Mecenas Giertych z okazji Święta Indonezji zawitał w studiu TV w Dżakarcie. A wszystkiemu winien Kaczyński...
czwartek, 13 listopada 2014
piątek, 7 listopada 2014
Pałuj Stefan, pałuj...
Wydarzenie dnia, jakim było opublikowanie przez Fakt filmu
z pobicia posła Wiplera, odbiło się szerokim echem w komentarzach
internetowych.
Przeważały głosy oburzenia, bo ludzie na ogół zawsze biorą
stronę tych katowanych przez aparat władzy. Ot, ofiary bezprawia budzą
sympatię.
Ale niestety zawsze znajdą się jakieś zdegenerowane
indywidua, które idą pod prąd.
Pierwszym okazł się już z samego rana „świerzb waltera“
czyli Jarosław Kuźniar pisząc o „Wiplerze otulającym się w bulwarówki...“
Nie trzeba było też długo czekać na skowyt innego degenerata
dyżurnego.
Stefan Niesiołowski zaproponował, że za pałowanie Wiplera
policja powinna dostać nagrodę, bo „(...)Zakuła
w kajdanki awanturnika, zaprowadziła na izbę wytrzeźwień. (...) O
czwartej rano prawdopodobnie pijany leżał pod nocnym klubem, czy spał -
awanturował się z policją(...). Ja sobie nie przypominam, żeby poseł
Mazowiecki leżał o czwartej rano pod nocnym klubem, ani poseł Geremek, ani
poseł Chrzanowski machał nogami, szarpał się z policją“
- stwierdził Niesiołowski.
Co można napisać po zaponaniu się
z powyższymi głupotami?
Może to, co już zostało
wielokrotnie napisane, że niektórych parlamentarzystów powinno się zaraz po
zaprzysiężniu przebadać psychiatrycznie.
Może to, że Niesiołowski powinien
zmienić leki, bądź ich dawki zwiększyć.
A może to, że wielką szkodą jest,
iż „muchołap“ nie dostał jeszcze nigdy porządnego łomotu! Bo kiedy i od kogo?
W zamieszchłych czasach
działalności w „Ruchu“, milicja nie miała potrzeby pałować Niesiołowskiego, bo
sam z siebie kapował (ze strachu?) już na pierwszym przesłuchaniu całe opozycyjne
koleżeństwo.
Dziś dziadygę nie warto pałować,
bo się rozsypie...
Co innego Kuźniar – ten jeszcze
na płaowanie ma szanse, czego mu
serdecznie życzę.
Pomijając stosunek obu
inteligentnych inaczej do Wiplera oraz ich interpretację zadań policji
państwowej, myślę że warto jeszcze dodać kilka słów komentarza na temat przedstawionych
w wypowiedzi Niesiołowskiego „kryształowych autorytetów“.
Jetem przekonany, iż o niebo
lepiej jest nawet upić się w sztok raz w życiu, naubliżać policji, wdać sie
z nimi w bójkę, - niż podpisywać listy z poparciem wyroku śmierci dla
kapłana - patrioty czy należeć dwadzieścia pięć lat do komunistycznej partii, a
tam pełniąc funkcję sekretarza POP wyrzucać „nieprawomyślnych“ (według
komunistów) ludzi z uczelni.
To już z pewnością lepiej o
czwartej rano leżeć pod nocnym klubem i spać... niż być świnią i komunistycznym
popychlem.
A na marginesie, to Wipler nie
leżał pod klubem i nie spał – widać to na filmie. Kolejny raz Niesiołowski
widział coś, co nie miało miejsca.
Omamy, złe leki, trawa, krótka
ścieżka białego proszku, złe okulary...?
Etykiety:
donosiciele,
Kapuś,
komunizm,
Kuźniar,
mendy,
Niesiołowski,
Wipler
środa, 5 listopada 2014
Dzień Powrotu do Ciemnoty Narodowej
-->
Potomkowie turańskich osadników, czyli rosyjska masa od
Putina dziś świętuje. Świętuje Dzień Jedności Narodowej, nowy państwowy jubel,
który zastapić ma rocznicę rewolucji październikowej jako najważniejszą celebrę
w roku.
Putinowcy wymyślili sobie, że właśnie to 4. Listopada czyli
dzień „wypędzenie Polaków z Kremla w 1612 roku“ będzie teraz
najważniejszym dniem w roku, co ma ich podnieść na duchu a nam, Polakom
dokuczyć.
Istotnie, w dziejach mongołopochodnej nacji moskiewskiej
mało jest momentów spektakularnych triumfów, jak owe „wypędzenie Polaków
z Kremla w 1612 roku“. Większość wywołanych wojen, dzicz tauryńska
sromotnie przeżynała, chyba że poddawała się dowództwu obcych,
iteligentniejszych od nich.
Samo pozbycie się Polaków z Kremla, jako propagandowy
pijar trafiło do bezmózgowej masy chłopskiej oraz niewiele mądrzejszej
bojarskiej sitwy jako sukces i oznaka siły Wielkiej Rusi!
Czy tak było istotnie?
Raczej nie. Pożarski i Minin (plebejsko-bojarscy bohaterowie
wydarzenia) przepędzając garstkę Polskiej załogi Kremla, pozbyli się zaledwie
symbolu panowania nad rosją.
W rzeczywistości Rzeczpospolita na sporze z rosją
zyskała Ziemię Czernihowską, Ziemię Siewierską i Ziemię Smoleńską. Istotnym był
wiernopoddańczo-upokażający hołd złożony przez cara moskiewskiego Wasyla IV Szujskiego
(wraz z jego dworem i patriarchą Filaretem) polskiemu królowi Zygmuntowi
III. A już bezcennym był zwłaszcza widok prowadzonego pieszo i na sznurze
rosyjskiego monarchy przez Warszawę.
Co zatem zyskała rosja, a co straciła 4. Listopada 1612
roku?
Zyskała jedynie pozorną wolność. Wolność od Polskiego Pana,
którego zastąpił pochodzenia turańsko-skandynawskiego bezmózgi bojar.
Straciła możliwość ucywilizowania się, wejścia do świata narodów
inteligentnych, wykształconych. Cofnęła
się w (i tak już) śladowym rozwoju.
Czy zatem warto świętować
jubileusz zwrotu ku ciemnocie?
Jak widać, aż do dziś magicznego progu cywilizacyjnego rosyjskie
społeczeństwo nie było w stanie przekroczyć.
Etykiety:
azjaci,
dzicz rosyjska,
Dzień Jedności Narodowej,
Minin,
mongoły,
Pożarski,
Putin,
Rosjanie
sobota, 1 listopada 2014
Panslawizm a ruskie urojenia
Jak wiemy panslawizm wymyślili Czesi. Jeszcze na poczatku
XIX wieku niejaki František Palacký, spożywszy więcej niż
zwykle jelinkowej zapalanki wpadł na pomysł by wsyscy słowianie zjednoczyli się
przeciw germańskiemu zalewowi słowiańskich społeczności.
Zorganizował przeto Palacký w 1848 roku
w Pradze, Wielki Kongres Panslawistyczny i był z niego bardzo dumny.
Dobrego humoru nie popsuł mu nawet fakt, że na owy kongres przybyli głównie
Czesi, co nie nadało zlotowi międzynardowego wymiaru.
Czesi są narodem małym ale praktycznym
i bardzo rodzinnym.
Dlatego też ze swoją ideą kisili się we
własnym sosie jeszcze na dwóch zjazdach, po czym, gdy podłączyły się do owej
idei panslawistycznej inne narody, to całość szlag trafił.
Stało się tak, gdyż założono błędnie, iż to rosjanie bedą stać na
czele, a jedyną słuszną religią będzie prawosławie i to moskiewskie.
Dlatego też Czesi wymyślili sobie
Neoslawizm by mieć w nosie ruskich!
Wprawdzie nowa idea zakładała bratanie
się z rosjanami, ale teoretycznie na partnerskich warunkach i bez ruskiej
dominacji.
Owa idea równeż nie przetrwała próbu
czasu.
Osobnym rozdziałem w historii
panslawizmu czy też neoslawizmu, jest jego stosunek do Polaków oraz stosunek samych
Polaków do niego.
Ruchy te nigdy nie miały w Polsce popracia i nigdy nie były
traktowane poważnie.
Wprawdzie w 1908 roku Roman Dmowski uczestniczył w kongresie
neoslawiańskim w Pradze, ale tylko po to by pokazać światu problem Polaków pod
zaborami.
Później odbyły się jeszcze dwa kongresy (Petersburg - 1909,
Sofia - 1910), które znów pokazały, że nie ma równości wśród „słowian“ a
rosjanie traktują przedniotowo m.in. Polaków. Co ważne, w kongresie w Sofii
Polacy już nie uczestniczyli.
Agonia idei nastąpiła w 1910 roku a ruscy z muchami w nosie
wymyslili sobie tzw. rosyjski neoslawizm.
Samo już powstanie takiego mononacjonalistycznego tworu jest
przykładem na wielkie oszustwo, które w dzisiejszej Europie się (niestety) odradza.
Mianowicie,
działający w połowie XIX wieku, wybitny polski etnograf Franciszek Henryk Duchiński, dowiódł, iż rosjanie
wcale nie należą do grupy Słowian!
Ze Słowianami
nie mają nic wspólnego, gdyż należą do grupy o pochodzeniu turańskim
–mongolskim.
Skąd więc
rosyjski noeoslawizm?!
Z urojeń!
Nie pierwsza
to próba rosyjskiego oszustwa.
Jak pisał
Duchiński: „prawdziwymi Słowianami są
jedynie Polacy i Rusini, Rosjanie zaś nie są nawet ludem aryjskim...“ a
„..kolebką Słowiańszczyzny są tereny
pomiędzy Wisłą a Dnieprem...“
Pewnie dla
gromadki dzisiejszych usłużnych idiotów proruskich, będzie to szokiem, że
bratają sie z dziczą stepową a nie z prawdziwymi Słowianami.
Ale może ich
pochodzenie też nie jest pewne...
W każdym
razie dzwnie to wygląda... coś jakby hitlerowskie Niemcy w germańskiej
ideologii próbowały udowodnić braterkę krwi ze słowackimi cyganami...
Fizjonomicznym
przykładem prawdziwego, wzorcowego „słowianina z rosji“ niech będzie Władimir Putin.
Temu, który
dopatrzy się w jego twarzy rysów słowiańskich – laur z saksaułu. Prosto z Gobi
– skąd właśnie przybyli do rosji „słowianie“!
Etykiety:
azja,
kałmuki,
mongolia,
neopanslawizm,
noworosja.,
oszustwo,
panslawizm,
pochodzenie turańskie,
Rosja,
Ruscy
środa, 29 października 2014
Jaka kara dla rosyjskich futbolowych władz?
Legia Warszawa, po donosie organizacji FARE (Football
Against Rascism), politykierskiej i lewackiej bandy półidiotów, będzie
odpowiadała za wywieszenie na stadionie w Kijowie biało-czerwonej flagi
z przedwojennymi herbami Lwowa oraz Wilna. Wszystko miało miejsce w czasie
meczu z Metalistem Charków w ramach rozgrywek Ligi Europejskiej.
Według FARE wywieszenie takich symboli stanowi jaskrawy przejaw „reprezentowania
rewizjonistycznych żądań polskich radykalnych nacjonalistów”.
Prawda, że takie coś wymyśleć może
tylko kretyn i lewacki dewiant?
Niestety u skorumpowanych leśnych
dziadków z FIFA i UEFA, - FARE ma wolną rękę w sprawach dotyczących
interpretacji tego co owe matołki na stadionie zobaczą.
Niestety, podobnie jak seksualnym
zboczeńcom, FARE też wszystko się z jednym kojarzy, a na dodatek, jeżeli
chodzi o fabrykowanie zarzutów, to przy nich bojówki SA i Gestapo razem
wzięci, byli niczym niebiański kolektyw przy stadzie Trynkiewiczów .
Tak oto, teraz włodarze Legii będą się mocno tłumaczyli
z flagi i opowiadali w Bazylei historię polskiej piłki nożnej ze
szczegółami.
I tak pewnie bez jakiejś kary się nie obędzie, bo zarówno
FARE jak i działacze UEFy prezentują podobny poziom intelektualno-totalitarny.
Gdyby jeszcze tylko wszyscy byli przez
UEFA równo traktowani.
Dziś TVP pokazała, krótki materiał,
dotyczący wizyty Seppa Blattera w Moskwie. Wszystko przy okazji wizytacji
obiektów, przygotowywanych na MŚ 2018.
Mniejsza o to, że piernik ściskał się
z łobuzem i kadzili sobie nawzajem.
Dużo ciekawsza była sceneria w jakiej
to się odbywało.
Otóż
w tle widniała plansza z konturem Europy, na którym liniami zaznaczono
granice Rosji. Jak łatwo było zauwazyć, na planszy Krym znajdował się w
granicach Federacji Rosyjskiej!
Póki
co, aneksji Krymu nie uznała przytłaczająca większość państw świata a lokalne
władze piłkarskie Krymu (klubowe i okręgowe) należą nadal do struktur Federacji
Piłkarskiej Ukrainy (i należeć będą doputy, dopóki Ukraina nie zgodzi się sama przekazać ich Rosji).
Gdzie bylo zatem FARE, gdy putinnicy
„(...) reprezentowali rewizjonistyczne żądania rosyjskich radykalnych
nacjonalistów“?!
--------------------------
P.S. Niestety nie udało mi się dziś
znaleźć capsów z tej konferencji, ale nie jest to chyba wielkim problemem,
gdyż za dzien-dwa film z TVP będzie zapewne dostępny w sieci.
Etykiety:
Blatter,
FARE,
hitlerowcy z FARE,
Krym,
Mundial 2018,
naziści,
Rosja,
totalitaryzm,
Ukraina
środa, 22 października 2014
Taczerowa z ZOZu
Złośliwi mawiają, że geniusz Tuska ujawnił
się w tym, że z podrzędnego konowała z Samodzielnego
Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Chlewiskach, który nie był w stanie
zostać nawet kierownikiem przychodni – zrobił kierownika rządu.
Coś w tym jest i każdy rozsądny
człowiek przyzna, że to wyczyn nie lada – godny kanclerskiego łba i
cudotwórczej iskry. Tak wykrzesać coś z niczego...
Wszyscy tak pomyśleli, z wyjątkiem
owego konowała, który(a) święcie przekonany(a) jest, że to w dowód własnej
wielkości – docenionej wreszcie.
Tak czy inaczej, Ewa Bożena Kopacz
z domu Lis została przez Tuska namaszczona i mianowana premierem.
Od tej pory, jakby coś w babę wstąpiło.
Jakby cały saturator z sodową wodą
osuszyła.
Ona naprawdę uwierzyła, że jest kimś!
Na „dzień dobry“ swojemu dobroczyńcy Tuskowi
oświadczyła : „nie gniewaj się Donald, ale to teraz mój rząd..“ czym
rozsmieszyła salę sejmową.
Nie śmiała się tylko ona.
Sawickiemu, który widział w rolnikach
frajerów zapowiedziała urządzić burę, a Sikorskiego obiecała skrzyczeć! Za
paplaninę o rozbiorze Ukrainy.
Ot, uroiło jej się, że jest taką lokalną
peowską Margaret Teatcher, toteż szpanuje.
Póki co, ten szpan łykają tylko nieliczni partyjni
jajogłowi oraz garstka lemingów skupionych wokół jedynej, przewodniej siły, bo
tak naprawdę, to zarówno Sawickiemu jak i Sikorskiemu konowałka jedynie
„skoczyć może“... a i to tylko za ich łaskawym przyzwoleniem.
A niech śni dalej o własnej wielkosci i
światowych salonach. O rautach, pałacach i balach.
Śmiechu przy tym nie mało będzie, co udowodniła
niedawna wizyta u Angeli Merkel. Jak się okazało, trasa do pokonania
przewidziana w protokole powitania delegacji, była o wiele bardziej skomplikowana
niż trasa od drzwi do gabinetu lekarskiego w Samodzielnym
Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Chlewiskach...
Śmiech to zdrowie a za rok już nikt
konowałki nie będzie pamiętał...
W końcu, to nie pierwsza ofiara
wsadzona przez Tuska na minę.
poniedziałek, 20 października 2014
Sowiecka Prawda numer 2.
Zachęcamy do lektury drugiego numeru "Sowieckiej Prawdy"
Teraz: cała prawda, tylko prawda i sowiecka prawda - putinowska prawda!
Teraz: cała prawda, tylko prawda i sowiecka prawda - putinowska prawda!
Etykiety:
alkoholizm,
Donieck,
głupota,
komunizm,
Putin,
Rosja,
Rosjanie,
Sowicka Prwda,
sowieci
Subskrybuj:
Posty (Atom)
