piątek, 15 lutego 2013
wtorek, 12 lutego 2013
Słuchaj no Henia, zrób mi...
Henryka Krzywonos, znana tramwajarka, która zatrzymała już
zatrzymany (na skutek odłączonego zasilania) tramwaj i tym bohaterskim czynem
zapisała się na kartach historii III RP, obraziła się na Palikota.
Podobno Palikot, w czasie gdy próbował skaperować ją do
swojej drużyny, wysyłał niestosowne SMS-y
czym dotknął do żywego jej kobiecą i opozycyjną-tramwajarską godność.
Cóż takiego mógł wypiswać Palikot - Krzywonosowa nie
ujawnia, bo to jest „niezgodne z jej
zasadami“.
W takim razie, zgodnie z ogólnie panującymi zasadami,
postawa „wiem, ale nie powiem“ daje prawo oraz podstawy do snucia hipotez.
Na onetowskiej stronie Politykier.pl, autorzy przypuszczają,
że ów „niestosowny SMS“ od Palikota mógł brzemieć: „Słuchaj no Henia,
lecąc na kongres zrób mi łaskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam
rano".
Oczywiście mogło tak być.
Szczególnie, że Henia uczestniczyła w kongresie
Palikociarni, gdzie nawet coś powiedziała do mikrofonu na mównicy.
Wtajemniczeni twierdzą też, że poziom wypowiedzi, mógł
wskazywać na „spożycie“, toteż ta wersja
z kefirem pasowałaby jak ulał.
Pamiętając też o erotycznych fanaberiach szefa partii i jego
zamiłowaniu do penisów (trudno powiedziać czy tylko sztucznych), ów SMS mógł również
brzmieć: „Słuchaj no Henia,
lecąc na kongres zrób mi laskę i kup kilka bułek oraz kefir - przydadzą się nam
rano".
Niestety na skutek „wielkiego focha“ strzelonego przez
Krzywonosową, kto inny będzie teraz to wszystko robił Palikotowi.
A my już chyba wiemy kto!
Na pierwszy rzut oka, to urodą oraz posturą przypomina nawet
„najsłynniejszą tramwajarkę“... ale w łapach silniejsza.
Etykiety:
babon,
głupoty,
Henryka Krzywonos,
kolaboranci,
Palikot,
ruch palikota,
Ruchali kota,
TW
niedziela, 10 lutego 2013
czwartek, 24 stycznia 2013
Żydowski antysemita
Wielkie prawdopodobieństwo, iż świat się faktycznie ma ku
końcowi.
W najnowszym Newsweeku *) Żyd oskarża Żyda o....
antysemityzm.
Można a nawet należałoby traktować ten fakt raczej w
kategorii dowcipu, gdyby nie poważne argumenty i nastrój nadęto-poważny autora
– niejakiego Pazińskiego.
Obiektem oskarżeń jest Rafał Ziemkiewicz, zdaniem
Pazińskiego – antysemita i prawdopodobnie też faszysta.
Tu kilka wyjasnień. Otóż Paziński posiadający imię Piotr, to
redaktor naczelny głupkowatego i niszowego czasopisma „Midrasz“.
Gazetki, założonej niegdyś
przez Konstatntego Geberta, syna komunistycznego, stalinowskiego bandyty
Bolesława, a która ma na celu namącić w głowach nielicznych żydowskich
czytelników i wyrobić w nich poczucie wyższości nad gojami.
W „Midrasz“ publikowali m.in. stalinowski bydlak i
zbrodniarz Zygmunt Bauman, zakapior z GZP LWP Michał Friedman oraz Henryk
Grynberg – komunistyczny kolaborant.
Paziński, zwany „Paziakiem“ znany jest też wielu blogerom ze
stron portalu Salon24, gdzie stanowił wazelinową satelitę niejakiego Eli
Barbura.
Profil pisma podparty wyżej wymienionymi autorytetami,
wyrobiła w Pazińskim przekonanie, że jako Superżyd ma wszelkie prawo do decydowania, kto jest antysemitą i dlaczego. Korzysta
zatem Paziak ze swoich przywilejów aż miło.
Teraz ciosy Pazińskiego sięgają również jego rodaków.
Rafał Ziemkiewicz, który kilka lat temu wspomniał swoje
żydowskie pochodzenie, na skutek zdrowego podejścia do historii Żydów polskich
stał się w oczach Pazińskiego oraz jego lewackiego środowiska wrogiem
publicznym (czytaj antysemitą) numer jeden.
Wystarczyło, że tenże Ziemkiewicz przypomniał czane karty
polskiego żydostwa. Zahaczył o kolaborację bolszewicką, zdradę przybranej
Ojczyzny, współpracę z zaborcą – okupantem itp... a dla Pazińskiego wystarczyło to do
odsądzenia autora od czci i wiary.
Sprawdziło się tu stare powiedzenie, że ten jest antysemitą,
kogo Żydzi nie lubią oraz, że nie wolno nawet krzyknąć na Żyda, który nadepnie
ci na nogę, bo jest to oznaką antysemityzmu.
Dotychczas taki system sprawdzał się, bo zgnoić goja to
łatwizna, ale do tej pory żaden Żyd nie oskarżył innego Żyda o antysemityzm!
Co w tej sytuacji ?
Posługując się prostą logika należy zupełnie serio
zastanowić się, czy to czasem Paziński nie jest antysemitą, bo pomawia i
oczernia Żyda Ziemkiewicza?
I do tego, pewnie Ziemiewicz go nie lubi.
Ech, Paziński, ty antysemito i faszysto!
Faktem jest też, że Paziński stek swoich bzdur zamieścił w
Newsweeku za zgodą (bądź na życzenie) Tomasza „syna najucziwszego
z Polaków“ Lisa. Jak więc nazwać tego goja, który posługuje się Żydem, by
oczernić innego Żyda?
Hiperantysemitą i hiperfaszystą.
Tomaszu Lisie, ty.....
I jak to ma nie pierdyknać?
*) Nie ma sensu cytowania czy przytaczania bzdur
wypisywanych przez „Paziaka“ bo w wiekszości urąga to ludzkiej inteligencji.
Zresztą, kto chce niech kupi Newsweek i przebrnie przez „szambo Paziaka“. Ale na własną podpowiedzialność.
Etykiety:
antysemityzm,
bzdury,
Friedman,
głupoty,
Grynberg,
kretyn,
Midrasz,
Newsweek,
Paziak,
Piotr Paziński,
Rafał Ziemkiewicz,
sowieccy bandyci,
Tomasz Lis,
Zygmunt Bauman,
żydokomuna
niedziela, 20 stycznia 2013
Bajka o Stuleyce zwanej Czerwonym Paskudnym Kapturkiem
Dziś coś dla dzieci... (może być na dobranoc)
Była sobie raz mała brzydka księżniczka o imieniu
Stuleyka.
Każdy, kto na nią
spojrzał odwracał wzrok i z obrzydzeniem mówił: „Tfu, jak mogą być dzieci
tak paskudne... To chyba tyko kariera zawodowa przed nią, bo życie rodzinne to
nie dla niej... “.
Była ulubienicą babuni swej, starej i stetryczałej Krasnoarmiejki,
która radaby jej była dać wszystko, co tylko jest na świecie, z wyjatkiem
godnej pensji i wybornej fuchy w resorcie, bo takich koneksji już niestety nie
posiadała.
Pewnego dnia babcia podarowała jej aksamitny kapturek, w
którym tak pięknie wyglądała, że nie chciała włożyć już innej czapeczki.
Kapturek był czerwony, miał z przodu gwiazdkę i
Stuleyka wyglądała w nim jak siostra stada millerowych krasnoludów
zamieszkujących „Zgniły Zagajnik“.
Chodziła ciągle w swym czerwonym kapturku i przezwano ją
też „Czerwonym (ale Paskudnym) Kapturkiem”.
Razu pewnego powiedziała jej ciotka Platformenia: — Masz
tu smaczną pizzę z Biedronki i flaszkę taniego wina oraz umowę zawieszenia
broni.
Weźmiesz też ze sobą rękopis mowy oskarżycielskiej i
potępiającej opozycję.
Zanieś to babuni. Ma kaca, jest chora i bezsilna,
pokrzepi się i wzmocni a co za tym idzie będzie miała siłę wspomóc nas w walce
z wrogiem.
Idź, zanim się zrobi gorąco, bądź uważna, nie schodź z
drogi, bo biegając mogłabyś stłuc flaszkę, a wówczas babuni nic by się nie
dostało. Przyszło by jej chlać paskudny kefir i tylko pieprzyć trzy-po-trzy w
programach telewizyjnych drugiej kategorii.
Gdy zaś przyjdziesz, nie rozglądaj się po kątach, co by
tu od babuni wydębić ale powitaj grzecznie staruszkę.
Stuleyka przyrzekła ciotce, że wszystko spełni jak
należy.
Babka mieszkała w głębi zgniłego zagajnika, o dwadzieścia
trzy minuty drogi od Bizancjum ciotki. Gdy dziewczynka znalazła się w lesie,
napotkała kota. Nie wiedziała ona, co to za zły zwierz, przeto nie
przestraszyła się go wcale.
— Dzień dobry, Stuleyko-Czerwony Pakudny Kapturku! —
powiedział kot.
— Dzień dobry, kocie! — odrzekła uprzejmie.
— Pali-kocie — wtrącił kot i zaciągnął się marihuaną — dokąd
to zmierzasz tak rano? — dodał.
— Do babuni Krasnoarmiejki.
— Co niesiesz pod fartuszkiem?
— Pizzę z Biedonki i tanie winko. Niosę to babuni. Jest
stara, skacowana i wycieńczona, posili się, przetrzeźwieje i orzeźwi.
— A gdzież to mieszka twoja babunia?
— Dobry kawał drogi stąd. Komitet jej stoi pod trzema leninami,
wokoło są krzaki dorodnej komuny, trafisz tam łatwo.
Pali-kot pomyślał: „Smaczny to dla mnie kąsek z tej
małej, lepszy jeszcze, niż stara babka Krasnoarmiejka. Muszę się wziąć mądrze
do rzeczy, by mi obydwie wpadły w zęby.”
Starą wpierw w całości połknę z elektoratem a Stuleykę
później.
Będę nią z wnętrza organizmu mojego sterował.
Szedł przez chwilę obok dziewczynki, potem zaś rzekł:
— Spójrzno, jakie piękne zioła wokoło. Czemu na nie nie
patrzysz? Zda mi się, że nie słyszysz nawet pisku biedy. Idziesz prosto przed
siebie jak leming jaki, a w lesie tak miło, że aż się serce raduje.
Stuleyka podniosła oczy i zobaczywszy drzewa oblane migotliwymi
promieniami słońca, oraz mnóstwo ślicznego zioła, pomyślała: „Ucieszyłaby się
babunia, gdybym jej przyniosła faję. Jeszcze wcześnie i zdążę na czas.” — Potem
zeszła z drogi i ruszyła w las za ziołem. Zerwawszy nieco, spostrzegała zaraz bibułki
i gilzy, przeto zagłębiała się w las coraz to dalej. Zaś pali-kot poszedł
prosto do domu babki i zapukał.
— Kto tam? — zapytała babka Krasnoarmiejka.
— To ja, Czerwony Paskudny Kapturek, twoja Stuleyka! —
rzekł pali-kot. — Przynoszę pizzę z Biedronki i tanie winko, wpuść mnie,
babuniu.
— Naciśnij klamkę — powiedziała staruszka, — jestem skacowana,
słaba i nie mogę wstać, bo mam helikopter we łbie.
Pali-kot wszedł; nie mówiąc słowa, zbliżył się do starej
lewcy i połknął ją. Potem ubrał się w jej odzież i w czapkę budionnówkę, legł w
łóżku i zasunął firanki.
Tymczasem Stuleyka biegała za ziołem i dopiero, gdy
zebrała go tyle, że ledwo unieść mogła, przypomniała sobie o babce i poszła
prędko do niej. Zdziwiło ją bardzo, że zastała drzwi otwarte, gdy zaś weszła, zrobiło
jej się jakoś nieswojo.
Pomyślała; „Jakże tu jakoś straszno dzisiaj, chociaż
zawsze było mi bardzo wesoło u babuni”. Śmierdzi ziołem, alpagą oraz słychać
pedalską muzę.
— Dzień dobry babuniu! — zawołała Stuleyka, ale nikt nie
odpowiedział.
Podeszła do łóżka, rozsunęła firanki i zobaczyła, że
babunia leży, z czapką wsuniętą
głęboko na twarz. Wyglądała jakoś bardzo dziwnie.
— Babuniu! — powiedziała dziewczynka. — Jakież ty masz
wielkie uszy!?
— Bym cię lepiej słyszała, co twoja ciotka kazała mi
przekazać, — odparł pali-kot, udając babunię.
— A jakie ogromne oczy!?
— Bym cię lepiej widziała i byś nie mogła mi się schować.
— A jakie ogromne ręce!?
— Bym cię mogła lepiej schwytać i tobą sterować.
— A jaką ogromną paszczę!?
— Bym ci mogła więcej nagadać i nabajdurzyć.
— A jakie wielkie zęby!? A dlaczego ty w ogóle masz zęby
babciu Krasnoarmiejko???
— A mam, ale to są sztuczne... Mam, by nikt nie pomylił
mojej gęby z tyłkiem...
Rzekłszy to, wyskoczył pali-kot z łóżka i połknął biedną Stuleykę.
Nasyciwszy się kobietami, pali-kot spalił zioło, zeżarł
pizzę z Biedronki, wypił tanie winko, położył się z powrotem i zaczął
głośno chrapać orz puszczać bąki.
Niezadługo zjawił się pod domem gajowy Bul-Nadzieja i
pomyślał; „Coś za głośno chrapie dziś staruszka. Może mocnej się zaprawiła
wczoraj? Muszę zobaczyć, czy nie ma delirki”. Wszedł i zbliżywszy się do łóżka,
poczuł zapach alpagi oraz zioła.
— Tuś mi stary łotrze! — zawołał gajowy widząc pali-kota
w stroju babci. — Dawno cię szukam!
Powiedziawszy to, chciał już wziąć na cel pali-kota, ale
wpadło mu do głowy, że może pożarł on Krasnoarmiejkę i że może da się ją
jeszcze ocalić. Nie strzelił więc, ale rozpruł nożyczkami brzuch śpiącego
zwierzęcia, niczym Zbój Rostowskój domowe budżety Polaków. Po kilku cięciach
ujrzał babkę Krasnoarmiejkę, a gdy uczynił jeszcze kilka cięć, wyskoczyła Stuleyka
i zawołała: — Ach, jakem się przelękła! Jakże ciemno było w brzuchu Pali-kota! Uratowałeś
mnię w ostatneij chwili - już prawie mijałam dwunastnicę...
Także i babka wyszła żywa jeszcze, ale strasznie zdyszana,
bo w mieszance pizzy i alpagi sporo czasu pływała.
Tymczasem Stuleyka przyniosła prędko kilka tomów akt oraz
oskarżeń i wypełniono nimi brzuch pali-kota. Ten zerwał się, chciał uciekać, ale akta i
oskarżenia były tak ciężkie, że padł na ziemię i miał niestrawności.
Wszyscy troje radowali się bardzo. Gajowy ściągnął z Pali-kota
skórę i poszedł z nią do Pałacu, bo właśnie Aniadziadzia na obiad wołała.
Babunia zaś zjadła kawałek podgardla Pali-kota,
popiła krwią z aorty i wyzdrowiała.
A Stuleyka pomyślała sobie: „Póki życia, nie zejdę już z drogi
wytyczonej przez ciotkę Platformenię i nie dam się przekabacić żadnemu
Pali-kotowi .”
Po czym żyła długo i szczęśliwie, dopóki jej jakiś ciućma
drzwi od mieszkania nie wymalował... ale to inna bajka.
czwartek, 17 stycznia 2013
Ku..a z Jaworek, ch.j biegły i nieuki z prokuratury.
Z góry
przepraszam za stek wulgaryzmów, ale inne słowa nie mogą paść...
Osiemnastoletnia zwyrodniała kurwa z miejscowości
Jaworki w małopolsce – Klaudia T. karmiła węża pytona żywymi kociętami. Całą
sprawę opisała prasa w sierpniu ubiegłego roku. Wpierw pod pozorem opieki,
wyłudziła trójkę młodych kotów od osoby szukjącej dla nich domu a następnie na
oczach dzieci podała zwierzeta gadowi na pożarcie.
Wczoraj prokuratura
rejonowa w Nowym Targu umorzyła sprawę na
podstawie opinii biegłego, który stwierdził, że podstawowym pokarmem pytona w
naturze są żywe istoty. Prokuratura zatem uznała, że skoro jest to zgodne z
naturą, to karmienie żywymi kociętami pytona jest zgodne z prawem. Prokurator,
rzecz jasna nie zgodził się podać nazwiska biegłego.
Faktycznie trzeba być nie lada
zwyrodnialcem, bydlakiem lub złamanym chujem, by jako biegły wydać taką
opinię. Trzeb by też matołem, kretynem,
bezmózgiem lub też przepłaconym szmalcownikiem by nie zauważyć, że w naturze
pyton nie jada zwierząt domowych, bo natruralnym środowiskiem pytona nie jest
m-3 w mieście.
Trzeba być też nieukiem i głupkiem
skończonym (a nie prokuratorem), by ową opinię uznać za wiążącą, wobec litery polskiego
prawa, które wyraźnie się w takiej kwestii wypowiada*
Ze swojej strony
życzę, zarówno zwyrodniałej kurwie z Jaworek, która niczym hitlerowcy
miała ubaw w znęcaniu się nad żywymi istotami, jak i szmalcownikowi – chujowi,
będącemu biegłym sądowym, by stali się pokarmem dla któregoś z drapieżnych
zwierząt.
By ktoś celowo lub przez przypadek wrzucił ich do basenu
z aligatorami lub wybiegu dla kotów drapieżnych.
Niczym to nie grozi. W końcu prokuratura też sprawę umoży,
bo cytując tegoż kretyna-biegłego: „(...)podstawowym
pokarmem krokodyli/lwów w naturze są żywe istoty. Prokuratura zatem uzna, że
skoro jest to zgodne z naturą, to karmienie żywymi ludźmi krokodyla/lwa jest
zgodne z prawem (...)
*
Prawo polskie mówi:
„Zabrania się zabijania zwierząt, z
wyjątkiem: uboju i uśmiercania zwierząt gospodarskich oraz uśmiercania dzikich
ptaków i ssaków utrzymywanych przez człowieka w celu pozyskania mięsa i
skór"
(Ustawa o ochronie zwierząt,
znowelizowana w styczniu 2012 r.)
„Koty i psy, zgodnie z dalszymi zapisami ustawy to zwierzęta domowe, jako żywo niehodowane w naszym kraju na mięso i skóry, ale nawet jeśli ktoś wbrew zapisom ustawy uważa koty za zwierzęta gospodarskie, to art. 34 mówi: zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone TYLKO po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje".
„Koty i psy, zgodnie z dalszymi zapisami ustawy to zwierzęta domowe, jako żywo niehodowane w naszym kraju na mięso i skóry, ale nawet jeśli ktoś wbrew zapisom ustawy uważa koty za zwierzęta gospodarskie, to art. 34 mówi: zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone TYLKO po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje".
niedziela, 13 stycznia 2013
21. Owsiakowy Cyrk Polski im. Włodzimierza Lenina
Kończy się 21. Cyrk Polski.
Wreszcie.
Całodniowy hałas, darcie gęby w telewizorze, podstarzały
mocno hippis w czerwonych okularach machający łapami i ogólne „tykanie“
wszystkich wokoło.
„Róbta, co chceta...“
Władza jak najbardziej „za“, lewacka opozycja też.
Że władza, to normalka. W końcu, to od wielu lat Owsiak raz
w roku zastępuje Skarb Państwa oraz ministra zdrowia.
Opozycja, ta od komunistów i „Ruchali kota“ w owsiakowym
cyrku znajduje natomiast trampolinę do wyskoku ponad krawężnik i pokazania się
w mediach.
Nie jest to trudne, bo wystarczy przekazać na WOŚP –
śmierdzący pod pachami rozciągnięty sweterek, posputy długopis, inne niepotrzebne badziewie
lub też zafundować wycieczkę do Brukseli wraz z eurodeputowanym (rzecz
jasna na koszt podatników).
Można też wylicytować jajecznice zrobioną brudnymi łapami
czołowego szambiarza.
Wiadomo, telewizja to pokaże a i pochwali...
W tym roku, jak mówił Owsiak ofiara dla dzieci ale też i dla
starców.
Nie wiadomo czy ta druga połowa kasy pójdzie na leczenie czy
na agitację za eutanazją seniorów. Czas pokaże.
W każdym razie to miło, że raz w roku rozpasane gówniarstwo zbierało
pieniądze dla „osób starszych“ a nie dla (jak ich nazywa przez pozostałe dni w roku) „pier...nych moherów“ i „jeb...nych
lamusów“.
Jedynie to cieszy...
Ku pokrzepieniu serc lemmingowej braci – wystepy szarpidrutów.
Tu element dekoracyjny – czerwona , sowiecka, czerwona gwiazda
na czapce-uszatce bydlaka z zespołu „Big Cyc“. Może za rok będzie
swastyka. Póki co, Lenin górą, przed Hitlerem...
To właściwie tyle.
„Przedmeczowa rozgrzewka“ Owsiaka (dysput o eutanazji) i
czerwona gwiazda u śmierdziela na czole.... ech, bliżej chyba jednak do uśmiercania
niż leczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



