sobota, 5 listopada 2011
Grodzka była pierwsza? Nic z tych rzeczy!
Jak dowiadujemy się z bardzo miarodajnego źródła Anna Grodzka nie była pierwsza. Nie chodzi tu wcale o jakiś specjalny wyścig, współzawodnictwo czy inne zawody sportowe organizowane przez Ruch Podtarcia Palikota. Jak nas zapewnił wyjątkowo dobrze zorientowany, anonimowy informator to nie Anna Grodzka (dawniej Krzysztof Ryszard Bęgowski) była pierwszą osobą z życia publicznego, która obcięła sobie „conieco” z dołu, doszyła „conieco” na górze i stała się kobietą.
Niestety nie możemy podać nazwiska ani nawet imienia informatora, gdyż jest to osoba głęboko zakamuflowana w środowisku vipowskim. Dodatkowo współpracuje on z najbardziej wiarygodnym dziennikiem, czyli „Gazetą Wyborczą”, który niemal codziennie korzysta z jego usług, szczególnie przy opracowywaniu „jedynkowych newsów”.
Jak już napisaliśmy Grodzka nie była pierwsza.
Już wiele lat temu niejaki Jan Paradowski, dziennikarz Kuriera Polskiego, aby wzbudzić sensację i wyzbyć się nieśmiałości do kobiet, w klinice im. Twardojajcowa w Baku poddał się zabiegowi zmiany płci.
Dziś osoba ta znana jest jako Janina Paradowska, dziennikarka i komentatorka polityczna niezwykle chętnie oglądanej Superstacji.
Mężczyzną, który jako drugi zdecydowała się na zabieg był Eliasz Zapendowski, znany lanser rodzimych wyjców-amatorów. Ten dla odmiany na miejsce zabiegu wybrał sobie renomowany Instytut Chirurgii Drobnej im. Jajtuniema Bezrynpała w Ułan Bator.
Dziś osoba ta udziela się w różnych quasi-rozrywkowych programach (m.in. „Jak oni ziewają” czy też „Jak one przynudzają”) pod nazwiskiem Elżbieta Zapendowska.
Udało nam się wejść też w posiadanie autentycznych zdjęć w/w osób bez retuszu, peruk i makijażu.
Porównajcie je z tym co funduje wam zakłamana prasa (zdjęcia po stronie prawej).
Przecież natury się nie oszuka, nawet mimo amputacji atrybutów męskości.
poniedziałek, 15 marca 2010
Bloger Roku 2010!
Zainspirował mnie wpis Ckwadrata. Wpis o epokowym wydarzeniu na platformie blogerskiej Wiadomości24, a mianowicie o nadaniu tytułu „Bloger Roku” w jednej z „dyscyplin” gościowi, który raz popełnił wpis i został doceniony przez zaszczytne jury, zaszczytnym tytułem.
Przyzwyczajeni do przekrętów w wykonaniu „czerwonych piór” czy jak kto woli „indiańskiego” szczepu „Komuszonów piszących”, nie powinniśmy być zdumieni. Wszak to duet największych „niumiałków” dekady (a nawet dwóch) przewodził szacownemu jury. Stefan „Kapciowy M.F.Rakowskiego” Bratkowski oraz Janina „Belfegor” Paradowska tak właśnie zarządzili.
Dodając do tego, że w innych kategoriach zwyciężał właściciel portalu, niejaki „Matka Kurwka”, mamy wyraźny obraz, jakimi kryteriami kierowało się jury. Trudno nie zaryzykować twierdzenia, że choć zmienił się ustrój oraz świat wokoło, to pewien gatunek ludzi, pozostanie jak ten beton – trudny do zarąbania, odporny na wiedzę. Prywata, kumoterstwo i robienie z ludzi idiotów.
Dlatego też moja propozycja jest następująca. Po kiego diabła czekać z wyborem tegorocznego „blogera roku” do końca grudnia? Skoro i tak, co się napisze i ile się napisze i jak się napisze nie ma znaczenia... A załatwić to za jednym zamachem, przy okazji przyznania tytułu „blogera roku 2009”. W końcu będzie działał dopingująco na laureata, taki tytuł przyznany awansem.
Ckadratowi bardzo dziękuje za temat oraz inspirację.


