Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 stycznia 2014

Dworak się homoseksualizuje


Średnio uzdolniony były korektor tygodnika „Piłka Nożna“ a obecnie fukcjonariusz Platformy Obywatelskiej, czasowo oddelegowany na odcinek walki o słuszną i tolerastyczno-pederastyczną telewizję – Jan Dworak pogroził palcem.
Komu?
A komu może pogrozić palcem prosty partyjny pionek, bez talentu a z pretensjami?
Rzecz jasna komuś, kto występuje przeciw światopoglądowi prezentowanemu przez  jego matkę-partię.
Padło na telewizję „Trwam“.
Jakieś LDSowskie millerki zakapowały TV Trwam do Szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - Dworaka, bo w programie tej stacji uzyto określeń: „chory na homoseksualizm“ oraz „człowieka szanuję, ale choremu mówię - jesteś chory i trzeba leczyć, prawda, nie zabijam chorego, ale leczę z choroby...“
Człowiek zdrowy - normalny uśmiałby się z donosu i olał donosy postkomunistycznych nowotworów, ale nie Dworak.
Aktywista, pozostaje aktywistą niezależnie od sytuacji i okoliczności.
Czynu!!!
Zatem Dworak uruchomił mózgownicę, wyjął konstytucję RP oraz nawet ją przeczytał i wydał wyrok.
Potepiam i wzywam TV Trwam do „zaniechania postaw dyskryminacyjnych, które godzą w godność innych ludzi“ .
„Określanie osób o orientacji homoseksualnej jako chorych jest nieuprawnione, a słowa są niezgodne z zapisami konstytucji i stanowią emanację nie tylko braku tolerancji dla osób o odmiennej orientacji seksualnej, lecz również są sprzeczne z prawnym zakazem dyskryminacji określonym w art. 32. ust. 2 Konstytucji RP. Zgodnie z nim nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Dalej Dworak podkreślił, że "homoseksualizm nie jest chorobą, co zostało potwierdzone przed laty decyzjami Światowej Organizacji Zdrowia". Przywołał również stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego z 2006 r., w którym zwrócono uwagę na problem nietolerancji wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej.
Amen....
Biedny pionek dołującej w sondażach partii wprawdzie przeczytał konstytucję, ale nic z niej nie zrozumiał. Tak przynajmniej wynika z lektury pisma i komentarzy oraz odwołań do paragrafów.
Wprawdzie artykuł 32, ustęp 2, na który biedny korektor powołuje sie w swojej epistole stanowi, że:
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny, jednak punkt ów powiązany jest nierozerwalnie z ustępem 1, który mówi, że:
1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
Z informacji podanych w ostatniej chwili wynika, że TV Trwam nie jest „władzą publiczną“, toteż artykuł 32 zdarzenia nie dotyczy!
Być może całe zajście może wyjaśnić sąd z oskarżenia „millerków“ ale KRRiT to ten adres.
Śmieszne a i zarazem żenujące jest, że przedstawiciel władzy wychodzi na przysłowiowego „durnia“ przed obywatelami.
Całość tego „dworakowego“ pisma jest parodią i właściwie z każdego z argumentu i odwołań można boki zrywać. To totalny brak wiedzy, umiejętności kojarzenia i dedukcji. A przeceż reżimowa TV wydaje grube miliony na prawników...
Już samo powoływanie się na Światową Organizację Zdrowia jako autorytet jest wielce zabawne, gdy jak podaje ona na swojej stronie (i na stronie wielbionej przez pana prezydenta Wikipedii): Światowa Organizacja Zdrowia, WHO (ang. World Health Organization) – JEDNA Z ORGANIZACJI działających w ramach ONZ.
Wynika z tego, że prócz WHO istnieją również inne organizacje zajmujące się zdrowiem. Wiele z nich wstrzymuje się z oceną pederastii (homoseksualizmu).
Również nie wszyscy naukowcy sa takimi entuzjastami pederastii. Choćby Prof. Cameron z Family Research Institute, który zajmował się leczeniem tego zboczenia.
Skąd zatem u Dworaka taki pęd do pouczania w kwestiach o których nie ma zielonego pojęcia nie wiadomo.
Biednemu zabiurkowemu urzędasowi wydaje się, że ostateczną opinię w kwestiach klasyfikacji choroby, w medycynie wydaje sie na podstawie głosowania.
„Hurra, 3:2 wygrała opinia, że to koklusz a nie bronchit!“ – mogłby wykrzyknąć Dworak, gdyby pięcioosobowe konsylium lekarskie WHO w skutek glosowania orzekło, że chory ma własnie taką przypadłość
Czysty idiotyzm.
Panie Dworak, medycyna ma to do siebie, że pogląd na rodzaj i kwalifikację chorób oraz zachowań chorobowych może być więcej niż jeden. Poprzez głosowanie nie ustala się czy ktoś ma koklusz czy czarną ospę. Wprawdzie pedoentuzjaści z WHO własnie w ten sposób przeforsowali „legalizację pederastii“ ale to KOMPLETNIE o niczym nie świadczy.
W komisji zasiadały wtedy własnie takie „Dworaki“ i to tyle...
Skoro okreslenie „nie zabijam chorego, ale leczę z choroby“  uznaje Dworak jako „niezgodne z zapisami konstytucji i stanowiące emanację nie tylko braku tolerancji dla osób o odmiennej orientacji seksualnej, lecz również sprzecznym z prawnym zakazem dyskryminacji określonym w art. 32. ust. 2 Konstytucji RP“ to już wyobrażam sobie więzienia pełne lekarzy próbujących leczyć np. syfilis, rzeżączkę czy kiłę...
Oczywiście w myśl poszanowania prawa i konstytucji.
Panie Dworak, zajmij się pan czymś, na czym pan się znasz. Wiem, że to trudne, ale może pan coś takiego znajdzie.

niedziela, 20 stycznia 2013

Bajka o Stuleyce zwanej Czerwonym Paskudnym Kapturkiem


Dziś coś dla dzieci... (może być na dobranoc)

Była sobie raz mała brzydka księżniczka o imieniu Stuleyka.
Każdy,  kto na nią spojrzał odwracał wzrok i z obrzydzeniem mówił: „Tfu, jak mogą być dzieci tak paskudne... To chyba tyko kariera zawodowa przed nią, bo życie rodzinne to nie dla niej... “.
Była ulubienicą babuni swej, starej i stetryczałej Krasnoarmiejki, która radaby jej była dać wszystko, co tylko jest na świecie, z wyjatkiem godnej pensji i wybornej fuchy w resorcie, bo takich koneksji już niestety nie posiadała.
Pewnego dnia  babcia podarowała jej aksamitny kapturek, w którym tak pięknie wyglądała, że nie chciała włożyć już innej czapeczki.
Kapturek był czerwony, miał z przodu gwiazdkę i Stuleyka wyglądała w nim jak siostra stada millerowych krasnoludów zamieszkujących „Zgniły Zagajnik“.
Chodziła ciągle w swym czerwonym kapturku i przezwano ją też „Czerwonym (ale Paskudnym) Kapturkiem”.
Razu pewnego powiedziała jej ciotka Platformenia: — Masz tu smaczną pizzę z Biedronki i flaszkę taniego wina oraz umowę zawieszenia broni.
Weźmiesz też ze sobą rękopis mowy oskarżycielskiej i potępiającej opozycję.
Zanieś to babuni. Ma kaca, jest chora i bezsilna, pokrzepi się i wzmocni a co za tym idzie będzie miała siłę wspomóc nas w walce z wrogiem.
Idź, zanim się zrobi gorąco, bądź uważna, nie schodź z drogi, bo biegając mogłabyś stłuc flaszkę, a wówczas babuni nic by się nie dostało. Przyszło by jej chlać paskudny kefir i tylko pieprzyć trzy-po-trzy w programach telewizyjnych drugiej kategorii.
Gdy zaś przyjdziesz, nie rozglądaj się po kątach, co by tu od babuni wydębić ale powitaj grzecznie staruszkę.
Stuleyka przyrzekła ciotce, że wszystko spełni jak należy.
Babka mieszkała w głębi zgniłego zagajnika, o dwadzieścia trzy minuty drogi od Bizancjum ciotki. Gdy dziewczynka znalazła się w lesie, napotkała kota. Nie wiedziała ona, co to za zły zwierz, przeto nie przestraszyła się go wcale.
— Dzień dobry, Stuleyko-Czerwony Pakudny Kapturku! — powiedział kot.
— Dzień dobry, kocie! — odrzekła uprzejmie.
— Pali-kocie — wtrącił kot i zaciągnął się marihuaną — dokąd to zmierzasz tak rano? — dodał.
— Do babuni Krasnoarmiejki.
— Co niesiesz pod fartuszkiem?
— Pizzę z Biedonki i tanie winko. Niosę to babuni. Jest stara, skacowana i wycieńczona, posili się, przetrzeźwieje i orzeźwi.
— A gdzież to mieszka twoja babunia?
— Dobry kawał drogi stąd. Komitet jej stoi pod trzema leninami, wokoło są krzaki dorodnej komuny, trafisz tam łatwo.
Pali-kot pomyślał: „Smaczny to dla mnie kąsek z tej małej, lepszy jeszcze, niż stara babka Krasnoarmiejka. Muszę się wziąć mądrze do rzeczy, by mi obydwie wpadły w zęby.”
Starą wpierw w całości połknę z elektoratem a Stuleykę później.
Będę nią z wnętrza organizmu mojego sterował.
Szedł przez chwilę obok dziewczynki, potem zaś rzekł:
— Spójrzno, jakie piękne zioła wokoło. Czemu na nie nie patrzysz? Zda mi się, że nie słyszysz nawet pisku biedy. Idziesz prosto przed siebie jak leming jaki, a w lesie tak miło, że aż się serce raduje.
Stuleyka podniosła oczy i zobaczywszy drzewa oblane migotliwymi promieniami słońca, oraz mnóstwo ślicznego zioła, pomyślała: „Ucieszyłaby się babunia, gdybym jej przyniosła faję. Jeszcze wcześnie i zdążę na czas.” — Potem zeszła z drogi i ruszyła w las za ziołem. Zerwawszy nieco, spostrzegała zaraz bibułki i gilzy, przeto zagłębiała się w las coraz to dalej. Zaś pali-kot poszedł prosto do domu babki i zapukał.
— Kto tam? — zapytała babka Krasnoarmiejka.
— To ja, Czerwony Paskudny Kapturek, twoja Stuleyka! — rzekł pali-kot. — Przynoszę pizzę z Biedronki i tanie winko, wpuść mnie, babuniu.
— Naciśnij klamkę — powiedziała staruszka, — jestem skacowana, słaba i nie mogę wstać, bo mam helikopter we łbie.
Pali-kot wszedł; nie mówiąc słowa, zbliżył się do starej lewcy i połknął ją. Potem ubrał się w jej odzież i w czapkę budionnówkę, legł w łóżku i zasunął firanki.
Tymczasem Stuleyka biegała za ziołem i dopiero, gdy zebrała go tyle, że ledwo unieść mogła, przypomniała sobie o babce i poszła prędko do niej. Zdziwiło ją bardzo, że zastała drzwi otwarte, gdy zaś weszła, zrobiło jej się jakoś nieswojo.
Pomyślała; „Jakże tu jakoś straszno dzisiaj, chociaż zawsze było mi bardzo wesoło u babuni”. Śmierdzi ziołem, alpagą oraz słychać pedalską muzę.
— Dzień dobry babuniu! — zawołała Stuleyka, ale nikt nie odpowiedział.
Podeszła do łóżka, rozsunęła firanki i zobaczyła, że babunia leży, z czapką  wsuniętą głęboko na twarz. Wyglądała jakoś bardzo dziwnie.
— Babuniu! — powiedziała dziewczynka. — Jakież ty masz wielkie uszy!?
— Bym cię lepiej słyszała, co twoja ciotka kazała mi przekazać, — odparł pali-kot, udając babunię.
— A jakie ogromne oczy!?
— Bym cię lepiej widziała i byś nie mogła mi się schować.
— A jakie ogromne ręce!?
— Bym cię mogła lepiej schwytać i tobą sterować.
— A jaką ogromną paszczę!?
— Bym ci mogła więcej nagadać i nabajdurzyć.
— A jakie wielkie zęby!? A dlaczego ty w ogóle masz zęby babciu Krasnoarmiejko???
— A mam, ale to są sztuczne... Mam, by nikt nie pomylił mojej gęby z tyłkiem...
Rzekłszy to, wyskoczył pali-kot z łóżka i połknął biedną Stuleykę.
Nasyciwszy się kobietami, pali-kot spalił zioło, zeżarł pizzę z Biedronki, wypił tanie winko, położył się z powrotem i zaczął głośno chrapać orz puszczać bąki.
Niezadługo zjawił się pod domem gajowy Bul-Nadzieja i pomyślał; „Coś za głośno chrapie dziś staruszka. Może mocnej się zaprawiła wczoraj? Muszę zobaczyć, czy nie ma delirki”. Wszedł i zbliżywszy się do łóżka, poczuł zapach alpagi oraz zioła.
— Tuś mi stary łotrze! — zawołał gajowy widząc pali-kota w stroju babci. — Dawno cię szukam!
Powiedziawszy to, chciał już wziąć na cel pali-kota, ale wpadło mu do głowy, że może pożarł on Krasnoarmiejkę i że może da się ją jeszcze ocalić. Nie strzelił więc, ale rozpruł nożyczkami brzuch śpiącego zwierzęcia, niczym Zbój Rostowskój domowe budżety Polaków. Po kilku cięciach ujrzał babkę Krasnoarmiejkę, a gdy uczynił jeszcze kilka cięć, wyskoczyła Stuleyka i zawołała: — Ach, jakem się przelękła! Jakże ciemno było w brzuchu Pali-kota! Uratowałeś mnię w ostatneij chwili - już prawie mijałam dwunastnicę...
Także i babka wyszła żywa jeszcze, ale strasznie zdyszana, bo w mieszance pizzy i alpagi sporo czasu pływała.
Tymczasem Stuleyka przyniosła prędko kilka tomów akt oraz oskarżeń i wypełniono nimi brzuch pali-kota.  Ten zerwał się, chciał uciekać, ale akta i oskarżenia były tak ciężkie, że padł na ziemię i miał niestrawności.
Wszyscy troje radowali się bardzo. Gajowy ściągnął z Pali-kota skórę i poszedł z nią do Pałacu, bo właśnie Aniadziadzia na obiad wołała. Babunia zaś zjadła kawałek podgardla  Pali-kota, popiła krwią z aorty i wyzdrowiała.
A Stuleyka pomyślała sobie: „Póki życia, nie zejdę już z drogi wytyczonej przez ciotkę Platformenię i nie dam się przekabacić żadnemu Pali-kotowi .”
Po czym żyła długo i szczęśliwie, dopóki jej jakiś ciućma drzwi od mieszkania nie wymalował... ale to inna bajka.

wtorek, 20 listopada 2012

“Sejmbomber” złapany czyli Tusk – taki lepszy Putin.


Dzisiejsza “trzęsiawka prasowa” dotycząca domniemanego ataku na Sejm RP oraz głowy Państwa, idealnie wpisuje się w nastrój lewackiego szaleństwa w około jednoczącej się skrajnej prawicy.
Całość “rewelacji” jest zbyt grubymi  nićmi szyta, aby nie być rozpoznana przez jako-tako oientującego się w meandrach naszej polityki.
Według reżimowej prasy Brunon “jakiśtam” to nacjonalista, antysemita i jeszce pewnie coś tam “anty” nie pomijając innych paskudztw, które go wyróżniają wśród ludzi zwykłych.
Może nawet pedofil, nekrofil, kanibal i … coś tam jeszcze, ale nie będę brnął dalej, bo może to sugerować przez pomyłkę członkostwo w Ruchu Palikota.
Tak więc, (przez rok policyjnej obserwacji!) ustalono, że ów “zamachowiec” chciał wysadzić Sejm oraz prezydenta i premiera w dniu uchwalania budżetu, co by mieć wszystkich w kupie.
Raczej logiczne to i o ułomność intelektualną trudno go posądzać.
O brak logiki trudno też posądzać organizatorów “antyterrorystycznej akcji”, skierowanej przciw Brunonowi.
Ale czy tylko Brunonowi?
Aż korci, by zaryzykować tezę, iż pięknie to się wszystko im użołyło.
Aż za pięknie.
Zatem jak to po kolei było…
Faza A”
Dziewiątego listopada ABW aresztuje domniemanego zamachowca, który (według nich) nie działa sam. A niech tam, aresztują tylko jego, ale reszta może się już bać.
W mieszkaniu “bombiarza” znaleziono pistolet, 1100 sztuk amunicji i trochę szrotu, mogącego służyć jako składnik materiału wybuchowego.
Od daty aresztowania, aż do dziś cisza, jak po pogrzebie organisty…. nawet Lis czy też Olejnik z michnikami – gęba na kłódkę.
Władza wyczekuje, zasadza się.
Wie, że na 11. Listopada przewidziane są zamieszki, to dopiero po tym całosć się połaczy. Tak też się dzieje.
Faza “B”
Udolnie nieudolna policja wraz z polityczną policją PO, doprowadza w trakcie Marszu Niepodległości do zadym w Stolicy, obarczając odpowiedzialnością organizatorów – ONR i Młodzież Wszechpolską.
Faza “C”
Burdy w stolicy, zapowiedź powołania wspólnego Narodowego Ruchu, to fala uruchamiająca młyn “tuskoidalnych”. Władza odczekuje tydzień, w którym pętaki z SLD oraz od Palikota (sejmowy plankton) domagają się delegalizacji obu narodowych partii, podsycając ogólną histerię.  “Tuski” z kamienną miną czekają, nie mieszają się do awantury i …. dziś pozwalają ujawnić “bombę informacyjną”!
Faza “D” (tak będzie)
Teraz sprawy potoczą się już szybciej. Zapewne w najbliższym czasie “Gazwyb”, TVN, Polsat oraz co bardziej “nowoczesne” media  reżimowe udowodnią (powołując się na przecieki z policji, prokuratury…), że Brunon “jakiśtam” współdziałał z przedstawicielami ONR lub Młodzieży Wszechpolskiej.
Jeżeli nawet nie działał, to był faszystą i kimś tam jeszcze… oczywiście takim znienawidzonym przez Blumsztajna i Lisa ze stadem.
 Stanie się to pretekstem do stosownej nagonki na oba ugrupowania oraz w niedalekiej  przyszłości podstawą do delegalizacji ONR I MW.
Już po wszystkim Tusk z Lisem i “blumsztajnami” pierdykną sobie z szampana i odśpiewają jakąś międzynarodówkę.


A jak to się robi u naszych sąsiadów?
Na przykład:
- 4 września 1999 nastąpił wybuch samochodu pułapki pod blokiem dla wojskowych i ich rodzin w Bujnaksku w Dagestanie, zginęły 64 osoby,
- 9 września 1999 wybuch zniszczył dziewięciopiętrowy blok w południowo-wschodniej części Moskwy, zabijając co najmniej 93 osoby,
- 13 września 1999 identyczna eksplozja zniszczyła dom w południowej części Moskwy. Zginęło kilkadziesiąt osób,
- 16 września 1999 wybuchła bomba podłożona po dziewięciokondygnacyjny budynek mieszkalny w Wołgodońsku na południu Rosji, zabijając 18 osób i raniąc kilkadziesiąt.
Wszystkie te prowokacje były pretekstem do rozpoczecia wojny, akcji zbrojnej przeciw wrogom.
Władimir Putin nie ma zahamowań i skupułów, gdy chodzi wyelimowanie nieprzychylnych mu. Gotów jest poświęcić nawet życie swoich obywateli w imię nieograniczonej władzy.

Tylko ręce składać do Boga, że Tusk taki dobry albo,… mniej odważny.
Ale, pożyjemy I zobaczymy – o ile jeszcze pożyjemy…

wtorek, 7 września 2010

Tuskformacja - Transformacja Adama M.

Film zdradzający kulisy próby transformacji "Ojca Redaktora".

Jeszcze prawdziwsza historia.

Wpis jako całość wraz z podziekowaniami za wtórną inspirację dla Pana Jacka Żakowskiego z "Gazety Wyborczej/Polityki".

IIpoł. IV tys. p.n.e.- Michnik, Geremek i Edelman w czwartek po imprezie w lokalu przy ul. Czerskiej, w godzinach wieczornych z braku innych zajęć tworzą cywilizacji starożytnego Sumeru. Pierwsze państwa na świecie. Wynalazki: filozemityzm, szkło butelkowe, pismo „GW”, piwo, niepodległość…

1750 r p.n.e.- Powstanie kodeksu Hammurabiego w Babilonii. Pierwotnie kodeks nosił nazwę Kodeksu Geremmmka lecz na skutek protestów środowisk nacjonalistycznych zmieniono nazwę.
Autorami zbioru zapisów byli Geremmmek, Mmmichnik i Edelmmman.

1000 r p.n.e.- Powstanie państwa żydowskiego. Broń Panie Boże, nie maczali przy tym palców Geremek, Michnik i Edelman. Słowo!

776 r p.n.e.- Pierwsze notowane igrzyska w Olimpii. W rzucie oszczerstwem triumfuje Geremek, w jąkaniu na czas wygrywa Michnik a w rozpoznawaniu nazistów Edelman. Ponadto w pięcioboju koncesjonowanym, zespół w składzie Michnik, Geremek i Edelman ustanawia rekord świata. Trójka mistrzów wygrywa we wszystkich pięciu kategoriach: denuncjacji, kolaboracji, lojalności, współpracy tajnej oraz tropieniu nazizmu.

527 r n.e.- Początek panowania Geremma Wielkiego, największego cesarza w Bizancjum. Jego doradcy Michnicus i Edelmanicus siłą zmuszają plemiona Polan do oddania hołdu władcy oraz własnego państwa w lenno cesarskie.

334 r p.n.e.- Początek podbojów Szechtera Wielkiego. Początkowo podbija on serca „czerwonej hordy” a nastęnie cenę „GW”. W międzyczasie brat Szechtera Wielkiego – Stefanus Szechterevicus podbija więźniom oczy oraz odbija nerki.

44 r p.n.e.- Śmierć Juliusza Cezara. Aktu zabójstwa dokonują pretorianie, którzy następnie przejmują władzę. Ostatnie słowa wodza to: „Et tu Gereme contra me?” (I ty Geremku przeciwko mnie?) i skierowane są do najwybitniejszego z zamachowców - pretorianina Fajusa Geremusa. Dwaj pozostali pretorianie Adamus Michnicus oraz Marek Edelmanicus w tym czasie plują cykutą w Juliusza Cezara.

476 r n.e.- Upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Koniec starożytności i początek średniowiecza. Na specjalnej nardzie w redakcji „GW”, kolegium redakcyjne postanawia skończyć ze starożytnością i mimo oporów wejść w średniowiecze. Nastaje epoka zakutych w zbroje łbów... torsów oraz innych członków największej w historii świata redakcji. Ustawę o wejściu w średniowiecze podpisują sygnatariusze: Michnik, Geremek i Edelman. Każdy z nich dla dodania wagi sytuacji zakuwa sobie inny członek... w zbroję.

1453 r- Upadek Konstantynopolu. W trakcie jubileuszu „GW” alkohol leje się strumieniami. Przebiegli Geremek, Michnik oraz Edelman zanudzają na śmierć oraz upijają do nieprzytomności biednego Konstantynopola. Konstantynopol na koniec przewraca się i upada tak nieszczęśliwie, ze nie może podnieść się. Tak już pozostaje na wieki.

1492 r- Odkrycie Ameryki przez K. Kolumba. Tak przynajmniej podają księgi. Prawda jest inna. Znany podróżnik i Odkrywca Rzeczy Wszelkich Do Tej Pory Odkrytych Bronislao Geremmo w trakcie podróży do Jerozolimy liniami Air Israel przypadkowo z pokładu Jumbo Jeta odkrywa Amerykę.
Wstydliwa i zawstydzona Ameryka szybko jednak zakrywa się.

1525 r- Hołd Pruski. Właściwie Hołd (p)Ruski. Niejaki Adam Albin Michnicschechter składa hołd namiestnikom Ruskim. Wszyscy są bardzo szczęśliwi i śpiewają „Lulale, Lulajelale...” – starą pieśń mongolskich komu-nistów i nikomu-nistów. Solo basem śpiewa Bronislav Gerelewartov, sopranem wtóruje mu Marco Edde-lama-n.

1776 r- Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Zakradając się o północy do odkrytej (w skutek panujących upałów) Ameryki , Bronislao Geremmo deklaruje własną podłość lecz i niepodległość.
Całość wierszem zostaje spisana przez szefa „Piśmidła Wyborowego” Adama Michnicka. Dzieło paluchem maczanym w whisky Ilustruje Marcus Edelmann.

1789 r- Wybuch Wielkiej Rewolucji we Francji. Działalność dywersyjna Adamo MIchnischechtera doprowadza do wybuchu. Wybucha wpierw ze śmiechu Edelmmnamour, później Geremlotin wybucha nerwowo a na koniec Francja wybucha rewolucją. W trakcie ustanawiania Republiki Bronnico Geremlotin wymyśla Geremlotyną, czyli przyrząd do egzekucji, który w nieludzki sposób powoduje utratę głowy u skazanego. Działanie geremlotyny jest bardzo proste, skazaniec leży i zmuszony jest wysłuchiwania opowieści wynalazcy. Po 10-20 minutach łeb skazańcowi sam odpada.

1812 r- Wyprawa Napoleona na Rosję. Zakończona, rzecz jasna niepowodzeniem! Obrońcy, najlepsi synowie bratniego narodu, dowodzeni przez triumwirat Bronislaw Boruchowicz Geremek-Lewartow, Adam Ozjaszowicz Michnik i Marek Icchhakowicz Edelman dają skuteczny opór imperialistycznemu najeźdźcy. Niestety pod Borodino męczeńską śmiercią ginie Bronislaw Boruchowicz Geremek-Lewartow. Zostaje on zamęczony przez oddział dostawczych Fiatów Ducato (najemników włoskich), zdradzony przez Bułgarską asystentkę.

1848 r- Wiosna Ludów w Europie. Niepocieszeni Michnik oraz Edelmann organizują Wiosnę Ludów. Z uwagi na lewicowy charakter zwana jest Wiosną KrasnoLudów. Niestety tego roku zima przeciągała się a lato przyszło zbyt wcześnie, toteż wiosna trwała bardzo krótko.
W tej sytuacji, gdy nie zaplanowano wcześniej Lata KrasnoLudów, cała idea padła wraz z końcem wiosny. Aż do zimy obaj rewolucjoniści tworzyli w ukryciu Republikę Krasno Ludową.

1914 r- Zamach w Sarajewie - śmierć arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Strzelał z procy Marek Gawrilo Edelmann. Cały zamach miał dramatyczny przebieg. Zamachowiec wpierw nawymyślał Arcyksięciu od nazistów i faszystów a następnie wychylił ćwiartkę Johnny Walkera i strzelił z procy.
Całe zajście opisywał na żywo Adam Michnik specjalnie dla „GW”. Był to początek I wojny światowej na górze. W walce z nazizmem na górze, szczególnie odznaczył się młody i niezwykle energiczny młody oficer z Mazowsza – Tadeusz. Tylko dzięki jego komendom wojska pozostały w okopach, gdyż nikt nie mógł zrozumieć ich treści.

1917 r- Rewolucja październikowa w Rosji - przejęcie władzy przez W. Lenina i bolszewików- komunizm. Edelmann i Michnik oraz niezwykle energiczny Tadeusz z Mazowsza, nie mięli z tym nic wspólnego.
Dobra... to tylko taki dowcip na koniec...:)))

środa, 14 kwietnia 2010

No „dres”, no stress! (kibole pod Wawelem)

Śmieszą, mimo narodowe żałoby, protesty mało lub wręcz niedorozwiniętej mikroskopijnej części społeczeństwa krakowskiego. Na szczęście jest to margines, zwany „dresiarzami”, specjalistami od zadym i wywoływania sporów. Ludzie ci zamiast rzucać kamieniami na meczach Wisełki i Cracovii, z racji odwołanych imprez sportowych urządzili sobie coś na wzór demonstracji i zadali poprzez białe prześcieradło z wymalowanymi krzywo literami pytanie „Czy na pewno godzien królów”.

O ile jestem w stanie zrozumieć, że hasło podyktował im ktoś z Obywatelskiej Platformy i zachęcił do przyjścia na wiec, to w żaden sposób nie mogę sobie wyobrazić po co PRowcy wymyślili je tak głupkowate i śmieszne.

Dresiarze nie cieszą się sympatią obywateli, toteż cała akcja jest medialnie nic nie warta. Oczywiście znajdują się stacje i platformy medialne, które uznają to za wiadomość numer jeden i soczyście opisują. Niestety to już takie zboczenie kilku pism i portali, że mimo rozkazu z obozu władzy „Kaczyńskiego opłakiwać” muszą coś od siebie dorzucić i choć troszkę uszczypnąć.
Teraz słyszy się, że miejsce pochówku dzieli Polaków. Może i dzieli, ale na tych którzy chcieli by Go mieć w Warszawie oraz na tych którzy uważają, że lepiej będzie Mu w Krakowie. I t wszystko.
Jak w każdej sytuacji, zawsze znajdzie się jeden opóźniony w rozwoju, który da się podpuścić i będzie twierdził że np. II wojnę światową wywołali Marsjanie.

Kaczyński nie jest godzien spoczywać na Wawelu, nie jest godzien królów. „Których królów?” - aż chce się zapytać. Czy Augusta II czy Michała Korybuta Wiśniowieckiego nie jest godzien? Skoro wyjątkowo antypolska postać jak August II Mocny znalazł się na Wawelu i nie przeszkadza „dresiarzom”, że tam do dziś leży, to wniosek z całej tej zadymy nasuwa się sam.

Nie chodzi o „godność’ czy „niegodność” – chodzi o kolejne upokorzenie Prezydenta Kaczyńskiego przez peowską władzę. Poruszana przez nich kwestia „narodowego dobra” jakim jest Wawel i współdecydowania przez wszystkich obywateli o wszystkich sprawach z nim związanych, jest też przykładem niedouctwa i braku umiejętności logicznego myślenia. Już spieszę z wyjaśnieniem.

Jak do tej pory nigdy, przy żadnym wawelskim pochówku nie rozpisano plebiscytu akceptacyjnego. Decyzję podejmowano indywidualnie lub kolegialnie, mając delikatnie mówiąc... na uwadze głosy. Ale rozsądne, logiczne i wyrażane przez ludzi mądrych. Głosy na „nie” poprzez porównania Lech Kaczyńskiego z np. Tadeuszem Kościuszką (co sam wczoraj słyszałem) nie świadczą najlepiej o kondycji intelektualnej osób wypowiadających je. Według miary najwyższego patriotyzmu i zasług, wytyczanej przez demonstrujących a kontrowanych na postawie życiorysów średniowiecznych królów, Kościuszko też nie zasługiwał na pochówek pod Wawelem (słynna deklaracja, że nigdy nie wystąpi przeciw Rosji, dzięki czemu został zwolniony z wiezienia i mógł wyjechać do Ameryki).

„Narodowe dobro” Wawelu, to Polskość i Chrześcijaństwo. Dziwnie brzmi dziś zawłaszczanie tego miejsca przez zwolenników Europejskiej Unii i liberalno-ateistycznej idei. Dla tych ludzi świat postał w dniu rozpoczęcia rewolucji francuskiej i pochodzą oni od specyficznego rodzaju małpy (Robespierre’a). Przypomnę tylko, że Wawel już wtedy istniał.

Na szczęście zadymiarze nie są traktowani poważnie, ich protest ma się jak złamany paznokieć Kowalskiego do dziejów świata i uroczystości oraz pochówek odbędą się godnie i jak przystało na Narodowego Bohatera.

Będziemy światkami niespotykanego do tej pory zjazdu do Polski największych i najpotężniejszych głów państw z całego świata. Czegoś takiego jeszcze nasza Ojczyzna nie widziała. Tego dnia , to właśnie Kraków stanie się światową stolicą, czego jak widać zadymiarze-kibole nie są w stanie zrozumieć. Miejmy tylko nadzieję, że oszczędzą nam w niedzielę demonstracji swojej głupoty, by przed oficjelami najwyższego światowego formatu nie wyjść na dzikich żyjących w dzikim mieście.
Jeżeli nie oszczędzą, zapewne policja i siły porządkowe potraktują ich tak, jak traktuję się kiboli i zadymiarzy.

Dodane 14-04-2010 godzina 22:14


No i się wyjaśniło. Akcję protestacyjną zorganizował dresiarz, który był szefem kampanii wyborczej do PE, niejakiej Róży Thun de coś tam... Pani Tuńczykowa to zdeklarowana wielbicielka Tuska i członkini PO. Ten dresiarz zresztą też.
Rózia to przypadek kliniczny, maniakalnie i obsesyjnie wielbiąca UE do tego stopnia, że prowadza się owinięta w unijną szmatę-flagę i w każdym zdaniu używa słów „Unia Europejska” czy przypomina A. Hitlera (który z taką właśnie częstotliwością powtarzał „tysiącletnia rzesza”) lub J. Stalina (który dla odmiany jak mantrę wypowiadał „niezwyciężona armia radziecka”).

Jak się to dla wielbionych przez nich krajów skończyło wiadomo, a jak sami skończyli też wiemy.
Tuńczykowa co najwyżej może trafić do zakładu zamkniętego (co dla jej zdrowia będzie najlepsze), natomiast adorujący jej osobę dresiarz z PO, jak będzie dalej szalał to pewnie dostanie w niedzielę kilka pał od policji. Też dla zdrowia.
Czego im z serca życzę.
Aaa bym zapomniał... Do dresiarzy dołaczyli Andrzej Wajda z żoną. Pierwowzór"Członka w dresie"?

wtorek, 22 lipca 2008

Wstyd

Okres wakacyjny, z reguły napaja spokojem i luzem. Wczasując myślimy o przyjemnościach tego świata. Z rzadka dopuszczając poważne problemy do swojej wyobraźni, rozkoszujemy się słońcem, ciepłą wodą i urokami przyrody. Gorzej, gdy aura nam nie sprzyja i pogoda robi psikusa. Nastrój sielanki pryska, dyskusje stają się poważniejsze i dogłębniejsze. Jednym słowem wraca codzienność.

Wróciłem z agroturytycznych wczasów w Borach Tucholskich, nie rozpieszczony zbytnio przez pogodę. W żadnym razie jednak, nie uważam jednak urlopu za nieudany. Wypocząłem i naładowałem akumulatory samym czystym, świeżym powietrzem oraz doświadczyłem cudownego, uzdrawiającego dobrodziejstwa obcowania z „Normalnymi Mieszkańcami Polskiej Wsi”. Polecam wszystkim. W dobie „Szkła Kontaktowego” i reszty „ynteligenckiej” papki rodem z TVN oraz półinteligenckiej szmiry Polsatu, obcowanie z ludźmi normalnymi działa kojąco i leczniczo.

Tam, na polskiej wsi wszystko jest prostsze i zgodne z NORMALNYMI zasadami. Łobuz to łobuz, zacny człowiek to zacny człowiek, a ustalone wartości – święte!
Niestety zachłyśnięci konformizmem i serwowaną przez media pokroju „GW” – „demokracją z o.o.” elity wybrały model PRLu z ludzką twarzą. Twarzą Michnika i Kwaśniewskiego.

Wstyd. Wstyd przed zwykłymi, może nawet prostymi ludźmi, którzy świat pojmują w sposób otwarty i bezpośredni. Zadają proste lecz kłopotliwe pytania, na które bardzo trudno odpowiedzieć, tak jak trudno przyznać się do grzechu zaniechania.

Wstydzę się. Wstydzę się, że:
- dwadzieścia lat po tzw. „przemianach ustrojowych” wszechwładna „czerwona burżuazja” kpi sobie z prawa, uwłaszczona na ludzkiej krzywdzie;
- Premierem kraju jest osobnik, który wspomagał akcję obrony ubeków w imię walki o „dobre imię” upapranego w agenturalną współpracę byłego prezydenta;
- Wicepremierami są ludzie, którzy wspólnie posiadają współczynnik inteligencji kwalifikujący co najwyżej do pracy w „Zieleni Miejskiej” – sekcji rabatkowej;
- Szefem Doradców Premiera jest Tajny Współpracownik SB, kłamca i pozorant;
- Marszałkiem sejmu jest były partyjny kumpel środowiska socjalistów z „GW”, ordynarny i zarozumiały politykier, bez najmniejszych kwalifikacji;
- Wicemarszałkiem Sejmu jest wyjątkowo tanio zakupiony przez rządzącą partię, w celu „gryzienia po kostkach wszystkich co nie nasi” – osławiony „antyleninista-muchołap” i gaduła, który w imię słusznych idei potrafił zadenuncjować w UB nawet własną narzeczoną;
- Ministrem Zdrowia jest egzaltowana dama, której kwalifikacje zawodowe nie wykraczają poza poziom Gminnego Ośrodka Zdrowia, a szumnie zapowiadana reforma SZ zmarła jej na rękach, zanim się urodziła;
- Ministrem Obrony Narodowej jest człowiek, który z wojskiem miał tyle wspólnego ile w dzieciństwie pobawił się żołnierzykami firmy „Airfix”, a dziś hojną ręką rozdaje tzw. „odszkodowania za pomówienia” sowieckim agentom z polskich mundurach – śmietance WSI;
- Szefem Ministerstwa Edukacji jest Pani, której działania i reformy w zakresie szkolnictwa porównywalne są ze spustoszeniem dokonanym niegdyś przez niejakiego Iwana Paskiewicza ;
- Ministrem Spraw Zagranicznych jest „płaczek” – renegat z PiS – wyrzucony z ministerialnego stołka w Ministerstwie Obronności, przez poprzedniego Premiera (za próbę awansowania „komunooficerów”), dziś udający fachowca od polityki zagranicznej;
- partią rządzącą jest ugrupowanie nie prezentujące najmniejszych nawet zasad moralnych i światopoglądowych, skupiające najróżniejszych wyrzutków politycznych (KLD, UW, UD, SKL, ZChN) renegatów i nieudaczników wyrzuconych lub usuniętych z własnych partii (PiS, Demokraci.pl), założona m. in. przez komunistycznego agenta (Olechowski),
- koalicjantem rządowym jest Partia niby-chłopska, nawiązująca stylem sprawowania rządów oraz większością kadr kierowniczych do niegdyś satelitarnego wobec PZPR – ZSL-u.
- polityka zagraniczna, szczególnie zachodnia prowadzona jest na kolanach i bez jakiejkolwiek idei;
- w imię ciemnych interesów koalicyjnego PSL z reżimem Aleksandra Łukaszenki, kraj odwraca się od prześladowanych obywateli polskich na Białorusi – dając satrapie białoruskiemu przyzwolenie na „zamordyzm”;
- media prywatne są w rękach ludzi o brudnych i poplamionych jeszcze w okresie PRL charakterach (telewizja) oraz uwłaszczonych na fali umowy „koncesjonowana opozycja – komuna” cwaniaków (prasa);
- autorytetami intelektualnymi są nędznicy moralni i pospolici zbrodniarze stalinowscy (np. Brus, Baumann), stalinowscy instruktorzy - nałogowi alkoholicy (Kuroń) czy też NKWDowscy donosiciele (Jaruzelski).


Ale, czy handlujący Polską od 1989 roku postkomuniści i lumpenliberałowie choć raz zaczerwienili się ze wstydu? Może, tego nie wiem. W każdym razie na „czerwonym” i tak nie widać.

sobota, 26 kwietnia 2008

Mecenas Piotrowski na celowniku gangów

Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K *
Mecenas Piotrowski nie ma dobrej passy. Kłopoty zdrowotne, utraty świadomości, podwyżki cen alkoholu w nocnych klubach itd. itp. Można wymieniać w nieskończoność. Do tego ciągłe zagrożenie własnej osoby, ze strony zorganizowanej pod egidą PiS grupy przestępczej czyhającej na życie i resztki zdrowia prawnika rodziny Blidów.

Raz już zorganizowana grupa bezwzględnych słupów ulicznych napadła Pana Mecenasa i pobiła do nieprzytomności, uprzednio pojąc, wbrew jego woli gatunkowym koniakiem w nocnym lokalu. Paskudni ci betonowi oprawcy, ponoć porozumieli się teraz, z niemniej groźnym gangiem latarni ulicznych, o których okrucieństwie krążą już legendy.

Prawdopodobnie oba gangi połączyły siły, by powstrzymać Leszka Piotrowskiego przed członkostwem w sejmowej komisji śledczej.

Istnieje przypuszczenie, że znów życie i zdrowie mecenasa będzie zagrożone.
Co gorsza, bezwzględne latarnie uliczne posługują się zwykłą, czystą wódką, zamiast gatunkowych alkoholi, czym potęgują jeszcze w oczach społeczeństwa swoje okrucieństwo.
Jak donoszą nasi informatorzy, miało też już miejsce poufne i tajne spotkanie obu gangów z przestępczą grupą betonowych płyt chodnikowych, które to (jak podejrzewa policja) miały związek w zeszłorocznym napadem na mecenasa. Ponoć wszystkie trzy organizacje przestępcze są już „po słowie”.



czwartek, 17 kwietnia 2008

Styki reklamy i polityki

Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K * Y A R R O K *
Nie od dziś wiadomo, że reklama i polityka są ze sobą powiązane...