Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2015

„Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie“


Człowiek Putina – Siergiej Iwanow przyjechał do Polski na obchody wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przyjechał już z fochem w nosie i rzecz jasna nie podobało mu się nic.
Skrytykował nawet pomysł obchodów 70-lecia zwycięstwa w II Wojnie światowej, które to miały by odbyć się w Gdańsku.
(...) Obchodzenie zwycięstwa w Gdańsku jest moim zdaniem dziwne. Jakie było w Gdańsku zwycięstwo?
No tak... a gdzie trzeba obchodzić? Rzecz jasna w Moskwie!
Szkoda,ze nikt nie zadał mu pytania: A jakie to zwycięstwo było w Moskwie?
Nieuk?!
Odrzył Iwanow za to już po powrocie do Moskwy, gdzie Rosjanie sami zrobili sobie własne uroczystości i nawet specjalną wystawę poświęcili rocznicy.
Tradycyjnie z patosem, zadęciem i absurdalnym humorem graniczącym z historycznym hochsztaplestwem nazwali ją "Pamiętaj. Zbrodnie nazizmu. Misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej w Europie".
Oj, dobrze pamiętamy tę misję..... 1.300.000 Polaków zamordowanych w latach 1939-45 w imię owej „Misji wyzwoleńczej Armii Czerwonej w Europie...“
Zdając sobie sprawę, że przedstawiony na owej wystawie obraz sowieckiej armii oraz jej dzieła będzie politycznym fałszerswem, przygowtowałem kilka plansz z właściwym jej obrazem dokonań i „misji“.





niedziela, 30 listopada 2014

wtorek, 18 listopada 2014

Towarzysz Ejdelsztein


Mówią, że od czasów caratu, aż do dziś, to właściwie u ruskich nic się prawie nie zmieniło. A dla zwykłego, szarego obywatela, to już z pewnością nic.
Cały ten proces zmiany ustroju z feudalnego na komunistyczny i powrotnie na (komunistyczno)feudalny z pewnością pozostałby całkowicie niezauważony, gdyby nie Gorbaczow, który doprowadził społeczeństwo do stanu trzeźwości.
Wybryk ten spowodował, iż naród przetrzeźwiał i zauważył, że nie ma już cara! Doprowadziło to do pewnych nieporozumień i zamieszania w kraju, nie notowanego od sławetnego – 1917 roku.
Wtedy to (w ciągu kilku lat pozornej demokracji) wielu rosjanom pozwolono nawet uderzyć pięścią w stół. Ale własny i to tylko raz.
Właśnie wtedy pozwolono też zaistnieć różnego rodzaju egzotycznym „wybrykom natury“ takim jak Władimir Wolfowicz Żyrinowski.
Urodzony 25 kwietnia 1946 rou w Ałma-Acie (Kazachstan) jako Władimir Wolfowicz Ejdelsztejn. Ojciec jego - Wolf Isaakowicz Eidelstein, był polskim Żydem, a matka, Aleksandra Makarowna Pawłowa - rosjanką.
Dziadek jego, ze strony ojca Isaak Ejdelsztein był bogatym przemysłowcem z Kostopola (Województwo Wołyńskie). Posiadał największą fabrykę drewna w regionie i był przewodniczącym Wspólnoty Żydowskiej.
Po rozpoczęciu działań wojennych i wejściu Armii Sowieckiej na Ukrainę, rodzina Ejdelszteinów zesłana została do Kazachstanu. Mniej szczęścia miało czterech innych członków rodziny, którzy pozostali w Kostopolu i po wejściu hitlerowców wysłani zostali do obozu koncentracyjnego, gdzie zginęli.
Prawdopodobnie w latach 1943-44, w Ałma-Acie zmarł senior rodu Ejdelsteinów. Już po śmierci ojca  - Wolf Isaakowicz poślubił rosjankę Aleksandrę Makarowną Pawłową a w 1946 roku urodził się ich syn Władimir Wolfowicz.  Niedługo po urodzeniu syna rodzina zmieniła nazwisko na Żyrinowski.
Sielanka rodzinna nie trwała długo.
Tatuś Władimira szybko pojął, że  życie z gojami nie przystoi przwdziwemu Żydowi i jeszcze w 1946 roku rozwiódł się żona, pozostawiając ją z niemowlęciem na ręku.
Więcej już nigdy syna nie widział.
W 1949 roku Wolf Isaakowicz Eidelsztein/Żyrinowski wraz z nową żoną Bellą oraz bratem wyemigrował do Izraela, gdzie aż do śmierci pracował  jako agronom w Tel-Awiwie.
Zginał w 1983 roku w  wypadku autobusowym.

W lipcu 1964 roku Władimir Wolfowicz wraz z matką przeniósł sie z Ałma-Aty do Moskwy, gdzie rozpoczął naukę w Instytucie Studiów Azji i Afryki na Uniwersytecie Moskiewskim (MSU), którą ukończył w 1969 roku. Wtedy to zapisał się do Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego.
Po ukończeniu studiów, odbył służbę wojskową w Tbilisi.
Zdobywszy dyplom uczelni wyższej przeszedł przez łańcuch stanowisk partyjno – państwowych i związkowych.
I tak, aż do kapitulacji sowietu. Okres trzeźwości epoki Gorbaczowa pozwlił mu zaistnieć w życiu politycznym i wyrobić sobie markę awanturnika i łobuza politycznego, co niezmiernie spodobało się wielu chwilowo trzeźwym opojom z sojuza.
Żyrinowski wyrobił sobie markę łobuza, ale łobuza z zasadą. Owa zasada, aż do dziś brzmi: „Nie stawiaj się silniejszemu”. Dzięki temu Żyrinowski-Ejdelsztein plecie głupoty i dyrdymały o wszystkich, wielbiąc jedynie Władimira Putina i jego hołotę.
W nagrodę Putin pozwala mu pełnić rolę nadwornego durnia i pajaca.

Tak faktycznie, polityczne orientacje Żyrinowskiego i Putina różnią się zasadniczo. Wprawdzie Putin deklaruje chęć odbudowy wielkiej rosji, ale na kształt związku sowieckiego z jego bohaterami na sztandarach.
Żyrinowski również posiada wizję wielkiej rosji, ale pod zółto-czarno-białą imperialną flagą cesarską.
Właśnie z taka banderą paraduje Żyrinowski na wiecach. Często tym barwom towarzyszą tam czerwone flagi z białym kołem i wpisaną w nią swastyką.
A to, jako braterstwo międzynarodowe.
Być może biedny psychopata nie zdaje sobie sprawy z tego, że w czasach gdy zarówno cesarska jak i hitlerowska flaga powiewały oficjalnie, on nie miałby najmniejszej szansy gdziekolwiek paradować.
Chyba, że wprost z placu apelowego w Auschwitz do komory gazowej, bądź nocami po bezdrożach podmoskiewskich po regularnym kozackim pogromie żydowskim.

Dziś Żyrinowski znów publicznie dzielił tereny Ukraińskie między Polską a rosję, straszył III Wojną Światową.
Niestety, nie pierwszy to przypadek gdy bolszewicki jewrej dyktuje rosjanom model działania. Przed nim byli już: Lenin, Trocki, Jagoda, Kamieniew, Swierdłow ....
A wszystko to przez abstynencję Gorbaczowa.



sobota, 1 listopada 2014

Panslawizm a ruskie urojenia


Jak wiemy panslawizm wymyślili Czesi. Jeszcze na poczatku XIX wieku niejaki František Palacký, spożywszy więcej niż zwykle jelinkowej zapalanki wpadł na pomysł by wsyscy słowianie zjednoczyli się przeciw germańskiemu zalewowi słowiańskich społeczności.
Zorganizował przeto Palacký w 1848 roku w Pradze, Wielki Kongres Panslawistyczny i był z niego bardzo dumny. Dobrego humoru nie popsuł mu nawet fakt, że na owy kongres przybyli głównie Czesi, co nie nadało zlotowi międzynardowego wymiaru.
Czesi są narodem małym ale praktycznym i bardzo rodzinnym.
Dlatego też ze swoją ideą kisili się we własnym sosie jeszcze na dwóch zjazdach, po czym, gdy podłączyły się do owej idei panslawistycznej inne narody, to całość szlag trafił.
Stało się tak, gdyż  założono błędnie, iż to rosjanie bedą stać na czele, a jedyną słuszną religią będzie prawosławie i to moskiewskie.
Dlatego też Czesi wymyślili sobie Neoslawizm by mieć w nosie ruskich!
Wprawdzie nowa idea zakładała bratanie się z rosjanami, ale teoretycznie na partnerskich warunkach i bez ruskiej dominacji.
Owa idea równeż nie przetrwała próbu czasu.
Osobnym rozdziałem w historii panslawizmu czy też neoslawizmu, jest jego stosunek do Polaków oraz stosunek samych Polaków do niego.
Ruchy te nigdy nie miały w Polsce popracia i nigdy nie były traktowane poważnie.
Wprawdzie w 1908 roku Roman Dmowski uczestniczył w kongresie neoslawiańskim w Pradze, ale tylko po to by pokazać światu problem Polaków pod zaborami.
Później odbyły się jeszcze dwa kongresy (Petersburg - 1909, Sofia - 1910), które znów pokazały, że nie ma równości wśród „słowian“ a rosjanie traktują przedniotowo m.in. Polaków. Co ważne, w kongresie w Sofii Polacy już nie uczestniczyli.
Agonia idei nastąpiła w 1910 roku a ruscy z muchami w nosie wymyslili sobie tzw. rosyjski neoslawizm.
Samo już powstanie takiego mononacjonalistycznego tworu jest przykładem na wielkie oszustwo, które w dzisiejszej Europie się (niestety) odradza.
Mianowicie,  działający w połowie XIX wieku, wybitny polski etnograf Franciszek Henryk Duchiński, dowiódł, iż rosjanie wcale nie należą do grupy Słowian!
Ze Słowianami nie mają nic wspólnego, gdyż należą do grupy o pochodzeniu turańskim –mongolskim.
Skąd więc rosyjski noeoslawizm?!  
Z urojeń!
Nie pierwsza to próba rosyjskiego oszustwa.
Jak pisał Duchiński: „prawdziwymi Słowianami są jedynie Polacy i Rusini, Rosjanie zaś nie są nawet ludem aryjskim...“ a „..kolebką Słowiańszczyzny są tereny pomiędzy Wisłą a Dnieprem...“
Pewnie dla gromadki dzisiejszych usłużnych idiotów proruskich, będzie to szokiem, że bratają sie z dziczą stepową a nie z prawdziwymi Słowianami.
Ale może ich pochodzenie też nie jest pewne...
W każdym razie dzwnie to wygląda... coś jakby hitlerowskie Niemcy w germańskiej ideologii próbowały udowodnić braterkę krwi ze słowackimi cyganami...
Fizjonomicznym przykładem prawdziwego, wzorcowego „słowianina z rosji“ niech  będzie Władimir Putin.
Temu, który dopatrzy się w jego twarzy rysów słowiańskich – laur z saksaułu. Prosto z Gobi – skąd właśnie przybyli do rosji „słowianie“!

środa, 29 października 2014

Jaka kara dla rosyjskich futbolowych władz?


Legia Warszawa, po donosie organizacji FARE (Football Against Rascism), politykierskiej i lewackiej bandy półidiotów, będzie odpowiadała za wywieszenie na stadionie w Kijowie biało-czerwonej flagi z przedwojennymi herbami Lwowa oraz Wilna. Wszystko miało miejsce w czasie meczu z Metalistem Charków w ramach rozgrywek Ligi Europejskiej.
Według FARE wywieszenie takich symboli stanowi  jaskrawy przejaw „reprezentowania rewizjonistycznych żądań polskich radykalnych nacjonalistów”.
Prawda, że takie coś wymyśleć może tylko kretyn i lewacki dewiant?
Niestety u skorumpowanych leśnych dziadków z FIFA i UEFA, - FARE ma wolną rękę w sprawach dotyczących interpretacji tego co owe matołki na stadionie zobaczą.
Niestety, podobnie jak seksualnym zboczeńcom, FARE też wszystko się z jednym kojarzy, a na dodatek, jeżeli chodzi o fabrykowanie zarzutów, to przy nich bojówki SA i Gestapo razem wzięci, byli niczym niebiański kolektyw przy stadzie Trynkiewiczów .
Tak oto, teraz włodarze Legii będą się mocno tłumaczyli z flagi i opowiadali w Bazylei historię polskiej piłki nożnej ze szczegółami.
I tak pewnie bez jakiejś kary się nie obędzie, bo zarówno FARE jak i działacze UEFy prezentują podobny poziom intelektualno-totalitarny.

Gdyby jeszcze tylko wszyscy byli przez UEFA równo traktowani.
Dziś TVP pokazała, krótki materiał, dotyczący wizyty Seppa Blattera w Moskwie. Wszystko przy okazji wizytacji obiektów, przygotowywanych na MŚ 2018.
Mniejsza o to, że piernik ściskał się z łobuzem i kadzili sobie nawzajem.
Dużo ciekawsza była sceneria w jakiej to się odbywało.
Otóż w tle widniała plansza z konturem Europy, na którym liniami zaznaczono granice Rosji. Jak łatwo było zauwazyć, na planszy Krym znajdował się w granicach Federacji Rosyjskiej!
Póki co, aneksji Krymu nie uznała przytłaczająca większość państw świata a lokalne władze piłkarskie Krymu (klubowe i okręgowe) należą nadal do struktur Federacji Piłkarskiej Ukrainy (i należeć będą doputy, dopóki Ukraina nie zgodzi się sama  przekazać ich Rosji).
Gdzie bylo zatem FARE, gdy putinnicy „(...) reprezentowali rewizjonistyczne żądania rosyjskich radykalnych nacjonalistów“?!

 --------------------------
P.S. Niestety nie udało mi się dziś znaleźć capsów z tej konferencji, ale nie jest to chyba wielkim problemem, gdyż za dzien-dwa film z TVP będzie zapewne dostępny w sieci.

poniedziałek, 20 października 2014

Sowiecka Prawda numer 2.

Zachęcamy do lektury drugiego numeru "Sowieckiej Prawdy"
Teraz: cała prawda, tylko prawda i sowiecka prawda - putinowska prawda!

http://www.bodurniamamyzaprezydenta.republika.pl/PRAWDA2.pdf

niedziela, 24 sierpnia 2014

Akcja humanitarna


Szanowni Czytelnicy oraz Blogerzy,
Przyszedł już najwyższy czas, gdy naturalne człowieczeństwo oraz międzyludzka solidarnosć powinny zapanować nad bezdusznymi relacjami naród-władza.
Wszyscy wiemy, jaka jest obecnie sytuacja  na rynku zaopatrzenia w artykuły spożycze w Rosji. Po decyzjach władzy najwyższej, wprowadzających embargo na większość produktów importowanych dotąd przez Rosję, sytuacja na rynku konsumenckim pogorszyła się katastrofalnie.  Właściwie brakuje wszystkiego.
Państwo rosyjskie, jako producent żywności właściwie nie istnieje.  Na tamteszym rynku, prócz znikomej produkcji tucznika i zboża oraz jedynie znaczącej produkcji alkoholu, reszta produktów pochodziła z zagranicy.
Przywódcy rosyjscy (sowieccy) wielokrotnie głodem regulowali populację własnego narodu. Żeby tylko przypomnieć wielki głód na Ukrainie oraz bezsensowną obronę Leningradu. Wydaje się, że obecnie władza też chcę w ten sposób postąpić.
Dziś, gdy Władimir Władimirowicz Putin postanowił swoimi decyzjami doprowadzić do tragedii własny naród, nam – społeczeństwu obywatelskiemu z Europy nie wolno na to patrzeć spokojnie i biernie stać jako obserwatorzy.
Dlatego apeluję – nie pozwólmy zwykłym Rosjanom umrzeć z głodu!
Apel ten skierowany jest do organizacji społecznych, parlamentu, władz naczelnych oraz nawet urzędu prezydenckiego.
Zorganizujmy zbiórkę artykułów spożyczych i wyślijmy dary do Rosji.
Obecne embargo na „żywieniówkę“ nie pozwala wprawdzie na wwożenie objetych zakazem artykułów z Unii Europejskiej, lecz możemy przecież tu w Polsce zakupić importowane towary rosyjskie i  właśnie je wysłać do Rosji.
Kupujmy zatem importowane do Polski rosyjskie śledzie, słoninę, ogórki, tłuszcze, suszone ryby, pestki ze słonecznika itp. i odstawiajmy do punktów, z których pojadą w drogę powrotną do głodujących w Rosji.

Mam tylko nadzieję, że strona rosyjska nie będzie czyniła utrudnień przy odprawie tych produktów na granicy, choć jak pokazało ostatanie zamieszanie z „białym konwojem do Doniecka“, granicę w sytuacjach szczególnych, można przekraczać bez stosownych formalności celnych i zezwoleń.


czwartek, 21 sierpnia 2014

Putin - na Cara!

-->
Właśnie tak. Neoswieci w rosji powinni czym prędzej obwołać Władimira Władimirowicza Putina Carem! Było by to z korzyścią dla wszystkich, zarówno „tamtych“, po dzikiej stronie świata, ale też i nas – ludzi cywilizowanych w Europie.
Wprawdzie Putin zachowuje się już jak Car, w czym upewnia go prawosławna rosyjska cerkiew, która w osobie swoich dostojników całuje owego pułkownika KGB w mankiet, ale co innego publiczne wazeliniarstwo a co innego koronacja oficjalna.
To, że dajny na to jakiś brodaty kolaborant KGB cmoka w rękę swojego oficera prowadzącego, oficjalnie nie znaczy nic – co innego gdyby Putin był koronowany.
Czym prędzej zatem należy Władimira Władimirowicza obwołać głową państwa i na tę głowę włożyć koronę.  Wprawdzie z korony carów niewiele już pozostało, bo po kawałku ją rozgrabiono w epoce państwa sowieckiego,  lecz przy dobrej woli obywateli można by pozbierać, co pozostało i z tego sklecić coś na nowo.
Każdy, kto coś tam kidyś podwędził, niech odda teraz.
To wszystko się poskleja, poskłada i włoży na łysiejącą głowę obecnego prezydenta. Sam Putin, może też z domu przyniesie, co tam kiedyś, jako kagiebowiec „podgrandził“ z własności Romanowów.
Teraz tylko potrzebny dekret i stosowna uroczystość.
Z dekretem nie będzie problemu, gdyż sam sobie Putin to napisze, a bezwolne ciucmy w Dumie Panstwoej wszytsko i tak podpiszą. Nawet Żyrinowski, który  dodatkowo obwoła Putina naczelnym, honorowym rabinem Rosji.
Znając zadęcie sowietów, uroczystość koronacyjna odbędzie się z niespotykanym dotąd rozmachem i fanfarami.
Na koronację przybędą: Fidel Castro (jak jescze dożyje), Xi Jinping, Kim Dzong Un a Mateusz Piskorski napisze na tę okoliczność poemat romatyczny.
Tyle w skrócie.
A korzyści?
Neosowieci, czego chcieli - w karze za własną głupotę - dostaną płytkomózgiego i bezwzględneego satrapę jako despotyczną głowę państwa, którą zgodnie z tradycją, po jakimś czasie zamordują podczas jakiejś tam rewolty.
I z tego płyną też korzyści dla nas.

-->
Tak, ku pokrzepieniu serc - tak kończą durnie, którym się we łbach poprzewracało.

niedziela, 6 lipca 2014

Demonstracja w Warszawie. Ameryka drży!

-->
Świat wstrzymał oddech!
W związku ze świętem państwowtm w USA – dniem 4. Lipca, w Warszawie, pod ambasadą Stanów Zjednoczonych odbyła się demonstracja!
Nie byle jakaś tam, z kadzącymi przekazami i hasłami, o nie.
Była to demonstracja anty i przeciw!
Reżimowe telewizje, zarówno z prawa, jak i z lewa celowo zapewne przemilczały ten fakt. Jedynie „Superstacja“ odważnie poinformowała o tym wydażeniu.
A było o czym.
Prężna „Samoobrona“ Kuropatwińskiego Lecha stawiła się w całej swojej sile pod ambasadą, by dać odpór „imperium zła“ w dniu jego paskudnego święta.
Dzielna „Superstacja“ przeprowadziła pospiesznie tam rozmowy, i co jest rzeczą niespotykaną, udało się uzyskać w ciągu pięciu minut wypowiedzi połowy z demonstrujących, a trzeba wiedzieć, że było ich w sumie ośmiu.
Czegoś takiego, w takiej procentowej proporcji nie udało się nikomu na świecie!
Wiemy zatem, kim sa członkowie „Samoobrony“ ale nie wiemy tak na prawdę o co im chodzi w nienawiści do USA.
Zatem - jeden Pan był pacjentem szpitala, z którego uciekł specjalnie na demonstrację (dało sie to wyczuć w jego bełkocie), drugi, młody z oznaką Euroazjatyckiego Związku Młodzieży (takiej sowiecko-bolszewickiej organizacji putinowskiej, o charakterze antypolskim i probandyckim, niejakiego Dugina) był doktrynalnie antyamerykański, bo był prorusko-bolszewicki i też nic konkretnego nie powiedział.
Trzecią osobą była pani, na oko z koła gospodyń wiejskich w popegeerowskim ośrodku, która jako jedyna określiła swoją nienawiść, bo gryzło ją to, że nie zniesiono wiz do USA.
Po co jej wizy, skoro tak nienawidzi ameryki? Przecież nie będzie jeździła do serca Imperium Zła?
Czwartym, który najmocniej grzmiał, bo przez tubę, był niejaki Piskorski Mateusz, zwany w kraju z racji sympatii do bolszewizmu putinowskiego  „Julianem Marchlewskim III RP”. 
Niestety na demonstrację nie dotarł dziewiąty z członków „Samoobrony” – jej lider Lech Kuropatwiński.
Jak podano  - zatrzymały go „ważne sprawy służbowe”.
Pewnie chłop pojchał dokupić fotel do kompletu dwóch kanap, tak by wszyscy czlonkowie partii mogli spocząć wygodnie… po demonstracji.
Cały protest przebiegł w miłej i spokojnej atmosferze.
Nie bez znaczenia było, iż ochraniający „demonstrację” było więcej niż demonstrujących.
I tak trzymać!


niedziela, 11 maja 2014

Opowiadania o Putinie: - JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


 JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


Otóż pewnego razu siedział sobie Putin w pokoju i oglądał imperialistyczną telewizję. 
Nie, nie po to aby czerpać wzorce, ale po to by wiedzieć jak źle jest tam, gdzie władza jego jeszcze nie dotarła.
Siedzi sobie zatem Władimir Władimirowicz i patrzy, a tu przyrodniczy program akurat imperialiści nadają. Dzikie zwierzęta za kratami pokazują czyli tak zwany ogród zoologiczny, w którym imperialistyczne rodziny dla rozrywki przechadzają się i drażnią tym zamkniętą w klatkach zwierzynę.
- Nie jest to dobrze, że człowiek tak brzydko zachowuje się w stosunku do innych – powiedział Putin. Powinno się oswajać, a nie zamykać za kratami – dodał.
Niestety, imperialiści nie wiedzieli tego, co wiedział o właściwym postępowaniu ze stworzeniami Putin.
Dlatego też, szczególnie osobniki takie jak tygrysy, pantery i lwy otoczone były tam wyjatkowo grubymi kratami.
- Tak nie powinno być – pomyślał Władimir Władimirowicz.
Czym prędzej przeczytał całą literaturę dotyczącą drapieżników, a że uczył się znakomicie i błyskawicznie, posiadł prędko właściwą wiedzę.
Aby utrwalić nabyte pospiesznie mądrości, chodził na długie spacery, gdyż dobrze wiedział, iż przechadzki są zdrowe i właściwe ku dotlenianiu mózgu, co wpływa dobrze na mądrość.
Imperialiści tego nie wiedzieli.
Po tygodniu wezwał Putin swojego rzecznika prasowego i w te słowa do niego powiada:
- Drogi Dmitriju Siergiejewiczu, poprosiłem was tu, bo przyszła pora abym zrobił coś dobrego dla ludzkości oraz świata dzikich stworzeń.
- Tak jest towarzyszu Putin, jak mogę wam pomóc w tym wielkim dziele? – spytał rzecznik Pieskow
- Musicie sprowadzić mi lwa, a ja go oswoję i pokażę wszystkim jak powinno się postępować ze stworzeniami.
Pieskow wiedział, że Putin nie zna strachu i że niczego się nie boi. Wiedział też, że w walce o dobro społeczne nie uznaje kompromisu.
- Oczywiście towarzyszu Putin, jutro przybędzie do was lew – powiedział rzecznik.
Nazajutrz z samego rana, gdy już Władimir Władimirowicz uporał się ze sprawami państwa oraz zjadł sniadanie, przyszedł do jego gabinetu rzecznik Pieskow i powiedział:
- Wedle waszego życzenia, przyprowadziłem do was lwa.

- Wprowadźcie proszę – odpowiedział Putin.
Po chwili do gabinetu towarzysza Prezydenta Federacji wprowadzono skromnego człowieka.
- To jest obywatel Lew Leonidowicz Katuszkin, dyrektor moskiewskiego zakładu mleczarskiego – powiedział Pieskow.
Katuszkin padł na kolana. Ująwszy dłoń Putina uniósł ją nieco i ucałował.
- Lwie Leonidowiczu, jak widzę jesteście swój człowiek, zatem eksperyment z oswojeniem uważam za udany – uśmiechnął się do niego Putin.
W ten to właśnie sposób Włodzimierz Władimirowicz Putin oswoił lwa.


piątek, 18 kwietnia 2014

Rozrywka w Nazywajewsku


W otchłani jednej z szuflad znalezionego na wysypisku rupieci biurka, odnalazłem dziwny rekopis. Okazało się, że jest to nieznane opowiadanie mistrza gatunku - Michała Zoszczenki. W jaki sposób mistrz przewidział „panowanie“ w Rosji Władimira Putina, nie wiadomo....


- To Wam powiem obywatele, że jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem.
Tu Ławr Aleksandrowicz Pyszałow przestał żuć skórę od słoniny i otarł usta rękawem.
- Wiecie, miałem kiedyś taki przypadek…- rozpoczął swoją opowieść.
- No, było to z dwa lata temu, a może nawet dwa i pół.
Mieszkałem akurat wtedy w Nazywajewsku, w obwodzie omskim. Za kierownika biblioteki państwowej tam byłem, na urzędzie.
To rozumiecie, ważna posada i odpowiedzialna wielce, że nie jakieś tam byle co.
Kierownik biblioteki, uważacie towarszysze dba o intelektualny rozwój obywateli, o ich dusze. Trochę, nie przymierzając jak pop.
No to urzędowałem w najlepsze, godnie i ma się rozumieć z powagą odpowiednią na takim stanowisku.
Obywatele przychodzili, a często byli nie zorientowani na konkretną książkę, to i radą służyłem i tytuł podsunąłem – rzecz jasna w zgodzie obowiązującą polityką władz i linią.
Razu jednego na ten przykład taki Jesupow, który kiedyś w hucie w Magnitogorsku pracował i w czasie zlewu surówki palec u nogi mu spaliło, do biblioteki przyszedł i mówi: “Dalibyście, Ławrze Aleksandrowiczu książkę jakąś, bo i potrzeba niezmierna mnie naszła na wiedzę a i ciekawość podług tego czy czytać z czasem nie zapomniałem dopadła”.
Zaraz, zaraz - mówię – obywatelu Jesupow, ale co wy czytać macie potrzebę? Czy na ten przykład o pięknych sprawach i boże chroń miłości imperialistycznej, czy może coś fachowego, co by wam jeszcze mogło świadomość zawodową podnieść?
Tu się Jusupow zamyślił i jął po brodzie drapać.
- Nie czas teraz po brodzie się wam drapać – mówię – tylko stosowną publikację dobrać.
Ja wam dobrze radzę, jako człowiek na urzędzie i z doświadczeniem niemałym, - weźcie coś fachowego, bo szkoda waszej głowy zaprzątać głupim czytaniem o miłości.
Tu Jusupow zamyślił się i rękę z brody zdjął.
- To może coś, tak podług zawodu bym poczytał?
- Bardzo proszę, czytajcie – boże broń nie będę utrudniał wam, a nawet pomogę.
Wy hutnik po wykształceniu?
- Hutnik – odparł Jesupow i znów podrapał się po brodzie.
 - To ja tu dla was mam... i ręką po grzbietach książek prowadzę. ...Ja tu dla was mam... O, mam na ten przykład coś z waszej profesji: Mikołaj Ostrowski – „Jak harowała się stal“!
I bach mu tę książkę na biurko.
- Rzecz fachowa i ideologicznie słuszna. Do woli czytajcie, bardzo proszę, u nas na czas nie pożyczamy, tylko do skutku – rozumiecie – aż dacie radę...
Jesupow popatrzył i mówi: - A dam radę Ławrze Aleksandrowiczu, przysięgam się tu przed wami... dam radę, bo temat mi bliski a i hutnictwo przyszłość niezmierną wciąż posiada.
Rozrywka, rozrywka mądra i fachowa nade wszystko rozumiecie potrzebna...

Nie minął tydzień, a do bliblioteki wchodzi znów Jesupow. Książkę w ręku dzierży i od drzwi woła: - Nie dla mnie drogi Ławrze Aleksandrowiczu czytanie... oj, nie dla mnie - i kładzie mi książkę przed nos na blacie.
Patrzę, to na Jesupowa, to na książkę, a on dalej: - Liter za dużo, pamięci mało a umiejętności też brakuje... Nie dla mie czytanie – pojmujecie – inne rozrywki jakieś w naszym  Nazywajewsku przydać by sie mogły, bo naród tu niewprawiony w czytaniu tak jak i ja, a rozrywki jakiejś na gwałt pospólstwo potrzebuje.
- Pomiarkujcie, mówię – dajcie czasu dni kilka a wymyslę coś na miarę waszych potrzeb i w głowę zachodzę, co by tu wykombinować.
I wtedy przypominam sobie, że mer miasta a dawniejszy pierwszy sekretarz komitetu Widajew różne taneczne zabawy niegdyś organizował.
- Idźcie obywatelu Jesupow do domu – powiadam zatem – bo ważne sprawy kulturalne teraz będę organizował. A i tam na egzekutywie w Domu Kultury powiedzcie, że jako kierownik biblioteki państwowej, czuję na sobie odpowiedzialność za społeczną rozrywkę i relakację – w najlepszym wydaniu, ma się rozumieć.
No to Jusupow kłania się i do drzwi a ja do telefonu...
Nazajutrz Fiodor Stepanowicz Widajew przyjął mnie grzecznie, - rękę podał.
- Usiądźcie sobie Ławrze Aleksandrowiczu wygodnie w fotelu. Co mogę dla was zrobić – spytał.
- A no, drogi towarzyszu Widajew, ja podług spraw rozrywki szeroko pojętej – mówię i z błaganiem wbijam w niego wzrok.
- Pomóżcie w imię społecznej potrzeby, uruchomcie wasze kontakty i umiejętności. Jednym słowem coś dla obywateli w kwestii wyższych lotów rozrywki uczyńcie.
Tu Widajew podrapał się za uchem i mówi po chwili:
- Tak,.... to wiecie, rozumiecie, sprawa ma się następująco....  Tu w Omsku, po sąsiedzku taka artystyczna trupa ma występy. Tańce – rozumiecie – kobiety murzynki – big band – ensambl i całość z Ameryki – pojmujecie?
- Pojmuję, a jakże. Jako osoba urzędowa i na stanowisku nie takie to rzeczy pojmuję. Ma się rozumieć, murzynki, ensambl...
- No to pojmijcie też, że da się to wszystko w naszym domu kultury w Nazywajewsku ludziom pokazać – wali Widajew, a mnie jakby czart samogonem oblał!
- Niech was uściskam drogi Fiodorze Stepanowiczu – krzyczę i rzucam mu się na szyję.
- A kiedy dadzą radę dojechać do nas?
- A w czawartek przyjadą dajmy na to – mówi Widajew i śmiejąc się wali z impetem ręką w udo.

Przyjechali.
Faktycznie w czwartek pod dom kultury podjechała wołga z której wysiadło dwoch białych z saksofonami i dwie murzynki oraz kierowca samochodu, niejaki Timofiej Wasiljewicz Pierebiezow, emerytowany stróż medycznej przychodni.
No to idę i zgajam do gości:
- Drodzy obywatele Amerykanie, towarzysze artyści bardzo proszę wejdźcie do budynku. I wy szanowne obywatelki murzynki, jak najbardziej proszę dalej do sali.
Prowadzę ich zatem korytarzem. Ja pierwszy, oni za mną. Opowiadam – tu prysznic, tu sala imienia Łomonosowa, tu stołówka, tu toaleta.... a oni idą, ale widzę, że ani w ząb nie pojmują co do nich mówię.
Wobec tego próbuję na migi. Macham rękoma i pokazuję: prysznic – ruszamm palcami u rąk nad głową; łazienka – przesuwam rękoma po ciele jakbym masował; pokój wypoczynkowy – składam ręce pod głową i zamykam oczy...
Amerykanie patrzą na mnie  w dziwny sposób, a szczególnie jedna murzynka przygląda się i usmiecha.
- Czy ja coś niestosownego wam pokazałem obywatelko murzynko – mówię i za rękę ją ujmuję. Ona tylko usmiecha się i mnie do pokoju wypoczynkowego mnie ciągnie!
Drzwi zamyka i kładzie się na kozetce. A mnie jakby zamurowało. Co do czorta?
– Obywatelko murzynko, w czym rzecz – powiadam, a ona bieliznę zdejmuje i rozkłada się.
- Zaraz, zaraz - a występ a kultura, a rozrywka...?
Ona nic, tylko nogi rozkłada i za krawat przyciąga mnie do siebie.... szepcze coś....
Wsłuchuje się – uważacie - i słyszę wyraźnie jak mówi do mnie: „Put in..., put in........, put in...“
- O droga towarzyszko murzynko, skąd ja wam teraz wezmę Władimira Władimirowicza Putina?!  Tu w Nazywajewsku w obwodzie omskim? Za dużo ode mnie wymagacie...
- Wyskoczyłem czym prędzej z pokoju i pognałem po Fiodora Stepanowicza Widajewa.
W końcu, to przedstawiciel lokalnej władzy, można powiedzieć namiestnik naszego prezydenta Putina tu u nas w Nazywajewsku!
Widzicie obywatele, jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem....
A występ to nawet się udał.
Ławr Aleksandrowicz Pyszałow włożył do ust skórę od słoniny i począł ją znów żuć.

wtorek, 15 kwietnia 2014

„PseudoNarodowi“ bolszewicy

-->
Muszę pryznać, że chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać współmieszkańcy mojego kraju. Od samego poczatku konfliktu ukraińskiego śledzę, wpisy i komentarze na różnych forach i niejednokrotnie przecieram oczy ze zdumienia.
Otórz w kraju, który od wieków doznawał od rosyjskiej chałastry upokorzeń oraz krzywd, mieszkają osobnicy, dla których przemoc rusko-sowiecka to pozytywny element nawracania na panslawizm.
Idea panslawistyczna, tak bliska niektórym dzisiejszym środowiskom, nazwijmy to patriotycznym, jak wiadomo święciła apogeum popularności w poczatkach ubiegłego wieku.
Jeden z twórców Niepodległej Rzeczpospolitej – Roman Dmowski, wielki mysliciel i Wielki Polak, nadał tej idei szczególny wymiar i skłaniał się ku niej.
Dlatego dziś  wiele organizacji o przekonaniach narodowych, powołując się własnie na Dmowskiego wspiera i gloryfikuje działania polityczne Rosji w konfliktach z sąsiadami.
Biedni niedouczeni kalecy nie zauwazyli, że Dmowski blisko sto lat temu, nie mógł przewidzieć „wymarcia“ całkowitego Rosjan i zaludnieniu ich kraju przez tzw. człowieka prymitywnego czyli bolszewika.
Dziś budowanie panslawianizmu na fundamencie bolszewizmu kołchoźnianego urąga pamięci polskich patriotów i jest niegodne.
Jak wiadomo przykład idzie z góry, toteż głupkowatych krajowych chłopców modlących się do Putina trudno obarczać całkowtą odpowiedzialnością za  własne poglądy (poglądy J))?).
Z myśleniem toto ma na bakier, toteż przyjmuje „prawdy absolutnie“ jeszce większych durniów niż oni. Po prostu, ktoś kto nawet w podstawowy sposób sprecyzuje własne skrajne poglądy jest dla nich „guru“. W ten sposób do rangi „wodza panslawistycznego“ urósł niejaki Mateusz Piskorski.
Ów krzewiciel niezniszczalnej myśli intelektualnej Andrzeja Leppera obnosi się dumnie ze swoim poparciem dla pułkownika KGB, aktualnie zatrdnionego na stanowisku prezydenta pobolszewickiego sojuza. Co więcej, wspomniany Piskorski jeździ do Moskwy, wali tam z bolszewikami niedźwiedzia, tańczy „kalinkę“, pije samogon i przywozi instrukcje dla rodzimych debili.
Przyklaskujący mu na forach „nowi patrioci“ jeszce głośniej ponoć zaczynają klaskać, gdy Piskorski przedstawia swoje przemyślenia odnośnie bolszewickich zbrodni na oficerach polskich w Katynku. Według niego Rosja nie ponosi za morderstwa odpowiedzialności, bo to był sowiecki związek  a nie federacja ruska.
Na tym trop a i zarówno przemyślenia się urywają, gdyż niebezpiecznie można trafić na tow. Putina i jego bolszewicką przeszlość w onym sowieckim związku.
Świat całkowicie stanął na głowie. Bolszewickie sługusy z dawnego PZPR stają dziś murem za niepodległą Ukrainą, natomiast „pozorowani niepodległościowcy“ bronią Putina, jak nie przykładając Jaruzel socjalizmu.
To, że „piskorszczaki“ przejmuję poglądy od krajowej „komuny“, to jeszcze „małe Miki“ – oni przejmuja retorykę podobną do tej lewacko-komuszej!
Na „onetach i wirtualnych“ najbardziej popularnym hasłem jest dziś „banderowiec“.  Banderowcem jest każdy przeciwnik bolszewików od Putina. Pewnie i ja też. W odróżnieniu od anarcho-lewaków i eseldowców z palikociętami, dla których każdy przeciwnik to faszysta – dla piskorszczaków oponent to banderowiec.
W sumie to miło się składa, bo faszyści i banderowcy szli zawsze ręka w rękę.  Aż trudno zrozumieć dlaczego Piskorski nie zauważył powiązań byłej partii swojego szefa z hitlerowcami (pakt Mołotow-Ribbentrop). Byśmy przynajmniej wszyscy razem sobie piątkę przybili.
Mimo bolszewickiej maci, pułkownik Putin może się podobać.
Nie, nie jako mężczyzna, ale jako organizator i człowiek czynu. To właśnie Putin pozbierał upadłą po rozpadzie Związku Sowieckiego Rosję i złapał za gębę rozpasane bolszewickie sieroty. W tym przypadku należy mu się umiarkowany podziw, tym większy, że nasi rodzimi ubeccy oficerowie do czegoś takiego nie byli zdolni, a ich działania były wręcz odwrotne.
Ot choćby, dla przykładu: sowiecki pułkownik KGB Putin scementował Rosję i wzmocnił państwo, a taki pułkownik kontrwywiadu PRL Czempiński, wymyślił Platformę Obywatelską czym zrujnował państwo...
Być może, to zawód krajowymi bolszewikami i postkomunistami sprawił, że ludzie pokroju Piskorskiego tęsknią za silnym sowietem z dzikiego kraju.
Wszyscy krajowi komuniści dawno już sie zeuropizowali i dziś zamiast napadać i grabić, chodzą w paradach homoseksualistów i pod tęczą wymachują wibratorami. Takie zachowanie mogło wywołać szok u „piskorszczaków“ stąd miłość do prawdziwego bolszewika - Putina.
Jak zawsze polityczny plankton stara się udowodnić swoją polityczną niezależność poprzez wyczyniania harcy i figli kosztem interesów państwa. Ma w tym nadzieje na podreperowanie poparcia czyli procentowych słupków.
Z reguły nic to nie daje, ale wniosków z takich działań i tak nie wyciąga nikt.
Ot, choćby taki Janusz Korwin-Mikke, szturmujący bramy parlamentu już n-ty raz.
Do opowiadanych przez niego od lat głupot i  durnot zdażylismy się już przyzwyczaić więc dla odmiany tym razem jak i Piskorski został on wielbicielem Tow. Władimira P.
Wielbienie bolszewika, to marna trampolina do sukcesu dla prawicowego ortodoksa, więc wymiernych korzyści to i tym razem nie przyniesie.
Po takim występie Korwin wiele głosów z pewnością straci – zyska jeden: Piskorskiego.