Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałęsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałęsa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Wałęsa w Londynie" odc. 3

Trzeci odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN .
 


środa, 22 maja 2013

Bolek potrafi!


 Z OSTATNIEJ CHWILI!

piątek, 7 grudnia 2012

Sherlock Miodowicz – mistrz dedukcji


Peowskie lemmingi potrafią zaskoczyć.  Nawet przewidywalny do bólu i niezbyt rozgarniety poseł Miodowicz umie błysnąć.
Konstanty Miodowicz, syn Alfreda uchodzi za specjalistę od służb specjalnych ale w sejmowych kuluarach mówi się już o nim, jako o polskim Sherlocku Holmsie.
Jest bowiem Miodowicz mistrzem dedukcji.
Cenny ten dar kojarzenia faktów i wyciągania z nich wniosków przedstwił Sherlock Miodowicz dziś przed entuzjastycznie reagującycm zespołem radia Zet.
Eksperyment był prosty.
Pokazano mu zdjęcia rozebranego do pasa „Agenta Tomka“ a mistrz dedukcji brwi zmarszczył, potarł czoło i w mig ocenił: O agencie Tomku wiemy już jedno, że lubi się rozbierać. I to zarówno w ramach działań specjalnych, jak i w czasie prywatnych spotkań z innymi agentami...“
Aplauzowi nie było końca.
Cóż za trafność oceny – i to przy tak okrojonym materiale!
W skutek ogólnego huraoptymizmu, rada najwyższa PO zarządziła casting na wiernego towarzysza Sherlocka czyli dr. Watsona. Aktualnie prowadzi Stefan Niesiołowski przed Rafałem Grupińskim.

Cenne umijętności Scherlocka Miodowicza mogą być niezwykle przydatne w kreśleniu rysu osobowościowego znanych postaci politycznych naszego kraju.
Już wyobrażam sobie podskakującego z radości i klaszczacego w dłonie Donalda Tuska, który w ramach budowania „państwa miłości“, jak nikt lubi wiedzieć wszystko o wszystkich.
Póki jednak talent Miodowicza nie stanie się skarbem partyjnym, chciałbym i ja przedstawić „Scherlockowi“ kilka fotografii, by ten za sprawą celnych dedukcji ocenił występujące na nich postaci....

Zestaw fotografii nr 1. 
Osoba o którą pytamy: Adam Michnik
Prawdopodobne odpowiedź Miodowicza: O Adamie Michniku wiemy już jedno, że lubi się zadawać ze zbrodniarzami i kłamcami. I to zarówno w ramach prac dziennikarskich, jak i w czasie prywatnych spotkań towarzyskich...“


Fotografia nr 2.
Osoba o którą pytamy: Bronisław Komorowski
Prawdopodobne odpowiedź Miodowicza: O Bronisławie Komorowskim wiemy już jedno, że lubi się zadawać z komunistami.  I to zarówno służbowo, jak i w czasie prywatnych spotkań towarzyskich... “


Fotografia nr 3.
Osoba o którą pytamy: Grzegorz Schetyna
Prawdopodobne odpowiedź Miodowicza: O Grzegorzu Schetynie wiemy już jedno, że lubi się zadawać z podejrzanym elementem aranzującym nocne, biznesowe spotkania na cmentarzu.  I to zarówno z Mirem, jak i Zbychem... Wiemy też, że Schetyna lubi jednorękich bandytów i dwurękiego Sobiesiaka ale nie z pustymi rękoma... “


Fotografia nr 4.
Osoba o którą pytamy: Lech Wałęsa
Prawdopodobne odpowiedź Miodowicza: O Lechu Wałęsie wiemy już jedno, że lubi pić wódkę w towarzystwie zbrodniarzy komunistycznych oraz ich przyjaciół. Wiemy też, że jest chamem, bo do toastów nie wstaje... “


Fotografia nr 5.
Osoba o którą pytamy: Stefan Niesiołowski
Prawdopodobne odpowiedź Miodowicza: O Stefanie Niesiołowskim wiemy już jedno, że lubi przebywać w towarzystwie kryminalistów i łapowników. Wiemy też, że lubi słuchać o sposobach na „kręcenia lodów“ i o tym jak załatwić sobie względy u jednej „majcherki“ co to była kiedyś za ministra i wysoko awansowała ... “

czwartek, 22 listopada 2012

Nat King Kolo - Morda Lisa

Ze starej płytoteki.... Znany na całym świecie przebój Nat King Cole'a w wersji krajowej. Hołd dla postaci wybitnej - "dziennikarza inaczej", "Goebbelsa uwolii" oraz "Kononowicza polskiej prasy" - Tomasza "syna najuczciwszego z Polaków" Lisa.

poniedziałek, 19 listopada 2012

BOR niczym twarda ściana – tynk leci, pustak trzyma się mocno.


Kolejny szofer Wałęsy robi karierę.
Marian Janicki, ksywa generał, tak jak MIeczysław  Wachowski kręci lody i to nie małe.
On dla odmiany jako szef BOR. 
Absolwent AGH, inżynier ceramik, bez tytułu magistra (studia inżynierskie pierwszego stopnia, a nie pięcioletnie magisterskie), to tylko z zamiłowania najwyższy BORowik - bez stosownych kursów oficerskich.
Jak podaje w swojej gazecie Tomasz „syn najuczciwszego z Polaków“ (to taki zawód) Lis, Janicki przypomniał sobie o tym, co blisko trzy lata temu mówił mu ponoć podwładny - płk. Jarosław Florczak.
- Szefie, pan prezydent kiedyś doprowadzi do tragedii, zginie wielu niewinnych ludzi - miał powiedzieć około trzy miesiące przed katastrofą smoleńską Florczak, który zginął 10 kwietnia 2010 roku.
- Szefie, jak zwykle burdel, nikt nic nie wie, programy swoje, a realizacja swoje. Jeżeli pan może, to niech mnie pan więcej nie wysyła (...) Współpracowałem z Kancelarią Prezydenta Kwaśniewskiego, przez osiem lat ta współpraca była ideałem (...). To, jak wygląda nasza współpraca z obecną kancelarią, to jest jedna wielka katastrofa. Prowizorka i jeszcze raz prowizorka - dodał.
Oczywiście, to wszystko miało miejsce zdaniem Janickiego. Na wszelki wypadek prokuratura dała wiarę w jego przekaz, bo Florczak, nie zaprzecza słowom przełożonego.
Nie ulega wątpliwości, że gdyby dziś inżynier-ceramik Janicki doznał oświecenia i zgłosił do prokuratury, iż (dajmy na to) rok przed katastrofą smoleńską Sebastian Karpiniuk informował go o tym, że Prezydent Kaczyński wręcz obsesyjnie pragnie pilotować odrzutowiec, to dziś przyczyny tragedii mięli byśmy już rozwikłane.
No bo Janicki, to według reżimowych, wojskowych służb prawdomówny oraz godny zaufania inżynier-ceramik! Póki co lepi i klei jak może...i z czego może.

Nie wszyscy jednak mają podobne zdanie o inżynierze Janickim.
Według prokuratury Janicki jako szef BOR odpowiada za ochronę prezydenta oraz premiera, ale nie wypełniał tych obowiązków w kwietniu 2010 roku. Zamiast niego ochroną zajmowali się bez upoważnienia - podlegli funkcjonariusze. Zdaniem prokuratury ochrona w Smoleńsku była skandaliczna.
Na miejscu lądowania nie było ani jednego funkcjonariusza BOR-u przydzielonego do ochrony. Zdaniem biegłych na Siewiernym powinien być przynajmniej jeden funkcjonariusz BOR-u, którego zadaniem jest m.in. sprawdzenie, czy specsłużby rosyjskie wywiązały się z nałożonych na nie obowiązków, a także utrzymywanie kontaktu z wieżą kontroli lotów. Co ważne, biegli jednoznacznie stwierdzili, że obowiązkiem funkcjonariusza BOR-u z lotniska było również przekazywanie na bieżąco do Centrum Kierowania BOR-u danych o pogarszających się warunkach pogodowych w rejonie lądowania. Brak funkcjonariusza na lotnisku był jednym z czynników mających znaczący wpływ na obniżenie bezpieczeństwa ochranianych osób.
Biuro Ochrony Rządu powinno nadać wizycie prezydenta Kaczyńskiego w Rosji wysoki stopień zagrożenia. Tymczasem wizyta miała stopień średni. Ale to nie wszystko. Podczas rekonesansu funkcjonariusze BOR-u w Smoleńsku nie tylko nie obejrzeli lotniska Siewiernyj, ale nawet nie zrobili objazdu tras głównej i zapasowej na terenie Rosji, którymi miały przejechać kolumny specjalne. Wreszcie nie wykonano żadnych czynności związanych z opracowaniem wariantu zabezpieczenia prezydenta na wypadek awaryjnego lądowania tupolewa na lotnisku zastępczym. Ponadto nie wyznaczono dowódcy grupy rekonesansowej. W grupie tej w ogóle nie było pirotechnika ani lekarza sanitarnego (badającego stan miejsca lądowania i pobytu pod kątem zagrożeń sanitarno-epidemiologicznych).
Tak oto kierowca-amator i inżynier-ceramik w jednym partoli swoją robotę.
Rzecz jasna, w mormalnym kraju nie wystarczy wozić tyłek kogoś ważnego i farbować hną łeb na czarno by zostać szefem BOR, ale tam są widać inne standardy.
W kraju Tuska, za zasługi w spieprzeniu smoleńskiej wizyty, która zakończyła się tragedią, Marian Janicki został awansowany 15. Czerwca 2011 roku, przez Komorowskiego na stopień generała dywizji BOR.
Być może gdyby Janicki był prawdziwym (wojskowym) generałem, to miałby odwagę strzelić sobie po tym wszystkim w łeb, a tak jako inżynier-ceramik i kierowca takiej potrzeby nie odczuwa.
I na to właśnie zapewne liczyli patroni Janickiego powołując go na szefa BORu.
Taki fachowiec z poza wojskowych elit, nie zobowiązany do przestrzegania  wojskowego kodeksu honorowego jest przynajmniej wielokrotnego użytku.
Kodeks inżynierów-ceramików bądź kierowców nie zakłada honorowego samobójstwa...
Jest wysoce prawdopodobne, że inżynier Janicki wszystko co robił, zrobił według ścisłych dyrektyw i zalożonego planu, więc według własnej oceny jest „czysty“.
Nie on wymyślił „olewkę“ prezydenckiej wizyty, nie on wydał sobie rozkaz dłubania w nosie zamiast osobiście dopilnować przebiegu delegacji..... to nie on!
Na wszelki wypadek, honorowo inżynier Janicki i POmocnicy znaleźli już kozła ofiarnego i zamknięto publicznej opinii lemingów tzw. gębę.
Płk. Paweł Bielawny – za niedopełnienie obowiązków podczas wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w kwietniu 2010 r. oraz poświadczenia nieprawdy w dokumencie, został przez szofera Janickiego zawieszony, a przez ministra spraw wewnętrznych Cichockiego zdymisjonowany z funkcji zastępcy szefa BOR.
Taki pic na wodę.
Bielawny zdążył jeszcze odebrać w czerwcu 2011 roku nagrodę od Komorowskiego – „za Smoleńsk“, jaką był  awans na stopień generała brygady BOR, a już w lutym 2012, przykładnie wyleciał z resortu.
Daleko się nie nalatał, bo w kwietniu br. wylądował jako doradca wojewody małopolskiego Jerzego Millera (tego od polskiej wersji raportu MAK – zwanego Raportem Millera).

O inżynierze-ceramiku, szoferze Janickim mówią, że jest nie do ruszenia, bo posiada kwity na całą POwską hałastrę. Widać jest w tym dużo prawdy, bo niczym w uderzonej ścianie – tynk odpada (leci zastępca) a pustak siedzi mocno... mimo tęgiego uderzenia.
Teraz szofer Janicki rozpoczął wraz z POmocnikami drugą fazę operacji. Rozpoczął medialną akcję (dezy)informacyjną, używając do tego zaufanej WSIowej „dziennikarskiej elyty “.
Pomocny, jak zawsze okazuje się Tomasz „syn najuczciwszego z Polaków“ Lis.
Dziś tani amant z Zielonej Góry poinformował na stronie internetowej swojego "Newsweeka", że zna treść 70 tomów akt śledztwa smoleńskiego, i to może nawet na pamięć.
Nic dziwnego, skoro występujące tam rewelacje zapewne pomagał wymyślać i redagować.
Czekamy zatem na nowe rewelacje Janickiego, autorstwa Lisa...
A nawet Janicki tak pięknie nie nałga, jak Lis opisze.
Najwyżej znów tynk odpadnie.... i będzie po staremu.

czwartek, 4 października 2012

Impreza u Lecha Bolesława Wałęsy!



Jak co roku, w dzień imienin Bolka tłumy wazelinowej hałastry pojawiły się w Gdańsku.
Partyjno-gangsterski beton platformowy celebrował święto patrona lodziarzy, przekrętów, tajnych współpracowników oraz najzwyklejszych durniów.
Dziś reportaż z imprezy.

czwartek, 6 września 2012

Wałęsa listy pisze czyli lemingi cytują Bareję.


„Napiszę do Putina. Ale napiszę też do dziewczyn, żeby się tak nie zachowywały (...)“ - powiedział Lech Wałęsa i oddał się pisaniu listów w sprawie występu Pussy Riot w moskiewskim Soborze Chrystusa Zbawiciela.
Najzabawniejsze ale też przerażające jest, że „osoba“ wierzy w swoją misję naprawiania rzeczywistości do poziomu modelu „Świata według Wałęsy“.
Nie czuję się kompetentnym w ocenia zachowania „Bola“, gdyż psychiatrą nie jestem, ale z punktu widzenia obywatela mam prawo do oceny zachowania pajaca, który mnie na arenie międzynarodowej ośmiesza.

Nie jest to zwykły, podrzędny pajac, który sobie plecie głupoty na użytek własny, ale facet, którego klepie po dupci i premier i urzędujący prezydent. Facet, którego wierne tabuny lemingów oklaskują oraz puszczają przodem po czerwonym dywanie.
Choć nie zawsze tak było.

Wszyscy pamiętają lawinę pomyj wylewaną niegdyś na „Bola“ w czasie pierwszych wyborów prezydenckich. Dla tych, którzy dziś tak wschłuchani są w mądrości „wielkiego“ Wałęsy (Tusk, Kuczyński, Komorowski, Lityński, Michnik i reszta UWolsko-liberalnego błota) niegdyś był on prostakiem, gburem, prymitywnym robolem, oszołomem z siekierką i nieukiem.
Co innego „Pan Slow Polip“ Mazowszański. Ten to był ktoś! To był mędrzec.
Życie pokazało, że płata figle i zanim Mazowszański zdążył odwrócić się w stronę Belwederu, to Wałęsa już tam zasiadał, ku oburzeniu „elyt“.

Co zatem spowodowało, że Wałęsa dopiero po latach, nagle zystał wsparcie największych krytyków politycznych?
Odpowiedzi są dwie.
Albo on zmądrzał, albo cała reszta zgłupiała (czyli dostosowała się do poziomu „Bolka“). Mówmy jednak o rzczch realnych. Starego byka, przekonanego o własnej boskości nikt nie zmieni, więc....

Zdaję sobie sprawę, że cała ta szopka z celebrowaniem przez nich Wałęsy, to trochę jak kpiarsko-humorystyczny greps niczym z filmu Barei.
Dajmy na to rozmawia Tusk z Michnikiem....
- Powiedz mi: po co jest ten Wałęsa?
- Wwwwwwłaśnie: poooo co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co; więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten Wałęsa? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa! To jest Wałęsa na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym Wałęsą?! My otwieramy oczy niedowiarkom: patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wypromowane - i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest Wałęsa rządowy, w oparciu o kilka partii... który sobie, gdy już nie będzie potrzebny zgnije, na Poleczki. I co się wtedy zrobi?
- Żałobę narodową...
I po to im Wałęsa.

A ten listy „Bolka“ do Putina i Pussy Riot był tylko pretekstem do napisania tych kilku słów o Wałęsie. W końcu jest to szczegół nie istotny. To tylko durny wygłup z zadęciem, na miarę listu do ruskiego ambasadora wystosowanego przez „Ruchali kota“.  Mie ma o czym pisać...

piątek, 10 grudnia 2010

Intelektualny ersatz

Polska jest dziwnym krajem.

Największy posłuch i salwy aplauzu wywołują na ogół wypowiedzi durniów, prostaków i prymitywów. Dlaczego?

Czy są najbardziej medialne, ciekawe, szokujące, modne...?

Tak.

Ale dlaczego?

Dlaczego słuchacze, widzowie akceptują ludzi bez obycia, głupich i prostych, jak ich życiorysy?

To efekt półwiecznego panowania na naszych ziemiach komunizmu, poprzedzony eksterminacyjną polityką hitlero-stalinizmu wobec Polskiej inteligencji.

W miejsce wymarłej lub zaszczutej ubekami klasy, peerelowska władza nadała zaszczyty i tytuły wszelakiej maści "jyntelygentom" z czworaków, licząc że w ten sposób uda im się sponiewierać i zniszczyć tradycje polskiej nauki i kultury.

Nieliczni, którzy starali się ratować godność Narodu i Państwa, kończyli jako nauczyciele w podstawówkach, albo referenci w Zjednoczeniu Przemysłu Śrutu i Drutu.

Naukowa banicja.

Do dziś (z małymi wyjątkami) ludzie, którzy winni stanowić awangardę Polskiej myśli intelektualnej, stanowią co najwyżej tło dla rzeszy durniów, nieuków i niedokształconych kretynów.

Niestety, idiota kształci idiotę itd. Itd., bo cóż innego prócz głupoty może mu przekazać?

Głupota i durnota jest łatwa i przyjemna, a nade wszystko niezbyt męcząca, dlatego odbiorców jej jest co raz więcej. Stąd bierze się też wiele dzisiejszych autorytetów.

Właśnie tacy ludzie dają przyzwolenie na wszechobecne chamstwo, głupotę, prostactwo i antypolskość.

Przykład daje nawet obecna władza, gdzie za autorytety "robią" absolwenci szkół podstawowych i średnich (kończonych nocą) oraz technicy z niepełnym zawodowym, ludzie którzy co najwyżej (w okresie niepodległej Polski) mogliby ubiegać się o stanowisko dozorcy lub karbowego.

Kilku z nich nosi nawet dumnie tytuły profesorskie, co dla ludzi normalnych, jest sporym i siarczystym policzkiem.

Banda półmózgów, których przemyślenia nie schodząca z pierwszych stron onetów, wp-ów, interii czy innych portali informacyjnych, to erzatz, czy jak kto woli produkt inteligentopodobny powstały niczym śmierdząca kupa na rodzimej ziemi, w miejscu gdzie kwitnąć winny kwiaty.

Dlatego każdy wpis Palikota, Wałęsy, Siwca, Wojewódzkiego czy innego Millera z urzędu staje się głosem boskim a cytaty lądują na samej górze rubryk aktualności.

Cóż w tym dziwnego?

Idiota lubi czytać idiotę. Brak różnic poziomów.

wtorek, 28 września 2010

Śpiochy – film przedwojenny

Coś dla miłośników przedwojennego kina.
Jak mówi staropolskie przysłowie: „chłop śpi a mu rośnie”....
Na filmie widać, że nie tylko chłop śpi i mu rośnie – Paniom też coś rośnie!

piątek, 7 maja 2010

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”: L. Wałęsa

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”. Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców. Dziś odcinek 2 – Lech Wałęsa.

czwartek, 14 maja 2009

„Rozmowy z kukłą” jako forma wykładów Lecha Wałesy – projekt obywatelski.

Gdy nie wiadomo o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze. Gdy dodatkowo sprawa dotyczy człowieka ubogiego, któremu trudno zabezpieczyć byt swój oraz licznej rodziny, sprawa wydaje się prosta. Tak też jest z byłym Prezydentem Wałęsą.
Ów człowiek będący na krawędzi ubóstwa, człowiek któremu brak na garnitur i parę skarpetek, dał się za parę groszy namówić i wraz z Partią Libertas odbywa tourne po Europie.
Nie ma w tym nic złego, a wręcz uważam, że zabawnym jest, gdy ludzie o różnych profesjach i poziomach łączą się w grupę i tworzą wesoły team, gdzie „dla każdego coś miłego”.

Projekty takie, to nie „novum”.
Niegdyś w zamierzchłych latach peerelu instytucja o nazwie PAGART organizowała takie grupy zwane „timami”, które jeździły na „partaninki” czy jak kto woli „chałturki”.
Starsi zapewne pamiętają zabawny film „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”. Tam również prężny i przykładny budowlaniec, inżynier Karwowski, zostawszy „Człowiekiem Miesiąca” przyłącza się (zapewne za pośrednictwem PAGARTU) do artystycznej grupy, gdzie jest i śpiewaczka i tańczące pszczółki i iluzjonista i diabli wiedzą co jeszcze.

Jego numer popisowy, to rozmowa z kukłą Wackiem. Dyskusja dotyczyła wydajności pracy, ilości zużytego betonu na kilometr trasy Łazienkowskiej czy też spraw teoretyczno-naukowych (np., że gdyby wszystkie pręty stalowe z budowy trasy połączyć w jeden pręt to można było by opasać nim kulę ziemską dwanaście razy). Jeździł Karwowski z teamem i odpłatnie gaworzył z kukłą ku uciesze siermiężnej, żądnej rozrywki gawiedzi.
Nie była to rozrywka wysokich lotów, ale też „teren” nie wymagał tego.
Oczywiście wszystkie podawane w skeczu liczby i dane, były uprzednio konsultowane na szczeblu centralnym. To tak aby nie doszło do nieporozumień.

I tym różni się „chałturnik” Karwowski od „chałturnika” Wałesy”.
Mimo pozornego podobieństwa w sprzeczności polegającej na łączeniu zawodu całkowicie technicznego z występami artystycznymi, cała reszta obu tych Panów zasadniczo różni.
Podczas gdy Karwowski, mający za zadanie wtłaczać do głów gawiedzi w sposób dostępny zalety socjalistycznego budownictwa robił to konsekwentnie i programowo, Wałęsa improwizuje i leci na „badziewiu”.

Najzabawniejsze jest to, że opracowany szablon wystąpienia (wyuczony wiele lat temu) jest tak uniwersalnie bezsensowny, że nawet popierająca go Platforma Obywatelska zaczyna drżeć i ogryzać paznokcie ze strachu. Dlaczego, skoro to samo Wałęsa raczy pleść na wiecu PO i to samo na wiecu Libertas? To proste, gdy ktoś plecie try-po-trzy i bez sensu, to słuchacze zaczynają dopatrywać się sensu w tym, co nie zostało powiedziane. A to może każdy interpretować według własnej woli. Tego się Platforma obawia.

Dlatego, mój pomysł jest taki.
Wykonać dla Wałęsy kukłę - pacynkę. Napisać dla nich 20-30 minutowy dialog (może być o dyplomatołkach, zadymiarzach w stoczni, plusach ujemnych u Kaczystów itp.). Zatwierdzić tekst w KC PO. Zapłacić Wałęsie godziwie (kasa od Palikota). Zmusić go, aby się nauczył dialogu na pamięć. Zorganizować tourne z udziałem tańczącego Bartoszewskiego, połykającego ogień Nitrasa, przebranych za pszczłóki Niesiołowskiego z Palikotem.... i w Polskę! Oczywiście występy sprzedawać tylko w pakiecie. To tak dla bezpieczeństwa, gdyby byłemu Prezydentowi zachciało się improwizować. Przy większej liczbie zaufanych artystów, większa pewność, że ktoś niesfornego Wałęsę w odpowiednim momencie wyprowadzi za kotarę lub zagłuszy.


Mając na uwadze wyłącznie dobro kraju, niech pomysł ten będzie moim wkładem w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej. Żadnych pieniędzy nie chcę. Z wdzięczności po rękach można mnie całować we wtorki i czwartki w godzinach 9.00-11.30.

niedziela, 3 maja 2009

Walspeech Sp. z o.o.

Nastały ciężkie czasy dla byłych prezydentów.
Jak powiedział wczoraj Lech Wałesa, musi dorabiać, bo za 3 tys. miesięcznie nie wyżyje.
Bieda popchnęła Go nawet do wygłoszenia na kongresie partii Libertas wykładu o „dupie-maryni”.
Tematyka – nic nowego. Właściwie to zapewne L.W. mówił to samo, co na spotkaniu z Dalaj Lamą czy też Związkiem Hodowców Dżdżownic, ale liczy się oczywiście że to Wałęsa mówi, a nie co mówi.

W tej sytuacji konieczne jest wprowadzenie cennika usług.
Tak, aby zasadom demokracji stało się zadość i aby każdy obywatel mógł mieć Wałęsę na własność – na imieninach, chrzcinach, prywatce czy też wieczorze kawalerskim.
Mając nadzieję, że Instytut im. Lecha Wałęsy pod wodzą zaradnego Piotra Gulczyńskiego lada dzień opracuje stosowny taryfikator i rozpocznie akcję promocyjną, można już dziś zakrzyknąć (po europejsku) „Wałęsa forever!”

-----

Za sprawą jak zawsze dobrze zorientowanych w temacie, uczynnych karaluchów z domu na Polanki w Gdańsku, wszedłem w posiadanie poniższego listu skierowanego do byłego Prezydenta. Jak widać obywatele już wcześniej podchwycili opisywany powyżej temat.
Treść poniżej:


Baje Tuskowe, 30.IV.2009 r.


Szanowny Panie Wałęsa,
bardzo chciała bym aby znalazł Pan dla mnie czas 14. czerwca o godzinie 7.00.
Proszę o zarezerwowanie w w/w terminie 15 minut, za które odpowiednio zapłacę, zgodnie z ustalonym przez Pana cennikiem.

Sprawa dotyczy wesela córki mojej Julity z kawalerem parafii tutejszej Albinem Adamem.
Ceremonia weselna odbędzie się w miejscowości Baje Tuskowe, w restauracji „Smakosz”. Pragnę aby wygłosił Pan piętnastominutowy wykład na zakończenie zabawy weselnej.
Za dojazd zwracam, stempluję również delegację.

Reasumując, zamawiam 15 minut wykładu na dowolnie wybrany przez Pana temat (może być o plusach dodatnich i skarpetkach lub o demokracji i podawaniu nogi).
Początek godzina 7.00 rano, zakończenie 7:15.

Moim celem jest szybkie zorganizowanie ewakuacji gości weselnych i pozbycie się ich z lokalu, gdyż tylko do 7:15 tenże jest przeze mnie wynajęty (później trzeba płacić obsłudze nadgodziny).
Zdaję sobie całkowicie sprawę, że tematyka Pańskich wystąpień, zdolności krasomówcze oraz intelektualne spowodują błyskawiczną ewakuację wszystkich pozostałych do końca uroczystości gości. Jestem przekonana, że już po pięciu minutach powinno być po wszystkim i sala winna świecić pustkami, lecz biorąc pod uwagę gości w stanie mocniejszego upojenia alkoholowego, tych śpiących w toalecie i pod stołami dodaję kolejne 5-7 minut zapasu.
Dłużej, dzięki Pańskim talentom nikt nie wytrzyma.

Bardzo proszę o przesłanie na adres zwrotny aktualnego cennika wystąpień oraz numeru konta do przelewu.

Z poważaniem
Janina Kasza-Jęczmienna

P.S. Jeżeli jest taka możliwość, to bardzo proszę o przyjazd w towarzystwie Pana Gulczyńskiego. To tak na wszelki wypadek, jakby trzeba było komuś przyłożyć.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Wieści z Kongresu EPP (cz.1)

Zapowiadany Kongres Europejskiej Partii Ludowej, jeszcze się na dobre nie rozpoczął, a już podjęto pierwsze ważne zobowiązania. W atmosferze wzajemnego zrozumienia i sympatii. Tak jak między przyjaciółmi bywa :)





















P.S. A propos EPP....
Jakoś dziwnie często przekręcany jest skrót Europejskiej Partii Ludowej. Sam nie wiem dlaczego, cholera jasna zamiast EPP ludziska mówią PEE, co w języku angielskim oznacza fizjologiczą czynność oddawania zbędnego moczu.
I właśnie „a propos” moczu. W całej Polsce modne są obecnie nowe oznaczenia toalet i szaletów miejskich. W jednym z bardziej znanych klubów nocnych Stolicy „Bolorama” nad kabinami widnieje taki oto neon. LW czyli Lać Wolno bądz, co się komu skojarzy...

Sława Prezydenta Wałęsy sięga nawet pisuarów.




poniedziałek, 27 kwietnia 2009

"The Man With The Golden Screwdriver" - niebawem w kinach!











Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze!
Gdy Pan Reżyser - Laureat Oskara za Całokształt – Andrzej Wajda, przymierzał się i zbierał fundusze, inni zagarnęli pomysł i wyprzedzili go już w przedbiegach.

Zamiast Wielkiej Narodowej produkcji o najwybitniejszym Polaku, zawierającej patriotyczno-elektryczne wartości, do kin wejdzie już niebawem pełnometrażowy obraz sensacyjno-szpiegowski pt. „The Man With The Golden Screwdriver” (Człowiek ze złotym śrubokrętem) wyreżyserowany przez niemniej wybitnego twórcę kina akcji Andrew Dawaj’a.
Oczywiście tytułowy bohater, to nasz „Bolek”, duma i sława całej współczesnej Polski.

Trzeba przyznać, że Dawaj przedstawił historię „Wielkiego Elektryka” bardzo rzetelnie i wiarygodnie, a co najważniejsze w sposób odpowiadający wizerunkowi bohatera, nakreślonemu przez obecną władzę.
Nam udało się dotrzeć do kilku zdjęć z planu oraz skryptu zawierającego główne punkty scenariusza i robocze fragmenty dialogów.

To co zobaczyliśmy, przeszło wszelkie oczekiwania!
Bazując na archiwalnych kronikach i fotografiach „z tamtych lat”, udało się reżyserowi wiernie odtworzyć klimat i nastrój epoki wielkich przemian. Warto dodać, że kostiumy do filmu zaprojektował sam Tomasz Pajacyków, charakteryzację wykonał – Michał Pieróg-Ruski, a konsultantami merytorycznymi byli Panowie, Lech Wałęsa i Czesław Kiszczak.
Tak więc powstaje dzieło, które wypełni lukę w polskim kinie, gdzieś pomiędzy Psy2 a Świat Według Kiepskich.

W rolach głównych plejada gwiazd rodzimego kina science-fiction. Kogo my tu mamy...?
Lecha Wałęsę (agenta 001 i ½) zagra znany w całej europie James Burncat. Żonę przywódcy „Wielkiego Zrywu” – Julietta Pituria-Nieroboff, generała Jaruzelskiego sam Don-FrankKsut, generała Kiszczaka – Zbig Bready, nadredaktora z „GW” – Hannie Staphyloccocus-Twist a nieodżałowanego Ireneusza Sekułę – Steven Nosiollov. W pozostałych rolach: Slavo Novaku (Wachowski) Wlady Bartosch (Geremek), Gregg Schettin (Blumsztajn), Radko Tomtit (Kuroń), Al Grad (Gierek), Paul Grassi (Kwaśniewski), Bronn Komor (Łuczywo), Kaz Kucay (Tow. Grudzień) i inni.
Scenariusz i dialogi: Mada Kinchim, muzyka Nickolai Suckup (dyrektor Radia Roxy FM). W filmie wykorzystano fragmenty „Międzynarodówki” , „Wiersza o Stalinie” oraz „My młodzież z KPP”.

Skrypt scenariusza (w punktach) – tyle udało nam się zdobyć.

1. Popowo – wśród fanfar i jasności niebiańskich przychodzi na świat dziecię. Zebrany tłum oczekujący na narodziny wyzwoliciela głośno woła Lechu, Lechu....
2. 3. 4. 5. 6. 7. – zalane kawą, nieczytelne.
8. Młody 001 i ½ staje na czele buntu. Prowadzi zdesperowany tłum gołębiarzy-amatorów przeciw administracji domu komunalnego przy ul. Wcielonych do Wehrmachtu 18. Sprawa dotyczy protestu przeciw zakazowi hodowli gołębi na terenie posesji.
9. 10. 11. 12. – zamazane, nieczytelne.
13. Znów młody 001 i ½ staje na czele! Tym razem z pomocą uczynnych funkcjonariuszy WOP i MO dostaje się na teren Stoczni Gdańskiej, gdzie trwa protest przeciw rządom Kaczyńskich.
14. Podpisanie porozumienia z rządem. 001 i ½ stawia słynne trzy krzyżyki na dokumencie.
15. 16. 17. 18. 18. 19. 20. 21. 22. – zalane kawą, nieczytelne
23. Ogólnopolska akcja rozdawania 100.000.000 zł wszystkim obywatelom. 001 i ½ osobiście jeździ po kraju i wręcza koperty z gotówką oraz odbiera buty „aferantom”.
24. Próba zorganizowania powszechnej akcji zapładniania panien przez agenta 001 i ½. Cel – pragnienie bycia „ojcem narodu”.
25. Teczki Macierewicza! 001 i ½ wzywa do broni! Postępowe, zdrowe jądro narodu obala paskudny rząd „antywałęsowski”, znów można spokojnie pić wódkę z kolegami.
26. Powstaje, na wniosek Rady Naczelnej Platformy Obywatelskiej, Polski Kościół w Wałesie Jedynym. W sejmie zamiast krzyża zawieszone zostają „Święte Wąsy”.
27. 001 i 1/2 , na wniosek Premiera i Marszałka Sejmu staje się nieśmiertelnym. Podczas głosowania „za” było 459 posłów, jeden „przeciw”.
28. 29. 30. – zalane kawą, nieczytelne
31. Rząd Rzeczpospolitej w uznaniu zasług 001 i ½, postanawia zastąpić dotychczas obecnego w godle kraju białego orła – złotym śrubokrętem.
32. 33. 34. 35. – nieczytelne, zamazane i pokreślone...
... ale nie ma się co martwić, niebawem wszystko zobaczymy na wielkim ekranie.To może być przebój roku!

wtorek, 21 kwietnia 2009

Wiadomości z chwili niekoniecznie ostatniej....

Milczanowski doprowadził do płaczu Wałęsę.

Trwa świetna passa Pana prezydenta Lecha Wałesy. Chciało by się powiedzieć: tańczy, śpiewa, recytuje.... jednym słowem robi wszystko aby nie zapomniano o nim i jego zasługach.
Prócz obficie tryskającego humoru z osoby byłej głowy państwa, polały się też łzy
Wczoraj doprowadził Go do płaczu Pan Milczanowski Andrzej podczas uroczystości nadania byłemu Prezydentowi tytułu „Honorowego Obywatela Miasta Szczecina”.
Milczanowski wygłaszając laudację wywołał nagłe wzruszenie w osobie Wałęsy spowodowane zapewne perspektywą znalezienia się w zaszczytnym gronie honorowych obywateli tegoż miasta w towarzystwie kolegi po fachu, profesora Aleksandra Wolszczana.
Nie wtajemniczonym dodam, że koleżeństwo „po fachu” obu tych Panów nie dotyczy pokrewieństwa zawodowego (choć nawet w astronomii używa się śrubokrętów i prądu, a odwrotnie nie jeden elektryk, po porażeniu wysokim napięciem zobaczył gwiazdy) a raczej, nazwijmy to „roboty po godzinach” czy jak kto woli „na umowę-zlecenie”.
Teraz już TW Bolek może, jak równy z równym pogadać, przy darmowej małej czarnej (HOM nie płaci za kawę) w Szczecinie z TW Lange. O take Polske walczył!
Akt nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Szczecina wręczył Wałęsie Baran z Platformy Obywatelskiej.
Baran Bazyli.















Już wiosna. Cieplutko, przyjemnie... a żulia wylega na ulice

Żyć się chce, działać się chce, kochać się chce – jednym słowem wiosna nastała. Po okresie nijakiej i działającej destrukcyjnie na wszystkich zimy, nastał wreszcie czas odrodzenia.
Czas długich, wiosennych spacerów, obserwacji rodzącej się do życia przyrody. Przyglądamy się małym listkom na drzewach, wzrastającej co raz wyżej trawie, bujnym krzewom żółtej forsycji. Jest pięknie.
Niestety, wiosna jak co roku budzi też zastępy miejskiej żulii, która ośmielona wiosennym słońcem wylega z zakamarków, melin i ciemnych piwnic na nasze ulice.
Nie jest to widok budujący i agresywnie kontrastuje z nastrojem i potrzebą piękna zdrowej części obywateli.
Dzięki naszym czytelnikom, którzy przesłali nam zrobione własnoręcznie na ulicach większych miast Polski fotki - przedstawiamy kilka takich „kwiatków”. Tak dalej być nie może. Żulii spożywającej alkohol na naszych ulicach mówimy –NIE!




Cenna inicjatywa samorządowa

Samorządowcy z małej, położonej w województwie śląskim wsi Bolesław wzięli sprawy w swoje ręce. Zachęceni inicjatywą radnych miasta Szczecina, postanowili również „pokazać się” na arenie ogólnopolskiej. Sprawa dotyczy także byłego Prezydenta Lecha Wałęsy i także ma na celu nadanie mu honoru obywatelskiego.
W tym przypadku chodzi o utytułowanie byłego prezydenta zaszczytem „Honorowego Sołtysa” wsi Bolesław.
Jak słusznie zauważono w uchwale mocującej prawnie postanowienie; „(...) nikt tak jak On nie zasłużył sobie na ten tytuł (...)” oraz „(...) że nazwa naszej wsi budzi nieodparte skojarzenia z osobą Największego Elektryka (...)”
W czwartek udać ma się do Instytutu im. Lecha Wałesy delegacja z listem i prośbą o zaakceptowanie przez byłego prezydenta tej nominacji. Cała uroczystość ma być fotografowana i filmowana. Wybrano już kilku rosłych mężczyzn, którzy tworzyć będą kordon wokół kamery, na wypadek gdyby Prezes Fundacji, Pan Gulczyński tak dla fantazji zapragnął np. pobić kamerzystę. Po ostatnich przypadkach Pana G. chłopi wolą chuchać na zimne.
Poniżej pismo do Prezydenta

czwartek, 26 lutego 2009

Piknik z Wałęsą (krótkie opowiadanie plenerowe)























Staliśmy z Heniem w tłumie gapiów i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie spektaklu. Imprezy na otwartym powietrzu mają swój urok i niewątpliwie duże plusy. W każdej chwili można napić się piwa, zjeść kiełbaskę czy kupić balona albo właśnie jak my teraz, obejrzeć spektakl „Teatru Mędrca Europy”, tu na tzw. powietrzu.

Oj, chodził kiedyś człowiek do teatru. W dobrym towarzystwie się poobracał, na kreacje popatrzył, schodami w górę, schodami w dół spacerował, sakrum teatralnego tknął – istna kultura i wyższy towarzyski bajer to był.

A tu, też bajer tylko innego rozmiaru.

Dzięki takiej właśnie jak ta, plenerowej imprezie kulturalnej czyli pikniku, władza nasza postanowiła wyjść do ludzi i w sposób prosty i bezpośredni dać im to czego oczekują – prawdy o Lechu Wałęsie. Nie będzie Cenckiewicz czy też inny Kaczyński pluł nam w twarz i Wałęsę nam germanił.... tfu, tumanił. Wiadomo, że największy elektryk tumanić potrafi się sam i pomocy niczyjej nie potrzebuje.

Niczyjej pomocy nie potrzebowała też władza, aby zorganizować ten imponujący piknik ze spektaklem teatralnym w finale. Wszędzie powiewały flagi Platformy Obywatelskiej i bratniego PSL oraz Polmosu Lublin.

Początkowo Heniek był niechętny.

- Zakąsimy po kiełbasce, kupimy balona z Wałęsą i idziemy do domu.

- Zaczekaj Heniu, popatrzymy trochę na spektakl. Kultura rozumiesz potrzebna. Ciekawe będzie! – przekonywałem.

- A co będą wystawiali?

- Będzie o Wałęsie, o jego życiu, walce, jak go torturowali i mordowali...

- ... eee, przecież On żyje – przerwał Henio.

- No tak, ale dla dobra legendy tu w tym spektaklu go mordują – odparłem.

- Ale co to ma wspólnego z rzeczywistością? – Henio był wyraźnie zniesmaczony.

- Oj, Heniu tu jest młodzież, ona się uczy. Co to za bohater, co żyje? Kościuszko żyje? Nie! Piłsudski żyje? Nie! Nawet Geremek nie żyje! Widzisz. Poza tym to tylko taka fikcja literacka, rozumiesz?

- Słabo, ale niech tam. Kto będzie występował?

Wyciągnąłem z kieszeni złożony na cztery program imprezy i pospiesznie podążając wzrokiem za wskazującym palcem począłem krążyć po kartce w poszukiwaniu informacji.

- Zaraz, zaraz.... O , jest! ... „Teatr Mędrca Europy ma zaszczyt.... dalej... w reżyserii Kazimierza Kutza... dalej.... pod tytułem „Co było potem, gdy znalazłem się za płotem”. O, widzisz Heniu „Co było potem...”!

- Ale kto występuje?! Będą jakieś gwiazdy?

- Tak, na pewno! Poczekaj....

W tym momencie spostrzegłem, że nie stoimy już, jak początkowo w niewielkiej grupie gapiów. Znajdowaliśmy się teraz w środku sporego tłumu wielbicieli teatru i historii Lecha Wałęsy. A cały czas widzów przybywało. Przybywało głównie młodzieży i mężczyzn w średnim wieku, zmęczonych już nieco degustacją jaką zafundował im lubelski Polmos.

Akurat koło nas stanęło dwóch młodych degustatorów, intelektualistów – liberałów. Od razu ich poznaliśmy, gdyż z miejsca w kulturalny sposób wyrazili swoją niechęć do PiSu.

- Jeb...ne pisiory takiej balangi za fri nie robiły – nie „Czarny”?

- Ku..a , chłopie gorzała za friko, wurstu się napakujesz ....

Tu osobnikowi nazwanemu „Czarnym” lekko się odbiło kiełbasą mieszaną z „Gorzką Żołądkową” lecz najwyraźniej wszystko przebijała nuta musztardy.

- Te, „Pajac” a po kiego my tu stoimy – „Czarnemu” znów się odbiło.

- Będą wystawiać coś.... sztukę taką będą odgrywać o Wałęsie.

- O kim?

- O Wałęsie, no wiesz, ten co piszą, że komunizm sam obalił i wypędził ruskich i wymyślił demokrację...

- Aaaaa, ku...a taki batnman i Rambo – wiem, co go teraz te pisiory gnoją, że kablował, czy coś?

- Tak. A kolo jest wporzo – nawija jak ten, jak mu tam... Kononowicz, a nie bułkę, przez bibułkę... jak pisiory piep...one...

- Ty „Pajac” a widziałeś Wałęsę?

- Gdzie? „Pajac” rozejrzał się dookoła.

- Nie teraz. Tak w ogóle czy widziałeś?

- Mooowa! A ze pięćdziesiąt razy widziałem. Ale on nie żyje. Zabiły go pisiory – „Pajac” wyraźnie się wzruszył.

- Pier...lisz, on jest nieśmiertelny przecież. Ku...wa chłopie latać potrafi i nap...dala z karata.

- A jednak go pisiory zabiły – „Pajac” miał łzy w oczach.

Sam nie wiem dlaczego, postanowiłem nagle wtrącić się w dyskusję między młodymi.

- Panowie, Wałęsa żyje...

- Słyszysz „Pajac”, Pan mówi, że żyje...a ty mażesz się jak laska jakaś...

- Gówno tam żyje – „Pajac” nie dawał za wygraną – nie słuchaj pisiora... Wałęsa jest zamordowany, a Ty (tu zwrócił się do mnie) jak się będziesz wp...lał do dostaniesz w kaczy dziób!

Zamilkłem i dla bezpieczeństwa zamieniłem się z Heniem miejscami. Na wypadek gdyby mnie znów podkusiło wtrącić swoje trzy grosze do dyskusji młodych.

Tymczasem spektakl rozpoczął się, a tłum zamilkł.

Na scenę wyszedł reżyser spektaklu Pan Kazimierz Kutz i zaczął od słów „Dziś nap...olę wam o Lechu Wałęsie”... Publiczność przywitała go oklaskami.

Podczas gdy Kutz ciągnął swą opowieść o kontaktach z Wielkim Elektrykiem, swoją dyskusję ciągnęli również „Czarny” i „Pajac”.

- Ty, ku..wa to jest Wałęsa, ten tam na scenie?

- Nie Wałęsa przecież nie żyje – z oczu „Pajaca” znów popłynęły łzy.

- Ale czy to jest ten co przedstawia tu Wałęsę?

- Nie. Wałęsa miał dwa metry, był napakowany i nosił czarny dres...

- Adidasa?

- No. I miał płaszcz jak batman i pekaesy...

- Co ty pie...olisz, on chyba wąsy miał?!....

W tym momencie „Czarny” urwał i palcem wskazał przed siebie.

- Te, zobacz – Wałesa!

Na scenę wszedł wysoki, ubrany w czarny dres, barczysty osobnik z obsługi technicznej i wyniósł krzesło z którego właśnie podniósł się reżyser spektaklu.

Część wprowadzająca zakończyła się.

Posypała się lawina braw i Kazimierz Kutrz zniknął ze sceny. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu na spektakl. Prawie wszyscy.

„Czarny” i „Pajac” kontynuowali dyskusję.

- No i ku...wa poszedł sobie Wałęsa.

- Poszedł? A nie poleciał? Waałęęęsa Ruuulez!!!! – głośno wykrzyczał „Czarny”

Tłum podchwycił. Spontanicznie rozpoczęto skandowanie „Wałęsa rulez, Wałęsa rulez...”

Wśród okrzyków i braw na scenie pojawił się pierwszy aktor.

Miał przyklejone siwe wąsy, w ustach fajkę a do kurtki roboczej przyczepiony znaczek z Matką Boską. Szturchnąłem Henia.

- Zobacz... Wałęsa!

Najwyraźniej mój głos usłyszał „Pajac”.

- Te pisior, ku..a mówiłem Ci - gęba na kłódkę! Gdzie ty masz tu Wałęsę. Wałęsa wyszedł, a poza tym ... Wałęsa nie żyje – „Pajac” znów się rozpłakał.

„Czarny” przytulił go po ojcowsku.

- Zobacz k...wa, co narobiłeś! – zwrócił się do mnie. Ty się lepiej nie odzywaj, milcz i czekaj na Wałęsę. Może jeszcze wyjdzie!?

Tymczasem na scenie, bohaterski wąsaty osobnik przeskakiwał właśnie przez płot. Za wyczyn otrzymał gorące brawa od zgromadzonej publiczności. Hałas wyraźnie pobudził płaczącego „Pajaca”.

- Co, co jest? Wałęsa przyszedł?!

- Nie, jakiś krasnalud pryknął przez płot... - wyjaśnił „Czarny”

Teraz na scenie odważny elektryk toczył walkę na śrubokręty z pięcioma zomowcami.

Zainteresowało to „Czarnego”.

- Eee, Zorro, było sobie antenę z beemki odkręcić, dłuższego wytrycha byś miał... – „Czarny” zaśmiał się charchotliwie.

Stojący dookoła widzowie zmierzyli go wzrokiem tak, że zamilkł i mocniej przytulił płaczącego „Pajaca”

Na deskach właśnie okrutni żołdacy od Jaruzelskiego znęcali się nad zakutym w kajdany przywódcą „Solidarności”. W oddali widniała łódka rybacka i połamana wędka. Z miejsca poznaliśmy z Heniem, że to epizod z internowania w Arłamowie.

- Oj, nacierpiał się Lechu, nacierpiał – wzruszył się Henio

- Patrz nawet Wałęsie wędkę połamali – dodałem

Mogłem już przewidzieć, że na słowo „Wałęsa” włączy się radar w głowie „Pajaca” i z miejsca, nieubłaganie mnie namierzy.

- Co Wałęsie?. Co zrobili Wałęsie? Te pisior, wyszedł już Wałęsa? - zwrócił się do mnie „Pajac”, zapłakany i wtulony w dresową kurtkę „Czarnego”

- No, wie Pan Panie „Pajac” mówiłem tylko do kolegi, że w Arłamowie połamali Wałęsie wędkę – odparłem grzecznie.

- Co? To po kiego pojechał do tego Wmarłamowa? Miał być tu! Występować. Jakby nie jechał to by mu nie połamali i nie zabili go.

Przysłuchujący się dotychczas z niewielkim skupieniem naszej rozmowie „Czarny”, nagle szeroko otworzył oczy. Najwyraźniej mu coś zaświtało pod ogolonym na łyso sklepieniem.

- Te „Pajac” dawaj kaniołkę – zrobim ściepę na wędkę dla Wałęsy. Jak się dowie, że mamy dla niego szmalec na kija i żyłkę, to może wyjdzie...

- ... nie wyjdzie!... - załamanym głosem przerwał mu„Pajac”. Wałęsa przecież nie żyje! – ledwo zdążył dokończyć, bo zatoczył się gromkim szlochem.

W tym czasie „Czarny” przemierzał już rzędy z czapką bejsbolówką i podtykając ją każdemu napotkanemu pod nos wykrzykiwał „Społeczna ściepa na kija i żyłkę dla Lecha – nie chować, nie pazernić, tylko kobsać obficie”!

Publiczność w jednym momencie całą swoją uwagę skupiła na działaniach „Czarnego” i kompletnie nie śledziła już wypadków na deskach teatru. Co znamienitsi widzowie wciskali do czapki nawet pięćdziesięcio i stuzłotówki. Z tłumu zachęconego akcją „Czarnego” co raz to dało się słyszeć nowe inicjatywy, w rodzaju: „to na haczyki dla Wałęsy”, „to na spławik” „to na robaki...”

„Czarny” triumfował.

Tymczasem na deskach, właśnie Kaczyńscy mordowali Wałęsę. Odbywało się to w wyjątkowo perfidny sposób, mianowicie duszono go teczkami a bohater krzyczał „nie otake Polske walczyłem” i umierał przy dźwiękach podniosłej pieśni „Biełyje rozy”.

Wielka szkoda, że tej wzruszającej sceny nikt prócz zapłakanego „Pajaca” nie widział. Wszyscy poza nim zajęci byli społeczną zbiórką i podniosłym nastrojem wielkiej i zaszczytnej inicjatywy.

W pewnym momencie rozochocony „Czarny” wskoczył na scenę i pochyliwszy się nad niezwykle przekonująco konającym w konwulsjach odtwórcą roli Wałęsy wypalił:

- Te krasnalud, sypniesz cosik na kija i żyłkę dla Wałęsy? Nie sęp dziadek...

\

Aktor pogrzebał w kieszeni i wrzucił jakieś drobniaki, wbijając w „Czarnego” zdziwiony wzrok. „Czarny” zeskoczył na widownię i w asyście Henia oraz młodego, pryszczatego widza z drugiego rzędu rozpoczęli komisyjne liczenie gotówki.

W międzyczasie spektakl już się zakończył i aktorzy oraz autor i reżyser wspaniałego dzieła sterczeli zdezorientowani na scenie czekając na brawa. Nikt prócz zapłakanego „Pajaca” nie klaskał. Nikt nie zauważył, że spektakl już się skończył.

- Dwa tysiące pięćset trzydzieści jeden złotych, k...wa, ponad dwa tysiące złotych....! - krzyczał wymachując czapką „Czarny”.

- Imponujący wynik - dodał Henio, a pryszczaty młodzieniec z drugiego rzędu rzucił:

- Tak się bawi, tak się bawi STO-LI-CA!

- K...wa Panowie, idziem dać szmal dla Wałęsy – „Czarny” złapał Henia za ramie i pociągnął za sobą w kierunki schodów na scenę.

- Te z machą w grochy – zwrócił się do pryszczatego z drugiego rzędu - idziesz z nami.

Cała trójka weszła na deski i stanęła obok aktorów i reżysera tuż przy mikrofonie.

- Chcieliśmy tu zebraną kasę dać dla Pana Wałęsy, żeby sobie wędkę kupił i żyłkę i haczyki i spławiki...

- ..i robaki,... i podrywkę, ... i ochotkę, ...i błyski... padały ze wszystkich stron widowni pojedyncze okrzyki.

- ... tak jest, niech sobie to wszystko kupi – łagodnie zakończył „Czarny”

- A wy, to znaczy ty krasnalud i ty srebrny mikrus (tu zwrócił się do reżysera) dajcie mu kaskę i niech jeszcze tu do nas wyjdzie. No szybciorem konusy.

„Czarny” podał zaskoczonym artystom plastikową reklamówkę z zebranymi pieniędzmi i gwałtownym ruchem ręki wskazał im aby odeszli. Grupa artystów czym prędzej zniknęła za kotarą.

- Ku...wa Panowie, niech żyje Wałęsa – zaintonował szczęśliwy pomysłodawca zbiórki.

- ...Wałęsa nie żyje – dało się słyszeć cichy, łkający głos z widowni. To „Pajac” czujnie zareagował na słowo „Wałęsa”, po czym kontynuował oddawanie się nieskrywanej rozpaczy

- Ku..wa Panowie, idziem na miejsca – zarządził i cała trójka: Henio, Pryszczaty i On zeszli na widownię.

Tłum się gotował. Jedni twierdzili, że Wałęsa nie wychodzi, bo pojechał kupić wędkę, inni że tak się wzruszył, że moc mu w nogach odjęło, jeszcze inni, że po prostu wziął forsę i pojechał do domu.

Wszystkie te hipotezy, oczywiście potwierdzali wiarygodni świadkowie. I tak np. tleniona blondyna z łysawym brunetem twierdziła, że właśnie dzwonił do niej szwagier od którego przed chwilą na Allegro Wałęsa zakupił wędkę z kompletem haczyków, a ubrany w nienagannie skrojony garnitur, młody wąsaty jegomość twierdził, że właśnie przed chwilą jego przyjaciel, lekarz z pogotowia ratunkowego został wezwany do Wałęsy, aby postawić go na nogi. Zgromadzeni przekrzykiwali się już dłuższą chwilę, a czas płynął.

- Ciszaaaaa kuuuuu...wa , Wałęsa wyszedł! – ryknął nagle jak ranny łoś „Czarny”

- Gdzie, gdzie...? - reagował tłum

- A tam, ku...wa, ślepe jesteście ?! – wrzasnął „Czarny” i wskazał palcem na wynoszącego ze sceny rekwizyty, wysokiego, „napakowanego” łysego osobnika w czarnym dresie

- Wałęsa... kup... se...wędkę! – wykrzyczał „Czarny”

Osiłek spojrzał na niego i znacząco popukał się palcem w czoło. „Czarny” zbaraniał.

- Co ku..wa pukasz palcem? Wędkę se kup. Słyszysz?

Niestety osiłek nie słyszał, bo zdążył już zniknąć za kotarą wraz z dwoma krzesłami i stertą teczek. Tłum się nadal gotował, nie świadom ogromnej pomyłki. Tylko „Czarny” stał jak by go wmurowało w ziemię.

- Ku..wa Wałęsa spi...olił! Wziął kasę i spi...olił! – powtarzał pod nosem.

Pomimo, że słowa wypowiadane były cicho, nie umknęły nastawionemu na odbiór tylko wybranych, konkretnych wyrazów, bystremu uchu zapłakanego „Pajaca”.

- Wałęsa przecież nie żyje! – wycedził zalany łzami – mówiłem Ci od początku!

W głowie „Czarnego” zrodził się nagle okrutny scenariusz wydarzeń.

- Luuudzieeeee, krasnaludy podpierd...liły kasę dla Wałęsy! Granda!

Tłum wdarł się na scenę, a następnie wpadł za kotarę. Niestety ani aktorów, ani reżysera, ani też nikogo z obsługi już nie było.

- Cała kasa została podp...olona! Wałęsa nie żyje, a oni zabrali jego pieniądze! Luuudzie, łapać złodziei - to na pewno pisiory!

„Czarny” miotał się po scenie, kopał w deski i marszczył skórę na głowie w garściach, zapewne w tym momencie żałując, że nie posiada tam owłosienia.

Tłum milkł z minuty na minutę. Już tylko gdzieniegdzie dało się słyszeć pojedyncze głosy: „Granda”, „Złodziejstwo”, „Oszuści” itp. Ludzie kierowali się w stronę wyjścia.

Również i my z Heniem podążyliśmy za grupą.

Nasz wspólny pech, Henia i mój nie był by pełnym pechem, gdyby nie ponowne spotkanie i wspólny marsz do wyjścia wraz z „Czarnym” i „Pajacem”. Szli tuż za nami.

Obaj łkali i ocierali rękawami oczy oraz nosy. Każdy z innego powodu.

Gdy mijaliśmy piwny barek, Henio złapał mnie za rękaw i pokazał palcem umęczonego złocistym trunkiem oraz zapewne innym wyskokowym napojem osiłka, smacznie śpiącego z głową wtuloną w popielniczkę na pełnym rozlanego piwa stole.

- Patrz, to ten gość w czarnym dresie, który nosił krzesła...

- Tak, to on. Biedak tak się napracował i nadźwigał, że ze zmęczenia skonał... wtrąciłem niby dowcipnie.

Mój dowcip najwyraźniej dotarł do idącego dwa kroki z tyłu „Pajaca” i zaintrygował go.

- Kto niby skonał, gdzie.... te „Czarny” ktoś tu skonał.... – zwrócił się do czerwonego z płaczu i złości przyjaciela.

- O ty ku..wa, Waaałęsaaa tam... leży! – „Czarnemu” odjęło mowę. Niestety i on dostrzegł pijanego w belę osiłka.

- Dawaj „Pajac” lecim do Wałęsy – „Czarny” ciągnął kolegę za rękaw dresu i gnał w stronę piwnego barku, pokonując niskie krzewy i plotek

Obaj stanęli nad upojonym do nieprzytomności młodzieńcem i zaczęli go lekko trącać.

- Te Wałęsa wstawaj. Panie Wałęsa, Pan wstanie... Pooobudka!

Niestety, spożyta ilość alkoholu okazała się wprost proporcjonalna do mocy snu osiłka. Nie reagował na nic.

- Ty „Czarny” mówiłem ci ku..wa , że Wałęsa nie żyje – „Pajac” znów zaniósł się płaczem.

- Noooo. Wychodzi na to, że nie żyje. Pisiory go otruli browarem, miałeś rację, szacun „Pajac” – „Czarny” zasalutował do wytartej bejsbolówki.

- Zaraz, zaraz, „Pajac” masz komórę?

- Mam, a po kiego pytasz?

- Dawaj ku..wa, „Pajac” zrobisz mi zdjęcie z Wałęsą.

„Czarny” uniósł bezwładną głowę osiłka i przysunął ją do swojej uśmiechniętej twarzy.

- No dawaj, ... rób!

Nawet błysk flesza z aparatu zamontowanego w komórce nie zmącił błogiego snu pijanego.

Panowie jeszcze raz powtórzyli manewr, z tą różnicą, że tym razem to zapłakany „Pajac” przyklejał się do twarzy upojonego, a „Czarny” fotografował.

- Niech ci ziemia lekką będzie, spoczywaj w spokoju, gites koleś byłeś. Idziemy „Pajac”!

- ... ku..wa wędkę ci połamali i pieniądze podp....lili krasnaludy-pisiory jeb..ne – „Pajac ryczał jak bóbr głaszcząc twarz osiłka.

- "Pajac” idziemy – „Czarny” mocnej pociągnął kolegę i obaj znowu wbili się w tłum.

Więcej ich już nie widzieliśmy, co dla nas z Heniem wcale nie stanowiło powodu do zmartwienia. Do domów dotarliśmy jeszcze przed północą.

Nazajutrz koło jedenastej wpadł Henio. Pogawędziliśmy o tym i owym, ale głównym tematem były wydarzenia wczorajszego dnia. Żartowaliśmy z „Czarnego” i „Pajaca” z upitego do nieprzytomności „Wałęsy w dresie” i z całej komicznej sytuacji.

Miłą dyskusję przerwał nam znajomy głos dochodzący z radioodbiornika. Henio podbiegł i potencjometrem zwiększył siłę głosu.

- ...wczoraj otrzymałem od Narodu pieniądze, w zbiórce zebrane dla mnie , bo to mnie się należy, bo to ja takom koncepcje miałem, żeby komunizm obalyć, a nie Kaczyńskie, bo co to one robili, nikim byli i to tylko ja sam zasługi miałem, bohaterem jestem i pieniądze jak mi dajom teraz, to widać kto walczył i pluralizm robił i demokracje tworzył....

- To Wałęsa, poznaję po precyzji wypowiedzi – cicho stwierdził Henio.

Tymczasem z radia dalej wartko płynął strumień mądrości:

- ... a pieniądze to ja wezne i pewnie znów udupie w jakiś społecznych sprawach, coś może w rodzaju książki napiszę, albo powieść. Mojom historię wam napiszę, że to ja obalyłem i Jaruzelskiego i Kiszczaka i teraz Kaczyńskich. A jak zostanie coś, to se wędkę kupię i na ryby pojadę...he he...

A jednak krasnaludy okazały się w porządku, wypełniły swoją misję – prawie jednocześnie pomyśleliśmy to samo. I Henio i ja. Jacy szczęśliwi muszą być teraz „Czarny” i „Pajac”


Jak tylko będzie okazja, to znów pójdziemy z Heniem na jakiś „Piknik z Wałęsą”.