Pan Premier Donald Tusk nagrał w studio TTV specjalne wystąpienie poświęcone pogłębiającemu się kryzysowi w kraju i na świcie.
Jako pierwszym właśnie nam udało się zdobyć materiał, zanim rządowa telewizja zdążyła go wyemitować.
Wsłuchajmy się w mądre słowa Premiera.
Panie i Panowie, Pan Donald Tusk...
sobota, 19 września 2009
czwartek, 17 września 2009
A co Wy wiecie o „Psach”?
Bardzo wszystkich przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać....
Moja Ulubiona Blogerka (pisująca notorycznie na Salonie24), którą darzę prawdziwie dogłębnym uczuciem współczucia łamane przez radosne politowanie, raczyła doprowadzić mnie do łez. :)
Nie, nie do łez rozpaczy (choć to sprawiło by wielką satysfakcję MUB), tylko łez ze śmiechu prawie histerycznego.
Skądinąd poważny i nadęty tekst, jak przypada na galicyjską Königinmutter, traktujący o... (no o czym może traktować?!) oczywiście o PiSowcach i Prezydencie zatytułowała „A co ty wiesz o Polsce?” . Oczywiście „ty” z małej litery, bo prócz Palikota MUB nikogo więcej nie darzy szacunkiem.
Choć wiem, że wycieczek personalnych należy się wystrzegać i nie prowokować osób, które swoją prostotą nie gwarantują poziomu dyskusji, nie powstrzymałem się...
Wśród całej tej „nadmuchanej aury” w iście patetycznym stylu, gdzie MUB występuje z pozycji Zeusa miotającego z deszczowej chmurki gromy na „pisowców”, nie mogę odnaleźć nijak powagi sytuacji i powstrzymać się od komentarza nierozłącznie związanego z adekwatnym skojarzeniem.
Otóż film Pasikowskiego „Psy”, do dziś dla mnie kojarzy się ze słowami Bogusława Lindy: „A co Ty wiesz o zabijaniu?” No tak już kurde jest, to utkwiło mi w pamięci...
Nic nie poradzę też, że to retoryczne pytanie pasuje jak ulał do pytania (z całą powagą) zadanego w tytule przez MUB.
Już całą mocą wyobraźni przedstawiłem sobie Franca Maurera (Lindę), który z właściwą sobie zblazowaną miną pojawia się we śnie MUB i wypowiada w jej kierunku: „A co ty wiesz o Polsce...?”
A po chwili dodaje w swoim stylu „Przecież Ty stara ...(piiiiii)... jesteś!
Bez urazy MUB, to tylko cytaty z filmu.
Moja Ulubiona Blogerka (pisująca notorycznie na Salonie24), którą darzę prawdziwie dogłębnym uczuciem współczucia łamane przez radosne politowanie, raczyła doprowadzić mnie do łez. :)
Nie, nie do łez rozpaczy (choć to sprawiło by wielką satysfakcję MUB), tylko łez ze śmiechu prawie histerycznego.
Skądinąd poważny i nadęty tekst, jak przypada na galicyjską Königinmutter, traktujący o... (no o czym może traktować?!) oczywiście o PiSowcach i Prezydencie zatytułowała „A co ty wiesz o Polsce?” . Oczywiście „ty” z małej litery, bo prócz Palikota MUB nikogo więcej nie darzy szacunkiem.
Choć wiem, że wycieczek personalnych należy się wystrzegać i nie prowokować osób, które swoją prostotą nie gwarantują poziomu dyskusji, nie powstrzymałem się...
Wśród całej tej „nadmuchanej aury” w iście patetycznym stylu, gdzie MUB występuje z pozycji Zeusa miotającego z deszczowej chmurki gromy na „pisowców”, nie mogę odnaleźć nijak powagi sytuacji i powstrzymać się od komentarza nierozłącznie związanego z adekwatnym skojarzeniem.
Otóż film Pasikowskiego „Psy”, do dziś dla mnie kojarzy się ze słowami Bogusława Lindy: „A co Ty wiesz o zabijaniu?” No tak już kurde jest, to utkwiło mi w pamięci...
Nic nie poradzę też, że to retoryczne pytanie pasuje jak ulał do pytania (z całą powagą) zadanego w tytule przez MUB.
Już całą mocą wyobraźni przedstawiłem sobie Franca Maurera (Lindę), który z właściwą sobie zblazowaną miną pojawia się we śnie MUB i wypowiada w jej kierunku: „A co ty wiesz o Polsce...?”
A po chwili dodaje w swoim stylu „Przecież Ty stara ...(piiiiii)... jesteś!
Bez urazy MUB, to tylko cytaty z filmu.
Etykiety:
a co ty wiesz o polsce,
linda,
mub,
psy a co ty wiesz o zabiajniu
środa, 16 września 2009
Śniadanie Mistrzów
Pan Premier podjął uroczystym śniadaniem naszych „złotych” siatkarzy.
Spotkanie upłynęło w miłej, serdecznej atmosferze i wzajemnym zrozumieniu hierarchii w państwie.
Wręczono medale i skosztowano wymyślnych potraw.
Poruszono ważne tematy oraz podreperowano budżet.
Spotkanie upłynęło w miłej, serdecznej atmosferze i wzajemnym zrozumieniu hierarchii w państwie.
Wręczono medale i skosztowano wymyślnych potraw.
Poruszono ważne tematy oraz podreperowano budżet.
Etykiety:
Castellani,
Donald Tusk,
medale,
siatkarze,
śniadanie
wtorek, 15 września 2009
Jak robić "pożyteczne dziennikarstwo"
Po tygodniach luzu i pozornego spokoju znów „Rodzina Agora” w akcji. Wczorajsza „GW” przynosi dwie informacje z gatunku „political fiction”.
Ponieważ czołówka odjeżdża, a „GW” nie ma siły gonić (brak jej medialnego pokarmu), sama tworzy, lub zapożycza fakty dorabiając do nich ideologię.
Cienko być musi, bo „rewelacje” są spod znaku „szmiry z III RP”.
Czas się zatrzymał dla red. Michnika i reszty.
To co mogło być sensacją i prawdą objawioną około 15 lat temu, dziś okazuje się głupim bzdetem, a przedstawiane autorytety ignorowanymi „niktosiami”.
Monopol na wiedzę i prawdę „Agora” utraciła bezpowrotnie i żałosne wydają się zabiegi o odzyskanie tegoż. Szczególnie, gdy zabiegi te są prowadzone w sposób rodem z czasów ubeckich i na modłę peerelowską.
O ile takie numery przechodziły jeszcze 5-6 lat temu, dziś już nie mają poklasku.
Ale próby trwają....
Przykład pierwszy.
Zapewne w związku z agonią „Trybuny” szefostwo „GW” postanowiło wypełnić lukę na lewicy i przejąć „czerwony” elektorat. Co może pomóc?
Deklarowana miłość do polityki Rosyjskiej – ot co.
Autorytetem (chwilowym zapewne) został niejaki Andrzej Sariusz-Skąpski – Prezes Rodzin Katyńskich, ufajdany we współpracę z SB TW „Igor” – kapuśniak i PRONowiec.
Nagła miłość do Stefana Niesiołowskiego i kochający prezenty od UB Skąpski to oręż w walce z PiS i Prezydentem.
„Miłością naszą ich pokonamy” – zdaje się mówić red. Michnik i publikuje listy protestacyjne ubeka w swojej gazecie. „Że Katyń, to nie ludobójstwo, że Gosiewski mówić o Katyniu nie miał prawa...” itp. itd.
Prawo do tego ma Skąpski – syn zamordowanego w Katyniu...
Trudno polemizować ze słowami tak żałosnej postaci jaką jest Andrzej Skąpski, tak samo trudno polemizować z grupą dziennikarzy, którzy taką postać zapraszają do rozmowy i tym samym „latają na pasku” rosyjskiego premiera.
Tak jak Skąpskiemu nie przeszkadzało wysługiwanie się mordercom jego ojca, tak Michnikowi nie przeszkadza obecność na łamach jego gazety konfidenta. W końcu to nie pierwszy taki przypadek.
Drugi przykład trochę z innej beczki.
A świadczy on o tym jak wspaniałych uczniów wypuścił w świat Instytut Dziennikarstwa przy KC PZPR.
Manipulacja godna mistrzów – Goebbelsa, Czernienki i Urbana.
Informacja w Dzienniku: „Kuzyn Prezydenta pod lupą NIK i ZUS” i to samo w „GW”: „Kuzyn prezydenta na trzech etatach. Wypych: Kaczyński nie zatrudnia rodziny”.
Temat ten sam a wymowa zupełnie inna.
Wystarczy popatrzeć na stronę „GW” a już wnioski nasuwają się same. Zdjęcie Prezydenta zamiast Pana T. (kuzyna) sugerują, że to Lech Kaczyński ma coś ze sprawą wspólnego, śródtytuły też nie pozostawiają złudzeń – komuna cieszy się.
Ten sposób uprawiania dziennikarstwa znany jest osobom starszym, tym którzy śledzili niegdyś publikacje „Trybuny Ludu”. Oczywiście proporcje są inne, bo i czasy inne, ale intencje i metody pozostały te same.
--------------------------------------------
Na zakończenie proponuję zabawę.
A może ten sam sposób uprawiania dziennikarstwa zastosować wobec samej „GW”?
W końcu to tylko dla nas będzie manipulacja (którą tym razem sobie wspaniałomyslnie wybaczymy) a dla „Agory” – „nic się nie stało, Agoro – nic się nie stało...” – normalka.
Proszę dla porównania otworzyć stronę: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7035086,Kuzyn_prezydenta_na_trzech_etatach__Wypych__Kaczynski.html
oraz „kliknąć” na obrazek poniżej.
Ponieważ czołówka odjeżdża, a „GW” nie ma siły gonić (brak jej medialnego pokarmu), sama tworzy, lub zapożycza fakty dorabiając do nich ideologię.
Cienko być musi, bo „rewelacje” są spod znaku „szmiry z III RP”.
Czas się zatrzymał dla red. Michnika i reszty.
To co mogło być sensacją i prawdą objawioną około 15 lat temu, dziś okazuje się głupim bzdetem, a przedstawiane autorytety ignorowanymi „niktosiami”.
Monopol na wiedzę i prawdę „Agora” utraciła bezpowrotnie i żałosne wydają się zabiegi o odzyskanie tegoż. Szczególnie, gdy zabiegi te są prowadzone w sposób rodem z czasów ubeckich i na modłę peerelowską.
O ile takie numery przechodziły jeszcze 5-6 lat temu, dziś już nie mają poklasku.
Ale próby trwają....
Przykład pierwszy.
Zapewne w związku z agonią „Trybuny” szefostwo „GW” postanowiło wypełnić lukę na lewicy i przejąć „czerwony” elektorat. Co może pomóc?
Deklarowana miłość do polityki Rosyjskiej – ot co.
Autorytetem (chwilowym zapewne) został niejaki Andrzej Sariusz-Skąpski – Prezes Rodzin Katyńskich, ufajdany we współpracę z SB TW „Igor” – kapuśniak i PRONowiec.
Nagła miłość do Stefana Niesiołowskiego i kochający prezenty od UB Skąpski to oręż w walce z PiS i Prezydentem.
„Miłością naszą ich pokonamy” – zdaje się mówić red. Michnik i publikuje listy protestacyjne ubeka w swojej gazecie. „Że Katyń, to nie ludobójstwo, że Gosiewski mówić o Katyniu nie miał prawa...” itp. itd.
Prawo do tego ma Skąpski – syn zamordowanego w Katyniu...
Trudno polemizować ze słowami tak żałosnej postaci jaką jest Andrzej Skąpski, tak samo trudno polemizować z grupą dziennikarzy, którzy taką postać zapraszają do rozmowy i tym samym „latają na pasku” rosyjskiego premiera.
Tak jak Skąpskiemu nie przeszkadzało wysługiwanie się mordercom jego ojca, tak Michnikowi nie przeszkadza obecność na łamach jego gazety konfidenta. W końcu to nie pierwszy taki przypadek.
Drugi przykład trochę z innej beczki.
A świadczy on o tym jak wspaniałych uczniów wypuścił w świat Instytut Dziennikarstwa przy KC PZPR.
Manipulacja godna mistrzów – Goebbelsa, Czernienki i Urbana.
Informacja w Dzienniku: „Kuzyn Prezydenta pod lupą NIK i ZUS” i to samo w „GW”: „Kuzyn prezydenta na trzech etatach. Wypych: Kaczyński nie zatrudnia rodziny”.
Temat ten sam a wymowa zupełnie inna.
Wystarczy popatrzeć na stronę „GW” a już wnioski nasuwają się same. Zdjęcie Prezydenta zamiast Pana T. (kuzyna) sugerują, że to Lech Kaczyński ma coś ze sprawą wspólnego, śródtytuły też nie pozostawiają złudzeń – komuna cieszy się.
Ten sposób uprawiania dziennikarstwa znany jest osobom starszym, tym którzy śledzili niegdyś publikacje „Trybuny Ludu”. Oczywiście proporcje są inne, bo i czasy inne, ale intencje i metody pozostały te same.
--------------------------------------------
Na zakończenie proponuję zabawę.
A może ten sam sposób uprawiania dziennikarstwa zastosować wobec samej „GW”?
W końcu to tylko dla nas będzie manipulacja (którą tym razem sobie wspaniałomyslnie wybaczymy) a dla „Agory” – „nic się nie stało, Agoro – nic się nie stało...” – normalka.
Proszę dla porównania otworzyć stronę: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7035086,Kuzyn_prezydenta_na_trzech_etatach__Wypych__Kaczynski.html
oraz „kliknąć” na obrazek poniżej.
sobota, 12 września 2009
Marszałek Niesiołowski - reaktywacja
Nawiązując do poprzedniej moje notki o Stefanie Niesiołowskim, muszę przyznać że mocno skrzywdziłem tego wrażliwego człowieka, a w każdym razie takie mam odczucie, po tym czego dowiedziałem się dziś.
Jak donosi jedynie słuszna prasa reżimowa, organ KC PO „Dzwonek (Din-Donek) POstępu”, podczas posiedzenia sejmu, Pan Marszałek Niesiołowski pochylił się z trwogą i wyjątkowym wewnętrznym cierpieniem wypisanym na jasnej twarzy, nad losem setek milionów ofiar masowych mordów.
Wszak zbrodniczy proceder trwa od dziesiątków lat i jest powszechnie akceptowany!
Co dzień w okrutny sposób kończą swój żywot miliony istnień. Los ich jednak nie jest obojętny tak wielkiemu człowiekowi jak Stefan Niesiołowoski. Nie jest obojętny, gdyż Pan Marszałek niejako z wykształcenia, zamiłowania oraz naukowego statusu pozostaje w zależnych stosunkach z przedstawicielami eksterminowanych.
Pan Wicemarszałek Sejmu osobiście złożył do laski marszałkowskiej (a laska podała to Marszałkowi Sejmu) projekt ustawy o zakazie produkcji i używania LEPU NA MUCHY!
MUCHOBÓJCY STRZEŻCIE SIĘ!
Teraz wasze MUCHOBÓJSTWO nie ujdzie na sucho.
„Los pozbawianych w okrutny sposób życia małych, bezbronnych istot należy, jak powiedział z trybuny sejmowej Pan Marszałek, do największych tragedii współczesnego świata i będę domagał się ustanowienia dnia 4. lutego (dzień urodzin Pana Marszałka) międzynarodowwym dniem MUCHOBÓJSTWA ŚWIATOWEGO.
Brawom nie było końca. Nawet z miejsc zajmowanych przez plankton PO dało się słyszeć gromkie „bis!”. Szczególnie głośno brawo biła posłana Joanna Mucha.
Jak widać z powyższego, Panu Stefanowi Niesiołowskiemu nie jest obce pojęcie sprawiedliwości dziejowej i rachunku krzywd doznanych.
Brawo Panie Marszałku!
Jak donosi jedynie słuszna prasa reżimowa, organ KC PO „Dzwonek (Din-Donek) POstępu”, podczas posiedzenia sejmu, Pan Marszałek Niesiołowski pochylił się z trwogą i wyjątkowym wewnętrznym cierpieniem wypisanym na jasnej twarzy, nad losem setek milionów ofiar masowych mordów.
Wszak zbrodniczy proceder trwa od dziesiątków lat i jest powszechnie akceptowany!
Co dzień w okrutny sposób kończą swój żywot miliony istnień. Los ich jednak nie jest obojętny tak wielkiemu człowiekowi jak Stefan Niesiołowoski. Nie jest obojętny, gdyż Pan Marszałek niejako z wykształcenia, zamiłowania oraz naukowego statusu pozostaje w zależnych stosunkach z przedstawicielami eksterminowanych.
Nadchodzą jednak jasne dni dla ciemiężonych i mordowanych!
Pan Wicemarszałek Sejmu osobiście złożył do laski marszałkowskiej (a laska podała to Marszałkowi Sejmu) projekt ustawy o zakazie produkcji i używania LEPU NA MUCHY!
MUCHOBÓJCY STRZEŻCIE SIĘ!
Teraz wasze MUCHOBÓJSTWO nie ujdzie na sucho.
„Los pozbawianych w okrutny sposób życia małych, bezbronnych istot należy, jak powiedział z trybuny sejmowej Pan Marszałek, do największych tragedii współczesnego świata i będę domagał się ustanowienia dnia 4. lutego (dzień urodzin Pana Marszałka) międzynarodowwym dniem MUCHOBÓJSTWA ŚWIATOWEGO.
Wszak chodzi tu o miliony, a nie o jakieś tam 20 tysięcy... zakończył swoje wystąpienie.
Brawom nie było końca. Nawet z miejsc zajmowanych przez plankton PO dało się słyszeć gromkie „bis!”. Szczególnie głośno brawo biła posłana Joanna Mucha.
Jak widać z powyższego, Panu Stefanowi Niesiołowskiemu nie jest obce pojęcie sprawiedliwości dziejowej i rachunku krzywd doznanych.
Brawo Panie Marszałku!
piątek, 11 września 2009
Kim jeszcze zostanie? Prawda o Stefanie.
Mолодец! – zakrzyknął z lubością Premier Władimir Putin, a uśmiechnięty prezydent Miediwiediew kiwając z uznaniem głową dodał: хитрый таракан....
Taka zapewne była dziś reakcja władz rosyjskich na odważną wypowiedź polskiego wicemarszałka sejmu Niesiołowskiego.
Ów dżentelmen raczył autorytatywnie ogłosić, że: „Stwierdzenie, że mord w Katyniu to ludobójstwo jest nieprawdą”.
Wypowiedzą swoją Niesiołowski wprowadził w skrajnie różne nastroje reprezentantów naszego społeczeństwa, a stan nielichego „wkurzenia” samo społeczeństwo.
Nasi posłowie skupieni w klubach parlamentarnych swoich politycznych ugrupowań popadli w nastroje krańcowo różne.
Począwszy od właściwego dla patriotycznej części posłów oburzenia, poprzez obojętność peeselowskich „arbuzów” (na zewnątrz zieloni, w środku czerwoni) oraz peowskich geszefciarzy i niepokoju eseldowskich towarzyszy.
I właśnie to SLD pozostaje w stanie konsternacji do chwili obecnej, bo Niesiołowski wlazł buciorami na czerwone dywany postkomunistów.
Wchodzenie po „paluszku do pupci” sowieckim czy też posowieckim możnowładcom było do tej pory domeną polskiej lewicy, a tu taki numer... Nowa jakość, nowy idol idola Paltformy.
Lud już reagował znacznie goręcej. Fora internetowe grzały się niemiłosiernie, ludzie w „realu” również. Obywatele pokolenia średniego i młodego pukali się znacząco w głowę, starsi chętnie puknęli by w głowę samego Niesiołowskiego.
Właściwie przyzwoity człowiek jest bezradny wobec słów tzw. marszałka sejmu. W słowniku cywilizowanych ludzi nie ma na tyle obraźliwych określeń, którymi można by nazwać Nieiołowskiego, a wyzywanie od trzody chlewnej czy innych obiektów parazytologicznych nie ma najmniejszego sensu.
Dodają tylko radości wicemarszałkowi, a przynoszą wstyd porównywanym z nim obiektom.
Jak głupie gadanie Niesiołowskiego ma się do polskiej racji stanu, działań prokuratury oraz wieloletnich zabiegów „Rodzin Katyńskich” o uznanie sowieckiego ludobójstwa, każdy może sobie sam odpowiedzieć.
Jestem przekonany, że niebawem dojdzie do tego, że ów wicemarszałek sejmu, bez ochrony „goryli” jedynie będzie mógł udać się na obiad do szwagra, ciotki oraz zaprzyjaźnionego sąsiada oraz wyjść w ciemnych okularach po marchew do zieleniaka, gdzie przyjaciel rodziny wprowadzi go tylnimi drzwiami. Każde inne miejsce, a szczególnie już publiczne może stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia osobnika. Wtedy tylko w ambasadory. Najlepiej do Moskwy.
Problem Niesiołowskiego tkwi głęboko w jego psychice. Najwyraźniej obcowanie z muchami i motylkami doprowadziły do bezwiednego uwstecznienia własnego poziomu intelektualnego i jak w dowcipie o milicjancie i rybce w akwarium p. Stefan przejął pierwotne zachowania od osobników będących na nieco wyższym od niego poziomie ewolucji.
Przykre, ale prawdziwe.
Dziś „Untermarschall” postępuje według sprawdzonej metody namolnego owada.
Działać wbrew, gryźć, kąsać, uprzykrzać oraz obsrywać (to właśnie ma z muchy) całkowicie bezinteresownie i przekornie.
Jednym słowem, co zaproponuje PiS – należy zwalczać, co powie Kaczyński – należy zakrzyczeć i twierdzić na odwrót.
Może to w dalszym ciągu doprowadzić do ciekawej a nawet śmiesznej sytuacji.
Już popuszczam wodzę wyobraźni i widzę np. taką oto scenę w sejmie:
Kaczyński: ... i mimo wszystko uważam, że poseł Niesiołowski, to człowiek mądry i porządny (to tak dla jaj ;))
Niesiołowski: Kłamstwa i łgarstwo! Niegodziwość Kaczyńskich nie ma granic.
Ja wcale nie jestem mądry, to podłe insynuacje!
Nigdy nie byłem mądry, ani nikt z mojej rodziny nigdy nie był mądry – Kaczyński łże i pomawia mnie...moralne karły!
Jakiś poseł z sali: .. a porządny ?
Niesiołowski: Bzdury pleciecie! Nigdy nie byłem porządny. Szczęście, że na tej sali jest wielu rozsądnych ludzi, którzy wiedzą, ze nie jestem wcale porządny i że to tylko pomówienia. Podłość tak mnie nazywać... haniebna podłość!
Tak właściwie nie chciałem pisać o samym Niesiołowskim i jego „wyplotach” lecz o bardziej ogólnym problemie, tyczącym jedynie słusznej partii rządzącej.
Coraz bardziej przekonuję się, że PO stosuje znaną z PRL metodę „towarów zastępczych”.
Pamiętacie?
Gdy nie było pomarańczy, opowiadano, że któryś gatunek jabłek ma zapach podobny do cytrusa. Gdy nie było cytryn, mówiono, że trzeba rozpuścić kwasek cytrynowy i dodać zapach spożywczy (olejek cytrynowy). Znikła czekolada, na rynek weszły wyroby czekoladopodobne lub jak wtedy pisano „wyroby z masy tłustej”. Itp. itd...
W platformie podobnie. Gdy brakuje polityków o wyraźnym światopoglądzie i godnych charakterach, serwuje się społeczeństwu „towar zastępczy” - Stefcia Niesiołowskiego, Czumę, Borusewicza ...
Gdy brakuje bohatera i niezłomnego bojownika z okresu okupacji – wystawiają dekownika i cudownie ocalonego z obozu koncentracyjnego przez hitlerowców (ze względu na stan zdrowia) - „wyrób z masy chudej”: Bartoszewskiego.
Gdy jest deficyt w partii na chrześcijan (bo PO to ponoć partia chadecka) wypuszcza się w bój Palikota z jego pedalsko-lewackimi mądrościami.... itd...itp... „w koło Macieju”
Nie odmawiam nikomu prawa do posiadania własnych poglądów, nawet gdy są one diametralnie inne od moich.
Lecz by mieć poglądy, należy mieć czym przeprowadzać analizę i rzecz jasna czym dokonywać przemyśleń.
W przypadku Stefana Niesiołowskiego mówienie o posiadaniu „organu analitycznego” a także o poglądach, to spore nadużycie.
Czy człowiek, który w swojej politycznej karierze był już zwolennikiem lustracji, za chwilę jej przeciwnikiem, antykomunistą póżniej prokomunistą, antysowietem następnie prosowietem, chrześcijańskim narodowcem a w następnym wcieleniu kosmopolitycznym liberałem może mieć poglądy polityczne?
Raczej to konformizm i zwykła interesowność z wyrachowaniem.
Obawiam się, że niegdysiejszy „bohater”, który chciał wysadzać muzeum Lenina w Poroninie, dziś raczej położył by kwiaty zamiast bomby w ośrodku kultu wodza rewolucji.
Za to podobno lepiej płacą.
----------------------------------------------------------------
QUIZ – KONKURS
Nawiązując do niezwykle barwnej historii wicemarszałka Sejmu Niesiołowskiego, polecam specyficzny quiz. Biorąc pod uwagę notoryczną niestałość poglądów politycznych oraz zadziwiającą lekkość zmiany kursu ideologicznego, światopoglądowego wicemarszałka sejmu ogłaszam konkurs:
KIM JESZCZE ZOSTANIE? PRAWDA O STEFANIE.
Aby wziąć udział w konkursie należy przy wybranej wersji odpowiedzi ( w białej kratce) postawić krzyżyk i czekać do skutku na transformację intelektualno-ideologiczną Stefana Niesiołowskiego.
Właściwie wszystkie możliwości są prawdopodobne.
Wcześniej czy później....
Taka zapewne była dziś reakcja władz rosyjskich na odważną wypowiedź polskiego wicemarszałka sejmu Niesiołowskiego.
Ów dżentelmen raczył autorytatywnie ogłosić, że: „Stwierdzenie, że mord w Katyniu to ludobójstwo jest nieprawdą”.
Wypowiedzą swoją Niesiołowski wprowadził w skrajnie różne nastroje reprezentantów naszego społeczeństwa, a stan nielichego „wkurzenia” samo społeczeństwo.
Nasi posłowie skupieni w klubach parlamentarnych swoich politycznych ugrupowań popadli w nastroje krańcowo różne.
Począwszy od właściwego dla patriotycznej części posłów oburzenia, poprzez obojętność peeselowskich „arbuzów” (na zewnątrz zieloni, w środku czerwoni) oraz peowskich geszefciarzy i niepokoju eseldowskich towarzyszy.
I właśnie to SLD pozostaje w stanie konsternacji do chwili obecnej, bo Niesiołowski wlazł buciorami na czerwone dywany postkomunistów.
Wchodzenie po „paluszku do pupci” sowieckim czy też posowieckim możnowładcom było do tej pory domeną polskiej lewicy, a tu taki numer... Nowa jakość, nowy idol idola Paltformy.
Lud już reagował znacznie goręcej. Fora internetowe grzały się niemiłosiernie, ludzie w „realu” również. Obywatele pokolenia średniego i młodego pukali się znacząco w głowę, starsi chętnie puknęli by w głowę samego Niesiołowskiego.
Właściwie przyzwoity człowiek jest bezradny wobec słów tzw. marszałka sejmu. W słowniku cywilizowanych ludzi nie ma na tyle obraźliwych określeń, którymi można by nazwać Nieiołowskiego, a wyzywanie od trzody chlewnej czy innych obiektów parazytologicznych nie ma najmniejszego sensu.
Dodają tylko radości wicemarszałkowi, a przynoszą wstyd porównywanym z nim obiektom.
Jak głupie gadanie Niesiołowskiego ma się do polskiej racji stanu, działań prokuratury oraz wieloletnich zabiegów „Rodzin Katyńskich” o uznanie sowieckiego ludobójstwa, każdy może sobie sam odpowiedzieć.
Jestem przekonany, że niebawem dojdzie do tego, że ów wicemarszałek sejmu, bez ochrony „goryli” jedynie będzie mógł udać się na obiad do szwagra, ciotki oraz zaprzyjaźnionego sąsiada oraz wyjść w ciemnych okularach po marchew do zieleniaka, gdzie przyjaciel rodziny wprowadzi go tylnimi drzwiami. Każde inne miejsce, a szczególnie już publiczne może stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia osobnika. Wtedy tylko w ambasadory. Najlepiej do Moskwy.
Problem Niesiołowskiego tkwi głęboko w jego psychice. Najwyraźniej obcowanie z muchami i motylkami doprowadziły do bezwiednego uwstecznienia własnego poziomu intelektualnego i jak w dowcipie o milicjancie i rybce w akwarium p. Stefan przejął pierwotne zachowania od osobników będących na nieco wyższym od niego poziomie ewolucji.
Przykre, ale prawdziwe.
Dziś „Untermarschall” postępuje według sprawdzonej metody namolnego owada.
Działać wbrew, gryźć, kąsać, uprzykrzać oraz obsrywać (to właśnie ma z muchy) całkowicie bezinteresownie i przekornie.
Jednym słowem, co zaproponuje PiS – należy zwalczać, co powie Kaczyński – należy zakrzyczeć i twierdzić na odwrót.
Może to w dalszym ciągu doprowadzić do ciekawej a nawet śmiesznej sytuacji.
Już popuszczam wodzę wyobraźni i widzę np. taką oto scenę w sejmie:
Kaczyński: ... i mimo wszystko uważam, że poseł Niesiołowski, to człowiek mądry i porządny (to tak dla jaj ;))
Niesiołowski: Kłamstwa i łgarstwo! Niegodziwość Kaczyńskich nie ma granic.
Ja wcale nie jestem mądry, to podłe insynuacje!
Nigdy nie byłem mądry, ani nikt z mojej rodziny nigdy nie był mądry – Kaczyński łże i pomawia mnie...moralne karły!
Jakiś poseł z sali: .. a porządny ?
Niesiołowski: Bzdury pleciecie! Nigdy nie byłem porządny. Szczęście, że na tej sali jest wielu rozsądnych ludzi, którzy wiedzą, ze nie jestem wcale porządny i że to tylko pomówienia. Podłość tak mnie nazywać... haniebna podłość!
Tak właściwie nie chciałem pisać o samym Niesiołowskim i jego „wyplotach” lecz o bardziej ogólnym problemie, tyczącym jedynie słusznej partii rządzącej.
Coraz bardziej przekonuję się, że PO stosuje znaną z PRL metodę „towarów zastępczych”.
Pamiętacie?
Gdy nie było pomarańczy, opowiadano, że któryś gatunek jabłek ma zapach podobny do cytrusa. Gdy nie było cytryn, mówiono, że trzeba rozpuścić kwasek cytrynowy i dodać zapach spożywczy (olejek cytrynowy). Znikła czekolada, na rynek weszły wyroby czekoladopodobne lub jak wtedy pisano „wyroby z masy tłustej”. Itp. itd...
W platformie podobnie. Gdy brakuje polityków o wyraźnym światopoglądzie i godnych charakterach, serwuje się społeczeństwu „towar zastępczy” - Stefcia Niesiołowskiego, Czumę, Borusewicza ...
Gdy brakuje bohatera i niezłomnego bojownika z okresu okupacji – wystawiają dekownika i cudownie ocalonego z obozu koncentracyjnego przez hitlerowców (ze względu na stan zdrowia) - „wyrób z masy chudej”: Bartoszewskiego.
Gdy jest deficyt w partii na chrześcijan (bo PO to ponoć partia chadecka) wypuszcza się w bój Palikota z jego pedalsko-lewackimi mądrościami.... itd...itp... „w koło Macieju”
Nie odmawiam nikomu prawa do posiadania własnych poglądów, nawet gdy są one diametralnie inne od moich.
Lecz by mieć poglądy, należy mieć czym przeprowadzać analizę i rzecz jasna czym dokonywać przemyśleń.
W przypadku Stefana Niesiołowskiego mówienie o posiadaniu „organu analitycznego” a także o poglądach, to spore nadużycie.
Czy człowiek, który w swojej politycznej karierze był już zwolennikiem lustracji, za chwilę jej przeciwnikiem, antykomunistą póżniej prokomunistą, antysowietem następnie prosowietem, chrześcijańskim narodowcem a w następnym wcieleniu kosmopolitycznym liberałem może mieć poglądy polityczne?
Raczej to konformizm i zwykła interesowność z wyrachowaniem.
Obawiam się, że niegdysiejszy „bohater”, który chciał wysadzać muzeum Lenina w Poroninie, dziś raczej położył by kwiaty zamiast bomby w ośrodku kultu wodza rewolucji.
Za to podobno lepiej płacą.
----------------------------------------------------------------
QUIZ – KONKURS
Nawiązując do niezwykle barwnej historii wicemarszałka Sejmu Niesiołowskiego, polecam specyficzny quiz. Biorąc pod uwagę notoryczną niestałość poglądów politycznych oraz zadziwiającą lekkość zmiany kursu ideologicznego, światopoglądowego wicemarszałka sejmu ogłaszam konkurs:
KIM JESZCZE ZOSTANIE? PRAWDA O STEFANIE.
Aby wziąć udział w konkursie należy przy wybranej wersji odpowiedzi ( w białej kratce) postawić krzyżyk i czekać do skutku na transformację intelektualno-ideologiczną Stefana Niesiołowskiego.
Właściwie wszystkie możliwości są prawdopodobne.
Wcześniej czy później....
środa, 9 września 2009
Prosty wierszyk w ramach ogólnoblogerskiej integracji.
Zachęcony ogólną integracją wszystkich z wszystkimi, nieopatrznie wczoraj próbowałem odnaleźć blog „mojej ulubionej blogerki” która jak mi się wydawało „robi u konkurencji”.
Oczywiście, chciałem się zintegrować.
Oczywiście, chciałem się zintegrować.
Tam gdzie szukałem nie znalazłem, bo „moja ulubiona blogerka” przeniosła się już na łono wielkiego portalu internetowego i tam „robi” za gwiazdę.
Podążyłem tym tropem, odnalazłem „moją ulubioną blogerkę”, zachwyciłem się najnowszymi wpisami oraz uniosłem pod niebiosa wraz z urzekającą poezją „mojej ulubionej blogerki”!
Tak, owa wspaniała osoba natchniona jak mniemam duchem wielkiej swojej „ziomalki” Szymborskiej poczęła komponować poematy na wzór i podobieństwo czcigodnej noblistki.
Tak, owa wspaniała osoba natchniona jak mniemam duchem wielkiej swojej „ziomalki” Szymborskiej poczęła komponować poematy na wzór i podobieństwo czcigodnej noblistki.
Ach cóż za rozkosz i miód na serce...
Nieskromnie, pod wpływem lektury wpisów „mojej ulubionej blogerki” i poruszanych przez nią problemów, wierszoskleciłem taki oto wierszyk ilustrowany.
W hołdzie i pod wrażeniem...
Nieskromnie, pod wpływem lektury wpisów „mojej ulubionej blogerki” i poruszanych przez nią problemów, wierszoskleciłem taki oto wierszyk ilustrowany.
W hołdzie i pod wrażeniem...
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
--------------------------------------------
(jeszcze raz jako tekst)
PALIRENIA
Gdy na ratuszowej wieży
Zegar północ już odmierzy
Słychać jęki, widać zmory
Ze snu budzą się upiory
Nie ma mężnych na podwórkach
Gdy na rękach „gęsia skórka”
Nie ma mężnych na ulicach
Gdy nadchodzi strach-dziewica
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
A w czeluściach okna wieży
Czas do transformacji mierzy
Pewna straszna dama w bieli,
Która pędem spod pościeli
Bieży wprost ku okna ramie
Ukazując się w pidżamie
Bo gdy idzie północ, Renia
W Palikota się zamienia
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
Wzrok się iskrzy Reni sprośnie
I indycze gardło rośnie
Lśni na czole ciemna grzywa
Sprośny wzrok ciemność przeszywa
Nawet szczury maja stracha
Bo penisem sztucznym macha
grozi pistoletem, wyje
Świński ryj wkłada na szyje
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
Jakby mało było Reni
Ręką sięga do kieszeni
Bo w przepastnej jej otchłani
Trzyma flaszkę, aby na niej
Hejnał trąbić o północy
(„małpka”, cztery dychy mocy)
Gdy wytrąbi już, to Renia
Znów w dziewicę się zamienia
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
A już kwadrans po dwunastej
Znowu spokój jest nad miastem
Tylko jeszcze biała dama
Na poddaszu swoim sama
Klęcząc już na łoża bieli
Modły czyni na pościeli
Umęczona po robocie
„Dzięki Święty Palikocie”
Słysząc wszystko, nietoperze
Gdy na ratuszowej wieży
Zegar północ już odmierzy
Słychać jęki, widać zmory
Ze snu budzą się upiory
Nie ma mężnych na podwórkach
Gdy na rękach „gęsia skórka”
Nie ma mężnych na ulicach
Gdy nadchodzi strach-dziewica
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
A w czeluściach okna wieży
Czas do transformacji mierzy
Pewna straszna dama w bieli,
Która pędem spod pościeli
Bieży wprost ku okna ramie
Ukazując się w pidżamie
Bo gdy idzie północ, Renia
W Palikota się zamienia
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
Wzrok się iskrzy Reni sprośnie
I indycze gardło rośnie
Lśni na czole ciemna grzywa
Sprośny wzrok ciemność przeszywa
Nawet szczury maja stracha
Bo penisem sztucznym macha
grozi pistoletem, wyje
Świński ryj wkłada na szyje
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
Jakby mało było Reni
Ręką sięga do kieszeni
Bo w przepastnej jej otchłani
Trzyma flaszkę, aby na niej
Hejnał trąbić o północy
(„małpka”, cztery dychy mocy)
Gdy wytrąbi już, to Renia
Znów w dziewicę się zamienia
Wtedy nawet nietoperze
Omijają słynną wieże
A już kwadrans po dwunastej
Znowu spokój jest nad miastem
Tylko jeszcze biała dama
Na poddaszu swoim sama
Klęcząc już na łoża bieli
Modły czyni na pościeli
Umęczona po robocie
„Dzięki Święty Palikocie”
Słysząc wszystko, nietoperze
W jednej chwili, czmych na wieże
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











