wtorek, 9 września 2008

PLATFILM już działa!

Popularność Platformy Obywatelskiej sięgnęła pułapu!

Wniebowzięci liderzy partyjni zachęceni takim obrotem sprawy znaleźli sposób aby przejść ten pułap i z pozycji 100% poparcia kierować samodzielnie krajem.

Prócz zaszczytnych tytułów „I partii sejmu”, „V kolumny SLD” czy „II komuny III RP” postanowili wziąć sprawę w swoje ręce i zdobyć tytuł – „I królestwa X Muzy”.

Wiadomo film to potęga, aktorzy i reżyserzy są obiektami uwielbienia i westchnień milionów fanów kinematografii na całym świecie.

Panie i Panowie, pod egidą Platformy Obywatelskiej powstała wytwórnia PLATFILM!
Oglądajcie, śmiejcie się, przeżywajcie i kochajcie ich za trudną sztukę filmową z najwyższej półki.

piątek, 5 września 2008

„Must” wreszcie śpi lepiej!

„Największe osiągnięcie rządów PO, to zmiana klimatu politycznego w Polsce. Teraz człowiek nie jest taki zestresowany, lepiej sypia” – powiedział dziś w TVN24 Andrzej Olechowski, były KO „Must” oraz lider-założyciel Platformy Obywatelskiej. Właściwie cytat ten można byłoby pozostawić bez komentarza, jest aż nadto wymowny.

Nie mogę jednak odmówić sobie przyjemności dodania do wypowiedzi „Musta” kilku zdań objaśnienia. To tak dla potencjalnych czytelników, zwolenników PO, którzy mogli by nie zrozumieć prawdziwych intencji ich byłego bożyszcza.

Faktycznie, może spaść kamień z serca ludziom pokroju Olechowskiego czy Boniego. Obecna władza dba aby włos na głowie kolaborantów i peerelowskich donosicieli nie drgnął. Po dwóch latach „trzęsiawki” - pokuty za grzechy, nadszedł dla nich czas głębokiego oddechu. Dziś bezsenność minęła i różnego rodzaju „Musty” czy „Znaki” chrapią w nocy w najlepsze, śniąc o dupeerelach z niezwykle towarzyskich czasów. A wszystko to zasługa Doktora Tuska – specjalisty od bezsenności.

Miło, że Andrzej Olechowski znalazł wolną chwilę i w imieniu wszystkich dotąd cierpiących funkcjonariuszy i współpracowników aparatu represji PRL, podziękował Panu Premierowi za zaangażowanie i roztoczenie nad nimi parasola ochronnego.

Ale już ciiiiicho! Pssst „Must” właśnie zasnął!

środa, 3 września 2008

Lud w rękach władzy.

GORĄCY TEMAT!
Kibole zdemolowali Warszawę, ale bohaterscy stróże prawa ujęli wszystkich 741 groźnych chuliganów.
Pan Schetyna od dziś nosi głowę wysoko, a Pan Walter pozbył się problemu.
Jeszcze raz władza i biznes wyszły sobie naprzeciw.
Niegdyś komuniści walczyli o oddanie władzy w ręce ludu.
Wczorajsza akcja udowodniła, że obecnie rządzącym bliższa jest idea oddawania ludu w ręce władzy.
(podziękowania dla Foxxa za inspiracje)

A mucha ciągle bzdzy...

Uśpiony uśmiech politowania budzi we mnie każde wystąpienie tzw. „wicemarszałka sejmu” Niesiołowskiego. Gość ma w sobie coś takiego, że jak powie, to „po bandzie” i „od czapy”. Smutne i nudne życie profesora od owadów w pełni ubarwia mu działalność polityczna, z czego jak widać jest w pełni zadowolony i puchnie w pysze do granic.

Ze względu na wiek można było by złożyć jego zachowanie na karb choroby starczej oraz dużo wybaczyć. Jednak ci, co obserwują Stefana N. od dawna, wiedzą że to nie dolegliwości i przypadłości wieku starczego kierują jego zachowaniem – to kieruje nimi osobiście, w pełni świadomy i trzeźwy Stefan Niesiołowski.

Należy on do gatunku ludzi, którzy cały swój przegrany życiorys próbują co jakiś czas pisać na nowo, wklejając swoją zupełnie nieważną i nieistotną osobę w nowe środowiska i wydarzenia (przy tym styl bycia i postępowania zawsze pozostaje bez zmian, niezależnie od aktualnej partyjnej przynależności).

Skąd się biorą takie typy? Po prostu życie je tworzy. Dla nieudaczników i nieumiałków skakać po scenie politycznej i głośno krzyczeć, to jedyna droga do małego sukcesu. Można zatem, (jak widać) doczekać się nawet fotela wicemarszałka sejmu lub miana „twarzy PO” w programie telewizyjnym.
Nie zmienia to jednak faktu, że dla większości taka osoba jest i pozostanie na zawsze kimś w rodzaju „zagrodowego głupka - wesołka”.

Stefan Niesiołowski próbował niegdyś wysadzić pomnik Lenina. Nie wysadził, a komunizm jego wsadził, do więzienia. Jako człowiek towarzyski, zadbał aby w miejscu odosobnienia przebywali też znajomi i najbliżsi, toteż „sypnął” już na pierwszym przesłuchaniu kolegów i osobistą narzeczoną. Taki jest Stefan N. – koleżeński i rodzinny!

Właściwie niewysadzony pomnik wodza rewolucji, to... pomnik działalności Niesiołowskiego w podziemiu i niejako, po dzień dzisiejszy symbol jego możliwości. Nawet dziś specjalista od owadów, porywa się na postaci większe i będące poza jego zasięgiem. Niczym mała muszka plujka krąży nad „dużymi” i bzyczy natrętnie.

Aktualnie Niesiołowski bzyczy nad Prezydentem. W „michnikowym” TOK FM dał upust swoim przemyśleniom i stwierdził, że to Lech Kaczyński podpuścił uczestników obchodów „Sierpnia ‘80” do buczenia na Borusewicza. A buczała sama żulia. W tym czasie inteligenci protestowali (Adamowicz) stali w osłupieniu (Borusewicz), latali samolotem (Mazowiecki) lub „klykali w internecie” (Wałęsa).

Tak to mała muszka plujka, zamiast siedzieć cicho w swojej kupie (na kupie?) znajomych i cieszyć się z tego co ma, znów ingeruje w świat, którego nie rozumie i który jest za wielki dla niej. Wlatuje za szkło powiększające (sic!) i w ten sposób próbuje powiększyć swoją postać aby być na równi z innymi. Nie dostrzega tylko, że wystarczy jedno celne pacnięcie łapką na muchy.

P.S. Na marginesie. Dzisiejszy wicemarszałek sejmu, w wyborach parlamentarnych w swoim okręgu wyborczym (Zielona Góra) zdobył 69.385 głosów.
Lech Kaczyński w drugiej turze wyborów prezydenckich zebrał 8.257.468 głosów.
Oczywiście co innego wybory parlamentarne lokalne i ogólnokrajowe prezydenckie. Służę więc innymi danymi, bardziej porównywalnymi.
W 2002 roku Lech Kaczyński ubiegający się o urząd Prezydenta Stolicy, zgromadził 1.202.507 głosów.
„Z czym do ludzi” Panie Niesiołowski?!

No i się doczekał!








poniedziałek, 1 września 2008

Objaw bolszewizacji postępowania

Upiorny dziadunio, esteta i nieugięty tropiciel „dyplomatołków” – Władysław Bartoszewski został wystawiony ma witrynę w celu wypowiedzenia się. Jak zwykle, w dniach rocznicowych Komitet Centralny Polskich Zjednoczonych Platformiaków Obywatelskich, otrzepał z kurzu, przeprasował i użył „Profesora” Bartoszewskiego do naplucia na tych co nie myślą jak przewodnia partia. Tym razem „Symbol Powstania Warszwskiego według PO (wersja Beta)” potępił wszystkich „buczących” na Bogdana Borusewicza, podczas obchodów rocznicy Sierpnia 1980 w Gdańsku.

Użył mocnych słów o „bolszewizacji myślenia” oraz porównał „gorące przywitanie” Marszałka Senatu, do niemniej „gorącego przywitania” innych zasłużonych dla umacniania III RP oficjeli, podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego.

To się nazywa mocne i szybkie działanie. Trzeba przyznać, że Bartoszewski, jak nikt inny pasuje na ideologa watahy platformerskiej i nieskomplikowanego stylu myślenia, rodem z podręczników głównych mózgów intelektualnych: Schetyny i Chlebowskiego.
Jak nikt inny uosabia też to, co w PO jest najgorsze – bezmiar impertynencji, ignorancji i konformizmu. Wykreowany przez Tuska i resztek „uwolii” na „Symbol Walki z Komuną” oraz „Ikonę Powstania Warszawskiego”, chlubi się jednocześnie przyjaźnią z komunistą Geremkiem oraz uczestnictwem w strukturach rządowych w jednym szeregu z TW Znak – ubeckim współpracownikiem Michałem Boni. Akurat ten ostatni przykład jest bardzo wymowny i prezentuje „prostotę” zawiłego rozumowania „upiornego dziadunia”.

Jeszcze niedawno „grzmiał” o przywożonych autobusami grupach, które na cmentarzu (według niego) zachowywały się niegodnie, „bucząc” na jego ideologicznych przyjaciół, stojących nad grobami poległych bohaterów „Zośki” , „Parasola” i „Miotły”. Nie zauważył wszak aż do dziś, że sam tnie gałąź , na której siedzi. Jako Powstaniec Warszawski (mimo, że tylko pracownik radiostacji, a nie frontowiec) nie powinien się tak „bardzo wychylać”. Wszak np. Zgrupowanie „Miotła” zajmowało się likwidacją kolaborantów i „czerwonych kretów”. Jednym słowem niektórzy z jego dzisiejszych partyjnych kolegów delikatnie mówiąc mięli by w tamtych czasach duże problemy.

Bartoszewski, na zlecenie KC PZPO strzela obelgami na prawo i lewo. Dorabia ideologie do wypadków, przekłamuje fakty a później w to wszystko święcie wierzy. A wtedy na cmentarzu powązkowskim wystarczyło tylko zsunąć z uszu berecik, aby stwierdzić, że owe buczenie na Niesiołowskiego i resztę, donosiło się z miejsc zajmowanych przez kombatantów. Tych frontowych. To chyba coś znaczy.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

O sowiecko-hitlerowskiej Rosji myśli kilka

Każdy sowiecki przywódca musiał mieć swoją „wojenkę”. Począwszy od Włodzimierza Lenina a kończąc na Dimitriju Miedwiediewie, miarą wielkości szefa państwa było pokazanie, że trzeba się z hordami niezwykle agresywnej sowieckiej dziczy bardzo liczyć i bać się jej – bo jest nieobliczalna.

O ile nie dziwiło nic w okresie panowania wszechwładnych pierwszych sekretarzy KC KPZR, bo w większości byli to ludzie prymitywni, na poziomie średnio inteligentnego troglodyty, to już po pozornej transformacji ZSRS w Państwo Rosyjskie, co bardziej optymistycznie nastawieni obserwatorzy liczyli na zmiany. Liczyli i przeliczyli się. Zarówno Jelcyn jak i jego następca Putin, okazali się godnymi spadkobiercami tradycji stalinowsko-leninowskiej myśli barbarzyńskiej. Wybór padł na Czeczenię, gdzie od 1994, z małymi przerwami trwa wojna i gdzie sowieci systematycznie „dostają baty” od partyzantki niepodległościowej.

Nowy, namaszczony przez byłego sowieckiego szpiega i prezydenta Putina władca Rosji Miedwiediew, nie mógł być gorszy od poprzedników. Zaledwie po trzech miesiącach od przejęcia władzy postanowił rozpętać „swoją wojenkę” i napadł na Gruzję. Właściwie „zasługa” Miedwiediewa w wyborze celu oraz przygotowania hord do najazdu jest znikoma. O wszystko zadbał już wcześniej były prezydent „szpion” Putin sterujący z „tylniego fotela” kukłą obecnego prezydenta. Takie praktyki nie powinny nikogo dziwić, gdyż od niepamiętnych czasów, w sowieckim państwie nikt dobrowolnie (czyli w demokratyczny sposób) władzy jeszcze nie oddał. Wprawdzie postęp jakiś jest, nikt dziś nie ćwiartuje i wdeptuje w dywan władców, czy też „dodusza” umierającego pierwszego sekretarza. Mimo to praktyki sowieckiej władzy nadal bliższe są Afryki Środkowej niż Europy.

U Polaków, agresja na niepodległą Gruzję winna wzbudzać wyjątkowy gniew i sprzeciw. Sytuacja w której doszło do agresji przypomina bandycki napad hitlerowskich Niemiec na Polskę w 1939 roku. Prowokacje, obrona mniejszości narodowej itp. Widocznie Putin z Miedwiediewem odrobili lekcje z Adolfa Hitlera i III Rzeszy oraz postanowili iść drogą wytyczoną przez byłego sojusznika rosyjskich komunistów.

Analizując najnowszą historię bandyckiego ZSRS oraz Rosji można dojść do śmiałego i nieco szokującego wniosku, że dla współczesnego świata (oraz oczywiście dla Polski) było by lepiej gdyby udał się nakreślony niegdyś przez pana H., plan zepchnięcia azjato-sowietów za Ural. Oszczędziło by to wielu bezpośrednich nieszczęść cywilizowanym państwom wschodniej Europy oraz pośrednio całemu światu. Można oczywiście żałować kultury Rosyjskiej zamkniętej we wspaniałej literaturze i muzyce. Płakać po Dostojewskim, Czajkowskim czy Strawińskim. Można, lecz należy zdać sobie sprawę z tego, że dzisiejsza Rosja jako sprywatyzowany ZSRS to zupełnie inny kraj i przede wszystkim inni ludzie, niestety bliżsi kulturze aborygenów.

Trudno w tym przypadku mieć pretensje do zwykłego szarego rosyjskiego obywatela. Nie on jest winien, że z epoki monarchii absolutnej w okresie caratu, przeszedł w okres komunizmu absolutnego (w przypadku Rosji to jest to samo - tylko inna nazwa) będąc jednocześnie w nieustannym zamroczeniu alkoholowym przez te 90 lat. Dziś nieco przetrzeźwiał (tylko nieco!) i nie wie o co chodzi! Ale cywilizowany świat niestety uciekł daleko.

Zadziwia, że zachwycona takim stanem rzeczy jest „współczesna europka” czyli Unia Europejska. Hołubi jak tylko może sowietów, traktując ich prawdopodobnie jako „freaka” czy też lokalnego sympatycznego dziwoląga. Celują w tym nastawione szczególnie rusofilsko Francja i Niemcy, być może dlatego, że bezpośrednio nie doświadczyły „uroków rosyjskiego komunizmu”.
Dla odmiany, najbardziej antysowiecko prezentują się kraje, gdzie władza „ludowa” pokazała cały swój urok, czyli: Polska, Litwa, Estonia, Czechy czy też właśnie Gruzja.

Z dzikim i bezwzględnym agresorem należy walczyć w sposób, jaki najbardziej będzie dla niego odczuwalny i jaki do niego najdobitniej dotrze. Znaczy to, że metoda musi być adekwatna do jego poziomu i możliwie najbardziej szokująca. Najlepsza jest partzantka, walka z ukrycia tam gdzie się tego nie spodziewają – w miejscach oddalonych od rejonów operacji wojskowych. Niech płonie sowiecki moloch. Tego Gruzinom serdecznie życzę!

P.S> Wczoraj nt. ostrej wypowiedzi Prezydenta Polski głos dał Niesiołowski. Jak przystało na tchórzliwego, miękkiego platformersa zarzucił Lechowi Kaczyńskiemu ostre słowa skierowane w kierunku Rosji. W siwej główce „muchołapa Stefana” nie mieści się, że można mieć jakieś idee i poglądy. Mierzenie wszystkich swoją miarą, ma takie właśnie konsekwencje, że zatraca się osobowość i staje niewolnikiem poprawności. Ale cóż wymagać od faceta, który już na pierwszym przesłuchaniu przez UB sypie wszystkich współpracowników, łącznie z osobistą narzeczoną i bratem.
Zazdrość postawy?