Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 kwietnia 2015
Nieporozumienie na granicy - Rajd Katyński vs. Zmiana
I teraz wiemy jak było!
Etykiety:
„Motocyklowy Rajd Katyński“,
bolszewia,
kolaboracja,
komunizm,
Nocne Wilki,
Piskorski,
Polska,
Rosja,
Ruscy,
Zmiana
czwartek, 29 stycznia 2015
„Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie“
Człowiek Putina – Siergiej Iwanow przyjechał do Polski na
obchody wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przyjechał już
z fochem w nosie i rzecz jasna nie podobało mu się nic.
Skrytykował nawet pomysł obchodów 70-lecia zwycięstwa w II
Wojnie światowej, które to miały by odbyć się w Gdańsku.
(...) Obchodzenie zwycięstwa w Gdańsku jest moim
zdaniem dziwne. Jakie było w Gdańsku zwycięstwo?
No tak... a gdzie trzeba obchodzić? Rzecz jasna w Moskwie!
Szkoda,ze nikt nie zadał mu pytania: A jakie to zwycięstwo było w Moskwie?
Nieuk?!
Odrzył Iwanow za to już po powrocie do Moskwy, gdzie
Rosjanie sami zrobili sobie własne uroczystości i nawet specjalną wystawę
poświęcili rocznicy.
Tradycyjnie z patosem, zadęciem i
absurdalnym humorem graniczącym z historycznym hochsztaplestwem nazwali ją
"Pamiętaj.
Zbrodnie nazizmu. Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie".
Oj, dobrze pamiętamy tę misję.....
1.300.000 Polaków zamordowanych w latach 1939-45 w imię owej „Misji
wyzwoleńczej Armii Czerwonej w Europie...“
Zdając sobie sprawę, że
przedstawiony na owej wystawie obraz sowieckiej armii oraz jej dzieła będzie
politycznym fałszerswem, przygowtowałem kilka plansz z właściwym jej obrazem
dokonań i „misji“.
niedziela, 30 listopada 2014
wtorek, 18 listopada 2014
Towarzysz Ejdelsztein
Mówią, że od czasów caratu, aż do dziś, to
właściwie u ruskich nic się prawie nie zmieniło. A dla zwykłego, szarego
obywatela, to już z pewnością nic.
Cały ten proces zmiany ustroju
z feudalnego na komunistyczny i powrotnie na (komunistyczno)feudalny
z pewnością pozostałby całkowicie niezauważony, gdyby nie Gorbaczow, który
doprowadził społeczeństwo do stanu trzeźwości.
Wybryk ten spowodował, iż naród przetrzeźwiał
i zauważył, że nie ma już cara! Doprowadziło to do pewnych nieporozumień i zamieszania
w kraju, nie notowanego od sławetnego – 1917 roku.
Wtedy to (w ciągu kilku lat pozornej
demokracji) wielu rosjanom pozwolono nawet uderzyć pięścią w stół. Ale własny i
to tylko raz.
Właśnie wtedy pozwolono też zaistnieć różnego
rodzaju egzotycznym „wybrykom natury“ takim jak Władimir
Wolfowicz Żyrinowski.
Urodzony 25 kwietnia 1946 rou w
Ałma-Acie (Kazachstan) jako Władimir Wolfowicz Ejdelsztejn. Ojciec jego - Wolf Isaakowicz Eidelstein, był polskim
Żydem, a matka, Aleksandra
Makarowna Pawłowa - rosjanką.
Dziadek jego, ze strony ojca Isaak Ejdelsztein
był bogatym przemysłowcem z Kostopola (Województwo Wołyńskie). Posiadał
największą fabrykę drewna w regionie i był
przewodniczącym Wspólnoty Żydowskiej.
Po
rozpoczęciu działań wojennych i wejściu Armii Sowieckiej na Ukrainę, rodzina Ejdelszteinów
zesłana została do Kazachstanu. Mniej szczęścia miało czterech innych członków
rodziny, którzy pozostali w Kostopolu i po wejściu hitlerowców wysłani zostali
do obozu koncentracyjnego, gdzie zginęli.
Prawdopodobnie
w latach 1943-44, w Ałma-Acie zmarł senior rodu Ejdelsteinów. Już po śmierci
ojca - Wolf Isaakowicz poślubił rosjankę
Aleksandrę Makarowną Pawłową a w 1946 roku urodził się ich syn Władimir
Wolfowicz. Niedługo po urodzeniu syna
rodzina zmieniła nazwisko na Żyrinowski.
Sielanka rodzinna nie trwała długo.
Tatuś Władimira szybko pojął, że życie z gojami nie przystoi przwdziwemu
Żydowi i jeszcze w 1946 roku rozwiódł się żona, pozostawiając ją z niemowlęciem
na ręku.
Więcej już nigdy syna nie widział.
W 1949 roku Wolf
Isaakowicz Eidelsztein/Żyrinowski wraz z nową żoną Bellą oraz bratem
wyemigrował do Izraela, gdzie aż do śmierci pracował jako agronom w Tel-Awiwie.
Zginał w 1983 roku w
wypadku autobusowym.
W lipcu 1964 roku Władimir Wolfowicz wraz z matką przeniósł sie z Ałma-Aty do
Moskwy, gdzie rozpoczął naukę w Instytucie
Studiów Azji i
Afryki na Uniwersytecie
Moskiewskim (MSU), którą ukończył
w 1969 roku. Wtedy to zapisał się do Komunistycznej Partii
Związku Sowieckiego.
Po ukończeniu studiów, odbył służbę wojskową w
Tbilisi.
Zdobywszy
dyplom uczelni wyższej przeszedł przez łańcuch stanowisk partyjno – państwowych
i związkowych.
I tak,
aż do kapitulacji sowietu. Okres trzeźwości epoki Gorbaczowa pozwlił mu
zaistnieć w życiu politycznym i wyrobić sobie markę awanturnika i łobuza
politycznego, co niezmiernie spodobało się wielu chwilowo trzeźwym opojom z
sojuza.
Żyrinowski
wyrobił sobie markę łobuza, ale łobuza z zasadą. Owa zasada, aż do dziś brzmi:
„Nie stawiaj się silniejszemu”. Dzięki temu Żyrinowski-Ejdelsztein plecie głupoty i dyrdymały o wszystkich,
wielbiąc jedynie Władimira Putina i jego hołotę.
W
nagrodę Putin pozwala mu pełnić rolę nadwornego durnia i pajaca.
Tak faktycznie, polityczne orientacje
Żyrinowskiego i Putina różnią się zasadniczo. Wprawdzie Putin deklaruje chęć
odbudowy wielkiej rosji, ale na kształt związku sowieckiego z jego
bohaterami na sztandarach.
Żyrinowski również posiada wizję wielkiej
rosji, ale pod zółto-czarno-białą imperialną flagą cesarską.
Właśnie z taka banderą paraduje
Żyrinowski na wiecach. Często tym barwom towarzyszą tam czerwone flagi
z białym kołem i wpisaną w nią swastyką.
A to, jako braterstwo międzynarodowe.
Być może biedny psychopata nie zdaje sobie sprawy z tego, że
w czasach gdy zarówno cesarska jak i hitlerowska flaga powiewały oficjalnie, on
nie miałby najmniejszej szansy gdziekolwiek paradować.
Chyba, że wprost z placu apelowego w Auschwitz do komory gazowej, bądź
nocami po bezdrożach podmoskiewskich po regularnym kozackim pogromie żydowskim.
Dziś Żyrinowski znów publicznie dzielił
tereny Ukraińskie między Polską a rosję, straszył III Wojną Światową.
Niestety, nie pierwszy to przypadek gdy
bolszewicki jewrej dyktuje rosjanom model działania. Przed nim byli już: Lenin,
Trocki, Jagoda, Kamieniew, Swierdłow ....
A wszystko to przez abstynencję Gorbaczowa.
Etykiety:
bolszewia,
Putin,
Rosja,
Władimir Wolfowicz Ejdelsztejn,
Władimir Wolfowicz Żyrinowski,
ZSRS,
żyd,
Żydokomuna.
sobota, 1 listopada 2014
Panslawizm a ruskie urojenia
Jak wiemy panslawizm wymyślili Czesi. Jeszcze na poczatku
XIX wieku niejaki František Palacký, spożywszy więcej niż
zwykle jelinkowej zapalanki wpadł na pomysł by wsyscy słowianie zjednoczyli się
przeciw germańskiemu zalewowi słowiańskich społeczności.
Zorganizował przeto Palacký w 1848 roku
w Pradze, Wielki Kongres Panslawistyczny i był z niego bardzo dumny.
Dobrego humoru nie popsuł mu nawet fakt, że na owy kongres przybyli głównie
Czesi, co nie nadało zlotowi międzynardowego wymiaru.
Czesi są narodem małym ale praktycznym
i bardzo rodzinnym.
Dlatego też ze swoją ideą kisili się we
własnym sosie jeszcze na dwóch zjazdach, po czym, gdy podłączyły się do owej
idei panslawistycznej inne narody, to całość szlag trafił.
Stało się tak, gdyż założono błędnie, iż to rosjanie bedą stać na
czele, a jedyną słuszną religią będzie prawosławie i to moskiewskie.
Dlatego też Czesi wymyślili sobie
Neoslawizm by mieć w nosie ruskich!
Wprawdzie nowa idea zakładała bratanie
się z rosjanami, ale teoretycznie na partnerskich warunkach i bez ruskiej
dominacji.
Owa idea równeż nie przetrwała próbu
czasu.
Osobnym rozdziałem w historii
panslawizmu czy też neoslawizmu, jest jego stosunek do Polaków oraz stosunek samych
Polaków do niego.
Ruchy te nigdy nie miały w Polsce popracia i nigdy nie były
traktowane poważnie.
Wprawdzie w 1908 roku Roman Dmowski uczestniczył w kongresie
neoslawiańskim w Pradze, ale tylko po to by pokazać światu problem Polaków pod
zaborami.
Później odbyły się jeszcze dwa kongresy (Petersburg - 1909,
Sofia - 1910), które znów pokazały, że nie ma równości wśród „słowian“ a
rosjanie traktują przedniotowo m.in. Polaków. Co ważne, w kongresie w Sofii
Polacy już nie uczestniczyli.
Agonia idei nastąpiła w 1910 roku a ruscy z muchami w nosie
wymyslili sobie tzw. rosyjski neoslawizm.
Samo już powstanie takiego mononacjonalistycznego tworu jest
przykładem na wielkie oszustwo, które w dzisiejszej Europie się (niestety) odradza.
Mianowicie,
działający w połowie XIX wieku, wybitny polski etnograf Franciszek Henryk Duchiński, dowiódł, iż rosjanie
wcale nie należą do grupy Słowian!
Ze Słowianami
nie mają nic wspólnego, gdyż należą do grupy o pochodzeniu turańskim
–mongolskim.
Skąd więc
rosyjski noeoslawizm?!
Z urojeń!
Nie pierwsza
to próba rosyjskiego oszustwa.
Jak pisał
Duchiński: „prawdziwymi Słowianami są
jedynie Polacy i Rusini, Rosjanie zaś nie są nawet ludem aryjskim...“ a
„..kolebką Słowiańszczyzny są tereny
pomiędzy Wisłą a Dnieprem...“
Pewnie dla
gromadki dzisiejszych usłużnych idiotów proruskich, będzie to szokiem, że
bratają sie z dziczą stepową a nie z prawdziwymi Słowianami.
Ale może ich
pochodzenie też nie jest pewne...
W każdym
razie dzwnie to wygląda... coś jakby hitlerowskie Niemcy w germańskiej
ideologii próbowały udowodnić braterkę krwi ze słowackimi cyganami...
Fizjonomicznym
przykładem prawdziwego, wzorcowego „słowianina z rosji“ niech będzie Władimir Putin.
Temu, który
dopatrzy się w jego twarzy rysów słowiańskich – laur z saksaułu. Prosto z Gobi
– skąd właśnie przybyli do rosji „słowianie“!
Etykiety:
azja,
kałmuki,
mongolia,
neopanslawizm,
noworosja.,
oszustwo,
panslawizm,
pochodzenie turańskie,
Rosja,
Ruscy
środa, 29 października 2014
Jaka kara dla rosyjskich futbolowych władz?
Legia Warszawa, po donosie organizacji FARE (Football
Against Rascism), politykierskiej i lewackiej bandy półidiotów, będzie
odpowiadała za wywieszenie na stadionie w Kijowie biało-czerwonej flagi
z przedwojennymi herbami Lwowa oraz Wilna. Wszystko miało miejsce w czasie
meczu z Metalistem Charków w ramach rozgrywek Ligi Europejskiej.
Według FARE wywieszenie takich symboli stanowi jaskrawy przejaw „reprezentowania
rewizjonistycznych żądań polskich radykalnych nacjonalistów”.
Prawda, że takie coś wymyśleć może
tylko kretyn i lewacki dewiant?
Niestety u skorumpowanych leśnych
dziadków z FIFA i UEFA, - FARE ma wolną rękę w sprawach dotyczących
interpretacji tego co owe matołki na stadionie zobaczą.
Niestety, podobnie jak seksualnym
zboczeńcom, FARE też wszystko się z jednym kojarzy, a na dodatek, jeżeli
chodzi o fabrykowanie zarzutów, to przy nich bojówki SA i Gestapo razem
wzięci, byli niczym niebiański kolektyw przy stadzie Trynkiewiczów .
Tak oto, teraz włodarze Legii będą się mocno tłumaczyli
z flagi i opowiadali w Bazylei historię polskiej piłki nożnej ze
szczegółami.
I tak pewnie bez jakiejś kary się nie obędzie, bo zarówno
FARE jak i działacze UEFy prezentują podobny poziom intelektualno-totalitarny.
Gdyby jeszcze tylko wszyscy byli przez
UEFA równo traktowani.
Dziś TVP pokazała, krótki materiał,
dotyczący wizyty Seppa Blattera w Moskwie. Wszystko przy okazji wizytacji
obiektów, przygotowywanych na MŚ 2018.
Mniejsza o to, że piernik ściskał się
z łobuzem i kadzili sobie nawzajem.
Dużo ciekawsza była sceneria w jakiej
to się odbywało.
Otóż
w tle widniała plansza z konturem Europy, na którym liniami zaznaczono
granice Rosji. Jak łatwo było zauwazyć, na planszy Krym znajdował się w
granicach Federacji Rosyjskiej!
Póki
co, aneksji Krymu nie uznała przytłaczająca większość państw świata a lokalne
władze piłkarskie Krymu (klubowe i okręgowe) należą nadal do struktur Federacji
Piłkarskiej Ukrainy (i należeć będą doputy, dopóki Ukraina nie zgodzi się sama przekazać ich Rosji).
Gdzie bylo zatem FARE, gdy putinnicy
„(...) reprezentowali rewizjonistyczne żądania rosyjskich radykalnych
nacjonalistów“?!
--------------------------
P.S. Niestety nie udało mi się dziś
znaleźć capsów z tej konferencji, ale nie jest to chyba wielkim problemem,
gdyż za dzien-dwa film z TVP będzie zapewne dostępny w sieci.
Etykiety:
Blatter,
FARE,
hitlerowcy z FARE,
Krym,
Mundial 2018,
naziści,
Rosja,
totalitaryzm,
Ukraina
poniedziałek, 20 października 2014
Sowiecka Prawda numer 2.
Zachęcamy do lektury drugiego numeru "Sowieckiej Prawdy"
Teraz: cała prawda, tylko prawda i sowiecka prawda - putinowska prawda!
Teraz: cała prawda, tylko prawda i sowiecka prawda - putinowska prawda!
Etykiety:
alkoholizm,
Donieck,
głupota,
komunizm,
Putin,
Rosja,
Rosjanie,
Sowicka Prwda,
sowieci
niedziela, 24 sierpnia 2014
Akcja humanitarna
Szanowni Czytelnicy oraz Blogerzy,
Przyszedł już najwyższy czas, gdy naturalne człowieczeństwo
oraz międzyludzka solidarnosć powinny zapanować nad bezdusznymi relacjami
naród-władza.
Wszyscy wiemy, jaka jest obecnie sytuacja na rynku zaopatrzenia w artykuły spożycze w
Rosji. Po decyzjach władzy najwyższej, wprowadzających embargo na większość
produktów importowanych dotąd przez Rosję, sytuacja na rynku konsumenckim
pogorszyła się katastrofalnie. Właściwie
brakuje wszystkiego.
Państwo rosyjskie, jako producent żywności właściwie nie
istnieje. Na tamteszym rynku, prócz
znikomej produkcji tucznika i zboża oraz jedynie znaczącej produkcji alkoholu,
reszta produktów pochodziła z zagranicy.
Przywódcy rosyjscy (sowieccy) wielokrotnie głodem regulowali
populację własnego narodu. Żeby tylko przypomnieć wielki głód na Ukrainie oraz
bezsensowną obronę Leningradu. Wydaje się, że obecnie władza też chcę w ten
sposób postąpić.
Dziś, gdy Władimir Władimirowicz Putin postanowił swoimi
decyzjami doprowadzić do tragedii własny naród, nam – społeczeństwu
obywatelskiemu z Europy nie wolno na to patrzeć spokojnie i biernie stać
jako obserwatorzy.
Dlatego apeluję – nie pozwólmy zwykłym Rosjanom umrzeć
z głodu!
Apel ten skierowany jest do organizacji społecznych,
parlamentu, władz naczelnych oraz nawet urzędu prezydenckiego.
Zorganizujmy zbiórkę artykułów spożyczych i wyślijmy dary do
Rosji.
Obecne embargo na „żywieniówkę“ nie pozwala wprawdzie na
wwożenie objetych zakazem artykułów z Unii Europejskiej, lecz możemy
przecież tu w Polsce zakupić importowane towary rosyjskie i właśnie je wysłać do Rosji.
Kupujmy zatem importowane do Polski rosyjskie śledzie,
słoninę, ogórki, tłuszcze, suszone ryby, pestki ze słonecznika itp. i
odstawiajmy do punktów, z których pojadą w drogę powrotną do głodujących w
Rosji.
Mam tylko nadzieję, że strona rosyjska nie będzie czyniła
utrudnień przy odprawie tych produktów na granicy, choć jak pokazało ostatanie
zamieszanie z „białym konwojem do Doniecka“, granicę w sytuacjach szczególnych,
można przekraczać bez stosownych formalności celnych i zezwoleń.
Etykiety:
akcja humanitarna,
głód,
Klęska głodu w Rosji,
pomoc,
Putin,
Rosja,
zagłodzeni ludzie,
ZSRS
czwartek, 21 sierpnia 2014
Putin - na Cara!
-->
-->
Właśnie tak. Neoswieci w rosji powinni czym prędzej obwołać
Władimira Władimirowicza Putina Carem! Było by to z korzyścią dla
wszystkich, zarówno „tamtych“, po dzikiej stronie świata, ale też i nas – ludzi
cywilizowanych w Europie.
Wprawdzie Putin zachowuje się już jak Car, w czym upewnia go
prawosławna rosyjska cerkiew, która w osobie swoich dostojników całuje owego
pułkownika KGB w mankiet, ale co innego publiczne wazeliniarstwo a co innego
koronacja oficjalna.
To, że dajny na to jakiś brodaty kolaborant KGB cmoka w rękę
swojego oficera prowadzącego, oficjalnie nie znaczy nic – co innego gdyby Putin
był koronowany.
Czym prędzej zatem należy Władimira Władimirowicza obwołać
głową państwa i na tę głowę włożyć koronę.
Wprawdzie z korony carów niewiele już pozostało, bo po kawałku ją
rozgrabiono w epoce państwa sowieckiego,
lecz przy dobrej woli obywateli można by pozbierać, co pozostało i
z tego sklecić coś na nowo.
Każdy, kto coś tam kidyś podwędził, niech odda teraz.
To wszystko się poskleja, poskłada i włoży na łysiejącą
głowę obecnego prezydenta. Sam Putin, może też z domu przyniesie, co tam
kiedyś, jako kagiebowiec „podgrandził“ z własności Romanowów.
Teraz tylko potrzebny dekret i stosowna uroczystość.
Z dekretem nie będzie problemu, gdyż sam sobie Putin to
napisze, a bezwolne ciucmy w Dumie Panstwoej wszytsko i tak podpiszą. Nawet
Żyrinowski, który dodatkowo obwoła
Putina naczelnym, honorowym rabinem Rosji.
Znając zadęcie sowietów, uroczystość koronacyjna odbędzie
się z niespotykanym dotąd rozmachem i fanfarami.
Na koronację przybędą: Fidel Castro (jak jescze dożyje), Xi
Jinping, Kim Dzong Un a Mateusz Piskorski napisze na tę okoliczność poemat
romatyczny.
Tyle w skrócie.
A korzyści?
Neosowieci, czego chcieli - w karze za własną głupotę - dostaną
płytkomózgiego i bezwzględneego satrapę jako despotyczną głowę państwa, którą
zgodnie z tradycją, po jakimś czasie zamordują podczas jakiejś tam rewolty.
I z tego płyną też korzyści dla nas.
Tak, ku pokrzepieniu serc - tak kończą
durnie, którym się we łbach poprzewracało.
Etykiety:
bolszwicy,
Car,
cerkiew prawosławna w Rosji,
kolaboranci,
kradzież,
neosowieci,
Putin,
Rosja,
Ruscy,
złodzieje,
ZSRS
niedziela, 6 lipca 2014
Demonstracja w Warszawie. Ameryka drży!
-->
Świat wstrzymał oddech!
W związku ze świętem państwowtm w USA – dniem 4. Lipca, w
Warszawie, pod ambasadą Stanów Zjednoczonych odbyła się demonstracja!
Nie byle jakaś tam, z kadzącymi przekazami i
hasłami, o nie.
Była to demonstracja anty i przeciw!
Reżimowe telewizje, zarówno z prawa, jak i z lewa
celowo zapewne przemilczały ten fakt. Jedynie „Superstacja“ odważnie
poinformowała o tym wydażeniu.
A było o czym.
Prężna „Samoobrona“ Kuropatwińskiego Lecha stawiła się w
całej swojej sile pod ambasadą, by dać odpór „imperium zła“ w dniu jego
paskudnego święta.
Dzielna „Superstacja“ przeprowadziła pospiesznie tam
rozmowy, i co jest rzeczą niespotykaną, udało się uzyskać w ciągu pięciu minut
wypowiedzi połowy z demonstrujących, a trzeba wiedzieć, że było ich w
sumie ośmiu.
Czegoś takiego, w takiej procentowej proporcji nie udało
się nikomu na świecie!
Wiemy zatem, kim sa członkowie „Samoobrony“ ale nie wiemy
tak na prawdę o co im chodzi w nienawiści do USA.
Zatem - jeden Pan był pacjentem szpitala, z którego
uciekł specjalnie na demonstrację (dało sie to wyczuć w jego bełkocie), drugi,
młody z oznaką Euroazjatyckiego Związku Młodzieży (takiej
sowiecko-bolszewickiej organizacji putinowskiej, o charakterze antypolskim i
probandyckim, niejakiego Dugina) był doktrynalnie antyamerykański, bo był
prorusko-bolszewicki i też nic konkretnego nie powiedział.
Trzecią osobą była pani, na oko z koła gospodyń wiejskich
w popegeerowskim ośrodku, która jako jedyna określiła swoją nienawiść, bo
gryzło ją to, że nie zniesiono wiz do USA.
Po co jej wizy, skoro tak nienawidzi ameryki? Przecież
nie będzie jeździła do serca Imperium Zła?
Czwartym, który najmocniej grzmiał, bo przez tubę, był
niejaki Piskorski Mateusz, zwany w kraju z racji sympatii do bolszewizmu
putinowskiego „Julianem Marchlewskim III
RP”.
Niestety na demonstrację nie dotarł dziewiąty z członków
„Samoobrony” – jej lider Lech Kuropatwiński.
Jak podano -
zatrzymały go „ważne sprawy służbowe”.
Pewnie chłop pojchał dokupić fotel do kompletu dwóch
kanap, tak by wszyscy czlonkowie partii mogli spocząć wygodnie… po
demonstracji.
Cały protest przebiegł w miłej i spokojnej atmosferze.
Nie bez znaczenia było, iż ochraniający „demonstrację”
było więcej niż demonstrujących.
I tak trzymać!
Etykiety:
4.lipca,
agentura,
Ambasada USA,
Demonstrracja,
głupota,
Marchlewski,
Piskorski,
Putin,
Rosja,
Ruscy,
Samoobrona,
sowieci
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Mecenas Giertych powiedział...
Etykiety:
Jaruzeslki,
liberał,
LPR,
Maciej Giertych,
mecenas,
PO,
Roman Giertych,
Rosja,
współpraca,
ZSRS
niedziela, 11 maja 2014
Opowiadania o Putinie: - JAK PUTIN LWA OSWOIŁ
JAK PUTIN
LWA OSWOIŁ
Otóż pewnego razu siedział sobie Putin w pokoju i oglądał
imperialistyczną telewizję.
Nie, nie po to aby czerpać wzorce, ale po to by
wiedzieć jak źle jest tam, gdzie władza jego jeszcze nie dotarła.
Siedzi sobie zatem Władimir Władimirowicz i patrzy, a tu przyrodniczy
program akurat imperialiści nadają. Dzikie zwierzęta za kratami pokazują czyli
tak zwany ogród zoologiczny, w którym imperialistyczne rodziny dla rozrywki
przechadzają się i drażnią tym zamkniętą w klatkach zwierzynę.
- Nie jest to dobrze, że człowiek tak brzydko zachowuje
się w stosunku do innych – powiedział Putin. Powinno się oswajać, a nie zamykać
za kratami – dodał.
Niestety, imperialiści nie wiedzieli tego, co wiedział o
właściwym postępowaniu ze stworzeniami Putin.
Dlatego też, szczególnie osobniki takie jak tygrysy,
pantery i lwy otoczone były tam wyjatkowo grubymi kratami.
- Tak nie powinno być – pomyślał Władimir Władimirowicz.
Czym prędzej przeczytał całą literaturę dotyczącą drapieżników,
a że uczył się znakomicie i błyskawicznie, posiadł prędko właściwą wiedzę.
Aby utrwalić nabyte pospiesznie mądrości, chodził na
długie spacery, gdyż dobrze wiedział, iż przechadzki są zdrowe i właściwe ku
dotlenianiu mózgu, co wpływa dobrze na mądrość.
Imperialiści tego nie wiedzieli.
Po tygodniu wezwał Putin swojego rzecznika prasowego i w
te słowa do niego powiada:
- Drogi Dmitriju Siergiejewiczu, poprosiłem was tu, bo
przyszła pora abym zrobił coś dobrego dla ludzkości oraz świata dzikich stworzeń.
- Tak jest towarzyszu Putin, jak mogę wam pomóc w tym
wielkim dziele? – spytał rzecznik Pieskow
- Musicie sprowadzić mi lwa, a ja go oswoję i pokażę
wszystkim jak powinno się postępować ze stworzeniami.
Pieskow wiedział, że Putin nie zna strachu i że niczego się
nie boi. Wiedział też, że w walce o dobro społeczne nie uznaje kompromisu.
- Oczywiście towarzyszu Putin, jutro przybędzie do was
lew – powiedział rzecznik.
Nazajutrz z samego rana, gdy już Władimir
Władimirowicz uporał się ze sprawami państwa oraz zjadł sniadanie, przyszedł do
jego gabinetu rzecznik Pieskow i powiedział:
- Wedle waszego życzenia, przyprowadziłem do was lwa.
- Wprowadźcie proszę – odpowiedział Putin.
Po chwili do gabinetu towarzysza Prezydenta Federacji
wprowadzono skromnego człowieka.
- To jest obywatel Lew Leonidowicz Katuszkin, dyrektor
moskiewskiego zakładu mleczarskiego – powiedział Pieskow.
Katuszkin padł na kolana. Ująwszy dłoń Putina uniósł ją
nieco i ucałował.
- Lwie Leonidowiczu, jak widzę jesteście swój człowiek,
zatem eksperyment z oswojeniem uważam za udany – uśmiechnął się do niego
Putin.
W ten to właśnie sposób Włodzimierz Władimirowicz Putin
oswoił lwa.
Etykiety:
Lew,
MIchaił Zoszczenko,
opowiadanie,
Putin,
Rosja,
Ruscy,
sowieci,
ZSRS
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozrywka w Nazywajewsku
W otchłani jednej z szuflad
znalezionego na wysypisku rupieci biurka, odnalazłem dziwny rekopis. Okazało
się, że jest to nieznane opowiadanie mistrza gatunku - Michała Zoszczenki. W
jaki sposób mistrz przewidział „panowanie“ w Rosji Władimira Putina, nie
wiadomo....
- To Wam powiem obywatele, że jednak
lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo
za naszym prezydentem.
Tu Ławr Aleksandrowicz Pyszałow
przestał żuć skórę od słoniny i otarł usta rękawem.
- Wiecie, miałem kiedyś taki przypadek…-
rozpoczął swoją opowieść.
- No, było to z dwa lata temu, a
może nawet dwa i pół.
Mieszkałem akurat wtedy w
Nazywajewsku, w obwodzie omskim. Za kierownika biblioteki państwowej tam byłem,
na urzędzie.
To rozumiecie, ważna posada i
odpowiedzialna wielce, że nie jakieś tam byle co.
Kierownik biblioteki, uważacie
towarszysze dba o intelektualny rozwój obywateli, o ich dusze. Trochę, nie
przymierzając jak pop.
No to urzędowałem w najlepsze,
godnie i ma się rozumieć z powagą odpowiednią na takim stanowisku.
Obywatele przychodzili, a często
byli nie zorientowani na konkretną książkę, to i radą służyłem i tytuł
podsunąłem – rzecz jasna w zgodzie obowiązującą polityką władz i linią.
Razu jednego na ten przykład taki
Jesupow, który kiedyś w hucie w Magnitogorsku pracował i w czasie zlewu surówki
palec u nogi mu spaliło, do biblioteki przyszedł i mówi: “Dalibyście, Ławrze
Aleksandrowiczu książkę jakąś, bo i potrzeba niezmierna mnie naszła na wiedzę a
i ciekawość podług tego czy czytać z czasem nie zapomniałem dopadła”.
Zaraz, zaraz - mówię – obywatelu
Jesupow, ale co wy czytać macie potrzebę? Czy na ten przykład o pięknych
sprawach i boże chroń miłości imperialistycznej, czy może coś fachowego, co by
wam jeszcze mogło świadomość zawodową podnieść?
Tu się Jusupow zamyślił i jął po
brodzie drapać.
- Nie czas teraz po brodzie się
wam drapać – mówię – tylko stosowną publikację dobrać.
Ja wam dobrze radzę, jako
człowiek na urzędzie i z doświadczeniem niemałym, - weźcie coś fachowego, bo
szkoda waszej głowy zaprzątać głupim czytaniem o miłości.
Tu Jusupow zamyślił się i rękę z
brody zdjął.
- To może coś, tak podług zawodu
bym poczytał?
- Bardzo proszę, czytajcie – boże
broń nie będę utrudniał wam, a nawet pomogę.
Wy hutnik po wykształceniu?
- Hutnik – odparł Jesupow i znów
podrapał się po brodzie.
- To ja tu dla was mam... i
ręką po grzbietach książek prowadzę. ...Ja tu dla was mam... O, mam na ten
przykład coś z waszej profesji: Mikołaj Ostrowski – „Jak harowała się
stal“!
I bach mu tę książkę na biurko.
- Rzecz fachowa i ideologicznie
słuszna. Do woli czytajcie, bardzo proszę, u nas na czas nie pożyczamy, tylko
do skutku – rozumiecie – aż dacie radę...
Jesupow popatrzył i mówi: - A dam
radę Ławrze Aleksandrowiczu, przysięgam się tu przed wami... dam radę, bo temat
mi bliski a i hutnictwo przyszłość niezmierną wciąż posiada.
Rozrywka, rozrywka mądra i
fachowa nade wszystko rozumiecie potrzebna...
Nie minął tydzień, a do
bliblioteki wchodzi znów Jesupow. Książkę w ręku dzierży i od drzwi woła: - Nie
dla mnie drogi Ławrze Aleksandrowiczu czytanie... oj, nie dla mnie - i kładzie
mi książkę przed nos na blacie.
Patrzę, to na Jesupowa, to na
książkę, a on dalej: - Liter za dużo, pamięci mało a umiejętności też
brakuje... Nie dla mie czytanie – pojmujecie – inne rozrywki jakieś w
naszym Nazywajewsku przydać by sie
mogły, bo naród tu niewprawiony w czytaniu tak jak i ja, a rozrywki jakiejś na
gwałt pospólstwo potrzebuje.
- Pomiarkujcie, mówię – dajcie
czasu dni kilka a wymyslę coś na miarę waszych potrzeb i w głowę zachodzę, co
by tu wykombinować.
I wtedy przypominam sobie, że mer
miasta a dawniejszy pierwszy sekretarz komitetu Widajew różne taneczne zabawy
niegdyś organizował.
- Idźcie obywatelu Jesupow do
domu – powiadam zatem – bo ważne sprawy kulturalne teraz będę organizował. A i
tam na egzekutywie w Domu Kultury powiedzcie, że jako kierownik biblioteki
państwowej, czuję na sobie odpowiedzialność za społeczną rozrywkę i relakację –
w najlepszym wydaniu, ma się rozumieć.
No to Jusupow kłania się i do
drzwi a ja do telefonu...
Nazajutrz Fiodor Stepanowicz
Widajew przyjął mnie grzecznie, - rękę podał.
- Usiądźcie sobie Ławrze
Aleksandrowiczu wygodnie w fotelu. Co mogę dla was zrobić – spytał.
- A no, drogi towarzyszu Widajew,
ja podług spraw rozrywki szeroko pojętej – mówię i z błaganiem wbijam w
niego wzrok.
- Pomóżcie w imię społecznej
potrzeby, uruchomcie wasze kontakty i umiejętności. Jednym słowem coś dla obywateli
w kwestii wyższych lotów rozrywki uczyńcie.
Tu Widajew podrapał się za uchem
i mówi po chwili:
- Tak,.... to wiecie, rozumiecie,
sprawa ma się następująco.... Tu w
Omsku, po sąsiedzku taka artystyczna trupa ma występy. Tańce – rozumiecie –
kobiety murzynki – big band – ensambl i całość z Ameryki – pojmujecie?
- Pojmuję, a jakże. Jako osoba
urzędowa i na stanowisku nie takie to rzeczy pojmuję. Ma się rozumieć,
murzynki, ensambl...
- No to pojmijcie też, że da się
to wszystko w naszym domu kultury w Nazywajewsku ludziom pokazać – wali
Widajew, a mnie jakby czart samogonem oblał!
- Niech was uściskam drogi Fiodorze
Stepanowiczu – krzyczę i rzucam mu się na szyję.
- A kiedy dadzą radę dojechać do
nas?
- A w czawartek przyjadą dajmy na
to – mówi Widajew i śmiejąc się wali z impetem ręką w udo.
Przyjechali.
Faktycznie w czwartek pod dom
kultury podjechała wołga z której wysiadło dwoch białych
z saksofonami i dwie murzynki oraz kierowca samochodu, niejaki Timofiej
Wasiljewicz Pierebiezow, emerytowany stróż medycznej przychodni.
No to idę i zgajam do gości:
- Drodzy obywatele Amerykanie,
towarzysze artyści bardzo proszę wejdźcie do budynku. I wy szanowne obywatelki
murzynki, jak najbardziej proszę dalej do sali.
Prowadzę ich zatem korytarzem. Ja
pierwszy, oni za mną. Opowiadam – tu prysznic, tu sala imienia Łomonosowa, tu
stołówka, tu toaleta.... a oni idą, ale widzę, że ani w ząb nie pojmują co do
nich mówię.
Wobec tego próbuję na migi.
Macham rękoma i pokazuję: prysznic – ruszamm palcami u rąk nad głową; łazienka
– przesuwam rękoma po ciele jakbym masował; pokój wypoczynkowy – składam ręce
pod głową i zamykam oczy...
Amerykanie patrzą na mnie w dziwny sposób, a szczególnie jedna murzynka
przygląda się i usmiecha.
- Czy ja coś niestosownego wam
pokazałem obywatelko murzynko – mówię i za rękę ją ujmuję. Ona tylko usmiecha
się i mnie do pokoju wypoczynkowego mnie ciągnie!
Drzwi zamyka i kładzie się na
kozetce. A mnie jakby zamurowało. Co do czorta?
– Obywatelko murzynko, w czym
rzecz – powiadam, a ona bieliznę zdejmuje i rozkłada się.
- Zaraz, zaraz - a występ a
kultura, a rozrywka...?
Ona nic, tylko nogi rozkłada i za
krawat przyciąga mnie do siebie.... szepcze coś....
Wsłuchuje się – uważacie - i
słyszę wyraźnie jak mówi do mnie: „Put in..., put in........, put in...“
- O droga towarzyszko murzynko,
skąd ja wam teraz wezmę Władimira Władimirowicza Putina?! Tu w Nazywajewsku w obwodzie omskim? Za dużo
ode mnie wymagacie...
- Wyskoczyłem czym prędzej
z pokoju i pognałem po Fiodora Stepanowicza Widajewa.
W końcu, to przedstawiciel
lokalnej władzy, można powiedzieć namiestnik naszego prezydenta Putina tu u nas
w Nazywajewsku!
Widzicie obywatele, jednak lud
tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za
naszym prezydentem....
A występ to nawet się udał.
Ławr Aleksandrowicz Pyszałow
włożył do ust skórę od słoniny i począł ją znów żuć.
wtorek, 15 kwietnia 2014
„PseudoNarodowi“ bolszewicy
-->
Muszę pryznać, że chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać
współmieszkańcy mojego kraju. Od samego poczatku konfliktu ukraińskiego śledzę,
wpisy i komentarze na różnych forach i niejednokrotnie przecieram oczy ze
zdumienia.
Otórz w kraju, który od wieków doznawał od rosyjskiej
chałastry upokorzeń oraz krzywd, mieszkają osobnicy, dla których przemoc
rusko-sowiecka to pozytywny element nawracania na panslawizm.
Idea panslawistyczna, tak bliska niektórym dzisiejszym
środowiskom, nazwijmy to patriotycznym, jak wiadomo święciła apogeum
popularności w poczatkach ubiegłego wieku.
Jeden z twórców Niepodległej Rzeczpospolitej – Roman
Dmowski, wielki mysliciel i Wielki Polak, nadał tej idei szczególny wymiar i
skłaniał się ku niej.
Dlatego dziś wiele
organizacji o przekonaniach narodowych, powołując się własnie na Dmowskiego
wspiera i gloryfikuje działania polityczne Rosji w konfliktach
z sąsiadami.
Biedni niedouczeni kalecy nie zauwazyli, że Dmowski blisko
sto lat temu, nie mógł przewidzieć „wymarcia“ całkowitego Rosjan i zaludnieniu
ich kraju przez tzw. człowieka prymitywnego czyli bolszewika.
Dziś budowanie panslawianizmu na fundamencie bolszewizmu
kołchoźnianego urąga pamięci polskich patriotów i jest niegodne.
Jak wiadomo przykład idzie z góry, toteż głupkowatych
krajowych chłopców modlących się do Putina trudno obarczać całkowtą
odpowiedzialnością za własne poglądy
(poglądy J))?).
Z myśleniem toto ma na bakier, toteż przyjmuje „prawdy
absolutnie“ jeszce większych durniów niż oni. Po prostu, ktoś kto nawet w
podstawowy sposób sprecyzuje własne skrajne poglądy jest dla nich „guru“. W ten
sposób do rangi „wodza panslawistycznego“ urósł niejaki Mateusz Piskorski.
Ów krzewiciel niezniszczalnej myśli intelektualnej Andrzeja
Leppera obnosi się dumnie ze swoim poparciem dla pułkownika KGB, aktualnie
zatrdnionego na stanowisku prezydenta pobolszewickiego sojuza. Co więcej,
wspomniany Piskorski jeździ do Moskwy, wali tam z bolszewikami
niedźwiedzia, tańczy „kalinkę“, pije samogon i przywozi instrukcje dla
rodzimych debili.
Przyklaskujący mu na forach „nowi patrioci“ jeszce głośniej
ponoć zaczynają klaskać, gdy Piskorski przedstawia swoje przemyślenia odnośnie
bolszewickich zbrodni na oficerach polskich w Katynku. Według niego Rosja nie
ponosi za morderstwa odpowiedzialności, bo to był sowiecki związek a nie federacja ruska.
Na tym trop a i zarówno przemyślenia się urywają, gdyż niebezpiecznie
można trafić na tow. Putina i jego bolszewicką przeszlość w onym sowieckim
związku.
Świat całkowicie stanął na głowie. Bolszewickie sługusy
z dawnego PZPR stają dziś murem za niepodległą Ukrainą, natomiast
„pozorowani niepodległościowcy“ bronią Putina, jak nie przykładając Jaruzel
socjalizmu.
To, że „piskorszczaki“ przejmuję poglądy od krajowej
„komuny“, to jeszcze „małe Miki“ – oni przejmuja retorykę podobną do tej lewacko-komuszej!
Na „onetach i wirtualnych“ najbardziej popularnym hasłem
jest dziś „banderowiec“. Banderowcem
jest każdy przeciwnik bolszewików od Putina. Pewnie i ja też. W odróżnieniu od
anarcho-lewaków i eseldowców z palikociętami, dla których każdy przeciwnik to
faszysta – dla piskorszczaków oponent to banderowiec.
W sumie to miło się składa, bo faszyści i banderowcy szli
zawsze ręka w rękę. Aż trudno zrozumieć
dlaczego Piskorski nie zauważył powiązań byłej partii swojego szefa
z hitlerowcami (pakt Mołotow-Ribbentrop). Byśmy przynajmniej wszyscy razem
sobie piątkę przybili.
Mimo bolszewickiej maci, pułkownik Putin może się podobać.
Nie, nie jako mężczyzna, ale jako organizator i człowiek
czynu. To właśnie Putin pozbierał upadłą po rozpadzie Związku Sowieckiego Rosję
i złapał za gębę rozpasane bolszewickie sieroty. W tym przypadku należy mu się umiarkowany
podziw, tym większy, że nasi rodzimi ubeccy oficerowie do czegoś takiego nie
byli zdolni, a ich działania były wręcz odwrotne.
Ot choćby, dla przykładu: sowiecki pułkownik KGB Putin
scementował Rosję i wzmocnił państwo, a taki pułkownik kontrwywiadu PRL
Czempiński, wymyślił Platformę Obywatelską czym zrujnował państwo...
Być może, to zawód krajowymi bolszewikami i postkomunistami
sprawił, że ludzie pokroju Piskorskiego tęsknią za silnym sowietem
z dzikiego kraju.
Wszyscy krajowi komuniści dawno już sie zeuropizowali i dziś
zamiast napadać i grabić, chodzą w paradach homoseksualistów i pod tęczą
wymachują wibratorami. Takie zachowanie mogło wywołać szok u „piskorszczaków“
stąd miłość do prawdziwego bolszewika - Putina.
Jak zawsze polityczny plankton stara się udowodnić swoją
polityczną niezależność poprzez wyczyniania harcy i figli kosztem interesów
państwa. Ma w tym nadzieje na podreperowanie poparcia czyli procentowych
słupków.
Z reguły nic to nie daje, ale wniosków z takich
działań i tak nie wyciąga nikt.
Ot, choćby taki Janusz Korwin-Mikke, szturmujący bramy
parlamentu już n-ty raz.
Do opowiadanych przez niego od lat głupot i durnot zdażylismy się już przyzwyczaić więc
dla odmiany tym razem jak i Piskorski został on wielbicielem Tow. Władimira P.
Wielbienie bolszewika, to marna trampolina do sukcesu dla
prawicowego ortodoksa, więc wymiernych korzyści to i tym razem nie przyniesie.
Po takim występie Korwin wiele głosów z pewnością
straci – zyska jeden: Piskorskiego.
Etykiety:
bandyci,
bolszewia,
Janusz Korwin-Mikke,
komunizm,
Lepper,
Mateusz Piskorski,
Putin,
Rosja,
Ruscy,
Samoobrona,
Ukraina
Subskrybuj:
Posty (Atom)












