piątek, 27 czerwca 2014
niedziela, 7 kwietnia 2013
czwartek, 21 marca 2013
środa, 31 października 2012
Głos Ułomnych
Głos z torebki do rzygania
czwartek, 25 października 2012
Szmalcownicy
Występował jako jeden z ekspertów w dokumencie Biełsatu "Strach w krainie spokoju", opowiadającym o wybuchu w mińskim metrze. Pyżyk opowiadał o torturach stosowanych przez funkcjonariuszy służb, by oskarżeni przyznawali się do winy. Po wyemitowaniu filmu białoruskie władze wysłały wniosek o ściganie go przez Interpol.
W odpowiedzi nasza bohaterska policja, wysłała do Pyżyka dzielnicowego, który zaposił go na komendę, gdzie Pyżyk został zatrzymany i poinformowany o deportacji na Bialoruś!
sobota, 22 września 2012
Sikorski uzupełnia wykształcenie
Ale ten drugi tytuł to honorowy dyplom, który można… kupić za dziesięć funtów – podaje TVP Info.
Na większości uniwersytetów w Anglii tytuł Master of Arts odpowiada polskiemu magistrowi. Oxford ma jednak inne zasady – tam tytuł ten to tylko dyplom pamiątkowy, który studenci mogą kupić za dziesięć funtów – pisze portal TVP Info, który skontaktował się z uczelnią.
- Otrzymanie dyplomu Master of Arts nie jest równoważne z ukończeniem studiów wyższego stopnia – wyjaśnia rzeczniczka Uniwersytetu Oksfordzkiego Clare Woodcock. – Każdy posiadacz dyplomu Bachelor od Arts może wystąpić o Master of Arts w siedem lat po immatrykulacji. Za wydanie dyplomu uczelnia pobiera niewielką opłatę w wysokości 10 funtów....
wtorek, 6 marca 2012
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Jeden, dwa, trzy – sprintem po njusach (5)
Czy premier zmieni obiekt kibicowskiej miłości
"Nie jesteś, nie byłeś, nie będziesz nigdy kibicem Lechii!" - taki transparent z podobizną premiera Donalda Tuska wywiesili fani Lechii Gdańsk podczas meczu z Cracovią na inaugurację PGE Areny w Gdańsk.
Ból straszny i przykrość wyrządzili tym samym człowiekowi, który z tak wielką radością i nieukrywanym sadystycznym zawzięciem zamykał jeszcze niedawno stadiony w Polsce i obrażał kibiców.
Można napisać - brak wdzięczności ze strony fanów dotknął premiera w najczulszy punkt. Czyżby jedynym miejscem gdzie jeszcze nie gwiżdże się i nie wywiesza transparentów antytuskowych pozostawały „Orliki”?
Oczywiście, że nie.
Nawet tam trafiają się ekscesy w postaci nieprzychylnych bannerów.
Jedynym ratunkiem dla Donalda Tuska jest kibicowanie drużynie w miejscu, gdzie mimo ogólnokibicowskiego spadku popularności premiera, nic nie jest w stanie zachwiać jego pozycji.
Tylko tam gdzie „twardy elektorat” platformy i Donalda Tuska rządzi na stadionach.
Ale gdzie ich szukać?
Rzecz jasna w Zakładach Karnych!
W ostatnich wyborach partia rządząca pod świetlanym przywództwem premiera, w więzieniach zdobyła poparcie na poziomie ponad 90%!
Zatem Wronki, Sztum, Nowy Wiśnicz, Goleniów, Brzeg itd. czekają na honorowego kibica.
Istnieją przecież wewnętrzne rozgrywki międzyzakładowe ośrodków penitencjarnych.
Gdyby głupota umiała latać...
"Jarosław Kaczyński zwołał na dziś konferencję STOP BENZYNIE PO 6 ZŁ! Przecież ten człowiek nigdy nie trzymał rękojeści dystrybutora w ręce!
Nie ma prawa jazdy, samochodu. Całe życie na państwowym wikcie samochodowym (...) - czytamy na stronie Ruchu Palikota. Ma to być niby odezwa, niby apel połączone z niby dowcipem.
Jak zresztą zawsze RPP trafił kulą w płot, czyli spieprzył co to miał niby obśmiać.
Aby śmieszyć trzeba posiadać choć gram inteligencji i tegoż humoru poczucia.
Trzeba być też posiadaczem niezwykle cennej umiejętność logicznego myślenia, co w przypadku krytyki czyjegoś postępowania jest wręcz niezbędne.
Co ma zatem posiadanie prawa jazdy czy trzymanie lub nietrzymanie rękojeści dystrybutora do niezadowolenia z wyżyłowanych cen za benzynę?
Nic.
Wszystkim inteligentnym inaczej propagandzistom Ruchu Palikota polecam mimo wszystko iść dalej tą linią. Będzie się z kogo ponabijać.
Do wykorzystania i obśmiania pozostaje szczególnie wystąpienie Palikota w sprawie wycofania wojsk z Afganistanu (co ten Palikot pi..przy, przecież w wojsku nie był, wozem opancerzonym po pustyni nie jeździł?!), oraz jego krytyka systemu emerytalnego (również Palikot pi..przy, przecież emerytem też nie był?!).
Tak lubiany niegdyś dr Strosmajer z czeskiego tasiemca „Szpital na peryferiach”, raczył w którymś odcinku powiedzieć do jednej z pielęgniarek: „Gdyby głupota umiała latać, fruwała by Pani jak gołębica (...)”.
Oj, gdyby głupota umiała latać, to Ruch Poparcia Palikota zakłócił by nam w sposób krytyczny ruch powietrzny w kraju.
Oh, my god.... cейчас я министр России?
Niezrównany cenzor Internetu i niestrudzony bojownik o dobre imię własne Sikorski Radosław (ksywa Radek), podzielił się z czytelnikami stron Onetu.pl informacją o własnej próbie wywierania nacisku na Śp. Lecha Kaczyńskiego w kwestii jego wizyty w Rosji, w 2010 roku.
„Publicznie prosiłem prezydenta Kaczyńskiego, aby jechał do Charkowa i Miednoje. Wiem, że podobnie argumentowali niektórzy jego współpracownicy. Szkoda, że nie usłuchał(...)
Nie posłuchał i zginął w wypadku lotniczym.
To pamiętamy.
Czy zatem jego „prośba” wyrażona publicznie w programie Tomasza Lisa, była tylko prośbą?
Dziwnie nasuwa się na usta słowo „ultimatum”.
Dziś wiemy, że program wizyty polskiej delegacji w Rosji (w 2010 roku) Sikorski z Tuskiem szykowali już w 2009 roku. Rzecz jasna w ścisłym porozumieniu ze stroną rosyjską, w tym z Putinem i Miedwiediewem, natomiast bez porozumienia z Głową naszego Państwa.
Tak się chłopaki zaangażowali w te przygotowania, że zapomnieli o wszystkim na bieżąco informować Prezydenta Polski.
Szczególnie szef MSZ miał pełne ręce roboty, do tego stopnia że mu się, być może nawet z przemęczenia prezydenci pomylili.
Ustalał z ruskim, to co powinien wpierw z Prezydentem Polski ustalić.
Taki człowiek zarobiony....że już nie wie u kogo teraz robi.
wtorek, 28 czerwca 2011
"Nota dyplomatyczna" - temat wyczerpany
Watykan pokazał, gdzie ma notę Sikorskiego.
Sikorski pokazał gdzie ma Polskę a Polska niebawem pokaże gdzie ma Sikorskiego.
Wszystko na najlepszej drodze.
Jeszcze tylko w tym temacie, wczorajszy krótki bełkot idioty w „Kropce nad i” i władza będzie chciała jak najszybciej o całej sprawie zapomnieć.
Zapewne potrwają jeszcze rozważania o tym co było bardziej obraźliwe dla POlski wersji Beta.
Czy to, że o. Rydzyk powiedział, że w mamy w kraju totalitaryzm, czy to że powiedział to za granicą.
Tu zapewne zdania będą podzielone.
Według idioty, którego u Moniki Olejnik wczoraj oglądałem, chyba jednak ważniejsze jest to, że powiedział o totalitaryzmie, choć np. Szejnfeld twierdzi, że gorsze jest mówienie o tych sprawach za granicą.
Jednakowoż Platforma musi ustalić za co Rydzyka ma nienawidzieć.
W tej kwestii najlepiej zwrócić się do fachowców.
Zastępy ekspertów znajdują się w „GW” , która to swojego czasu aż kilka „jedynek” poświęciła wystąpieniom Bronisława Geremka w rożnych instytucjach w Brukseli i Paryżu.
Poszło o to, że Geremek, tak poczuł się urażony tym, iż kazano mu się zlustrować, że jeździł i opowiadał o stalinizmie w Polsce oraz nasyłał innych lewackich propagandzistów na władze Rzeczpospolitej.
Nie przypominam sobie tylko, czy wtedy PO postulowała o jakąś notę dyplomatyczną w sprawie „haniebnej wypowiedzi” i wywlekania spraw polskich na forum międzynarodowe...
niedziela, 26 czerwca 2011
Czy jest na sali lekarz?
Zamieszczając swój ostatni wpis dotyczący reakcji „ichniego” ministra Sikorskiego na wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka, nawet przez myśl nie przeszło mi, że reakcja „brylantynowego oksfordczyka” jest na serio.
Traktowałem ją jako osobliwy platformerski humor czy też dowcip o nadymaniu się w stylu typowo tuskim.
Niestety oksfordzki geniusz potraktował sprawę poważnie. Oczywiście serio według swoich norm i „widzimisię”.
Cóż zatem zrobił?
Wysłał do Watykanu notę dyplomatyczną, którą do Sekretariatu Stolicy Apostolskiej zaniosła ambasador Hanna Suchocka, ostatnia czynna posłanka ostatniego peerelowskiego sejmu.
W nocie tej (...) rząd polski protestuje przeciwko tego typu osłabianiu i szkodzeniu wizerunkowi Polski za granicą i prosi Stolicę Apostolską, której podlegają zakony w Kościele Katolickim, o podjęcie działań, które zapobiegną tego typu wypowiedziom w przyszłości"(...)
Czy ja piszę całkiem serio?!
Niestety, tym razem tak.
Sprawa jest poważna i całkiem serio, a właściwie dopiero teraz zrobiła się bardzo serio, gdyż podobnej głupoty czy gafy na arenie międzynarodowej nikt do tej pory nie widział.
Nawet komuniści, którzy ze swoją siermiężną polityką popełniali totalne głupoty, nie zabrnęli tak daleko w bezmyślności swoich dygnitarzy.
Cóż zatem oznacza wystosowanie noty dyplomatycznej do Stolicy Apostolskiej?
Oznacza wymuszenie reakcji władz kościelnych, czyli rychłą odpowiedź Watykanu w zadowalającej formie, oczywiście zadawalającej Sikorskiego z jego stadem.
Jaka może być to odpowiedź, jakie działania zapowiadająca?
Może:
- Napomnienie o. Rydzyka i dobitne ukaranie.
- Zamkniecie w celi zakonnej na okres minimum 3 lat
- Wyrzucenie Rydzyka z zakonu Redemptorystów.
- Kara biczowania publicznego z napiętnowaniem
- Obcięcie języka
Takie rozwiązania na pewno satysfakcjonowały Sikorskiego.
Szczególnie te dwa ostatnie warianty przypadły by mu do gustu.
Człowiek nie tak dawno pałający chęcią „dożynania watah” krwiożerczość przecież ma w genach...
Dobrze, ale co będzie gdy Watykan nie zrobi nic?!
Wojna, chyba pozostanie nam wojna ze Stolicą Piotrową.
Bohaterski Sikorski wraz z bohaterskim ministrem Klichem poprowadzą naszą armię na Watykan!
Wodzu prowadź....
Pisząc całkiem serio, Watykan nie zrobi nic. Nie zrobi nic, bo zrobić nie może ani nie powinien. Nie wyobrażam sobie, by generał zakonu o. Michael Brehl wraz z Papieżem Benedyktem XVI potraktowali poważnie pismo od tuskowych siermiężników.
Ich działania to właśnie potwierdzenie słów o. Rydzyka, a do takich praktyk ludzie wychowani w kulturze demokratycznej nie są przyzwyczajeni.
Może gdyby dotyczyło to kazań... ale wypowiedź całkiem prywatna, na gruncie neutralnym...
Sikorski swoim pismem ośmieszył polskie państwo, ale dzięki bogu ośmieszył także siebie i zasłużoną dla PRL Suchocką.
Na szczęście już niebawem (po wyborach) cholera go weźmie wraz z jego mocodawcą, wyjedzie gdzieś do Afganistanu, gdzie najlepiej się spełnia i słuch o nim zaginie.
Wstyd jednak dla Polski pozostanie. I to nie wstyd z powodu wypowiedzi redemptorysty, tylko wstyd za nierozgarniętą władzę strzelającą z armaty do komara.
Próbując cenzurować wypowiedzi obywateli swojego kraju stanął Sikorski w jednym szeregu z Łukaszenką i Putinem.
Rzecz jasna „zasługami w krzewieniu demokracji” będzie musiał podzielić się ze swoim szefem, bo przecież to premier bierze na siebie odpowiedzialność za działania całego gabinetu.
Chyba, że szef rządu.... jak to Donald Tusk, zdziwi się wielce i oświadczy, że o żadnej nocie nic nie wiedział.
Premier ostatnio wprawił się w udawaniu Gierka (nie Greka, tylko właśnie Gierka) i generalnie o niczym nie wie. Przynajmniej oficjalnie.
Nic nie wiedział np. o akcji na „antykomor.pl”, nie widział o Bondaryku, teraz może i nic nie wiedział o nocie do Watykanu?
Pan Tusk pokazuje się, gdy trzeba zebrać laury i gdy chwalą. Wpadki i kichy władzy obywają się bez osoby premiera.
Co będzie dalej?
Nic nie będzie.
Będzie jak było dotychczas.
Ważne, by do podobnych sytuacji nigdy już nie doszło.
Nie może być miejsca w polskim życiu publicznym dla cenzorów-donosicieli i ośmieszających Polskę pieniaczy, trafnie nazwanych przez „dziadzia z PO” Bartoszewskiego - dyplomatołkami.
Od czuwania nad nieprzekraczalnością granic wolności wypowiedzi są tylko i wyłącznie sądy, które jako jedyne mają prawo do wydawania wyroków.
Jeżeli jakiś minister czuje się obrażony przez obywatela – do sądu go skarży i czeka na wyrok.
Działania za pomocą not dyplomatycznych wobec księdza-zakonnika, to czysta krystalicznie głupota i efekt zbyt dużej ilości wody sodowej w górnych partiach postaci.
Najgorsze w tym wszystkim, że działania ministra ze zrozumieniem przyjęły kręgi kierownicze partii rządzącej.
Na wszelki wypadek warto, by na najbliższym posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PO, ktoś zadał retoryczne pytanie: „czy jest na sali lekarz?”
Następnym razem taka okazja zebrania wszystkich potencjalnych pacjentów może się już nie zdarzyć.
Widomo, po wakacjach wybory.
A jak ktoś się w młodości przebada, to na starość.... jak znalazł.
niedziela, 22 maja 2011
Mr Tusk - Wizyta Angeli Merkel
wtorek, 17 maja 2011
Korzenie Obamy, czyli jak rozbawić prezydenta USA w czasie wizyty w Polsce
Chłop popatrzy sobie na Warszawę, na ludzi. Wysłucha jakiejś „zabawnej” uwagi o swojej żonie w wykonaniu „króla ciętej riposty” oraz obliże się na widok lampki szampana, którą podbierze mu tenże Bronisław Komorowski.
Na koniec zapewni, że wizy będą zniesione i że tarcza antyrakietowa będzie budowana.
Wspomni się jeszcze o wieloletniej historii przyjaźni między naszymi narodami (może o Kościuszce, Pułaskim...) i o Konstytucji Trzeciego Maja.
Radość polskich władz wybuchnie przeogromna a sukces odtrąbiony już kilka minut po wylocie gościa.
Nastrój wizyty budowany będzie w oparciu o humor, wzajemne zrozumienie oraz ogólną wesołość.
W kształtowaniu odpowiedniej atmosfery zapewne pomoże nieoceniony „mistrz dowcipu i kawału” minister Radosław Sikorski. Wszyscy pamiętają słynny już dowcip „o Obamie” opowiadany przez ministra, kolegom w parlamencie.
Towarzystwo dosłownie „zrywało boki”...
Miejmy nadzieję, że prezydentowi Barackowi oraz jego małżonce też spodoba się ten dowcip, choć jak mówią Obama nie śmieje się z siebie, bo to już jest rasizm.
Na wszelki jednak wypadek, pozwolę sobie przytoczyć ten kawał zarówno w naszym języku jak i po angielsku.
To tak, aby w trakcie wizyty nie umknął zabawiającym prezydenta USA – bo ten wic, to prawdziwa bomba!
Zatem podaję za Radosławem Sikorskim:
Wiedzą państwo, że Barack Obama ma polskie korzenie? Tak, jego dziadek zjadł polskiego misjonarza.
You know that Barack Obama has Polish roots? Yes, his grandfather ate a Polish missionary.
poniedziałek, 2 maja 2011
Bin Laden wyeliminowany…. teraz jeszcze tylko Palikot i Sikorski
Tfu, tfu… wcale nie namawiam amerykanów, by dupneli w obiekty “strategiczne” , na których to grlują karkówkę w czasie majówki lider (?) nieistniejącej partii oraz szef MSZ.
Wcale.
Moim pragnieniem jest aby, tak jak uporano się z megaterrorystą numer 1 na świecie, uporano się też z pomniejszymi terrorystami na naszej krajowej łączce.
Rzecz jasna, nie należy do nich strzelać i rozdupcać ich domowych ogródków wraz z chałupami, ale zdecydowanie dać sygnał, że miejsca dla osobników, nawołujących do terroryzmu i przemocy w naszej polityce nie ma!
Nie ma zgody na “ustrzelenie i patroszenie Kaczyńskiego” ani na “dożynanie watach”, bo nawet jeżeli to tylko słowa zabarwione (wątpliwym) humorem, to prowadzą do tragedii, takiej jak polityczne mordestwo w łódzkim biurze poselskim PiS.
Zbliżają się parlamentarne wybory. Już niebawem okaże się czy krajowi Bin Ladenowie dostaną na tyle duże wsparcie swoich “talibów” by znów zaistnieć w życiu politycznym.
Miejmy nadzieję, że ludziska wreszcie powiedzą “nie” politykom-terrorystom.
KIedyś przecież trzeba to zrobić.
Weźcie przykład z Amerykanów.
poniedziałek, 28 lutego 2011
Język naszej dyplomacji - już na salonach...
niedziela, 27 lutego 2011
Między nami (filosemitami?)
Kilka dni temu pan Premier będąc w Izraelu, zapewniał tubylców o dozgonnej przyjaźni między naszymi narodami.
Skąd tak nagły przypływ miłości, taka zmasowana akcja?
Jakieś nowe wytyczne od „przyjaciół”?
Nowe „tryndy” w UE?
Do ogólnej sielanki dokładam też swoje trzy grosze....
czwartek, 30 grudnia 2010
Grunt to rodzinka, czyli instrukcje dla Seremeta
Grunt to rodzinka, grunt to rodzinka..... śpiewał niegdyś Stanisław Grzesiuk.
Najwyraźniej minister Radosław Sikorski posłuchał tego utworu i był pod silnym jego wrażeniem.
Dziś bowiem, zwróci się do Prokuratora Generalnego z żądaniem ścigania autorów antysemickich wpisów w internecie i haseł na stadionach (jak napisano: domaga się).
Wszystko podała, niezawodna jak zawsze "Gazeta Wyborcza", która również celnie to żądanie uzasadniła. "Sikorski namawia do konkretnych działań w sprawach, które - jego zdaniem - burzą pokój społeczny i psują wizerunek Polski za granicą."
Ot, zalatany minister, zapracowanego rządu ocknął się nagle i stwierdził, że przyszło mu żyć w kręgu krwawych antysemitów. Ku jego rozpaczy nieświadomy niczego kierował dotychczas resortem Spraw Zagranicznych antysemickiego narodu!
"Kiler, Kiler - taki kit to u nas kupuje Mioduch..." - jak mówił dzielny i charyzmatyczny komisarz Ryba w niezapomnianym "Kilerze".
"Radek, Radek....- w kamasze taki bajer!" - aż chce się ripostować dzielnemu bojownikowi o prawa semitów, a to już nie jest cytat z żadnego filmu.
Ten cyrk Sikorskiego zabawny jest z dwóch powodów.
Po pierwsze, daje przykład jak dalece uderzyła do łbów platformianym cukiernikom (mistrzom od kręcenia lodów) sodówka, że w sposób otwarty i bez skrępowania próbują wpływać na prokuraturę, a nawet sterować jej działaniami.
Po drugie, jak dalece nie dorośli do pełnionych funkcji, gdyż domagają się egzekwowania prawa, nie według litery prawa a według własnego "widzimisię" i wyimaginowanych czy urojonych prawd.
Czy można karać za antysemityzm?
Czym w ogóle jest ten antysemityzm?
Chętnych odsyłam do tak wielbionej i cenionej przez prezydenta Komorowskiego Wikipedii, a zgłupieje do reszty.
Jednoznacznej definicji nie ma.
Budowanie i egzekwowanie prawa na podstawie luźnego zbioru niespójnych teorii, dozwolone być może jest w "dzikim kraju" - jak mówił "Miro", ale nie w państwie prawa, które podobno Pan Premier Tusk pragnie tu budować.
Gwoli ścisłości warto przypomnieć min. Sikorskiemu z przyległościami oraz czytelnikom, że prawo w Polsce, już od wielu lat reguluje prawnie "burzenia pokoju społecznego" poprzez Art. 256 oraz 257 Kodeksu Karnego.
W celach dydaktycznych warto przytoczyć ich brzmienie:
Art. 256.
Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 257.
Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Jak widać o antysemityzmie ani słowa.
W imię czego Żydzi w Polsce mają być traktowani ponad inne mniejszości narodowe?
Dlaczego Sikorski nagabuje Seremeta o szczególną opieką właśnie nad Żydami?
Czy napis na murze "Żydzi precz" jest bardziej obraźliwy od napisu "Paskudni Ruscy", albo "Cygani won"?
W Polsce mamy też mniejszości narodowe: Czeską, Rosyjską, Białoruską, Tatarską, Niemiecką, Serbołużycką, Litewską, Ukraińską..... etc. etc.
Lokalne, regionalne konflikty z ludnością rdzennie Polską, często przenoszą się w formie niewybrednych haseł na mury i płoty.
Żyję już na tym świecie dość długo, ale głowę daję, że nie słyszałem o sprawie karnej, za np. antylitewski czy antyukraiński napis na stodole.
Warty też zwrócenia uwagi jest fakt, że zapisy kodeksu karnego działają też w drugą stronę, czyli chronią (a przynajmniej powinny chronić) przed wymienionymi w KK przestępstwami obywateli narodowości Polskiej.
W tych przypadkach mniejszości narodowe nie są również bezkarne.
A o tym Pan Sikorski, zapomniał, choć warto pamiętać szczególnie przy okazji wizyty Tomasza Grossa w Polsce.
Niestety, urzędy ministerialne pełne są "fachowców od widzimisie" a ich kompetencje, jak w przypadku Radosława Sikorskiego wyznacza to, jak ładnie osoba komponuje się w F16 czy na tle malowniczego własnego dworku z żoną oraz gromadą latorośli.
Skoro poruszyłem już temat rodzinny, to wrócę do początku wpisu i tak lubianych przez ministra spraw zagranicznych wersów grzesiukowej piosenki.
"Grunt to rodzinka, grunt to rodzinka.... bo kto rodzinkę fajną ma..." - ten nie da jej oczywiście skrzywdzić.
Może właśnie tu tkwi sedno i geneza działań Radosława Sikorskiego w zakresie walki z antysemityzmem.
A prościej?
Może coś nieprzyjemnego spotkało Panią ministrową Sikorską czyli Annie Applebaum?
Może koledzy w szkole małoletnich pociech ministra (które według żydowskiego, talmudycznego prawa są Żydami, bowiem żydostwo dziedziczy się po matce) napluli im w sposób antysemicki na buty?
Skoro tak, to prywata Sikorskiego może być usprawiedliwiona.
Ścigać antysemitów, bo grunt to rodzinka...
czwartek, 15 kwietnia 2010
2. Ogólnokrajowy Festiwal Hipokryzji
Tegoroczny Festiwal zgromadził elitę hipokrytów i stał na bardzo wysokim poziomie hipokryzji.
W porównaniu do poprzedniego festiwalu, który odbył się 2 kwietnia 2005 roku, ten miał charakter szczególny, gdyż wzięła w nim udział dużo liczniejsza grupa bardziej profesjonalnych hipokrytów.
Wprawdzie finały jeszcze przed nami , lecz do dnia dzisiejszego ukształtowała się mocna czołówka składająca się z najwytrawniejszych zawodników bezwzględnych i zakłamanych hipokrytów na poziomie światowym.
Klasyfikacja indywidualna wygląda następująco:
1. miejsce - Radosław Sikorski - Platforma Obywatelska (chamstwo, plecione bzdury o Lechu Kaczyńskim („były Prezydent Lech Kaczyński”) oraz dorzynanie watach – później – klęczenie przy trumnie Prezydenta i udawanie, bólu oraz wzruszenia) .
2. miejsce – Bronisław Komorowski – Platforma Obywatelska ( wyjątkowe chamstwo, buta i stwierdzenie „jaki prezydent taki zamach” – później – łkanie, klęczenie przy trumnie a jednocześnie rozbijanie kas pancernych w Kancelarii Prezydenta i szperanie w dokumentach zmarłego).
3. miejsce – Donald Tusk – Platforma Obywatelska - (wredny ton wypowiedzi i notoryczną złośliwość wobec Głowy Państwa – później – pozorowany szloch i zanoszenie się z rozpaczy po Prezydencie -komedia z podtrzymywaniem go przez Władimira Putina)
4. miejsce - Monika Olejnik – GW/TVN – (wykpiwanie, michnikowszczenie Lecha Kaczyńskiego – później – rozpacz przy trumnie Przezydenta i łzy jak grochy do kamer)
W klasyfikacji drużynowej prowadzą: TVN przed Polsatem, Gazetą Wyborczą oraz Superstacją.
wtorek, 23 marca 2010
niedziela, 21 marca 2010
Gównomartyrologia vs niedouctwo
A porobiło się i to całkiem niewąsko. Platformowe VIPy okładają się aż miło, przypinając sobie łatki i robią co mogą aby wkraść w łaski „boskiego” Donalda.
Bronisław Komorowski oraz Radosław Sikorski niczym pawie w ogrodzie tańczą godowo-kandydacki taniec przed Panem Premierem, podstawiając sobie wzajemnie nogi. Ubaw po pachy. A wszystko po to aby stać się tym jednym, jedynym namaszczonym przez króla platformy i ubiegać o najwyższy urząd w państwie.
Gra warta świeczki. Obu kandydatów dopadł taki zapał, że zapomnieli o zwykłym zdrowym rozsądku i poczęli pleść nieopisane bzdury ośmieszając się i kompromitując.
Dzień przed epokową debatą, (czyli pierdu-pierdu o niczym) miało miejsce dość zabawne wydarzenie. Otóż niezwykły poliglota Sikorski zarzucił swojemu kontrkandydatowi, że ten nie posiada umiejętności posługiwania się żadnym obcym językiem. Jednym słowem, stanowiło to podstawę do drwin i uszczypliwości wobec Komorowskiego. Biedny Marszałek, przywołany do tablicy zamiast uciąć, bądź zignorować szarżę Sikorskiego, wdał się w przepychanki i w odwecie również wypalił głupotą. „Podczas gdy Radosław Sikorski uczył się języka i studiował w Wielkiej Brytanii, ja siedziałem w więzieniu w Polsce ...” – skonstatował ze sobie tylko właściwym urokiem Komorowski.
W tym miejscu Pan marszałek sejmu nieopatrznie dotknął dość śmierdzącego tematu, a mianowicie własnej przeszłości kombatanckiej. Delikatnie mówiąc, Komorowski herosem nigdy nie był. Owszem kolportował solidarnościowe ulotki i organizował kilka razy demonstracje , ale głównie pochłonięty był działalnością instruktora harcerskiego, tzn. z lubością zdobywał wraz z podopiecznymi, co raz to nowe sprawności. Najwyraźniej umiejętności kolporterskie oraz konspiracyjne nie były najmocniejszą strona harcerza, bo wpadł i został skazany na miesiąc więzienia. I to tyle martyrologii marszałka. W późniejszym okresie (już po 1989 roku) działał w Unii Demokratycznej i Unii Wolności, czyli dołączył do grupy tzn. „koncesjonowanej opozycji”, dygnitarzował i żył wygodnie.
Najwyraźniej ten miesiąc spędzony w więzieniu spowodował, że Komorowski poczuł się niczym Nelson Mandela albo Ronak Safarzadeh i wszelkie życiowe niepowodzenia z ulgą zrzucił na okrucieństwo tiurmy. Jak mawiano niegdyś, miał chłop pod górkę do szkoły. Oczywiście w odróżnieniu od Sikorskiego.
Pan marszałek nieco przecenił zdolności i geniusz swojego kontrkandydata. Był przekonany, że wystarczy miesiąc by nauczyć się języka i ukończyć studia. Co można zrobić w miesiąc i czego się nauczyć, każdy zdrowo myślący człowiek wie znakomicie. W związku z tym albo Sikorski jest niedouczony, albo Pan Marszałek pieprzy głupoty...
Mam wrażenie, ze jedno i drugie po trochu wchodzi w grę. Przekonało mnie do tego dzisiejsze spotkanie obu kandydatów , nazwane debatą. Z jednej strony intelektualista po Oksfordzie, który myli polskich królów i nie wie, że połowa z prezydentów krajów europejskich nie zna żadnego języka po za ojczystym a z drugiej magister historii, który nie zauważa tej „dynastycznej” pomyłki i na dodatek własną niechęć do nauki języków tłumaczy miesiącem pobytu w więzieniu.
Okropność, ale... mimo wszystko to miło, że się trochę pogryźli :)






