Hit w wykonaniu duetu Cieśla & Krzymek - raperów ze stajni Lisweeka
(dawnej Newsweeka). Podopieczni Tomasza Lisa opowiadają o kulisach i
trudnej pracy prowokatora w Newsweeku.
środa, 9 września 2015
wtorek, 8 września 2015
Ciosane dziennikarstwo
Wychodzi na to, że głównym specjalistą od czanej roboty
wsród paradziennikarskiej braci nie jest już Wojciech Czuchnowski (zwany dotąd
„Cynglem z Agory“).
Wojtuś Cz. spuścił mocno z tonu i dał się na prostej
wyprzedzić przez innego Wojtusia – Wojtusia Cieślę z Newsweeka.
Przyznać trzeba, że Cieśla w metodach i krętactwie bije na
głowę Czuchnowskiego.
Takiego stylu działania nie powstydzili by się czołowi
funkcjonariusze Trybuny Ludu i Głosu Pracy w zamierzchłej epoce peerelu.
Ataki na Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Przewodniczącego
„Solidarności“ Piotra Dudę to iście podręcznikowe metody ubeckiej prowokacji,
wpajanej niegdyś prominentnym dziennikarzynom z prominentnych organów
PZPR.
Ciosane dziennikrstwo Cieśli, to przede wszystkim rzucanie
odchodami bez dowodów, bo a nuż coś się przyklei do ofiary oraz insynuacje i
niedomówienia.
W najnowszym Newsweeku, funkcjonariusz-prowokator Cieśla
obrzuca Szefa „Solidarności“ gorącą kupą, przyniesioną z namaszczeniem
wprost z URMu.
Wszak idą wybory, a Duda (Piotr) wspiera opozycję.
Blisko trzydzieści
pięć lat temu identyczne sposoby stosowały komunistyczne gadzinówki w stosunku
do Lecha Wałęsy i innych działaczy „Solidarności“.
Wynajdowano
niestworzone historie i absurdy, które przypisywano związkowym przywódcom.
Przyznać trzeba, że Cieśla jest wnikliwym i solidnym uczniem
Akademii prowokacji im. Jerzego Urbana. Za Jaruzelskiego, by go pewnie żywcem
do KC przenieśli. Może nawet za to jakiś
medal by dostał...?
Jak do tej pory
Cieśla może się pochwalić jedną nagrodą, ale jak znaczącą – Hieną Roku.
W 2009 roku przeprowadził
wywiad... którego nie bylo.
„Hiena“ wymyślił
sobie pytania i odpowiedzi – rzecz jasna pod ustalona tezę i opublikował to w
„Dzienniku“.
Chodziło o Palikota i jego rzekome zaciąganie wielomilionowych pożyczek w bankach.
Chodziło o Palikota i jego rzekome zaciąganie wielomilionowych pożyczek w bankach.
Osobą, z którą „preprowadzał wywiad“ był Prezes Banku
Rotschild – Jacek Chwedoruk.
Naiwność i nie przymierzając głupota Cieśli, najwyraźniej
nie dopuszczała myśli, że „ofiara“ wywiadu to przeczyta.
Przeczytała i trzeba było się ostro gimnastykować oraz użyć
wpływów, żeby skonczyło się to tylko na przeprosinach.
Rzecz jasna i Chwedoruka i Palikota.
W 2010 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich odebrało mu
nagrodę i wręczyło ją całej redakcji „Dziennika“, uznając że nie sam Cieśla to
wszystko wymyślił, lecz była to praca kolektywna.
Nie zmienia to faktu, że solidną cząstkę nagrody, jako
pracownik „Dziennika“ jednak otrzymał.
Mam nadzieję, że już niebawem będzie sposobność wręczyć
Cieśli ponownie „Hienę“. Za aferę z Dudą – której nie bylo.
środa, 2 września 2015
Wpadka Newsweeka.
Organ PZPO - Newsweek zaliczył wpadkę. Jak zawsze nie starczyło
inteligencji, rozumu i umiejętności. Tomasz (Syfi)Lis rwie włosy z
głowy, bo zleceń od (póki co jeszcze) rządu może więcej nie być. Wydawca
NW już zastanawia się, czy nie pogonić całego zespołu redakcyjnego - jak
kto woli Zespołu Downa. Pamiętaj Newsweek, to nie tygodnik - to stan umysłu!
Etykiety:
bajery,
Cieśla,
głupoty,
Krzymowski,
Newsweek,
Newsweek to stan umysłu.,
prowokacje,
Tomasz Lis
wtorek, 1 września 2015
Męczennik za wiarę w Platformę
Błogosławiony przez Mariusza Waltera oraz Tomasza Lisa,
trwający w wierze w jasną Platformę, cierpiący za prawdy z TVN - Jakub
Sobieniowski, umęczon przez siepaczy!
Nikt tyle nie nagrzeszy i nie namalwersuje ile Sobieniowski
sobie wymyśli. Nikt tyle nie nakradnie i nie uwikła się w afery ile
Sobieniowski sobie wyśni.
Dlatego to ceniony paradziennikarz antyPiSowski i zdolny
czekista peowski, plasujący się w
hierarchii TVN, tuż za Kuźniarem. Według 10-cio stopniowej skali Wazeliniusza
Sobieniowski dociąga do 8, co daje mu zaszczytne miejsce w pierwszej piątce
(“dziesiątkę” dzierży od lat Jacek Pała-Pałasiński).
Takiegoż to zucha, złoconego człowieka i najznamienitszego
parareportera w TVN, okrutni siepacze nękają.
Świetny Jakub, - męczennik za wiarę w TVN od pewnego czasu
otrzymuje pogróżki!
Jak sugeruje jego przewodnik duchowy i paraojciec,
błogosławiony przez “czerwomych mędrców III RP” Lis Tomasz – Sobieniowskiego
chcą zabić a już na pewno opluć!
Za wiarę!
Kto będzie go łamał kołem, kamienował, nabijał na pal czy
dekapitował ewentualnie opluwał?
Wyjaśnia “Ola” Karasińska – w wierze w TVN trwajaca –
kapłanka z wyspy Lesbos, a u błogosławionego Lisa Tomasza w Newsweeku prawa
ręka: “J.Sobieniowski dostaje pogróżki. Przypominam, że PiS nie
chciał go na wieczorze wyborczym PAD (Prezydenta Andrzeja Dudy)”…
tak pisze na Twitterze.
Staje się jasne, że to PiS mu grozi, dlatego, że nie pozwolił mu wejść do swojego
budynku na Wieczów Wyborczy!
Eureka! To oczywiste, że jeżeli kogoś nie chce się gdzieś
wpuścić - to potem mu się grozi! Ach,
niewierni i wierni… na kolana przed
intelektem kapłanki! Nikt na to nie wpadł wcześniej! (Przypomniam, że Newsweek
– to stan umysłu.)
Obecnie w świątyni TVN trwają uroczystości wyniesienia na
stół – biurko “Faktów” (upier…lone od
czasów Durczoka?) męczennika Jakuba Sobieniowskiego.
Idzie opornie, bo to kawał chłopa i nie jest łatwo go
wyniesć…
P.S.
Jeszcze raz przydały się zaprzyjaźnione wiewiórki z
warszawskich drzew.
Udało im się przedostać do gabinetu męczennika i odczytać
treść pogróżek ze służbowego telefonu. Miały
na to chwilę czasu, gdyż uroczystości wyniesienia przedłużyły w związku z
przyjazdem do świątyni TVN i uroczystym powitaniem, Ojca Najświętszego – Urbana I (Jerzego).
Oto SMS-y z pogróżkami:
… takie to SMS-y znalazły wiewiórki. Mogły pomylić telefony… ale chyba nie
pomyliły?!
Etykiety:
bajer,
dla bejeru,
lis,
Pogróżki,
prowokacja peowska,
Sobieniowski,
TVN
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Czy Europenfuehrer oszukiwał I wyłudzał?
W dobie rozprzestrzeniającej się
“Choroby Roentgena” czyli ogólnokrajowego prześwietlania wszytskich I
wszystkiego, nie może umknąć problem wart szczególnej uwagi.
Otóż, były już premier, a obecnie Europenfuehrer Tusk Donald, w czasie
swojego panowania w Polsce mógł dopuścić
się przestępstwa I to wielokrotnie.
Jak podaje SE, od
16 listopada 2007 roku do 22 października 2012 roku były już premier odbył na
trasie Warszawa - Gdańsk i Gdańsk - Warszawa aż 275 podróży samolotami Tu-154
M, Embraer, Jak-40 oraz śmigłowcami
(fakt ten potwierdziło w rozmowie z dziennikarzami SE, Centrum
Informacyjne Rządu)
Jak przystało na panisko I artstokratę politycznego, pan Tusk na obiady do
domu latał rządowymi samolotami i nimi do pracy również wracał. Luksus
kosztuje, ważne że nie obciąża własnej
kieszeni. Widomo też, że niejednokrotnie w darmowych wycieczkach towarzyszyli
mu: małżonka oraz córka Katarzyna I jej konkubent czy jak kto woli
narzeczony. Za fanaberie “Cudotwórcy z
Kaszub” podatnicy zapłacili blisko 6.000.000 złotych.
Skąd taka kwota? Godzina lotu Tu-154 kosztuje ok. 40 tys. zł, embraerem ok.
20 tys. zł, samolotem Jak-40 ok. 16 tys. zł, a helikopterem 14 tys. zł . ”Oblatany Donald” fundował sobie
niezłą frajdę a innym koszty. Jak
obliczono, średnio co 6 dni Tusk latał do domu, bo bardzo tęsknił za rodziną.
Ach te tęsknoty… Skoro już zbliżyliśmy się do cierpień psychicznych
byłego premiera, to rzecz jasna owe sześciomilionowe koszty zapobiegły
popadnięciu w depresję tak znamienitego męża stanu, co wydaje się mimo wszystko
bezcenne.
Jest w tym tylko jedno “ale”. Czy przypadkiem Donald Tusk nie pobierał
dodatku do pensji, tzw. “rozłąkowego” (jak kilku innych premierów)? Jeżli tak, to jak mają się do tego prywatne
wyjazdy do domu (na koszt państwa) I spowrotem, co najmniej raz w tygodniu?
Policzmy, Tusk wylatywał do Gdańska w piątki wieczorem a wracał w
poniedziałek po południu, bądź we wtorki rano (potwierdzono to w rozmowie z
SE). Bawił w domowych pieleszach 3 dni. W Warszawie (czyli w pracy) przebywał 4
dni. Rozłąkowe pobierał (o ile rzecz jasna pobierał) comiesięcnie, za okres pełnego
wymiaru czasu pracy I ustwowo czasu wolnego, rozumianego jako rozłąką.
Faktycznie brał kasę (o ile brał) za 18 dni rozłąki - 12 dni był w domu.
Czy w takim przypadku rozłąkowe się należy? Jeżeli do tego dodamy darmowe kursy
samolotem do miejsca zamieszkania – raz w tygodniu, może nasunąć sie
podejrzenie iż obecny Europenfuehrer pobierając zasiałek rozłąkowy I fundując
sobie luksusy awiacyjne, dopuścił się oszustwa I wyłudzenia.
Ponieważ prawnikiem ani dziennikarzem śledczym nie jestem, zachęcam
innych – profesjonalistów w tych dziedzinach do zainteresowania się problemem.
piątek, 28 sierpnia 2015
Newsweek, to stan umysłu.
Nie wiem, czy kryterium angażu do Newsweeka jest kombatancka,
czekistowska przeszłość w „Gazecie
Wyborczej“ – jak sugerują niektórzy.
Wiem natomiast, że najłatwiej zabłyszczeć mając wokoło
głupszych od siebie.
Z tego założenia wychodzi właśnie red. Tomasz Lis.
Choć w przypadku szefa tygodnika Newsweek jest niezmiernie
trudne, to jednak się udaje.
Można powiedzieć śmiało, że właśnie poziom umysłowy, niższy
od i tak nie wysokiego poziomu umysłowego redaktora naczelnego, jest własnie tym
głównym kryterium przyjęcia do peowskiej gadzinówki.
W ten to sposób termin „newsweek“ stał się synonimem stanu
umysłowego, zawieszonego na bardzo niskim poziomie.
Dziennikarstwo, to trudna sztuka wymagająca sprawności
umysłowej i umiejętności wyciagania wniosków z przedstawianych faktów.
Najwyraźniej nie dotyczy to „paradziennikarzy“
z Newsweeka.
26. sierpnia niejaki Wojciech Cieśla (były funkcjonariusz
Gazety Wyborczej) z niejakim Michałem Krzymowskim (byłym praktykantem
Gazety Wyborczej) napisali do Newsweeka tekst pt. „Niewygodne rachunki
prezydenta”, w którym zarzucali Andrzejowi Dudzie, że za sejmowe pieniądze
jeździł niegdyś do Poznania, gdzie nawet za sejmowe spał w hotelach i jadł a
wszystko by uprawiać prywatę, czyli wykładać na Prywatnej Uczelni w stolicy
Wielkopolski.
Nikt normalny nie potraktował wypocin
„paradziennikarzy“ serio, więc trudno o poważny komentarz.
W TVP,
przyparty do muru przez Krzysztofa Ziemca, Prezydent Duda, jednoznacznie
i krótko podsumował njusłykowe insynuacje, zaprzeczając iż kiedykolwiek
prowadził wykłady w Poznaniu.
Głupota jednak zobowiązuje, więc Cieśla
z Krzymowskim, kilka dniu później „pociągnęli temat“ i z kolei sami
zaprzeczyli, że kilka dni wcześniej napisali iż Duda wykładał na Uczelni w
Poznaniu (?!)
By nadać wydźwięku, tak mocnemu i
zdecydowanemu twierdzeniu, już na początku nowego tekstu „Prezydent wciąga nas
w kampanię, my wciąż czekamy na jego odpowiedź“ – potwierdzają tezę o wykładach
Dudy w Poznaniu a kilka linijek dalej zaprzeczając, że o wykładach Dudy w
Poznaniu napisali!
Istnieje prawdopodobieństwo, że może to
Cieśla pisał o wykładach w Poznaniu, a Krzymowski nie wiedział o tym i stąd ta
rozbieżność na odcinku zaledwie 14 linijek tekstu.
Wniosek, w tym wypadku nasuwa się jeden,
że prócz umiejętności pisania cenne są w dziennikarstwie umiejętności czytania,
bo całość zawiłej myśli tam zawartej przez super-duo, wygląda na twórczość nie
zespołu dziennikarzy a raczej „Zespołu Downa“ i potwierdza tezę zawartą w
tutule wpisu.
Etykiety:
Andrzej Duda,
głupoty,
idiotyzm,
Michał Krzymowski,
Newsweek,
paradziennikarstwo,
Tomasz Lis,
Wojciech Cieśla
Subskrybuj:
Posty (Atom)




