wtorek, 5 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Molestowanie seksualne nieletnich przez homoseksualistów - w liczbach
Jedno
zboczenie pociąga za sobą drugie zboczenie. Osobnicy z zachwianą psychiką
nie odróżniają dobra od zła, przyzwoitości od bydlactwa a już z pewnością
nie są w stanie zapanować nad zwierzęcymi instynktami, które biorą górę nad
cywilizowanym zachowaniem.
(...) Badanie Kinseya przeprowadzone w
1948 roku wykazało, że 37% homoseksualistów i 2% lesbijek przyznało się do stosunków seksualnych z osobami poniżej 17 roku życia, oraz 28% homoseksualistów i 1% lesbijek przyznało, że miało kontakty seksualne z osobami poniżej 16. roku życia, podczas gdy sami mieli wtedy 18 lat lub więcej.
W 1970 roku Instytut Kinseya przeprowadził ankietę wśród 565 białych homoseksualistów przebywających w San Francisco: 25% z nich przyznało, że miało stosunki seksualne z chłopcami mającymi 16 lat lub mniej, podczas gdy oni sami mieli przynajmniej 21 lat.
W Raporcie Gejów 23% homoseksualistów i 6% lesbijek przyznało się do kontaktów seksualnych z młodzieżą poniżej 16. roku życia. We Francji 129 skazanych homoseksualistów (średnia wieku 34 lata) powiedziało, że mieli kontakty seksualne w sumie z 11 007 chłopcami (średnio 85 chłopców na jednego mężczyznę).
W literaturze naukowej pojawiają się wzmianki o nieproporcjonalnie częstym molestowaniu dzieci przez nauczycieli homoseksualnych w stosunku do molestowania heteroseksualnego.
Pierwsze amerykańskie badanie Kinseya wykazało, że 4% białych homoseksualistów bez kryminalnej przeszłości i 7% białych lesbijek bez kryminalnej przeszłości przyznało, że ich pierwsze doświadczenie seksualne było z "nauczycielem lub innym opiekunem".
Żadna z ankietowanych osób heteroseksualnych nie odpowiedziała, że ich pierwszym partnerem seksualnym był nauczyciel. W Anglii, jak zarejestrował Schofield, przynajmniej 2 z badanych przez niego 150 homoseksualistów miało nauczyciela jako partnera w pierwszym doświadczeniu homoseksualnym. Jeden na 50 mężczyzn w grupie porównawczej również został uwiedziony przez
homoseksualnego nauczyciela, podczas gdy żaden z ankietowanych mężczyzn nie miał takich doświadczeń z nauczycielem heteroseksualnym. Badanie 1400 dyrektorów szkół przeprowadzone w 1978 roku przez McCalla i opublikowane, wykazało, że 35% z nich przyznało, że były
zażalenia na kontakty homoseksualne pomiędzy nauczycielami i uczniami. 2% dyrektorów "wiedziało o sytuacjach, w których nauczyciele mówili uczniom o tym, że są homoseksualistami".
Na 400 kolejnych przypadków molestowania w Australii, 7 chłopców i 4 dziewczynki były molestowane przez nauczycieli płci męskiej. Wynika z tego, że 64% przypadków to molestowanie na tle homoseksualnym.
W 1987 roku dr Stephen Rubin, asystent na wydziale psychologii w Whitman College przeprowadził badanie w 10 stanach i znalazł 199 przypadków molestowania seksualnego z udziałem nauczycieli. 122 nauczycieli płci męskiej molestowało uczennice i 14 nauczycielek molestowało uczniów.
Jednakże w 59 przypadkach nauczyciele płci męskiej molestowali uczniów i w 4 przypadkach nauczycielki molestowały uczennice (ogólnie 32% przypadków było na tle homoseksualnym).
W 1970 roku Instytut Kinseya przeprowadził ankietę wśród 565 białych homoseksualistów przebywających w San Francisco: 25% z nich przyznało, że miało stosunki seksualne z chłopcami mającymi 16 lat lub mniej, podczas gdy oni sami mieli przynajmniej 21 lat.
W Raporcie Gejów 23% homoseksualistów i 6% lesbijek przyznało się do kontaktów seksualnych z młodzieżą poniżej 16. roku życia. We Francji 129 skazanych homoseksualistów (średnia wieku 34 lata) powiedziało, że mieli kontakty seksualne w sumie z 11 007 chłopcami (średnio 85 chłopców na jednego mężczyznę).
W literaturze naukowej pojawiają się wzmianki o nieproporcjonalnie częstym molestowaniu dzieci przez nauczycieli homoseksualnych w stosunku do molestowania heteroseksualnego.
Pierwsze amerykańskie badanie Kinseya wykazało, że 4% białych homoseksualistów bez kryminalnej przeszłości i 7% białych lesbijek bez kryminalnej przeszłości przyznało, że ich pierwsze doświadczenie seksualne było z "nauczycielem lub innym opiekunem".
Żadna z ankietowanych osób heteroseksualnych nie odpowiedziała, że ich pierwszym partnerem seksualnym był nauczyciel. W Anglii, jak zarejestrował Schofield, przynajmniej 2 z badanych przez niego 150 homoseksualistów miało nauczyciela jako partnera w pierwszym doświadczeniu homoseksualnym. Jeden na 50 mężczyzn w grupie porównawczej również został uwiedziony przez
homoseksualnego nauczyciela, podczas gdy żaden z ankietowanych mężczyzn nie miał takich doświadczeń z nauczycielem heteroseksualnym. Badanie 1400 dyrektorów szkół przeprowadzone w 1978 roku przez McCalla i opublikowane, wykazało, że 35% z nich przyznało, że były
zażalenia na kontakty homoseksualne pomiędzy nauczycielami i uczniami. 2% dyrektorów "wiedziało o sytuacjach, w których nauczyciele mówili uczniom o tym, że są homoseksualistami".
Na 400 kolejnych przypadków molestowania w Australii, 7 chłopców i 4 dziewczynki były molestowane przez nauczycieli płci męskiej. Wynika z tego, że 64% przypadków to molestowanie na tle homoseksualnym.
W 1987 roku dr Stephen Rubin, asystent na wydziale psychologii w Whitman College przeprowadził badanie w 10 stanach i znalazł 199 przypadków molestowania seksualnego z udziałem nauczycieli. 122 nauczycieli płci męskiej molestowało uczennice i 14 nauczycielek molestowało uczniów.
Jednakże w 59 przypadkach nauczyciele płci męskiej molestowali uczniów i w 4 przypadkach nauczycielki molestowały uczennice (ogólnie 32% przypadków było na tle homoseksualnym).
Molestowanie seksualne dzieci nie może
być traktowane z pobłażaniem. Władze pewnego badanego ośrodka, w którym przebywa około 1500 młodocianych
uciekinierów z domów, szacują, że ponad połowa chłopców była molestowana w
sposób homoseksualny.
W badaniu przeprowadzonym w 1983 roku poproszono 4340 dorosłych, aby wyjawili jakiekolwiek działania o podłożu seksualnym i jakikolwiek fizyczny kontakt seksualny inicjowany przez nauczycieli szkół podstawowych i średnich (4% ankietowanych nauczycieli przyznało, że jest biseksualna lub
homoseksualna).
29% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół podstawowych i 16% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół średnich było homoseksualnych. Ponadto 1 na 4 (25%) ankiety wykazała, że stosunek seksualny z nauczycielem szkoły podstawowej był homoseksualny. W szkole średniej 8 (22%) na 37 kontaktów pomiędzy nauczycielem a uczniem było homoseksualnych.
18% ankietowanych przyznało, że miało nauczyciela homoseksualistę (8% w wieku powyżej 55 lat i 25% poniżej 26 lat). 6% osób, które miały nauczyciela homoseksualistę powiedziało, że nauczyciel miał wpływ na to, że spróbowali stosunków homoseksualnych; 13% mężczyzn oraz 4% kobiet stwierdziło, że nauczyciel tej samej płci podejmował wobec nich czyny seksualne.
W badaniu przeprowadzonym w 1983 roku poproszono 4340 dorosłych, aby wyjawili jakiekolwiek działania o podłożu seksualnym i jakikolwiek fizyczny kontakt seksualny inicjowany przez nauczycieli szkół podstawowych i średnich (4% ankietowanych nauczycieli przyznało, że jest biseksualna lub
homoseksualna).
29% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół podstawowych i 16% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół średnich było homoseksualnych. Ponadto 1 na 4 (25%) ankiety wykazała, że stosunek seksualny z nauczycielem szkoły podstawowej był homoseksualny. W szkole średniej 8 (22%) na 37 kontaktów pomiędzy nauczycielem a uczniem było homoseksualnych.
18% ankietowanych przyznało, że miało nauczyciela homoseksualistę (8% w wieku powyżej 55 lat i 25% poniżej 26 lat). 6% osób, które miały nauczyciela homoseksualistę powiedziało, że nauczyciel miał wpływ na to, że spróbowali stosunków homoseksualnych; 13% mężczyzn oraz 4% kobiet stwierdziło, że nauczyciel tej samej płci podejmował wobec nich czyny seksualne.
Nie każdy homoseksualista molestuje
dzieci.
Ale tak duża liczba homoseksualistów dopuszcza się molestowania nieletnich, że ryzyko molestowania dziecka na tle homoseksualnym jest od 10 do 20 razy większe niż na tle heteroseksualnym.
Ruch homoseksualistów otwarcie domaga się legalizacji seksu homoseksualnego między dziećmi a dorosłymi. W 1987 roku "Magazyn Homoseksualizmu", edukacyjny organ ruchu na rzecz praw
homoseksualistów, opublikował artykuł pod tytułem: "Pedofilia a ruch homoseksualistów".
Autor Theo Sandfort, wyszczególnia wysiłki homoseksualistów, by położyć kres "dyskryminacji pedofilii".
W 1980 roku największa holenderska organizacja homoseksualistów (COC) "przyjęła stanowisko postulujące, że liberalizacja pedofilii musi być rozpatrywana jako cel homoseksualistów . [oraz że] wiek przyzwolenia powinien być zniesiony. Poprzez uświadomienie pokrewieństwa między homoseksualizmem a pedofilią, COC przyczyniła się do tego, że dorośli jej członkowie są teraz bardziej wrażliwi na erotyczne pragnienia młodych przedstawicieli własnej płci, a przez to do rozszerzenia tożsamości homoseksualnej".
W 1990 roku COC osiągnęła znaczące zwycięstwo: obniżenie wieku przyzwolenia na homoseksualny seks w Holandii do 12 lat (chyba, że rodzice mają coś przeciwko temu, to wtedy wymagane jest 15 lat). W USA i w Kanadzie członkowie Północnoamerykańskiego Związku Miłości Między
Mężczyznami a Chłopcami maszerują dumnie w wielu homoseksualnych paradach i za cel mają zniesienie barier między seksem pomiędzy mężczyznami a chłopcami.
Proszę zwrócić uwagę na wyrażenia "dyskryminacja pedofilii" i "liberalizacja pedofilii".
Jest rzeczą jasną, że osoby, które postulują legalizację stosunków seksualnych między dorosłymi a dziećmi przekonują, iż jest to "prawo obywatelskie" i należy się im taka sama ochrona prawna jak innym mniejszościom.
Duża część Amerykanów traktuje ten argument jako zwykły pretekst do tego, by dać "przestępcom seksualnym" wolną drogę do wykorzystywania dzieci.
Ruch na rzecz praw homoseksualistów postuluje legalizację stosunków seksualnych z nieletnimi, podczas gdy czy to w zgłoszonych przez społeczeństwo przypadkach molestowania, wyrokach na pedofili, czy w stosunkach seksualnych między nauczycielami a uczniami istnieje silne, nieproporcjonalne powiązanie między molestowaniem seksualnym dzieci a homoseksualizmem.
Ale tak duża liczba homoseksualistów dopuszcza się molestowania nieletnich, że ryzyko molestowania dziecka na tle homoseksualnym jest od 10 do 20 razy większe niż na tle heteroseksualnym.
Ruch homoseksualistów otwarcie domaga się legalizacji seksu homoseksualnego między dziećmi a dorosłymi. W 1987 roku "Magazyn Homoseksualizmu", edukacyjny organ ruchu na rzecz praw
homoseksualistów, opublikował artykuł pod tytułem: "Pedofilia a ruch homoseksualistów".
Autor Theo Sandfort, wyszczególnia wysiłki homoseksualistów, by położyć kres "dyskryminacji pedofilii".
W 1980 roku największa holenderska organizacja homoseksualistów (COC) "przyjęła stanowisko postulujące, że liberalizacja pedofilii musi być rozpatrywana jako cel homoseksualistów . [oraz że] wiek przyzwolenia powinien być zniesiony. Poprzez uświadomienie pokrewieństwa między homoseksualizmem a pedofilią, COC przyczyniła się do tego, że dorośli jej członkowie są teraz bardziej wrażliwi na erotyczne pragnienia młodych przedstawicieli własnej płci, a przez to do rozszerzenia tożsamości homoseksualnej".
W 1990 roku COC osiągnęła znaczące zwycięstwo: obniżenie wieku przyzwolenia na homoseksualny seks w Holandii do 12 lat (chyba, że rodzice mają coś przeciwko temu, to wtedy wymagane jest 15 lat). W USA i w Kanadzie członkowie Północnoamerykańskiego Związku Miłości Między
Mężczyznami a Chłopcami maszerują dumnie w wielu homoseksualnych paradach i za cel mają zniesienie barier między seksem pomiędzy mężczyznami a chłopcami.
Proszę zwrócić uwagę na wyrażenia "dyskryminacja pedofilii" i "liberalizacja pedofilii".
Jest rzeczą jasną, że osoby, które postulują legalizację stosunków seksualnych między dorosłymi a dziećmi przekonują, iż jest to "prawo obywatelskie" i należy się im taka sama ochrona prawna jak innym mniejszościom.
Duża część Amerykanów traktuje ten argument jako zwykły pretekst do tego, by dać "przestępcom seksualnym" wolną drogę do wykorzystywania dzieci.
Ruch na rzecz praw homoseksualistów postuluje legalizację stosunków seksualnych z nieletnimi, podczas gdy czy to w zgłoszonych przez społeczeństwo przypadkach molestowania, wyrokach na pedofili, czy w stosunkach seksualnych między nauczycielami a uczniami istnieje silne, nieproporcjonalne powiązanie między molestowaniem seksualnym dzieci a homoseksualizmem.
Źródlo: dr Paul Cameron:
"Molestowanie dzieci a homoseksualizm"
Po
zapoznaniu się w powyższym opracowaniem
pozostaje tylko jedno – zwiększyć uwagę skierowaną na otoczenie w którym
przebywają nasze dzieci i wnuki. Należy otoczyć ochroną modzież i odizolować
ich od nauczycieli-pederastów, pederastów-sąsiadów i przypadkowych „dobrych
wujków“ czerpiących przyjemność w głaskaniu dzieci po głowach i nie tylko. Jak
zauwazył dr Paul Cameron – nie każdy pederasta jest pedofilem, ale ma ku temu
tendencje, więc lepiej nie ryzykować. Reagujmy zatem, stosując nawet przemoc
fizyczną –zaniechanie może być w skutkach tragiczne i nieodwracalne.
Etykiety:
bandytyzm,
dzieci,
gej,
gwałciciele,
gwałty,
homoseksualista,
komunizm,
lewactwo,
pedał,
pederasta,
pedofilia,
ruch palikota,
związki partnerskie
czwartek, 28 lutego 2013
Wykorzystany w przeszłości?
Obsesje Tomasza Lisa
stają się coraz zabawniejsze i na dobrą sprawę nie przejmują już nikogo. Można
było przywyknąć do tematów przewodnich, takich jak Kaczyński, PiS czy księża –
złodzieje, pedofile, homoseksuaiści.... Chyba Lis o niczym więcej nie umie
myśleć. Pytanie tylko jakie są źródła lisowej fobii. Odtrącenie, seksualnie
doświadczenia z przeszłości, problemy alkoholiowe, zwykła indolencja
myślowa – a może coś jeszcze?
Aby spróbować wyjasnić tę sprawę, trzeba cofnąć sie do lat
młodzieńczych Tomasza Lisa, jego domu rodzinnego, klubu przyszkolnego oraz LO
im. Dembowskiego w Zielonej Górze.
Własnie w tym liceum, w klasie matematyczno-fizycznej
pogłębiał wiedzę późniejszy szef Newsweeka i zagorzały antyklerykał.
Tomuś uczył się „tak sobie“ i nie był powodem do dumy dla
ojca – emerytowanego oficera WP, który widział syna w roli co najmniej
marszałka Rokossowskiego.
Tomaszek był wesoły, ale niezbyt lubiany przez kolegów.
Posiadał, jak wspomina jego kolega z klasy – „długi jęzor“. Dziwnym trafem
wszytsko, co planowała paczka chłopaków, docerało zawsze do nauczycieli. Tomuś
wtedy robił się czerwony i zaklinał, że to nie on i że o niczym nie wie.
Trenował skok o tyczce i poświęcał dużo czasu sportom. Była
to ucieczka przed odtrąceniem środowiska, które potrafiło czynić sobie
niewybredne żarty z Lisa.
Tomaszek w sporcie czuł się potrzebny i ważny. Wyjeżdżał toteż
często na zawody i obozy kondycyjne. Właśnie na takim obozie miało miejsce
wydarzenie, o którym wspomina kolega (również trenujący tyczkę).
- To było chyba w 82 roku. Podczas wyjazdu na zgrupowanie, w czasie
ferii szkolnych, na jednym z treningów Tomek zszedł z płyty stadionu
trochę wcześniej. Jak mówił – rozbolał go bardzo kregosłup i nie był w stanie
dalej trenować. Poszedł zatem z grymasem bólu do szatni.
Zaniepokojony stanem jego zdrowia nasz trener „Maciej“ poprosił po
kwadransie byśmy sprawdzili co z Tomkiem.
Wraz z drugim kolegą poszlismy po kilu minutach do szatni
sprawdzić co się stało. Jakie było nasze zdziwienie, gdy przez uchylone okno na
parterze zobaczyliśmy Tomka stojącego
z opuszczonymi spodniami tyłem do będącego również bez spodni trenera
lokalnej drużyny lekkoatletycznej. Na ten widok zareagowalismy śmiechem.
Dobiegł on do Lisa, który nagle zrobił się czerwony i uciekł z sztani.
Zwialiśmy również, by nie spadł na nas gniew tego trenera...
Jak twierdzi mój rozmówca, Tomuś nigdy nie przyznal się do „dziwnej
sytuacji“, każdą rozmowę zbywał lakonicznym „tak nie było“ ale na wszelki
wypadek obu „odkrywcom“ płacił sowicie za trzymanie języka za zębami.
Chłopaki, jak to chłopaki milczeli, ale do czasu i kiedyś na
jakimś „prywacie“ wygadali się przypadkiem.
Sprawa po jakimś czasie dotarła do księdza proboszcza
z parafii p.w. Św. Jadwigi, który to w tamtym okresie celebrował Msze Za
Ojczyznę, na których to większość młodzieży zielonogórskiej bywało. Bywał też
(by nie odstwać od reszty) Tomasz Lis.
Ksiądz proboszcz znał większość chłopaków
z Dembowskiego, toteż zasugerował by namówili Tomka do przyjścia do spowiedzi.
Lis po dwóch tygodniach przyszedł. Zataił jednak swoje „przygody treningowe“ i
okłamał księdza, że całego tego przypadku był tylko świadkiem, a sprawa
dotyczny innego kolegi (podał jego nazwisko). Była to ostatnia wizyta Lisa w
kościele.
Co się wtedy stało można tylko domyślać się.
Jak uważa mój rozmówca:
- Musiało dojść do dużej scysji z księdzem, gdyż Tomek nigdy już
nie zawitał do Św. Jadwigi. Nie zawitał też do żadnego innego kościoła. Jego
stosunek do wiary i kościoła zmieniła się diamertalnie. Zawsze lewakował i
komuszył (po ojcu trepie) ale starał się zachować pozory. Inaczej nie miałby
życia w klasie.
Opowiadał mi Bogdan ...., że kiedyś przy wódce, gdzieś około 1993 roku,
Tomek przyznał mu się, że ksiądz wyrzucił go z parafii za kłamstwo w
konfesjonale i bezczelne pomawinie o bezeceństwa kolegi. Tomek ponoć zwyzywał księdza wulgarnymi słowy
i przysiągł zemścić się.
Tomasz Lis dotrwał jakoś do matury i czym prędzej po jej
zdaniu wjechał do stolicy. Stosunków koleżeńskich z klasą nie utrzymywał,
lecz sporadycznie w czasie wizyt w Zielonej Górze zapraszał spotkanych kolegów na wódkę.
Zdarzało się, że w upojeniu alkoholowym wypłakiwał się i przyznawał do bliskich
kontaktów między-męskich.
- Wstyd było wysłuchiwać tych zwierzeń. Tomek całkowicie się stoczył.
Raz opowiadał o niesprawiedliwości i kłamstwach na jego temat, a innym razem
przyznawał do winy.
Myślę, że w swoich kłamstwach sam się już pogubił.
Dziś jego preferencje, to już
nie jest nic szczególnego – poprawność polityczna mogła by nawet wykreować go
na „nowoczesnego homoseksualnego europejczyka“... ale poczekajmy, on pewnie już
niedługo się wygada i wykreuje się sam.
A jego antykościelne obsesje?
Lisek zawsze miał tendencje do przesady. Brak umiejętności analitycznego
myślenia i inteligencji nadrabiał zawziętością i upierdliwością... To mu
zostało do dziś.
Etykiety:
homoseksualizm,
komuna,
lewactwo,
LWP,
młodość,
Tomasz Lis,
trauma,
Zielona Góra
niedziela, 24 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
wtorek, 19 lutego 2013
Profesor Debilizmu Tim Parks czyli skur..syństwo stosowane
Wkurza mnie niezwykle politycznie poprawne traktowanie
faktów historycznych i robienie z ludzi idiotów.
Napiszę więcej, uważam ludzi którzy używają tego typu
matactw językowych za skończonych debili oraz sk..synów.
Dlaczego tak ostro?
Dlatego, że język poprawności politycznej oraz politycznie poprawne myślenie, to wstęp do
głupoty, totalitaryzmu oraz wtórnego kołchoźnictwa myślowego.
Chcesz wychować durnia lub debila i prymitywa – kształć go w
duchu poprawności politycznej.
Do grona profesorskiego na „Uniwersytecie Debilizmu
Poprawno-Politycznego“ dołączył niejaki Tim Parks, brytyjski pisarz.
Parks, syn anglikańskiego pastora, nawiedzony ateista, jest jedym ze stałych felietonistów
amerykańskiej edycji Newsweeka.
Jako osobnik wychowany w duchu boskiego kultu królowej
brytyjskiej, nienawidzący katolików, jak może tępi postaci zwiząne
z kościołem katolickim.
Znakomicie pomocny jest mu w tym dziele lewacki Newsweek.
Tytuł ten zarówno w Polsce jak i w USA jest siedliskiem
ateizmu i galopującego zwierzęcego lewactwa.
To łaczy ze sobą obie edycje, lecz trudno okreslić gdzie
większe bydlaki drukują.
To jeszcze czas pokaże czy Lis czy jego semicki przyjaciel
ze Stanów odbierze śmierdzący laur pierszeństwa.
Oby tylko dotrwali.
W USA Newsweek ukazuje się tylko w internecie, bo
„gazetówka“ ogłosiła klapę (tak ją docenili czytelnicy). Pozostajemy przy
nadziei, że i u nas tak się stanie.
Ale, do rzeczy...
Ów Profesor Debilizmu Tim Parks wypocił w ostatnim wydaniu
amerykańskiego Newsweeka stek bredni na temat pontyfikatu oraz samej osoby Jana
Pawła II.
W jednej z zawiłych tez, Parks pisze: Znaczenie
miał też fakt, że Wojtyła pochodził z Polski. (...) Polacy w przeszłości
cierpieli przez nazistów,
a w momencie wyboru papieża cierpieli ze strony ZSRR.
Nie wiadomo, gdzie uczyli Parksa historii II wojny światowej
(może w Berlinie?) i gdzie ewentualnie później leczyli go.
Musiał być to jednak intensywny kurs połączony
z jeszcze bardzej intensywnym europoprawnym ogłupianiem, co zapewne nie
było w przypadku Parks trudne.
„Debil Skur...syn“ (to taki tytuł naukowy) Tim Parks jawnie
łże w żywo oczy i pluje w twarz Polakom, ofiarom NIEMIECKICH
zbrodni, używając terminu „naziści“.
Kim według idioty Parksa są ci „naziści“?
To jacyś „obcy“, przybysze z Marsa?
„Debil Skur...syn“ Parks wie znakomicie o kogo chodzi i
przez kogo Polacy cierpieli.
Poprawność polityczna zakazuje „DS“ Parksowi powiedzieć
głośno o kogo chodzi.
Panie brytyjski idioto, Polacy cierpieli przez NIEMCÓW, bo NIEMCY napadli na
Polskę.
Obozy koncentracyjne były NIEMIECKIE.
W komorach śmierci, to NIEMCY zagazowywali
ludzi.
NIEMCY palili ludzi w
krematoriach.
To NIEMCY rozstrzeliwywali
bezbronne kobiety i dzieci.
Także NIEMCY podpalili prawie
cały świat.
NIEMCY palili miasta,
kradli dzieła sztuki i niszczyli polską kulturę, bo NIEMCY w
znakomitej większości wspierali Hitlera i ochoczo poddawali się jego dyktatowi.
Tyle wyjaśnień historycznych w temacie.
A „Debil Skur...syn“ Parks i tak będzie dalej cyganił, bo
prawdopodobnie pożydził na własnej edukacji i się „euroedukował“.
Etykiety:
debil,
europoprawność,
kłamca,
naziści,
Niemcy,
oszust,
poprawność polityczna,
skurwysyn,
Tim Parks
niedziela, 17 lutego 2013
Babony, kobiety i... baby z jajami
Faktycznie, chyba gotów jestem przyznać rację tej części
obywateli, która twierdzi że płci jeste więcej, jak dwie.
Oczywiście, nie jest
to dziełem Stwórcy, lecz raczej szatana.
Lewackie i
parakomunistyczne organizacje, wzorem swoich poprzedników, znów udowadniają, że
z kobiety można zrobić coś zupełnie innego – twór szpetny i podobny raczej
do sowieckiego mężczyzny.
Tworzenie „babona“
Okres budowy socjalizmu i utrawalania władzy ludowej w
Polsce, zapisał się w historii głównie jako czas zbrodni na narodzie,
dyktatury matołów oraz... epoka tworznia „babona“.
Miłe i kobiece niewiasty, za namową specjalistów od
bandyckiej, komunistycznej propagandy, stawały się traktorzystkami, murarkami,
hutniczkami i innej maści „babonami“.
Przyodziewając męskie kostiumy, chlając wódę i ćmiąc skręty,
owe „babony“ zatracały stopniowo kobiece atuty, nabywając męskich cech i
zachowań.
Pewnie gdyby nie dający się zauważyć zarys biustu oraz brak
zarostu, tudzież sikanie na siedząco takiego „babona“ nikt by od mężczyzny nie
odróżnił.
Sztuka kamuflarzu nie była zatem doprowadzona do perfekcji,
ale pewnie i o to wcale nie chodziło.
„One“ miały tylko chłopa imitować a nie chłopem być (w
naszych czasach bywa czasem odwrotnie –
chłopy udają kobiety, ale ci to się pederastami nazywają).
Takie „babony“ zawierały związki małżeńskie oraz bywało, że
rodziły dzieci.
Dzieci te nie posiadały matki, tylko „matkona“, którego
ciężko było odróżnić na pierwszy rzut
oka od ojca. W życiu rodzinnym „matkony“ nie odróżniały się też od ojców
sposobem zachowania oraz rolą w rodzinie.
Zabieg tworzenia „babona“ oraz usilne upodobnianie go do
mężczyzny spowodowane było zapewne wprowadzaną w życie socjalistyczną ideologią
zwrównywania i ujednolicania społeczeństwa na wszystkich płaszczyznach.
Rzadko zatem dochodziło do zwiazków kobieta-mężczyzna.
„Babon“ wypierał kobiety.
Kobiety w natarciu -
„babon“okopuje się w biurach
Epoka „Edwarda Odnowiciela“ zmieniła nieco wizerunek
niewiasty w Polsce.
Szersze otwarcie na kraje cywilizowane, skutkowało zmianą oczekiwań
samca odnośnie samicy.
„Babon“ nie wystarczał i nie stanowił już atrakcji.
Młodsze pokolenia samic poczęło doszukiwać się zatem
przyjemności w pokreślaniu swojej kobiecości a nie w wytapianiu surówki,
kręceniu korbą czy układaniu szamotki.
Nie wszystko jednak stało się tak piękne, jak po dotknięciu
różdżki.
Siermiężne „babony“ z minionej epoki „tażysza Gomuły“ pozostawały
teraz na prominentnych stanowiskach i wygniatały szorstkimi dupskami fotele w
urzędach, biurach oraz komitetach.
Prawda, że zniknęły z życia publicznego, jako
„robociarki“ (bo ile lat można spuszczać surówkę) ale za to, przeniesione
zostały na inny, odpowiedialny odcinek socjalistycznej pracy – za biurko.
Pocieszające w tym wszystkim było tylko to, że nowe „babony“
nie wykluwały się – „babon“ jak przypuszczano, stanowił gatunek na wyginięciu.
Śmierć „babona“
Wraz z nadejściem epoki „Solidarności“ i szerszym zbliżeniem
obywateli do kościoła katolickiego, „babon“ przestał praktycznie istnieć. Tylko
nieliczne jeszcze „babony“ nadal zasiedlały skanseny PRLu w różnej maści
„organizacjach ratujących idee socjalizmu“ i zwalczających ruchy
niepodległościowe i związkowe.
Były to jednak
jednostki.
Idea oraz potrzeba istnienia „babona“ straciły na aktualności
jako relikt niechlubnej przeszłości.
Kobiety stały się kobietami a gatunek męski docenił wreszcie
(w tak wielkim stopniu pierwszy raz od zakończenia wojny) zalety kobiecości.
Układ ten został wprawdzie nieco zwichrowany w okresie stanu
wojennego (powrót wzorców „babonowych“), ale wraz z nadejściem przemian
ustrojowych męska część społeczeństwa mocno potwierdziła potrzebę adorowania
prawdziwej kobiety.
Wejście do Polski
„zachodu“ oraz „wielkiego świata“ wraz z biznesem i zwyczjami tam wówczas
panującymi pogrzebało „babona“.
Właściwie prócz Zofii Grzyb „babon“ nie istaniał.
Wróciły kobiety.
Wróciły do biur, sklepów, do życia publicznego.
Odrodzenie „babona“ –
wracają upiory
Niestety zbliżenie z tzw. europką zaskutkowało
przypływem do Polski najróżniejszych idiotycznych idei i wzorców zachowań.
W myśl powiedzenia „wszystko, co nie jest zabronione – jest
dozwolone“ kobiety poczęły znów ulegać wpływom bzdurnych komunistycznych fanaberii.
Tym razem z zachodu.
Ponieważ głupota jak armia radziecka – nie zna granic,
szybko wykluły się z niej ponownie „babony“ i szybko zaistniały medialnie.
Tym razem jednak dawne hasła o „babach na trakorach“ czy
„babskich czwórkach murarskich“ zastąpiły bardziej nowoczesne wyzwania.
„Parytety“, „Sama rodzę – sama wychowuję“, „Bóg jest
kobietą“ - to tylko nieliczne
„postępowe“ hasła „babonów“ zwanych teraz feministkami.
Ikony postępowego świata (w rozumieniu „babona“) takie jak:
Magdalena Środa, Kazimiera Szczuka, Wanda Nowicka czy Joanna Senyszyn to nowe
wcielenie dawniejszych zastępów Wand Wasilewskich, Lun Brystygierowych wraz z Helenkami Wolińskimi.
Znów ubyło nam kobiet.
Najzabawniejsze, że tym razem pod pozorem celebracji
kobiecości, aktywistki „ruchu babonów“ de facto pokazują jak kobietą nie
być. Nie ma żadnego znaczenia, że taka
np. Senyszym wyfiokuje się a Środa zapoda trwałą ondulację - to tylko pozory.
Współczesny wizerunek „babona“ odrzucił dawno wymazanego
smarem kocmołucha z petem. Teraz to nawiedzona feministycznie i w miarę
czysta kobita o przekonaniach lewackich i antyklerykalnych, samowystarczalna
z przekonań – całkowicie zależna w rzeczywistości od swojego komitetu centralnego czyli mózgu
zewnętrznego.
Jednym słowem, całkowicie niezdolna do myślenia
smodzielnego.
Dodatkowy smaczek, to fakt że w porównaniu z dawnym
„babonem“, „nowoczesny babon“ ze względów ideologicznych, nie wchodzi w związek
małżeński z mężczyzną.
Oszczędza to ewentualnym owocom takiego związku wstydu przed
rówienikami z powodu durnego „matkona“.
Wiadomo, że większy obciach to głupio pieprzyć niż głupio
wyglądać.
Ponadto wśród „nowoczesnych babonów“ panuje moda na
lesbjstwo, co wyklucza mężczyzn z zasady.
„Nowoczesny babon“ walczy w wolnych chwilach o prawa
mniejszości seksualnej. Tej żeńskiej.
Oczywiście mniejszość nie jest w tej kwestii pytana o
zdanie, bo „babon“ wie lepiej.
Według „nowoczesnego babona“ taka postawa stanowi przejaw
walki z szowinistycznym męskim światem, a według normalnych uchodzi za
przejaw walki z rzeczywistością.
Dzisiejszy „babon“ to już nie to samo, co 60 lat temu.
Jedno co łączy dawnego „babona“ ze współczesnym, to ciagłe
dążenie do upodobnienia się do sowieckiego mężczyzny.
A czy wizerunkowo czy mentalnie – cóż za różnica?
Nowa jakość – „baba
z jajami“
„Nowoczesna europka“ stawia przed nami nowe wyzwania. Nie
wystarcza jej już plemię „babonów“. W swojej przebiegłości oraz potrzebie
świrunku płciowego stawia teraz na nową jakość - „babę z jajami“!
Wprawdzie u nas to nowość, ale w „bardziej postępowej części
świata“ pederaści, którym wydaje się że są kobietami i przebierają się za
„babony“ – to ponoć normalka.
Co niektórzy nawet wycinają sobie lub przyszywają tam i
ówdzie.
Jak widać i u nas nadszedł czas na „nowoczesność“, toteż
mamy już swoją „babę z jajami“ i to w sejmie!
Mówiąc poważnie, to mam problem ze sklasyfikowaniem płciowym
gatunku „baby z jajami“. Kobieta,
mężczyzna, babon mieści się w ramach gatunkowych, ale „baba z jajami“...
tu jestem bezradny.
Z góry poddaję się i przyrzekam nie zagłębiać dalej w
temat.
Wysoce prawdopodobne, że następnym „eurofreakiem“ będzie
baba, której wyda się, że jest snopowiązałką.
Wtedy tylko pozostanie targnąć się na sznur...
Etykiety:
babony,
feminizm,
głupota,
homoseksualizm,
kobiety,
komunizm,
lesbijki,
lewactwo,
Magdalena Środa,
Nowicka,
pederastia,
Sczczuka,
Senyszyn
Subskrybuj:
Posty (Atom)






