Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Lis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Lis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 marca 2017

Kierownik i jego pluszak...

No, to wracamy :)
Skoro kierownik europki na tapecie, to przypomnijmy jego pluszaczka.


czwartek, 15 października 2015

Złodziej czy oszust?


Jak wynika z szerokiej reklamy w mediach, Newsweek wszedł w posiadanie niepublikowanych wspomnień Jarosława Kaczyńskiego.
Onet podaje: Wyciekły niepublikowane wspomnienia Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS Jarosław Kaczyński jeszcze nie wydał swoich spisanych już wspomnień pt. "Białe jest białe". Wyciekły one jednak z Nowogrodzkiej i zostały częściowo ujawnione przez Michała Krzymowskiego w książce "Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego"

Książka jest już w sprzedaży. Wydawcą jej jest Axel Springer Polska a jedynym autorem Michał Krzymowski. Cena w granicach 29-39 zł w zależności od dystrybutora.

ZŁODZIEJ
Z wszech I wobec głoszonych faktów wynika zatem, iż Michał Krzymowski mógł dopuścił się kradzieży wartości inteletualnej, podpisując książkę własnym nazwiskiem. Dopuścił się też  paserstwa, a być może nawet kradzieży (co powinna zbadać prokuratura).
Jak to mówią, książka Kaczyńskiego sama z komputera nie wyszła.
Jak zatem można nazwać gościa, który bez oporów korzysta z pracy innych, nie podaje w przypisach źródła wiadomości oraz czerpie zyski materialne z kradzionej własności cudzej?

OSZUST
Na podstawie analizy materiałów dotychczas zamieszczanych w Newsweeku, łatwo wywnioskować że dowodów na to że są to oryginalne “rękopisy” Kaczyńskiego a nie blagierskie wymysły – nie ma. “Dziennikarze”, tacy jak Krzymowski, Cieśla, Gajek, Kim (czyli cała padliniarska menażeria Lisa) nie mają w zwyczaju podawać personaliów rozmówców i zazwyczaj w miejscu, gdzie rzetelny dziennikarz podaje nazwiska – oni podają tajemniczego “bliskiego współpracownika”, “jedną z osób zbliżonych do prezesa”…itp.  Jednym słowem konkretów zero, wiarygodności – null!
Jak zatem można nazwać gościa, który bez oporów konfabuluje, tworzy fakty na własny użytek i w ten sposób oszukuje czytelników?

Kim zatem jest Krzymowski? 
Moim zdaniem, nie należy rozpatrywać tego pytania, w kwestii “albo-albo”.
Możliwe, że jest zarówno ZŁODZIEJEM, jak i OSZUSTEM. W przypadku “kreatywnego dziennikarstwa” rodem z Newsweeka możliwe jest koloryzowanie mało atrakcyjnych dla złodzieja faktów i przenikanie abstrakcji oraz rzeczywistości.

P.S.
Po opublikowaniu przez Zbigniewa Stonogę maili z komputera Ryszarda Petru, Tomasz Lis powiedział: "To podłe czytać prywatne maile".
Jak w takim razie nazwać czytanie i publikowanie cudzych wspomnień, bez wiedzy i zgody właściciela?

piątek, 9 października 2015

"Charakteru i honoru nie kupuje się w spożywczaku"

-->
Newsweek doniósł, iż ponoć Jarosław Selin był łaskaw zadeklarować, że jak tylko PiS wygra wybory, to wyrzuci Tomasza Lisa z TVP.
Jak wiadomo Newsweek, to nie tygodnik a stan umysłu, w związku z tym należy patrzeć na ów donos przez palce, bo to jak zwykle u nich – “jedna pani, drugiej pani i do tego jak  poinformował nas anonimowy działacz…”  - czyli kreuje się fakty.
Obecnie w Newsweeku już pokazowo płaczą i łączą się w propagandowym bólu (w blasku fleszy) z Tomaszem Lisem.
Cierniową koronę z redakcyjnego kaktusa i drutu kolczastego z ogrodzenia Krzymowski z Cieślą wykonali i w asyście zespołu redakcyjnego Lisowi na głowę już za wczasu wciskają (również z asyście lamp błyskowych).
Męczennik za prawdę – sprawiedliwy wśród  ogółu TVP – ofiara faszystowskich, pisowskich czystek  - Bertold Brecht naszych ciężkich czasów!
– Charakteru i honoru nie kupuje się w spożywczaku – podsumował wypowiedź Sellina - ociekający krwią oraz biczowany Tomasz Lis, po czym łzy cierpienia popłynęły mu policzkami. W tym momencie cały zespół redakcyjny na kolana padł i łkać począł okropnie. - Nie kupuje się….” – wymamrotali niektórzy.
Jako, że z każdej ułomności zrobić można przymiot, planuje się, już niebawem w siedzibie Newsweeka wmurować tablicę pamiątkową – Tomasz Lis, człowiek który nie kupił charakteru i honoru w spożywczaku…
Istotnie, zarówno charakteru, jak i honoru Lis nie kupił w spożywczaku.
Nie nabył ich zawczasu w ogóle, toteż ani charakteru, ani honoru nie posiada.
Przez to przyszła władza nie narazi go na straty, - co jest powodem do (mimo wszystko) radości.

Zastanawiam się, po co w ogóle ruszać Tomasza Lisa i jego tonący program.  A niech dogorywa sobie w spokoju, tylko w czasie mniejszej oglądalności  i oczywiście za mniejsze pieniądze.  Do końca na pokładzie pozostaną, niczym orkiestra na Titaniku ks. Tow. Sowa,  Hołdys czy inny Bartoś w asyście nielicznych lewackich klakierów…
I to będzie największa kara, jaka może spotkać Lisa -  obojętność i ignorancja ze strony zwycięzców!
Prześladować i niszczyć można kogoś, kto jest “KIMŚ”, kto “COŚ ZNACZY”…
Dupków się olewa, by nie kreowali się na cierpienników.

wtorek, 6 października 2015

Dzień Tomasza Lisa


Nie jest w najlepszej formie Tomasz Lis. Dwa pobyty w szpitalu, wypadające włosy… Żona Hanna (primo voto Kedaj, secundo – Smoktunowicz) ręce łamie i zaklina: Tomek przebadaj się!  A Tomek nic, tylko na nerwach własnych niczym na strunach łkającej wiolonczeli pogrywa żałobną muzę.  O, te dźwięki to psalm pogrzebowy dla Polski – ojczyzny zniewolonej już wkrótce, po 25. Października.
Tomasz Lis cierpi. Cierpi już od wielu lat, bo od czasu, kiedy powstał PiS.
Całe życie Tomasza Lisa, od rana do wieczora podporządkowane jest śledzeniu, punktowaniu i niszczeniu Prawa i Sprawiedliwości. I tak w kółko od 2001 roku.
Od 2012 roku Tomasz Lis może się realizować w prasie drukowanej – jest Redaktorem Naczelnym Newsweek Polska.
Jego tygodnik, z małymi wyjatkami od trzech lat poświęcony jest niemal w całości opisywaniem podłych spraw PiS oraz demaskowaniem podłej postaci Jarosława Kaczynskiego.
Każdy dzień Tomasza Lisa, to udręka, horror i ból.
Tomasz Lis nie ma chwili dla siebie i rodziny – bo myśli bez przerwy tylko o PiSie!
Jak wygląda zwykły dzień Tomasza LIsa?
Okropnie!
Niech to będzie, dajmy na to poniedziałek…

7.30 – Wstaję. Nie mogę spać, bo śnił mi się Kaczyński. Przyśniła mi się też taka fajna afera  PiSu, ale za chwilę zapomnialem o co choziło.
7.55 – Siedzę i myślę, co teraz knuje Kaczyński. Bo na pewno coś knuje.
8.25 – Eureka! Wpadłem na pomysł, że pewnie teraz Kaczyński korumpuje kogoś i podle wykorzystuje.
9.00 – 9.45 – Usiłuję jeść śniadanie. Hanka zamówiła katering. Facet, który przywiózł zamówienie, taki niski… zupełnie jak Kaczyński. Nic nie ruszyłem. Popsuł mi humor.
10.00 – Ubieram się i myślę o tym, co mógł powiedzieć Kaczyński o gejach. Wymyśliłem, że powiedział nieładnie i homofobicznie.
10.30 – Wyjeżdżam noim vanem z garażu. Myślę, co może knuć Kaczyński wyjeżdżajac z garażu. Zamyśliłem się i zawadziłem zderzakiem o bramę…  Znów wszystkiemu winien Kaczyński.
10.40 – Wyjeżdżam z osiedla. Banner na płocie… “Pisanie podań.  Mgr. Jerzy Z….” I znów nerwy – ręce mi sie trzęsą. Słyszycie to? PIS…anie! Muszę się wyciszyć…
11.20 – Wyciszam się ciągle, ale to nic nie daje. Co teraz może robić Kaczynski? Ja tu siedzę w samochodzie a on tam knuje… Niech to szlag.
12.00 – Biorę “calmsa”. Biorę jeszcze dwa “calmsy” I jadę do pracy. Po chwili mam w nosie, co robi Kaczyński. Luz pełen. Teraz myślę, co robi Duda! A niech to… Knuje!
12.45 – Co te światła na skrzyżowaniu? Popsuły się? Stoję na czerwonym już z minutę! Czerwone, czerwone? O, w logo PiS litera “i” jest czerwona! Totalna inwigilacja obywateli! Na każdym kroku…
13.25 – Wjeżdzam do wydawnictwa. Dziś nowy numer “Newsweeka”  - będę oglądał go z kolgami. Czytać nie będę, bo sam to wszystko wymyśliłem I znam na pamięć. A Kaczyński? Co wymyślił?
13.40 - Czekam na windę, na dolnym parkingu. Co teraz robi Kaczyński, czy też może czeka na windę i knuje? Jest! Wchodzę do winy – o cholera, to ta sama winda którą jechał Kaczyński w trakcie wizyty w  Wydawnictwie! Jechał też nią Duda! O matko – duszę się. Ratunku, gorąco mi…
13.41 – Na szczęście na pierwszym wsiada jakaś kobieta. Dobrze, nie jestem sam.  Ale, ale… czy przypadkiem, nie jest nasłana przez Kaczyńskiego? Lepiej uważać I stanąć w kącie.
13.45 – Wysiadam z windy i wchodzę do gabinetu. Pewnie Kaczyński też dziś wchodzi do gabinetu. I pewnie knuje… Co on dzisiaj knuje? Co knuje dziś cały PiS???
14.10 – Oglądam numer. A jaki numer ogląda Kaczyński? Piękny numer.  Cały o Kaczynskim I PiSie. Wiele ciekawych afer.  Jak to ładnie napisane.
Nikt nam nie zarzuci, że to wszystko wymyślone. Żadnej afery nie wymyśliliśmy. To nie my! My wymyśliliśmy tylko informatorów, a oni wymyślili te afery…. Cholera, przez chwilę widziałem twarz Kaczyńskiego, gdy zamknąłem oczy.
14.45 – Przynoszą mi kawę. Dwie kostki cukru i smietankę do kawy. Taaak… Ja tu nerwy, jak postronki, cały jak strzępek nerwów… a prawdziwą smietankę spija PiS. Oczywiście Kaczyński też. Ręce mi się trzęsą. Rozlewam kawę… Znów Kaczyński dał znać o sobie!
15.15 – Przychodzi Cieśla z Krzymowskim… Zamyśliłem się przez chwilę nad perfidią PiSu… i zaskoczyli mnie! Przedstawiło mi się, że to Kaczyński z Dudą! Cieśla podał mi Catopril i serce jakoś wyhamowało! Chłopaki siedzą i opowiadają o nowych, wymyślonych informatorach i ich wymyślonych aferach… nie słucham, bo staram się wydedukować, czego teraz słucha Kaczyński.
15.30 – Idę na obiad. Dołącza Renia Kim i młodszy konfabulant Gajek. W stołówce czeka już cała grupa z naszej redakcji.  Stajemy w kolejce. Zamawiamy, każdy co lubi.  Co dziś w menu?  Kasza, buraki, Kaczka…  Nie! Kaczka?! Kaczka – Kaczyński i tu! Straciłem apetyt!
15.55 – Wrcam głodny do gabinetu. Ciekawe, czy Kaczyński też jest głodny? Jest!!! Głodny władzy – jak zawsze! Odpoczywam w fotelu…
16.20 – Budzi mnie telefon. To Hania. Pyta czy jadłem obiad i czy robiłem siku. Cholera, zapomniałem. Tyle myślałem o PiSie, ze zapomniałem o siku.
No, to teraz ładnie się załatwiłem. Mokry fotel, mokre spodnie… A Kaczyńskiemu już pewnie ktoś doniósł i teraz cieszy się z mojego niesczęścia. Szambo i mocz…
17.00 – Cieśla z Krzymowskim wykąpali mnie pod prysznicem. Woda lała się i lała… zupełnie, jak podczas przemówień Kaczyńskiego. On to wodę leje. Namydliłem się sam. Upadło mi mydło, schylam się i w tym momencie otwieram się szeroko… myśle o wszytskich gejach, tak prześladowanych przez PiS.
17.35 – Wycieram się i przebieram w garnitur. Dziś przecież “Tomasz Lis na Żywo” Będzie fajna ferajna – jak to mówią kupa łajna… Ciekawe, czy Kaczyński zgadnie, kogo zaprosiłem? Inwigilacja totalna, więc pewnie już mu donieśli… Teraz pewnie siedzi tam u siebie na Nowogrodzkiej i śmieje się ze mnie… Że go nie zaskoczyłem. Tupię nogami i gniotę Newsweeka ze złości.
18.00 – Wiozą mnie do TVP. Zjadłem cztery calmsy.  Tak, żeby się wyciszyć i nie myśleć. No i co z tego?  Ja nie myślę, ale Kaczyński cały czas myśli!  Próbuję się zdrzemnąć, ale co zamnknę oczy, to widzę cały PiS, który knuje i prześladuje.
18.35 – W TVP witają mnie bardzo serdecznie. Towarzysz Daszczyński – prezes…. A niech to, Prezes!  Jest tylko jeden prezes nad prezesami – Kaczyński! Znów wraca trauma…  Jadę do studia. Są już zaproszeni funkcjonariusze. Są techniczni…
19.00 – Jakoś nie mogę się skupić. Przynoszą scenariusz… To dziś w pierwszej cześci będą oddelegowany z PO do kościoła, towarzysz Sowa, towarzyszka Szczuka i jeszce ktoś… chyba jakiś gej czy tranwestyta. Nie pamiętam… Nie potrafię się skupić, bo wiem, że w tym studiu kiedyś był nagrywany program z Kaczyńskim.  Horror!
19.25 – Pacykują mnie. Przyszła jakaś kobieta i maluje mi twarz. A tam, gębę – bo twarz to może mieć Kaczyński!  Poprosiłem, żeby na koniec “zrobiła mi oko” i trochę podczerwieniła usta. No i teraz jestem ładniejszy od Kaczyńskiego.
19.50 – Myślę o programie, ale nie idzie mi to jakoś. Nie dość, że myślenie, to nie jest moja mocna strona, to jeszce przypomina mi się postać Kaczyńskiego, który przedstawia swoj program. No i właśnie, ja nie jestem w stanie opanować programu a Kaczyński zna swoj na pamieć! Lizus i kujon!
20.10 – Idę na wszelki wypadek do toalety. No przecież nie mogę znów narobić w majty, bo będę mokry siedzial przed kamerami. No bo jak Hanka nie zadzwoni… to nieszczęście gotowe. A może nie zadzwonić? Może! Dziś ma korepetycje z historii. Zaraz, zaraz… miała nauczyć sie czy to była Wieża Babel czy Wieża Babilon… I coś jeszce o okupacji... A,…  kim był Kutcher czy tam Kutchera…. Cholera go wie kim był!  Ja tam wiem kim jest Kaczyński! A niech go… Znow Kaczyński. Kurcze, przez te głupie ględzenie nasikałem na nogawkę!
20.40 – Wchodzi do studia publiczność. Siadają zgodnie z grafikiem. Od lewej – rodzina Krzymowskiego, Cieśli, prezesa Daszczyńskiego, forum młodych PO, komuniści z SLD, szwagier Palikota z żoną, mongoły od Renatki Kim (to wujostwo męża) i jakaś delegacja ze związku pedalstwa polskiego. Ktoś im tłumaczy, kiedy mają się śmiać a kiedy buczeć…  Na chwię zapominam o PiSie, ale już jakiś dureń wszystko spieprzył. “Czy ma pan może długoPiS!?”  No i wszytsko, jak krew w piach! Znów Kaczyński I ten jego PiS!
21.00 – Wchodzą goście. Sadzam ich i rozdaje kartki z pytaniami. Przeczytali. Teraz rozdaję kartki z odpowiedziami. Czytają, nie znali własnych odpowiedzi. A Kaczyński pewnie znał, bo mu donieśli! Znał wszytskie pytania i wszytskie możliwe odpowiedzi.
Cholera, ta mokra nogawka przeszkadza…
21.30 – Startujemy. Biorę cztery calmsy i szklaneczkę samogonu. Nie będę myślał o Kaczynskim, nie będę… “Witam Panstwa… Tomasz Lis nażyga… “ to jest “na żywo” – dziś moimi gośćmi będą….”Kaczynski”… Co ja gadam!?  Znów ten Kaczynski bruździ…
“Gośmi będą ci, co tutaj siedzą”…. Jeszcze dwa calmsy. Jakoś leci…
22.30 – Program jakoś przeszedł. Sam nie wiem o co chodziło, bo calmsy mnie wyciszyły. Nawet chyba zasnąłem. Śnił mi się przekręt PiSu. Ten sam, co rano.
22.50 – Mówią, że wracam do domu. Chyba wracam. Najpierw jednak zwrócę, bo mgli mnie po tych calmsach. Jacyś ludzie gratulują programu, że niby Sowa pięknie czytał z kartki odpowiedzi, a Szczuka uroczo sepleniła… A bo ja wiem, nie pamiętam. Cholera, Kaczyński, to pewnie wszytsko pamięta… Znów mnie prześladuje, typ jeden…
No i trzęsą mi sie ręcę, tak mnie wkurzył. Dobrze, przystawiam rękę do twarzy – łapa jak wachlarz, tak się trzęsie, że wprawia powietrze w ruch…. Trochę chłodniej.
23.10 – Wsadzają mnie do samochodu. Ruszam z PiSkiem opon… No I znów. No nie pojadę! Zatrzymuję. Trzy calmsy, - może będzie lepiej.  Ruszam ponownie, ale bez PiSku… powoli.
0.20 – Jestem w domu. Jakoś “na wyciszeniu” dojechałem. Wita mnie Hania.  “Byłaś z PiSem na spacerze”- pytam. Cholera, co ja gadam!?  “Z psem…, z PSEM!” I znów ten Kaczyński! Ja nie zasnę!  
0.30 – Hania robi kanapki i stawia na stole, nastawia muzykę. W telewizorze leci jakiś gangsterski film.  “Kupiłam dobrą kaczkę faszerowaną” – mowi. “Jedz Tomuś!” – dodaje.
Z głośników sączy sie “Give Peace of chance”. “Wiesz, przed twoim przyjazdem przez chwlę oglądałam ten film. Ten pierwszy postrzelił tego drugiego z PiStoletu”.
“PiSzą, że to nagrodzony film…” No i dupa – nie zjem kolacji. Na dodatek nie zasnę…
Cztery calmsy. Hania układa mnie na łóżku. Przez mgłę widzę jej twarz ale i twarz Kaczyńskiego z całym PiSem. Dużo ich cholera… Możę przyśni mi się jakiś przekręt PiSowski? Zasypiam z moją ulubioną pluszową kaczuszką.

środa, 9 września 2015

Cieśla & Krzymek - Lisie Dranie (Newsweek Song)

Hit w wykonaniu duetu Cieśla & Krzymek - raperów ze stajni Lisweeka (dawnej Newsweeka). Podopieczni Tomasza Lisa opowiadają o kulisach i trudnej pracy prowokatora w Newsweeku.

środa, 2 września 2015

Wpadka Newsweeka.

 Organ PZPO - Newsweek zaliczył wpadkę. Jak zawsze nie starczyło inteligencji, rozumu i umiejętności. Tomasz (Syfi)Lis rwie włosy z głowy, bo zleceń od (póki co jeszcze) rządu może więcej nie być. Wydawca NW już zastanawia się, czy nie pogonić całego zespołu redakcyjnego - jak kto woli Zespołu Downa. Pamiętaj Newsweek, to nie tygodnik - to stan umysłu!




piątek, 28 sierpnia 2015

Newsweek, to stan umysłu.


Nie wiem, czy kryterium angażu do Newsweeka jest kombatancka, czekistowska  przeszłość w „Gazecie Wyborczej“ – jak sugerują niektórzy.
Wiem natomiast, że najłatwiej zabłyszczeć mając wokoło głupszych od siebie.
Z tego założenia wychodzi właśnie  red. Tomasz Lis.
Choć w przypadku szefa tygodnika Newsweek jest niezmiernie trudne, to jednak się udaje.
Można powiedzieć śmiało, że właśnie poziom umysłowy, niższy od i tak nie wysokiego poziomu umysłowego redaktora naczelnego, jest własnie tym głównym kryterium przyjęcia do peowskiej gadzinówki.
W ten to sposób termin „newsweek“ stał się synonimem stanu umysłowego, zawieszonego na bardzo niskim poziomie.

Dziennikarstwo, to trudna sztuka wymagająca sprawności umysłowej i umiejętności wyciagania wniosków z przedstawianych faktów.
Najwyraźniej nie dotyczy to „paradziennikarzy“ z Newsweeka.
26. sierpnia niejaki Wojciech Cieśla (były funkcjonariusz Gazety Wyborczej) z niejakim Michałem Krzymowskim (byłym praktykantem Gazety Wyborczej) napisali do Newsweeka tekst pt. „Niewygodne rachunki prezydenta”, w którym zarzucali Andrzejowi Dudzie, że za sejmowe pieniądze jeździł niegdyś do Poznania, gdzie nawet za sejmowe spał w hotelach i jadł a wszystko by uprawiać prywatę, czyli wykładać na Prywatnej Uczelni w stolicy Wielkopolski.
Nikt normalny nie potraktował wypocin „paradziennikarzy“ serio, więc trudno o poważny komentarz.
W TVP,  przyparty do muru przez Krzysztofa Ziemca, Prezydent Duda, jednoznacznie i krótko podsumował njusłykowe insynuacje, zaprzeczając iż kiedykolwiek prowadził wykłady w Poznaniu.


Głupota jednak zobowiązuje, więc Cieśla z Krzymowskim, kilka dniu później „pociągnęli temat“ i z kolei sami zaprzeczyli, że kilka dni wcześniej napisali iż Duda wykładał na Uczelni w Poznaniu (?!)
By nadać wydźwięku, tak mocnemu i zdecydowanemu twierdzeniu, już na początku nowego tekstu „Prezydent wciąga nas w kampanię, my wciąż czekamy na jego odpowiedź“ – potwierdzają tezę o wykładach Dudy w Poznaniu a kilka linijek dalej zaprzeczając, że o wykładach Dudy w Poznaniu napisali!



Istnieje prawdopodobieństwo, że może to Cieśla pisał o wykładach w Poznaniu, a Krzymowski nie wiedział o tym i stąd ta rozbieżność na odcinku zaledwie 14 linijek tekstu.
Wniosek, w tym wypadku nasuwa się jeden, że prócz umiejętności pisania cenne są w dziennikarstwie umiejętności czytania, bo całość zawiłej myśli tam zawartej przez super-duo, wygląda na twórczość nie zespołu dziennikarzy a raczej „Zespołu Downa“ i potwierdza tezę zawartą w tutule wpisu.

czwartek, 21 maja 2015

Goebbelsjada


Nic na świecie w polityce nie dzieje się przypadkiem. Tym bardziej tuż przed wyborami prezydenckimi.  Oczywiście „tabun komorowski“ jest innego zdania.
To wszystko  czysty przypadek – mówią.
Ot że Karolak Tomasz (ponoć aktor) akurat jechał samochodem z Agnieszką Holland i usłyszał w radio czytany wpis z facebookowej strony  córki Andrzeja Dudy, o tym że „tata jak zostanie prezydentem, to odda Oskara za Idę“...
Dziwnym trafem red. Lis Tomasz zwany „wibratorem platformy“ miał akurat ten wpis wydrukowany! Cóż za przypadek.
Przypadkiem również okazało się, że pan Komorowski, od zawsze był zwolennikiem JOWów, a przypomniał sobie dopiero w momencie gdy Kukiz zdobył 20% głosów!
Ale przypadek!
Wczoraj także Pan prezydent coś sobie przypomniał! A to, że jest za obniżeniem wieku emerytalnego, który niedawno podwyższył.  Przypomniał sobie i bodaj jutro złoży stosowny projekt do sejmu – projekt zakładający możliwość przechodzenia na emeryturę po 40 i 35 latach pracy.
Oczywiście, to tylko skowyt ludzi złej woli przypomina mu, że taki projekt leży w sejmie od kilku lat i jest autorstwa ... SLD.
I tu nie wiadomo, czy prezydent przypadkiem czy nie przepisał go i pod nim złożył swój podpis. (Uwaga – mogą być błędy ortograficzne). 
Ale bądźmy ludźmi, nikt go za rękę z długopisem nie złapał...
Przypadkiem też TVP zatrzymała emisję programu Jana Pospieszalskiego, bo niby to coś naruszył. Przypadkiem też nie wstrzymała emisji programów T. Lisa.... choć ten notorycznie narusza.
Również przypadkiem pierwszy gruźlik III RP, dogorywający w zaciszu swojej brudnej chałupy – Michnik Adam, wydał z siebie głos na łamach „Gazety Wyborczej“.
Przypadkiem będzie głosował na Bronka i tak też kazał całej załodze posterunku na Czerskiej.
W przeciwnym wypadku wszystkie plagi Egipskie spadną na Polskę, z szarańczą oraz wielkim potopem...
Aż dziw bierze, że w programie Jakuba Wojewódzkiego, Pan prezydent nie przyznał się, że od zawsze był rock’n rollowcem oraz punkowcem, bądź hipisem. Nosił "parki",  długie włosy, uprawiał wolny sex i że „wciąga zioło od zawsze“...
Chyba Tyszkiewicz z Rutnickim nie odrobili lekcji...

Do ciszy wyborczej pozostały jeszcze dwa dni.
Należy się liczyć z tym, że całkowicie przypadkowo Pan Prezydent Komorowski odkryje  na przykład jeszcze Rad i Polon, a jego komitet wyborczy udowodni, że właściwie, to w tym samym czasie i niezależnie od siebie Curie-Skłodowska z mężem oraz Bronisław Komorowski na to wpadli, tylko prezydent nie chwalił się dotąd.
Nieograniczona jest pomysłowość „goebelsjady“ fundowanej nam przez Tyszkiewicza z Rutnickim, przy współdziałaniu Michników, Lisów i Żakowskich...
Jedno jest pewne, do soboty jeszcze coś się przypadkiem wydarzy... bankowo!

wtorek, 21 kwietnia 2015

Kogo chce napaść Komorowski i to z użyciem niebezpiecznego narzędzia?


Zjednoczone siły postępu skupione wokół jedynie słusznej idei gieremkizmu-michnikizmu wytknęły kandydatowi na urząd prezydenta Dudzie, że w czasie mszy na Wawelu śpiewał „Boże coś Polskę“.
Faktycznie, wysoce to niestosowne i w czasach unijnej dyktatury  Duda powinien raczej  śpiewać „Międzynarodówkę“, co by zarówno Michnika jak i Lisa wielce zadowoliło i nie wywoływało kontrowersji.
A tak są problemy.
Są problemy, bo Duda zaśpiewał „...ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie...“ zamiast „„...ojczyznę wolną pobłogosław Panie...“ i w ten sposób zasugerował, że nie mamy ojczyzny wolnej.
Rzecz jasna co innego uważają Michnik z Lisem, którzy ogromną uwagę przywiązują do tego co się śpiewa i na ten przykład, sami wstają w trakcie śpiewania „wyklęty powstań ludu ziemi...“.

Idąc tym tropem pytam: kogo napaść chce Komorowski i dlaczego wbrew międzynarodowemu prawu chce z użyciem narzedzia niebezpiecznego wymuszać na innych zwrot zagarniętego mienia!
A gdzie sądy, gdzie prawo?
Czyżby Komorowskiemu wydawało się, że jest bezkarny i jego przepisy prawa nie obowiazują!?
Czy człowiek nie mający poszanowania dla demokratycznie przyjetych kanonów może ubiegać się o urząd prezydencki?
Nie, z pewnością – nie!
Zaraz, zaraz – jeszcze dowód na powyższe zarzuty.
Sam słyszałem, jak w Dniu Wojska Polskiego, Komorowski śpiewał „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy“!
No to teraz mu pewnie „michniki z lisami“ dołożą!

poniedziałek, 8 września 2014

Tomasz LIs - na żywca. ROZMOWA Z NOWYM PREMIEREM!!


Jak zawsze, Tomasz Lis (ulubieniec władzy oraz ludu peowskiego) wychodzi przed szereg! Jako pierwszy zaprosił do studia nowego premiera z PO!

piątek, 23 maja 2014

Lis na tropie (trupie?)

Lis odkrył pożyczkę zaciągniętą przez Kaczyńskiego. 
Wprawdzie to Krzymowski, na zlecenie paltformersów popełnił tekst w organie syfiLIStyków - Newsweku, ale pierś do orderu wypnie i tak Lis. Bo to wszystkie machlojki PiSu własnie Lis zawsze wywącha.
Wszelkie obyczajowe i finansowe afery szóstym zmysłem Lis wykrywa - a modlitwa jedna: „Jak powiedział jeden z bliskich współpracowników... jak powiedziała osoba zbliżona do władz PiS... jak poinformował nas wysoko postawiony członek kierownictwa PiS.... Amen.“
Taka moda na lisusostwo prasowe i anonimformacje medialne.
A propos, kiedyś usłyszałem od jednego z dziennikarzy szmatławych (z poprzedniej epoki ustrojowej), bardzo ciekawą opowieść o nagłym przypływie gotówki na koncie Tomasza, Lisem zwanego.
Otóż późniejszy teść onego me(n)diamana, patrzący łaskawym okiem na romans jego córki z gwiazdą mediów, udzielił mu pokaźnej pożyczki na (powiedzmy) rozbudowę domu. 
Jako, że umowa była na gębę a teść zmarł, pożyczki nie trzeba już spłacać i w ten to sposób konto syna „najuczciwszego człowieka z Zielonej Góry“ powiększyło się o znaczną kwotę. Nieopodatkowaną.
Trzeba wiedzieć od kogo się pożycza. Zainteresować się człowiekiem, popytać o zdrowie.... Zapobiegliwym fortuna sprzyja.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Zakompleksieni pseudo-dziennikarze, żałośni frustraci z Newsweeka


„Grupa zakompleksionych pseudo-dziennikarzy, żałośni frustraci robiący biznes na kłamstwach....“
Takie zdanie na temat twórców materiału z najnowszego Newsweka, dotyczącego rodziny i najbliższych Ryszarda Czarneckiego ma Monika Olejnik.
Ów materiał stworzył „czołowy listrator“ NW – Michał Krzymowski, ale jest wiadome, że na życzenie i pod dyktando Tomasza Lisa (prawdziwe nazwisko Lisenko).
Na temat dziennikarstwa lustracyjnego wypowiedział się też chyba tydzień temu Jacek Żakowski.
„Po prostu zabrakło im pracowitości i talentu, odkryli, że pisząc kłamstwa, można bardzo dobrze zarobić. Trzeba patrzeć na tę grupę (dziennikarzy-lustratorów) trochę tak, jak na wszystkich handlarzy fałszywym towarem. Jak na dilerów narkotykowych. Oni muszą z czegoś żyć, w biednych krajach zwłaszcza...“
Tak to w oczach własnych kolegów-funkcjonaruszy resoru prasowego, Michał Krzymowski wyszedł na narkotykowego dealera i frustrata bez talentu.
Dużo w tym prawdy, bo zdaje się u Lisa inteligenci nie pracują, jednak aż taka krytyka ze strony kolegów z „kominformu “ jest szokująca.
Powyższe cytaty, rzecz jasna nie dotyczyły wprost Michała Krzymowskiego i nie były mu dedykowane w oryginale, tylko zostały wypowiedziane w kontekście autorów „Resortowych Dzieci“.
To książka owa, tak rozsierdziła „Kominform“, że na tematu dziennikarzy lustrujących rodzinne koligacje znanych obywateli, padły tak mocne słowa.
Ale czy słowa te, mają być odpowiednie tylko dla niewygodnych dla „kominformu“ dziennikarzy? Skoro to właśnie „kominformowcom“ tak szczególnie zależy na „pozorowanej demokracji w wolnej prasie“, to wyrazy potępienie tak niegodnego uczynku winny dotyczyć każdego. W tym Krzyzmowskiego i Lisa.
Zatem to już ustaliliśmy, - za lustrację Kaczyńskiego i Czarneckiego – Krzymowski z Lisem stali się dla ich kolegów z „kominformu“ – skończonym bydłem.
W sumie dobrze im tak, szczególnie że większość materiałów „dziennikarskich“ pochodzących z Newsweka opiera się na pomówieniach i relacjach wymyślonych informatorów. Stało się regułą, że każda wypowiedź, dotycząca Prawa i Sprawiedliwości podpisywana jest: „jak powiedział nam anonimowy działacz PiS“ bądź „jak stwierdził jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego“, czyli pochodzi z chorych imaginacji  „kominformowców“.
Być może kryterium pozwalajacym na zatrudnienie u Lisa w Newsweeku, jest bujna wyobraźnia i dryg do kłamstwa.
Oj, panowie od Lisa, wychodzi na to, że to o was Monika Olejnik powiedziała, co na wstępie...

A pierwszy „listrator“ Michał Krzymowski?
Cóż, liczę, że już wkrótce na łamach Newsweeka zamiast Hoffmana, czy tam Brudzińskiego, „zlistruje“ na ten przykład trzy donosicielki – panie: KRZYMOWSKĄ HANNĘ - IPN BU 0242/2232, KRZYMOWSKĄ KRYSTYNĘ - IPN BU 645/507 oraz KRZYMOWSKĄ MAGDALENĘ - IPN BU 776/66.
Tu już nie będzie musiał posługiwać się w wypowiedziach „anonimowymi działaczami“.  Napisze wprost: „jak powiedziała ciocia, mamusia czy też kuzynka...“


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rodacy, my jesteśmy cacy!

Organ niepełnosprawnych intelektualnie, skupionych przy jedynej słusznej idei ogólnoeuropejskiego internacjonalizmu czyli Newsweek pod światłym przywództwem Tomasza Lisa, stara się jak może, by zagonieni przez codzienne problemy w ślepy zaułek obywatele, z łatwością odróżnili kto jest “cacy” a kto jest “be”.
W jaki sposób najłatwiej to stwierdzić?
A po wyglądzie!
Tak, gdyż lemingowa społeczność, wartość człowieka ocenia po fizjonomii. 
Im kto piękniejszy, tym (ich zdaniem) mądrzejszy. 
Hołdujący tej idei swojego czasu pragnęli widzieć na urzędzie prezydenckim nawet Tomasza Lisa i nie przeszkadzało im to, że ów ma permanentne problemy z logicznym myśleniem i nawet rozumowaniem na poziomie gimnazjalnym.
Koniec dyskusji - ładny, znaczy mądry i znaczy, że nasz!
Przecież Kaczyński jest brzydki.
To właśnie Newsweek wział na siebie odpowiedzialność za walkę z brzydotą prawicową  i dba, by ci “be” byli szpetni, a ci “cacy” śliczni.
W ramach odkłamywania ohydnej pisowskiej propagandy głoszącej, że mądrość nie zawsze idzie w parze z urodą, redaktor Lis zamieścił u siebie w Newsweeku, na samej okładce - cudną jak letnia stokrotka - redaktor Monikę Olejnik upiększoną odpowiednio w nieocenionym photoshopie.
Wiele uśmiechu wzbudziła u mnie reakcja na owe dzieło, wiekowego, acz ciągle bystrego redaktora Andrzeja Bobera. 
Ów, gdy cud ten ujrzał, zakrzyknął “Rany Boskie” oraz stwierdził, “…jest na niej (okładce) twarz bardzo ładnej, i bardzo młodej dziewczyny, z podpisem „Monika Olejnik”. Monikę widziałem kilka dni temu, (…) ze 100-procentową pewnością mogę zaświadczyć, że na okładce, to jednak nie ona… (cytat za wpisem Andrzeja Bobera na jego własnym blogu).
Zapewne to intelekt pani redaktor, wsparty rozumem redaktora Lisa prowadził rękę artysty upiększającego jej oblicze na fotografii, tak by piękność równoważyła jej mądrość.
Trochę jednak ów intelekt przesadził, gdyż wielu czytelników (jak Andrzej Bober) nie rozpoznało gwiazdy dziennikarstwa na okładce tgodnika. 
Na szczęście czujny redaktor Lis nakazał podpisać fotogram: MONIKA OLEJNIK.
To załatwiło sprawę.
Teraz już wiadomo.

Posiadając wielką potrzebę udania się w słusznym kierunku,  wraz z nurtem njusłykowych trendów, opracowałem poniżej kilka okładek z obliczami pięknych, bo mądrych autorytetów Tomasza Lisa. Może pan nadredaktor użyje…



"Telefony w mojej głowie" - program prezentujący telefoniczne rozmowy cwelebrytów.

Dziś Tomasz Lis w rozmowie z Grzegorzem .......
Dzięki naszym zaprzyjaźnionym wiewiórkom jesteśmy w posiadaniu ich ciekawej rozmowy telefonicznej...
 

środa, 30 października 2013

Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Artymowicz u Lisa" odc. 4

Czwarty odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN.


poniedziałek, 14 października 2013

Miękka kita Lisa

-->
Cykl materiałów poświęconych pedofilii w kościele wydaje się być miodem lanym na serce szefa Newsweeka. Dlaczego?
Odpowiedzią mogą być zdrowotne problemy Tomasza Lisa. Jednym słowem jest jak w powiedzeniu o „psie ogrodnika“.

Tomasz Lis nie lubi księży. Może z wyjatkiem jednego, ks. Sowy, nie toleruje „czarnych“, gdyż każdy ksiądz, w jego mniemaniu to pedofil. Taka sytuacja budzi niechęć  dziennikarza i powoduje stres wynikający z... zazdrości.
Nie, nie chodzi akurat o seks uprawiany z dziećmi lecz uprawiany seks w ogóle.
Według informacji pozyskanych od przyjaciół domu Lisów, w małżeństwie onych nie dzieje się najlepiej. Wskazują na to, co raz rzadsze wizyty dziennikarza w łożnicy małżonki i niechęć do wspólnych weekendowych wyjazdów plenerowych.
Jak twierdzi przyjaciółka domu Lisów, piękna pani Lis zwierzyła się, iż zakupiła nawet małżonkowi stosowne preparaty znanej firmy Pfizer, lecz mimo wielkich oczekiwań, nie dokonują one cudu. Martwi to oboje i powoduje stres przeradzający się często w agresje.
Redaktor Tomasz nie toleruje nikogo, kto ma udane pożycie intymne i przy każdej okazji manifestuje to wybuchając nerwowo.
Zazdrość jest silniejsza niż zdrowy rozsądek.
Jak przekazał wieloletni przyjaciel Tomasza Lisa, małżonka jego w ostatnich dniach postawiła mu ultimatum dotyczące poprawy stanu zdrowia i dostosowania męskości pana Tomasza, do wymogów i wyobrażeń żony.
Sytuacja taka doprowadziła do radykalnych kroków podjetych przez szefa Newsweeka.
W zeszłym tygodniu redaktor Lis zamknął się w jednej z prywatnych warszawskich klinik i podjał poważną kurację lekową, polegającą na dozowaniu preparatu leczniczego poprzez kroplówkę. Anonimowy lekarz z tejże kliniki, nie jest jednak dobrej myśli.
          - Na 50 takich przypadków kuracji, w 3 przyniosło to umiarkowane efekty. W przypadku Pana Tomasza póki co, nie zanotowano poprawy... choć samopoczucie u niego jakby lepsze.
 Trudno przewidzieć, jakie metody medyczne podejmie jeszcze pan redaktor, lecz nie ulega wątpliwości, że takie z pewnością się pojawią. Odstawiona od łoża Pani Lis, tym razem (jak twierdzi przyjaciółka domu) nie odpuści i doprowadzi sprawę do końca.
Oznacza to albo „sprawną kitę“ albo rozwód.
Tak to się zatem oberredaktor zmaga z własnymi słabiościami, przekuwając w pracy  zawodowej swoje ułomności w propagandową robotę. Łączy zatem własne nieszczęście ze szcześciem lewackiej tłuszczy.
Pedoflia księży, pedofilia w kościele... A gdy się nudno już robi, to stosunki płciowe w pracy... Wszystko czego redaktor Lis nie doświadcza.
Pięć jedynek w Newsweeku, cztery programy w TV a wszystko przez miękką kitę.
Pozostaje chyba już tylko Harry z Tybetu albo Donald Tusk, który leczy wszystko.


Hanna Lis podaje mężowi specyfik medyczny (Viagra)

Tomasz Lis w prywatnej klinice medycznej, w trakcie kuracji kroplówką.

Koszulka sfotografowana w letniej rezydencji Lisów. Hanna Lis przygotowała T-Shirt aby dokuczyć mężowi z racji jego impotencji.


niedziela, 23 czerwca 2013

Tomasz Lis czyli Томас Лисиенко


Szanowny Panie, jako osoba znająca historie rodzinną oraz dzieje sowieckich agentów -  Lisienkowów, pragnę podzielić się z Panem garścią informacji na ich temat.
Jestem mieszkańcem Zielonej Góry (od połowy lat czterdziestych) gdzie w skutek rodzinnych powiązań zostałem „wplątany“ w ową rodzinę.(...)

Tak rozpoczynający się list otrzymałem od pewnego Pana, który zapragnął podzielić się ze mną (oraz czytelnikami mojego bloga) garścią informacji nt. „Pluszaka płemieła“ oraz piewcy geniuszu PO: Tomasza Lisa i jego rodziny.
Grzebanie w rodzinnych korzeniach, nie jest zajęciem ani miłym ani godnym - lecz w przypadku „listratora“ i „gównodłuba“ Lisa, z mojej strony stanowi spełnienie marzeń o dokopaniu „sowieckiemu pomiotowi“ oraz urzeczywistnieniu treści przysłowia, że jaką ktoś bronią wojuje, od takiej ginie...

Wycieczkę po historii rodziny Lisów można zacząć od pierwszego zamieszkałego w Zielonej Górze przedstawiciela rodu.
Wasilij Lisienko (ur. 23.11.1903 – zm. 13.05.1974) – pradziad redaktora Tomasza Lisa, urodził się w Pińsku na Zachodnej Białorusi. Pracował wpierw jako pomocnik młynarza oraz po ukończeniu 13 roku życia trafił do pracy w garbarni.
Tam poznał idee socjalistyczne i związał się z „bolszewikami“.
W czasie Rewolucji Październikowej, Wasilij Lisienko, jako 15 letni młodzieniec z bronią ręku brał udział w walce z kapitalistami i wrogami ludu.
Zamieszany był też w wir wojny Polsko-bolszewickiej 1920 roku, już jako żołnierz czerwonego zwiadu. W roku 1921 poślubił osiemnastoletią Jelenę, która dwa lata później urodziła mu syna Eduarda Wasiljewicza (ur. 26.05.1923 – zm. 23.12.1969).
W tym czasie Lisienkowowie mieszkali w MIńsku.
Do 1941 roku Wasilij Lisienko pracował w miejskim aparacie partyjnym jako zastępca kierowika Wydziału Zwalczania Dywersji Gospodarczej.
Gdy przyszła wojna jako podporucznik przeszedł szlak bojowy i razem z 1. Frontem Ukraińskim dotarł do Zielonej Góry.
Tu też po wojnie pozostał, wraz z sowieckią jednostką wojskową, a w 1947 roku ściągnął do miasta rodzinę.
Niestety żona Jelena nie mogła odnaleźć się na obcej ziemi i w 1950 roku powrócia do Związku Sowieckiego, podając jako pretekst chorobę siostry i pomoc podstarzałej matce. Zmarła wkrótce w Moskwie - w 1952 roku.
Syn Wasilija – Eduard, jako osiemnastoletni młodzieniec został w 1941 roku wcielony do armii i wojnę zakończył pod Kołobrzegiem w szpitalu wojennym. Tak jak ojciec pozostał w Polsce i po wyjściu ze szpitala, w 1947 roku „zameldował się“ w Zielonej Górze. Tam poznał pochodząca z Kesów Polkę – Mirosławę (ur. 14.02.1928 – 06.01.1976),  z którą w 1948 roku wziął ślub.
Niedługo później, w tym samym roku urodził się ich syn Stiepan Eduardowicz - ojciec Tomasza Lisa.
Tak więc, prócz Wasilija zaaklimatyzowanego już na nowych terenach, w Zielonej Górze zamieszkali też jego syn Edward wraz z żoną i synem Steipanem.
Cała rodzina, jako sprawdzeni komunistyczni agitatorzy i propagandziści, szybko znaleźli zatrudnienie w aparacie partyjnym oraz bezpieczeństwa PRL.
Na fali odwilży i zmian w 1953 roku, cała rodzina Lisienków (z wyjatkiem Wasilija) zmieniła nazwisko na posko brzmiące „Lis“ z uwagi na coraz większą niechęć otoczenia do „ruskich“.
Wojskowa, ubecka kariera najstarszego z rodu wkrótce zakończyła się. Powołana w 1956 roku tzw. „komisja Mazura“ dopatrzyła się przekroczenia przez niego prawa w czasie służby i wysłano go na emeryturę.
Został on zwolniony z wojska na mocy decyzji Dowódcy Jednostki Zmechanizowanej w Zielonej Górze, gdzie służył w pionie kontrwywiadu.
Było to następstwem udowodnienia mu bestialskiego znęcania się nad aresztantami. Dawni towarzysze nie dali jednak Edwardowi zginać. Znaleziono mu robotę na kolei i zatrudniono jako sekretarza POP w DOKP Zielona Góra.
Edward Lis, syn Wasilija pracował do smierci w KW PZPR w Zielonej Górze i w przedzień wilgilii 1969 roku zmarł na zawał serca w drodze do domu (w wieku 46 lat).
Sześć lat później w wypadku drogowym zginęła jego żona Mirosława.
Ojciec Tomasza Lisa – Stiepan  (od 1953 roku Stefan) - imał się różnych prac.
Zawsze jedak pod „patronatem“ lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa. Z wykształcenia inżynier zootechnik, w wyuczonym zawodzie nie przepracował jednak wiele. W poczatkach kariery zatrudniony w 128 Pułk Artylerii Przeciwlotniczej, jako podoficer polityczny, z czasem „służył” w KW PZPR oraz WUSW. Był, jak mówią o nim współpracownicy – specjalistą od prowokacji i dywersji (http://kontrowersje.net/tresc/jaka_role_odegral_stefan_lis_w_akcji_elekcja_zorganizowanej_przez_czeslawa_kiszczaka). W 1965 roku Stefan ożenił się z równolatką Wandą, która rok później dała mu syna Tomasza.
Po 1989 roku, Stefan Lis, już jako wojskowy emeryt, został dyrektorem Okręgowej Stacji Hodowli Zwierząt w Zielonej Górze.

Wszyscy zmarli przodkowie Tomasza Lisa są „dostępni“ na Cmentarz Komunalny przy ulicy Wrocławskiej w Zielonej Górze
Pradziad: Wasilij Lisienko (ur. 23.11.1903 – 13.05.1974) - kwatera 15 - rząd 7 - grób 22
Dziad: Edward (Lisienko) Lis (ur. 26.05.1923 – 23.12.1969) - kwatera 3 - rząd 11 - grób 8
Babka: Mirosława (Lisenko) Lis (ur. 14.02.1928 – 06.01.1976) - kwatera 3 - rząd 11 - grób 8