Ponieważ jestem człowiekiem leniwym i do tego z gatunku tych, którzy wolą pisać niż czytać. Rzadko wgłębiam się w lekturę informacji na portalach internetowych. Za zwyczaj „przelecę je po łebkach” i to mi wystarczy. W ten sam sposób (wg. moich informacji) postępuje duża część rodaków. Dlatego wzrosła waga tytułu. Tytułu, który ma zachęcić do czytania, który zaciekawi, zakręci, zainteresuje, który wiele wyjaśni, jednocześnie nie mówiąc nic.
Pomyślałem sobie, że warto zaryzykować i przeprowadzić taki oto test. Wybrałem z internetowych portali kilka ciekawych tytułów i bez czytania smętnych i nudnych artykułów zamieszczonych pod nimi, postanowiłem krótko i węzłowato streścić „co mógłby autor mieć na myśli” oraz czego mogły dotyczyć.
No i tak:
Miłość na fotelu u dentysty (Życie Warszawy)
Czyżby było to „w pakiecie” po wejściu w życie reformy Pani Kopacz?
Tablice niepamięci o Żydach (GW)
Jakaś nowa forma czczenia „narodu wybranego”?
Pijany chciał zgwałcić młodą dziewczynę (policja.pl)
A może po prostu źle zrozumiał słowa Premiera o „polityce miłości”.
Kto tam dojdzie za pijanym i wyborcami PO...?
Kurtyka: dziennikarze byli bardziej służalczy od naukowców (PAP)
Jaka będzie odpowiedź naukowców? Czy będą w stanie wygrać tę rywalizację?
Na marginesie: a gdzie protest honorowego (?) Prezesa SDP?
Izrael: krwawe porachunki żydowskich mafii (onet.pl)
Ciekawe czy delegacja SLD również brała udział...?
Kobieta w polskiej TV nie może być stara (PAP-GW)
No właśnie! Tymczasem gdyby nie dwóch ostatnich prezesów, to do dziś oglądali byśmy w „okienku” panie pokazujące się niegdyś jeszcze w odbiorniku „Wisła” oraz pamiętające akademie w radiokomitecie z gościnnym udziałem Władysława Gomułki.
Na szczęście w polskiej prasie może być kobieta stara. Ku radości „Gazety Wyborczej”
CBA zastrasza inspektorów badających fundację prezesa PiS (GW)
Niesamowite. Chodzą za nimi pohukując a w nocy przemykają się pod oknami tychże inspektorów w białych prześcieradłach. Oczywiście również stosują stary sposób straszenia t.j. nagłego wyskakiwania zza rogu i machania rękoma nad głową.
Premier Tusk wrócił z wizyty w Katarze i Kuwejcie (PAP)
No i całe szczęście! A już się tak martwiłem, że nie wróci. Wprawdzie z katarem ale jest cały i na miejscu! A tak na marginesie, to powinien ktoś zaaplikować Panu Premierowi polopirynkę przed wylotem. Tak na wszelki wypadek.
Ostatni pobór do wojska w grudniu 2008 roku (PAP)
Fajnie. Później to tylko Klich ze „Strzelcem” Komorowskim będą bronić Naszej Ojczyzny.
Studenci bronią profesora, który miał donosić SB (PAP)
Czyżby członkowie „Klubu Miłośnika GW”? Ewentualnie może być to tylko Młodzieżówka PO pod dowództwem Michała Boniego.
Ale zaraz, nie rozumiem: "miał donosić". A co? Nie donosił, nierób jeden!
Związkowcy zdziwieni wypowiedzią Chlebowskiego (PAP)
Myślę, że sam „Mołek” Chlebowski również! Obojętnie czego by ta wypowiedź dotyczyła.
Raport: Polacy jedzą mało warzyw, dużo palą (PAP)
Niech to będzie przestrogą dla rządzących. Może znów się okazać, że związkowcy tak się przejmą raportem i spalą kilkadziesiąt opon przed ministerstwami. Co do warzyw nie orientuję się.
Kolejarze przepraszają, ale będzie nowy protest (PAP)
Porządni ludzie, przynajmniej przepraszają.
A kto mnie, do k....y nędzy przeprosi za ten rok eksperymentów na ludziach dokonywanych pzrez PO?
Somalijskimi piratami zajmą się nasi prokuratorzy (tvp.info)
No to mają przegwizdane! Ćwiąkratura już takie dowody im przedstawi, że wszystkich zapuszkują. Podobno nawet Julia Pitera rozpoczęła już prace nad tajnym raportem z działalności somalijskich piratów. Bójta się!
Włoscy Żydzi nie chcą, aby Kościół modlił się o ich nawrócenie (GW)
Mają zapewne nadzieję, żę nawrócą się i bez tego.
Dzwonię i słyszę nieznajomego: "Halo, k...a" (GW)
Czyżby znów Michnik z Rywinem ucięli sobie przyjacielską pogawędkę?
Eleonora Bergman: Żydzi nie mają w Polsce muzeów (GW)
Podobnie jak Cyganie, Litwini, Estończycy i Eskimosi. Czy Was wszyscy to trzeba opieprzyć, żebyście zrobili w końcu te swoje muzea?!
Żydzi oskarżają IPN (GW)
Odwet za Bermana, Mietkowskiego i Morela?!
czwartek, 20 listopada 2008
By biło się lepiej. Wszystkim!

Media podały, że pewien wysoko postawiony dziś gość pojechał wraz z żoną do Stanów Zjednoczonych i tamże ponoć spuścił tejże małżonce łomot. Wezwana policja wsadziła gościa w kajdanki i odstawiła na komisariat, gdzie zaopiekowała się mim przez następne 24 godziny. Działo się to tuż przed „godziną zero” 31 grudnia i w związku z tym, co oczywiste, tenże gość spędził noc sylwestrową wraz z małżonką w celi komisariatu w towarzystwie podobnych mu miłośników boksu, judo i innych sportów walki.
O północy życzeniom i winszowaniom nie było końca, a toast wzniesiono cienką (jak to bywa w Ameryce) kawą z automatu. Później gościa i małżonkę wypuszczono.
Jako, że gość języki obce, co najwyżej widział na zdjęciu lub poczcie podczas lizania znaczków – nie umiał ni w ząb porozumieć się z policją.
W sobie tylko znany sposób udało mu się w końcu poinformować stróżów prawa, że jest on, najprościej mówiąc bezrobotnym dyplomatą, bez środków do życia i bez konta bankowego – jednym słowem gołodupcem (wówczas na 77. miejscu listy najbogatszych Polaków tyg. Wprost) .
W związku z tym, że urzędnicy tępej amerykańskiej administracji nie czytują Wprost – dali się oszukać i przyznali gościowi darmowego adwokata.
Tak to gość – biedujący milioner, odbył przygodę swojego życia w Stanach Zjednoczonych. Piękna historia zawierająca tak wielkie ładunek przeżyć, że gość nie podzielił się nią z nikim, wyłączając najbliższych znajomych.
Ech, biedak to ma klawe życie!
Może wyjechać za ocean, nałomotać żonę i jeszcze za wszystko zapłaci skostniały aparat władzy (naszej czy też amerykańskiej) .Warto biedować.
niedziela, 16 listopada 2008
By wciągało się lepiej. Wszystkim!

Z okazji jubileuszu pierwszej rocznicy rządów miłościwie nam panującej koalicji PO-PSL, aktywiści platformowi Łuczak i Atamańczuk łaskawi byli nawąchać się anfetaminy , po czym dali złapać się policji podczas „rutynowej kontroli pojazdu”, którym podążali.
Wiadomo, że okazja taka jak rocznica przejęcia władzy przez przedstawicieli „ludu kręcącego miast i wsi” to oczywisty powód by dać sobie w nocha lub żyłę. W najgorszym wypadku można jak Pan Premier w młodości puścić dyma z jointa, ale to wersja light – dla ciućm i słabiaków.
Jednym słowem aktywiści Łuczak i Atamańczuk jak przystało na twardzieli, wciągnąwszy uprzednio „ścieżkę” , podążali z małym zapasem białego proszku (być może) do innych potrzebujących i pragnących też czcić doniosły jubileusz.
Dziś już wiadomo, że obaj panowie zostali wykluczeni z partii. Tu władze PO jawią się niemal jako sierżanci z Legii Cudzoziemskiej. „Maszeruj albo giń” – podpadłeś to wylatujesz – za gapiostwo, a może i za to, że dałeś się złapać! Nie czekając na wyjaśnienia obu Panów - amatorów proszku, na wszelki wypadek pozbyto się ich i publicznie napiętnowano. Wiadomo, nie dowieźli tego, co mięli dowieźć.
W tej sytuacji pewne zaniepokojenie budzi los tzw. „grupy specjalnej troski” czyli posłów: Niesiołowskiego, Czumy, Palikota, Chlebowskiego oraz posłanki Pitery.
A jeżeli Panowie Łuczak i Atamańczuk pędzili właśnie „z gazem” i niestety „na gazie” do w/w posłanki i posłów?
Tak tylko dywaguję, bo niejednokrotnie wypowiedzi prominentnych polityków sprawiały wrażenie udzielonych w stanie totalnego „nawąchania” lub „napalenia” . Właściwie w przypadku Stefana Niesiołowskiego czy też Janusza Palikota to reguła i nie przypominam sobie normalnej „na realu” wypowiedzi od dobrego kawału czasu.
A może bez „wspomagania” Niesołowski nie byłby Niesiołowskim, Czuma – Czumą, Pitera - Piterą a Palikot – Palikotem?
Aż strach pomyśleć, że w ten sposób cała Platforma Obywatelka mogłaby stracić swój wizerunek!
A te dwa gamonie dały się złapać... ech!
Etykiety:
amfetamina,
Atamaniuk,
Łuczak,
Platforma Obywatelska
środa, 12 listopada 2008
środa, 5 listopada 2008
poniedziałek, 3 listopada 2008
Grzegorz Lato – królik z "budionnówki" Platformy Obywatelskiej.
Wychodzi na to, że król strzelców X MŚ 1974 roku, jeden z najwybitniejszych polskich skrzydłowych stał się mimo woli „zawodnikiem” prężnej drużyny Platformy Obywatelskiej.
Jak doszło do tego zaskakującego transferu?
Czyżby rzutcy skauci z PO, specjaliści od wyszukiwania talentów piłkarsko-kierowniczych w sobie tylko znany sposób „podkradli” drużynie SLD świetnego zawodnika?
Okazuje się, że tak!
Wszystkie działania miłościwie nam panującej siły przewodniej, mające za zadanie wpłynąć na bieg wydarzeń podczas wyborów w PZPN świadczą o tym.
Wprawdzie Platforma Obywatelska deklarował otwarcie, że stoi murem za Zbigniewem Bońkiem, ale wiadomo, że w polityce co innego się mówi a co innego robi.
Zresztą Boniek jako człowiek niepokorny i posiadający wyjątkowy dar zrażania do siebie ludzi, mógł liczyć jedynie na głosy znikomej liczby delegatów. Wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z Panem Drzewieckim – Ministrem Sportu, który starał się Zbigniewa Bońka sprytnie lansować i nawet niegdyś osobiście go namaścił na Prezesa PZPN.
Zdając sobie sprawę z wszystkich realiów wyborczych, szef polskiego sportu, zaprawiony w bojach z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, postanowił, niczym Marszałek Budionnyj dokonać zmasowanej szarży. Z lewego skrzydła najpierw uderzyła „ćwiąkratura”!
Na pierwszy ogień „poszedł” Grzegorz Lato, lecz atak na niego był anemiczny i nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Lacie zarzucono wzięcie niegdyś pieniędzy na darmowe wypożyczonego zawodnika ze Stali Mielec do ŁKS. Ponoć są nawet dokumenty potwierdzające dziwny „transfer”, lecz pomni różnych sensacji deklarowanych przez ludzi PO, póki nie zobaczymy......i tak dalej.
Jak nie Lato, to... oczywiście największy faworyt Kręcina. Tu postanowiono działać bardziej zdecydowanie. Z pomocą renegata z PZPN, niejakiego Jana Tomaszewskiego, „ćwiąkratura” zbrojna w mocne dokumenty najechała kolejnego kandydata na fotel Prezesa. I tym razem odnosząc sukces. Kręcinę aresztowano i mimo, że po kilku godzinach zwolniono, zaczęto mówić o nim Zdzisław K. Cała akcja była możliwa dzięki „niezwykle kompromitującym dowodom” przekazanym przez renegata Tomaszewskiego, Pani Minister Julii Piterze.
Coż to były za dowody? Przekazanie na polecenie Kęciny 350 tys. złotych, zajętych przez komornika, na konto Widzewa Łódź oraz zaległości podatkowe PZPN na kwotę 8 milionów złotych! Wstrząsające... gdyby nie strzał z pustaka.
Trudno oprzeć się przekonaniu, że Tomaszewski dobrze wiedział do kogo udać się ze swoimi „rewelacjami” i że nawet znaleziony na ulicy rachunek z pralni czy też kwit peronowy mógłby być przedmiotem wnikliwej analizy ze strony Julii Pitery i powodem wywołania szumu wokół własnych demaskatorskich działań.
Wracając do sprawy, od biedy można uznać, że w przypadku przekazania gotówki na konto Widzewa, zachodziła zwykłą chęć pomocy bankrutującemu klubowi, a w przypadku zaległości podatkowych było sensacją z rodzaju „Królowa Bona umarła”.
Bystra i epatująca intelektem niczym miś Puchatek Pani Julia Pitera wspólnie z „ćwiąkraturą” spowodowali zablokowanie konta PZPN i uznając to za sukces rozsiedli się wygodnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Nie zmącił im samopoczucia nawet fakt, że o zaległościach PZPN wobec fiskusa wiedziano od dawna (interpretacja przepisów była powodem spornym i stąd zaległości) i związek otrzymał prolongatę spłaty zadłużenia do końca listopada br.
Nic to, stosowne organa już w październiku łaps za konto i sukces już jest! O ile zmasowany atak ze strony urzędników Platformy, na kandydatów innych niż Boniek nie dziwi, to trochę dziwi zachowanie Tomaszewskiego. Raczej za Bońkiem nie przepada za Latą też, Kręcina mu nie miły. O co więc chodzi, o wrodzone zamiłowanie do krytyki i lansowania własnej osoby?
Jan Tomaszewski przyzwyczaił już do wspaniałych bon motów i cięcia równo z trawą wszystkiego i wszystkich. Oczywiście to na pokaz, bo gdy przychodzi do poważnych i obywatelskich deklaracji to zawsze pomoże władzy (jak niegdyś, gdy bezkompromisowo popierał wprowadzenie Stanu Wojennego).
Nie inaczej było tym razem. Wystawiając Kręcinę, Tomaszewski, Pitera oraz ćwiąkratura zafundowali Grzegorzowi Lacie fotel Prezesa PZPN. Walka na wyżynach w Związku nie była pasjonująca i łatwo można było przewidzieć jest zakończenie (i to w pierwszej turze).
Tylko biedny Zbigniew Boniek namaszczony przez władze rządowe w kraju, stał samotnie, bez szans z boku. Jego i tak to nie dotyczyło.
Zastanawiam się czy całe zamieszanie tuż przez wyborami w PZPN, to była przemyślana gra Platformy aby pozyskać Grzegorza Latę czy tylko (jak to bywa często) spaprana robota tuskowych urzędników.
Jak doszło do tego zaskakującego transferu?
Czyżby rzutcy skauci z PO, specjaliści od wyszukiwania talentów piłkarsko-kierowniczych w sobie tylko znany sposób „podkradli” drużynie SLD świetnego zawodnika?
Okazuje się, że tak!
Wszystkie działania miłościwie nam panującej siły przewodniej, mające za zadanie wpłynąć na bieg wydarzeń podczas wyborów w PZPN świadczą o tym.
Wprawdzie Platforma Obywatelska deklarował otwarcie, że stoi murem za Zbigniewem Bońkiem, ale wiadomo, że w polityce co innego się mówi a co innego robi.
Zresztą Boniek jako człowiek niepokorny i posiadający wyjątkowy dar zrażania do siebie ludzi, mógł liczyć jedynie na głosy znikomej liczby delegatów. Wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z Panem Drzewieckim – Ministrem Sportu, który starał się Zbigniewa Bońka sprytnie lansować i nawet niegdyś osobiście go namaścił na Prezesa PZPN.
Zdając sobie sprawę z wszystkich realiów wyborczych, szef polskiego sportu, zaprawiony w bojach z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, postanowił, niczym Marszałek Budionnyj dokonać zmasowanej szarży. Z lewego skrzydła najpierw uderzyła „ćwiąkratura”!
Na pierwszy ogień „poszedł” Grzegorz Lato, lecz atak na niego był anemiczny i nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Lacie zarzucono wzięcie niegdyś pieniędzy na darmowe wypożyczonego zawodnika ze Stali Mielec do ŁKS. Ponoć są nawet dokumenty potwierdzające dziwny „transfer”, lecz pomni różnych sensacji deklarowanych przez ludzi PO, póki nie zobaczymy......i tak dalej.
Jak nie Lato, to... oczywiście największy faworyt Kręcina. Tu postanowiono działać bardziej zdecydowanie. Z pomocą renegata z PZPN, niejakiego Jana Tomaszewskiego, „ćwiąkratura” zbrojna w mocne dokumenty najechała kolejnego kandydata na fotel Prezesa. I tym razem odnosząc sukces. Kręcinę aresztowano i mimo, że po kilku godzinach zwolniono, zaczęto mówić o nim Zdzisław K. Cała akcja była możliwa dzięki „niezwykle kompromitującym dowodom” przekazanym przez renegata Tomaszewskiego, Pani Minister Julii Piterze.
Coż to były za dowody? Przekazanie na polecenie Kęciny 350 tys. złotych, zajętych przez komornika, na konto Widzewa Łódź oraz zaległości podatkowe PZPN na kwotę 8 milionów złotych! Wstrząsające... gdyby nie strzał z pustaka.
Trudno oprzeć się przekonaniu, że Tomaszewski dobrze wiedział do kogo udać się ze swoimi „rewelacjami” i że nawet znaleziony na ulicy rachunek z pralni czy też kwit peronowy mógłby być przedmiotem wnikliwej analizy ze strony Julii Pitery i powodem wywołania szumu wokół własnych demaskatorskich działań.
Wracając do sprawy, od biedy można uznać, że w przypadku przekazania gotówki na konto Widzewa, zachodziła zwykłą chęć pomocy bankrutującemu klubowi, a w przypadku zaległości podatkowych było sensacją z rodzaju „Królowa Bona umarła”.
Bystra i epatująca intelektem niczym miś Puchatek Pani Julia Pitera wspólnie z „ćwiąkraturą” spowodowali zablokowanie konta PZPN i uznając to za sukces rozsiedli się wygodnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Nie zmącił im samopoczucia nawet fakt, że o zaległościach PZPN wobec fiskusa wiedziano od dawna (interpretacja przepisów była powodem spornym i stąd zaległości) i związek otrzymał prolongatę spłaty zadłużenia do końca listopada br.
Nic to, stosowne organa już w październiku łaps za konto i sukces już jest! O ile zmasowany atak ze strony urzędników Platformy, na kandydatów innych niż Boniek nie dziwi, to trochę dziwi zachowanie Tomaszewskiego. Raczej za Bońkiem nie przepada za Latą też, Kręcina mu nie miły. O co więc chodzi, o wrodzone zamiłowanie do krytyki i lansowania własnej osoby?
Jan Tomaszewski przyzwyczaił już do wspaniałych bon motów i cięcia równo z trawą wszystkiego i wszystkich. Oczywiście to na pokaz, bo gdy przychodzi do poważnych i obywatelskich deklaracji to zawsze pomoże władzy (jak niegdyś, gdy bezkompromisowo popierał wprowadzenie Stanu Wojennego).
Nie inaczej było tym razem. Wystawiając Kręcinę, Tomaszewski, Pitera oraz ćwiąkratura zafundowali Grzegorzowi Lacie fotel Prezesa PZPN. Walka na wyżynach w Związku nie była pasjonująca i łatwo można było przewidzieć jest zakończenie (i to w pierwszej turze).
Tylko biedny Zbigniew Boniek namaszczony przez władze rządowe w kraju, stał samotnie, bez szans z boku. Jego i tak to nie dotyczyło.
Zastanawiam się czy całe zamieszanie tuż przez wyborami w PZPN, to była przemyślana gra Platformy aby pozyskać Grzegorza Latę czy tylko (jak to bywa często) spaprana robota tuskowych urzędników.
Etykiety:
Boniek,
Drzewiecki,
Kręcina,
Lato,
PO,
PZPN,
Tomaszewski
sobota, 25 października 2008
Najnowszy numer "Gazety Platformczej"

Niekochane dzieci? Nic z tych rzeczy.
Polskie dzieci poczuły się pominięte i zaniedbane prze miłościwie nam panujący dwór j.w. Donalda Tuska. Jak to możliwe? O co właściwe chodzi?
Najmłodsza latorośl pozazdrościła dorosłym wielkiej ilości bajek przygotowanych dla nich przez władze Platformy Obywatelskiej. Zaniepokojone dzieci zadawały sobie pytanie: „Czym jesteśmy gorsze od naszych matek i ojców, że dla nas władze nie mają przygotowanych żadnych baśni, bajek i tzw. bajerków? Dorośli słuchają na co dzień, niezliczonej ilości wymyślonych historii przez Pana Tuska i jego kolegów, a my co?”
Sprawa jest poważna, lecz powoli się już wyjaśnia, a nawet widać zielone światełko w tunelu.
Rząd postanowił wydać, specjalnie z myślą o najmłodszych serię specjalnych bajek pod wspólnym tytułem „Bajki z krainy cudów”, przeznaczonych wyłącznie dla nich. Są to nowe wersje starych, znanych opowieści, z odpowiedniejszymi bohaterami niż w pierwowzorach. Pierwsza seria składa się z sześciu książeczek z nowymi wersjami bajek: Kot w Butach, Przygody Tomcia Palucha, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Kopciuszek oraz Jaś i Małgosia. Nowe wersje znanych i lubianych bajek przygotował osobiście Pan Premier, podpisujący się, dla niepoznaki pseudonimem Doni LaFontusk. Miłej lektury milusińscy!
Najmłodsza latorośl pozazdrościła dorosłym wielkiej ilości bajek przygotowanych dla nich przez władze Platformy Obywatelskiej. Zaniepokojone dzieci zadawały sobie pytanie: „Czym jesteśmy gorsze od naszych matek i ojców, że dla nas władze nie mają przygotowanych żadnych baśni, bajek i tzw. bajerków? Dorośli słuchają na co dzień, niezliczonej ilości wymyślonych historii przez Pana Tuska i jego kolegów, a my co?”
Sprawa jest poważna, lecz powoli się już wyjaśnia, a nawet widać zielone światełko w tunelu.
Rząd postanowił wydać, specjalnie z myślą o najmłodszych serię specjalnych bajek pod wspólnym tytułem „Bajki z krainy cudów”, przeznaczonych wyłącznie dla nich. Są to nowe wersje starych, znanych opowieści, z odpowiedniejszymi bohaterami niż w pierwowzorach. Pierwsza seria składa się z sześciu książeczek z nowymi wersjami bajek: Kot w Butach, Przygody Tomcia Palucha, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Kopciuszek oraz Jaś i Małgosia. Nowe wersje znanych i lubianych bajek przygotował osobiście Pan Premier, podpisujący się, dla niepoznaki pseudonimem Doni LaFontusk. Miłej lektury milusińscy!
Od TW Bolka do TW Mleczarza. Wałęsa w rytmie rap.
Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu, rząd postanowił uhonorować Lecha Wałęsę główną rolą w przygotowywanej właśnie przez Teatr Obywatelski im. Władysława Upiornego, transkrypcji musicalu „Skrzypek na dachu”.
Nowa, bardziej rapowa wersja przedstawienia nosi tytuł „Dupek na Strychu” a sam Wałęsa zagra główną rolę TW Mleczarza. W pozostałych rolach wiele lubianych i popularnych postaci. Zapraszamy już od 12 listopada br. Dla dzieci i młodzieży zniżka.

Na zdjęciu: próba generalna - TW Mleczarz uczy skrzypka grać na instrumencie.
Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu, rząd postanowił uhonorować Lecha Wałęsę główną rolą w przygotowywanej właśnie przez Teatr Obywatelski im. Władysława Upiornego, transkrypcji musicalu „Skrzypek na dachu”.
Nowa, bardziej rapowa wersja przedstawienia nosi tytuł „Dupek na Strychu” a sam Wałęsa zagra główną rolę TW Mleczarza. W pozostałych rolach wiele lubianych i popularnych postaci. Zapraszamy już od 12 listopada br. Dla dzieci i młodzieży zniżka.

Na zdjęciu: próba generalna - TW Mleczarz uczy skrzypka grać na instrumencie.
Język polski trudniejszy, dzięki powyłamywanym nogom Tuska.
Aby przybliżyć zawiłości języka polskiego, premier Tusk podczas spotkania z premierem Chin Wen Jiabao, w ramach wzajemnej licytacji który język jest trudniejszy w wymowie polski czy chiński, posłużył się starym trudnym do wymówienia dla obcokrajowców zwrotem.
Premier Chin był bezradny wobec polskiego „Tusk z powyłamywanymi nogami”!
Chiński zwrot „zhūwèi hăo xièxieo shì de” był dla naszego przywódcy przysłowiowym „małym miki”.
Aby przybliżyć zawiłości języka polskiego, premier Tusk podczas spotkania z premierem Chin Wen Jiabao, w ramach wzajemnej licytacji który język jest trudniejszy w wymowie polski czy chiński, posłużył się starym trudnym do wymówienia dla obcokrajowców zwrotem.Premier Chin był bezradny wobec polskiego „Tusk z powyłamywanymi nogami”!
Chiński zwrot „zhūwèi hăo xièxieo shì de” był dla naszego przywódcy przysłowiowym „małym miki”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







