Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III Rzesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III Rzesza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

Goebbelsjada


Nic na świecie w polityce nie dzieje się przypadkiem. Tym bardziej tuż przed wyborami prezydenckimi.  Oczywiście „tabun komorowski“ jest innego zdania.
To wszystko  czysty przypadek – mówią.
Ot że Karolak Tomasz (ponoć aktor) akurat jechał samochodem z Agnieszką Holland i usłyszał w radio czytany wpis z facebookowej strony  córki Andrzeja Dudy, o tym że „tata jak zostanie prezydentem, to odda Oskara za Idę“...
Dziwnym trafem red. Lis Tomasz zwany „wibratorem platformy“ miał akurat ten wpis wydrukowany! Cóż za przypadek.
Przypadkiem również okazało się, że pan Komorowski, od zawsze był zwolennikiem JOWów, a przypomniał sobie dopiero w momencie gdy Kukiz zdobył 20% głosów!
Ale przypadek!
Wczoraj także Pan prezydent coś sobie przypomniał! A to, że jest za obniżeniem wieku emerytalnego, który niedawno podwyższył.  Przypomniał sobie i bodaj jutro złoży stosowny projekt do sejmu – projekt zakładający możliwość przechodzenia na emeryturę po 40 i 35 latach pracy.
Oczywiście, to tylko skowyt ludzi złej woli przypomina mu, że taki projekt leży w sejmie od kilku lat i jest autorstwa ... SLD.
I tu nie wiadomo, czy prezydent przypadkiem czy nie przepisał go i pod nim złożył swój podpis. (Uwaga – mogą być błędy ortograficzne). 
Ale bądźmy ludźmi, nikt go za rękę z długopisem nie złapał...
Przypadkiem też TVP zatrzymała emisję programu Jana Pospieszalskiego, bo niby to coś naruszył. Przypadkiem też nie wstrzymała emisji programów T. Lisa.... choć ten notorycznie narusza.
Również przypadkiem pierwszy gruźlik III RP, dogorywający w zaciszu swojej brudnej chałupy – Michnik Adam, wydał z siebie głos na łamach „Gazety Wyborczej“.
Przypadkiem będzie głosował na Bronka i tak też kazał całej załodze posterunku na Czerskiej.
W przeciwnym wypadku wszystkie plagi Egipskie spadną na Polskę, z szarańczą oraz wielkim potopem...
Aż dziw bierze, że w programie Jakuba Wojewódzkiego, Pan prezydent nie przyznał się, że od zawsze był rock’n rollowcem oraz punkowcem, bądź hipisem. Nosił "parki",  długie włosy, uprawiał wolny sex i że „wciąga zioło od zawsze“...
Chyba Tyszkiewicz z Rutnickim nie odrobili lekcji...

Do ciszy wyborczej pozostały jeszcze dwa dni.
Należy się liczyć z tym, że całkowicie przypadkowo Pan Prezydent Komorowski odkryje  na przykład jeszcze Rad i Polon, a jego komitet wyborczy udowodni, że właściwie, to w tym samym czasie i niezależnie od siebie Curie-Skłodowska z mężem oraz Bronisław Komorowski na to wpadli, tylko prezydent nie chwalił się dotąd.
Nieograniczona jest pomysłowość „goebelsjady“ fundowanej nam przez Tyszkiewicza z Rutnickim, przy współdziałaniu Michników, Lisów i Żakowskich...
Jedno jest pewne, do soboty jeszcze coś się przypadkiem wydarzy... bankowo!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Okrągły Stół A.D. 1944


Jest środek roku 1944. Berlin.
Adolf Hitler i jego III Rzesza nie odnoszą już wielkich sukcesów na frontach II Wojny Światowej. Wiele osób z otoczenia Fuehrera zdaje sobie sprawę, że Tysiącletnia Rzesza to tylko niemożliwy do spełnienia sen szaleńca.
W Niemczech nie ma już tak wielkiego entuzjazmu i bezkresnego zaufania do Fuehrera.
Klęska jest nieunikniona. Nawet w sztabie generalnym tworzy się opozycja wobec wodza, która niebawem ma doprowadzić do zamachu na jego życie.

Adolf Hitler w nocy ma proroczy sen.
Przenosi się w nim o 45 lat w przyszlość. Trafia do Polski. Widzi moment transformacji ustrojowej, jest świadkiem „okrągłego stołu“, błyskawicznych zmian w postawach ludzkich po obu stronach dawnych barykad...
Sen dobrze zapamiętuje.
Nazajutrz w jego gabinecie odbywa się arcyciekawa narada.
Fuehrer mówi:
- Kazałem wam tu przyjść, gdyż w skutek zaistniałej sytuacji, dla nas niekorzystnej wybitnie – postanowiłem co następuje: kończymy wojnę, rozpiszemy wolne wybory, damy opozycji poszaleć... niech teraz oni się martwią...
- Ależ, mein fuehrer – przerwał Dr Goebbels – Jak to? A co z naszymi przywilejami, kasą, władzą... co z „problemem żydowskim“?
- Mój Józefie, kasa nadal będzie przy nas! Przywileje i tak utrzymamy, bo kto ma kasę – ten ma przywileje a „problem żydowski“ się sam rozwiąże... powiemy, że to nie my – to zaszłości z okresu „błędów i wypaczeń“.
- Tak jest, tu ma pan rację – jeszcze dziś wydam rozkaz rozpisania wyborów demokratycznych i niezależnych... – Hans Lammers wyprężył się jak struna.
- A co będzie z naszą partią? – z troską w głosie spytał Alfred Rosenberg.
- Mój Alfredzie, czas się zmienić... Już nie możemy być nazistami z narodowosocjalistycznej partii niemieckich robotników – tu Hitler lekko uśmiechnął się – teraz będziemy, dajmy na to: socjaldemokratami z partii robotników!
- Ja już nawet czuję się socjaldemokratą – wypalił Hans Frank.
- Panowie, zatem do roboty. Sztandar Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników wyprowadzić – stół okrągły do obrad ustawić….

Cały dzień zajęło ustawianie mebla w kwaterze fuehrera.
A to noga za krótka, a to elementy nie pasowały do siebie, a to krzeseł za mało, a to bukietów nie dowieziono na czas… Problemy mnożyły się, lecz wobec osobistego nadzoru Himmlera nad całością, esesmani zajmujący się konstrukcją, krzesali z siebie dodatkowe siły.
Nazajutrz przy gotowym stole zasiedli wszyscy zaproszeni goście.
Ze strony rządowej byli i Hitler i Goebbels, Goehring, Himmler, Rosenberg, Guertner oraz wielu innych. Prym wodził szykowany na nową twarz partii – nowy socjaldemokrata Baldur Von Schirach. Zaproszona opozycja również zjawiła się w komplecie. Stauffenberg, von Haeften,  Blaskowitz, Olbricht, Paulus…
- Witam wszytskich, którym na sercu leży dobro naszej nowej III Rzeszypospolitej – zagaił Hitler.
Odpowiedziały mu wielkie brawa ze wszystkich stron stołu.
- Panie Hitler, więc tak…. Wolne wybory, to znaczy my i wy… Wolna prasa – powiedzmy „Wahlen Zeitun”. Nasz kanclerz - wasz prezydent… a władza dla nas ale biznes dla was…To tyle i aż tyle – Stauffenberg spojrzał na wodza.
- To by nam pasowało – rzucił Hitler. Umawiamy się tak: Ja zostanę prezydentem, a Pan, Stauffenberg zostanie kanclerzem! Będzie miło i sympatycznie. Aaaa… i żeby mi żaden nadgorliwiec później nie podskakiwał i mnie po sądach nie ciągał…, o to musicie zadbać…
- Oczywiście, tak ustawimy sądownictwo, że powiedzmy będzie Pan chory i niezdolny do udziału w procesie… To tylko jakby już sytuacja była podbramkowa – zapewnił von Haeften – bo póki my będziemy przy władzy, to włos z głowy panu nie spadnie…
- Ważna sprawa - dokumenty świadczące o naszym współudziale - to jest opozycji - w różnych tam niemiłych sprawkach w Auschwitz, Treblince itp. muszą zginąć… - dodał Stauffenberg.
- Jasne… jasne… to sobie tam jakąś komisję powołacie i wejdziecie do archiwum. To możecie to wynosić, wnosić… Poczyścicie i poniszczycie, co będziecie uważali za stosowne…  - fuehrer usmiechnął się kącikiem ust. - My i tak mamy odpisy, to tak jakby coś się wam odmieniło…
- No, to mamy dogadane pryncypia – wtrącił Paulus.
- Teraz ustalimy, co ze sprawami tych, no… obozów i różnych takich tam… prześladowań… - Von Schirach poprawił ufryzowaną świeżo czuprynę.
- A nie…. to załatwiimy tak, aby wszyscy byli zadowoleni – Olbricht popatrzył na towarzyszy z opozycji – Prawda Panowie? My już nawet mamy plan.
- Oficjalnie potępi się okres „hitleryzmu” – ciągnął dalej – napiętnuje, ale jednocześnie zwróci uwagę na to, że dobrowolnie Pan Mein Fuehrer doprowadził do obrad stołu okrągłego i do wyborów demokratycznych…
- Tak im damy w dupę, że zatęsnknią za panem, panie Hitler – Stauffenberg roześmiał się głośno – i jeszcze zatęsknią za panem i pańskimi metodami!
Sala ryknęła śmiechem.
- Ale skoro potępicie, to motłoch będzie żądał głów… - wybuch radości przerwał Hitler.
- Ależ skąd! Pan też potępi. Stworzymy wspólny front! Niczyja głowa nie spadnie – Paulus uderzył pięścią w pierś  - Daję słowo.
- Myślę, że możemy przyjąć taki model ugłaskania tłuszczy: czcimy ofiary, oddajemy cześć, odkreślamy grubą kreską przeszłość i wybaczamy…. – ciągnął Paulus
- A jak to pan sobie wyobraża? – zaciekawił się Goehring.
- Bardzo prosto – jest na przykład rocznica powstania obozu w Auschwitz… Organizujemy uroczystości. Zapraszamy kilku więźniów, jedziemy tam.  Pan mein  fuehrer wygłasza przemówienie o okropieństwach nazizmu. Panowie Goehring, Goebbels, Himmler składają wieńce… minuta zadumy… gest pojednania… jak to mówią – kwiaty, krawaty… A jak komuś się to nie będzie podobało, to znaczy, że jest wichrzycielem i ekstremistą – trzeba go napiętnować i nazwać „oszołomem” - proste?
- Jak pan na to wpadł Paulus? – Von Schirach nie mógł wyjść z podziwu.
- Lata doświadczeń i praktyki w strategii – Paulus zadarł głowę i poprawił grzywkę.
- Zatem Panowie, mamy wszystko dogadane. Ogłaszam powstanie III Rzeszypospolitej – demokratycznej i praworządnej – zakończył spotkanie Adolf Hitler i zdjął z rękawa opaskę ze swastyką.

środa, 25 stycznia 2012

Jak rzyć Panie Premierze, jak rzyć... albo Tusk z powyłamywanymi nogami.


Jak tak człowiek nasłucha się Boniego z Premierem i Grasiem, którzy fundują nam przy pomocy ACTA - III Rzeszę w formie „hard“, to różne rzeczy przychodzą mu do glowy.
Mi przyszła do głowy taka oto historyjka...

 --------------------------------------------------
Dwóch czarnoskórych, świeżo upieczonych (hęę.... akurat kolor skóry pasuje do użytego określenia) Polaków, posłów Platformy Obywatelskiej John Abraham Godson oraz Killion Munyama postanowili podszkolić się w języku swojej nowej ojczyzny.

„Mówimy po Polski jak za poproszeniem Kali w Pustyni i na dodatku i w Puszczy.
Godson mieć, napisać, zagłosować...“
„Mam tu adresa świetnego nauczyciel język polski. Teraz my to posioły i mówić Polski musieć, umieć perfekta“ – powiedział Godson.
„Tak, tak Abraham mówić prawdę, my musieć – my się szkolić!“ – zgodził się Munyama.

Z wizytówką profesora Klemensa Bańki-Mydlanego, wybitnego polonisty, posłowie stanęli pod stylowymi drzwiami mieszkania na warszawskim Bemowie.
Towarzyszył im dobrany, ot tak z dobrego serca poseł Tomasz Tomczykiewicz, który również posiadał wielkie niedostatki w operowaniu językiem polskim.
A i zawsze to taniej wychodzi na osobę....

Profesor Bańka-Mydlany przez całe dwa tygodnie starał się wpoić trzem posłom rządzącej partii zasady języka polskiego. Uczył prawidłowego akcentu, wymowy oraz gramatyki i ortografii.
Postępy niewielkie odnotowano, lecz nie rzucały na kolana.
Największym problemem studentów stała się wymowa zbitków wyrazowych z użyciem tak charakterystycznych dla języka polskiego „sz“, „rz“, „cz“, „ły“....

Postanowiono zatem przedłużyć kurs o jeszcze dwa tygodnie.
W tym czasie wykładowca zamierzał szczególny nacisk położyć na trening językowy, w którym pomóc miały wymawiane w blokach zdaniowych „łamijęzyki“ takie jak: „po suszy, szosa sucha“, „stół z powyłamywanymi nogami“, „to cóż, że ze Szwecji...“, i tym podobne.

Posłowie niezwykle gorliwie ćwiczyli od rana do nocy.
Właściwie nie było miejsca, gdzie trzech głodnych wiedzy studentów nie ćwiczyło by.

Właśnie cała grupa znajdowała się w pół drogi na kolejne zajęcia, gdy zadzwonił telefon posła Tomczykiewicza.
„Ząb, zupa zębowa – dąb....  hallu... tu Tomczykewycz godo, co do ciula... kery mnie rzyć łobraca?“ – poseł z właściwym sobie poczuciem humoru przywitał dzwoniącego.
„Jo, jo.... O, liberfrau... a co jemu  teroz..?“
„Kaj...???  W krankhausie se leży???“
„Serwus... jo, jo... trzymoj sie...“
Poseł Tomczykiewicza z przerażoną miną opuścił rękę z telefonem.
„Słuchajta pany murzyny...  nosz Donald mioł wypadek... Toż poszoł do internutów i cug za tom „aktom“ joł ich namaiwiać...
Że te cybepierony to chołpy krewkie, a i Donald pierdoły raz za razem grośniejsze im godoł, to zebrały się w kupę i łomota straśnego mu dały.
Teroz w krakhausie leży i kurujo go...“ – drżącym z przerażenia  głosem poinformował grupę.

„Myśleć, że iść, odwiedzić... pocieszyć, spytać my o zdrowie... pogłaskać, rękę pocałować“ – zaproponował John Abraham Godson i dodał (nie zapominając o ćwiczeniach lingwistycznych) „stół z powyłamywanymi nogami..., stół z powyłamywanymi nogami...““
„Tak, tak Abraham mówić prawdę, my musieć –  zgodził się Munyama i szybko wypowiedział formułkę „ząb, zupa ząb – dąb ...“

Za niepełna godzinę cała trójka przekroczyła drzwi sali OIOMU w Szpitalu Klinicznym im. Arłukowicza w Warszawie.
Ich oczom ukazał się widok straszny - niezwykle pokiereszowanego premiera Tuska.
„Tusk z powyłamywanymi nogami...“ – bezwiednie wymknęło się Johnowi Abrahamowi...

Niestety, poseł miał rację. Na skutek konfliktu z internautami spowodowanego przez niemądre decyzje własne, premierowi Tuskowi wzburzony tłum ze złości po prostu powyrywał z d..y nogi...

Gdy tak stali goście w zadumie nad cierpiącym premierem, do sali wszedł lekarz prowadzący i pochyliwszy się nad chorym spytał: „jak rzyć Panie Premierze..., jak rzyć?“

Reszta wizyty upłynęła w serdecznej atmosferze.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Dwie historie

Dnia 6. Października 1939 roku zakończyła się „Kampania Wrześniowa”.
Armia Polska podpisała akt kapitulacji wobec III Rzeszy.
Kampania Wrześniowa trwała tylko „trochę” ponad miesiąc, gdyż nóż w plecy Polsce wbił wschodni sąsiad, współdziałający z hitlerowcami w ramach paktu „Ribbentrop-Mołotow”.
Młode Państwo Polskie nie było w stanie odeprzeć zmasowanych ataków z dwóch stron.
Na podbitych ziemiach siły okupacyjne zaprowadziły terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony interesów okupanta.

Społeczeństwo stawiało opór najeźdźcy.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali okupantom życie w podbitym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz śmierć.
Przywódcy hitlerowskich Niemiec zapowiedzieli bowiem, rychłe rozwiązanie „problemu Polaków” czyli w dalszej kolejności eksterminację narodu.

Prócz zastraszania i terroru, najeźdźcy prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego podziemia patriotycznego.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z okupantem, podpisywali Volkslisty i za obiecane profity stali po stronie germańskich hord.

Wyzwolenie Polski spod hitlerowskiej okupacji pozwoliło na osądzenie okupantów oraz wspierających ich kolaborantów i prowokatorów.
Szczególnie „ostro” potraktowano zwłaszcza kolaborujących z okupantem Polaków.
Miało być to przestrogą dla przyszłych pokoleń.

--------------------------------------------------------------------------

16. listopada 2007 roku skończył urzędowanie ostatni patriotyczny rząd w Polsce.
Wybory parlamentarne wygrała w zagadkowy sposób Platforma Obywatelska.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawował władzę tylko dwa lata i przepadł w przyspieszonych wyborach parlamentarnych, po poprzedzających je cyklu zmasowanych antypisowskich propagandowych akcji w telewizji, radiu i prasie, oraz dzięki tajnemu porozumieniu PO-SLD.
W zawłaszczonym kraju zwycięska Platforma Obywatelska zaprowadziła psychiczny terror i okrutną władzę ustanawianą w celu ochrony własnych interesów.

Społeczeństwo stawiało opór okupantom.
Ludzie w różny sposób, tak jak tylko mogli utrudniali platformie życie w zawłaszczonym kraju.
Spotykały ich za to szykany, prześladowania oraz nawet śmierć (M. Rosiak).
Przywódcy PO wprowadzili bowiem represje, a rychłe dorżnięcie watah zapowiedział sam Radosław Sikorski.

Prócz zastraszania i terroru, platformiacy przy pomocy usłużnych mediów prowadzili akcje propagandowe i prowokacyjne mające na celu dyskredytowanie i obrzydzenie polskiego patriotyzmu.
Niestety, nie obyło się to bez pomocy kolaborantów, którzy znajdowali wspólne korzenie z ludźmi Tuska, współdziałali z PO i za obiecane profity stali po stronie platformianych hord.
Zdradzali obóz patriotyczny (M. Kamiński) i nawet wstępowali dla „srebrników” do platformy (Libicki, Kluzik-Rostkowska, Tomczak).

Reszta przed nami.
Historia lubi się powtarzać i między innymi dlatego w tym jest sens dalszego działania.

niedziela, 5 kwietnia 2009

Władze III Rzeczpospolitej na drodze wytyczonej przez władze III Rzeszy

Nie, nie u nas nie będzie koncentracyjnych obozów, łapanek i rozstrzeliwań, ale zakładam, że gdyby dziś istniała III Rzesza, już dziś również zaniechała by takich właśnie represji. Idąc z duchem czasu wybrano by inne metody „dokuczenia”, jak inwigilacja, powolne duszenie wolności obywatelskiej pod hasłem obrony wartości demokratycznych i kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa - w celu ogłupiania publiki.

Boleściwie nam panująca Platforma Obywatelska idąc za wzorami wytyczonymi niegdyś przez zaprawionych w bojach z opozycją fachowców z III Rzeszy, stara się budować swoją platformową rzeszę od podstaw, naukowo z książką od historii w ręku.

W ostatnich dniach mięliśmy kilka takich próbek usilnego kopiowania wydarzeń rodem z III Rzeszy i przenoszenia ich na rodzimy grunt.

Tak jak niegdyś, osławiony Herman Goering – szef Reichstagu powtarzał głosowania do upadłego, czyli do momentu gdy efekt ich był zadawalający, tak samo Bronisław „mniejszy” Komorowski zachował się przy głosowaniu w sprawie zmniejszenia subwencji dla partii politycznych. Wprawdzie na ten sam projekt głosowano tylko dwa razy, ale istniało realne prawdopodobieństwo, że gdyby tym drugim razem się nie powiodło, to.... i tak do upadłego.
Stanowi to dobry prognostyk, przy uchwalaniu kolejnych ustaw. Można pójść jeszcze dalej, mianowicie na salę obrad wpuścić jednostki specjalne i zagrozić, że posłowie nie wyjdą z sali, dopóki nie uchwalą. Ale, po co ja podpowiadam. Pewnie na takie rozwiązanie platforma jeszcze już wpadła. Ale cóż, wielu z prominentnych polityków tej partii jest jeszcze na dorobku i niczego konkretnego nie dokonała bo niewiele jeszcze umie. Choćby przywoływana tu postać marszałka Komorowskiego wypada blado przy wspomnianym Hermanie Goeringu. Przypomnę, że Goering był zaprawionym w bojach, znakomitym pilotem, odznaczonym Żelaznym Krzyżem - bohaterem I wojny światowej. Marszałek Komorowski jest również zaprawionym w bojach, w czasie tygodniowego aresztowania za rzucanie ulotek antypaństwowych. Istnieje wszak jedna różnica, Goering coś umiał – Komorowski nic!

Nieuniknione porównanie z III Rzeszą nasuwa też opętańczy wręcz kult Lecha Wałęsy. Nieuchronnie nasuwa on porównanie z czcią oddawaną niegdyś Fuehrerowi. Każde odstępstwo od normy jego traktowania ustalonej z resztą przez samego woda karane było z najwyższą surowością. Przewiduję nawet wprowadzenie w Platformie Obywatelskiej pozdrowienia „Chwała Wałęsię” i wydania drukiem zakazu badania życiorysu wodza. Dostępny będzie tylko jeden – oficjalny i przez niego akceptowany.

W tym miejscu muszę przyznać, że jestem w kropce, bo postać Lecha Wałęsy również znakomicie pasuje jako obiekt najwyższego kultu religijnego, wokół którego można zbudować własną religię, jak to miało miejsce w III Rzeszy. Mogło by to być takie swoiste krajowe Gottgläubigkeit wyprodukowane przez Platformę Obywatelską.

Jako żywo, również próby likwidacji IPN, bądź „przemalowanie” go na własną modłę postępuje w sposób „książkowy”. Za wzór całego przedsięwzięcia zapewne posłużyła przebiegła sztuczka zastosowana niegdyś w celu likwidacji antyhitlerowskiej opozycji. Jak pamiętamy hitlerowcy sami podpalili Reichstag (bądź wykorzystali fakt podpalenia go przez niezrównoważonego psychicznie osobnika – do dziś nie wiadomo jaka było faktycznie) by oskarżyć o to opozycję i mieć pretekst do rozprawy z niepokornymi wobec Fuehrera. Dziś w platformlandzie takim punktem zapalnym i sygnałem do rozprawy z IPN jest Zyzak i jego książka. Choć Instytut z wydaniem w/w książki nie ma nic wspólnego, jak dziś powiedział Grzegorz Schetyna – „przepełniło to czarę goryczy”. Ale co? Iście nordyckie poczucie humoru!

I jeszcze kilka słów o szanownym koalicjancie. Pan marszałek Kalinowski był łaskaw dziś w TVN naświetlić sposób postępowania swoich posłów przy głosowaniach. To taki łatwy do zapamiętania mechanizm: „Patrzymy na rękę Chlebowskiego i naciskamy ten sam guzik, co on”. Sposób również znany i przerabiany w epoce Rzeszy numer trzy. (Ale do diabła, chłopy szanujcie się!)

Tak oto zmierzamy nieuchronnie po równi pochyłej do kotła w którym swój bigos przygotowała Platforma Obywatelska, a nakarmi nim wszystkich.
Czy hasła wyborcze prezentowane przed wyborami przez liderów PO i dzisiejsza rzeczywistość nie nasuwa analogii z latami trzydziestymi ubiegłego stulecia w Niemczech?
Zlikwidujemy bezrobocie – będzie raj, wracajcie obywatele z zagranicy!
Nowe przestrzenie życiowe – druga Irlandia
I nawet ta współpraca z komunistami przy niszczeniu polskiej racji stanu – wypisz, wymaluj Ribbetrop-Mołotow.

Czekając na wielką wojnę platformersów z „czerwonymi” oraz spektakularny i definitywny upadek Rzeszy Tuska - kończę.

P.S. Zastanawiałem długo się jak „podłączyć” pod całą sprawę fakt uhonorowania Stefana Niesiołowskiego tytułem wicemarszałka sejmu. Tu, jak widać władze PO sięgnęły do wzorców rzymskich. Tak, przypomina mi to słynny fakt nadania własnemu rozbrykanemu rumakowi tytułu senatora przez cesarza Kaligulę. Z tą tylko różnicą, że koń był jednak trochę inteligentniejszy i nie leczył się psychiatrycznie.

A tak na marginesie, to Tusk jak wspomniany powyżej Kaligula posiada też w Senacie swojego Kuca. Kazimierza.