Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2014

Spotkanie z prezydentem Słupska


W dniu wczorajszym w auli ratusza, odbyło się przedświąteczne spotkanie Prezydenta Słupska z młodzieżą. W trakcie mityngu padły z sali pytania, na które Pan Robert Biedroń z ochotą wyczerpująco odpowiadał.
Młodzież interesowały różne aspekty dorosłego życia. 
Z sali rzucono m.in. pytanie, o to czy  możliwa jest przyjaźń między mężczyznami.
- Pewnie tak, ale natura i tak w końcu zwycięży – odpowiedział Prezydent.
Cenna i trafna uwaga zachęciła zebranych do zadawania nawet bardziej intymnych pytań, jak np. – „Mam czternaście lat – czy mogę zacząć nosić stanik?“
- Oczywiście, że tak Dawidzie, jak tylko chcesz możesz chłopaku zacząć nosić... – brzmiała odpowiedź Prezydenta.
Kolejne ważne pytanie zadał przedstawiciel miejskiego gimnazjum nr 3: „Czy mężczyzna może zajść w ciążę?“
- Nie, nie może. Ale mimo to próby trwają bez przerwy na całym świecie – odparł Biedroń.
Z kolei licealiści bardzo chcieli dowiedzieć sie jakie są pierwsze objawy AIDS.
- Ból w odbycie i sapanie za uszami – wyjaśnił Prezydent.
Na koniec czcigodny gość przyznał się zebranym,  iż w jego życiu uczuciowym zaszły niedawno wielkie zmiany.
- Tak się ostatnio zakochałem, że nawet nie mam czasu zrobić kupy! – powiedział.
Wielkie brawa zakończyły miłe spotkanie.

czwartek, 27 lutego 2014

Tańcowały dwa pedały

Notka powstała przez zwykły przypadek.
Otóż, znalazłem w necie takie oto ładne zdjęcie. Skłoniło mnie ono do "napisania" kilku rymów, na motywach znanego najmłodszym wierszyka Juliana Tuwima "Dwa Michały".

"Dwa pedały"

Tańcowały dwa pedały,
Jeden duży, drugi mały.
Jak ten duży tyłkiem rzucił,
To ten mały go obrócił.

I czym prędzej się podłączył
Lecz ten duży kręcić skończył
A jak duży już nie kręcił
To ten mały się zniechcił.

A jak mały mógł od nowa,
Duży: “… że go boli głowa”
Kiedy fochy strzelać przestał
To małemu ptaszek nie stał

Mały pedał się nabiegał,
Duży pedał się pogniewał,
Lecz się w końcu uściskały
Tańcujące dwa pedały.

Yarrok ® 2014

piątek, 21 lutego 2014

Biedroń biczuje się, tylko że za nasze...

Dawnymi czasy grzesznicy, dla pokuty, idąc w szpalerze biczowali się okrutnie aby zmyć swoje  grzechy.
Dziś w godziach południowych poseł Twojego Ruchania Robert Biedroń uroczyście pobił się w centrum Warszawy. Istnieje prawdopodobienstwo, że akt ten miał na celu odkupienie win za grzech homoseksualizmu.
Nareszcie Biedroń zrozumiał, że jest niedobry, paskudny, chory i grzeszny, toteż „przylutował“ sobie z liścia, tak dla fasonu.
Odwagi jednak starczyło mu tylko na ten piękny, acz mało przekonywujący gest, bo po tym, czym prędzej zadzwonił na policję, że to niby jacyś ludzi naubliżali mu i go uderzyli.
„Niby i jacyś“ gdyż świadków tego aktu prestępstwa jakoś nie ma.
Tym samym Biedroń upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Odkupił winy oraz zawył na całą Polskę z rozpaczy nad losem pobitego pederasty!
Ja przystało na niewiastę, Biedroń oczywiście odpowiednio ubarwił całe zdarzenie, by jego narzeczony przytulił go do serca i pogłaskał po głowie a herszt Ruchaczy Palikot mógł bić się w jego imieniu o prawa nadzwyczajne dla pedałków.
"Kolejny raz zostałem uderzony na ulicy. I tym razem podobnie - za to, że jestem wg. panów »parówą«, »ciotą« i »pedałem«. Ile jeszcze razy?" – pyta „biczownik“ na Twitterze.
„Skoro tak się zachowywali, poprosiłem, aby wyszli. Wtedy jeden z nich podniósł rękę, krzyknął "spie...laj cioto" i mnie walnął“ – dodał  w TOK FM.
Biedroń zadzwonił na policję o 13.33 a już o 13.40 ekipa policyjna była na miejscu zdarzenia. Niestety nie było tam już Biedronia, który resztką sił i homoseksualnej woli w podskokach doczołgał się na wiejską, by spełniać posługę poselską. Zdążył jeszcze wpisać na Twtterze, że policja długo nie przyjeżdżała  (7 minut) więc musiał się oddalić.

Niestety, z całej tej historii wypływa cała rzeka obłudy, homoseksualnego zadufania oraz przejawów tęczowego homonazizmu.
Wszechmogący pederasta marnuje czas policjantów, każąc im zajmować się własnymi urojeniami bądź fałszywymi oszczerczymi oskarżeniami. Czas policji, utrzymywanej z podatków obywateli.
Okłamuje opnię publiczną twierdząć, że policja długo nie reagowała na jego zgłoszenie i dlatego musiał się oddalić, podczas gdy funkcjonarusze byli na miejscu po 7 minutach!
Oczywiście chodzilo o uniknięcie identyfikacji obrażeń, ktorych... nie było!
Tak to pederaści z Twojego Ruchu bawią się naszym kosztem i za nasze pieniądze.

A swoją drogą, to pederastom chyba się już w głowach poprzewracało. Mówiono kiedyś o Żydach, że w stosunku do Polaków używali poniżającego powiedzenia : „Wasze ulice – nasze kamienice“. Dziś homoseksualiści rezerwują dla siebie ulice a ludzi normalnych próbują usunąć z tamtąd w bliżej nieokreślone jeszcze miejsce. Jak bowiem inaczej zrozumieć wypowiedź fuehrera homonazistów BIedronia: „Kolejny raz zostałem uderzony na ulicy (...) a dalej „Skoro tak się zachowywali, poprosiłem, aby wyszli...“?
To teraz ulice będą dostępne tylko dla homonazistowskich „czlonków“ tęczowej bandy?
A niech was... 
Heil Biedroń!

wtorek, 28 stycznia 2014

Dworak się homoseksualizuje


Średnio uzdolniony były korektor tygodnika „Piłka Nożna“ a obecnie fukcjonariusz Platformy Obywatelskiej, czasowo oddelegowany na odcinek walki o słuszną i tolerastyczno-pederastyczną telewizję – Jan Dworak pogroził palcem.
Komu?
A komu może pogrozić palcem prosty partyjny pionek, bez talentu a z pretensjami?
Rzecz jasna komuś, kto występuje przeciw światopoglądowi prezentowanemu przez  jego matkę-partię.
Padło na telewizję „Trwam“.
Jakieś LDSowskie millerki zakapowały TV Trwam do Szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - Dworaka, bo w programie tej stacji uzyto określeń: „chory na homoseksualizm“ oraz „człowieka szanuję, ale choremu mówię - jesteś chory i trzeba leczyć, prawda, nie zabijam chorego, ale leczę z choroby...“
Człowiek zdrowy - normalny uśmiałby się z donosu i olał donosy postkomunistycznych nowotworów, ale nie Dworak.
Aktywista, pozostaje aktywistą niezależnie od sytuacji i okoliczności.
Czynu!!!
Zatem Dworak uruchomił mózgownicę, wyjął konstytucję RP oraz nawet ją przeczytał i wydał wyrok.
Potepiam i wzywam TV Trwam do „zaniechania postaw dyskryminacyjnych, które godzą w godność innych ludzi“ .
„Określanie osób o orientacji homoseksualnej jako chorych jest nieuprawnione, a słowa są niezgodne z zapisami konstytucji i stanowią emanację nie tylko braku tolerancji dla osób o odmiennej orientacji seksualnej, lecz również są sprzeczne z prawnym zakazem dyskryminacji określonym w art. 32. ust. 2 Konstytucji RP. Zgodnie z nim nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Dalej Dworak podkreślił, że "homoseksualizm nie jest chorobą, co zostało potwierdzone przed laty decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia". Przywołał również stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego z 2006 r., w którym zwrócono uwagę na problem nietolerancji wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej.
Amen....
Biedny pionek dołującej w sondażach partii wprawdzie przeczytał konstytucję, ale nic z niej nie zrozumiał. Tak przynajmniej wynika z lektury pisma i komentarzy oraz odwołań do paragrafów.
Wprawdzie artykuł 32, ustęp 2, na który biedny korektor powołuje sie w swojej epistole stanowi, że:
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny, jednak punkt ów powiązany jest nierozerwalnie z ustępem 1, który mówi, że:
1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
Z informacji podanych w ostatniej chwili wynika, że TV Trwam nie jest „władzą publiczną“, toteż artykuł 32 zdarzenia nie dotyczy!
Być może całe zajście może wyjaśnić sąd z oskarżenia „millerków“ ale KRRiT to ten adres.
Śmieszne a i zarazem żenujące jest, że przedstawiciel władzy wychodzi na przysłowiowego „durnia“ przed obywatelami.
Całość tego „dworakowego“ pisma jest parodią i właściwie z każdego z argumentu i odwołań można boki zrywać. To totalny brak wiedzy, umiejętności kojarzenia i dedukcji. A przeceż reżimowa TV wydaje grube miliony na prawników...
Już samo powoływanie się na Światową Organizację Zdrowia jako autorytet jest wielce zabawne, gdy jak podaje ona na swojej stronie (i na stronie wielbionej przez pana prezydenta Wikipedii): Światowa Organizacja Zdrowia, WHO (ang. World Health Organization) – JEDNA Z ORGANIZACJI działających w ramach ONZ.
Wynika z tego, że prócz WHO istnieją również inne organizacje zajmujące się zdrowiem. Wiele z nich wstrzymuje się z oceną pederastii (homoseksualizmu).
Również nie wszyscy naukowcy sa takimi entuzjastami pederastii. Choćby Prof. Cameron z Family Research Institute, który zajmował się leczeniem tego zboczenia.
Skąd zatem u Dworaka taki pęd do pouczania w kwestiach o których nie ma zielonego pojęcia nie wiadomo.
Biednemu zabiurkowemu urzędasowi wydaje się, że ostateczną opinię w kwestiach klasyfikacji choroby, w medycynie wydaje sie na podstawie głosowania.
„Hurra, 3:2 wygrała opinia, że to koklusz a nie bronchit!“ – mogłby wykrzyknąć Dworak, gdyby pięcioosobowe konsylium lekarskie WHO w skutek glosowania orzekło, że chory ma własnie taką przypadłość
Czysty idiotyzm.
Panie Dworak, medycyna ma to do siebie, że pogląd na rodzaj i kwalifikację chorób oraz zachowań chorobowych może być więcej niż jeden. Poprzez głosowanie nie ustala się czy ktoś ma koklusz czy czarną ospę. Wprawdzie pedoentuzjaści z WHO własnie w ten sposób przeforsowali „legalizację pederastii“ ale to KOMPLETNIE o niczym nie świadczy.
W komisji zasiadały wtedy własnie takie „Dworaki“ i to tyle...
Skoro okreslenie „nie zabijam chorego, ale leczę z choroby“  uznaje Dworak jako „niezgodne z zapisami konstytucji i stanowiące emanację nie tylko braku tolerancji dla osób o odmiennej orientacji seksualnej, lecz również sprzecznym z prawnym zakazem dyskryminacji określonym w art. 32. ust. 2 Konstytucji RP“ to już wyobrażam sobie więzienia pełne lekarzy próbujących leczyć np. syfilis, rzeżączkę czy kiłę...
Oczywiście w myśl poszanowania prawa i konstytucji.
Panie Dworak, zajmij się pan czymś, na czym pan się znasz. Wiem, że to trudne, ale może pan coś takiego znajdzie.

wtorek, 4 czerwca 2013

Anna G. Big - Mój Zbój Palikot

Nowy przebój znanej w kręgach "Ruchali Kota" artystki estradowej Anny G. (Krzyś B.).


czwartek, 28 lutego 2013

Wykorzystany w przeszłości?



Obsesje Tomasza Lisa stają się coraz zabawniejsze i na dobrą sprawę nie przejmują już nikogo. Można było przywyknąć do tematów przewodnich, takich jak Kaczyński, PiS czy księża – złodzieje, pedofile, homoseksuaiści.... Chyba Lis o niczym więcej nie umie myśleć. Pytanie tylko jakie są źródła lisowej fobii. Odtrącenie, seksualnie doświadczenia z przeszłości, problemy alkoholiowe, zwykła indolencja myślowa – a może coś jeszcze?

Aby spróbować wyjasnić tę sprawę, trzeba cofnąć sie do lat młodzieńczych Tomasza Lisa, jego domu rodzinnego, klubu przyszkolnego oraz LO im. Dembowskiego w Zielonej Górze.
Własnie w tym liceum, w klasie matematyczno-fizycznej pogłębiał wiedzę późniejszy szef Newsweeka i zagorzały antyklerykał.
Tomuś uczył się „tak sobie“ i nie był powodem do dumy dla ojca – emerytowanego oficera WP, który widział syna w roli co najmniej marszałka Rokossowskiego.
Tomaszek był wesoły, ale niezbyt lubiany przez kolegów. Posiadał, jak wspomina jego kolega z klasy – „długi jęzor“. Dziwnym trafem wszytsko, co planowała paczka chłopaków, docerało zawsze do nauczycieli. Tomuś wtedy robił się czerwony i zaklinał, że to nie on i że o niczym nie wie.
Trenował skok o tyczce i poświęcał dużo czasu sportom. Była to ucieczka przed odtrąceniem środowiska, które potrafiło czynić sobie niewybredne żarty z Lisa.
Tomaszek w sporcie czuł się potrzebny i ważny. Wyjeżdżał toteż często na zawody i obozy kondycyjne. Właśnie na takim obozie miało miejsce wydarzenie, o którym wspomina kolega (również trenujący tyczkę).



- To było chyba w 82 roku. Podczas wyjazdu na zgrupowanie, w czasie ferii szkolnych, na jednym z treningów Tomek zszedł z płyty stadionu trochę wcześniej. Jak mówił – rozbolał go bardzo kregosłup i nie był w stanie dalej trenować. Poszedł zatem z grymasem bólu do szatni.
Zaniepokojony stanem jego zdrowia nasz trener „Maciej“ poprosił po kwadransie byśmy sprawdzili co z Tomkiem.
Wraz z drugim kolegą poszlismy po kilu minutach do szatni sprawdzić co się stało. Jakie było nasze zdziwienie, gdy przez uchylone okno na parterze  zobaczyliśmy Tomka stojącego z opuszczonymi spodniami tyłem do będącego również bez spodni trenera lokalnej drużyny lekkoatletycznej. Na ten widok zareagowalismy śmiechem. Dobiegł on do Lisa, który nagle zrobił się czerwony i uciekł z sztani. Zwialiśmy również, by nie spadł na nas gniew tego trenera...
Jak twierdzi mój rozmówca, Tomuś nigdy nie przyznal się do „dziwnej sytuacji“, każdą rozmowę zbywał lakonicznym „tak nie było“ ale na wszelki wypadek obu „odkrywcom“ płacił sowicie za trzymanie języka za zębami.
Chłopaki, jak to chłopaki milczeli, ale do czasu i kiedyś na jakimś „prywacie“ wygadali się przypadkiem. 
Sprawa po jakimś czasie dotarła do księdza proboszcza z parafii p.w. Św. Jadwigi, który to w tamtym okresie celebrował Msze Za Ojczyznę, na których to większość młodzieży zielonogórskiej bywało. Bywał też (by nie odstwać od reszty) Tomasz Lis.
Ksiądz proboszcz znał większość chłopaków z Dembowskiego, toteż zasugerował by namówili Tomka do przyjścia do spowiedzi.
Lis po dwóch tygodniach przyszedł.  Zataił jednak swoje „przygody treningowe“ i okłamał księdza, że całego tego przypadku był tylko świadkiem, a sprawa dotyczny innego kolegi (podał jego nazwisko). Była to ostatnia wizyta Lisa w kościele.
Co się wtedy stało można tylko domyślać się.
Jak uważa mój rozmówca:
- Musiało dojść do dużej scysji z księdzem, gdyż Tomek nigdy już nie zawitał do Św. Jadwigi. Nie zawitał też do żadnego innego kościoła. Jego stosunek do wiary i kościoła zmieniła się diamertalnie. Zawsze lewakował i komuszył (po ojcu trepie) ale starał się zachować pozory. Inaczej nie miałby życia w klasie.
Opowiadał mi Bogdan ...., że kiedyś przy wódce, gdzieś około 1993 roku, Tomek przyznał mu się, że ksiądz wyrzucił go z parafii za kłamstwo w konfesjonale i bezczelne pomawinie o bezeceństwa kolegi.  Tomek ponoć zwyzywał księdza wulgarnymi słowy i przysiągł zemścić się.
Tomasz Lis dotrwał jakoś do matury i czym prędzej po jej zdaniu wjechał do stolicy. Stosunków koleżeńskich z klasą nie utrzymywał, lecz sporadycznie w czasie wizyt w Zielonej Górze  zapraszał spotkanych kolegów na wódkę. Zdarzało się, że w upojeniu alkoholowym wypłakiwał się i przyznawał do bliskich kontaktów między-męskich.
- Wstyd było wysłuchiwać tych zwierzeń. Tomek całkowicie się stoczył. Raz opowiadał o niesprawiedliwości i kłamstwach na jego temat, a innym razem przyznawał do winy.
Myślę, że w swoich kłamstwach sam się już pogubił.
Dziś jego preferencje,  to już nie jest nic szczególnego – poprawność polityczna mogła by nawet wykreować go na „nowoczesnego homoseksualnego europejczyka“... ale poczekajmy, on pewnie już niedługo się wygada i wykreuje się sam.
A jego antykościelne obsesje?  Lisek zawsze miał tendencje do przesady. Brak umiejętności analitycznego myślenia i inteligencji nadrabiał zawziętością i upierdliwością... To mu zostało do dziś.

niedziela, 17 lutego 2013

Babony, kobiety i... baby z jajami


Faktycznie,  chyba gotów jestem przyznać rację tej części obywateli, która twierdzi że płci jeste więcej, jak dwie.
Oczywiście, nie jest to dziełem Stwórcy, lecz raczej szatana.
Lewackie i parakomunistyczne organizacje, wzorem swoich poprzedników, znów udowadniają, że z kobiety można zrobić coś zupełnie innego – twór szpetny i podobny raczej do sowieckiego mężczyzny.

Tworzenie „babona“

Okres budowy socjalizmu i utrawalania władzy ludowej w Polsce, zapisał się w historii głównie jako czas zbrodni na narodzie, dyktatury matołów oraz... epoka tworznia „babona“.
Miłe i kobiece niewiasty, za namową specjalistów od bandyckiej, komunistycznej propagandy, stawały się traktorzystkami, murarkami, hutniczkami i innej maści „babonami“.
Przyodziewając męskie kostiumy, chlając wódę i ćmiąc skręty, owe „babony“ zatracały stopniowo kobiece atuty, nabywając męskich cech i zachowań.
Pewnie gdyby nie dający się zauważyć zarys biustu oraz brak zarostu, tudzież sikanie na siedząco takiego „babona“ nikt by od mężczyzny nie odróżnił.
Sztuka kamuflarzu nie była zatem doprowadzona do perfekcji, ale pewnie i o to wcale nie chodziło.
„One“ miały tylko chłopa imitować a nie chłopem być (w naszych czasach bywa czasem  odwrotnie – chłopy udają kobiety, ale ci to się pederastami nazywają).
Takie „babony“ zawierały związki małżeńskie oraz bywało, że rodziły dzieci.
Dzieci te nie posiadały matki, tylko „matkona“, którego ciężko było odróżnić  na pierwszy rzut oka od ojca. W życiu rodzinnym „matkony“ nie odróżniały się też od ojców sposobem zachowania oraz rolą w rodzinie.
Zabieg tworzenia „babona“ oraz usilne upodobnianie go do mężczyzny spowodowane było zapewne wprowadzaną w życie socjalistyczną ideologią zwrównywania i ujednolicania społeczeństwa na wszystkich płaszczyznach.
Rzadko zatem dochodziło do zwiazków kobieta-mężczyzna. „Babon“ wypierał kobiety.

Kobiety w natarciu - „babon“okopuje się w biurach

Epoka „Edwarda Odnowiciela“ zmieniła nieco wizerunek niewiasty w Polsce.
Szersze otwarcie na kraje cywilizowane, skutkowało zmianą oczekiwań samca odnośnie samicy.
„Babon“ nie wystarczał i nie stanowił już atrakcji.
Młodsze pokolenia samic poczęło doszukiwać się zatem przyjemności w pokreślaniu swojej kobiecości a nie w wytapianiu surówki, kręceniu korbą czy układaniu szamotki.
Nie wszystko jednak stało się tak piękne, jak po dotknięciu różdżki.
Siermiężne „babony“ z minionej epoki „tażysza Gomuły“ pozostawały teraz na prominentnych stanowiskach i wygniatały szorstkimi dupskami fotele w urzędach, biurach oraz komitetach.
Prawda, że zniknęły z życia publicznego, jako „robociarki“ (bo ile lat można spuszczać surówkę) ale za to, przeniesione zostały na inny, odpowiedialny odcinek socjalistycznej pracy – za biurko.
Pocieszające w tym wszystkim było tylko to, że nowe „babony“ nie wykluwały się – „babon“ jak przypuszczano, stanowił gatunek na wyginięciu.

Śmierć „babona“

Wraz z nadejściem epoki „Solidarności“ i szerszym zbliżeniem obywateli do kościoła katolickiego, „babon“ przestał praktycznie istnieć. Tylko nieliczne jeszcze „babony“ nadal zasiedlały skanseny PRLu w różnej maści „organizacjach ratujących idee socjalizmu“ i zwalczających ruchy niepodległościowe i związkowe.
Były to jednak  jednostki.
Idea oraz potrzeba istnienia „babona“ straciły na aktualności jako relikt niechlubnej przeszłości.
Kobiety stały się kobietami a gatunek męski docenił wreszcie (w tak wielkim stopniu pierwszy raz od zakończenia wojny) zalety kobiecości.
Układ ten został wprawdzie nieco zwichrowany w okresie stanu wojennego (powrót wzorców „babonowych“), ale wraz z nadejściem przemian ustrojowych męska część społeczeństwa mocno potwierdziła potrzebę adorowania prawdziwej kobiety.
Wejście  do Polski „zachodu“ oraz „wielkiego świata“ wraz z biznesem i zwyczjami tam wówczas panującymi pogrzebało „babona“.
Właściwie prócz Zofii Grzyb „babon“ nie istaniał.
Wróciły kobiety.  Wróciły do biur, sklepów, do życia publicznego.

Odrodzenie „babona“ – wracają upiory

Niestety zbliżenie z tzw. europką zaskutkowało przypływem do Polski najróżniejszych idiotycznych idei i wzorców zachowań.
W myśl powiedzenia „wszystko, co nie jest zabronione – jest dozwolone“ kobiety poczęły znów ulegać wpływom bzdurnych komunistycznych fanaberii.
Tym razem z zachodu.
Ponieważ głupota jak armia radziecka – nie zna granic, szybko wykluły się z niej ponownie „babony“ i szybko zaistniały medialnie.
Tym razem jednak dawne hasła o „babach na trakorach“ czy „babskich czwórkach murarskich“ zastąpiły bardziej nowoczesne wyzwania.
„Parytety“, „Sama rodzę – sama wychowuję“, „Bóg jest kobietą“  - to tylko nieliczne „postępowe“ hasła „babonów“ zwanych teraz feministkami.
Ikony postępowego świata (w rozumieniu „babona“) takie jak: Magdalena Środa, Kazimiera Szczuka, Wanda Nowicka czy Joanna Senyszyn to nowe wcielenie dawniejszych zastępów Wand Wasilewskich, Lun Brystygierowych  wraz z Helenkami Wolińskimi.
Znów ubyło nam kobiet.
Najzabawniejsze, że tym razem pod pozorem celebracji kobiecości, aktywistki „ruchu babonów“ de facto pokazują jak kobietą nie być.  Nie ma żadnego znaczenia, że taka np. Senyszym wyfiokuje się a Środa zapoda trwałą ondulację - to tylko pozory.
Współczesny wizerunek „babona“ odrzucił dawno wymazanego smarem kocmołucha z petem. Teraz to nawiedzona feministycznie i w miarę czysta kobita o przekonaniach lewackich i antyklerykalnych, samowystarczalna z przekonań – całkowicie zależna w rzeczywistości od  swojego komitetu centralnego czyli mózgu zewnętrznego.
Jednym słowem, całkowicie niezdolna do myślenia smodzielnego.
Dodatkowy smaczek, to fakt że w porównaniu z dawnym „babonem“, „nowoczesny babon“ ze względów ideologicznych, nie wchodzi w związek małżeński z mężczyzną.
Oszczędza to ewentualnym owocom takiego związku wstydu przed rówienikami z powodu durnego „matkona“.
Wiadomo, że większy obciach to głupio pieprzyć niż głupio wyglądać.
Ponadto wśród „nowoczesnych babonów“ panuje moda na lesbjstwo, co wyklucza mężczyzn  z zasady.
„Nowoczesny babon“ walczy w wolnych chwilach o prawa mniejszości seksualnej.  Tej żeńskiej.
Oczywiście mniejszość nie jest w tej kwestii pytana o zdanie, bo „babon“ wie lepiej.
Według „nowoczesnego babona“ taka postawa stanowi przejaw walki z szowinistycznym męskim światem, a według normalnych uchodzi za przejaw walki z rzeczywistością.
Dzisiejszy „babon“ to już nie to samo, co 60 lat temu.
Jedno co łączy dawnego „babona“ ze współczesnym, to ciagłe dążenie do upodobnienia się do sowieckiego mężczyzny.
A czy wizerunkowo czy mentalnie – cóż za różnica?

Nowa jakość – „baba z jajami“

„Nowoczesna europka“ stawia przed nami nowe wyzwania. Nie wystarcza jej już plemię „babonów“. W swojej przebiegłości oraz potrzebie świrunku płciowego stawia teraz na nową jakość - „babę z jajami“!
Wprawdzie u nas to nowość, ale w „bardziej postępowej części świata“ pederaści, którym wydaje się że są kobietami i przebierają się za „babony“ – to ponoć normalka.
Co niektórzy nawet wycinają sobie lub przyszywają tam i ówdzie.
Jak widać i u nas nadszedł czas na „nowoczesność“, toteż mamy już swoją „babę z jajami“ i to w sejmie!
Mówiąc poważnie, to mam problem ze sklasyfikowaniem płciowym gatunku „baby z jajami“.  Kobieta, mężczyzna, babon mieści się w ramach gatunkowych, ale „baba z jajami“... tu jestem bezradny.
Z góry poddaję się i przyrzekam nie zagłębiać dalej w temat.
Wysoce prawdopodobne, że następnym „eurofreakiem“ będzie baba, której wyda się, że jest snopowiązałką.
Wtedy tylko pozostanie targnąć się na sznur...

niedziela, 5 lutego 2012

Życie partii....

Kilka migawek z życia najbardziej postępowej partii...



czwartek, 17 listopada 2011

Stwórzcie komsję specjalnie dla Biedronia

Sejmowy „wybryk natury”, posioł Ruchu Podtarcia Palikota Robert Biedroń znów „błysnął”. Dziś dostało się nowemu ministrowi sprawiedliwości Gowinowi.
Jak to bywa u Biedronia zarzuty wobec Gowina są oczywiście „merytoryczne i rzeczowe”.

„ (...) Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin to najgorszy minister nowego rządu (...) Bardziej nadawałby się do innego resortu, na przykład , gdyby premier Tusk utworzył ministerstwo religii katolickiej – Gowin mógł by zostać tam ministrem"(...)
I dalej na temat Gowina: (...) Talibowie także chcą ograniczać prawa kobiet do rozrodczości, modlą się o zarodki i są przeciwko związkom partnerskim (...).

Właściwie trudno komentować wypowiedź Biedronia.
Trudno, gdyż ostra polemika z ułomnym nie przynosi chluby i po prostu nie wzbogaca.
Jedynie, co może tłumaczyć głupkowate komentarze pederasty od Palikota, to zawiedzione marzenia o stanowisku Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu.
Jeszcze kilka tygodni temu, sam fuehrer Palikot (niczym osioł ze „Szreka”  skaczący i wykrzykujący: „wybierz mnie, wybierz mnie...”) domagał się od Tuska, tego stołka właśnie dla Biedronia.
Premier Biedronia „olał”.
Biedroń popłakał się i w swoim stylu z zemsty użył „argumentów rzeczowych”.

Ponieważ jestem człowiekiem już wystarczająco wzbogaconym i nie dbającym o ponadstandardową chlubę, w ramach rewanżu, w podobny sposób spróbuję skomentować wybór Biedronia na stanowisko wiceprzewodniczącego Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

„(...) Biedroń to najgorszy członek (!) Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (...) Bardziej nadawałaby się do innej komisji, na przykład gdyby Palikot we własnym zakresie utworzył Komisję Dłubania w Odbycie – Biedroń mógł by zostać tam przewodniczącym”(...)
(...) Hitlerowcy też zezwalali na skrobanki i wprowadzali w szerokim zakresie eugenikę.
A  wspieranie homoseksualizmu, to również przyzwolenie na pedofilię (...).

piątek, 28 października 2011

Ekskluzywny wywiad z posłem Ruchu

Dzięki uporowi i niesłychanej cierpliwości udało się koledze dziennikarzowi zdobyć niezwykle ciekawy wywiad z jednym z nowych posłów na sejm.
Godziny wyczekiwania na sejmowych schodach opłaciły się.
Tylko tu i teraz ekskluzywny wywiad z posłem Ruchu Podtarcia Palikota!


Dziennikarz: Panie pośle, panie pośle... na chwileczkę mogę prosić. Dosłownie dwie minuty na mały wywiad... dla blogerów...

Poseł: Aj, ale mnie złapaliście... a ja biegnę na szkolenie, bo Janusz zorganizował takie szkolenie dla posłów dziewiczych... Fajnie sobie i nam to wymyślił... Ale mnie złapaliście, oj wy psotniki-blogerzy słodkie kociaki...

D. Panie pośle, jakiego to są rodzaju szkolenia. Kto was szkoli?

P. No, tak nas doszkala z propagandy stalinowskiej Jurek Urban,... on jest słodki, a z machania łapami Piotrek Tymochowicz – brutal jeden, rozczochraniec kochany nasz...

D. Czy wasz klub poselski da sobie radę, przecież w większości nie mięliście do tej pory styczności z polityką i sejmem. Same szkolenia nie wystarczą...

P. Ach, byku ty... przecież na przykład ja jestem wykształcony w tym kierunku. Ukończyłem...., co ja tak właściwie ukończyłem... acha ukończyłem jakąś szkołę wyższą w Olsztynie. No teraz to już nie pamiętam jaką... Ale dyplom mi przysłali i mam go do dziś. Wiem co to, laska, za przeproszeniem marszałkowska, izba wyższa i konwent seniorów...

D. ... no właśnie, co to jest?

P. Laska, za przeproszeniem marszałkowska, to... sekretarka marszałka Schetymy, Izba wyższa, to ta sala z balkonami. Ona jest wyższa od izby niższej, która nie ma balkonów i ma tylko 2,5 metra wysokości. Tamtej jeszcze nie mierzyłem wysokości, ale sprawdzę, bo to przecież trzeba wiedzieć....

D. ...a konwent seniorów...?

P. ... taki napój. To, jak dobrze pamiętam chyba z ziołami jest, bo starsi to piją...

D. ...zaraz, zaraz... napój?

P. ... tak, taki napój, co gotuje się go z owoców.. palce lizać... Matko, jak ja lubię palce lizać.... na przykład po jabłkach czy też śliwkach, z nich się ten konwent gotuje.

D. Acha, ma pan na myśli kompot!

P. Kompot?! Pierwszy raz słyszę to słowo. U mnie w domu mówiło się konwent...

D. To gdzie pan mieszkał? W Mandżurii za przeproszeniem...?

P. Coś ty – brutalu zalotny, w Rymanowie. A w szkole byłem prymasem!

D. ??? Panie pośle, skoro jest pan gruntownie wykształcony, to zapewne zapisze się pan do prac w stosownych komisjach sejmowych. Jakich?

P. Ach, ty byku dociekliwy... no jasne, ze się zapiszę! Mój kolega Piróg, ten co ma takie myśli potargane i złoty kolczyk w nosie jak byk taki, namawiał mnie na prace w komisji Polska-Izrael... Będziemy szukać naszych chłopaków wśród gojów w Izraelu!
Geje-goje łączcie się z macierzanką!

D. Chyba z macierzą?

P. Ależ skąd, ja na przykład macierza nie odmawiam. Taki już ateista jestem...

D. Pacierza,... pacierza pan nie odmawia!

P. Misiu słodki, co ty opowiadasz? Jak można odmawiać pacierz, skoro są to takie deski, z których się meble robi...

D. Myślę, że nie do końca się rozumiemy... To o czym pan mówi, to paździerz, to są płyty paździerzowe... Podobnie to brzmi, ale to nie jest to samo...

P. ... Chyba się coś kochanym blogerom pomyliło... cukiereczki wy moje... W końcu to ja jestem abstynentem wyższej uczelni i dyplomowanym tym.... no.... palantologiem...

D. Absolwentem... politologiem... Dobrze, dobrze Panie pośle.... Czy jeszcze jakaś komisja sejmowa?

P. Chciałem jeszcze do komisji sprawiedliwości, ale taki jeden od nas - Penkalski już się zapisał... On sprawiedliwość zna od podstaw, bo dwa lata siedział za rozbój. Z takimi bykami, brutalami wielkimi, umięśnionymi pod jedną celą był... no że szok! A ja jeszcze znajdę sobie jakąś komisję. Mam trochę czasu...

D. A propos czasu... Właśnie, póki co, zapewne korzysta pan z życia. Ostatnie wolne dni przed żmudną poselską harówką spędza pan pewnie w towarzystwie rodziny, znajomych, narzeczonego. Jakiś teatr, klubokawiarnia, kino?

P. No nie, ja to taki bardziej matador jestem. W domowym zaciszu lubię spędzać czas...

D. ... matador??? Chyba domator!

P. Pierwsze słyszę, ale nie przerywaj mi, ty okrutny łamaczu serc... W domu spędzamy czas, wraz z moim chłopakiem. Telewizję oglądamy i znakomicie się bawimy. Na przykład wczoraj taki film polski oglądaliśmy pod tytułem, chyba „Ciul w ziemi czarnej”. To nakręcił taki sexy staruszek Kazik. Chyba to samochodograficzny ten film...

D. ... samochodograficzny, to znaczy o motoryzacji?

P. Nie, no skąd! To znaczy, że to o nim...

D. A,... autobiograficzny!

P. Pierwsze słyszę to słowo... To sobie właśnie wczoraj ten film obejrzeliśmy, pośmialiśmy się, bo wiedz, mój ty bamberku uroczy, że ten mój chłopak to taki śmiszek jest... słodki. Lubi się bawić.

D. Panie pośle, na zakończenie naszej rozmowy chciałbym pogratulować panu, wyboru na stanowisko wiceprzewodniczącego klubu parlamentarnego Ruchu Poparcia Palikota...

P. Dziękuję... ty moje oczko w pończoszce puszczone... dziękuję bardzo.
Aktywna działalność w ruchu to mój konik.
Eech... a może mój konik w ruchu to aktywna działalność?
Nie, nie.
O, ruch mojego konika to aktywność... czy jakoś tak.
No już dość, biegnę bo się spóźnię na szkolenie, a tam dyscypliny pilnuje nasz nowy Rzecznik Dyscypliny Partii Wojtek Penkalski.
Z taaakim bejsbolem stoi i wali po łbie, jak ktoś się spóźni... ma pieszczoch doświadczenie.
To paaa...

środa, 26 października 2011

„Normalni”

Dawno, dawno temu za peerelu, niejaki Krzysztof Bęgowski działał ku chwale komunistycznej władzy i budował socjalizm.
W wolnych chwilach w kręgu zaufanych towarzyszy ujawniał swoje homoseksualne zamiłowania ku uciesze własnej oraz całego towarzystwa.

Partyjni kumple lubili Krzysia do tego stopnia, że nawet nie podkablowali go, gdy Kiszczak z Jaruzelskim organizowali „akcję hiacynt” – udając, że Krzychu normalny jest i gites.
Całe towarzystwo wiedziało, że Bęgowski to pedał, lecz najwyraźniej wtedy, w okresie zmierzchu komunizmu europejska świadomość kiełkowała już w głowach partyjnych kumpli-towarzyszy, (mimo że byli oni jeszcze tępymi komuchami a nie już oświeconymi socjaldemokratami) i akceptowano jego odchyły od normy.

Uchował się Bęgowski i okrzepł w swoich preferencjach do tego stopnia, że z czasem zaczęło wydawać mu się, że jest kobietą.
Teraz w okresie demokracji, mógł już rzucić żonę z dorosłym synem i poświęcić się nowej pasji malowaniu paznokcim i „robienia oka” nie mówiąc o depilowaniu nóg.

Z czasem Bęgowski uwierzył, że jest kobietą, tak jak nabywają niektórzy przekonania, że są Napoleonem lub Aleksandrem Macedońskim nie mówiąc o Michaelu Jacksonie.
Zapragnął tedy konsultacji lekarskich w wiadomym sobie celu.
Niestety nie były to konsultacje psychiatryczne, co w przypadku Napoleonów, Macedońskich i Jacksonów jest raczej regułą obowiązującą, a konsultacje chirurgiczne.
Krzysztof Bęgowski zapragnął zmienić płeć, gdyż jak twierdził źle się czuł w skórze mężczyzny.
Ponieważ obciąć jest łatwiej niż przyszyć, w Bangkoku zrobiono z niego w mig, coś na kształt kobiety, a wszystkim znajomym wydało się to zupełnie normalne.
W jednej chwili towarzysze stracili wprawdzie kolegę, ale zyskali za to koleżankę. Także dorośnięty syn stracił ojca, lecz zyskał drugą matkę, a była żona, jak się słusznie okazało, była mężata z kobietą, co mimo niedopuszczalności w polskim prawie uszło jej na sucho.
Ogólnie bilans strat i zysków się zrównał.

Pomimo ogólnych zachwytów środowiska, należy stwierdzić, że demokracja to jednak niedoróbka i daleko jej do doskonałości.
Podczas, gdy dajmy na to taki Napoleon Bonaparte z Klemęcina Dolnego zaraz po ogłoszeniu się Cesarzem Francuzów w asyście nadobnych sanitariuszy wyrusza do szpitala psychiatrycznego w Drewnicy czy też Tworkach, - Krzysztof Bęgowski po ogłoszeniu się kobietą Anną Grodzką w asyście postępowych działaczy ruchów lewicowo-wyzwolonych wyruszył na podbój sejmu.
Czy to sprawiedliwe?

Nie może być tak, że na skutek niezrozumiałych preferencji czy też koneksji, „widzimisię” jednych traktowane jest jako wielka odwaga i powód do dumy, a w innych przypadkach jako psychiczna choroba.
W tym miejscu należy zdecydowanie stanąć po stronie wszystkich Cesarzy (z Napoleonem, Aleksandrem Wielkim i Justynianem na czele), wszystkich Michaelów Jacksonów, Kubusiów Puchatków, Manów z Maternami, Blaszanych Drwali oraz tych, którym wydaje się, że w głębi duszy są jednoagregatową lodówką Szron.

Dość dyskryminacji – oni też mają prawo do bycia tym kim zapragnęli być i cieszyć się urokami życia, a nawet (jak w przypadku w/w lodówki) mrozić.

Ale nic straconego, następne wybory już za cztery lata... listy Palikota miejmy nadzieję, będą dla nich też otwarte!

środa, 4 maja 2011

Nie ma już Piotra, jest Rita!

Jakiś czas temu zaniepokoiła mnie, tak jakby słaba aktywność znanego humorysty z „GW” Piotra Pacewicza.
Jednym słowem - tak jakby mniej go w mediach.
Wprawdzie co jakiś czas pisze coś, ale tak jakby był myślami gdzie indziej.
Celowo użyłem wielokrotnie określenia „tak jakby”, gdyż to bardzo popularne i lubiane wśród ludzi postępowych oraz nowoczesnych określenie, a redaktor Pacewicz, to bardzo nowoczesny i postępowy człowiek.
Można powiedzieć, zapewne będzie mu się to tak jakby podobało.

Ale do rzeczy.
Jakoś tak od lata zeszłego roku Pacewicz zniknął.
Nie, żeby w ogóle zniknął i go nie było.
Pacewicz jest, bo zamieszcza swoje humorystyczne felietony w „Gazecie”, ale pozostaje tak jakby gdzie indziej, w innym świecie.
Zniknął dawny zwarty i gotowy Pacewicz, bojownik i twardziel, a jest jakiś taki łagodny i wyciszony ersatz Pacewicza.

Głęboko zakłopotany problemem humorysty, postanowiłem rozwikłać zagadkę odmiennych stanów świadomości Pacewicza.
Z pomocą przyszedł mi znajomy, który podesłał mi poniższe zdjęcie.




















- Mój Boże – wykrzyknąłem!
- Mój też... – wykrzyknął znajomy.
Po tak religijnym wstępie, przeszliśmy do konkretów.
Znajomy mówił o zeszłorocznej pardzie pederastów, która odbywała się pod egidą „Gazety Wyborczej” (a w szczególności właśnie Pacewicza), a mnie na myśl cisnęła się kwestia z kultowego filmu „Kingsajz” – „Panie Olu, pan naprawdę uwierzył, że jest krasnoludkiem”...
-...no, i ten Pacewicz Piotr uwierzył, że jest kobietą – ciągnął znajomy.
- A teraz podobno kuruje się w jednej klinice i stamtąd przysyła felietony do „Gazety”. Chyba nawet wiem w której klinice przebywa – dodał.
Po długich pertraktacjach udało mi się zamówić znajomego do odwiedzin tejże placówki i podjęcia prób przeprowadzenia wywiadu z panem/panią Pacewicz.

Minęło kilka dni. W końcu zeszłego tygodnia, około południa zadzwonił telefon.
- Mam, znalazłem go!
- Jestem już nawet po rozmowie z ordynatorem i mam jego zgodę na krótki, 10 minutowy wywiad z pacjentem – wypalił jednym tchem do słuchawki podekscytowany znajomy.
- Pacewicz będzie do mojej dyspozycji i odpowie na pytania. Czekaj, niebawem odezwę się!


Dziś na swoją skrzynkę mailową otrzymałem wiadomość, która zawierała ni mniej ni więcej tylko krótką i treściwą rozmowę-wywiad z Piotrem „Pacjentem” Pacewiczem.
Za zgodą znajomego zamieszczam ją poniżej w całości.

-------------------------------------------------------
Panie Piotrze, co się stało? Co spowodowało, że zniknął Pan z życia publicznego, a odnalazł się w tak, nazwijmy to specjalistycznej klinice?
PP: Na wstępie chcę coś wyjaśnić. Proszę nie mówić do mnie Piotrze, gdyż od zeszłego roku moje imię brzmi Rita. I bardzo proszę nie traktować mnie jako mężczyznę, ale zwracać się do mnie jak do kobiety.
Po prostu jestem kobietą i tyle. Kobietą ze świadomego wyboru.



Oczywiście, tak jak Pan... Pani sobie życzy. Proszę zatem Panią o kilka słów na temat tak nagłej zmiany w Pani życiu.
PP: Poruszona do głębi losem kobiet, a często też lesbijek – postanowiłam walczyć o lepsze jutro ludzi idących pod rękę z nowoczesnością europejską. Ciemnogrodzianie i tradycjonaliści niszczą nasz świat. Należy postawić temu tamę. Nie możemy też być zdani tylko na ślepy los i bezmyślną naturę, która decyduje za nas, kto ma być kobietą a kto mężczyzną.
Tu w tym Zakładzie Psychiatrycznym rozumieją mój problem.
Na każdym kroku spotykam się ze zrozumieniem i akceptacją mojej decyzji.



Jasne, ale... przepraszam za dygresję... czy nie wydaje się to Pani dziwne, że wszyscy wokoło tak bez zmrużenia oka reagują na Pani decyzję. Przecież nie można tak od zaraz, z minuty na minutę stać się kobietą.
PP. Proszę mnie nie prześladować! A dlaczego nie można? Pan jest typową szowinistyczną męską łachudrą....



Pani Rito, nie chciałem Pani urazić, ale wydawało mi się, że o tych sprawach decyduje natura... no na przykład kobiety rodzą dzieci, a Pani raczej nie będzie mogła doświadczyć macierzyństwa...
PP. Aaaaaa...... znów mnie Pan prześladuje! Odmawia mi Pan prawa do posiadania własnych dzieci....



... ależ, Pani Rito, jak Pani wyobraża sobie swoje macierzyństwo? Gdzie będzie pani nosiła swój embrion, w pudełku?
PP: Ciągle mnie Pan prześladuje! To nie jest poprawne politycznie.
Dlatego właśnie walczę z tego typu myśleniem.
Domagam się swojego prawa do posiadania dzieci i to jest mój sztandarowy punkt programu walki o prawa świadomych kobiet.
To moja walka z uciskiem i dyskryminacją....



Chyba raczej z rzeczywistością.... ale proszę nam powiedzieć, jak czuje się kobieta, która jeszcze rok temu była mężczyzną. Jakie są różnice i na czyją korzyść?
PP: Bycie kobietą to wielkie wyzwanie, a bycie kobietą z wyboru jeszcze większe. Nie wiem czy też Pan wie, ale postanowiłam zostać kobietą o orientacji homoseksualnej. To znaczy lesbijką. To wielka sprawa.
Co do różnić, to są duże. Gdy byłam mężczyzną, to niezbyt dbałam o wygląd i kosmetykę. Teraz to co innego. Rano co dzień: malowanie, perfumowanie, golenie nóg... Bycie kobietą to wielkie wyzwanie.



Na koniec proszę mi powiedzieć, co z pracą zawodową? Kiedy wróci Pani do „Gazety”? Pewnie koleżanki i koledzy stęsknili się za Panią?
PP: Wszystko zależy od personelu naszej placówki. Doktor Szypuła – ordynator szpitala mówił coś o czerwcu-lipcu. Jednym słowem zdążę na tegoroczną paradę (europride – przyp. Red.).
Wcześniej mam nadzieję pojawić się w „Gazecie” i zorganizować w redakcji większą grupę uczestników parady.
Ja też stęskniłam się za chłopakami z redakcji, to takie przystojniaki i ciacha, ze ho...ho... Co do koleżanek, to wiem, ze mi zazdroszczą.... jak to między kobietami.



I jeszcze jedno pytanie. Obiecuję, że już ostatnie. W jakim stroju, przebraniu wystąpi Pani na tegorocznej paradzie? Chyba nie kobiety – to było by zbyt proste...
PP: Jasne! Mam zamiar paradować jako mężczyzna – homoseksualista wyzwolony. Planuję tez zorganizowanie ogólnego dmuchania na platformie w czasie parady....



Dmuchania? Chyba w gwizdek....?
PP: Też! Sewek Blumsztajn ma jeszcze sporo tego na stanie po Dniu Niepodległości. Nie podmuchali sobie wtedy chłopaki od Sewka, to teraz się będzie ostro dmuchać...


Pani Rito, dziękuję bardzo za rozmowę i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Szkoda, że kaftan nie pozwala uścisnąć prawicy, ale symbolicznie ściskam mocno...
PP: To ja dziękuję. Niech żyją świadome kobiety. Precz z dyskryminacją! Lesbijki z wyboru górą!




-----------------------------------------------------
Niestety sanitariusze bezwzględnie trzymali się czasu przeznaczonego na rozmowę. Wszak zbliżała się pora podawania leków.
Na pożegnanie otrzymałem najnowsze zdjęcie Pani Rity. Na pamiątkę spotkania.

























Wpis ten złożony został zarówno z materiałów prawdziwych jak i fikcyjnych.
Teraz pora na czytelników. Co jest fikcją a co prawdą?

środa, 12 stycznia 2011

Pederastia – choroba i metody jej zapobiegania

Pederaści chcą zabrać dzieci Terlikowskiemu.
Taka sensacyjna informacja pojawiła się dziś w necie i jak zawsze w takich przypadkach podzieliła internautów.
"Zabierzemy dzieci Terlikowskiemu i oddamy je na wychowanie homoseksualnej parze..." - piszą wojujący pederaści na Facebooku i zbierają tam pospolite ruszenie "Rycerzy Zbytników-Odbytników".
"Ręce precz od Terlikowskiego, jak chcecie mieć dzieci, to sobie sami zróbcie..." - ripostują inni na innym forum.

Cały ten zabieg prosty i czysto prowokacyjny w swojej wymowie wykonało jakiś homoseksualne indywiduum pod tytułem Głuszak Jakub.
Tak za bardzo nie wiadomo po co i w jakim celu ów głuptak czy też głuszak rozpoczął wojnę w internecie.
To znaczy ludzie normalni nie wiedzą i sensu nie widzą, natomiast chorzy na homoseksualizm, jak w większości ludzie psychicznie niezrównoważeni są nieobliczalni i agresywni, dlatego robią to z głupoty.
Oczywiście cała ta akcja, to durnowaty i na poziomie średnio wykorzystanego seksualnie pederasty dowcip.
Jednym słowem hahahah.....

Każde społeczeństwo toleruje chorych i odmieńców, póki nie zagrażają oni w żaden sposób ładowi i porządkowi społecznemu.
Zawsze tolerowało się różnych "freaków" czyli niegroźnych idiotów, a nawet niektórych idiotów pożytecznych, ale tylko do momentu gdy ich odmienność nie stała się uciążliwa i owa mniejszość nie wpadła na pomysł by dominować nad większością
Niestety homoseksualizm nie objawia się wyłącznie szaleńczą potrzebą gmerania sobie palcem lub innemu choremu penisem w odbycie, lecz także ułomnością mózgową.
Dziwnie, ale w jakiś tajemny sposób odbyt połączony jest z mózgiem (co oczywiście może wytłumaczyć fachowo lekarz specjalista) i na skutek owego gmerania, czy jak kto woli "pedalenia" uszkadzana jest kora mózgowa.

Niemożliwe?
Wystarczy poczytać wpisy pederastów na rożnych forach.
Toć to, normalni ludzie nie mogą takich rzeczach wypisywać.
Jakiś czas temu trafiłem na YouTube profil jakiegoś zbytnika-odbytnika, który próbował udowodnić, że "geje" (jak sam pisał) są na wyższym stadium rozwoju, bo nie potrzebują się rozmnażać w odróżnieniu od ludzi normalnych.
Ciekawe to i naukowe, a nadto poprawia humor.... Wynika z tego, że można ich porównać bardziej z przedmiotem, niż tworem rasy ludzkiej czy nawet zwierzęcej.
Pederasta w jednym szeregu z odkurzaczem, słoikiem czy flaszką po piwie.
Przy całej tej "przedmiotowości" pederastów zadziwia ich nieodparta i maniakalna chęć posiadania na wychowanie dzieci.
Może walka o prawo do adopcji, to niczym walka o socjalizm.
Walka by tylko walczyć, bo zarówno dzieci pedałom jak i socjalizm ludziom są tak na prawdę niepotrzebne.
Może.

Istnieje też teza, która mówi o chęci podtrzymywania gatunku pederastów.
Istotnie jest w tym coś z prawdy, bo nikt zdrowo myślący nie sądzi, że takie dziecko wychowywane wśród ludzi chorych, będzie w przyszłości normalnym człowiekiem.
Wzorce ciągnie się z domu a choroba przechodzi z ojców na syna.
Również, jak większość chorych psychicznie, pederaści nie zauważają swojej ułomności.
Domagają się praw i przywilejów jakich nie posiadają ludzie normalni. Trzeba ich kochać, ustępować z drogi i dawać wszystko, czego tylko sobie zażyczą.
Jeżeli ktoś nie postępuje jak pedał przykazał, to nazywany jest "homofobem" i jeszcze jakoś tam...
Samo określenie homofob budzi mój uśmiech i drwinę z pedalskiej braci.
Większość osobników dotkniętych homoseksualizmem (wojowniczym) nawet nie zna genezy tego słowa, którym tak obficie obrzuca społeczeństwo.
„Homofobia czyli obawa, bojaźń przed osobnikami orientacji homoseksualnej” - jakie może mieć zastosowanie ten termin wobec ludzi normalnych, zdrowych?
Czy ktoś z was boi się zniewieściałego, wątłego pederasty z jego analnymi upodobaniami?
Jasne że nie, jak wejdzie w drogę i będzie natrętny, to „z liścia” i po sprawie.
Jedynie z dbałości o własne zdrowie możemy być homofonami.
Po prostu nie chcemy "złapać" HIVa czy jakiejś choroby wenerycznej, na którą mogą cierpieć pederaści, dlatego unikamy ich.

Uczmy zatem, już od najmłodszych lat "homofobii" nasze dzieci.
Unikanie pederastów i innych bliźniaczych zboczeńców uchroni młodzież od przykrych doświadczeń i truamy na lata.
Po co ryzykować i narażać na niebezpieczeństwa latorośle.

Tu rodzi się pomysł, aby osobników cierpiących na chorobę homoseksualną i nie chcących się poddać leczeniu - oznaczać.
Oznaczać, by ludzie normalni mogli omijać ich i nie mieć wątpliwej przyjemności być narażonym na jakiekolwiek kontakty.
Zrobić to w prosty sposób, w publikacjach zamieszczać obok postaci pederastów różowy trójkąt (tzw. Rosa Winkel).
Dotyczyć to może też innych zboczeń jak: zoofilów, nekrofilów, pedofilów itp.
W trójkąt można wpisać odpowiednią literę alfabetu i po sprawie, wiadomo who’s who!

Na koniec stosowny dowcip, w stylu podobnym do tego o odbieraniu dzieci Terlikowskiemu (przynajmniej każdy pederasta zrozumie).
Odbytnicy, zamiast odbierać dzieci Terlikowskiemu, odbierzcie sobie życie – będzie z pożytkiem dla ludzi normalnych.

-------------------------------------------------------------------






Od lewej oznaczenia: pedofili, pederastów, nekrofili, zoofili.













poniedziałek, 18 stycznia 2010

Niech Biedroń z Niemcem nie pedałują więcej! Zadzwoń do faceta który obraża normalnych ludzi.

Idąc z duchem czasu pod rękę, czyli z tzw europejskim postępem, postanowiłem pierwszy raz w życiu (ale zapewne ostatni) oprzeć się na wzorcach płynących wprost ze środowisk homoseksualnych. Jak nowoczesność, to nowoczesność!

Ale po kolei.

Dotychczas w zwyczaju było dyskutowanie i wymiana zdań prowadzona przez osobników mających odmienne poglądy. Właściwie taki wzorzec istniał w Polsce powszechnie, od mnie więcej średniowiecza do dziś. Oczywiście wyłączając z tej praktyki jedynie osobników, którym nie dane było ewoluować zgodnie z teorią Darwina.

Miało to swoje dobre strony, gdyż pozwalało bezpośrednio poznać światopogląd człowieka oraz oddzielić osobników zdegenerowanych od normalnych na podstawie prezentowanego światopoglądu.

Jak wiadomo w cywilizowanym świecie wkładanie sobie różnych przedmiotów do odbytu przez osobników tej samej płci i udawanie taniej dziwki przez zniewieściałego faceta nie jest normalnym zachowaniem. Tak samo nie jest normalnym zachowaniem robienie z własnej dewiacji wzorca moralnego oraz bezczelnie obnoszenie się z tym.

Poseł Stanisław Pięta naraził się niezwykle stadninie lewackich pederastów spod znaku tzw. „Kampanii Przeciw Homofobii” gdyż nazwał rzeczy po imieniu i zaprotestował przeciw wystawie twórczości homoseksualnej w Muzeum Narodowym. Podał wątpliwości celowość organizowania takiej wystawy i zadał ważne pytanie Ministrowi Zdrojewskiemu: „Co z zoofilami, pedofilami i nekrofilami? Co z ich twórczością?”

Dotknęło to do żywego Biedronia i spółkę – zapewne z uwagi na egzotyczne towarzystwo atrakcyjnych homodewiantów, zagrażające jednak monopolowi pederastów.

Dowcip najlepszy w tym, że „biedronie” najwyraźniej uważają się za coś w rodzaju odrębnego gatunku ludzkiego i uważają, że istnieje malarstwo pederastów, muzyka pederastów, poezja pederastów, kuchnia pederastów itp....

Obrazili się niemiłosiernie zatem na posła Piętę homoseksualiści i w ramach protestu przeszli do ofensywy. Zapewne jakiś oberodbytnik o wyższym IQ wymyślił, aby pederaści gremialnie dzwonili do posła (na telefon komórkowy) lub wysyłali SMSy potępiając jego „homofonię”. Wszystko pod hasłem „niech Pięta popamięta”.

Można powiedzieć, że byliśmy świadkami narodzin nowej, świecko-homoseksualnej tradycji, zastosowania telefonicznego zbydlęcenia w walce światopoglądowej, gdyż SMSy wysyłane do posła zawierały obelgi, wulgaryzmy i groźby.

Kto jaką bronią wojuje, od takiej ginie – jak mówi przysłowie. Toteż właśnie dlatego wpadłem na pomysł aby zastosować manewr „biedroniów” w stosunku (tfu...) do nich samych.

-------------------------------------------------------------------------

Dzwońmy zatem do Pana/Pani Roberta Biedronia, nagrywajmy się mu na komórkę, ślijmy SMSy do niego.

Dajmy wyraz naszemu niezadowoleniu z racji wyginania moralnych zasad oraz lansowania doodbytniczej kultury społecznej. Nie wszyscy muszą oraz chcą tolerować dewiację i zboczenie.

Dzwońmy pod numer:

+48 600 950 339

Jeśli czujesz się obrażony propagandą homoseksualną, to zadzwoń do p. Biedronia lub nagraj mu się na pocztę. Może coś mu się rozjaśni!

Niech Biedroń z Niemcem nie pedałują więcej ! Zadzwoń do faceta który obraża normalnych ludzi.