezmierną wciąż posiada.
Rozrywka, rozrywka mądra i fachowa nade wszystko rozumiecie potrzebna...

Nie minął tydzień, a do bliblioteki wchodzi znów Jesupow. Książkę w ręku dzierży i od drzwi woła: - Nie dla mnie drogi Ławrze Aleksandrowiczu czytanie... oj, nie dla mnie - i kładzie mi książkę przed nos na blacie.
Patrzę, to na Jesupowa, to na książkę, a on dalej: - Liter za dużo, pamięci mało a umiejętności też brakuje... Nie dla mie czytanie – pojmujecie – inne rozrywki jakieś w naszym  Nazywajewsku przydać by sie mogły, bo naród tu niewprawiony w czytaniu tak jak i ja, a rozrywki jakiejś na gwałt pospólstwo potrzebuje.
- Pomiarkujcie, mówię – dajcie czasu dni kilka a wymyslę coś na miarę waszych potrzeb i w głowę zachodzę, co by tu wykombinować.
I wtedy przypominam sobie, że mer miasta a dawniejszy pierwszy sekretarz komitetu Widajew różne taneczne zabawy niegdyś organizował.
- Idźcie obywatelu Jesupow do domu – powiadam zatem – bo ważne sprawy kulturalne teraz będę organizował. A i tam na egzekutywie w Domu Kultury powiedzcie, że jako kierownik biblioteki państwowej, czuję na sobie odpowiedzialność za społeczną rozrywkę i relakację – w najlepszym wydaniu, ma się rozumieć.
No to Jusupow kłania się i do drzwi a ja do telefonu...
Nazajutrz Fiodor Stepanowicz Widajew przyjął mnie grzecznie, - rękę podał.
- Usiądźcie sobie Ławrze Aleksandrowiczu wygodnie w fotelu. Co mogę dla was zrobić – spytał.
- A no, drogi towarzyszu Widajew, ja podług spraw rozrywki szeroko pojętej – mówię i z błaganiem wbijam w niego wzrok.
- Pomóżcie w imię społecznej potrzeby, uruchomcie wasze kontakty i umiejętności. Jednym słowem coś dla obywateli w kwestii wyższych lotów rozrywki uczyńcie.
Tu Widajew podrapał się za uchem i mówi po chwili:
- Tak,.... to wiecie, rozumiecie, sprawa ma się następująco....  Tu w Omsku, po sąsiedzku taka artystyczna trupa ma występy. Tańce – rozumiecie – kobiety murzynki – big band – ensambl i całość z Ameryki – pojmujecie?
- Pojmuję, a jakże. Jako osoba urzędowa i na stanowisku nie takie to rzeczy pojmuję. Ma się rozumieć, murzynki, ensambl...
- No to pojmijcie też, że da się to wszystko w naszym domu kultury w Nazywajewsku ludziom pokazać – wali Widajew, a mnie jakby czart samogonem oblał!
- Niech was uściskam drogi Fiodorze Stepanowiczu – krzyczę i rzucam mu się na szyję.
- A kiedy dadzą radę dojechać do nas?
- A w czawartek przyjadą dajmy na to – mówi Widajew i śmiejąc się wali z impetem ręką w udo.

Przyjechali.
Faktycznie w czwartek pod dom kultury podjechała wołga z której wysiadło dwoch białych z saksofonami i dwie murzynki oraz kierowca samochodu, niejaki Timofiej Wasiljewicz Pierebiezow, emerytowany stróż medycznej przychodni.
No to idę i zgajam do gości:
- Drodzy obywatele Amerykanie, towarzysze artyści bardzo proszę wejdźcie do budynku. I wy szanowne obywatelki murzynki, jak najbardziej proszę dalej do sali.
Prowadzę ich zatem korytarzem. Ja pierwszy, oni za mną. Opowiadam – tu prysznic, tu sala imienia Łomonosowa, tu stołówka, tu toaleta.... a oni idą, ale widzę, że ani w ząb nie pojmują co do nich mówię.
Wobec tego próbuję na migi. Macham rękoma i pokazuję: prysznic – ruszamm palcami u rąk nad głową; łazienka – przesuwam rękoma po ciele jakbym masował; pokój wypoczynkowy – składam ręce pod głową i zamykam oczy...
Amerykanie patrzą na mnie  w dziwny sposób, a szczególnie jedna murzynka przygląda się i usmiecha.
- Czy ja coś niestosownego wam pokazałem obywatelko murzynko – mówię i za rękę ją ujmuję. Ona tylko usmiecha się i mnie do pokoju wypoczynkowego mnie ciągnie!
Drzwi zamyka i kładzie się na kozetce. A mnie jakby zamurowało. Co do czorta?
– Obywatelko murzynko, w czym rzecz – powiadam, a ona bieliznę zdejmuje i rozkłada się.
- Zaraz, zaraz - a występ a kultura, a rozrywka...?
Ona nic, tylko nogi rozkłada i za krawat przyciąga mnie do siebie.... szepcze coś....
Wsłuchuje się – uważacie - i słyszę wyraźnie jak mówi do mnie: „Put in..., put in........, put in...“
- O droga towarzyszko murzynko, skąd ja wam teraz wezmę Władimira Władimirowicza Putina?!  Tu w Nazywajewsku w obwodzie omskim? Za dużo ode mnie wymagacie...
- Wyskoczyłem czym prędzej z pokoju i pognałem po Fiodora Stepanowicza Widajewa.
W końcu, to przedstawiciel lokalnej władzy, można powiedzieć namiestnik naszego prezydenta Putina tu u nas w Nazywajewsku!
Widzicie obywatele, jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem....
A występ to nawet się udał.
Ławr Aleksandrowicz Pyszałow włożył do ust skórę od słoniny i począł ją znów żuć.