czwartek, 23 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
Kochanek kozy
-->
“Wolałbym bzyknąć kozę niż posłankę Pawłowicz” napisał na
Facebooku poseł Twojego Ruchu Marek
Domaracki.
Tak po prostu, w
przypływie nieopanowanej chuci, pan poseł zadeklarował jasno własne preferencje
seksualane.
Poseł Domaracki, to wyjątkowa osoba, ciekawa i bezpośrednia
do bólu.
Zastanówmy się, ile publicznych postaci gotowych było by
oficjalnie przyznać się do chęci współżycia ze zwierzętami domowymi?
Nie widzę kandydatów… oczywiście prócz Domarackiego.
Poseł Domaracki jest niepozorny, ale za to ambitny i
wytrwały.
Studia wyższe ukończył w 2002 roku i wcale nie była to SGGW - Katedra Szczegółowej Hodowli Zwierząt ze specjalnością - kozy a Akademia
Świętokrzyska im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Wydział Nauk Społecznych -
Pedagogika.
Umiejętności pedagogiczne przyswajał szczegółowo, toteż udao
mu się ukończyć uczelnie dopiero w wieku 38 lat.
Pewnie dzieki swojemu uporowi i wytrwałości zyskał tak
wielkie zaufanie partii, która skierowała go najbardziej newralgiczny odcinek
frontu czyli na sejmowe listy wyborcze Twojego Ruchu (wtedy jeszcze Ruchu
Palikota)
Zakładam, że nie był to jedyny powód mariażu Domarackiego i
Twojego Ruchu.
Może zamiłowanie do współżycia ze zwierzętami zbliżyło również
oba byty?
Partia Palikota, jako nowoczesna i europejska foramcja,
zapewne dopuszcza takie wyzwolone praktyki seksualne i tylko przez skromność
nie mówi o tym głośno.
Co innego Domaracki.
Ten mówi, i to otwarcie.
Ale, nie tylko seksem z kozami pan poseł żyje.
Wiadmo, że jak człowiek już sobie “pod…pcy” to i wypił by
coś mocniejszego.
Z tym też pan poseł nie kryje się i otwarcie “wali gołdę”
nawet w plenerze.
Własnie tak zdarzyło się w czerwcu ubiegłego roku podczas
pikiety “Wolnych Konopii”, gdy wraz z dwójką innych posłów TR, pan Domaracki znietrzeźwił
się okrutnie, zbydlęcił oraz zszargał.
W tym przypadku rodzima partia nie poznała sie na
awangardowej posatwie posła i zawiesiła go na trzy miesiące w prawach członka
klubu parlamentarnego.
No tak, gdyby się najarał konopii, to inna sprawa… zresztą
już jest ponownie w klubie i nie ma po co ciągnąć rematu.
Swoją nieprzejednaną postatwą wobec ciemnogrodzkiej
rzeczywistości i przyjętym jako powszechne wzorce zachowań zabobonom, dał poseł
Domaracki powód do ataków na swoją osobę.
O nie, nie tylko słownych – parlamentarnych.
W maju 2012 roku, próbowano dokonać na osobę Marka
Domarackiego zamachu!
Tak przynajmniej stwierdził poseł od Palikota w rozmowie z
policją, do której zadzwonił z taką informacją.
Po wizycie funkcjonariuszy i sprawdzeniu samochodu posła
(który miał według niego wylecieć w powietrze wraz z nim) stwierdzono, że
zamachu próbowały dokonać… wiewiórki. Znaleziono bowiem pod maską pojazdu –
orzeszki oraz kupki sympatycznych gryzoni.
Dlaczego akurat wiewiórki czychały na życie posła, nie
wiemy. Może ma to związek z jakąś
podobną do dzisiejszej deklaracją? Może pan poseł nieopatrznie wysunął kiedyś
jakieś deklaracje seksulne pod adresem wiewiórek?
Istnieje też możliwość, że to zemsta wiewiórek za kozy?
Mówią, że fauna mocno trzyma się razem.
W ten oto sposób miernota-prostak, drobny cwaniaczek i cham
stał się znaczącą postacią partii degeneratów i trafił dziś czołówki gazet.
Ma już Palikot pederastę, faceta bez jaj, byłego
bandziora-bejsbolistę.... teraz okazało się, że posiada też zoofila. Brawo!
Ciekawe którzy w partii Palikota to pedofil, nekrofil,
psychopata? Bo, że tacy tam są nie ulega watpliwości. Ujawnienie się ich, to
tylko kwestia czasu...
Źródła:
Etykiety:
degeneracja,
koza,
Marek Domaradzki,
Palikot,
posel,
Sejm RP,
seks ze zwierzętami,
Twój Ruch,
wypowiedź,
zoofilia
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Rodacy, my jesteśmy cacy!
Organ niepełnosprawnych intelektualnie, skupionych przy
jedynej słusznej idei ogólnoeuropejskiego internacjonalizmu czyli Newsweek pod
światłym przywództwem Tomasza Lisa, stara się jak może, by zagonieni przez codzienne problemy w ślepy zaułek obywatele, z łatwością odróżnili kto jest
“cacy” a kto jest “be”.
W jaki sposób najłatwiej to stwierdzić?
A po wyglądzie!
Tak, gdyż lemingowa społeczność, wartość człowieka ocenia po
fizjonomii.
Im kto piękniejszy, tym (ich zdaniem) mądrzejszy.
Hołdujący tej
idei swojego czasu pragnęli widzieć na urzędzie prezydenckim nawet Tomasza Lisa i nie
przeszkadzało im to, że ów ma permanentne problemy z logicznym myśleniem i
nawet rozumowaniem na poziomie gimnazjalnym.
Koniec dyskusji - ładny, znaczy mądry i znaczy, że nasz!
Przecież Kaczyński jest brzydki.
To właśnie Newsweek wział na siebie odpowiedzialność za walkę
z brzydotą prawicową i dba, by ci “be”
byli szpetni, a ci “cacy” śliczni.
W ramach odkłamywania ohydnej pisowskiej propagandy
głoszącej, że mądrość nie zawsze idzie w parze z urodą, redaktor Lis zamieścił
u siebie w Newsweeku, na samej okładce - cudną jak letnia stokrotka - redaktor
Monikę Olejnik upiększoną odpowiednio w nieocenionym photoshopie.
Wiele uśmiechu wzbudziła u mnie reakcja na owe dzieło, wiekowego, acz
ciągle bystrego redaktora Andrzeja Bobera.
Ów, gdy cud ten ujrzał, zakrzyknął “Rany
Boskie” oraz stwierdził, “…jest na niej (okładce) twarz bardzo
ładnej, i bardzo młodej dziewczyny, z podpisem „Monika Olejnik”. Monikę
widziałem kilka dni temu, (…) ze 100-procentową pewnością mogę zaświadczyć, że
na okładce, to jednak nie ona… (cytat za wpisem Andrzeja Bobera na jego własnym
blogu).
Zapewne to intelekt pani redaktor, wsparty rozumem redaktora
Lisa prowadził rękę artysty upiększającego jej oblicze na fotografii, tak by
piękność równoważyła jej mądrość.
Trochę jednak ów intelekt przesadził, gdyż wielu czytelników
(jak Andrzej Bober) nie rozpoznało gwiazdy dziennikarstwa na okładce tgodnika.
Na
szczęście czujny redaktor Lis nakazał podpisać fotogram:
MONIKA OLEJNIK.
To załatwiło sprawę.
Teraz już wiadomo.
Posiadając wielką potrzebę udania się w słusznym kierunku,
wraz z nurtem njusłykowych trendów,
opracowałem poniżej kilka okładek z obliczami pięknych, bo mądrych autorytetów
Tomasza Lisa. Może pan nadredaktor użyje…
Etykiety:
głupota,
Jestem wściekła,
Monika Olejnik,
Newsweek,
odmładzanie,
Photoshop,
stara baba,
Tomasz Lis
"Telefony w mojej głowie" - program prezentujący telefoniczne rozmowy cwelebrytów.
Dziś Tomasz Lis w rozmowie z Grzegorzem .......
Dzięki naszym zaprzyjaźnionym wiewiórkom jesteśmy w posiadaniu ich ciekawej rozmowy telefonicznej...
Dzięki naszym zaprzyjaźnionym wiewiórkom jesteśmy w posiadaniu ich ciekawej rozmowy telefonicznej...
Etykiety:
Donald Tusk,
Europa Plus,
Grzegorz,
Platforma Obywatelska,
podsłuch,
rozmowa telefoniczna,
telefon,
Tomasz Lis,
TVP1,
wiewiórki
piątek, 17 stycznia 2014
Trynkiewiczofobia
Mariusz Trynkiewicz. To temat najbardziej absorbujący
najbardziej “opiniotwórcze” media w Polsce. Od ponad trzech tygodni Mariusz Trynkiewicz dodstarcza pożywki
medialnej w sposób kompleksowy wielu stacjom telewizyjnym i prasie.
Niektórym, jak np. TVNowi Trynkiewicz ratuje życie, bo temat
dyżurny jakim jest podłość Kaczyńskiego i dobroć Owsiaka stają się już nudne.
Trynkiewicz, można powiedzieć spadł im z nieba.
Dzieki Trynkiewiczowi zarabiają także “specjaliści”, który
wysyp w TVN jest obecnie duży.
Nie inaczej w “GW”.
Michnik z Blumsztajnem od tygodnia łamią głowy nad losem
paskudnego pedofila, wymyślając co i raz nowe sposoby na powstrzymanie go przed
ewentualnymi bandyckimi czynami. W wykonaniu “gazetki” jest to oprawione w ramy
dbałości o los człowieka -Trynkiewicza, nurzane w humanitarnym sosie, toteż
całość ubitej z tego piany jest nikłej jakości.
Dyskusja i wnioski – jałowe.
Dyskusja i wnioski – jałowe.
Ale temat jest i napędza czytelników-lemingów Agorze.
W nurt “trynkiewiczyzmu” rzuciła się też telewizja
“publiczna” zwana “braunwizją”.
Jest i będący zawsze na czasie Polsat.
Wśród postaci polityczno-medialnych również trwa walka na najoryginalniejsze
pomysły oraz prymat intelektualny.
Zamknąć go – nie zamknąć.
Wypuścić i śledzić.
Nie śledzić, bo to nieludzikie…
Inwigilować w domu – nie inwigilować.
Inwigilować w domu – nie inwigilować.
Oczipować – może ocipieć...?
Ocipieć można od pomysłów.
Tu rej wodzą Ryszard Kalisz i Ryszrd Dziewulski. Pięknie
mówią i mądrze Julia Pitera oraz Janusz Palikot, blaskiem wypowiedzi powalają
Stefan Niesiołowski wraz z Romanem
Giertychem…
Tak właściwie, to cała ta hałastra medialno-polityczna, za
obecny stan rzeczy czyli okres prosperity finansowo-celebryckiej winna
podziękować panu Premierowi (oraz oczywiście jego Grasiowi z przyległościami),
którzy jakoś dziwnym trafem spóźnili się z wprowadzeniem w życie ustwy o
odseparowaniu sprawców wyjątkowo okrutnych przestępstw, dzięki czemu już za
tydzień Trynkiewicz będzie sobie hasał po kraju jak nie przymierzając pan Tusk
po boisku.
Sprawa Trynkiewicza, już całkiem poważnie - spędza też sen z
oczu boleściwie nam panującego pana prezydenta Komorowskiego.
Zazwyczaj dający swój cenny acz ciepły głos w sytuacjach
nadzwyczaj ważnych (tsunami, ludobójstwo, Majdan), władca żyrandola w
Belwederze wyraził głębokie zaniepokojenie sytuacją w kraju po uwolnieniu
Trynkiewicza z zakładu karnego.
Jak to jest w jego zwyczaju, po ojcowsku acz stanowczo,
zganił wszytskich wokoło I pogroził palcem za dotychczasowe zaniechania prawne…
Do samego Trynkiewicza nie odniósł się.
Może szkoda, ale istnieje prawdopodobieństwo, że Pani
Komorowska odwiedzi wkrótce Mariusza Trynkiewicza z pączkami oraz kawą i
porozmawia jak matka narodu z marnotrawnym synem.
W końcu rolą prezydentostwa jest łagodzenie konfliktów
społecznych.
W efekcie przytulenia do serca Trynkiewicza przestanie od od
zaraz nosić mordercze i pedofilskie zamiary, co zostanie natychmiast odczytane
jako sukces władzy.
Póki co, fala wątpliwości - kogo pierwszego zabije i gdzie,
zalewa Polskę, choć po mojemu pierwsze co zrobi Trynkiewicz, to uda się do
siedziby partii Janusza Palikota i wstąpi w szergi “Twojego Ruchu”.
Tam i poglądy bratnie i zamiłowania wspólne i orientacje
podobne… Razem raźniej.
Dopiero później (oby nie) będzie próbował gwałcić i
mordować.
Czy istnieje problem Trynkiewicza?
Istnieje.
Czy musiał zaistnieć?
Na to pytanie niech odpowiedzą wielbiciele humanitaryzmu,
którzy likwidując w polskim prawie karę śmierci zafundowali nam 25 lat utrzymywania
mordercy i obecny strach przed jego powrotem na łono społeczeństwa.
Etykiety:
Gazeta Wyborcza,
gej,
Mariusz Trynkiewicz; Donald Tusk,
morderca,
Palikot,
pedał,
pederasta,
pedofil,
Platforma Obywatelska,
Polsat,
Ruch POalikota,
SLD,
TVN,
Twój Ruch
środa, 15 stycznia 2014
Pan Tik - Tak. Platforma Obywatelska - dzieciom!
Znany i lubiany Pan Sławek, skoro już zadbał o przyszłość swoją, swojej
żony oraz dziatek, postanowił zadbać o inne dzieci i nagrał specjalnie
dla nich lubianą i popularną piosenkę z niegdyś lubianej przez
najmłodszych audycji... Uffff.....
Etykiety:
oszust,
Platforma Obywatelska,
prokuratura,
przekręt,
sąd,
Sławomir Nowak,
Zegarek
niedziela, 12 stycznia 2014
Alkoholowe przypadki pana P.
Pierwszy „ruchacz“ III RP – Janusz Palikot czyli
„Pan P.“ znalazł sobie nowe poletko do uprawy.
Jest to pozorowana walka z pijanymi kierowcami.
W ostatnim tygodniu sporo można było poczytać
i posłuchać o tym, jak to Palikot i jego partia będą walczyli z pijanymi
za kierownicą.
Trzeba przyznać, że ogólna wizja sposobu na
katowania pijaków-kierowców różniła się dość bardzo od tej prezentowanej przez
resztę partii politycnych.
Tu też Palikot musiał być oryginalny,
toteż na przykład nie zaostrzenie kar a leczenie pijanych kierowców stało się
propozycją Twojego Ruchu.
W dobie totalnej zapaści publicznej służby
zdrowia oraz nawet rocznych terminów zapisów do lekarzy specjalistów, jest to
bardzo dobry pomysł, ale... dla zatrzymanych,
pijanych kierowców.
Już tylko formalnym wydaje sie być pytanie
dotyczące po co leczyć tych którzy nie są chorzy a tylko „nawalili się“ tak, ot
jednorazowo i okolicznościowo.
Ale nie w tym rzecz....
Rzecz w tym, że naczelny medyk III RP, specjalista
od leczenia choroby alkoholowej sam nie jest w pełni zdrowy. Na to wskazują
fakty.
Otórz, 30 grudnia 2009 roku należący do Janusza Palikota biały Land Rover LUB F 504 uderzył w inne auto w Suwałkach i
odjechał z miejsca zdarzenia. Kierowca forda nie rozpoznał kierowcy, ale
zapisał numer uciekającego samochodu.
Poczatkowo Palikot
zaprzeczył wszystkiemu, ale w końcu przyznał, że samochód należy do niego, lecz
nie on kierował nim.
W końcu poseł
przedstawił ofiarnego kozła – pracownika jego firmy z Dzierwan, który to
przyznał się do kierowania pojazdem i za niewielkie „oznaki wdzięczności“
zgodził się wziąć na siebie odpowiedzialność za stłuczkę.
Co szkodziło
Palikotowi przyznać sie do nic nie znaczącej kolizji?
Alkohol! Tego samego
dnia, kilka godzin przed zdarzeniem wiele osób widziało go w restauracji na
rynku w Suwałkach, gdzie pił brandy. Tam też widziano białego Land Rovera o
numerach rejestracyjnych LUB
F 504.
Niecały rok później
znów zamiłowanie do kielicha pozwoliło Januszowi Palkotowi spowodować małą kolizję,
tym razem z budką portierni.
23 grudnia 2010 roku pełen werwy i
będąc „na dopigu“ szef „Twojego Ruchu“ brawurowo przydzwonił na Augustówce w
portiernię jadąc na spotkanie do TVNu.
Ówczesne oświadczenie stacji, winą za
incydent obarczało stan nawierzchni, która to w skutek nadmiernych opadów oraz
mrozu nie poprawiała komfortu jazdy.
Dziwnym zbiegiem okolicznosćie tego
dnia i w tych godzinach na Augustówkę wjechało wiele osób – bez najmniejszych
trudności i poślizgów.
W
efekcie wypadku, portier znalazł się na masce samochodu Palikota a sam Palikot
próbujący wydostać się z pojazdu, wykonał dwa piruety i ulokował się w
pozycji horyzontalnej na ruinach portierni.
Oczywiścei
żadnej sprawy nie było. TVN nie wnosił żadnych roszczeń w stosunku do Palikota
ani nawet nie powiadomił o całym zajściu policji. Zostało jak w rodzinie....
Jedynym
świadkiem wypadku ale także i odbiorcą alkoholowych wyziewów posła był biedny
portier, który musiał znosić pijackie połajania nie mogącego utrzmać sie na
własnych nogach posła.
Nie
pierwszy to już raz będąc „po wódce“ Palikot pokazuje prawdziwą twarz. Dziwnym
zbiegiem okolicznosci alkohol najbardziej smakuje mu przed podróżą a najlepiej
trawi się w środkach lokomocji.
10.II.2010
roku Janusz Palikot spadł ze schodów na lotnisku w Stambule. Ot, wracał sobie
chłopina z wycieczki do Indii i podczas międzylądowania wykopyrtnął się na
schodach. Asystent społeczny posła o
okolicznościach nie mówił, za to szczegółowo informował o obrażeniach - klatki
piersiowej i jamy brzusznej.
W odróżnieniu od asystenta, wiele na temat stanu
nietrzeźwości Palikota mięli do powiedzenia współpasażerowie oraz obsługa
samolotu.
Najwięcej jednak ubawu obserwatorom dostarczył w
sztok pijany Palikot już na płycie lotniska w Stambule, po której to musieli
transportować go pod pachy uczynni ludzie.
Niestety opuścili go przed schodami i.... stało się.
Na
lotnisku w Polsce z wózkiem inwalidzkim czekał jednak na niego w/w asystent.
Zabrał
posła na oddział ratunkowy Szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i
Administracji w Lublinie.
Może
więc teorię o leczeniu pijanych Palikot opracował właśnie wtedy i na własnym
przykładzie.
Etykiety:
alkoholik,
bandyta,
kierowcy pijani,
moralizator,
osioł,
Palikot,
pijaństwo,
ruch palikota,
Twój Ruch
Subskrybuj:
Posty (Atom)






