No, to wracamy :)
Skoro kierownik europki na tapecie, to przypomnijmy jego pluszaczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 marca 2017
środa, 21 października 2015
Kocham POsiedzieć
Platforma jeszcze stoi, ale już niebawem jako ugrupowanie całkowicie będzie leżeć. Leżenie w przypadku niektórych jej członków, byłoby lepszą formą obranej pozycji na przyszłość, gdyż w rzeczywistości może okazać się, iż wielu przyjdzie siedzieć.
I nie tylko tam... jak na ilustracji.
I nie tylko tam... jak na ilustracji.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Czy Europenfuehrer oszukiwał I wyłudzał?
W dobie rozprzestrzeniającej się
“Choroby Roentgena” czyli ogólnokrajowego prześwietlania wszytskich I
wszystkiego, nie może umknąć problem wart szczególnej uwagi.
Otóż, były już premier, a obecnie Europenfuehrer Tusk Donald, w czasie
swojego panowania w Polsce mógł dopuścić
się przestępstwa I to wielokrotnie.
Jak podaje SE, od
16 listopada 2007 roku do 22 października 2012 roku były już premier odbył na
trasie Warszawa - Gdańsk i Gdańsk - Warszawa aż 275 podróży samolotami Tu-154
M, Embraer, Jak-40 oraz śmigłowcami
(fakt ten potwierdziło w rozmowie z dziennikarzami SE, Centrum
Informacyjne Rządu)
Jak przystało na panisko I artstokratę politycznego, pan Tusk na obiady do
domu latał rządowymi samolotami i nimi do pracy również wracał. Luksus
kosztuje, ważne że nie obciąża własnej
kieszeni. Widomo też, że niejednokrotnie w darmowych wycieczkach towarzyszyli
mu: małżonka oraz córka Katarzyna I jej konkubent czy jak kto woli
narzeczony. Za fanaberie “Cudotwórcy z
Kaszub” podatnicy zapłacili blisko 6.000.000 złotych.
Skąd taka kwota? Godzina lotu Tu-154 kosztuje ok. 40 tys. zł, embraerem ok.
20 tys. zł, samolotem Jak-40 ok. 16 tys. zł, a helikopterem 14 tys. zł . ”Oblatany Donald” fundował sobie
niezłą frajdę a innym koszty. Jak
obliczono, średnio co 6 dni Tusk latał do domu, bo bardzo tęsknił za rodziną.
Ach te tęsknoty… Skoro już zbliżyliśmy się do cierpień psychicznych
byłego premiera, to rzecz jasna owe sześciomilionowe koszty zapobiegły
popadnięciu w depresję tak znamienitego męża stanu, co wydaje się mimo wszystko
bezcenne.
Jest w tym tylko jedno “ale”. Czy przypadkiem Donald Tusk nie pobierał
dodatku do pensji, tzw. “rozłąkowego” (jak kilku innych premierów)? Jeżli tak, to jak mają się do tego prywatne
wyjazdy do domu (na koszt państwa) I spowrotem, co najmniej raz w tygodniu?
Policzmy, Tusk wylatywał do Gdańska w piątki wieczorem a wracał w
poniedziałek po południu, bądź we wtorki rano (potwierdzono to w rozmowie z
SE). Bawił w domowych pieleszach 3 dni. W Warszawie (czyli w pracy) przebywał 4
dni. Rozłąkowe pobierał (o ile rzecz jasna pobierał) comiesięcnie, za okres pełnego
wymiaru czasu pracy I ustwowo czasu wolnego, rozumianego jako rozłąką.
Faktycznie brał kasę (o ile brał) za 18 dni rozłąki - 12 dni był w domu.
Czy w takim przypadku rozłąkowe się należy? Jeżeli do tego dodamy darmowe kursy
samolotem do miejsca zamieszkania – raz w tygodniu, może nasunąć sie
podejrzenie iż obecny Europenfuehrer pobierając zasiałek rozłąkowy I fundując
sobie luksusy awiacyjne, dopuścił się oszustwa I wyłudzenia.
Ponieważ prawnikiem ani dziennikarzem śledczym nie jestem, zachęcam
innych – profesjonalistów w tych dziedzinach do zainteresowania się problemem.
piątek, 7 sierpnia 2015
Milczenie owiec - buczenie baranów
-
Polacy tej naprawy potrzebują i to w wielu
obszarach. To służba zdrowia, to codzienny poziom życia wielu rodzin, to dzieci, których wiele dzisiaj
niedojada zwłaszcza na obszarach wiejskich. To oni potrzebują pomocy (…)
To właśnie ten fragment expose Prezydenta Polski Andrzeja Dudy,
wywołał wśród posłów Platformy Obywatelskiej zbiorowe buczenie.
Czy posłowie jedynie słusznej i przewodniej siły narodu po prostu
nie lubią głodnych dzieci, czy też może nie wierzą w ich istnienie?
A może ma to związek ze znanym z lat gierkowskiej dekady
zaklinaniem rzeczywistości, czyli metody - tego nie ma, czego nie chcemy żeby
było!
Nie tak dawno jeden z prominentnych babonów peowskich, posłanka
Krystyna Skowrońska autorytatywnie stwierdziła: “W Polsce nie ma głodnych
dzieci”!
Swoje twierdzenie oparła na własnych obserwacjach, gdyż faktycznie
w jej najbliższym otoczeniu głodych małoletnich nie ma.
Najwyraźniej uznała własną familię za wystarczająco reprezentatywną
grupę społeczną i stąd jednoznacznie brzmiący wniosek.
Widać teza o pulchncyh i zalegających leżaki z przejedzenia
pociechach stała się platformianym dogmatem, którego nie był w stanie zburzyć nawet
posiadający status “peowskiej biblii” Newsweek, pisząc, że “ponad pół miliona
dzieci w Polsce, jest głodnych lub niedożywionych”.
Świat się kończy – jak mawiał Pan Popiołek, - “POspólstwo” nie
wierzy już Lisowi?
Pewnie właśnie autorytet Lisa, spowodował w owym czasie, iż znany
“inteligentny inaczej” POsioł platformowy – Niesiołowski Stefan dopuścił warunkowo
myśl o istnieniu cierpiących głód małoletnich i w swej dobroci, od razu wyszedł
z inicjatywą czy też radą: “Jak są głodne, to niech jedzą szczaw…”
Dzięki Bogu istnieją dobrzy ludzie jak Niesiołowski, którzy
potrafią zapewnić najbiedniejszym choć tchnienie europejskości w biednym kraju.
Szczaw, - marzenie kulinarne każdego, żyjącego w dobrobycie europejczyka,
teraz w zasięgu rączek naszych głodnych pociech!
I wszystko poprzez wskazanie drogi, metody i celu.
Już nie mdła trwa czy wzdymająca koniczyna, a kwaskowaty i
przyjemny szczaw...
Stefan tym czasem, w imię altruistycznej idei przyświecającej
partii władzy, poświęcił się dla dobra obywateli i swoją porcję kalorycznego szczawiu,
zamienił na byle co - policzki
wołowe z sosem porto, musem z pieczonego buraka, z karmelizowanymi figami oraz
gotowaną ośmiornicą z przegrzebkiem.
Skoro zatem partia władzy nakarmiła dzieci zieloną ambrozją do
syta, toteż całkowicie niestosownymi wydają się sugestie, jakoby jakieś dzieci w
Polsce głodowały – stąd zapewne buczenie
na sali sejmowej.
To jako sPOłeczny głos protestu.
Tyle “peowski” punkt widzenia. Fakty są jednak inne.
Według badań osiemset tysięcy dzieci dzieci w Polsce niedojada,
bądz głoduje.
Wobec tych danych, udawanie ślepoty, bądź zaklinanie
rzeczywistości przez ludzi z PO jest jedynie oznaką skrajnego chamstwa i utraty
poczucia wstydu.
Głupotą jest natomiast ostentacyjne
demonstrowanie (poprzez buczenie) buractwa w imię partyjnickiego łgarstwa i baraniej
solidarności.
Na razie rodzice nie mający co włożyć do garnka, by nakarmić swoje
pociechy, znoszą niczym milczące owce swoje upokorzenie. Wypowiedzą się dopiero
w dniu wyborów parlamentarnych.
Tak też, już na jesieni wielu z “buczących” wróci do szarego
życia po za sejmem i przyjdzie im
żyć obok “dzieci szczawiu”…
Wtedy prosto w twarz będą musieli wytłumaczyć im, że głód sobie
tylko uroili.
Etykiety:
chamstwo,
głodne dzieci,
głupcy,
Kopacz,
łobuzy,
Niesiołowski,
Peole,
PO,
Skowrońska,
Tusk
Subskrybuj:
Posty (Atom)








