Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bandytyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bandytyzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2015

„Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie“


Człowiek Putina – Siergiej Iwanow przyjechał do Polski na obchody wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przyjechał już z fochem w nosie i rzecz jasna nie podobało mu się nic.
Skrytykował nawet pomysł obchodów 70-lecia zwycięstwa w II Wojnie światowej, które to miały by odbyć się w Gdańsku.
(...) Obchodzenie zwycięstwa w Gdańsku jest moim zdaniem dziwne. Jakie było w Gdańsku zwycięstwo?
No tak... a gdzie trzeba obchodzić? Rzecz jasna w Moskwie!
Szkoda,ze nikt nie zadał mu pytania: A jakie to zwycięstwo było w Moskwie?
Nieuk?!
Odrzył Iwanow za to już po powrocie do Moskwy, gdzie Rosjanie sami zrobili sobie własne uroczystości i nawet specjalną wystawę poświęcili rocznicy.
Tradycyjnie z patosem, zadęciem i absurdalnym humorem graniczącym z historycznym hochsztaplestwem nazwali ją "Pamiętaj. Zbrodnie nazizmu. Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie".
Oj, dobrze pamiętamy tę misję..... 1.300.000 Polaków zamordowanych w latach 1939-45 w imię owej „Misji wyzwoleńczej Armii Czerwonej w Europie...“
Zdając sobie sprawę, że przedstawiony na owej wystawie obraz sowieckiej armii oraz jej dzieła będzie politycznym fałszerswem, przygowtowałem kilka plansz z właściwym jej obrazem dokonań i „misji“.





piątek, 3 stycznia 2014

Armand „Moralny“ Ryfiński

-->
„Naćpana hołota“ od Janusza z Biłgoraja kolejny już raz dała popis zbydlęcenia i chamstwa.
Otóż dziś, wprost z trybuny sejmowej, drugi po pierwszym szambiarzu sejmowym czyli posiadcz pretensjonalnego i głupkowatego imienia Armand (??!) - niejaki Ryfiński oskarżył wszystkie formacje polityczne (prócz oczywiście  Twojego Ruchu) o bycie „hienami cmentarnymi“ i „bazowanie na niskich pobudkach“.
Chodzi oczywiśćie o tragedię w Kamieniu Pomorskim, gdzie naćpany i pijany kierowca zabił sześć osób.
Taka była reakcja przedstawiciela partii ćpunów na próby podjęcia skutecznej regulacji przepisów prawnych, mogących zaostrzyć kary za przestępstawa pod wpływem narkotyków i alkoholu.
Że partii promującej ćpanie, takie zmiany są nie w smak – wiadomo.
Przecież Janusz Palikot – ojciec duchowy Twojego Ruchu  osobiście robi co może, aby promować narkomanie i alkoholizm.
Jara i wychwala pod niebiosa blanty a w przeszłości produkował tanie pryty czym zasłużył na dozgoną wdzięczność żulii oraz ćpunerii rynsztokowej.
Nie inaczej Ryfińki, zapatrzony w swojego „guru“.
Wprawdzie poseł Armand nie produkuje tanich winek ale zapewne z Palikotem wieczorami jara „marychę“ i walczy bohatersko o świetlaną przyszłość narkomanii.
Wszelkie oceny moralne w ustach takich ludzi są po połowie i śmieszne i straszne.
Może warto przypomnieć kilka faktów z życia tej „antyhieny cmentarnej“ „nie bazującej na niskich pobudkach“.

Armand Ryfiński, to wyjątkowo ciekawy i rodzinny człowiek.
Trzynaście tal temu, poseł Twojego Ruchu, groził śmiercią własnemu ojcu.
„Skurw…, zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam!” – odgrażał się Ryfiński.
Wtedy do Prokuratury Warszawa-Mokotów zgłosił się Zygmunt Ryfiński, ojciec obecnego posła, ze skargą na własnego syna w obawie o swoje życie. Po kilku latach procesu sąd dał wiarę zeznaniom pokrzywdzonego.

Cóż jeszcze ciekawego mówił wtedy ojciec posła?
„W 1988 r. doszedłem do wniosku, że Armand wieczorami w swoim pokoju wykonuje tajną pracę. Kiedy wchodziłem do jego pokoju, natychmiast nakrywał biurko dużym kartonem, gasił światło i wychodził z pokoju. Ponieważ to się powtarzało wiele razy, zmuszony byłem dokonać rewizji podczas jego nieobecności. Wynik rewizji był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. (…) Ujawniłem bowiem, że Armand produkuje opaski hitlerowskie ze swastykami, które zbrodniarze Niemiec nosili na lewych rękawach mundurów. Piętnaście opasek, jak również materiał do produkcji następnych oraz farby, pędzle oraz różne inne drobiazgi zniszczyłem na oczach Armanda. Wyjaśniłem Armandowi, że taką działalnością naraża się on na nienawiść wszystkich ludzi. Mogą go za to aresztować i nie znajdzie się nikt, kto będzie go bronił czy żałował. Armand oznajmił, że wspólnie z Wachowiczem opaski te sprzedawali i mieli na nie zbyt, lecz ze złości nic więcej nie chciał mi powiedzieć. Przed wyborami do parlamentu znalazłem u Armanda w pokoju kilkadziesiąt metrów płótna pochodzącego z transparentów wyborczych, z których litery zostały zniszczone. Otrzymałem wyjaśnienie od Armanda, że nocą wraz z Wachowiczem wchodzili na słupy i zrywali zawieszone transparenty. Podobno materiał z nich był potrzebny Wachowiczowi” – zeznawał przed sądem Zygmunt Ryfiński.

To były dopiero początki. Potem ojciec dostał stos wezwań na policję w sprawie wykroczeń drogowych syna, który miał się stawić na kolegium ds. wykroczeń. Na wszelkie uwagi ojca poseł odpowiadał: „Ty, k…, nie wtrącaj się w moje sprawy”. Język wyostrzył mu się jeszcze bardziej, gdy doszło do otwartego konfliktu z ojcem o mieszkanie.
Jak zeznał ojciec, jego syn chciał mu odebrać mieszkanie. Gdy ten się temu sprzeciwił, Armand Ryfiński próbował go otruć, dosypując trucizny do zupy. Groźby potwierdziła siostra Armanda - Angelika. W aktach są jej zeznania, że wiele razy słyszała jak jej brat zwracał się do ojca, wykrzykiwał: „zobaczysz skurwi.., ja cię załatwię, z mojej ręki w tym domu zginiesz". Ryfiński miał też krzyczeć: „skur...zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam". 
Za „darowanie ojcu życia" syn chciał od swojej siostry 60 tys. złotych, a gdy tej kwoty nie otrzymał miał, jak zeznała sąsiadka jego ojca, grozić mu publicznie, że „przy pomocy kolegów z bojówek anarchistycznych i PPS zrobi porządek z mieszkaniem."  
Tak jak bardzo Armuś nie kocha tatusia, tak wielce w zamian kocha mamusię.

We wrześniu ubiegłego roku Ryfiński wraz z innym parlamentarzystą Ruchu Palikota Maciejem Mroczkiem zjawił się w Urzędzie Dzielnicy Warszawa - Mokotów. Jak wynika z relacji pracowników urzędu, po wejściu posłużyli się legitymacjami poselskimi i zwrócili się z prośbą o wgląd do akt jednej ze spraw lokalowych. "Nazwali to interwencją poselską" – mówi cytowany w materiale Jarosław Jóźwiak, dyrektor gabinetu wiceprezydenta Warszawy.

Sprawa dotyczyła 32-metrowej kawalerki na Mokotowie, której lokatorka, pani Janina, zwróciła się z wnioskiem o wykup mieszkania komunalnego po atrakcyjnej cenie. Wniosek ten został jednak odrzucony, bo kobieta nie spełniała warunków - mieszkanie od lat było zadłużone, bo nie płaciła za czynsz.

Potem okazało się, że pani Janina to… matka Armanda Ryfińskiego, tyle że w czasie interwencji nikt nie poinformował urzędników o rodzinnych powiązaniach parlamentarzysty z osobą, której problemem zdecydował się zająć.


Tak to płynie sobie wesołe i moralnie czyste życie posła Twojego Ruchu. Człowieka, który zarzuca innym bazowanie na niskich pobudkach i postępowanie na wzór hien cmentarnych.
Czysty Armiś z czystym Januszkiem dyktują nowe, postępowe wzorce moralne, a mają w partii na kim się oprzeć.
Ot, choćby były bandyta i  bejsbolowy dresiarz Penkalski (skazany niegdyś prawomocnym wyrokiem za rozboje i groźby karalne), hodowca fretek Andrzej Piątak – dręczący niczym hitlerowcy ludzi – zwierzęta w ciasnych klatkach (sprawa jest w sądzie) czy Adam Rybakowicz, który na warszawskiej starówce chwalił się policantom swoim penisem po czym na ich oczach oddał mocz w akcie uniesienia.

Inną moralność, taką bardziej nowocześnie gospodarczą prezentuje poseł Artur Dębski, który w swoim firmie lansuje nowoczesną odież z podrobionymi metkami znanych marek.

To się nazywa europejska nowoczesność.... i moralność.
Wobec powyższych faktów z życia wiernego współpracownika Janusza Palikota, nawet prawdopodobna wydaje się być teoria zakładająca, iż Czesława Palikot nie zginęła w wypadku. 
Czy przypadkiem kochany syn nie pomógł jej wyskoczyć przez okno? 
W końcu obaj panowie prezentują jedność myśli, poglądów oraz sposobów jakimi dąży się do celu.

środa, 13 listopada 2013

Stetrycki i Waldorfiewicz czerpią z TVNu. "Element przestępczy na narszu" odc. 11

Jedenasty odcinek programu, w którym wybitni medioznawcy z dwóch najbardziej postępowych partii pro-europejskich, komentują aktualne wydarzenia polityczne i obyczajowe zasłyszane w TVN .


poniedziałek, 15 lipca 2013

Koszer-terror

Kadlcik się popłakał a Schuldrich strzelił focha.
To efekt odrzucenia przez sejm ustawy o dopuszczalności uboju rytualnego.
Żeby było zabawniej dodatkowo w całą sprawę wmieszało się nawet MSZ Izraela oraz amerykańscy żydzi, zrzeszeni w jakimśtam g..no ważnym stowarzyszeniu.
Teraz okazało się, że sejm i cała reszta to antysemici prześladujący żyjących w Polsce żydów i nie dający praktykować obrzędów religijnych.
Ręce do Boga należy złożyć, iż nie posiadamy w naszym kraju Indian południowoamerykańskich z plemion zbliżonych do Inków.
W przeciwnym wypadku, strach byłoby pokazać się na ulicy, gdyż Inkowie składali swoim Bogom ofiary z ludzi. Wszelkie formy odmowy uczestnictwa jako ofiara w takim przedsięwzięciu, mogłyby być potraktowane jako oznaka nietolerancji i rasizmu.
Póki co Indian nie mamy a i dzięki Bogu większość świata współczesnego stanowią ludzie cywilizowani, którzy nie muszą czerpać przyjemności z mordowania w sposób okrutny zwierząt.
Czy garść ludzi dzikich może dyktować prawa i stanowić terror w kraju cywilizowanym?
Raczej nie.
Dlatego nie ma już odwrotu i po mięso z okrutnie mordowanych "na żywca" zwierząt żydzi i Arabowie będą musięli pofatygować się za granicę.
Nie stanowi to chyba problemu, tym bardziej że zakazu spożywanie takiego mięsa póki co nie ma...

Najbardziej w całym tym krwawym cyrku dziwi postawa żydów, którzy potrafią zrozumieć własną, religijną  potrzebę uboju rytualnego a potępiają do dziś hitlerowską potrzebę uboju rytualnego (niemal religijną)  żydów.
Relatywizm moralny?

piątek, 19 kwietnia 2013

Kult skurwysyna....


Jak wszystkim wiadomo, Marek Edelman uważał się za ostatniego przywódcę powstania w warszawskim getcie. Mit i kult Edelmana podtrzymywała dzielnie „Gazeta Wyborcza“ oraz większa część filosemickich mediów.
Każde kłamstwo powtarzane wielokrotnie urasta do rangi prawdy, toteż „GW“ tłoczyła do pustych głów swoich czytelników bzdury o Edelmanie i jego kolesiach tak długo, aż wszem i wobec ogłoszono „prawdę najprawdziwszą o bohaterstwie, sprawiedliwości i heroiźmie Edelmana“ jako nie podlegającą dyskusji.
Historii w „wersji GW“ uczą się dziś dzieci w szkołach oraz karmi się nią studentów. Historyczne opracowania, wydawnictwa naukowe pełne są zmyślonych i kłamliwych w rzeczywistości bajań o heroicznych dokonaniach Edelmana wraz z jego Bundem.
Każda próba publicznego negowania postawy samozwańczego lidera powstańczego zrywu w getcie jest z miejsca uznawana za bliźnierstwo i traktowana niczym „negacjonizm oświęcimski“.
Tak to sobie „michniki“ stworzyły z bandyty i łobuza postać pomnikową i trzymają przy nim wartę całodobową z piórem na ramieniu.
Prawda o Edelmanie wygląda dużo prościej, niż to by mogło się wydawać.
Bez „gazetowyborczego“ patosu i bajania, bez wielkiego porywu serca i walki w imię narodowej dumy oraz godności.
W rzeczywistości zarówno Bund (lewacka, bandycka organizacja) jak i Marek Edelman dbali wyłącznie o własne interesy i to kosztem innych mieszkańców getta.
Posuwali się nawet do kidnapingu, wymuszeń i bandyckich napadów, być stać ich było na luksuowe życie.
Nie gardzili akcjami zbrojnymi i zabójstwami.
Stworzyli organizację, podobną  do mafii.
Mordowali każdego, kto sprzeciwił się tym praktykomi i nie był w stanie „opłacać się“ zbójom. W stosunku do porwanych nie mięli litości i stosowali wymyślne tortury.
Pomysłowością w dręczeniu ludzi dorównywali hitlerowcom i sowietom.
Obcinali palce dzieciom i wysyłali je nie chcącym płacić haraczu rodzicom.
Podwieszali młodych chłopców pod sufitem, umieszczając ich nogi w cebrze z lodowatą wodą... Prawdą jest, że nawet hitlerowcy mogliby od Edelmana się uczyć.
Z innych znanych akcji „budnowców“ oraz Edelmana na uwagę zasługuje napad na przedsiębiorstwo aprowizacyjne oraz kasę Judenratu.
Gdy większość warszawskich Żydów głodowało a często z głodu umierało, Edelman i jego banadyci opływał w dobrobyt i luksusy.
Stać ich było na wszystko.
Byli panami życia i śmierci i stanowili faktyczną władzę na terenie getta.
A udział w zbrojnym zrywie powstańczym z  kwietnia1943 roku?
Cóż, w momencie nieuchronnej zagłady całego getta, nie mając już nic do stracenia człowiek posuwa się do czynów desperackich...
Dziś jako uosobienie niegodziwca i bydlaka przedstawia się postacie Szeryńskiego, Gancwajcha, Lejkina, Nossiga.
Na tej liście brakuje jednak osoby, która z pewnością dorównuje wyżej wymienionym zbrodniarzom a nawet ich w pomysłowości zbrodniczej przewyższa... brak Marka Edelmana.

Tak jak hitlerowcy dokumentowali na fotograficznej kliszy swoje zbrodnie, również Edelman upamiętniał „działalność“ bundowsko-mafijną.  Robił to piórem.
Powyższe fakty pochodzą z książki Marka Edelamana "Strażnik Marek Edelman opowiada"
Jako ciekawostkę przytoczę jej fragment:

„My, bundowcy, byliśmy jedyną organizacją polityczną mającą pieniądze. Nowojorska organizacja robotnicza, do której należał szef amerykańskich związków zawodowych Dubiński, od samego początku przysyłała pieniądze. Natomiast syjoniści nie mieli ani grosza. Ich towarzysze z Palestyny porzucili ich. Żeby wystarać się o broń, urządzaliśmy "eksy", czyli ekspropriacje. Chodziło się do bogatych Żydów, do przemytników czy do żydowskich policjantów, terroryzowało się ich i zabierało forsę. Kasę Judenratu ograbiliśmy na setki tysięcy złotych, obrabowaliśmy też przedsiębiorstwo aprowizacyjne. Posunęliśmy się nawet do porwania. Lichtenbaum, przewodniczący Judenratu po Czerniakowie, odmówił pieniędzy. Uwięziliśmy więc jego syna. Trzymaliśmy go przez 12 godzin. Do Lichtenbauma napisaliśmy, że trzymamy chłopca z nogami zanurzonymi w cebrzyku z lodowatą wodą, tak że na pewno nabawi się choroby.
Przyszli z pieniędzmi. Innym razem żydowski policjant, zresztą skurwysyn, nie chciał dać nam pieniędzy. Przyszliśmy do niego około czwartej, gdy termin ultimatum upływał. - Nie chcesz dać? - spytaliśmy i zastrzeliliśmy go. Po tym zdarzeniu wszyscy płacili. W sumie pieniędzy nam nie brakowało. To my byliśmy prawdziwą władzą w getcie. To my decydowaliśmy, jak mają żyć ludzie, którzy pozostali w getcie. Nazywali nas "partią". Gdy partia coś kazała, było to wykonywane. (...)

sobota, 2 marca 2013

Molestowanie seksualne nieletnich przez homoseksualistów - w liczbach



Jedno zboczenie pociąga za sobą drugie zboczenie. Osobnicy z zachwianą psychiką nie odróżniają dobra od zła, przyzwoitości od bydlactwa a już z pewnością nie są w stanie zapanować nad zwierzęcymi instynktami, które biorą górę nad cywilizowanym zachowaniem.

(...) Badanie Kinseya przeprowadzone w 1948 roku wykazało, że 37% homoseksualistów i 2% lesbijek przyznało się do stosunków seksualnych z osobami poniżej 17 roku życia, oraz 28% homoseksualistów i 1% lesbijek przyznało, że miało kontakty seksualne z osobami poniżej 16. roku życia, podczas gdy sami mieli wtedy 18 lat lub więcej.
W 1970 roku Instytut Kinseya przeprowadził ankietę wśród 565 białych homoseksualistów przebywających w San Francisco: 25% z nich przyznało, że miało stosunki seksualne z chłopcami mającymi 16 lat lub mniej, podczas gdy oni sami mieli przynajmniej 21 lat.
W Raporcie Gejów 23% homoseksualistów i 6% lesbijek przyznało się do kontaktów seksualnych z młodzieżą poniżej 16. roku życia. We Francji 129 skazanych homoseksualistów (średnia wieku 34 lata) powiedziało, że mieli kontakty seksualne w sumie z 11 007 chłopcami (średnio 85 chłopców na jednego mężczyznę).

W literaturze naukowej pojawiają się wzmianki o nieproporcjonalnie częstym molestowaniu dzieci przez nauczycieli homoseksualnych w stosunku do molestowania heteroseksualnego.
Pierwsze amerykańskie badanie Kinseya wykazało, że 4% białych homoseksualistów bez kryminalnej przeszłości i 7% białych lesbijek bez kryminalnej przeszłości przyznało, że ich pierwsze doświadczenie seksualne było z "nauczycielem lub innym opiekunem".
Żadna z ankietowanych osób heteroseksualnych nie odpowiedziała, że ich pierwszym partnerem seksualnym był nauczyciel.  W Anglii, jak zarejestrował Schofield, przynajmniej 2 z badanych przez niego 150 homoseksualistów miało nauczyciela jako partnera w pierwszym doświadczeniu homoseksualnym. Jeden na 50 mężczyzn w grupie porównawczej również został uwiedziony przez
homoseksualnego nauczyciela, podczas gdy żaden z ankietowanych mężczyzn nie miał takich doświadczeń z nauczycielem heteroseksualnym. Badanie 1400 dyrektorów szkół przeprowadzone w 1978 roku przez McCalla i opublikowane, wykazało, że 35% z nich przyznało, że były
zażalenia na kontakty homoseksualne pomiędzy nauczycielami i uczniami. 2% dyrektorów "wiedziało o sytuacjach, w których nauczyciele mówili uczniom o tym, że są homoseksualistami".
Na 400 kolejnych przypadków molestowania w Australii, 7 chłopców i 4  dziewczynki były molestowane przez nauczycieli płci męskiej. Wynika z tego, że 64% przypadków to molestowanie na tle homoseksualnym.

W 1987 roku dr Stephen Rubin, asystent na wydziale psychologii w Whitman College przeprowadził badanie w 10 stanach i znalazł 199 przypadków molestowania seksualnego z udziałem nauczycieli. 122 nauczycieli płci męskiej molestowało uczennice i 14 nauczycielek molestowało uczniów.
Jednakże w 59 przypadkach nauczyciele płci męskiej molestowali uczniów i w 4 przypadkach nauczycielki molestowały uczennice (ogólnie 32% przypadków było na tle homoseksualnym).
Molestowanie seksualne dzieci nie może być traktowane z pobłażaniem. Władze pewnego badanego ośrodka, w którym przebywa około 1500 młodocianych uciekinierów z domów, szacują, że ponad połowa chłopców była molestowana w sposób homoseksualny.

W badaniu przeprowadzonym w 1983 roku poproszono 4340 dorosłych, aby wyjawili jakiekolwiek działania o podłożu seksualnym i jakikolwiek fizyczny kontakt seksualny inicjowany przez nauczycieli szkół podstawowych i średnich (4% ankietowanych nauczycieli przyznało, że jest biseksualna lub
homoseksualna).
29% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół podstawowych i 16% kontaktów inicjowanych przez nauczycieli szkół średnich było homoseksualnych. Ponadto 1 na 4 (25%) ankiety wykazała, że stosunek seksualny z nauczycielem szkoły podstawowej był homoseksualny.  W szkole średniej 8 (22%) na 37 kontaktów pomiędzy nauczycielem a uczniem było homoseksualnych.
18% ankietowanych przyznało, że miało nauczyciela homoseksualistę (8% w wieku powyżej 55 lat i 25% poniżej 26 lat). 6% osób, które miały nauczyciela homoseksualistę powiedziało, że nauczyciel miał wpływ na to, że spróbowali stosunków homoseksualnych; 13% mężczyzn oraz 4% kobiet stwierdziło, że nauczyciel tej samej płci podejmował wobec nich czyny seksualne.

Nie każdy homoseksualista molestuje dzieci.
Ale tak duża liczba homoseksualistów dopuszcza się molestowania nieletnich, że ryzyko molestowania dziecka na tle homoseksualnym jest od 10 do 20 razy większe niż na tle heteroseksualnym.

Ruch homoseksualistów otwarcie domaga się legalizacji seksu homoseksualnego między dziećmi a dorosłymi. W 1987 roku "Magazyn Homoseksualizmu", edukacyjny organ ruchu na rzecz praw
homoseksualistów, opublikował artykuł pod tytułem: "Pedofilia a ruch homoseksualistów".
Autor Theo Sandfort, wyszczególnia wysiłki homoseksualistów, by położyć kres "dyskryminacji pedofilii".
W 1980 roku największa holenderska organizacja homoseksualistów (COC) "przyjęła stanowisko postulujące, że liberalizacja pedofilii musi być rozpatrywana jako cel homoseksualistów . [oraz że] wiek przyzwolenia powinien być zniesiony. Poprzez uświadomienie pokrewieństwa między homoseksualizmem a pedofilią, COC przyczyniła się do tego, że dorośli jej członkowie są teraz bardziej wrażliwi na erotyczne pragnienia młodych przedstawicieli własnej płci, a przez to do rozszerzenia tożsamości homoseksualnej".
W 1990 roku COC osiągnęła znaczące zwycięstwo: obniżenie wieku przyzwolenia na homoseksualny seks w Holandii do 12 lat (chyba, że rodzice mają coś przeciwko temu, to wtedy wymagane jest 15 lat). W USA i w Kanadzie członkowie Północnoamerykańskiego Związku Miłości Między
Mężczyznami a Chłopcami maszerują dumnie w wielu homoseksualnych paradach i za cel mają zniesienie barier między seksem pomiędzy mężczyznami a chłopcami.
Proszę zwrócić uwagę na wyrażenia "dyskryminacja pedofilii" i "liberalizacja pedofilii".
Jest rzeczą jasną, że osoby, które postulują legalizację stosunków seksualnych między dorosłymi a dziećmi przekonują, iż jest to "prawo obywatelskie" i należy się im taka sama ochrona prawna jak innym mniejszościom.
Duża część Amerykanów traktuje ten argument jako zwykły pretekst do tego, by dać "przestępcom seksualnym" wolną drogę do wykorzystywania dzieci.

Ruch na rzecz praw homoseksualistów postuluje legalizację stosunków seksualnych z nieletnimi, podczas gdy czy to w zgłoszonych przez społeczeństwo przypadkach molestowania, wyrokach na pedofili, czy w stosunkach seksualnych między nauczycielami a uczniami istnieje silne,  nieproporcjonalne powiązanie między molestowaniem seksualnym dzieci a homoseksualizmem.

Źródlo: dr Paul Cameron: "Molestowanie dzieci a homoseksualizm"


Po zapoznaniu się  w powyższym opracowaniem pozostaje tylko jedno – zwiększyć uwagę skierowaną na otoczenie w którym przebywają nasze dzieci i wnuki. Należy otoczyć ochroną modzież i odizolować ich od nauczycieli-pederastów, pederastów-sąsiadów i przypadkowych „dobrych wujków“ czerpiących przyjemność w głaskaniu dzieci po głowach i nie tylko. Jak zauwazył dr Paul Cameron – nie każdy pederasta jest pedofilem, ale ma ku temu tendencje, więc lepiej nie ryzykować. Reagujmy zatem, stosując nawet przemoc fizyczną –zaniechanie może być w skutkach tragiczne i nieodwracalne.

czwartek, 17 stycznia 2013

Ku..a z Jaworek, ch.j biegły i nieuki z prokuratury.


Z góry przepraszam za stek wulgaryzmów, ale inne słowa nie mogą paść...

Osiemnastoletnia zwyrodniała kurwa z miejscowości Jaworki w małopolsce – Klaudia T. karmiła węża pytona żywymi kociętami. Całą sprawę opisała prasa w sierpniu ubiegłego roku. Wpierw pod pozorem opieki, wyłudziła trójkę młodych kotów od osoby szukjącej dla nich domu a następnie na oczach dzieci podała zwierzeta gadowi na pożarcie.

Wczoraj prokuratura rejonowa w Nowym Targu umorzyła sprawę na podstawie opinii biegłego, który stwierdził, że podstawowym pokarmem pytona w naturze są żywe istoty. Prokuratura zatem uznała, że skoro jest to zgodne z naturą, to karmienie żywymi kociętami pytona jest zgodne z prawem. Prokurator, rzecz jasna nie zgodził się podać nazwiska biegłego.

Faktycznie trzeba być nie lada zwyrodnialcem, bydlakiem lub złamanym chujem, by jako biegły wydać taką opinię.  Trzeb by też matołem, kretynem, bezmózgiem lub też przepłaconym szmalcownikiem by nie zauważyć, że w naturze pyton nie jada zwierząt domowych, bo natruralnym środowiskiem pytona nie jest m-3 w mieście.
Trzeba być też nieukiem i głupkiem skończonym (a nie prokuratorem), by ową opinię uznać za wiążącą, wobec litery polskiego prawa, które wyraźnie się w takiej kwestii wypowiada*

Ze swojej strony życzę, zarówno zwyrodniałej kurwie z Jaworek, która niczym hitlerowcy miała ubaw w znęcaniu się nad żywymi istotami, jak i szmalcownikowi – chujowi, będącemu biegłym sądowym, by stali się pokarmem dla któregoś z drapieżnych zwierząt.
By ktoś celowo lub przez przypadek wrzucił ich do basenu z aligatorami lub wybiegu dla kotów drapieżnych.
Niczym to nie grozi. W końcu prokuratura też sprawę umoży, bo cytując tegoż kretyna-biegłego: „(...)podstawowym pokarmem krokodyli/lwów w naturze są żywe istoty. Prokuratura zatem uzna, że skoro jest to zgodne z naturą, to karmienie żywymi ludźmi krokodyla/lwa jest zgodne z prawem (...)


* Prawo polskie mówi:
„Zabrania się zabijania zwierząt, z wyjątkiem: uboju i uśmiercania zwierząt gospodarskich oraz uśmiercania dzikich ptaków i ssaków utrzymywanych przez człowieka w celu pozyskania mięsa i skór"
(Ustawa o ochronie zwierząt, znowelizowana w styczniu 2012 r.)

„Koty i psy, zgodnie z dalszymi zapisami ustawy to zwierzęta domowe, jako żywo niehodowane w naszym kraju na mięso i skóry, ale nawet jeśli ktoś wbrew zapisom ustawy uważa koty za zwierzęta gospodarskie, to art. 34 mówi: zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone TYLKO po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje".
 

wtorek, 18 września 2012

Platforma Obywatelska im. Lenina

Dzięki zaradności Tow. Adamowicza z KW PZPO w Gdańsku Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej,  zyskało cennego patrona.
Historię i idee zawieszenia imienia nowego patrona, naświetlił na egzekutywie sam pierwszy sekretarz KC PZPO, Tow. Donald Tusk.
Wielkie brawa, towarzysze komuniści!
W sojuszu z chłopem i ubekiem platformersa stać na więcej!
 (Podczas, gdy obywateli stać jest na coraz mniej)





poniedziałek, 3 września 2012

"W Betonowym Kręgu" - serial brazylijski (1 odc.)

Pierwszy odcinek super ciekawego brazylijskiego serialu ze znakomitą obsadą.
Grają: Jacek Vincent Rostowski i Barbara Kudrycka.
W epizodzie znakomity Donald Tusk!
To będzie przebój tej jesieni!



wtorek, 15 listopada 2011

Z pamiętnika młodego lewicowca.

8.22 – Obudziłem się , bo zadzwonił pieprzony budzik. Że też nikt nie zrobił z tym porządku. To podobno wynalazek niejakiego Platona, takiego starożytnego naziola z Grecji...
Ale za chwilę złość mi przechodzi, bo to przecież dziś jest TEN dzień!

9.15 – Wybiegam z domu. W ostatniej chwili zabieram kominiarkę. To by było dopiero, gdybym jej zapomniał. W biegu naciągam ją na głowę i zapinam katankę.

9.29 – Wpadam do „spożywczego” biorę dwie bułki i oranżadę. W czasie gdy ta pieprzona faszystka za ladą odwraca się zwiewam ze sklepu. Nie będę płacił nazistom i wspierał ich kapitału.

9.35 – Uff... już jestem w autobusie. Jadę. Że też ten cholerny faszysta za kierownicą musi tak wolno jechać. O, zrobi się z nimi porządek! Na tych nazistów z ZTM też przyjdzie czas...

9.56 – Z gębą pełną zgryzionej bułki wpadam na Nowy Świat i pędzę do „naszej kawiarni”. Zdążyłem w ostatniej chwili. Przede mną wszedł właśnie instruktor, towarzysz „Sutek” z innymi towarzyszami. Będzie odprawa.

10.00 – Zaczyna się odprawa. O tym nie mogę nic napisać, bo to ściśle tajne. Ale o jednym tylko wspomnę, tak pięknie ułożonej „drabinki” z bejsboli jeszcze nie widziałem...

10.23 – Wychodzimy z lokalu. Jedziemy po towarzyszy z Niemiec. Szybo, szybko... trzeba ich odebrać z ustalonego miejsca i przywieźć do nas. W biegu wpadam na jakąś emerytowaną faszystkę z białą laską. Przewracam się o nią i tłukę sobie łokieć. Chłopaki chcą faszystce dołomotać za napad na mnie, ale nie mamy na to czasu. Tam przecież towarzysze z Berlina czekają... Że też to cholerne bydło nazistowskie nie potrafi patrzeć przed siebie!

10.47 – Jesteśmy już. Towarzysze witają nas radośnie „Heil Marx” i „Heil Engels”. Odpowiadamy: „Heil Jaruzel” a niektórzy „Heil Blumsztajn”!
Ściskamy sobie mocno dłonie i każdy wymienia po trzy „niedźwiedzie” z Niemcem.

10.58 – Idziemy zwartą grupą w kierunku „naszej knajpy”. Nie ma mocnego na nas! Faszyści zmykają na drugą stronę ulicy. Jednemu nawet balon z ręki uciekł, gdy ojciec z nim uciekał przez jednię. Gdzieniegdzie zaskowycze jakiś nazistowski pies lub miauknie faszystowski kot. Budzimy respekt! Nosimy się na czarno i nie ma z nami żartów.

11.12 – Jeden z niemieckich towarzyszy rzuca pomysł aby zanim wejdziemy do „naszej knajpy” na zimną wódkę i ciepły kompot w strzykawce, trochę się rozerwać. Właśnie jak na zawołanie trafiają się polscy naziści w faszystowskich, napoleońskich mundurach. Plujemy sobie na nich. Niech wiedzą, że z nami nie ma żartów.

11.32 – Chyba dostrzegła nas faszystowska policja. Gonią nas. Uciekamy do naszej knajpy. Co ci naziści od nas chcą? Jeszcze próbuje bronić nas Towarzysz „Sutek” ale na nic to. Każą wychodzić na zewnątrz. Najgorsze, że zabierają nasze bejsbole, strzykawki, gorzałę i noże z kastetami...

11.45 – Zabierają też na komisariat niemieckich towarzyszy, a nam każą się rozejść. Na pożegnanie śpiewamy „międzynarodówkę” i na wszelki wypadek, aby towarzyszom z Berlina było miło niektórzy, co potrafią intonują „Horst Wessel Lied”.

11.58 - Stoimy przed „naszą knajpą” i czekamy na rozkazy. Nagle poruszenie w tłumie. Właśnie dotarł tu główny ideolog „kolorowej rzeczpospolitej” – towarzysz Żakowski. Tłum skanduje „Żako, Żako, Żako...”. Towarzysz Jacek niczym Włodzimierz Lenin gładzi zalotnie bródkę i znanym gestem Illicza pozdrawia nas ręką.

12.16 – Są dyrektywy. Mamy czekać, aż coś Komitet Centralny postanowi. Oczywiście możemy sobie tak dla wprawy natłuc jakiegoś faszystę albo go opluć, ale mamy się daleko nie oddalać. Czekamy, zrywamy faszystowskie flagi, plujemy...

14.25 – Wreszcie! Idziemy na Plac Konstytucji. Po drodze dochodzi do nas informacja, że Stowarzyszenie Żydów Polskich nie poparło nas i nie weźmie udziału w blokadzie.
A to paskudni faszyści!

14.48 – Jesteśmy na miejscu. Reszta towarzyszy niemieckich, ta grupa która nie dała się spacyfikować nazistowskiej policji stoi już na posterunku i trzyma banery. Witamy się. Po dwa niedźwiedzie na osobę.

15.00 – „Tamci” zaczynają organizować się w grupę. W szeregi faszystów przenikają nasi bojówkarze. Zaczyna się rozróba. A dobrze tak naziolom!
My stoimy dumnie i wiernie idei komunistycznej. Gdzieniegdzie tylko jakiś klej ktoś wącha, tam strzykawka idzie w ruch, tu ktoś kogoś po tyłku głaszcze... istna parada równości się zrobiła!

15.36 – zabawa trwa w najlepsze. Jest scena, a na niej towarzysz Lizut udaje towarzysza CheGuevarę i po hiszpańsku wygłasza odezwy! Artystka estradowa towarzyszka Kwiatkowska parodiuje i wykpiwa znane postaci faszystowskie, takie jak: Kaczyński, Giertych, Napieralski, Gronkiewicz-Waltz czy Miller.
Śmiejemy się i socjalistycznie bijemy brawo.

16.10 – Wraz z kilkoma towarzyszami z Niemiec, biegniemy za jednym nazistą, który pokazał się z flagą biało-czerwoną na skrzyżowaniu. Gdy widzi nas zbliżających się, próbuje uciekać. Szybko udaje nam się go dorwać, bo jest na wózku inwalidzkim.

16.43 - Jesteśmy ponownie w tłumie naszych. Ponosi nas patos tego zgromadzenia. Przybywają kolejny zasłużeni towarzysze: Olszański, Beylin, Szczuka oraz... Kalisz!
Szczególnie przybycie tego ostatniego wywołuje wielki aplauz.
„Ryszard, Ryszard, Ryszard...” – roznosi się skandowanie.
Towarzysz Ryszard, trochę speszony – macha do tłumu i zakłada czerwoną chustę radzieckich pionierów na szyję. Wygląda imponująco. –„A gdzie Wasz socjalistyczny Jaguar” – woła ktoś z tłumu.
-„Nie bójcie się, zacny antyfaszystowski, socjalistyczny Jaguar jest pod dobrą opieką, towarzysze...” - uspokaja Kalisz –„pilnują go na Żurawiej nasi niemieccy bracia!”
Z tłumu daje się słyszeć głębokie –„uffff...”

17.18 – Znów biegniemy na akcję. Ktoś rzucił plotkę, że widział małżeństwo nazistowskich emerytów z opaskami biało-czerwonymi na ramieniu i z inicjałami A.K., gdzieś w okolicach ulicy faszysty księdza Skorupki. Okazuje się, że był to fałszywy alarm.

19.11 – Bawimy się w najlepsze w naszym gronie. Ktoś przyniósł socjalistyczną wódkę i jakieś komunistyczne fajki... Pijemy i palimy – wznosimy okrzyki.

19.28 – Dochodzą do nas wieści, ze naziści są już pod pomnikiem faszysty Dmowskiego i podpalili samochody socjalistycznej stacji TVN. Na znak protestu my palimy... marihuanę i jointy!
Żaden nazista czy faszysta nam teraz tego nie zabroni.

20.03 – Wystąpienie towarzysza „Suta” rozwiązujące zgromadzenie. Wielkie brawa i zwyczajowe „sto lat towarzysze, sto lat..”.
Zachęcony wielkim i gorącym przyjęciem, towarzysz „Sut” w kilku słowach zwraca się do tłumu:
-„Ludu pracujący miast i wsi... towarzysze i obywatele... nasze socjalistyczne zgromadzenie pokazało hitlerowskim i kapitalistycznym bankrutom politycznym, że komunizm i internacjonalizm są wartościami, które same potrafią się obronić, a jeżeli nie, to zawsze braterskie ramię niemieckiego towarzysza przedłużone o bejsbolowy kij jest na posterunku...”

20.44 – Rozchodzimy się do domów.

21.36 – Jestem już na miejscu. Jeszcze tylko udaje mi się skopać jakiegoś nazistę, który wyszedł w szlafroku na spacer z psem...
Wchodzę do klatki, za mną tylko ten cholerny jamnik, psia jego mać - nazistowska rasa – tak strasznie ujada...