Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPN. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 września 2014

Pała w kiszce…

-->
Kumpel z konspiry i pluszak Mariusza Waltera (TW Mewa), niejaki Jacek Pała-Siński znany jest z tego, ze jest znany.
Ani z niego dziennikarz, ani korespondent. Ot, wyleniały (słowo pochodzące od Lenina I lenia a nie od lnienia) podstarzały wazeliniarz i cwaniaczek, który wkręcił się w dobrą posadkę  na placówce, choć go to przerosło.
Całe zawodowe życie Pała-Sińskiego opieara się na tym, że udaje on bezustannie kogoś kim nie jest. Pała-Siński udaje więc: dziennikarza, katolika, inteligenta i byłego opozycjonistę,…. oraz arbitra i rodzimego mędrca – na użytek TVN.
Trochę bruździ w tym ostatnim Wałęsie, bo to “Bolek” ma wyłączność na mądrości  głoszone w TVN, ale na szczęście jakoś daje się ich pogodzić.

Kiedy i w jakich okolicznościach można niedomyte oraz pryszczate oblicze Pała-Sińskiego oglądać?
Jako podrabiany katolik oraz przechrzta jest Pała-Siński “specjalistą” od spraw kościoła oraz pontyfikatu Jana Pawła II. Wprawdzie jego wiedzę na ten temat, zamknąć można w stwierdzeniu, że na pewno to wie ile ramion ma krzyż, co do reszty nikt nie da głowy - ale to na TVN wystarczy.
Jako przykład  “kompetencji” Pała-Sińskiego można przytoczyć uroczystości pogrzebowe Ojca Świętego Jana Pawła II i brawurowe prowadzenie studia TVN w Rzymie przez “Pałę”.
Wejść Pała-Śiński miał chyba z dziesięć, za każdym razem powtarzając to samo. Pewnie chłop napisał sobie to na kartce i nauczył się na pamięć.
Gdy starał się “błyszczeć” przy gościach jakąś złotą myślą, z poza kajetu, to okazywało się, że opowiada bzdury i jego wypowiedź jest  korygowana przez rozmówców.
Jest też Pała-Siński ekspertem od Europy w programie TVN  - “Tu Europa”. Jak przystało na głupka i dyletanta – tu też uprawia poletko durnoty własnej, wydzierżawione mu przez TVN.
Wiadomo – my dobrzy, oni – faszyści! Coś jak rodzima “lewako-komuna” albo Putin.
Tyle pusta mózgownica Pała-Sińskiego jest tylko w stanie zrozumieć, a pryszczata gęba przekazać.
Był też kiedyś autorski program “Świat Według Jacka”, ale się skończył, gdyż nawet dla TVN nie był on atrakcyjny. O czym bowiem mówić w tasiemcowym serialu, gdy cały świat autora zamyka się w trzech prawdach – donosicielstwo, gówniarstwo i… głupota.

Mniej Pała-Sinski do powiedzenia  ma w temacie własnej przeszłości, ponoć opozycyjnej.
Tak kochana przez prezydenta Bula-Komorowskiego Wikipedia opisuje jego postać, jako opozycjonistę i działacza Solidarności, zbiegłego w 1981 roku do Włoch.
Przed kim to tak uciekał biedny Pała-Siński z Polski?
Czy aby przez ubecką katownią?
Być może w odpowiedzi na te pytania pomoże nam  tzw. Lista Wildsteina, gdzie pod sygnaturami IPN BU 00249/1404 oraz IPN BU 001121/2014 znajdziemy osobę Jacka Pałasińskiego!
Czy zatem to kumple tak go pogonili za kolaborację, czy może władza skierowała go do innych zadań, poza granicami kraju?

Dziś Pała-siński “zaistniał” na Facebooku, gdzie postanowił “wwazelinić” się w odbyty rządzących i napisał:  „Jak będzie wyglądać Polska, kiedy Kaczyński dorwie się do władzy? Jak on. Będzie niedomyta, rozmemłana, obleśna, nieestetyczna, z zepsutymi zębami, niedouczona, agresywna, cwana a pozbawiona elementarnej szlachetności ducha, zadufana w sobie, gardząca wszystkim i wszystkimi i – przede wszystkim – bezgranicznie głupia. Takiej Polski chcemy? Czy taką Polskę można kochać i szanować?”
Są to słowa godne “wieszcza”. Oczywiście na miarę epoki i grupki odbiorców oczekujących na nie.
Mimo wszystko, na pogłaskanie po główce przez tusków, nie może Pała-Siński liczyć, a to z prostej przyczyny – wciśnięty głęboko w stolcową kiszkę I wysmarowany wazeliną (nie tylko, - z racji miejsca), nie stanowi estetycznego I pożądanego obiektu do głaskania.

Taki to jest ten ich Jacek.
A jak wygląda Polska marzeń Pała-Sińskiego?  Jak on!  Obsr…na, wazeliniarska, niedomyta, pryszczata, obleśna, głupia, kolaborancka, ubecka, bezmyślna, pozerska, a przede wszystkim – Pała-Sińska…. Taką Polskę by Jacuś kochał, całym swoim brudnym, kolaboranckim, g..nianym sercem. 

Na zdjęciu: domyty, nierozmemłany, nieobleśny, estetyczny, z niezepsutymi zębami, douczony, nieagresywny, nie cwany a niepozbawiony elementarnej szlachetności ducha, niezadufana w sobie, nie gardzący wszystkim i wszystkimi i – przede wszystkim – niebezgranicznie głupi. 
Jednym słowem Jacek Pała-Siński zaraz po wyjściu ze stolcowej kiszki władzy.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pijaczynie i współpracownikowi SB – Danielowi Marcelowi Olbrychskiemu


Panie Olbrychski,
panie komediancie, współpracowniku SB, gorzałkowiczu, pupilu komuny, wielbicielu bolszewików i histeryczny prostaku.
Ponieważ każda pańska wypowiedź dotycząca naszej Ojczyzny, dziejącej się na codzień historii oraz najistotniejszych ważnych politycznych spraw, trąci zgrozo peerelowskim, gomułkowskim tonem, kreślę kila tych zdań.
Panie rusofilu i polonofobie, zrozumiałe, że ktoś, kto wychował się, żył jak król oraz kręcił wielką kasę w PRLu, nie może złego słowa o nim powiedzieć. Musi zachować lojalnosć wobec pamięci zmarłych dobroczyńców-towarzyszy oraz ostrożność wobec żyjących, bo ci drudzy nie wybaczają nielojalności.
Panie tajny współpracowniku SB o numerze akt IPN BU 00945/2185 oraz IPN BU 00170/60 , jakie moralne prawo ma pan powiedzieć o obsadzie aktorskiej filmu Smoleńsk: (...) Każdy uczciwy aktor, odrobinę myślący, powinien odmówić. Ja bym oczywiście odmówił, gdyby mnie zaproszono do zagrania w tym filmie (...)?
Panie donosicielu UBecki, pewnie na skutek szampańskiego życia, jakie zafundowali panu towarzysze od Gomułki i Gierka, utopione w wódce komórki mózgowe nie są w stanie pojąć, że jako konfident czerwonych, nie jest pan „uczciwym aktorem“ a tym bardziej „uczciwym człowiekiem“.
Panie pomagierze SBeków, pana nikt nie zaprosi do zagrania roli poważnej i historycznej, bo pan na milę śmierdzi PRLowskim złogiem komunistycznym. Pan nie powinien zagrać żadnej roli, bo pana miejsce jest na filmowym śmietniku.
Panie wielbicielu bolszewików, pańskie zachowanie po smoleńskiej tragedii, wasalizm, putinowski dupowcisk i niemal agenturalna propaganda proruska wyraźnie wskazuje, kto jest dla pana ważniejszy i czyją politykę pan wspiera.
Panie przepity komediancie, każde pańskie wystapienie, to żenujący przykład na potwierdzenie popularnego powiedzenia „patrzcie, co wódka z ludzi robi“. Każdy pański polityczny wywód, do słowotok na poziomie klienta budki z piwem.

Panie Olbrychski... zamilknij pan!

środa, 28 kwietnia 2010

Czarny sen Polaka

Cholera jasna, kilka dni temu śniło mi się…..



A może nie był to sen?

piątek, 26 lutego 2010

Długo oczekiwana wizyta tuż-tuż!

Dziś już wiadomo, że niebawem na zaproszenie Instytutu Pamięci Narodowej, przybędzie do Polski znany sędzia, kapitan Stefan Michnik. Przebywający od ponad czterdziestu lat na emigracji Michnik jest długo oczekiwaną na naszej ziemi, postacią.

Z okazji tak miłej wizyty sobotnio-poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza” poświęciła wydarzeniu całą „jedynkę”.

Nam już dziś udało się do niej dotrzeć i (niestety) bez wiedzy kierownictwa „GW” opublikować.

wtorek, 24 lutego 2009

Bezczelność ludzka nie zna granic - trzy przypadki.

Przypadek 1.
Zdarzenie
Pięćdziesięciosześcioletni Józef B. dokonał kradzieży dwóch butelek wódki i sześciu paczek papierosów marki „Fajrant” ze sklepu GS „Samopomoc Chłopska” we wsi Chorążówka. Miało to miejsce w czasie gdy sklepowa, prywatnie znajoma Józefa B. zajęta była na zapleczu przyjmowaniem dostawy towaru. Wykorzystawszy jej nieuwagę, złodziej przeskoczył przez ladę, schował do siatki skradzione przedmioty i wyszedł ze sklepu.
Sklepowa Janina Z., gdy tylko zorientowała się w brakach towaru, powiadomiła o tym Józefa B. i zażądała zwrotu wyniesionego ze sklepu mienia.
Oskarżony nie przyznał się do winy i mętnie tłumaczył, że nikt nie policzył przy nim stojących na półce butelek wódki i paczek papierosów. Choć kilka godzin wcześniej, przed wizytą Józefa B. sklepowa Janina Z. przeliczyła towar i zaraz po jego wyjściu (tchnięta przeczuciem) również – bezczelny znajomek szedł „w zaparte” i jawnie kpił z poszkodowanej.

Epilog
Józef B. niedługo po zdarzeniu, ponownie odwiedził GS „Samopomoc Chłopska” we wsi Chorążówka i zażądał od Janiny Z. wydania mu na tzw. „zeszyt” dwóch butelek wódki oraz sześciu paczek papierosów „Fajrant”. Gdy sklepowa odmówiła, zrobił karczemną awanturę i biegał po wsi głośno krzycząc o dyskryminacji i nazywając Janinę Z. słowami uznawanymi za obelżywe.
Grupa mieszkańców, z wójtem na czele (który jest prywatnie dobrym znajomym „od kielicha” Józefa B.) potępiła decyzję o nie przyznaniu „kredytu” potrzebującemu i zapowiedziała rozważenie odebrania koncesji na prowadzenie sklepu Janinie Z.


Przypadek 2.
Zdarzenie

Dwudziestoośmioletni Jacek K. zniszczył mienie Biblioteki Publicznej w Komorach koło Wątłoboków. Stało się to 16 lipca ubiegłego roku. W godzinach porannych Jacek K. posiadający kartę biblioteczną, wypożyczył na okres jednego tygodnia czterotomową „Historię Polski”. Księgozbiór został zwrócony bo biblioteki w terminie. W czasie odbioru, podczas rutynowego sprawdzania stanu zwróconego mienia biblioteki, przerażona pracownica stwierdziła ubytki w postaci wyrwanych wielu kartek z ksiąg. Wskazywał na to brak ciągu numeracyjnego stron. Na zwróconą uwagę Jacek K. roześmiał się i stwierdził, że nic nie brał i nie wyrywał. „To tak od nowości, tych kartek nigdy nie było” - stwierdził z szerokim uśmiechem i wyszedł z biblioteki.

Epilog
12 stycznie br Jacek K. ponownie odwiedził Bibliotekę Publiczną w Komorach koło Wątłoboków. Zażądał wypożyczenia my ponownie czterotomowej „Historii Polski” na okres jednego tygodnia. Nauczeni przykrym doświadczeniem pracownicy biblioteki odmówili. Rozwścieczony Jacek K. wybiegł z biblioteki, lżąc niemiłosiernie bibliotekarzy i zapowiadając srogą zemstę. Dwa dni później Przewodniczący Rady Miasta Komory Ronald U. (który jest prywatnie wspólnikiem w interesach Jacka K.) potępił decyzję pracowników biblioteki i zapowiedział sankcje karne w stosunku do tych, którzy „bronią dostępu do wiedzy mieszkańcom miasta”.


Przypadek 3.
Zdarzenie
Czterdziestodziewięcioletni Lech W. pełniący wówczas (1992 rok) obowiązki Prezydenta RP zażądał od ówczesnego szefa MSW Andrzeja M. dostarczenia mu do miejsca urzędowania tajnych akt SB dotyczących swojej osoby. Oryginały akt przekazano bez pośrednictwa tajnych kancelarii. Wróciły one po jakimś czasie do UOP zdekompletowane. Wszczęto śledztwo w tej sprawie, a kolejne ekipy UOP bezskutecznie żądały od Lecha W. zwrotu akt.
Lech W. zaprzecza jednak, by miał coś z nich usunąć i jako osobę, która mogłaby dać odpowiedź wskazuje nieżyjącego już od wielu lat Andrzeja Z.- ministra w swojej kancelarii (chodzi prawdopodobnie o to, że Andrzej Z. nocami zakradał się do biurka Lecha W., wyjmował i niszczył jego akta). W każdym razie nie ulega wątpliwości, że akta Lecha W. są zdekompletowane i że dokonano tego w czasie wypożyczenia do Pałacu Prezydenckiego.

Epilog
20. stycznia br emerytowany elektryk i były Prezydent Lech W. zażądał udostępnienia akt SB z lat 1970-76, czyli z okresu gdy był zarejestrowany jako TW o pseudonimie „Bolek”.
Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej*), Lech W. rozpętał burzę. Zaangażował w nią nawet Donalda T. pełniącego czasowo obowiązki Premiera oraz innych prominentnych działaczy obecnego rządu. Wnioskowano nawet o rozwiązanie IPN, lub w najlepszym wypadku o zmianę statusu instytutu.

Podsumowanie:
Twardy opór uczciwej części społeczeństwa może tylko pomóc zrozumieć swój błąd, tym którzy zeszli na złą drogę, a tym samym nie dopuścić do wystąpienia wśród nich zjawiska zwanego recydywą.
Jednym słowem – nie należy dawać możliwości popełnienia ponownego przestępstwa tym, którzy mają „lepkie łapki”, ponieważ gdy się raz sparzymy, wolimy dmuchać na zimne.
A szanowni obrońcy niedoszłych recydywistów, dziś głaszczący ich po głowach i domagający się specjalnych przywilejów dla nich, niech lepiej udostępniają swoim podopiecznym wyłącznie własne, prywatne mienie. Może oduczy ich to naiwności, ewentualnie cwaniactwa.

*) Oficjalnie gdański Oddział IPN odmówił Lechowi Wałęsie dostępu do jego akt z lat 1970-76, powołując się zapis który zabrania udostępnienia niektórych dokumentów byłym agentom. Nie chodzi o wszystkie dokumenty z tego okresu, lecz tylko o te, które osobiście napisał Wałęsa, lub takie, które powstały w wyniku jego donosów ustnych.

wtorek, 24 czerwca 2008

Jaś z patykiem i dzielnicowy Klemens W.

*Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K *
Im więcej społecznej dyskusji wokół książki Cenckiewicza i Gontarzyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, tym co raz częściej prominentni członkowie Platformy Obywatelskiej dostępują zaszczytu przypływu „małpiego rozumu” w wypowiedziach na temat publikacji. Żałosne zabiegi zdyskredytowania historycznego opracowania najnowszej historii Polski i wątków z życiorysu ojca elit III RP, przypominają w swej wymowie zabiegi „Głupiego Jasia”, który by gołębie nie fajdały na pomnik ułana codziennie stał na cokole z patykiem i odganiał ptactwo. Gołębie i tak obsrały pomnik a Jaś się tylko namachał , spadł na ziemię i później ciężko rozchorował.
Tych kilku „Jasiów” z Platformy Obywatelskiej, aktywnych od kilku dni w prasie, tworzy wizerunek „Partii Janów” w której na szczęście nie wszyscy pragną być machającymi patykami oryginałami. Nieszczęściem jest jednak, że ta krzykliwa awangarda PO - to jej elity!

Kilka dni temu Pan Premier Tusk, w ramach dobrosąsiedzkich obowiązków oraz by wesprzeć duchowo Lecha Wałęsę udał się do niego na bankiet imieninowy. Nic w tym strasznego i dziwnego – rzecz jasna i oczywista. Sąsiad wpada na „lufę” do sąsiada, pogadają i do domu, bo dzieci płaczą. Ale Pan Premier dorobił do tego wielką idee i poszedł tam z misją . „Pójdę na imieniny Wałęsy, powiem mu, że nie jest sam” – powiedział.. Uroczo i miło. Wypowiedź była ponoć spowodowana sennym koszmarem Donalda Tuska, w którym widział on pusty lokal, gdzie pod ścianą przy stoliku siedzi samotny, płaczący Wałęsa a z głośników sączy się cicho „Komu dzwonią...”

Pan Premier poszedł i wcielony do licznego chóru wielbicieli L.W. wraz z innymi odśpiewał „mówię Ci, że nie jesteś sam” klaszcząc przy tym radośnie.

Mających podobne jak Donald Tusk koszmary senne było na imprezie wielu (m. in. Borowski, Komorowski, Mazowiecki, Geremek) i na pewno były Pan Prezydent nie może czuć się samotny. Nie było tylko kolegów z lat walki i „epoki styropianu”(?!). Tak czy inaczej samotność Wałęsie nie grozi, nawet po publikacji książki. Już „Towarzystwo Gazety Wyborczej” oraz różne „demokratyczne” środowiska (od Millera i Borowskiego) zasiliły legiony wspierające wielkiego elektryka.

Innym pieszczochem platformy, który zaangażował się w obronę dobrego imienia Byłego Pana Prezydenta jest oczywiście Janusz Palikot. Jak zwykle bezpardonowo i bezrozumnie, ot tak „pieprzyć aby pieprzyć” . Po jego wypowiedzi na temat książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” (której zapewne nie przeczytał) przysłowiowy „kaftan” sam się zawiązuje. Jakieś brednie o finansowaniu książki przez ambasadę Rosji, o agentach sowieckim.... a na koniec coś o okularach Cenckiewicza i Dostojewskim. Ech, świeże, tanie wino uderza do głowy, a wątroba i szare komórki już nie te co dawniej...
Wypowiadali się też Pan Niesiołowski, Chlebowski i Graś. Generalnie w podobnym tonie i też bez sensu.

Wszelkie rekordy pobił jednak niejaki Dolniak: „Obecna sytuacja skłania nas do tego, by myśleć o zmianie ustawy o IPN” - powiedział


Kto zacz ów Dolniak i z czego Go platformersi wystrugali? Radykał(?) z trzeciego rzędu polityków PO, były pracownik Dąbrowskiej Fabryki Obrabiarek, cudownie uprywatyzowany na fali przemian rządu Bieleckiego (tzw. aferałów). Jednym słowem „koń pociągowy Platformy – bez prawa głosu” - mimo, że dla świętego spokoju i wrażenia wewnątrzpartyjnej otwartości na masy, wybrany (milczącym) wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO.
Tak więc Dolniak prawdopodobnie otrzymał polecenie od władz i po raz pierwszy (no może drugi) publicznie wypowiedział się w ważnej sprawie swoim głosem.

Idea jego wypowiedzi, nie zmącona myślą i logiką sprowadza się do sposobu postrzegania świata przez niejakiego Klemensa W. (byłego dzielnicowego, jeszcze za czasów Milicji Obywatelskiej). Tenże Klemens W. Na początku lat 90-tych, mocno zniesmaczony licznymi wtedy przypadkami okradania powstających jak grzyby po deszczu sklepów z atrakcyjnymi towarami, był łaskaw powiedzieć – „a pozamykać te sklepy - to nie będą ich okradali!”

Mam wrażenie, że poseł Dolniak jest spokrewniony z opisanym Klemensem W., bo sposób myślenia tych Panów jest pokrewny. Przecież, jak zmieni się ustawę o IPN, na taką która nie pozwoli grzebać w przeszłości Wałęsy – problem współpracy agenturalniej sam się rozwiąże!
Brawo Dolniak!


P.S. Przyszła mi na myśl książka Jarosława Haska „Przygody dzielnego wojaka Szwejka” i śmieszny epizod, w którym to tajniak aresztuje gospodarza szynku Palivca za obrazę Najjaśniejszego Pana. Cała wina nieszczęśliwego szynkarza polega na tym, że zdjął ze ściany i wyniósł na strych obraz Cesarza Franciszka Józefa, gdyż jak mówił „muchy go obsrały”.

-----------------------------------------------
Poniżej prezent dla Pana Dolniaka – obraz Najjaśniejszego Pana oraz Muchozol przeciw natrętnym owadom.

Informacja dla Posła Paliokota – Uwaga! To w butelce nie nadaje się do picia!

piątek, 20 czerwca 2008

"Grupa Trzymająca Władzę II" – zdemaskowana!

*Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K *
Jedna z najinteligentniejszych postaci Platformy Obywatelskiej, wicepremier Grzegorz Schetyna wreszcie dał głos w sprawie TW Bolek kontra IPN.

Właściwie od wielu dni czegoś mi brakowało (kogoś?) w całej burzy wytworzonej wokoło książki Cenckiewicza i Gontarczyka. Mówili dawni koledzy Wałęsy, przyjaciele, ubecy, wrogowie – nie wypowiadał się oficjalnie tylko przedstawiciel rządu. I oto dziś Pan Schetyna Grzegorz postanowił przerwać milczenie. I od razu bomba! Jak przystało na obdarzonego wybitną inteligencją człowieka, zgodnie ze swoim zwyczajem - mocno „po garach” i .... z hukiem.


(...) książka o Lechu Wałęsie powstała na zamówienie polityczne. Dyskusja, jaka rozpoczęła się wokół publikacji, ma charakter politycznej zemsty na dawnym przywódcy "Solidarności" Świadczy o tym fakt, że już przed ukazaniem się książki pojawiały się sugestie na temat jej treści (...). Koniec cytatu.

Zadziwiają swoją prostotą - urokliwa dedukcja i zmysł Szerloka Holmsa, prezentowane przez „mastermajnda” Platformy Obywatelaskiej. Czy Pan Schetyna sam wpadł na ten pomysł, czy też któryś z licznych doradców mu go podsunął - nie ulega wątpliwości, że zdemaskował w ten sposób kolejną „grupę trzymającą władzę (nad teczką Wałęsy)”.
Jak wynika z opowieści wicepremiera grupa ta od dawna znała dogłębnie treść publikacji i wykorzystując ten przywilej, narzucała reszcie nieświadomych obywateli swoje zdanie w wiadomej sprawie.

Spośród piętnowanych przez Pana Schetynę Grzegorza członków tejże grupy, należy w pierwszym rzędzie wymienić Jacka Żakowskiego, Ewę Milewicz, Władysława Frasyniuka, Monikę Olejnik, w których wypowiedziach (jak raczył stwierdzić Pan Wicepremier) „ już przed ukazaniem się książki pojawiały się sugestie na temat jej treści”. Skąd u nich taka wiedza? Skąd, dajmy na to znany wrocławski chuligan mógł wiedzieć na miesiąc przed publikacją książki o czym traktuje ona i jaka jest jej treść? Jak rozległe macki posiadają Ewa Milewicz i Jacek Żakowski, że wiedzą co o Wałęsie piszą Cenckiewicz i Gontarczyk zanim książka trafiła do druku? Nie dziwi tylko, jak zawsze znakomicie poinformowana Monika Olejnik. Ale ona wie wszystko (mimo, że w Zatoce nie była)!

Brawa dla Pana Schetyny za szybką akcję i wykrycie groźnej grupy „Trzymających Władzę II”. Nie na darmo taki człowiek jak Schtyna jest Ministrem Spraw Wewnętrznych – przebiegłość trzeba mieć we krwi.

P.S> Dożyliśmy ciekawych czasów. Tusk: To Kaczyński, nie Wałęsa jest zdyskwalifikowany (to na temat współpracy niegdyś Kaczyńskiego z Wałęsą). Pan Premier strzela sobie w stopę z dużego kalibru. Wali bezmyślnie i po omacku. Jak wobec tego traktować świadome zatrudnienie na wyraźne życzenie Premiera, na stanowisku doradcy niejakiego TW Znak, a dla przyjaciół z Platformy po prostu Michasia – Michała Boniego?
Panie Tusk, kto tu jest zdyskwalifikowany?

środa, 18 czerwca 2008

Minusy ujemne

*Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K *
Im bliżej dnia pojawienia się na rynku księgarskim opracowania Cenckiewicza i Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" tym bardziej histeryczne ruchy wykonuje „bohater” książki, były Prezydent a prywatnie były elektryk Lech Wałęsa. Udziela wywiadów, obraża się, udaje że wychodzi ze studia ale wraca – ot mota się jak przysłowiowy „Szmul po pustym sklepie”. Z wypowiedzi w trakcie licznych wywiadów nie wynika absolutnie nic, a sam Wałęsa już po pięciu minutach w kolejnej rzece wywodów nieświadomie zaprzecza temu, co na początku rozmowy twierdził. Z uśmiechem na ustach, póki starczy mu nerwów i z luzem niekontrolowanym opowiada coraz to bardziej sensacyjne historie.

Nie bardzo wiem, kto zacz jest jego doradcą ds. medialnych, ale powinien go były Pan Prezydent i elektryk jak najszybciej wyrzucić. Wiadomo, że Wałęsa bez doradców funkcjonować nie może, więc ktoś taki w otoczeniu jego znajdować się musi. Rzecz w tym, że kolejny raz Pan były Prezydent wywalił kasę w błoto. Po epoce Zakrzewskiego, Drzycimskiego i „kapciowego Mnietka” Wachowskiego, którzy pomogli mu zająć zaszczytne czwarte miejsce w plebiscycie na najlepszego prezydenta odrodzonej Rzeczpospolitej (gorszy był tylko, też Bolek - Bierut) , Wałęsa zatrudnił kolejnego geniusza i płaci – i traci. Traci resztki honoru i mitu. Traci wizerunek bojownika i człowieka z poczuciem przyzwoitości. Nie wystarczy przy każdej okazji opowiadać, że samemu obaliło się komunizm i podobne temu populizmy (ciekawe, że to samo już od wielu lat opowiada poza granicami kraju Bronisław Lewartow-Geremek. Panowie powinni coś między sobą ustalić) – trzeba też mieć twarz, z którą w sytuacjach trudnych wychodzi się z opresji.

„Lechu idź w zaparte” ponoć radził byłemu Prezydentowi inny wielki „rewolucjonista” Jacek Kuroń. Było to jeszcze w 1992 roku, po pierwszych „teczkowych zmaganiach z bezpieką”. Czas pokazał, że Wałęsa mocno wziął sobie do serca te słowa i mimo, że Kuronia nie ma już między żywymi jego słowa są żywe do dziś. Nie oznacza to, że „pójście w zaparte” trwać będzie bez końca. Może się zdarzyć, że na skutek publikacji (o której jak dotychczas mało wiadomo) Lech Wałęsa powróci do starej wersji obiegowej, o podpisywaniu „jakichś tam kilku dokumentów (inna wersja: coś tam podpisałem)” .
Mało natomiast prawdopodobne jest, że przyjmie model Boniego, to znaczy pochoruje się, popłacze, wzniesie pomstę do nieba, ale na koniec przyzna do współpracy. „Pokorne cielę dwie matki ssie” mówi przysłowie, dlatego w nagrodę Boni po latach współpracy z SB, został doradcą Premiera. A Wałęsa? Co jeszcze może zyskać, gdyby nawet posypał głowę popiołem i wyrzekł słowa – „tak, byłem!”?
Już nic! Przecież doradcą nie zostanie – sam potrzebuje doradców, ministrem – za niskie progi, prezydentem – za wysokie! Już tylko hipotetycznie można rozprawiać „co by było, gdyby...” Ja obstawiam pracę w „Gazecie Wyborczej” w jednym pokoju z Maleszką.

A całkiem serio, szumowi medialnemu wokół publikacji autorstwa IPN winien jest sam Wałęsa. Zamiast siedzieć cicho i spokojnie czekać, odgrywa tragikomedię wciągając w swoją grę najosobliwsze postaci. Z charakterystyczną dla osaczonej zwierzyny desperacją , sięga po pomoc kłusowników. Do grona autorytetów moralnych świadczących niegdyś o czystości Wałęsy dobił wczoraj Gromosław Czempiński – PRLowski szpieg i szef SLDowskiego UOP, który jednoznacznie zakwestionował prawdziwość dokumentów „Bolka”. Zestawiając ze sobą wydane uprzednio przez Wojciecha Jaruzelskiego „Świadectwo Moralności Wałęsy” (na usilną prośbę samego Wałęsy) i wypowiedzi Czepińskiego mamy wstępny zarys bohatera książki historyków IPN.

Problem w tym, że kłusownicy, jak to kłusownicy najpierw poklepią i uśmiechną się, a później przystawią nóż do gardła. Choćby taki Siemiątkowski. Naopowiadał wpierw o nieskalanej przeszłości byłego Prezydenta, by wkrótce dodać coś o „mocno zdekompletowanej teczce” która wróciła do UOPu z Pałacu Prezydenckiego. Po co kraść dokumenty, które nie mają żądnego znaczenia? Kto zatem podprowadził kartki z teczki Wałęsy? Znów jakaś sprzątaczka?


P.S> Trudno odmówić sobie też skomentowania „rewelacji” Wałęsy, którymi to sam zainteresowany obficie na raczy od kilku dni. Szczególnie spodobała mi się wypowiedź o planowanym porwaniu bohatera.
Jako wielbiciel filmów sensacyjnych z wypiekami na twarzy czytałem: - Dlaczego nie mówią, że chciano mnie porwać? Kto chciał to zrobić? Dlaczego nie mówią, że żona Gwiazdy chciała mnie wyciągnąć ze stoczni, żeby mnie porwano, a na moje miejsce wstawić Gwiazdę?
Okropność! Mniemam, że małżeństwo Gwiazdów swój plan przygotowało na tyle profesjonalnie, że do dziś nie udało by się zauważyć, że Wałęsa to nie Wałęsa tylko Andrzej Gwiazda. Szczęście Boskie, że ktoś pokrzyżował im plany! Ale temat jest mocny - polecam scenarzystom i reżyserom, szczególnie młodego pokolenia.

Mam też drugą wersję scenariusza – light science-fiction. Otóż, na ziemię przybywają „Obcy z Gwiazd” i planują porwanie Lecha Wałęsy. W tym celu żona jednego „przybysza” próbuje wyciągnąć przewodniczącego Wałęsę i uprowadzić go statkiem kosmicznym na inna planetę. W jego miejsce szykowany jest już odpowiedni „Obcy z Gwiazd” - sobowtór, który ma zastąpić miłościwie panującego przewodniczącego...... Ciąg dalszy dopisze wkrótce życie (albo też wkrótce, sam były Prezydent Lech Wałęsa w kolejnej opowieści).