Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SB. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2015

Ciosane dziennikarstwo


Wychodzi na to, że głównym specjalistą od czanej roboty wsród paradziennikarskiej braci nie jest już Wojciech Czuchnowski (zwany dotąd „Cynglem z Agory“).
Wojtuś Cz. spuścił mocno z tonu i dał się na prostej wyprzedzić przez innego Wojtusia – Wojtusia Cieślę z Newsweeka.
Przyznać trzeba, że Cieśla w metodach i krętactwie bije na głowę Czuchnowskiego.
Takiego stylu działania nie powstydzili by się czołowi funkcjonariusze Trybuny Ludu i Głosu Pracy w zamierzchłej epoce peerelu.
Ataki na Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Przewodniczącego „Solidarności“ Piotra Dudę to iście podręcznikowe metody ubeckiej prowokacji, wpajanej niegdyś prominentnym dziennikarzynom z prominentnych organów PZPR.
Ciosane dziennikrstwo Cieśli, to przede wszystkim rzucanie odchodami bez dowodów, bo a nuż coś się przyklei do ofiary oraz insynuacje i niedomówienia.
W najnowszym Newsweeku, funkcjonariusz-prowokator Cieśla obrzuca Szefa „Solidarności“ gorącą kupą, przyniesioną z namaszczeniem wprost z URMu.
Wszak idą wybory, a Duda (Piotr) wspiera opozycję.

Blisko trzydzieści pięć lat temu identyczne sposoby stosowały komunistyczne gadzinówki w stosunku do Lecha Wałęsy i innych działaczy „Solidarności“.
Wynajdowano niestworzone historie i absurdy, które przypisywano związkowym przywódcom.

Przyznać trzeba, że Cieśla jest wnikliwym i solidnym uczniem Akademii prowokacji im. Jerzego Urbana. Za Jaruzelskiego, by go pewnie żywcem do KC przenieśli.  Może nawet za to jakiś medal by dostał...?
Jak do tej pory Cieśla może się pochwalić jedną nagrodą, ale jak znaczącą – Hieną Roku.
W 2009 roku przeprowadził wywiad... którego nie bylo.
„Hiena“ wymyślił sobie pytania i odpowiedzi – rzecz jasna pod ustalona tezę i opublikował to w „Dzienniku“.
Chodziło o Palikota i jego rzekome zaciąganie wielomilionowych pożyczek w bankach.
Osobą, z którą „preprowadzał wywiad“ był Prezes Banku Rotschild – Jacek Chwedoruk.
Naiwność i nie przymierzając głupota Cieśli, najwyraźniej nie dopuszczała myśli, że „ofiara“ wywiadu to przeczyta.
Przeczytała i trzeba było się ostro gimnastykować oraz użyć wpływów, żeby skonczyło się to tylko na przeprosinach.
Rzecz jasna i Chwedoruka i Palikota.
W 2010 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich odebrało mu nagrodę i wręczyło ją całej redakcji „Dziennika“, uznając że nie sam Cieśla to wszystko wymyślił, lecz była to praca kolektywna.
Nie zmienia to faktu, że solidną cząstkę nagrody, jako pracownik „Dziennika“ jednak otrzymał.
Mam nadzieję, że już niebawem będzie sposobność wręczyć Cieśli ponownie „Hienę“. Za aferę z Dudą – której nie bylo.

piątek, 22 maja 2015

Agentura SB z Komorowskim!

-->
Miło poinformować, iż grupa byłych Ministrów Spraw Zagranicznych, na wniosek Radosława Sikorskiego wsparła kandydaturę Bronisława Komorowskiego na urząd Prezydenta Polski.
Są to:
- Adam Daniel Rotfeld -  Tajny Współpracownik SB - „Ralf”, „Rauf", „Serb”,
- Andrzej Olechowski - Kontakt Operacyjny SB „Must“,
- Dariusz Rosati – Kontakt Operacyjny SB „Buyer“,
- Włodzimierz Cimoszewicz - Kontakt Operacyjny SB „Carex“.

Teraz każdy przyzwoity człowiek – nie powinien mieć już wątpliwości na kogo głosować.

 

sobota, 20 grudnia 2014

Sto jaj i dwa zęby

--> -->
Naciągana setka, głównie esbeckich emerytów demonstrowała pod sejmem. Są oni przeciwni finansowaniu obiektów Świątyni Opatrzności Bożej z budżetu państwa.
Całość, pod hasłem „inicjatywa  obywatelska“ zorganizował „gazetowyborczy produkt“ pod nazwiskiem Jerzy Jażdżewski.
Jażdżewski, to wolnomyśliciel i wolnościowiec, ale innej kategorii.
W jego przypadku wolnomyślicielstwo oznacza prawdopodobnie powolny tryb myślenia a nie nieskrępowaną myśl.
Jest bowiem Jażdżewski redaktorem naczelnym czegoś, co zwie się Liberte!
Owo Liberte! to pismo (jak sami podają) liberalne, promujące idee kaptalistyczne przy rzetelnej analizie rzeczywistości. Nienawidzące populizmu.
Współdziała dlategoż ono z takimi tuzami wolnomyślicielstwa kapitalistycznego, jak Gazeta Wyborcza Fundacja Batorego oraz własna rada patronacka, w skład której wchodzą m.in. Witold Gadomski, Jan Hartman, Ireneusz Krzemiński, Janusz Lewandowski, Andrzej Olechowski, Marek Safjan, Tadeusz Syryjczyk,  Adam Szostkiewicz, Jan Winiecki, Jerzy Pomianowski, Paweł Śpiewak.... oraz zwany „małym pisarzykiem z Florencji“, profesor od niczego - Wojciech Sadurski.
Właściwie, to gdyby jeszcze dodać do tego towarzystwa Bolesława Bieruta oraz Władka Gomułkę, to nie odstawali by od reszty.
Całe to towarzystwo o nieskrępowanej myśli ale w nawiasach ograniczonej skrępowanym rozumem półmózgownicy od czasu do czasu podryguje, by truchła uznając za zmarłe, jeszcze nie pochowano.
Doktrynalnie nienawidzący populizmu - Liberte’anie muszą nienawidzić sami siebie, dlatego też (ze wstydu lub obrzydzenia) nie pokazują się zbyt często.
Tak było też dziś pod sejmem.
Jedynie Jażdżewski, osamotniony i bez wsparcia reszty „ciała liberalnego“ kład do łbów, stu zgonionych na okoliczność esbeckich emerytów populistyczno-neobolszewickie pierdoły, co powodowało aplauz geriatrii.
Jest wielce prawdopodobne, że zdecydowana większość z uczestników imprezy, była przekonana, że chodzi o bierutowską agitkę i mówił na niej towarzysz Jakub Berman a nie liberalny Jażdżewski.
Dużo to się nie pomylili.

Patrząc na oblicza „demonstrantów“ komentarze same się nasuwają.
Ech, ile skatowanych istnień w kazamatach esbeckich... Ile wyrwanych paznokci.... ile donosów do bezpieki... a dziś tylko transparent  dreptanie w miejscu.
Oj, kiedyś to inaczej by się z tym klerem rozmawiało!
Jak ulał do dzisiejszego wydarzenia pasuje stary dowcip z epoki komunistycznej, nieco tylko na potrzeby chwili zmodernizowany.
Pytanie: Co to jest, dwieście zębów i dwa jaja?
Odpowiedź: krokodyl!
A co to jest dwieście jaj i dwa zęby?
Odpowiedź: demonstracja „liberałów“ od Jażewskiego!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Zakompleksieni pseudo-dziennikarze, żałośni frustraci z Newsweeka


„Grupa zakompleksionych pseudo-dziennikarzy, żałośni frustraci robiący biznes na kłamstwach....“
Takie zdanie na temat twórców materiału z najnowszego Newsweka, dotyczącego rodziny i najbliższych Ryszarda Czarneckiego ma Monika Olejnik.
Ów materiał stworzył „czołowy listrator“ NW – Michał Krzymowski, ale jest wiadome, że na życzenie i pod dyktando Tomasza Lisa (prawdziwe nazwisko Lisenko).
Na temat dziennikarstwa lustracyjnego wypowiedział się też chyba tydzień temu Jacek Żakowski.
„Po prostu zabrakło im pracowitości i talentu, odkryli, że pisząc kłamstwa, można bardzo dobrze zarobić. Trzeba patrzeć na tę grupę (dziennikarzy-lustratorów) trochę tak, jak na wszystkich handlarzy fałszywym towarem. Jak na dilerów narkotykowych. Oni muszą z czegoś żyć, w biednych krajach zwłaszcza...“
Tak to w oczach własnych kolegów-funkcjonaruszy resoru prasowego, Michał Krzymowski wyszedł na narkotykowego dealera i frustrata bez talentu.
Dużo w tym prawdy, bo zdaje się u Lisa inteligenci nie pracują, jednak aż taka krytyka ze strony kolegów z „kominformu “ jest szokująca.
Powyższe cytaty, rzecz jasna nie dotyczyły wprost Michała Krzymowskiego i nie były mu dedykowane w oryginale, tylko zostały wypowiedziane w kontekście autorów „Resortowych Dzieci“.
To książka owa, tak rozsierdziła „Kominform“, że na tematu dziennikarzy lustrujących rodzinne koligacje znanych obywateli, padły tak mocne słowa.
Ale czy słowa te, mają być odpowiednie tylko dla niewygodnych dla „kominformu“ dziennikarzy? Skoro to właśnie „kominformowcom“ tak szczególnie zależy na „pozorowanej demokracji w wolnej prasie“, to wyrazy potępienie tak niegodnego uczynku winny dotyczyć każdego. W tym Krzyzmowskiego i Lisa.
Zatem to już ustaliliśmy, - za lustrację Kaczyńskiego i Czarneckiego – Krzymowski z Lisem stali się dla ich kolegów z „kominformu“ – skończonym bydłem.
W sumie dobrze im tak, szczególnie że większość materiałów „dziennikarskich“ pochodzących z Newsweka opiera się na pomówieniach i relacjach wymyślonych informatorów. Stało się regułą, że każda wypowiedź, dotycząca Prawa i Sprawiedliwości podpisywana jest: „jak powiedział nam anonimowy działacz PiS“ bądź „jak stwierdził jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego“, czyli pochodzi z chorych imaginacji  „kominformowców“.
Być może kryterium pozwalajacym na zatrudnienie u Lisa w Newsweeku, jest bujna wyobraźnia i dryg do kłamstwa.
Oj, panowie od Lisa, wychodzi na to, że to o was Monika Olejnik powiedziała, co na wstępie...

A pierwszy „listrator“ Michał Krzymowski?
Cóż, liczę, że już wkrótce na łamach Newsweeka zamiast Hoffmana, czy tam Brudzińskiego, „zlistruje“ na ten przykład trzy donosicielki – panie: KRZYMOWSKĄ HANNĘ - IPN BU 0242/2232, KRZYMOWSKĄ KRYSTYNĘ - IPN BU 645/507 oraz KRZYMOWSKĄ MAGDALENĘ - IPN BU 776/66.
Tu już nie będzie musiał posługiwać się w wypowiedziach „anonimowymi działaczami“.  Napisze wprost: „jak powiedziała ciocia, mamusia czy też kuzynka...“


niedziela, 13 października 2013

Lekcja Kultury - Adam MIchnik i Stefan Kisielewski...

Odcinek programu promującego dobre obyczaje i stosowne wychowanie.

niedziela, 8 września 2013

Andrzej Wajda opowiada o filmie: Tusk - Człowiek z Bałachu

Program kulturalny z udziałem Andrzeja Wajdy. Wiele ciekawych wypowiedzi mistrza, wiele zaskakujących faktów. Jednym słowem materiał dla wybrednych i rządnych kultury... Zapowiedź nowej superprodukcji mistrza - filmu: TUSK - CZŁOWIEK Z BAŁACHU




niedziela, 12 maja 2013

SyfiLIStycy

Wychodzi na to, że za sprawą Tomasza Lisa, powstało w Polsce nowe dziennikarstwo. Dziennikarstwo kreacyjne, inaczej (od nazwiska twórcy) syfilistyczne.
Polega ono na dopasowywaniu wykreowanych faktów, do przyjętej uprzednio końcowej tezy.
A jest to tak, mówiąc wprost i dla przykładu: chcemy dokopać panu X.
Wymyślamy sobie, że ten X. jest malwersantem i złodziejem.
Następnie również wymyślamy grupę  świadków, na których słowa powołujemy się przy oczernianiu pana X.
Aby było tajemniczo, wiarygodnie i nie do ustalenia - piszemy, że świadkowie to „osoby anonimowe z bliskiego otoczenia X“.
Walimy z grubej rury, ile się da w pana X. powołując się na wymyślone przez siebie „fakty“  włożone w usta wymyślonych przez siebie postaci „anonimowych współpracowników X.“
I tak jedziemy po całości i do końca.
Aż X. zdechnie.
Czytelnicy są zachwyceni, władza również.
Gorzej ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, bo póki co za takie coś otrzymuje się tam tytuł „Hieny Roku“.
Ale zdaniem Lisa, stowarzyszenie wykazuje daleko idącą niesprawiedliwość i chamstwo, bo przecież takie wymyślanie faktów wymaga nie lada „główkowania“ i ciężkiej pracy.
Dziennikarstwo syfilistyczne staje się coraz bardziej popularne w kręgach zblizonych do lisiego Newsweeka.
Właściwie większość „dziennikarzy“ tam pracujących opanowało ten gatunek do perfekcji. Michał Krzymowski, Rafał Kalukin, Anna Szulc to tylko ci najwybitniejsi kreatorzy faktów. 
Aż miło się czyta co trzeci akapit „jak powiedział jeden z działaczy...“ albo „ jak przyznał anonimowy działacz...“.
Prawdę powiedziawszy, na początku mnie to nieźle wkurzało, ale z czasem pomyślałem sobie, że nie powinno.
Dla tej głupszej, lemingowatej części społeczeństwa nie są ważne fakty czy dowody. Im wystarczy napisać, że ten a ten jest „be“ i „przekręt“. Dowody nie są ważne.
Ważne jest, że tak powiedział Lis czy inna Olejnik – przewodnicy stada lemingów.
Myślący człowiek, co najwyżej takim tekstem sobie tyłek podetrze.
Leming powiesi w ramce i będzie powoływał się na to w dyskusji.

Ostatnimi czasy, wydaje się jakby w krainie Newsweeka jeden z uczniów przerósł mistrza. Pierwszym „syfilistykiem“ stał się wspominany powyżej Michał Krzymowski.
To obecnie pierwszy leming gazety Lisa.
Krzymowski chyba już nie umie inaczej. Całośc jego „dokonań“ to wyłącznie dziennikarstwo syfilistyczne.
Temat, jak w całym Newsweeku – PiS!
Że Kaczyński – to, że tamto, że owo... Krzymowskiemu mówią o tym „anonimowi politycy z otoczenia Prezesa“.
Że PiS dokonuje malwersacji finansowych – syfilistykowi mówią to „ludzie anonimowi z PiS“....  i tak dalej.... i tak dalej.
Przyznam, że mimo całej niechci i obrzydzenia w stosunku do „syfilistyków“ zapragnąłem, tak na próbę sprawdzić się w tym gatunku.
O kim to ja mógłbym napisać?
A choćby o redaktorze Michale Krzymowskim!
No to jedziemy...

http://smolensk-2010.pl/wp-content/uploads/2010/11/Micha%C5%82-Krzymowski-Wprost.jpg 
SYFILISTYK
Zaufany współpracownik Tomasza Lisa, to człowiek mało inteligentny i ograniczony.
Jak powiedzial w rozmowie ze mną „pewien anonimowy członek rodziny Michała Krzymowskiego“ – Michaś to była w dzieciństwie, wyjątkowa ciućma i głupol.
Miał problemy z nauką już w pierwszej klasie podstawówki. Ojciec musiał dawać prezenty nauczycielom, żeby przepuścili go z klasy do klasy.
Nie inaczej było w szkole średniej.
Tu znów „anonimowy, były nauczyciel Krzymowskiego“ określa go jako „tępaka i nieuka“ jadącego przez całą szkołę na łapówkach i pozycji ojca.
Skoro jesteśmy już przy ojcu Krzymowskiego, to sporo informacji na ten temat przekazał mi jego „anonimowy kolega z pierwszej pracy“.
- Jaki ojciec, taki syn. Stary Krzymowski to był typ... On właściwie nazywał się Rzymowski, a to „K“ to sobie dodał w dowodzie już po wyjeździe z miasta. Rozumiesz Pan, od donosił na kumpli do ubecji i brał za to pieniądze. Wszyscy o tym wiedzieli... oni musieli wyjechać i zmienić nazwisko, bo by ich ludzie zatłuki za swoje krzywdy.
On i cała rodzina Rzymowskich to byli konfidenci... toć oni są na „liście Wildsteina panie...
Z kobietami Michał Krzymowski też nie radził sobie.
Nie miał śmiałości i do tego nie bardzo go pociągały.
Jak twierdzi „anonimowy kolega z ogólniaka“ Michał wolał chłopców.
Miał też brzydkie przyzwyczajenia. Był ekhibicjonistą i onanistą.
Jak opowiada ów kolega, Krzymowski wielokrotnie był przyłapywany na golasa przez ludzi w parkach i zaułkach ulicznych. Miał później zawsze poobijaną twarz.
Jego skłonności do mężczyzn i ekshibicjonizmu nie zmieniły się chyba do dziś, bo jak mówi „anonimowy pracownik wydawnctwa Axel Springer“ – był świadkiem niedwuznacznej sytuacji w wykonaniu Krzymowskiego i Lisa, w gabinecie tego ostatniego. – Z rozpędu wtargnąłem do gabientu Lisa, nie zapukałem cholera... a tam Krzymowski nago, Lis bez koszuli... i się głaszczą... Tyle anonimowy pracownik.

Chilowo wystarczy tej historii Krzymowskiego.
Może za jakiś czas coś dopiszę, jak tylko wymyślę sobie informatorów, a oni wymyślą fakty.
Syfilistyczne dziennikarstwo, jak armia radziecka – nie zna granic!

wtorek, 4 grudnia 2012

Deresz - człowiek z przekonaniami


Najważniejsze to mieć przekonanie. Gdy już człowiek takie posiada, nie straszne mu fakty i dowody. Idzie wtedy jak burza.
Mieć przekonanie, to mieć pewność, to także oszczędność czasu, nerwów i pieniędzy.
Aż dziw bierze, że współczesne sądownictwo nie opiera się na pewności a ja dotychczas na bzdurnych dowodach i udokumentowanych faktach.

Przekonanie o wypowiadanych zdarzeniach posiada na przykład Paweł Jan Deresz – mąż zmarłej w katastrofie smoleńskiej Jolanty Szymanek-Deresz. Ów Paweł Jan posiada przekonanie, że to Jarosław Kaczyński zalecił bratu lądowanie w Smolensku. Posiada również  przekonanie, że padły wtedy słowa: "lądujcie koniecznie w Smoleńsku".
Gdyby sytuacja dotyczyła innej osoby z kręgu „rodzin smoleńskich“ można by zaryzykować stwierdzenie, że to rozpacz i dramat pchnęły wdowca do wypowiadania takich nierozważnych, niczym nie popartych stwierdzeń.
Ale nie w przypadku Deresza.
Paweł Jan Deresz - współpracownik SB (IPN BU 00191/27 - DERESZ PAWEŁ JAN,  IPN BU 001043/1848 - DERESZ PAWEŁ JAN), zaufane „ucho“ bezpieki i aparatu partyjnego komunistycznej władzy, zimny i beznamiętny typ, wiele lat obijający się po nizszych salonach czerwonego chlewiku, dopiero w czasie prezydentury  „magistra“ Kwasniewskiego wyczuł własciwy moment do skoku na wyższą pułkę. Nie, nie sam, gdyż intelektualnie i wiekowo nie mieścił się w „normie“, skok miał nastapić poprzez małżonkę.
W wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności oraz zakulisowych gier, Jolanta Szymanek-Deresz została powołana na stanowicko sekretarza stanu w kancelarii prezydenta.
Dersz triumfował. Wszedł na salony.
Tyle fakty. Ale co tam fakty, jak uważa Paweł Deresz. Ważne jest przekonanie.
Zatem posłużę się garścią „przekonań“ w których zostałem utwierdzony poprzez rozmowy na temat obu małżonków.
Przekonany jestem zatem, że to Paweł Deresz kazał żonie wejść do łóżka prominentnych działaczy SLD, by „zapracowała na stanowisko“. To Paweł Deresz, według mojego przekonania, już w czasie pracy małżonki na stanowisku podsekretarza stanu w kancelarii Kwaśniewskiego wypowiedział słowa: „Jolka, ty to chyba słabo dajesz, bo ciągle tylko tym podsekretarzem jesteś... Weż się  kobieto do roboty, to może cię awansują...“.

W takim samym stopniu przekonany jestem, że dzisiejsza wypowiedź Deresza została zlecona mu przez wywiad rosyjski (Paweł Deresz w latach 80-tych miał rozległe stosunki w  ZSRR skąd pisywał korespondencje, a w rzeczywistości nawiązywał opercyjne kontakty).
Należy spodziewać się (posiadam takie przekonanie), że niebawem dotrą do mediów „zapisy z tupolewa“ na których to wypowiadane są słowa „lądujcie koniecznie w Smoleńsku"... – już Dersz z kolegami rosyjskimi pracują nad realizacją nagrania, o czym jestem również przekonany....

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pijaczynie i współpracownikowi SB – Danielowi Marcelowi Olbrychskiemu


Panie Olbrychski,
panie komediancie, współpracowniku SB, gorzałkowiczu, pupilu komuny, wielbicielu bolszewików i histeryczny prostaku.
Ponieważ każda pańska wypowiedź dotycząca naszej Ojczyzny, dziejącej się na codzień historii oraz najistotniejszych ważnych politycznych spraw, trąci zgrozo peerelowskim, gomułkowskim tonem, kreślę kila tych zdań.
Panie rusofilu i polonofobie, zrozumiałe, że ktoś, kto wychował się, żył jak król oraz kręcił wielką kasę w PRLu, nie może złego słowa o nim powiedzieć. Musi zachować lojalnosć wobec pamięci zmarłych dobroczyńców-towarzyszy oraz ostrożność wobec żyjących, bo ci drudzy nie wybaczają nielojalności.
Panie tajny współpracowniku SB o numerze akt IPN BU 00945/2185 oraz IPN BU 00170/60 , jakie moralne prawo ma pan powiedzieć o obsadzie aktorskiej filmu Smoleńsk: (...) Każdy uczciwy aktor, odrobinę myślący, powinien odmówić. Ja bym oczywiście odmówił, gdyby mnie zaproszono do zagrania w tym filmie (...)?
Panie donosicielu UBecki, pewnie na skutek szampańskiego życia, jakie zafundowali panu towarzysze od Gomułki i Gierka, utopione w wódce komórki mózgowe nie są w stanie pojąć, że jako konfident czerwonych, nie jest pan „uczciwym aktorem“ a tym bardziej „uczciwym człowiekiem“.
Panie pomagierze SBeków, pana nikt nie zaprosi do zagrania roli poważnej i historycznej, bo pan na milę śmierdzi PRLowskim złogiem komunistycznym. Pan nie powinien zagrać żadnej roli, bo pana miejsce jest na filmowym śmietniku.
Panie wielbicielu bolszewików, pańskie zachowanie po smoleńskiej tragedii, wasalizm, putinowski dupowcisk i niemal agenturalna propaganda proruska wyraźnie wskazuje, kto jest dla pana ważniejszy i czyją politykę pan wspiera.
Panie przepity komediancie, każde pańskie wystapienie, to żenujący przykład na potwierdzenie popularnego powiedzenia „patrzcie, co wódka z ludzi robi“. Każdy pański polityczny wywód, do słowotok na poziomie klienta budki z piwem.

Panie Olbrychski... zamilknij pan!

czwartek, 4 października 2012

Impreza u Lecha Bolesława Wałęsy!



Jak co roku, w dzień imienin Bolka tłumy wazelinowej hałastry pojawiły się w Gdańsku.
Partyjno-gangsterski beton platformowy celebrował święto patrona lodziarzy, przekrętów, tajnych współpracowników oraz najzwyklejszych durniów.
Dziś reportaż z imprezy.

wtorek, 24 stycznia 2012

ACTA czyli „Verordnung zum Schutz von Partei und Staat“


TW „Znak“ poinformował opinię publiczną, że szesnasty rząd Trzeciej Rzeszy, ups.... przepraszam Trzeciej Rzeczpospolitej podpisze dokument ACTA.
Nie żeby osobiście pan TuSSk trudził się i gryzmoła stawiał zamiast w futbolowy mecz uskuteczniać, tylko per procura Pani Ambasador w Kraju Kwitnącej Wiśni - Jadwiga Maria Rodowicz z gracją wyręczy go.
W razie czego bezpieczniej, bo znów premier będzie niewinny.
Jak by co, to nie on...

Tak więc, jak twierdzi TW „Znak“ będzie to wydarzenie epokowe, gdyż Polska jako pierwsza z całego „sojuza“ tego gniota parafuje, czyli wyjdzie przed szereg i da przykład.
Mentalność prymusowska władających III Rzeszą  (Bezmyślnych Lemmingów) nie pierwszy raz wyrządza krzywdę Polskiemu Państwu, gdyż dla własnych interesów i wazeliniarstwa posuwa się do skrajnej głupoty.
Mieliśmu już „występy“ Komorowskiego, Sikorskiego, Schetyny...
W tym przypadku ACTA, to zasługa samego MIchała Boniego, znanego jako TW „Znak“.
Ów były współpracownik SB, obecnie na etacie ministra administracji i cyfryzacji w hałastrze pana TuSSka, niczym osioł ze „Shreka“ wyskakiwał w górę wykrzykując „wybierz mnie, wybierz mnie...“ aż w końcu na siebię uwagę zwrócił i w ministry poszedł.
W konsekwencji musiał wykazać się przed koleżeństwem, a więc jako cyfryzator-inkwizytor, postanowił cenzurować internet.

Co to jest to ACTA?
Generalnie jest to porozumienie mające na celu eliminowanie piractwa i handlu podróbkami, a w Polskich realiach III Rzeszy –eliminowanie i inwigilowaniem osób niewygodnych oraz  nieprawomyślnych.

Dlaczego w tej materii różnimy się od innych krajów?
A dlatego, że nasze prawo nie jest przystosowane do standardów i terminów używanych w ACTA, choćby dlatego, że nie definiuje pojęcia „piractwa“.
Nie można zatem nikogo karać, ale procedury wyjaśniające czy postępowanie śledcze na podstawie podejrzenia o piractwo itp. wszcząć jak najbardziej można.
Jednym słowem koniec z anonimowością nieprzychylnych „jedynej słusznej partii“.
Jak mawiał klasyk: „dajcie mi człowieka“ a paragraf się znajdzie.
Przebiegłością w likwidowaniu cyberopozycji nie powstydził by się Putin z Łukaszenką do kupy.
Cóż, przyzwyczajenia z lat młodości TW „Znaka“ pozostały... 

Wygląda na to, że to początek śmiałych posunięć władzy III Rzeszy (Bezmyślnych Lemmingów), idącej w kierunku sprawdzonych w historii wzorców.
To taki wstęp do wprowadzenie w życie nowej wersji hitlerowskiego dekretu "O ochronie narodu i państwa" (Verordnung zum Schutz von Volk und Staat) pod nieco zmienioną nazwą: "O ochronie Partii i państwa"  (Verordnung zum Schutz von Partei und Staat).
W dalszej kolejności można liczyć na „Polizei Ausnahmezustand“ (Policyjny stan wyjątkowy), co nie wróży rychłego powrotu do normalności.
W III Rzeszy, tej niemieckiej, taki stan trwał 12 lat...

W całej tej smutnej historii dowcipem tryska tylko TW „Znak“ opowiadając mediom o tym, że „...mimo decyzji o podpisaniu ACTA, trwać będą społeczne konsultacje w tej sprawie...“ :))
Dowcipniś....
To tak jakby jakieś konsultacje w ogóle ktokolwiek i kiedykolwiek prowadził :))
W rzeczywistości, w kwaterze „wodza“ TuSSka, od listopada ubiegłego roku trwały ściśle tajne narady, podczas których przygowywano ten Blitzkrieg przeciwko opozycynym internautom.
Jak to się ma do demokratycznych procedur i zasad, trzeba spytać „Znaka“ i TuSSka.

Grupy hakerów kilka dni temu podjęły walkę z organami III Rzeszy Bezmyślnych Lemmingów.
Aż miło było popatrzeć jak znikają jedna po drugiej witryny TuSSkowych ministerstw.
Władza próbowała przedstawić to jako zbieg nieprzychylnych okoliczności, bądź łańcucha paskudnych awarii, lecz po za niedorzecznikiem Grasiem, nikt w taką błupotę nie uwierzył.
Strach padł na wodza z przyległościami.

Czy to już koniec „awarii“?
Myślę, że nie.
Totalitarne praktyki i pomiatanie obywatelami uprawniają do stosowania wszelkich, nawet najbardziej drastycznych metod sprzeciwu.
A okazja wymarzona już niebawem się nadarzy.
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej tuż, tuż.
A tam cała logistyka oparta o tęgie komputery...
To dopiero wyzwanie.
Gdyby komuś wpadło do głowy....., ale by to obciach był dla wodzów III Rzeszy Bezmyślnych Lemmingów oraz premiera futbolisty.

czwartek, 12 marca 2009

„Opór2” lub „Opór Stasińskiego wobec władzy PRL”, czyli skutki picia wódki (powinno być wina, ale się nie rymuje)

Łzy zalewają oczy a ludzka tragedia, niczym czkawka powraca i ściska gardło w żałosnym bólu. Tylko usiąść w kącie i płakać. Co ja piszę płakać... szlochać jak bóbr nad nieszczęsną dolą Macieja Stasińskiego.
Dzielny i odważny ów były młodzian, na stronach „Gazety Wyborczej” (niczym mankiecie Adama Michnika) wypłakuje swoje żale i podsumowuje bohaterskie, opozycyjne życie.

Oj, bohater ze Stasińskiego i patriota. Tak wynika przynajmniej z jego fabularyzowanej historii. Całe opowiadanie, może nawet posłużyć za scenariusz dobrego hollywoodzkiego filmu, pod warunkiem, że nakręci go ktoś na miarę Edwarda Zwicka i nazwie „Opór2” lub „Opór Stasińskiego wobec władzy PRL”.

W skrócie. Maciej Stasiński w maju 1977 roku na terenie Starego Miasta w Warszawie zniszczył własność państwową, flagę czerwoną (sztuk jedna) i na skutek tego został doprowadzony przez funkcjonariusza milicji na komendę MO. Po złożeniu zeznań, zwolniono go do domu. Później wezwano na przesłuchanie do Pałacu Mostowskich, gdzie za sprawą tortur psychicznych i emocjonalnych zmuszono do podpisania deklaracji współpracy z SB. Bohaterski Stasiński powiadomił wkrótce o wszystkim kolegów z „opozycji” i w ten sposób zakpił sobie ze służby bezpieczeństwa. Taka jego wersja.

Płacze teraz, że nikt mu wierzyć nie chce w jego opowieść i „pałkarze z IPN” czepiają się jego – bohatera, który zniszczył na cyku czerwoną flagę. Kropka.
Piękny i skłaniający do zadumy scenariusz, brakuje tylko wielkiej miłości do ubeczki lub elementu wspólnej walki, ramię w ramie z osobą kochaną (np. wspólne niszczenie czerwonych flag na Starym Mieście, po uprzednim wypiciu kilku win)
Niestety scenariusz posiada kilka niedociągnięć lub jak kto woli niejasności w toku myślowym. Są też błędy ideowo-poprawno-polityczne.

Pisze Stasiński, że aktu patriotycznego, czyli zniszczenia czerwonej flagi dokonał będąc pod wpływem działania alkoholu lekkiego tzw. wina, w ilościach większych.
Trudno dziś zostać Rambo, lub jak kto woli przynajmniej Tewje Bielskim działając „na gazie”. To nie polityczne. Może, skoro autor będzie się mocno upierał zaznaczyć, że spożywany alkohol był winem krajowym (np. wino marki „Wino”, „Okęcie”, „Poświst”, „Zawrat” lub w ostateczności „Kwiat Jabłoni”) to podkreśli patriotyczny element przyczynowy.

Warto również zmienić nieco ideologiczną genezę czynu autora, która pchnęły go do tak wielkiego dzieła lub w ostateczności obiekt wyładowania gniewu.
Stasiński pisze: „Będąc przekonań rewolucyjno-lewicowych, dla których PRL był oburzającą zniewagą, uniosłem się ideowo-etylowym gniewem, zerwałem flagę z muru, połamałem drzewce i podeptałem”.
Ej, ech Panie bohaterze, to jak się amerykanin obrazi na Amerykę to zniszczy flagę narodową? Z mojej wiedzy czerwona flaga jest symbolem lewicowego ruchu na całym świecie, a nie flagą PRL. To tak być nie może. Pan, przekonany rewolucjonista-lewicowiec...zdeptać, zniszczyć, jak faszysta jakiś?
Tym razem towarzysze wybaczą zwarzywszy na szczery (jak Pan pisze) „ideowo-etylowy” gniew. (Czyli jednak było pite polskie wino! Tylko one „chrzczone” było spirytusem)
Zastąpmy może flagę, stojącym popiersiem Gierka lub Breżniewa, tak będzie lepiej dla scenariusza.

Trochę też cierpienia. Cierpienia trzeba dołożyć. W komisariacie na ul. Jezuickiej bito i katowano ludzi za najmniejsze wybryki „antysocjalistyczne”, niektórych nawet tam pozbawiono życia. A Panu nie przyłożyli „lolą” nawet...?

Również wizyta w Pałacu Mostowskich do luftu. Albo zmieni się okoliczności albo odtwórca Pańskiej roli w filmie musi posiadać wielką głowę. Już tłumaczę dlaczego. Otóż pisze Pan: ” O ile pamiętam, ostatkiem przytomności umysłu wymogłem na funkcjonariuszach zapis, że zgadzam się na współpracę w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej za wyżej wymieniony czyn(...)Kiedy w lipcowe południe wyszedłem z Pałacu Mostowskich, nogi się pode mną ugięły. Pojąłem pułapkę, w którą wpadłem.”.
Tylko wielka głowa, a co za tym idzie ogromna odległość od ucha do mózgu, może tłumaczyć tak późne pojęcie istoty deklaracji Pańskiej współpracy. A może to też zmienić?

Np. wielomiesięczne katowanie i czytanie po nocach „Kapitału” Marxa w ramach znęcania się nad więźniem będzie odpowiednie.
Co do dalszych dziejów, trudności paszportowych i bojów z esbecją, które Pan Stasiński tak zgrabnie, w sposób licealny opisał, po ubarwieniu mogą posłużyć jako istotne tło filmowej epopei.

Wszystko do tej pory było fajne i wesołe. Żartował Stasiński, żartowałem ja. Było rzadko uroczo, ale... się skończyło.

Maciej Stasiński wszystko popsuł, bo w dalszej części swojego wywodu wskoczył na barykadę i dawaj z dyrdymałów strzelać i szabelką wywijać.
Że wszyscy przyjaciele o deklaracji współpracy z SB wiedzieli. Że przełożeni Maciej Pieczyński i Adam Michnik wiedzieli, bo sprawa była szeroko znana i że esbecy kłamią... itd. itp.

Pomijając fakt, że Pieczyński akurat mógł to wiedzieć, może nawet z innych źródeł (sic!), a Michnik w ogóle wie wszystko to nic konkretnego i oczywistego Stasiński nie napisał.

Zamieszczone poniżej jego „daremnych żali”, oświadczenia Zofii Romaszewskiej i Jana Olszewskiego dowodzą tylko, że Maciej Stasiński zgłosił się do nich i opowiedział swoją historię. Tylko to.

Z drugiej strony niejaki Grzegorz Dzikiewicz esbek, twierdzi, że nieszczęsny TW MEGA (Stasiński) informatorem był i basta.
Na zdrowy rozum jedno nie wyklucza drugiego.

Dziwnie się tak plecie, że to już trzecia osoba z zespołu „Gazety Wyborczej”, która ubabrała się w esbeckie szwindle.
Po Maleszce, Skalskim teraz Stasiński. Nie liczę już Ks. Czajkowskiego – zwolennika powołania rabinatu w kościele katolickim, ale on był tylko współpracownikiem.
Aż strach pomyśleć co będzie dalej...

Wracając do genezy całej smutnej historii Macieja Stasińskiego, aż ciśnie się na usta moralizatorski komentarz:
Ludzie nie pijcie taniego wina. Nie pijcie alkoholu w ogóle. Zobaczcie do jakich tragedii prowadzi opilstwo. Gdyby Stasiński zdrowo nie pociągnął wtedy z flaszki – do tragedii by nie doszło. Nie doszło by do zbeszczeszczenia symbolu lewicowego, czego jak mniemam Stasiński do dziś się wstydzi i żałuje – jako zdeklarowany rewolucyjno-lewicowiec.Nie pijcie ludzie, popatrzcie na Stasińskiego, co alkohol robi z ludzi!