Katastrofa smoleńska, zabójstwo Marka Rosiaka (właściwym celem był nieobecny wtedy europoseł Janusz Wojciechowski), „samobójstwo” Andrzeja Leppera...
Strasznie dużo osób z politycznych elit pożegnało się z życiem w czasie rządowej kadencji Platformy Obywatelskiej.
Mówią, że to wszystko przypadki, które ponoć po ludziach chodzą.
Może.
Lepper był człowiekiem niewygodnym. Niewygodnym dla wielu polityków i to wbrew temu co mogło by się uważać wcale nie dla Kaczyńskiego i PiSu.
Głównymi wrogami Leppera byli liberałowie i uwłaszczona na ludzkiej krzywdzie lewakokomuna.
Na temat wielu polityków z tych kręgów Andrzej Lepper miał dużą wiedzę, gromadził dokumentację ich nie do końca uczciwych zachowań.
Dziś wiele jego wypowiedzi, szokujących niegdyś nabiera innego wymiaru wobec ujawnionych faktów, choćby ta o Talibach w Klewkach... o znajomościach liderów PO z niejakim „panem S.”...
Media wbijają społeczeństwu w głowę, że Lepper popełnił samobójstwo.
Póki oficjalnie nie ustalone zostaną przyczyny i okoliczności zgonu, wszelkie możliwe przyczyny śmierci mają prawo być rozważane, tym bardziej że nic nie wskazywało na chęć rozstania się z życiem przez Leppera.
Aż trudno uwierzyć w lansowaną teorię.
A może ktoś mu pomógł?
Są osoby pamiętliwe i śmiertelnie mściwe...
------------------------------------------------------------------------
„... Wam nie trzeba pieniędzy (...) No po co wam? Te billboardy to wam z nieba spadają. Aniołki płacą za to, tak? (...) A czy jest prawdą, że również, no, niestety posłowie Sojuszu Lewicy... Też zapytam prokuratora. Pan minister Cimoszewicz w hotelu Victoria 4 marca 2001 r.(...) 120 tys. dolarów. Następnie pan minister Szmajdziński. Carringtona pan zna. 50 tys. Ja pytam: Czy tak było? Do sądu, do prokuratury te dokumenty trafią. Co zrobi prokuratura, zobaczymy. A może byście panowie tak pojechali razem, pan Szmajdziński, pan Tusk i pan Cimoszewicz, na mecz do Wrocławia, Śląsk-Wrocław. Pojedźcie tam na ten mecz. Tam w hotelu Wrocław między godz. 9 a 9.30, 20 kwietnia 2001 r., jeden z was (nie wiecie, który, to porozmawiajcie ze sobą) podobno – ja nie twierdzę, że tak było – podobno otrzymał kwotę 350 tys. dolarów od niejakiego pana S. Jeszcze pan Schetyna też widział to. Panie Tusk, sprawa spotkania pana z nieżyjącym ˝Pershingiem˝. Nie wiem, czy miała miejsce; może pan... Zaprzeczycie na pewno temu. 10 lipca 1998 r. podobno pożyczył panu 300 tys. zł. ...”
Źródło: Wystąpienie A. Leppera w Sejmie, 21 listopada 2001
„...Kończąc, w tej części chciałbym tak powiedzieć. Do pana marszałka Tuska (...) już takiego populizmu i takiej demagogii, to ja nawet nie potrafię powiedzieć. Ale ja wiem dlaczego (...) Bo to nie wy tu siedzicie dzisiaj. I nie pan tam usiądzie. Dlatego jest to zemsta pana za przegrane wybory. Zemsta. No, niestety, fotel prezydenta był blisko, nie ma go. Nie ma go. Ale jest pan młodszy ode mnie, tak że może pan jeszcze zostać prezydentem. Chociaż zrobię wszystko, aby tak nie było. Przeżywacie swoisty szok powyborczy. Ja rozumiem, patrząc na pana minę (...) dwa dni przed wyborami był pan prezydentem, na billboardach było napisane: prezydent Tusk, w Krakowie – premier z Krakowa. A dzisiaj jest premier z Lubuskiego, a prezydent z Warszawy. No i nie ma was. I to jest to...”
Źródło: Stenogram z posiedzenia Sejmu, 10 listopada 2005
piątek, 5 sierpnia 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
Jeden, dwa, trzy – sprintem po njusach (4)
...
No i już po urlopie...
...
Jest raport – znaleźli się też jego entuzjaści
Wydarzeniem sezonu – raport Millera.
Już sam fakt postawienia na czele „niezwykle ważnej komisji” osoby zamieszanej w katastrofę i wymienianej jako jedna z odpowiedzialnych za wypadek, skłania do porównań z postawieniem, dajmy na to Mikołaja Jeżowa na czele „komisji badającej zbrodnie stalinizmu”.
Bardzo trudno przebrnąć przez zawierające parteset stron dzieło pod ideowym i sprawczym przywództwem ministra Jerzego Millera.
A namordował się Miller z kolegami niemiłosiernie, no bo napisać tak, by nic niepoprawnego nie napisać to trudne zadanie.
Sztuka nie powiodła się.
Zgodnie z przewidywaniami, zarówno opozycja jak i rosyjscy przyjaciele nie docenili talentu literackiej grupy i „zjechali” raport niemiłosiernie.
Nie da się mieć cukierka i zjeść cukierka.
Nie da się napełnić brzuszka wilkowi i ocalić owieczkę...
Miller nawet w oczach niezależnych fachowców „przepadł” ze swoim dziełem.
Na osłodę pozostali mu niezawodni michnik i Hypki, którzy to stanęli murem za raportem niczym Tusk za „Panem autostradą” - Grabarczykiem.
Poparcie, ze strony takiej postaci jak michnik jest dla Millera szczególnie cenne, gdyż wyrażone „na wiarę” bez wnikania w fakty.
Michnik do fachowców w dziedzinie katastrof lotniczych raczej nie należy.
Na jego poziomie wiedzy, jedyną katastrofą lotniczą, którą mógłby oceniać z pozycji eksperta jest to, że kiedyś w czasie lotu porzygał się.
Ale zapewne głównie dla takich „fachowców” jest ów raport przeznaczony.
Tragedia narodowa zamiast bohaterskiego zrywu
Jeden dureń, zatrudniony w aparacie państwowym na prominentnym stanowisku, dzień przed rocznicą Powstania Warszawskiego, uznał że biorący udział w patriotycznym zrywie 67 lat temu, to bezmyślne stado baranów dające się prowadzić na rzeź.
Na wielbionym przez tuskowych ministrów Twitterze opublikował głupkowaty wpis o „tragedii narodowej” i zamieścił link do strony jakiegoś stetryczałego historyka-amatora specjalizującego się w opluwaniu dowódców AK i negującego sens oraz poświęcenie powstańców.
Przez wzgląd na (mam nadzieję) czytającą te słowa młodzież pomijam imię i nazwisko tegoż aparatczyka, które to bez stosownych wulgaryzmów nie powinno w obiegu społecznym funkcjonować.
W mediach gotuje się, bohaterowie powstania są wzburzeni, a ów aparatczyk wojażuje po świecie i ma wszystko w ... poważaniu.
Klasę człowieka poznaje się po stosunku do historii własnego Państwa i Narodu.
Po takcie i kindersztubie.
Cóż zatem wymagać po prowincjonalnym chłoptasiu, który mimo że po świecie poobijał się, to najwyraźniej poobijał nie tę częścią ciała, którą powinien.
Nawet fakt posiadania brytyjskiego obywatelstwa w żaden sposób nie gwarantuje londyńskich manier.
Wątpliwości budzi środowisko, którym na wyspach zafascynowany był ów osobnik. Chyba bardziej Wolińska, Brus i Baumann niż Kaczorowski, Urbański i Sabbat...
TVNele morele....
Rocznica Powstania Warszawskiego a w TVNie gość specjalny: Władysław Bartoszewski.
Że niby ekspert i kombatant oraz autorytet.
Na Boga, a co on o Powstaniu może wiedzieć....?
To w kraju brakuje ludzi walczących z bronią w ręku od pierwszego do sześćdziesiątego trzeciego dnia warszawskiego zrywu?
Choć tak naprawdę trudno się dziwić.
Jaka władza – takie autorytety a jakie autorytety taka stacja.
No i już po urlopie...
...
Jest raport – znaleźli się też jego entuzjaści
Wydarzeniem sezonu – raport Millera.
Już sam fakt postawienia na czele „niezwykle ważnej komisji” osoby zamieszanej w katastrofę i wymienianej jako jedna z odpowiedzialnych za wypadek, skłania do porównań z postawieniem, dajmy na to Mikołaja Jeżowa na czele „komisji badającej zbrodnie stalinizmu”.
Bardzo trudno przebrnąć przez zawierające parteset stron dzieło pod ideowym i sprawczym przywództwem ministra Jerzego Millera.
A namordował się Miller z kolegami niemiłosiernie, no bo napisać tak, by nic niepoprawnego nie napisać to trudne zadanie.
Sztuka nie powiodła się.
Zgodnie z przewidywaniami, zarówno opozycja jak i rosyjscy przyjaciele nie docenili talentu literackiej grupy i „zjechali” raport niemiłosiernie.
Nie da się mieć cukierka i zjeść cukierka.
Nie da się napełnić brzuszka wilkowi i ocalić owieczkę...
Miller nawet w oczach niezależnych fachowców „przepadł” ze swoim dziełem.
Na osłodę pozostali mu niezawodni michnik i Hypki, którzy to stanęli murem za raportem niczym Tusk za „Panem autostradą” - Grabarczykiem.
Poparcie, ze strony takiej postaci jak michnik jest dla Millera szczególnie cenne, gdyż wyrażone „na wiarę” bez wnikania w fakty.
Michnik do fachowców w dziedzinie katastrof lotniczych raczej nie należy.
Na jego poziomie wiedzy, jedyną katastrofą lotniczą, którą mógłby oceniać z pozycji eksperta jest to, że kiedyś w czasie lotu porzygał się.
Ale zapewne głównie dla takich „fachowców” jest ów raport przeznaczony.
Tragedia narodowa zamiast bohaterskiego zrywu
Jeden dureń, zatrudniony w aparacie państwowym na prominentnym stanowisku, dzień przed rocznicą Powstania Warszawskiego, uznał że biorący udział w patriotycznym zrywie 67 lat temu, to bezmyślne stado baranów dające się prowadzić na rzeź.
Na wielbionym przez tuskowych ministrów Twitterze opublikował głupkowaty wpis o „tragedii narodowej” i zamieścił link do strony jakiegoś stetryczałego historyka-amatora specjalizującego się w opluwaniu dowódców AK i negującego sens oraz poświęcenie powstańców.
Przez wzgląd na (mam nadzieję) czytającą te słowa młodzież pomijam imię i nazwisko tegoż aparatczyka, które to bez stosownych wulgaryzmów nie powinno w obiegu społecznym funkcjonować.
W mediach gotuje się, bohaterowie powstania są wzburzeni, a ów aparatczyk wojażuje po świecie i ma wszystko w ... poważaniu.
Klasę człowieka poznaje się po stosunku do historii własnego Państwa i Narodu.
Po takcie i kindersztubie.
Cóż zatem wymagać po prowincjonalnym chłoptasiu, który mimo że po świecie poobijał się, to najwyraźniej poobijał nie tę częścią ciała, którą powinien.
Nawet fakt posiadania brytyjskiego obywatelstwa w żaden sposób nie gwarantuje londyńskich manier.
Wątpliwości budzi środowisko, którym na wyspach zafascynowany był ów osobnik. Chyba bardziej Wolińska, Brus i Baumann niż Kaczorowski, Urbański i Sabbat...
TVNele morele....
Rocznica Powstania Warszawskiego a w TVNie gość specjalny: Władysław Bartoszewski.
Że niby ekspert i kombatant oraz autorytet.
Na Boga, a co on o Powstaniu może wiedzieć....?
To w kraju brakuje ludzi walczących z bronią w ręku od pierwszego do sześćdziesiątego trzeciego dnia warszawskiego zrywu?
Choć tak naprawdę trudno się dziwić.
Jaka władza – takie autorytety a jakie autorytety taka stacja.
Etykiety:
Kultura,
Powstanie Warszawskie,
raport Millera,
Sikorski,
Władysław Bartoszewski
piątek, 15 lipca 2011
Kto gra w „karty” ten ma łeb obdarty
Wczorajsza informacja o znalezieniu kilkuset sfałszowanych kart wyborczych nikogo zbytnio nie poruszyła. W Stolicy, Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz łaskawa była wygrać prezydenckie wybory „w cuglach”, toteż kilkaset, czy nawet kilka tysięcy sfałszowanych głosów nie robi na nikim wrażenia.
Dosłownie – „nie robi wrażenia”, bo prócz krótkiej informacji „ze wczoraj” dziś w prasie cisza, jak po śmierci organisty.
Najwięksi orędownicy obywatelskich demokracji, tacy jak TVN, GW, Polsat... zamilkli i kontemplują w zaciszach atelier.
Jak to śpiewają kibice „...nic się nie stało, Platformo, nic się nie stało...”.
Faktycznie, nie stało się nic, bowiem ten u którego znaleziono paczkę z „lewymi” kartami do głosowania i tak już siedzi po uszy w bagnie i to z innego powodu. Ratusz rzecz jasna o niczym nie wie, więc nie należy go pytać. Jednym słowem temat jest nudny i nie wart zachodu.
Mimo wszystko, wymiar sprawiedliwości poinformował, wbrew panującym trendom, że „istnieje możliwość unieważnienia wyborów”. Jest to mało prawdopodobne, bo kto chciałby pozbywać się tak pożytecznej Pani Prezydent? Kto by nam kopał dziury w Warszawie i zatrudniał nowe hordy urzędników? Kto by dopuszczał do prac miejskich firmy bez przetargów? Wreszcie, kto by „dawał zarobić” partyjnym kolegom?
Realnie oceniając, orzeczenie może być jedno: „fałszowanie kart nie miało wpływu na wynik wyborów!”.
Czy jednak na pewno?
Tylko teoretycznie. Praktycznie miało, i to duży wpływ.
Nie wyobrażam sobie, by człowiek uczciwy, będąc świadom tego w jaki sposób zapewnia się wygraną jego kandydata, na tegoż osobnika oddał swój głos.
Daję głowę, że dziś, w powtórzonych wyborach, Gronkiewicz-Waltz miała by duże trudności ze zwycięstwem. Nawet, gdyby faktycznie nie wiedziała o całym oszustwie nic.
Może i cała jej kampania prowadzona była „na Gierka”, czyli w myśl zasady – „rób ta co chceta, ja tam o niczym nie chcę wiedzieć”, lecz kuriozalnie, to jeszcze bardziej ją obciąża.
Większość obywateli, ta praworządna, dziś wybrała by innego kandydata, bądź nie poszła na wybory. Część w myśl zasady „ukradł, czy okradziono go – wszystko jedno. Brał udział w kradzieży” – postawiła by też na HGW dozgonnego „Bana”.
Nie należy liczyć na radykalne reakcje komisji wyborczej ani wymiaru sprawiedliwości. Tym bardziej, że któratamś władza, czyli prasa (ta jedyna słuszna) nie jest zainteresowana rozdmuchiwaniem tej sprawy. Budzi to, rzecz jasna duże podejrzenia, co do osób i kręgów zamieszanych w proceder.
Co innego gdyby dotyczyło to kandydata PiS lub innej opozycyjnej wobec PO partii...
A tak trzymajmy się razem. PO z mediami. Media z PO.
Jak śpiewali Starsi Panowie: (...) Dla samotnego to cios - aż zadudni, dla dwóch zaś, to prztyczek. (...)
Na szczęście w odczuciu społecznym „smród” wokoło Hanny Gronkiewicz-Waltz pozostanie.
Gra w „karty”, to bardzo „śmierdząca” gra.
P.S. Przekręty wyborcze stały się już znakiem rozpoznawczym Platformy Obywatelskiej.
A w Wałbrzychu – recydywa!
Dosłownie – „nie robi wrażenia”, bo prócz krótkiej informacji „ze wczoraj” dziś w prasie cisza, jak po śmierci organisty.
Najwięksi orędownicy obywatelskich demokracji, tacy jak TVN, GW, Polsat... zamilkli i kontemplują w zaciszach atelier.
Jak to śpiewają kibice „...nic się nie stało, Platformo, nic się nie stało...”.
Faktycznie, nie stało się nic, bowiem ten u którego znaleziono paczkę z „lewymi” kartami do głosowania i tak już siedzi po uszy w bagnie i to z innego powodu. Ratusz rzecz jasna o niczym nie wie, więc nie należy go pytać. Jednym słowem temat jest nudny i nie wart zachodu.
Mimo wszystko, wymiar sprawiedliwości poinformował, wbrew panującym trendom, że „istnieje możliwość unieważnienia wyborów”. Jest to mało prawdopodobne, bo kto chciałby pozbywać się tak pożytecznej Pani Prezydent? Kto by nam kopał dziury w Warszawie i zatrudniał nowe hordy urzędników? Kto by dopuszczał do prac miejskich firmy bez przetargów? Wreszcie, kto by „dawał zarobić” partyjnym kolegom?
Realnie oceniając, orzeczenie może być jedno: „fałszowanie kart nie miało wpływu na wynik wyborów!”.
Czy jednak na pewno?
Tylko teoretycznie. Praktycznie miało, i to duży wpływ.
Nie wyobrażam sobie, by człowiek uczciwy, będąc świadom tego w jaki sposób zapewnia się wygraną jego kandydata, na tegoż osobnika oddał swój głos.
Daję głowę, że dziś, w powtórzonych wyborach, Gronkiewicz-Waltz miała by duże trudności ze zwycięstwem. Nawet, gdyby faktycznie nie wiedziała o całym oszustwie nic.
Może i cała jej kampania prowadzona była „na Gierka”, czyli w myśl zasady – „rób ta co chceta, ja tam o niczym nie chcę wiedzieć”, lecz kuriozalnie, to jeszcze bardziej ją obciąża.
Większość obywateli, ta praworządna, dziś wybrała by innego kandydata, bądź nie poszła na wybory. Część w myśl zasady „ukradł, czy okradziono go – wszystko jedno. Brał udział w kradzieży” – postawiła by też na HGW dozgonnego „Bana”.
Nie należy liczyć na radykalne reakcje komisji wyborczej ani wymiaru sprawiedliwości. Tym bardziej, że któratamś władza, czyli prasa (ta jedyna słuszna) nie jest zainteresowana rozdmuchiwaniem tej sprawy. Budzi to, rzecz jasna duże podejrzenia, co do osób i kręgów zamieszanych w proceder.
Co innego gdyby dotyczyło to kandydata PiS lub innej opozycyjnej wobec PO partii...
A tak trzymajmy się razem. PO z mediami. Media z PO.
Jak śpiewali Starsi Panowie: (...) Dla samotnego to cios - aż zadudni, dla dwóch zaś, to prztyczek. (...)
Na szczęście w odczuciu społecznym „smród” wokoło Hanny Gronkiewicz-Waltz pozostanie.
Gra w „karty”, to bardzo „śmierdząca” gra.
P.S. Przekręty wyborcze stały się już znakiem rozpoznawczym Platformy Obywatelskiej.
A w Wałbrzychu – recydywa!
środa, 13 lipca 2011
Spot Ruchu Poparcia Palikota "Nareszcie"
Wersja oryginalna spotu propagandowego RPP. Udział biorą członkowie (prawie wszyscy) partii!!
Adam Michnik nie istnieje i nigdy nie istniał.
Tak, to prawda. Nigdy nie urodził się i nigdy go nie było.
Michnik to wymysł ludzi, którzy własne słabości i ułomności próbują podeprzeć jakimś autorytetem. Autorytetem wymyślonym według własnych potrzeb.
Nigdy nie było Michnika, tak jak nie było też jego jąkania się i brudnych zażółconych od petów paluchów.
Nie było zaleczonej gruźlicy i bankietów z jego udziałem w komunistycznych ośrodkach.
Nie było Michnika, bo być nie mogło.
Czy bowiem mieści się w ludzkiej wyobraźni, że człowiek opowiadający o swojej „demokratycznej” przeszłości, walce i martyrologii, notorycznie broni komunistycznych kolaborantów?
Pieści twórcę Stanu Wojennego i mordercę robotników, zadaje się ze złogami komunizmu?
Czy jest możliwe, że na czele podejrzanej grupy wpada do archiwum MSW i w sposób iście „sowiecki” bezkarnie penetruje akta współpracowników i kolaborantów SB?
Czy jest możliwe, że publicznie kłamie mówiąc o tradycjach polskości w jego rodzinie, podczas gdy rodzice i brat jego wysługiwali się sowieckiemu okupantowi?
Czy może istnieć postać, zdeklarowanego niezłomnego bojownika o wolność Ojczyzny, który zwalcza jak tylko może lustrację i chroni komunistycznych zbrodniarzy?
Czy może istnieć człowiek, który wbrew rozsiewanym przez siebie opowieściom, we własnej gazecie w każdą rocznicę Stanu Wojennego zamieszcza wywiady ze sprawcami tragedii narodowej i mordercami?
Czy to prawdopodobne, że mógł kiedykolwiek chodzić po ziemi osobnik opowiadający o swojej wieloletniej walce o wolność słowa, a jednocześnie skarżący do sądu każdego, kto tylko (jego zdaniem) nieprzychylnie o nim wypowie się?
I wreszcie, czy jest możliwe, że taka postać jak „sumienie narodu” i „autorytet moralny” przyjaźni się z pospolitym pedofilem, którego zaprasza na odczyty do kraju i hołubi ściskając się z nim publicznie?
Nie jest to możliwe.
Dlatego nie dajcie się zwieść opowieściom, Adam Michnik nigdy nie istniał.
Nie jest bowiem możliwe, że postać tak przewrotna i perfidnie paskudna mogła po świecie chodzić.
Takie rzeczy to tylko w horrorach.
----------------------------------------------
Dla sympatyków „Gazety Wyborczej” ( posiadającej zmyślonego szefa) - kilka gratisowych, reklamowych vlepek.
Michnik to wymysł ludzi, którzy własne słabości i ułomności próbują podeprzeć jakimś autorytetem. Autorytetem wymyślonym według własnych potrzeb.
Nigdy nie było Michnika, tak jak nie było też jego jąkania się i brudnych zażółconych od petów paluchów.
Nie było zaleczonej gruźlicy i bankietów z jego udziałem w komunistycznych ośrodkach.
Nie było Michnika, bo być nie mogło.
Czy bowiem mieści się w ludzkiej wyobraźni, że człowiek opowiadający o swojej „demokratycznej” przeszłości, walce i martyrologii, notorycznie broni komunistycznych kolaborantów?
Pieści twórcę Stanu Wojennego i mordercę robotników, zadaje się ze złogami komunizmu?
Czy jest możliwe, że na czele podejrzanej grupy wpada do archiwum MSW i w sposób iście „sowiecki” bezkarnie penetruje akta współpracowników i kolaborantów SB?
Czy jest możliwe, że publicznie kłamie mówiąc o tradycjach polskości w jego rodzinie, podczas gdy rodzice i brat jego wysługiwali się sowieckiemu okupantowi?
Czy może istnieć postać, zdeklarowanego niezłomnego bojownika o wolność Ojczyzny, który zwalcza jak tylko może lustrację i chroni komunistycznych zbrodniarzy?
Czy może istnieć człowiek, który wbrew rozsiewanym przez siebie opowieściom, we własnej gazecie w każdą rocznicę Stanu Wojennego zamieszcza wywiady ze sprawcami tragedii narodowej i mordercami?
Czy to prawdopodobne, że mógł kiedykolwiek chodzić po ziemi osobnik opowiadający o swojej wieloletniej walce o wolność słowa, a jednocześnie skarżący do sądu każdego, kto tylko (jego zdaniem) nieprzychylnie o nim wypowie się?
I wreszcie, czy jest możliwe, że taka postać jak „sumienie narodu” i „autorytet moralny” przyjaźni się z pospolitym pedofilem, którego zaprasza na odczyty do kraju i hołubi ściskając się z nim publicznie?
Nie jest to możliwe.
Dlatego nie dajcie się zwieść opowieściom, Adam Michnik nigdy nie istniał.
Nie jest bowiem możliwe, że postać tak przewrotna i perfidnie paskudna mogła po świecie chodzić.
Takie rzeczy to tylko w horrorach.
----------------------------------------------
Dla sympatyków „Gazety Wyborczej” ( posiadającej zmyślonego szefa) - kilka gratisowych, reklamowych vlepek.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Dwie historie
Dnia 6. Października 1939 roku zakończyła się „Kampania Wrześniowa”.
Armia Polska podpisała akt kapitulacji wobec III Rzeszy.
Kampania Wrześniowa trwała tylko „trochę” ponad miesiąc, gdyż nóż w plecy Polsce wbił wschodni sąsiad, współdziałający z hitlerowcami w ramach paktu „Ribbentrop-Mołotow”.
Młode Państwo Polskie nie było w stanie odeprzeć zmasowanych ataków z dwóch stron.
Na podbitych ziemiach siły okupacyjne zaprowadziły terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony interesów okupanta.
Społeczeństwo stawiało opór najeźdźcy.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali okupantom życie w podbitym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz śmierć.
Przywódcy hitlerowskich Niemiec zapowiedzieli bowiem, rychłe rozwiązanie „problemu Polaków” czyli w dalszej kolejności eksterminację narodu.
Prócz zastraszania i terroru, najeźdźcy prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego podziemia patriotycznego.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z okupantem, podpisywali Volkslisty i za obiecane profity stali po stronie germańskich hord.
Wyzwolenie Polski spod hitlerowskiej okupacji pozwoliło na osądzenie okupantów oraz wspierających ich kolaborantów i prowokatorów.
Szczególnie „ostro” potraktowano zwłaszcza kolaborujących z okupantem Polaków.
Miało być to przestrogą dla przyszłych pokoleń.
--------------------------------------------------------------------------
16. listopada 2007 roku skończył urzędowanie ostatni patriotyczny rząd w Polsce.
Wybory parlamentarne wygrała w zagadkowy sposób Platforma Obywatelska.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawował władzę tylko dwa lata i przepadł w przyspieszonych wyborach parlamentarnych, po poprzedzających je cyklu zmasowanych antypisowskich propagandowych akcji w telewizji, radiu i prasie, oraz dzięki tajnemu porozumieniu PO-SLD.
W zawłaszczonym kraju zwycięska Platforma Obywatelska zaprowadziła psychiczny terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony własnych interesów.
Społeczeństwo stawiało opór okupantom.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali platformie życie w zawłaszczonym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz nawet śmierć (M. Rosiak).
Przywódcy PO wprowadzili bowiem represje, a rychłe dorżnięcie watah zapowiedział sam Radosław Sikorski.
Prócz zastraszania i terroru, platformiacy przy pomocy usłużnych mediów prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego patriotyzmu.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z ludźmi Tuska, współdziałali z PO i za obiecane profity stali po stronie platformianych hord.
Zdradzali obóz patriotyczny (M. Kamiński) i nawet wstępowali dla „srebrników” do platformy (Libicki, Kluzik-Rostkowska, Tomczak).
Reszta przed nami.
Historia lubi się powtarzać i między innymi dlatego w tym jest sens dalszego działania.
Armia Polska podpisała akt kapitulacji wobec III Rzeszy.
Kampania Wrześniowa trwała tylko „trochę” ponad miesiąc, gdyż nóż w plecy Polsce wbił wschodni sąsiad, współdziałający z hitlerowcami w ramach paktu „Ribbentrop-Mołotow”.
Młode Państwo Polskie nie było w stanie odeprzeć zmasowanych ataków z dwóch stron.
Na podbitych ziemiach siły okupacyjne zaprowadziły terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony interesów okupanta.
Społeczeństwo stawiało opór najeźdźcy.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali okupantom życie w podbitym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz śmierć.
Przywódcy hitlerowskich Niemiec zapowiedzieli bowiem, rychłe rozwiązanie „problemu Polaków” czyli w dalszej kolejności eksterminację narodu.
Prócz zastraszania i terroru, najeźdźcy prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego podziemia patriotycznego.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z okupantem, podpisywali Volkslisty i za obiecane profity stali po stronie germańskich hord.
Wyzwolenie Polski spod hitlerowskiej okupacji pozwoliło na osądzenie okupantów oraz wspierających ich kolaborantów i prowokatorów.
Szczególnie „ostro” potraktowano zwłaszcza kolaborujących z okupantem Polaków.
Miało być to przestrogą dla przyszłych pokoleń.
--------------------------------------------------------------------------
16. listopada 2007 roku skończył urzędowanie ostatni patriotyczny rząd w Polsce.
Wybory parlamentarne wygrała w zagadkowy sposób Platforma Obywatelska.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawował władzę tylko dwa lata i przepadł w przyspieszonych wyborach parlamentarnych, po poprzedzających je cyklu zmasowanych antypisowskich propagandowych akcji w telewizji, radiu i prasie, oraz dzięki tajnemu porozumieniu PO-SLD.
W zawłaszczonym kraju zwycięska Platforma Obywatelska zaprowadziła psychiczny terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony własnych interesów.
Społeczeństwo stawiało opór okupantom.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali platformie życie w zawłaszczonym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz nawet śmierć (M. Rosiak).
Przywódcy PO wprowadzili bowiem represje, a rychłe dorżnięcie watah zapowiedział sam Radosław Sikorski.
Prócz zastraszania i terroru, platformiacy przy pomocy usłużnych mediów prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego patriotyzmu.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z ludźmi Tuska, współdziałali z PO i za obiecane profity stali po stronie platformianych hord.
Zdradzali obóz patriotyczny (M. Kamiński) i nawet wstępowali dla „srebrników” do platformy (Libicki, Kluzik-Rostkowska, Tomczak).
Reszta przed nami.
Historia lubi się powtarzać i między innymi dlatego w tym jest sens dalszego działania.
Etykiety:
Donald Tusk,
III Rzesza,
Kampania wrześniowa,
okupacja,
Platforma Obywatelska
"Dziękujemy i żegnajcie" (Thank You & Googbye)
Zamknięto paskudny szmatławiec.
Nagrabili sobie mocno dziennikarzyny oraz ich mocodawcy.
W piątek podano do publicznej wiadomości, ze dziś ostatni numer brukowca trafi do sprzedaży.
I dobrze im tak.
Zamykamy!
Za te wszystkie manipulacje, fabrykowanie „faktów” oraz pozbawione moralności zachowania pismaków należało się.
Wydawca „załganej szmaty” pokazał się w telewizorze, opowiedział o decyzji ale nie przeprosił.
Takie już ich dzikie wychowanie.
Przez tyle lat, gazeciana w majestacie prawa kłamała, manipulowała i hardo nosiła podniesioną winietkę, że w krew redaktorzynom weszła buta i arogancja.
Na szczęście to już koniec.
Kliknij obrazek aby powiększyć--->
Nagrabili sobie mocno dziennikarzyny oraz ich mocodawcy.
W piątek podano do publicznej wiadomości, ze dziś ostatni numer brukowca trafi do sprzedaży.
I dobrze im tak.
Zamykamy!
Za te wszystkie manipulacje, fabrykowanie „faktów” oraz pozbawione moralności zachowania pismaków należało się.
Wydawca „załganej szmaty” pokazał się w telewizorze, opowiedział o decyzji ale nie przeprosił.
Takie już ich dzikie wychowanie.
Przez tyle lat, gazeciana w majestacie prawa kłamała, manipulowała i hardo nosiła podniesioną winietkę, że w krew redaktorzynom weszła buta i arogancja.
Na szczęście to już koniec.
Kliknij obrazek aby powiększyć--->
Subskrybuj:
Posty (Atom)
