Jakby na potwierdzenie nowej polityki „łączenia Polaków”, (jak mówią inni „łączenie ubeków”) władze III RP rozdają zaszczyty tym, którzy są ostatnimi jacy o zaszczyty mogliby się w ogóle ubiegać.
Pierwsi byli Michnik, Bielecki, Hall i TW „Pireus” czyli Alojzy Orszulik „docenieni” przez Komorowskiego. Teraz Zdrojewski – ten od kultury - „docenił” innego „orła”.
Zygmunt Bauman – ubecki donosiciel i jeszcze (oby już niedługo) żyjący symbol żydokomuny dostał medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Były sowiecki agent, współpracownik Informacji Wojskowej i donosiciel skończył 85.lat i stąd taki zaszczyt.
Szczególnie galanteryjnie z wiekowym ubekiem obchodzi się oczywiście „GW”, dla której to Bauman jest symbolem i wielkim wzorcem moralnym. Ostatnim pomnikowym, antypolskim „judeokomem”.
Wiecznie żywa idea komunizmu ma się w „Agorze” znakomicie. Na tyle znakomicie, że niczym zaraza rozlała się na podatną na wszelkie „czerwone” choroby obecną władzę.
Order dla Jaruzelskiego i Kiszczaka coraz bliżej....
Życząc jubilatowi ostatnich już urodzin, kreślę kilka słów na temat jego pełnego „dokonań” życia:
...We wrześniu 1939 wraz z rodzicami przedostał się do Rosji Sowieckiej. Tam w 1943 rozpoczął studia na uniwersytecie w Gorki.
Wkrótce potem został zmobilizowany i wstąpił do sowieckiej milicji. Przez kilka miesięcy służył w Moskwie.
Po wstąpieniu do LWP w 1944 pełnił funkcje oficera polityczno-wychowawczego, służąc w szeregach 4 Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego. Brał udział w bitwie o Kołobrzeg (gdzie był ranny) i zdobywaniu Berlina.
W latach 1945–1953 był oficerem Wojska Polskiego w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pełnił też m.in. funkcję instruktora w zarządzie polityczno-wychowawczym KBW.
W wieku dziewiętnastu lat podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej o pseudonimie "Semjon". Część zachowanych raportów określa "Semjona" jako dobrze wyszkolonego i cennego analityka.
Swoją pracę w KBW Bauman opisał jako niezwykle nudną, polegającą na pisaniu ulotek propagandowych dla żołnierzy.
Stwierdził, że za swoją ówczesną działalność bierze pełną odpowiedzialność, zaznaczając, że podejmowane decyzje uważał w tamtym czasie za słuszne.
Zwrócił jednocześnie uwagę na swoje wieloletnie przywiązanie do ideałów komunizmu i socjalizmu, z którego nigdy nie czynił tajemnicy.
Jego zdaniem w okresie powojennym program polityczny partii komunistycznej stanowił najlepsze wówczas rozwiązanie krajowych problemów.
Porównał również walkę komunistycznych władz z podziemiem w powojennej Polsce z walką z terroryzmem prowadzoną współcześnie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrona ubeków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrona ubeków. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 listopada 2010
piątek, 8 października 2010
Komisja "czyściochów"

Czy kiedyś dowiemy się jakie i czyje akta wynoszono z Archiwów MSW?
Czy dowiemy się czyje dokumenty zostały wyczyszczone, czyje zabrane, a czyje zniknęły na zawsze?
Po co wielki moralny autorytet środowisk związanych z „ludźmi honoru” bezkarnie grzebał w tajnych dokumentach, mając nieograniczone prawo do dysponowania nimi?
Od powołania słynnej już „Komisji Michnika” minęło dwadzieścia lat.
W dniach 12.IV-27.VI. 1990 roku wymyślona przez ministra Edukacji Narodowej (sic!) Henryka Samsonowicza grupa „badawcza” w składzie: dyrektor Archiwum Akt Nowych Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i ówczesny poseł OKP Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej buszowała bezkarnie z Archiwach MSW – bez jakichkolwiek z punktu widzenia dobra Państwa powodów i celów.
„Komisja” przegrzebała akta Departamentu III (służba bezpieczeństwa), gdzie miała nieograniczony dostęp do dokumentów – akt osobowych współpracowników SB i UB.
W ogóle nie ewidencjonowano również wynoszenia i ponownego wnoszenia akt.
Nie liczono wynoszonych stron dokumentów, nie sprawdzano ich przy ponownym wnoszeniu.
W świetle zwyczajów panujących w cywilizowanym świecie, takie działania można nazwać po prostu polityczną hucpą, lub zwyczajami hitlero-stalinowskimi.
Komisję powołał ówczesny Minister Edukacji Narodowej, co już wydaje świadectwo sensowności powoływania takiej komisji, nie mówiąc już o doborze członków.
Peerelowscy lojaliści oraz propagandzista Unii Wolności – zestaw na miarę możliwości ówczesnej władzy.
Mówiąc wprost, równie dobrze mógł komisję taką ustanowić ówczesny minister rolnictwa i w skład jej powołać np. Czesława Kiszczaka, prof. Wiatra, prof. Jaskiernię oraz red. Jerzego Urbana lub red. Toeplitza.
Skąd pomysł na Adama Michnika w składzie komisji?
Naukowiec? Historyk?
Czy czasem to nie względy koleżeńsko-polityczne spowodowały, że naczelny Gazety Wyborczej wspierającej Tadeusza Mazowieckiego we wkrótce rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej znalazł się na pierwszej linii frontu, by nurkować w aktach i zabezpieczyć ewentualne przykre i „śmierdzące babole” dotyczące kandydata na prezydenta i jego współpracowników.
Czy jakieś akta w tym okresie zniknęły z archiwum nie wiadomo. Nie były ewidencjonowane zarówno przez bezpiekę, jak i komisję od Samsonowicza.
Wątpliwość co do uczciwości intencji i działań budzi też powstanie tylko dwustronicowego sprawozdania stwierdzającego niekompletność akt oraz załącznika zawierającego wyrywkową listę materiałów archiwalnych, które zdaniem członków Komisji powinny zostać przekwalifikowane. (sic!)
Blisko trzy miesiące „zacna” komisja zajmowała się badaniem, by swoje działania opisać na dwóch stronach sprawozdania?
Średnio zdolny licealista zrobił by to lepiej, a przynajmniej nie było by tak bezczelnego wstydu i dwudziestoletniego smrodu.
Warto przypomnieć o tym, w dniach gdy oberredaktor wraz ze swoimi podwładnymi z „GW” poucza i umoralnia Polaków. Piętnuje swoich przeciwników i przykleja im łatki.
Dziwi, że wielki poczucie moralności i przykładnych zasad nie przeszkodziły Michnikowi w uczestnictwie w tak ewidentnym szwindlu.
Czy dowiemy się czyje dokumenty zostały wyczyszczone, czyje zabrane, a czyje zniknęły na zawsze?
Po co wielki moralny autorytet środowisk związanych z „ludźmi honoru” bezkarnie grzebał w tajnych dokumentach, mając nieograniczone prawo do dysponowania nimi?
Od powołania słynnej już „Komisji Michnika” minęło dwadzieścia lat.
W dniach 12.IV-27.VI. 1990 roku wymyślona przez ministra Edukacji Narodowej (sic!) Henryka Samsonowicza grupa „badawcza” w składzie: dyrektor Archiwum Akt Nowych Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i ówczesny poseł OKP Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej buszowała bezkarnie z Archiwach MSW – bez jakichkolwiek z punktu widzenia dobra Państwa powodów i celów.
„Komisja” przegrzebała akta Departamentu III (służba bezpieczeństwa), gdzie miała nieograniczony dostęp do dokumentów – akt osobowych współpracowników SB i UB.
W ogóle nie ewidencjonowano również wynoszenia i ponownego wnoszenia akt.
Nie liczono wynoszonych stron dokumentów, nie sprawdzano ich przy ponownym wnoszeniu.
W świetle zwyczajów panujących w cywilizowanym świecie, takie działania można nazwać po prostu polityczną hucpą, lub zwyczajami hitlero-stalinowskimi.
Komisję powołał ówczesny Minister Edukacji Narodowej, co już wydaje świadectwo sensowności powoływania takiej komisji, nie mówiąc już o doborze członków.
Peerelowscy lojaliści oraz propagandzista Unii Wolności – zestaw na miarę możliwości ówczesnej władzy.
Mówiąc wprost, równie dobrze mógł komisję taką ustanowić ówczesny minister rolnictwa i w skład jej powołać np. Czesława Kiszczaka, prof. Wiatra, prof. Jaskiernię oraz red. Jerzego Urbana lub red. Toeplitza.
Skąd pomysł na Adama Michnika w składzie komisji?
Naukowiec? Historyk?
Czy czasem to nie względy koleżeńsko-polityczne spowodowały, że naczelny Gazety Wyborczej wspierającej Tadeusza Mazowieckiego we wkrótce rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej znalazł się na pierwszej linii frontu, by nurkować w aktach i zabezpieczyć ewentualne przykre i „śmierdzące babole” dotyczące kandydata na prezydenta i jego współpracowników.
Czy jakieś akta w tym okresie zniknęły z archiwum nie wiadomo. Nie były ewidencjonowane zarówno przez bezpiekę, jak i komisję od Samsonowicza.
Wątpliwość co do uczciwości intencji i działań budzi też powstanie tylko dwustronicowego sprawozdania stwierdzającego niekompletność akt oraz załącznika zawierającego wyrywkową listę materiałów archiwalnych, które zdaniem członków Komisji powinny zostać przekwalifikowane. (sic!)
Blisko trzy miesiące „zacna” komisja zajmowała się badaniem, by swoje działania opisać na dwóch stronach sprawozdania?
Średnio zdolny licealista zrobił by to lepiej, a przynajmniej nie było by tak bezczelnego wstydu i dwudziestoletniego smrodu.
Warto przypomnieć o tym, w dniach gdy oberredaktor wraz ze swoimi podwładnymi z „GW” poucza i umoralnia Polaków. Piętnuje swoich przeciwników i przykleja im łatki.
Dziwi, że wielki poczucie moralności i przykładnych zasad nie przeszkodziły Michnikowi w uczestnictwie w tak ewidentnym szwindlu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
