sobota, 9 stycznia 2010

Pokrzyżowane plany skrzyżowania rękawic

Nie będę ukrywał, że do opublikowania tego wpisu zachęciły mnie komentarze na Blogpressie pod poprzednim moim tekstem zawierającym krótki wideoblog pos(ł)ranki Senyszyn :))

Tak, skoro postuluje się wyeliminowanie krzyży z życia codziennego, publicznego i rozpoczyna krucjatę (sic!) przeciw symbolowi polskiej państwowości, to ja na złość "senyszynom i reszcie millerów" dedykuję im poniższy tekst:

Pokrzyżowane plany skrzyżowania rękawic

Wielką zagadką, a właściwie skrzyżowaniem logicznej dedukcji z elementem irracjonalizmu stał się zapowiadany pojedynek Krzyżanowskiego z Krzyżewskim. Obaj pięściarze nie raz już pokrzyżowali sobie plany bez krzyżowania rękawic. Potrafili „podkładać” się słabszym przeciwnikom byle nie dać satysfakcji jeden drugiemu i nie spotkać się, nie skrzyżować pięści a w konsekwencji nie paść na krzyż pod ciosem odwiecznego wroga.

Tym razem stało się inaczej. Los ślepy zetknął słynnego „Krzyża” z Krzyżowej oraz „Krzyżyka” z Crossu Krzyżyna. Nie jest tajemnicą, że to Krzyżanowski obawiał się bardziej Krzyżowskiego niż na odwrót. To niedawna kontuzja i bóle w krzyżu osłabiły „Krzyża” i sprawiły, że pięści nie były już tak szybkie, kondycja nie tak dobra, a krok bywał skrzyżny.

Jak w tej sytuacji krzyżować pięści z przeciwnikiem wypoczętym, w pełni formy? Krzyżanowski bardziej nadawał się obecnie do gry w szachy czy też do rozwiązywania krzyżówek niż do walki na pięści.

A wszystko przez niedawny wypadek drogowy spowodowany przez pęknięty krzyżak wału napędowego. Biedny Krzyżanowski pędził ulicą Świętokrzyską w rodzinnej Krzyżowej i tuż przed skrzyżowaniem z Placem Krzyżowców krzyżak pękł, co spowodowało wypadek. Przeleżał nieszczęśnik dwa miesiące w szpitalu Św. Krzyża. Jedynie sympatyczny Krzyżodziób sosnowy, na drzewie za oknem szpitalnej sali dodawał mu otuchy swym śpiewem. Po powrocie do domu Krzyżanowskiemu brakowało sympatycznego małego „śpiewaka” , toteż na krzyżulcu zawiesił fotografię Krzyżodzioba. Teraz mógł choć popatrzeć na ptaka i nacieszyć się jego widokiem, mimo że nie dane mu było słuchać pięknych treli, tak uroczo wykonywanych bez partytury, bez bemoli i krzyżyków.

Rehabilitacja domowa trwała jeszcze dwa tygodnie, jednak bóle w krzyżu nie ustępowały. Krzyżanowski stosował różne uznane preparaty okładając nimi obolały krzyż. Masował nawet krzyżmem i pił napar z krzyżownicy, lecz nawet to nie pomagało.

W takiej formie nie mógł skrzyżować rękawic z Krzyżowskim. Groziło to jak mawiał trener Wykrzyżny cmentarnym krzyżem.

Zadzwonił zatem do Krzyżowskiego i choć głoś mu się łamał, a słowa o poddaniu krzyżowały z myślami samobójczymi - walkę poddał.

Krzyż na drogę – usłyszał w słuchawce. Mimo, że rozmowa nie trwała dłużej niż dwie minuty, Krzyżanowski już do końca dnia czuł się „jak z krzyża zdjęty”. Nawet pieczona, upolowana uprzednio przez teścia kaczka krzyżówka nie była w stanie poprawić mu humoru, mimo że za nią przepadał.

I tak to, nie udało się i ty razem doprowadzić do pojedynku najwybitniejszych pięściarzy, choć Krzyżanowski zapowiada krucjatę przeciw odwiecznemu wrogowi.

piątek, 8 stycznia 2010

Pani Towarzyszka Europosłanka Profesor Joanna Senyszyn (Videoblog)

Krzyże, krzyże, krzyże.... ach te krzyże - spędzają sen z powiek najbardziej postępowych jednostek po lewej stronie sceny politycznej. Spać nie może zwłaszcza Pani Towarzyszka Europosłanka Profesor Joanna Senyszyn.

W czasie gdy inni śpią a nawet przewracają się z jednego boku na drugi bok i pochrapują sobie frywolnie, ona cierpi , tworzy ustawy, myśli i knuje oraz.... występuje we własnym videoblogu.

Dziś najnowszy, jeszcze nie publikowany występ. Miłego oglądania.

środa, 6 stycznia 2010

Fachury

Komedie odgrywane przez przedstawicieli jedynie słusznej władzy, wystawiane w trakcie przesłuchań przed „komisją hazardową” skłaniają do zastanowienia nad fachowością dobranych do tego cyrku aktorów. Zrozumiałym jest, że skoro dociekliwość „mastermindów” z PO posunięta została do granic absurdu i dobrego smaku, należy dokładniej przyjrzeć się clownom odgrywającym główne role w komisji. Jakie mają predyspozycje do zajmowania stanowisk w komisji śledczej? Co sobą reprezentują i co mają na dyplomach?

Jak sama nazwa wskazuje wybrani oni zostali do „komisji śledczej” a nie np. do koła gospodarzy wiejskich czy też towarzystwa miłośników koksu i brykietu i winni przynajmniej w małym stopniu posiadać wiedzę prawniczą a najlepiej prawnicze wykształcenie.

Stało się już regułą, że boleściwie panująca nam władza na wszelkie kluczowe stanowiska dobiera kolesi wbrew temu co nakazuje logika i kierunek ich wykształcenia. Kadrowa polityka skrajnych biegunów - można powiedzieć.

Kogo więc Tusk And Co. oddelegowali do ważnej komisji hazardowej?

Rzecz jasna same fachury!

Największym fachowcem jest sam przewodniczący Mirosław Sekuła – absolwent Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej. Gdyby np. któryś ze świadków chciał dowiedzieć się czegoś o chemicznej przeróbce węgla , to fachowość Sekuły nie była by kwestionowana.

Jako wykształcony chemik Sekuła zapewne również mógł by udzielić wielu cennych porad w dziedzinie rzemieślniczej produkcji domowej gołdy czyli wyskokowego produktu drożdżowego. Co do fachowości i zawodowych predyspozycji do pracy w komisji śledczej raczej nikomu nic nie wiadomo. W każdym razie na wydziale Chemicznym Politechniki Śląskiej tego nie uczą.

Jeszcze lepiej prezentuje się następny „orzeł” od Tuska, Sławomir Neumann. Ponoć bankowiec i krótkoterminowy ekonomista. Wsławił się on tym, że w karierze zawodowej był kierownikiem oddziału jakiegoś banku, co jest jego największym osiągnięciem zawodowych dotychczas. Bankowość i prawo raczej nie działają równolegle, a raczej (czego uczy życie) często ścierają się czyli zderzają od czasu do czasu. Bycie kiedyś w życiu bankowym cerberem, to raczej mierne kwalifikacje do zasiadania w śledczej komisji. Ale....

Dalej też nieźle. Jarosław Urbaniak. Minowany Nitrasem, po wyjeździe tamtego do Brukseli i oddelegowany na front, na pierwszą linię. Urbaniak to człowiek renesansu, Absolwent Wydziału Zarządzania UW, oraz wydziału filozofii KUL (tam gdzie wykładowcą jest TW Filozof).

Wsławił się i zasłużył ucząc nastolenią młodzież matematyki czyli tak potrzebnej umiejętności liczenia. Resztę życia bąki zbijał czyli był działaczem Mumii Demokratycznej i Wolności oraz Aferałów, co raczej nie jest powodem do dumy, a już w żadnym wypadku nie może być taktowane jako fundament edukacyjny uprawniający do zasiadania w komisji śledczej .

Koalicjant dodał do komisji niejakiego Stefaniuka. Również fachowca. Ów Stefaniuk Franciszek to śledczy talent samorodny, który ukończył wieczorowe Technikum Ekonomiczne. Fachowiec-amator.

I na koniec lewica. Ta dla odmiany oddelegowała jako śledczego lekarza-pediatrę. Ruch wydaje się po części zrozumiały, biorąc po uwagę infantylne zachowanie członków –komisjantów z ramienia rządzącej koalicji. Dla Arłukowicza takie doświadczenie może stanowić cenny materiał do pracy naukowej w Pomorskiej Akademii Medycznej , gdzie jest wykładowcą.

To tyle fachur. Pozostają jeszcze delegowani przez PiS, posłowie Kempa i Wassermann, odwołani przez Sekułów 4. czerwca roku ubiegłego. Tu właściwie nie ma o czym pisać, ponieważ oboje są prawnikami z długoletnim stażem. To być może ich wykształcenie stanowiło powód zazdrości a w konsekwencji i odwołanie jedynych fachowców ze składu komisji.

Widać ludzka zawiść nie zna granic... podobnie zresztą jak i ludzka głupota.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Poniżej krótki film z prac komisji. Pan Sekuła w roli, w jakiej wreszcie może popisać się fachowością (bez żartów)...

wtorek, 5 stycznia 2010

Jarosław Urbaniak dla PMG (wywiad)

Poseł Jarosław Urbaniak staje się niekwestionowaną gwiazdą komisji hazardowej.

Spryt, elokwencja, przebiegłość - jednym słowem młody i ambitny człowiek na właściwym miejscu i z perspektywami na przyszłość.

Dlatego warto zapoznać się z wywiadem, którego udzielił Pan Poseł stacji Platformers Media Group.

Coś o polityce, przyjaciołach, Platformie i o... sobie w wersji „hard”.

wtorek, 22 grudnia 2009

Spokojnych, rodzinnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.

Niech radość oraz miłość zagości w Waszych domach i niech spełnią się najskrytsze marzenia.

--

Niech wreszcie „plastikowy men”, wielbiciel słupków sondażowych i bajek piarowych wyjedzie z gmachu URMu i odjedzie do lamusa.

--

Niech wreszcie beznadziejny antyintelektualista i bawidamek, obrońca agentów sowieckich z WSI zapisze się do ZBOWiD i tam się spełnia, już nigdy nie pojawiając się w gmachu sejmu.

--

Niech jego sejmowy pomagier, psychiatrycznie leczony tchórz, denuncjujących swoich kolegów już podczas pierwszego przesłuchania nigdy nie zaistnieje się w życiu publicznym i nie raczy obywateli wykrzywionym w grymasie pyszczydłem.

--

Niech nałogowy alkoholik, wiceszef PO, odda się leczeniu i zaprzestanie chlania publicznie wódy prosto z butelki oraz w pijackim amoku nie sieje zgorszenia wymachując plastikowym penisem.

--

Niech „profesor” z niepełnym średnim zaprzestanie wygrażania i wymyślania politycznym oponentom, oraz przeniesie się do Niemiec i tam realizuje swoją politykę „miłości do rasy germańskiej” jako wdzięczność za zwolnienie go „ze względu na zły stan zdrowia” z obozu koncentracyjnego oraz zaprzestanie udawania „Symbolu Warszawskiego Powstania” gdyż ubliża to prawdziwym bohaterom.

--

Niech największy „nierób rządowy” – zarozumiały babiszon, za ucho zostanie wyprowadzony z gabinetu ministerialnego i trafi tam gdzie jej miejsce: w kolejkę do pośredniaka.

--

Niech jeden „yntelektualista” ze średnim zawodowym, wreszcie zaprzestanie wypowiadania się publicznie i nie kompromituje naszego kraju oraz ruchu, na którego czele niegdyś na nieszczęście wszystkich stał.

--

Niech agent, będący niegdyś głową państwa zaprzestanie wreszcie śnić i na jawie przyzna się do donosicielstwa.

--

Niech Premier rządu, zanim sam się odjedzie „w siną dal” wyrzuci ze swojego otoczenia, piastujących ministerialne stołki ubeckich agentów.

--

Niech ....

Niech nam Święta w nastroju wielkiej nadziei wraz z życzeniami lepszego jutra dla naszej Ojczyzny upłyną.

Spokojnych, rodzinnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.

sobota, 19 grudnia 2009

Mądrości Śmiłowicza z tatuażem na czole

Właściwie reakcją na pisane głupoty winno być tzw. „olewactwo”.

Jest to bardzo prosty i skuteczny sposób, tym bardziej gdy dotyczy obiektu dużego o masie stosownej do solidnego „olania”. Tak być powinno, lecz nie zawsze starcza spokoju i zimnej krwi by nie przyłożyć delikwentowi za krnąbrność trzeciego stopnia oraz notoryczne lansowanie radosnych oszustw zwanych też michnikowszczyzną.



Obiekt ów, który powinno się olewać to były „gazetowyborczy funkcjonariusz” oddelegowany obecnie do Newsweeka, czyli inny odpowiedzialny odcinek socjalistycznej pracy – Piotr Śmilowicz.


Otóż Pan Dziennikarz, idąc za przykładem swoich wielkich rodaków wypowiedział wojnę religii. Przeszkadzają mu krzyże w urzędach i szkołach. Jako petent jest zniesmaczony gdy widzi krzyż, jako przyszły absolwent szkół jest zniesmaczony gdy musi uczyć się widząc krzyż na ścianie.



To można zrozumieć. Skoro jego rodacy Urban czy Sokorski dawali sobie radę z religią, to i Śmiłowicz jest pewien, że mu się uda.


„Ostatni Mohikanin Komunizmu” czyli „bezpotomny czerwonoskóry ideolog ” Śmiłowicz swoje wątpliwe wywody podpiera całą masą bzdur, których nawet nie jest w stanie udowodnić. Jakieś pierdoły o fałszu, o wyższości wbrew obywatelom, o równych prawach wszystkich religii.... głupota pogania brak wyobraźni.



A nich sobie Śmiłowicz idzie do szkoły przy Kwaterze Głównej SLD, niech sobie idzie na kurs demokracji stosowanej to się dowie dlaczego to większość ma rację a nie Smiłowicz i jego rodacy... Jednym słowem nikt się nie będzie ze Smiłowiczem cackał i przed nim zdejmował krzyży.


W chałupie nikt nie każe Śmiłowiczowi wieszania symboli religijnych toteż niech się Śmiłowicz z tego cieszy i napawa gołymi ścianami w domu.


Niech też, jak chce posyła dzieci do prywatnych szkół w których brak na ścianach krzyży, niech nie nosi na szyi „krzyżyka” i niech nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia i im pokrewnych.



To Śmiłowiczowi polecam, to Śmiłowiczowi wolno.


Nie wolno natomiast zachowywać się jak pospolity cham, burak i kołtun.


Język Śmiłowicza to język genseka z epoki bieruto-gomułkowskiej epoki, dążenia też z w/w epoki.


„A wszystkim publicystom i politykom, którym zależy, by w kraju liberalnym krzyż mimo wszystko był publicznie widoczny proponuje jedną rzecz. By wytatuowali sobie krzyże na czołach.” – napisał Śmiłowicz. I przegiął.



Facet, którego rodacy musieli na skutek nazistowskich rozporządzeń nosić „gwiazdy dawida” jako piętno, znak pochodzenia, znak religii teraz śmie niczym naziol sugerować innym podobne rozwiązanie.



Jedynym co przychodzi na myśl, jako rada dla Śmiłowicza, to również wykonanie sobie tatuażu na czole. Mam nawet pomysł, który będzie dla niego do zaakceptowania.


Wielki amerykański autorytet w dziedzinie redukcji przyrostu naturalnego oraz wyrównywania szans międzyklasowych Charles Mason, zdeklarowany przeciwnik religii i lewicowiec, niech będzie mu za wzór osobowy, a jego tatuaż wzorem na tatuaż dla redaktora.



To prosty rysunek, każdy nawet początkujący rzemieślnik wykona go z łatwością.


Będzie to ładne zamknięcie tematu tatuaży na czole, zapoczątkowanego przez Śmilowicza. Wiele też wytłumaczy w sprawie dyktatorskich zapędów redaktora, a jego autorytet podniesie. W ostateczności stanowić może szczegółowo określone miejsce, które ułatwi celne pukanie się w czoło, czego mu serdecznie życzę.


piątek, 18 grudnia 2009

Naziści wraz z negacjonistą z Iranu ukradli napis.

Od rana tylko o jednym. Ukradli metalowy napis nad bramą wejściową do obozu w Auschwitz.

Kto ukradł, po co i nawet dlaczego nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że jest to super temat, by sobie zapewnić całodniowy program „na temat” i niezłą oglądalność.

Od rana w TVN tylko o jednym. Do studia zapraszani są różni fachowcy i bzdurzą i plotą....

I sekretarz (czy inny tam rzecznik) ambasady Izraela, i znani dziennikarze, i Kazio Marcinkiewicz – (najwyraźniej) specjalista od kradzieży metalu i.....

Właściwie to tylko nie spytano o zdanie Papieża Benedykta XVI oraz trenera Franciszka Smudę.

Pieprzą „gwiazdy TVN” niemiłosiernie, aż dym leci i dłubią „w temacie” niczym patykiem w zaschniętej kupie na polu.

„Że to brzydko, że to naziści, że to bydlaki, że to rewizjoniści, że to negacjoniści.

Wtórują im niezbyt rozgarnięci przedstawiciele narodu wybranego, tacy jak dyrektor jakiegoś tam Instytutu Jad Waszem - Szalet (czy też Szalew), który nazwał kradzież „"atakiem na pamięć o Holokauście i eskalację ze strony tych elementów, które chciałyby powrotu do ciemnych czasów".

Wesoły chłop. Nie wie kto, ale tak na wszelki wypadek twierdzi, że to musieli być naziści J) Inni inteligentni inaczej uważają, że „To wstrętny czyn, który ma charakter profanacji. Ten gest świadczy po raz kolejny o wrogości i przemocy wobec Żydów :) - mówił Izraelski wicepremier i minister ds. rozwoju regionalnego Silwan Szalom.

- To może być jedynie czyn osoby obłąkanej. Mamy całkowite zaufanie do polskich władz, że znajdą sprawcę - powiedział rzecznik prasowy izraelskiego MSZ Jigal Palmor.

Skoro dywagacje posunięte są tak daleko i mnożą się hipotezy, pozwalam sobie dołożyć dwie, również prawdopodobne.

Pierwsza: napis ukradły władze Izraela, aby powiesić go nad którymś z domów spokojnej starości, w którym trzyma się staruszków ocalałych z holocaustu. Jest to bardzo prawdopodobne, szczególnie dla osób, które widziały film o traktowaniu w rodzimym Izraelu ocalałych z zagłady Żydów (przymierają z głodu nie mających za co żyć, bo władze są tak zajęte przedsiębiorstwem holocaust, że zapominają o ludziach). Mogą też umieścić go nad którymś z obozów dla Palestyńczyków.

Druga: napis ukradł Mahmud Ahmadineżad – prezydent Iranu. Paskudna postać, wróg Izraela. Okoliczni mieszkańcy widzieli gościa w jasnej kurteczce i trzydniowym zarostem, jak kupował w pobliskim sklepie „metalowym” śrubak i drabinę. To daje do myślenia.

Oczywiście „kurnik wirusa głupoty” czyli „GW” również pozwoli sobie na nieziemskie bajdy. Jak przystało na organ polskich eurokomunistów, „GW” chcąc być bardziej ideoloeuropejska od samego Schulza czy innego tam Cohn-Bandyta strzeliła sobie przypadkiem w stopę.

We wstępniaku napisała o „byłym nazistowskim obozie koncentracyjnym

Auschwitz”.

Dla współczesnych nie jest to dobry przekaz. Mogą pomyśleć sobie o obozie Izraelskim. Wszak nazizm jest obecnie w Izraelu w modzie...

Mordowanie Palestyńczyków, odpowiedzialność zbiorowa, akty terroru itp.

Ale, ale... Zapewne chodziło o „niemiecki obóz zagłady” co w imieniu tych czterech „nieumiałków” którzy pisali ten epokowy materiał w GW, prostuję.

Tu nie można pozwolić sobie na niedomówienia. Sprawa dotyka szczebli najwyższych.

Nawet Pan Premier Tusk rozmawiał na ten temat z prezydentem Izraela Shimonem Peresem, „bo oni także - co oczywiste - zauważyli to skandaliczne i żenujące zdarzenie”.

Monitorują obóz? Byli tam?

Czyżby Tusk jako pierwszy (drugi po mnie) podejrzewał o coś Izraelczyków i próbował całą sprawę załatwić „po cichu”?