Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olechowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olechowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

Agentura SB z Komorowskim!

-->
Miło poinformować, iż grupa byłych Ministrów Spraw Zagranicznych, na wniosek Radosława Sikorskiego wsparła kandydaturę Bronisława Komorowskiego na urząd Prezydenta Polski.
Są to:
- Adam Daniel Rotfeld -  Tajny Współpracownik SB - „Ralf”, „Rauf", „Serb”,
- Andrzej Olechowski - Kontakt Operacyjny SB „Must“,
- Dariusz Rosati – Kontakt Operacyjny SB „Buyer“,
- Włodzimierz Cimoszewicz - Kontakt Operacyjny SB „Carex“.

Teraz każdy przyzwoity człowiek – nie powinien mieć już wątpliwości na kogo głosować.

 

wtorek, 25 stycznia 2011

Platformie Obywatelskiej "stuknęło" 10 lat.

To już dziesięć lat minęło od poczęcia nieznośnego, rozkapryszonego gówniarza.
A zrodził się ów bachor z biznesowego związku, transakcji małżeńskiej zawartej między trzema ojcami.
Dacie wiarę - trzema ojcami!
W ten sposób związek ten już na starcie stał się bardziej nowoczesny, niż nawet najnowocześniejsze związki w całej nowoczesnej Europie.
Jak przystało na nowoczesne małżeństwo panowie ci nie kochali się, ale dziecko sobie zrobili.
Na szczęście, już na początku jeden z ojców wyszedł z domu po rozum do głowy i najwyraźniej go znalazł, bo do domu tego już nie wrócił.
To dobrze, bo był to człowiek porządny.
Zostało zatem ojców dwóch, którzy pokochali się z czasem mimo pozornych różnic ideologicznych.
Czerwony ojciec kochał tego "nieczerwonego" w taki namiętny sposób, że ten "nieczerwony" wkrótce zaczerwienił się i pokochał wszystkich innych czerwonych.
Niedługo trwała idylla.
Bachor rósł, a tu nagle "nieczerwony ojciec" kopnął w zad ojca czerwonego.
Że niby tak przypadkiem, a tak naprawdę dlatego, bo poznał innych bardziej atrakcyjnych partnerów.
Jednym słowem „czerwony ojciec” dał się w juniorski sposób „wydutkać” na sucho przez amatora i prostaka.
Jak się wkrótce okazało, ojciec „założyciel” (jedyny ojciec, który pozostał) nie był już tak chętny do zawierania formalnych związków z kolejnymi partnerami i żył z nimi, jak mówią "na kocią łapę"
Może była to niechęć do fundowania bachorowi ojczyma, a może desperacka decyzja kochającego ojca o samotnym wychowywaniu potomka.
O to należy spytać Tatatuska.
W każdym razie bachor rozwydrzony rósł pod okiem jednego tatusia i nieprzeciętnie pazerny robił się na wszystkie dobra, które go otaczały.

Niestety charakterek odziedziczył po ojcu „czerwonym” (pazerność, zaprzaństwo, prywata), co w połączeniu z niektórymi cechami charakteru drugiego ojca (cwaniactwo, łgarstwo, oszukaństwo) dawało iście piorunującą mieszankę.
Oj, rozpasał się gówniarz i krwi napsuł porządnym ludziom co nie miara.
Rósł nierób, tłusty i bezczelny o złodziejowatej naturze.
Rósł na oczach ludzi i za ich przyzwoleniem.

I bumeluje do tej pory.
I pasie się na koszt obywateli, a na dodatek jeszcze każe celebrować swoje urodziny i przynosić sobie prezenty.
Cóż, skoro rozpasany gnojek wyciąga łapy po suweniry czy życzenia, niech ma....
Z okazji twoich dziesiątych urodzin, życzę ci:
- aby twoje kłamstwa i oszustwa obróciły się przeciw tobie z dziesięciokrotną siłą.
- aby ta dziesiątka była ostatnią cyfrą jaką zapamiętasz,
- abyś ułożył się w dziesięciocalowej politycznej trumnie, najlepiej dziesięć metrów pod ziemią i nigdy już stamtąd nie wyszedł,
- abyś ducha wyzionął, a szczęśliwi ludzie mogli kolejne dziesięć lat świętować twoje odejście,
- aby twój ojciec najpierw dziesięć razy się zastanowił zanim wpadnie na pomysł spłodzić kolejnego politycznego bachora,
A niech cię....

sobota, 18 lipca 2009

Kibic z dala... czyli gorzkie żale odtrąconych

Jeszcze o „aferce” z „nie umytym murzynem”.
Jak donosi prasa, szczególnie mocno słowa o. Tadeusza Rydzyka poruszyły grupę niedolansowanych i odtrąconych polityków, którzy wystosowali list potępiający przeciw zakonnikowi.
Taki list, choć mało kto go przeczyta i w ogóle nad nim zastanowi, to zawsze jakiś ślad po przekwitniętym polityku, którego już za chwilę wyrwą i wyrzucą do kompostownika, a za rok mało kto będzie pamiętał o nim.
Wychodząc z takiego założenia Frasyniuk, Olechowski, Piskorski i Rosati zebrali się w kupę, bo w kupie siła, i z potrzeby serca oraz instynktu samolanserskiego potępili oraz napiętnowali.
A pies ich drapał, niech sobie piszą, niech krytykują, niech potępiają. Tonący brzytwy się chwyta. Ale niech się mądrze chwyta...

Otóż, czterech tych lanserów wzbudzającym tylko śmiech wyznaniem, że: „(...)
Tadeusz Rydzyk swą rasistowską wypowiedzią obraził Polskę”
oraz, że „(...) wypowiedziami Tadeusz Rydzyk hańbi także polski Kościół” mimo woli większą uwagę skupili na swoich nieskromnych osobach w kontekście wypowiedzianych uwag, niż na potępianym duchownym.

Kim zacz są kryształowi moralizatorzy, którym na sercu leżało zawsze i jak mniemam leży do dziś „dobro Polski” oraz w szczególności „dobro zhańbionego Kościoła” ?
Nie ma sensu wyliczać wszystkich zasług i oddania dla Rzeczpospolitej wesołej tej ferajny.

Wystarczy tylko podać, że Frasyniuk, to wywodzący się z „koncesjonowanej opozycji PRL” polityczny trup, o zachwianej samokontroli i okresowych zaburzeniach stanu poczytalności (słynna wypowiedź o polskich chłopach dobijających żołnierzy AK).

Olechowski i Rosati to PRLowscy – komunistyczni aparatczycy.
Olechowski, jako kontakt operacyjny „Must” współpracował oddanie z Departamentem I MSW, do którego zadań należało m.in. „Ujawnianie planów Watykanu i innych ośrodków religijnych zmierzających do prowadzenia działalności antypaństwowej w kraju”. To może tłumaczyć jego szczególną dbałość o dobro Kościoła i wrażliwość na hańbę.

Rosati, to dla odmiany oddany tajny współpracownik peerelowskiego MSW (kryptonim „Kajtek”) oraz kontakt operacyjny (kryptonim „Buyer”).

Niejako odmieńcem w tym doborowym „pezetpeerowsko-koncesyjno-opozycyjnym” towarzystwie jest Paweł Piskorski.
Ten dla odmiany to życiowy farciarz. Uczciwy i praworządny, były szef młodzieżówki UW (czyli też „czerwonoskóry”) oraz Prezydent M. St. Warszawy.
Zasłynął tym, że udało mu się w kasynie wygrać z rzędu 138 gier, czym powiększył swój majątek o 500 tys. złotych (to przy założeniu, że za każdym razem obstawia się maksymalną stawkę i za każdym razem "rozbija bank").
Niby nic takiego, każdy tak może.
Zresztą najwyraźniej jest to normalka, gdyż właściciel kasyna, którego majątek stały wynosił około 1 mln. złotych, nie zapamiętał ani szczęśliwca, ani wygranej.

W kontekście tak wielkich „dokonań” czwórki muszkieterów i ich nieposzlakowanych życiorysów, nowego wymiaru nabierają słowa „o obrażaniu Polski” i „hańbie”.
Chyba lepiej było siedzieć cicho.


Na marginesie już tylko jeszcze niewielka uwaga.
Przedmiotem listu protestacyjnego oraz wielkiego oburzenia stały się słowa skierowane przez jednego rozmówcę, do drugiego.
Wszelkie próby wtrącania się w ich wzajemne relacje są daleko po za dobrym tonem.Jednym słowem, szanowni Panowie lanserzy, jak to dawnej mówiła młodzież: „Kibic z dala, niech się nie wpi...ala!”




















------------------------------------------------
Mili Państwo,
z uwagi na urlop nie będę mógł odpowiedzieć na na gorąco, na ew. Państwa komentarze.
Z przyjemnością dokonam tego zaraz po powrocie.
Pozdrawiam.

piątek, 5 września 2008

„Must” wreszcie śpi lepiej!

„Największe osiągnięcie rządów PO, to zmiana klimatu politycznego w Polsce. Teraz człowiek nie jest taki zestresowany, lepiej sypia” – powiedział dziś w TVN24 Andrzej Olechowski, były KO „Must” oraz lider-założyciel Platformy Obywatelskiej. Właściwie cytat ten można byłoby pozostawić bez komentarza, jest aż nadto wymowny.

Nie mogę jednak odmówić sobie przyjemności dodania do wypowiedzi „Musta” kilku zdań objaśnienia. To tak dla potencjalnych czytelników, zwolenników PO, którzy mogli by nie zrozumieć prawdziwych intencji ich byłego bożyszcza.

Faktycznie, może spaść kamień z serca ludziom pokroju Olechowskiego czy Boniego. Obecna władza dba aby włos na głowie kolaborantów i peerelowskich donosicieli nie drgnął. Po dwóch latach „trzęsiawki” - pokuty za grzechy, nadszedł dla nich czas głębokiego oddechu. Dziś bezsenność minęła i różnego rodzaju „Musty” czy „Znaki” chrapią w nocy w najlepsze, śniąc o dupeerelach z niezwykle towarzyskich czasów. A wszystko to zasługa Doktora Tuska – specjalisty od bezsenności.

Miło, że Andrzej Olechowski znalazł wolną chwilę i w imieniu wszystkich dotąd cierpiących funkcjonariuszy i współpracowników aparatu represji PRL, podziękował Panu Premierowi za zaangażowanie i roztoczenie nad nimi parasola ochronnego.

Ale już ciiiiicho! Pssst „Must” właśnie zasnął!