Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Michnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Michnik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

Lekcja Kultury - Adam MIchnik i Stefan Kisielewski...

Odcinek programu promującego dobre obyczaje i stosowne wychowanie.

czwartek, 16 maja 2013

"Oburzony"


Stało się coś doniosłego - „Honorowy Gruźlik III RP“ Adam Michnik zabrał głos.
A zabrał głos w sprawie wystąpienia posła LSD Tadeusza Iwińskiego, który podczas posiedzenia komisji kultury i środków masowego przekazu zaprotestował przeciwko fragmentowi przygotowanego projektu ws. śmierci Grzegorza Przemyka.
Chodziło o zdanie: "Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych fabrykowano dowody mające obciążać winą za śmierć Grzegorza Przemyka sanitariuszy pogotowia ratunkowego, zaś ukrywano te, które wskazywały na milicjantów, jako winnych śmierci maturzysty".
Wkurzył się zatem ostentacyjnie Michnik na Iwińskiego i pewnie już nie będzie publicznie  z nim wódki pił.

"Myślę, że trzeba bardzo wiele wysiłku, by móc się z nim (projektem uchwały) w czymkolwiek nie zgodzić (...) Śmierć Grzesia Przemyka należy do najbardziej brunatnych kart epoki stanu wojennego. (...) Całą nikczemność tamtych czasów mamy tu w pigułce"
"Szanowny panie pośle (to do Iwińskiego) - sąd nie wskazał również wielu innych rzeczy, ale sprzeciw pana i pańskich kolegów politycznych wskazuje, że chcecie zamazać pamięć o tamtej zbrodni (...)"
To aż tak ubodło MIchnika...?!

Panie Adamie Michniku, po co tak ostentacyjnie i od razu wielkie słowa: „brutalne, nikczemność, tamta zbrodnia...“?
Z punktu widzenia pańskiej formacji parapolitycznej – to nie jest możliwe by coś takiego wtedy miało miejsce!
To tylko bezczelna propaganda, pewnie PISowska lub w najlepszym razie endecka...
A nie  lepiej pogadać i wyjaśnić wszystko z pańskim „człowiekiem honoru“ - Czesławem Kiszczakiem – ówczesnym szefem MSW?
Może tez Pan Urban, kolega po fachu i pański kompan – coś dorzuci?
W ostateczności zostaje audiencja u „opieprzcie się od ge...ge...generała“  Jaruzelskiego.
Dyskusja z w/w powinna wszystko wyjasnić, a wtedy wrócimy do wersji o mordercach-pielęgniarzach i zbrodiczej lekarce zpogotowia...


piątek, 23 marca 2012

sobota, 13 sierpnia 2011

Adam nie żyje (tekst do Wikipedii)

Adam nie żyje – miejska legenda (?) głosząca, że redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” i bohater Okrągłego Stołu nie żyje od 1968 roku, a został zastąpiony sobowtórem.
Dowodami na prawdziwość tego podania mają być ukryte informacje zawarte głównie w dokumentach partyjnych, SB, Milicji Obywatelskiej oraz przekazy poprzez tzw. backmasking w pismach drugiego i pierwszego obiegu dokonane przez samego „nowego” Michnika.

HISTORIA LEGENDY

W formie pisemnej plotka(?) o śmierci Michnika pierwszy raz pojawiła się 25 września 1969 roku w gazetce drugiego obiegu „Wolność i Praca”. Informację tę podpisał Tomasz Wolski (pseudonim?). Materiał powstał po tym, gdy tajemniczy ktoś, przedstawiając się jako emeryt (kierowca, pracownik FSO), zwierzył mu się, że wie o śmierci człowieka, studenta który zmarł na jego oczach a mimo to widziany jest wśród żywych. Spotkanie miało miejsce w kościele Św. Krzyża w Warszawie.
Emeryt zasugerował również Wolskiemu, by ten przestudiował teksty niejakiego Andrzeja Zagozdy we „Więzi”. Na potwierdzenie swojej hipotezy o „żyjącym umarłym”, przeczytał zapisany na skrawku papieru fragment artykułu tegoż Zagozdy uznany przez niego jako backmasking: „(...)Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska. To było dawno. Niektórzy sztandar zwijali na końcu, wiele za późno. Taki los był Ramusa, kolegi, który zresztą dawno nie żyje.(...)”
Uwagę zwraca fragment o koledze Ramusie. Kim był ten Ramus i po co „nowy” Michnik o nim wspomina? Według informatora jest w tym zaszyfrowana informacja o śmierci prawdziwego Michnika. Czytając „był Ramusa” od tyłu otrzymujemy: „asUMAR Łyb”.
Innym dokumentem wykorzystanym jako backmasking jest fragment tekstu Zagozdy z 1970 roku, opisujący znajomego o nazwisku Aram Mełram (podobno emigrant z Osetii), który jeszcze pod koniec 1968 roku uciekł z Polski promem do Szwecji, a następnie zamieszkał we Francji. „(...) teraz chasa pan Mełram z panienkami po Paryżu (...) – pisze Zagoda. Budzi zdziwienie błąd ortograficzny popełniony przez Zagozdę. Jest on zrobiony celowo by można było wspak przeczytać: ZMARŁEM NA PASACH.
Do niedawna pozostawały jeszcze w archiwach SB dokumenty opisujące wypadek z dnia 30 stycznia 1968 roku. Zadziwiał jednak w nich brak spójności, co do konkluzji i efektu.
Milicyjne raporty opisywały kraksę zakończoną śmiercią przechodnia, natomiast dokumenty służb specjalnych pisały tylko o incydencie i udzielonej drobnej pomocy lekarskiej dla pieszego. Niestety owe raporty zaginęły między 12 kwietnia a 27 czerwca 1990 roku.
Taką przynajmniej wersję podaje emerytowany major SB Mieczysław Kożuch.

OKOLICZNOŚCI RZEKOMEJ ŚMIERCI I ZASTĄPIENIA SOBOWTÓREM

30 stycznia 1968 roku, tuż przed północą, Adam Michnik wracał do domu po rozpędzeniu przez milicję demonstracji studenckiej pod pomnikiem A. Mickiewicza.
Po pożegnaniu z kolgami Modzelewskim i Szlajferem (na wysokości Hotelu Bristol) udał się w kierunku Nowego Światu.
Będąc przed skrzyżowaniem Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Królewskiej, nie zauważył jadącej od strony Ogrodu Saskiego szarej warszawy.
Pewnym krokiem wszedł na przejście dla pieszych, mimo czerwonego światła.
Kierowca samochodu (emerytowany pracownik FSO) nie miał szans wyhamować.
Potrącił pieszego i mimo natychmiastowo udzielonej pomocy oraz reanimacji stwierdził po kilku minutach, że ofiara nie żyje.
Po chwili na miejsce przybyła ekipa milicji obywatelskiej pod dowództwem młodego kapitana Kozuba (Kozeba?). Spisano okoliczności oraz dane osobowe kierowcy.
Ciało przewieziono do Zakładu Kryminalistyki KG MO, gdyż jeden z milicjantów rozpoznał w nieboszczyku syna byłego prominentnego działacza partyjnego.
Po ustaleniu przyczyn wypadku i okoliczności a także roli Adama Michnika w demonstracjach studenckich, postanowiono w porozumieniu z anonimowym (gen. Tadeusz Pietrzak?) wysokim funkcjonariuszem bezpieczeństwa, że śmierć Michnika zostanie utajniona a w jego miejsce podstawiony sobowtór.
Informacja o śmierci młodego demonstranta, jednego z bardziej aktywnych uczestników zamieszek, mogła źle wpłynąć na wizerunek i tak krytykowanej na zachodzie władzy.
Nikt nie uwierzył by w pospolity wypadek, zaczęto by snuć domysły, dorabiać fakty...

Oficjalnie podano, że Michnik znalazł się w gronie 35 zatrzymanych w trakcie demonstracji studenckich i przebywa w areszcie milicyjnym.
Znalezienie sobowtóra zmarłego Michnika, okazało się bardzo proste.
Służba Bezpieczeństwa dysponowała aktami osobowymi niejakiego Szymona Albina Landaua, pracownika Fermentowni Tytoniu w Krasnymstawie.
Landau okazał się łudząco podobny do Michnika, a jedyną widoczną różnicą było 2cm różnicy we wzroście I niekompletne uzębienie. Był też o prawe dwa lata młodszy, lecz tego trudno było się dopatrzyć gołym okiem.
Po odpowiednim “przystosowaniu” sobowtóra do nowej roli, 14 lutego 1968 roku nowy Adam Michnik wyszedł z aresztu na wolność.

Początkowo informacja o śmiertelnym potrąceniu “młodego człowieka” na przejściu dla pieszych, w nocy 30 stycznia 1968 roku miała znaleźć się w rubryce wypadków “Życia Warszawy” już w czwartek 1 lutego, lecz po interwencji oficera bezpieki (wysłanego przez samego Zenona Kliszkę) u redaktora naczelnego gazety Henryka Korotyńskiego, informację zdjęto.

ZAKOŃCZENIE

Rozwój Internetu przyczynił się do tego, że za pośrednictwem Facebooka powstały utajnione grupy badaczy, których członkowie twierdzą, że Michnik przed i po 1968 roku to niekoniecznie ta sama osoba.
Jak podają, istnieją widoczne różnice między Michnikiem „tamtym” i „tym”.
Adam Michnik posiada pieprzyk na lewym policzku, podczas gdy przed 1968 rokiem takiego pieprzyka nie miał. Miał za to rozciętą dolną wargę – efekt wypadku rowerowego. Teraz śladu po rozcięciu nie ma.
Dawny Michnik jąkał się „do przodu” i zacinał, natomiast dziś tylko się zacina.
Na potwierdzenie hipotezy można jeszcze podać zaskakującą metamorfozę Michnika w kwestiach politycznych, przed 1968 rokiem i po.
Legenda ciągle skupia na sobie wielką ciekawość i budzi zainteresowanie coraz szerszych kręgów badaczy.
Emerytowany major SB Mieczysław Kożuch, autor wielu hipotez i opracowań dotyczących podmiany osoby Adama Michnika, jednoznacznie i zdecydowanie potwierdza ten fakt.
Z drugiej strony Adam Michnik, pytany o legendę stwierdzi: „To stek bzdur. Wszystko wymyślono”.
Kwestia wiarygodności przekazu jest zatem ciągle sprawą otwartą.


środa, 13 lipca 2011

Adam Michnik nie istnieje i nigdy nie istniał.

Tak, to prawda. Nigdy nie urodził się i nigdy go nie było.

Michnik to wymysł ludzi, którzy własne słabości i ułomności próbują podeprzeć jakimś autorytetem. Autorytetem wymyślonym według własnych potrzeb.
Nigdy nie było Michnika, tak jak nie było też jego jąkania się i brudnych zażółconych od petów paluchów.
Nie było zaleczonej gruźlicy i bankietów z jego udziałem w komunistycznych ośrodkach.
Nie było Michnika, bo być nie mogło.

Czy bowiem mieści się w ludzkiej wyobraźni, że człowiek opowiadający o swojej „demokratycznej” przeszłości, walce i martyrologii, notorycznie broni komunistycznych kolaborantów?
Pieści twórcę Stanu Wojennego i mordercę robotników, zadaje się ze złogami komunizmu?
Czy jest możliwe, że na czele podejrzanej grupy wpada do archiwum MSW i w sposób iście „sowiecki” bezkarnie penetruje akta współpracowników i kolaborantów SB?
Czy jest możliwe, że publicznie kłamie mówiąc o tradycjach polskości w jego rodzinie, podczas gdy rodzice i brat jego wysługiwali się sowieckiemu okupantowi?
Czy może istnieć postać, zdeklarowanego niezłomnego bojownika o wolność Ojczyzny, który zwalcza jak tylko może lustrację i chroni komunistycznych zbrodniarzy?
Czy może istnieć człowiek, który wbrew rozsiewanym przez siebie opowieściom, we własnej gazecie w każdą rocznicę Stanu Wojennego zamieszcza wywiady ze sprawcami tragedii narodowej i mordercami?
Czy to prawdopodobne, że mógł kiedykolwiek chodzić po ziemi osobnik opowiadający o swojej wieloletniej walce o wolność słowa, a jednocześnie skarżący do sądu każdego, kto tylko (jego zdaniem) nieprzychylnie o nim wypowie się?
I wreszcie, czy jest możliwe, że taka postać jak „sumienie narodu” i „autorytet moralny” przyjaźni się z pospolitym pedofilem, którego zaprasza na odczyty do kraju i hołubi ściskając się z nim publicznie?

Nie jest to możliwe.
Dlatego nie dajcie się zwieść opowieściom, Adam Michnik nigdy nie istniał.
Nie jest bowiem możliwe, że postać tak przewrotna i perfidnie paskudna mogła po świecie chodzić.

Takie rzeczy to tylko w horrorach.

----------------------------------------------
Dla sympatyków „Gazety Wyborczej” ( posiadającej zmyślonego szefa) - kilka gratisowych, reklamowych vlepek.


niedziela, 3 kwietnia 2011

Wal się ubeku w brudnych dżinsach.

Znany z tego, że jest znany, uczeń pilny Adama Michnika – Meller Marcin obraził się na prezesa Kaczyńskiego, ze ten mówił coś mało popularnego o manupulacji Ślązakami.

Nie bardzo Meller zrozumiał wypowiedź prezesa Kaczyńskiego, a właściwie nic nie zrozumiał z wybranego fragmentu raportu opracowanego przez szefa PiS, ale na wszelki wypadek strzelił focha.

Bo Meller ma żonę. Na dodatek żona ta pochodzi ze Śląska i pewnie chce deklarować w czasie spisu powszechnego narodowość śląską, co według tego, co zrozumiał (a raczej nie zrozumiał) Meller - jest nieładnie.
Teraz aby było ładnie, sam Meller na znak solidarności z małżonką też napisze, ze jest narodowości śląskiej i już dziś kazał na „fejsfuku” czy innym „fejsbuku” – „walić się skinom w garniturach”.

Skini w garniturach pewnie pójdą się „walić”, Meller będzie dowartościowany w ramach własnej mózgowej pustki, żona jego poczuje dotyk ochronnego ramienia odważnego męża Marcina a tradycji stanie się zadość.

Bo Meller już tak ma, że lubi się raz na miesiąc obrazić na kogoś.
Tak się chłopina wylansował na fochach, że tylko spytać kto będzie następną ofiarą.
Ledwo co skończył obrażać się na Tuska z kompanią i publicznie wywalił premierowi, że na niego nie zagłosuje a tu bęć... kolej na Kaczyńskiego!

Jedno jest pewne, nie skończy się to jak w przypadku obecnego premiera, czyli jakimś gastronomicznym mityngiem, gdzie na drugim śniadaniu przy bułce z cienko krojoną krakowską suchą nastąpi publiczne posypanie głowy popiołem i pobratanie.

Człowiek poważny, pokroju Jarosława Kaczyńskiego nie nabiera się na takie tanie „łuckie numery” w wykonaniu głodnych „miszczów” jak „cudotwórca z II Irlandii”.
Jak to mówią, lepiej z mądrym pościć, niż z głupim zapychać się kajzerką z kiełbasą.

Brak umiejętności czytania czy też słuchania ze zrozumieniem, zmusza do otwartego napisania Mellerowi, że gdyby Ślązacy, tacy jak choćby wielki patriota Wojciech Korfanty usłyszeli jego plecione bzdury dali by mu w wielką gębę z wielkimi wargami.
Pewnie dostało by się też Gorzelikowi i jego PeOwskim pomagierom.
Za jawne kpienie z polskości i zatracanie tradycji, o którą setki tysięcy ludzi na Śląsku walczyło.
Meller manipuluje, kłamie i nazywa to „straszeniem Niemcami” i porównuje do stanu wojennego czy teżmarca’68.
Halo, czy jest na sali lekarz....


Dziś informacja o idiotycznej wypowiedzi Mellera trzyma się na topie w największych portalach internetowych.
Niestety, Meller osiągnął już w naszych mediach status „Frytki” czy innego tam Maseraka i żyje z pietruszenia trzy po trzy w ramach samolansu.
Należy liczyć się z tym, że np. kolejną ofiarą Mellera będzie szef PSL Pawlak.
Że niby dolewa wody do mleka.
Przyjdzie mu się „walić - skinowi w gumiakach”!


Prawdę powiedziawszy, niech sobie Meller deklaruje co chce. Nawet, że jest Mandżurem, Arabem czy też Ślązakiem pełnej krwi.
Jego sprawa.
Najwyżej będzie z Polsce jednego „rodowitego ślązaka” więcej,... ale za to jednego Żyda mniej!

P.S.
Na ogół jest tak, że do ludzi prymitywnych, pokroju Mellera docierają tylko zwroty, którymi oni sami operują, stąd tytuł powyższego wpisu.
Gdyby Meller nie zrozumiał – ułatwiam: jako wyznawcę idei „michnikowszczyzny” potocznie można nazwać go „ubekiem”, natomiast brudne dżinsy to fakt bez przenośni i aluzji.
„Walić się” nie będę tłumaczył, bo pewnie już to robi.

środa, 30 marca 2011

Hieny czują krew - zbliża się 10. kwietnia.

Już za niespełna dwa tygodnie pierwsza rocznica śmierci 96 ofiar tragedii pod Smoleńskiem. W szczególny sposób do obchodów przygotowuje się "Gazeta Wyborcza", szykując cykl materiałów szkalujących dobre imię zmarłych oraz produkując plotki i zgodne z rosyjską racją stanu insynuacje na temat Tragedii. Dziś ukazał się pierwszy odcinek, wywiad z pilotem Pietruczukiem (tym od lotu do Gruzji), w którym insynuuje się jakieś (regularne podczas lotu Prezydenta) naciski na załogę. Wybór momentu publikacji raczej nie przypadkowy. Hieny wybiegły na żer...

niedziela, 27 marca 2011

„83 proc. Polaków: O holokauście i o Grossie mówi się za dużo”


Prorządowy OBOP wspierany przez „GW” przygotowuje się do obchodów rocznicy „smoleńskiej tragedii”.
Właściwie OBOP stał się tylko narzędziem, które posłużyło do „wykrojenia” pewnych liczb, które już dalej centrum propagandy z Czerskiej ubrało w ideologiczne szaty.

Wszak 10. Kwietnia tuż, tuż... Czytam na stronie „GW” głupio-propagandowy bełkot pt. „83 proc. Polaków: O Smoleńsku mówi się za dużo” i mimo poważnego w swojej wymowie tematu, co chwila wybucham śmiechem.

Cała misternie, lecz w rzeczy samej głupio skrojona intryga opiera się o założenie, że czytelnicy „GW” to idioci i bezmózgi wyznające dogmat o nieomylności każdego kogo tknął cudownie Adam Michnik & Co.

Jak bowiem inaczej nazwać działania funkcjonariuszy gazety, którzy nawet nie zadali sobie trudu przytoczenia pytań z „ankiety OBOP”, lecz z lubością zamieścili atrakcyjne odpowiedzi wpisujące się w ich linię programową. O Katastrofie Smoleńskiej dowiadujemy się co następuje:
- „87% ludzi twierdzi, że to narzędzie w walce politycznej”,
- „78% pytanych uważa je za nudne i irytujące”,
- „89% chce aby roczna miała charakter prywatnych obchodów, przy grobach poległych”,
- „50% hołduje idei wspólnych polsko-sowieckich obchodów,
- „70% uważa, że większa liczba obchodów, to strata publicznych pieniędzy”,
Itd...itp...

Piękne liczby, godne odpowiedzi, tylko.... brak pytań na które „pytani” odpowiadali.
Sondaż został ponoć przeprowadzony 3-9 marca 2011 r. na liczącej 950 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Te blisko tysiąc osób, to akurat tyle ile zatrudnia wydawnictwo Agora.
Chorych i nieobecnych mogli zastąpić np. znajomi nieocenionego mistrza ankiety i analizy Piotra Pacewicza.

Całość tej „lipy” to tylko preludium przed akcją „godnych obchodów” rocznicowych.
Uzupełnią je jeszcze wypowiedzi „ałtorytetów” dotyczące pozostałych okropności, jak comiesięczne stawianie zniczy przed pałacem prezydenckim, marsze pamięci, domaganie się międzynarodowego śledztwa itd..itp.
Na koniec w „GW” wystąpi zapewne Paweł Deresz i potępi „Rodziny Smoleńskie”.
Tak żeby było wiarygodnie. Całość podsumuje zaś już w poniedziałek 11. Kwietnia „ojciec redaktor”, który w imieniu rzeszy „normalnych obywateli” (tych od Wojewódzkiego, Bartoszewskiego oraz Rodziny Agora) zagrzmi głośno: - Dość już o Smoleńsku!

Nie lubi Michnik i jego kompania miętolenia o tym samym w kółko i na okrągło. Szczególnie, gdy dotyczy to mało bezpiecznych tematów i zagraża ustalonym i ratyfikowanym dawno sojuszom gazety.

Mimo to mój pomysł na kolejną akcję w „GW” jest taki: „Skończmy wreszcie z tym holokaustem i Grossem!”
Ile można o tym samym w kółko trąbić i ile można jeden temat mielić?!
Blisko siedemdziesiąt lat w kółko holokaust i holokaust....
Przecież to takie proste skończyć z tym mąceniem.

Powołać komisję specjalną ds. holokaustu, najlepiej tu u nas w Polsce (bo na terenach Polski mieściło się najwięcej obozów zagłady) i wypracować jedno stanowisko w odpowiednim raporcie.
Że, dajmy na to: „powodem było, to i to.... winni byli, ci i ci..., odpowiedzialność ponoszą tacy a tacy....
Koniec i dość gadania.
A Grossa i innych jątrzących wyśmiać i napiętnować za podważanie oficjalnych raportów.
Skończyć wreszcie z tymi ciągłymi wycieczkami i pochodami młodzieży z Izraela do najróżniejszych miejsc w Polsce związanymi pośrednio z zagładą Żydów.
Jeszcze obozy koncentracyjne rozumiem, ale inne punkty (krakowski Kazimierz, warszawski Umschlagplatz)?

Po co też na tym Umschlagplatz palić te znicze?
Toć tam nikt nie zginął!
Zanieczyszczają tylko część ulicy, którą przechadzają się ludzie i to często z dziećmi.
Niech Michnik napisze, że karygodne jest wypisywanie przez Grossa jakichś bzdur o winie Polaków w zagładzie, skoro nasza komisja ds. holokaustu tak nie stwierdziła.

Może też któryś z zaufanych funkcjonariuszy Agory napisać o tym, że żydowska policja pomagała w zagładzie getta i współdziałała ze szkopami, nierzadko będąc napojona hitlerowską wódką.
Miliony ofiar komór gazowych w obozach zagłady nie miało świadomości, że przyczyną męczeńskiej śmierci był produkt wynaleziony przez ich rodaka Fritza Habera, a mianowicie Cyklon B! O tym też warto wspomnieć na łamach.

Inna sprawa, to kwestia pomników i upamiętniających okolicznościowych obelisków. Kto i dlaczego na wspomnianym Umschlagplatz wybudował pomnik? Czy przeprowadzono wtedy konsultacje społeczne?
Przecież istnieje pomnik Bohaterów Getta, który spełnia rolę pomnika ku czci zagłady Żydów! Kto wydał zgodę na budowę monumentu nazwanego Muzeum Historii Żydów, który zajmuje cały plac Bohaterów Getta?
Po co kolejny pomnik dotyczący tej samej historii? Dlaczego w tej kwestii pani Waltz nie spytała mieszkańców?
A może wystarczyłaby tablica upamiętniająca, w rodzaju: „w tym miejscu w celu upamiętnienia tragedii zagłady , od ponad 60 lat ludzie od czasu do czasu zbierają się, palą świeczki...”
Do boju Agoro! O prawdę i właściwe traktowanie historii!
Poparte to wszystko odpowiednim sondażem przeprowadzonym „na wiarygodnych” czyli iluś tam osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Już widzę tytuł: „83 proc. Polaków: O holokauście i o Grossie mówi się za dużo”... Można nawet zastosować te same liczby, które wymyślono przy „sondażu smoleńskim”, i napisać, że ciągłe „maglowanie” holokaustu i jątrzenie Grossa, to według:
- „87% badanych, narzędzie w walce politycznej”,
- „78% pytanych - nudne i irytujące”, Ponadto:
- „89% respondentów winno uważać, iż rocznice zagłady winny mieć charakter prywatnych obchodów, przy grobach”,
- „50% ankietowanych powinno deklarować, że należy skupiać się na okrągłych rocznicach, tylko wspólnych żydowsko-niemieckich obchodów,
a nadto:
- „70% uważać winno, że większa liczba obchodów, to strata publicznych pieniędzy”.
I tak dalej.... I to dopiero będzie wiarygodne.

czwartek, 11 listopada 2010

Pan Herszel i Order dla Michnika

Kilka dni temu spotkałem Pana Herszela.

Pan Herszel był niegdyś moim sąsiadem. Lubiłem go, gdyż był pogodnym człowiekiem, starszym ode mnie i moich kolegów, lecz potrafiącym nawiązać nić porozumienia z młodzieżą.

Jak się okazało ówczesny pierwszy sekretarz Gomułka był sporo od Pana Herszela starszy i nie potrafił nawiązać porozumienia z młodszymi (jak to umiał mój sąsiad), toteż został Pan Herszel wyrzucony z kraju po 1968 roku.

Pan Herszel zamieszkał w Szwecji i dopiero teraz pierwszy raz od wyjazdu odwiedził Polskę.

Spotkałem go na ulicy, w pobliżu naszego starego domu.

Ucieszył się ale i zdumiał, że po tylu latach ktoś go jeszcze poznaje.

Wymieniliśmy uprzejmości.

- Co Pana sprowadza do Kraju?

- Ciekawość - odparł - zwykła ciekawość, co zmieniliście, jak żyjecie?

- Tak sobie żyjemy... no niektórzy to dobrze żyją, jest tak jak dawniej było...

- Wiem, wiem - czytam prasę polonijną.... pracujecie, klaszczecie, świętujecie, defilujecie, czcicie. obchodzicie... - Herszel zawiesił głos

- O, tak... właśnie niedługo będziemy obchodzili rocznicę Niepodległości... nowy prezydent dba o pozory. Defilady, przemówienia, awanse, medale, ordery.... nawet kotyliony nakazał wycinać z papieru...

- Znaczy patriota... - wszedł mi w słowo Herszel

- Lokalny. Jak siedzi w swoim lokalu, w alejach Ujazdowskich to przed żoną udaje, że jest patriotą... Nawet ordery Orła Białego ma nadawać podobnym sobie, .. znaczy też patriotom.

- Tak? A któż to będzie wyróżniony?

- Jan Krzysztof Bielecki... biskup Orszulik... Michnik....Aleks...

- Tak, tak...dobrze... - przerwał - a który Michnik, bo znałem dwóch...?

- No, jak to który? - Herszel zaskoczył mnie mocno swoim pytaniem

- ... zresztą wszystko jedno który, wszystko jedno.... A niech was... Do zobaczenia za czterdzieści lat.... uchylił filcowy kapelusz i na pożegnanie rzucił: A swoją drogą, to jak wrócę do domu, do Szwecji to pogratuluję Michnikowi osobiście....

wtorek, 9 listopada 2010

Zadymiarze, "Gazeta" jest z wami!

Ostatni czynny organ Adama Michnika - „Gazeta Wyborcza” poinformował, że 11. listopada przez największe miasta Polski przejdą marsze organizowane przez środowiska narodowe i patriotyczne. Oczywiście wśród zagorzałych wielbicieli komuny, anarchii i wszelkiego śmiecia postkomunistycznego rodem z PRL budzi to odruch odrazy i obrzydzenia.

We łbach michnikoidów - wytworów komunizmu, nie mieści się jak to jest możliwe by w "cywilizowanym świecie", w "cywilizowanej europce" i "cywilizowanej - unijnej republice nadwiślańskiej" nacjonaliści chodzili sobie ulicami i świętowali rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę?

A przecież jest tyle pięknych dat i okazji, by świętować.

Jest 1. Maja, jest 22. lipca, jest rocznica wybuchu Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Radzieckiej a nawet Parada Pederastów... tyle atrakcji podczas, których można pomachać flagami i manifestować swoje przekonania. Tyle lat oberredaktor wraz z zespołem „GW” przekonuje, tłumaczy, wskazuje... i nic, jak krew w piach.

Nie wszyscy chcą zatykać czerwone i tęczowe szmaty i paradować wraz z podejrzanymi typami w pochodzie ku chwale jakiejś obłędnej, antypolskiej idei. Źle się dzieje.

Dlatego też ostatni ze sprawnych jeszcze organów oberredaktora Michnika - "GW" histerycznie apeluje oraz namawia wszystkich, którym bliskie są idee KPP, PZPR oraz lewicujących pederastów: protestujcie i blokujcie pochód narodowców, "Gazeta" jest z wami popiera Was!

W polskim prawie wszelkie działania przeciw prawom gwarantowanym konstytucyjnie (a takim jest prawo do zgromadzeń, przemarszów i legalnych zgłoszonych odpowiednim władzom demonstracji) są zagrożone karą na podstawie kodeksu karnego.

Również pociągnięci do odpowiedzialności powinni być ci, którzy nawołują do przestępstwa, do zamieszek i burd.

Cała nadzieja w policji i rozsądku obywateli. Mam nadzieję, że stróże prawa rozprawią się jak należy z szumowiną próbującą zakłócić legalny marsz a prowodyrów i inicjatorów "kibolskich zadym" inicjowanych przez "GW" postawią przed wymiarem sprawiedliwości.

Z drugiej strony gorąco namawiam do czynnego uczestnictwa w przeciwdziałaniu bandyckim ekscesom, do fizycznego oporu wobec bandytów próbujących, podobnie jak komunistyczne watahy z KPP w okresie II RP zakłócić przemarsz.

Pamiętajmy, pomoc w walce z ulicznym bandytyzmem jest obowiązkiem obywatelskim.

niedziela, 7 listopada 2010

„Staś” Komorowski czyli zdejmij order gdy będą ci w gębę pluli

„Dyzma Belwederu” szaleje.
Musiał w Wikipedia wyczytać sporo o królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, bo wziął się za przyznawanie orderów Orła Białego byle komu i byle szybko.

Wykapany król „Staś” – mówią rodacy, a Bronisław Komorowski szykuje już cztery odznaczenia i mowę tronową.
Odbiorcami w/w luksusów mają być Michnik, Bielecki (ten od przehandlowania polskiej gospodarki), Hall i Orszulik.
Wachlarz „zasług” owego kwartetu jest wyjątkowo szeroki, toteż i mowa (p)Rezydenta będzie wyjątkowa.

Nic a nic nie przeszkodzi Komorowskiemu nawet fakt, że kapituła orderu jest mocno niekompletna, bo z całego składu pozostał jedynie Wiesław Chrzanowski, a i to nie jest pewne. Po prostu ludzie mający choćby trochę przyzwoitości nie chcą firmować swoim nazwiskiem prywaty Komorowskiego.

Czym to znacznym zasłużyli się wybrańcy (p)Rezydenta?
Mówiąc ogólnie, byli (i chyba nadal są) oddanymi funkcjonariuszami „mazowiecczyzny” a niektórzy nawet szczycą się byciem tajnymi współpracownikami bezpieki . Stałość w poglądach czy też miłości to piękna cecha, dlatego „Staś” Komorowski już 11. Listopada zawiesi na ich szyjach ordery.

Przyznać trzeba, że Komorowski dokładnie odrobił lekcję z historii Polski epoki króla Stasia, bowiem podobieństwo sytuacji i politycznych gestów zadziwiające. Wszystko się zgadza i tylko nurtuje pytanie, czy jak niegdyś Poniatowski z carycą Katarzyną tak i (p)Rezydent sypia z Putinem...?

Stara przypowieść mówi, że Król Poniatowski, gdy wręczał Order Orła Białego podobnym do tych niebawem obdarowanych, miał zwyczaj zwracać się do nich tymi słowy: „Mam wszak jedną prośbę przyjacielu, obiecaj mi że ją spełnisz.... Obiecaj mi że zdejmiesz ten order kiedy cię będą wieszali!”

11 listopada Pan (p)Rezydent winien uderzyć w podobne słowa: „Mam wszak jedną prośbę Michniku, obiecaj mi że ją spełnisz.... Obiecaj mi że zdejmiesz ten order kiedy będą ci w gębę pluć”

Michnik na pewno obieca...























Nowe płótno, które niebawem ozdobi ścianę frontową Belwederu.
„Król Staś Komorowski mami niegodnych Orderem Orła Białego”

sobota, 16 października 2010

Goebbels: Polacy przypominają hitlerowskich zbrodniarzy :)

Mówią, że było tak.
Józef Goebbels, znany minister propagandy III Rzeszy, w wywiadzie dla zaprzyjaźnionej gazety powiedział:

„Polacy są jak hitlerowcy. Są jak członkowie NSDAP! To mordercy, bez zasad i honoru. Nie mają litości dla pokonanych i wziętych do niewoli. Zakładają obozy koncentracyjne i niczym hitlerowscy oprawcy eksterminują w komorach gazowych inne narodowości.
Polacy jako naród są okrutni, stosują odpowiedzialność zbiorową, rozstrzeliwują ludność cywilną i palą wsie...
Chodzą w czarnych mundurach z pasami na klamrach których wypisane jest hasło „Bóg jest z nami” mimo, że za ich zbrodnie wojenne dokonywane po 1. Wrzesnia 1939 roku Bóg się od nich odwrócił.
Taki Polak gotów jest w imię wiary w nazistowskiego fuehrera otruć całą swoją rodzinę, dzieci, żonę a na koniec zastrzelić siebie.
Polacy to sadyści, dokonujący w swoich obozach koncentracyjnych upiornych eksperymentów na ludziach.
Każdy Polak to potencjalny zbrodniarz, nie przymierzając jak Rudolf Hess, Goehrning, Dirlewanger, Himmler czy Goebbels.
Strzeżcie się Polaków, są jak hitlerowcy.



Ufff....
Dlaczego o tym piszę?
A dlatego, że tak mi się jakoś skojarzyło, po przeczytaniu zajawki z najnowszego numeru „lisowego” Wprost (nie mylić z normalną gazetą ukazującą się pod tym samym tytułem jeszcze do niedawna) i dot. wywiadu „Pyty” Najsztuba z najsłynniejszym gruźlikiem i oberojcem „Rodziny Agora” Adamem Michnikiem.
Cóż nowego i szokującego mógł powiedzieć dawno już skompromitowany osobnik, uosobienie znienawidzonej żydokomuny i amator ludzi honoru ze stajni Jaruzelskiego i Kiszczaka?

Porównał on PiS do przedwojennej KPP! :)

Nikt tak jak Michnik nie zna metod działania i mentalności członków KPP (doświadczenia wyniesione z rodzinnego domu), ale nadredaktor wszedł na wyjątkowo śliski teren...

Jego szanowny tatuś Ozjasz, wieloletni członek KPP, po takim porównaniu, osiągnął już ze złości prędkość dobrej klasy miksera kuchennego w swoim kotle ze smołą w piekielnej otchłani...


wtorek, 7 września 2010

Tuskformacja - Transformacja Adama M.

Film zdradzający kulisy próby transformacji "Ojca Redaktora".

poniedziałek, 3 maja 2010

Wywiad-rzeka z Ojcem Nadredaktorem!

Specjalnie dla wielbicieli Rodziny Agora, wywiad-rzeka z Ojcem Nadredaktorem Adamem Michnikiem.

piątek, 26 lutego 2010

Długo oczekiwana wizyta tuż-tuż!

Dziś już wiadomo, że niebawem na zaproszenie Instytutu Pamięci Narodowej, przybędzie do Polski znany sędzia, kapitan Stefan Michnik. Przebywający od ponad czterdziestu lat na emigracji Michnik jest długo oczekiwaną na naszej ziemi, postacią.

Z okazji tak miłej wizyty sobotnio-poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza” poświęciła wydarzeniu całą „jedynkę”.

Nam już dziś udało się do niej dotrzeć i (niestety) bez wiedzy kierownictwa „GW” opublikować.

środa, 16 grudnia 2009

Adam i spóła (fotokomiks)

Z ręką na sercu przyznaję – zapomniałem!


Zapomniałem o ważnym wydarzeniu, o wydarzeniu które każdy obywatel winien świętować i czcić.


Dnia 17. października br. swoje 63 urodziny obchodził Adam Michnik.


Dziś, z poślizgiem trzymiesięcznym wraz z przeprosinami dedykuję mu album-komiks składający się z ważnych fotografii uwieczniających jego społeczno-pożyteczną pracę.


Z góry przepraszam czytelników i oglądaczy za nieco wulgarny język w chmurkach, ale dla oddania nastroju skorzystałem z tak lubianych przez Adama Michnika terminów knajackich.

Sto lat!