Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złodziejstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złodziejstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 listopada 2015

Dla kulturalnych i .nowoczesnych

Kultura i sztuka nie da się kneblować. .Nowocześni artyści w awangardzie rewolucji!
Już dostępny w sieci, nowy periodyk przeznaczony dla wielbicieli prawdziwej sztuki i szeroko pojętej kultury spod znaku małorolnej awangardy.

http://www.bodurniamamyzaprezydenta.republika.pl/nowoczesna.pdf

piątek, 27 września 2013

Pieprzę (c)hamkę... idę na referendum!

Warszawskie struktury PO robią co mogą (a mogą już na szczęście mało), by obrzydzić stołeczne referendum i wysłać obywateli zamiast do urn - na grzyby. Taki to właśnie pomysł, zbiorowego grzybobrania fundują nam lokalni działacze miejscy z jedynej słusznej partii przewodniej.
- Jedź na grzyby, kochaj Hankę! - wykrzykują platformersi i nawet przystąpili już do propagandowej ofensywy.
Znając metody partii Tuska, wielce prawdopodobne jest, że grzyby przed 13 października będą wpierw zakupowane przy drogach od "grzybiarek" a następnie w lasach umieszczane na trasach pochodów przeciwników referendum.
"Lepiej znajdź grzyba, bo Hanka jeszcze się przyda..."

Miasto wyprodukowało nawet (boję się, że za pieniądze stołecznych podatników) koszuli i przypinki z różnymi głupkowatymi hasłami zniechęcającymi do udziału w referendum.
Ot choćby taki coś:











Cóż stoi na przeszkodzie, by wyprodukować sobie taką przypinkę również, domowy sposobem.
Dla chętnych poniżej wzór.


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jesteśmy zwarci, gotowi...

Jesteśmy zwarci i gotowi - poinformowała "przyspawana do stołka" HGW.
Stalowa Dama (jako, że wyroby metalowe lepiej się spawa z innymi elementami metalowymi, np. metalowym stołkiem) nie poddaje się.
Jeździła nawet o 5.06 rano metrem, sprawdzała bilety w autobusie, głaskała dzieci idące do przedszkola, kupowała piwo uzależnionym oraz wypuszczała gwiazdkę do nieba ubrana w czerwone portki i okulary... 
Mimo wszystko, mało kto zauważył ją w metrze, większość nie miała biletu w autobusie, dzieci w szkole musowe myły głowy w łazience, uzależnieni wylewali piwo a gwiazdka tylko pruknęła i nie wyleciała nawet metr w górę...
Jak pech, to pech.
Ciąg dalszy pecha 13 października.


sobota, 3 listopada 2012

„Artysta powinien mieć prawo szokować...“ durne ch..je z KE!


Z wielką radością i satysfakcją przeczytałe, że przygłupy z Komisji Europejskiej stają murem za Nergalem, któremu zarzuca się  „obrazę uczuć religijnych“.
Podobno „Oskarżenie grupy rockowej o bluźnierstwo jest niezgodne z europejskimi wartościami (...) Wprawdzie krajowe przepisy dotyczące bluźnierstwa, są wewnętrzną sprawą każdego kraju. Muszą być jednak zgodne z umowami międzynarodowymi", czytamy w piśmie euobserver.com.
Podobno Komisja powołuje się na Europejską Konwencję Praw Człowieka, która stoi na straży wolności słowa, a  Polska jest jej sygnatariuszem.
"Prawo to chroni również tych, którzy obrażają lub szokują" - podkreśla KE. „Artysta powinien mieć prawo szokować...“ – dodaje.

Wszystko dotyczy incydentu z 2007 roku, gdy Darski podczas koncertu w Gdyni  podarł Biblię, której kartki rozrzucił ze słowami: "Żryjcie to g...o!". Nazwał też ją "kłamliwą księgą", a Kościół katolicki - "największą zbrodniczą sektą".
Według prawa polskiego Darski czyli Nergal, podpada pod pod art. 196 KK, który stanowi, że kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo do 2 lat więzienia. 

Miód na moje serce leje Komisja Europejska, gdyż potwierdza tylko to, co o unijnych urzędach i ich urzędnikach myślę od dawna.
Po pierwsze o ich całkowitej i bezgranicznej głupocie, po drugi o ich bolszwickiej mentalności a po trzecie o ich skłonnościach (wynikających pewnie z głupoty) do jątrzenia i doprowadzania do konfliktów w połecznościach ludzkich.
Jeden z drugim kretyn unijny, prowadzący akcję obrony Nergala nie przewidział, że używanie w/w argumentów burzy porządek i ład oraz prowadzi do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa.
Narusza także godność osobistą człowieka oraz jego prawo do właściwego wizerunku jego postaci.
Wystarczy teraz wyobrazić sobie, że podobne, kretyńskie argumenty stają się podstawą do odstąpienia od oskarżenia neohitlerowców z jakiejś grupy muzycznej, która to w trakcie koncertu drze ze słowami "Żryjcie to g...o!" raport o zbrodniach hitlerowskich w obozach koncentracyjnych. Na dodatek nazywa ten raport "kłamliwą księgą" a Instytut Wiesenthala czy inny tam instytut żydowski -"największą zbrodniczą sektą".
Teoretycznie, według KE wszystko jest w pozrądku, gdyż: "Prawo to chroni również tych, którzy obrażają lub szokują" a „Artysta powinien mieć prawo szokować...“
Mimo wszystko, to chyba nie przeszło by przez sito między zwojami mózgowymi przygłupów z KE.
Jest dyrektywa - obrażać chrześcijan można – lewaków, żydów i kretynów nie wolno.

Warto jednak próbować, bo podobno (jak jest napisane) w Unii panuje demokracja i wszyscy ludzie są równi. A może któryś kretyn z sekcji propagandy unijnej nie zauważy...
Próbujmy zatem i obrażajmy oraz szokujmy.
Na początek, można na przykład spalić unijną flagę nazywająć UE „najbardziej kłamliwą instytucją“ i do tego „zbrodniczą sektą“.
Już widzę kontratak durniów prounijnych, i ich argument, że prawo do szokowania według KE mają tylko „artyści“!
A co nam przeszkadza być takimi jak Nergal artystami?
Chyba, że „arysta“ Darski ma stosowny artystyczny dyplom albo dokument poświadczony przez stosowną komisję, iż jest artystą estradowym.  Według mojej wiedzy Adam Darski ukończył jedynie Wydział Filologiczno-Historyczny na Uniwersytecie Gdyńskim, co pozwala nazywać go amatorem w branży muzycznej.
Doszliśmy zatem do słusznych wniosków, że artystą według rozuminia Unijnego może być każdy, bez stosownych dyplomów i odpowiedniego kierunkowego wyksztacenia. Jednym słowem, wszyscy jesteśmy artystami!
Unijni debile mogę ciągnąć dalej: - do Darskiego na koncerty przychodzą ludzie by słuchać właśnie takiej muzyki, a treści tam prezentowane są przychodzącym bliskie (to znaczy, że przychodzą tylko ci, którzy takie zachowania aprobują).
Jasne! Wystarczy więc, że na akt artystycznego spalenia unijnej szmatki zaprosimy kilka osób (żadne unijne wytyczne nie regulują ile osób ma to być) i będą to ludzie, którzy lubią gdy się flaga pali.

Ujawniając swoje mętne i głupie argumenty, które mają zalegalizować szydzenie i obrażanie uczuć religijnych Polaków, KE wstąpiła na bagnisty teren.
Skoro w UE wolno bezkarnie obrażać, bluźnić i pomawiać oraz dotykać ludzkich uczuć tylko dlatego, że komuś wydaje się iż jest artystą, to dlaczego KE nadal toleruje zapisy prawne, które niczym w epoce hitleryzmu i stalinizmu ograniczają bezpośrednio już z urzędu wolność słowa?
Co z tzw. Holocaust Denial (Zaprzeczenie Holocaustu) zwanym „negacjonizmem“? Dlaczego KE, powołująca się na wolność wypowiedzi i słowa staje w obronie prześladowanych kłamców i ewidentnych amatorów-oszczerców, a w przypadku „negacjonizmu“ nie reaguje na kneblowanie i straszenie „paragrafami“ przez instytucje państwowe (w prawie całej europie) i społeczne, mających prawo do „szokowania negacjonizmem“ profesjonalistów czyli artstów?
Oczywiście, takie sprawy nie mają w „demokracji europejskiej“ racji bytu. Także artystyczne szokowanie określeniami w rodzaju „pedały“, „żydostwo“, „lewackie bydło“ itp. nie przejdą przez „demokratyczny“ system filtrujący eurokołchozu.
Prechodzą natomiast „biblia – g..no“, „kościół –przestępcy“...

Chyba lepiej dla wszystkich, by rozstrzyganie w sprawach karnych pozostało w gestii krajowego sądownictwa, a KE bardziej zadbała o sprawy własne, zamiast mieszać się i jątrzyć.
Wystarczyłoby bardziej zająć się własym podwórkiem i uporządkować je, gdyż od 1999 roku Komisja Europejska ciągle tapla się we własnym złodziejsko-przetępczym bagnie i nepotycznych praktykach.
Naprawę świata najlepiej zaczynać  od siebie.
Pewnie o przestępczy proceder w KE można by zapytać Jansza Lewandowskiego  (członka PO i komisarza budżetu) w końcu w tej grupie przestępczej „siedzi“ nie od dziś.
A może nie ma z tymi „przekrętami“ nic wspolnego?
Nie szkodzi, w końcu też mam prawo „szokować“ i w razie czego, czekam na obronne ramię KE.


P.S. Sytuacja z „unijną“ obroną Nergala przywodzi na myśl stosowanie „demokratycznych norm“ w stosunku do innych osób w Eurosojuzie.
Profesor Jerzy Robert Nowak od wielu lat jest szpiegowany i sekowany przez funkcjonariuszy „Gazety Wyborczej“ i podobnych lewackich mediów. Ciągany przez nich po sądach i opluwany publicznie. Zarzuty: antysemityzm, ksenofobia... A przecież według KE, Nowak ma prawo do „szokowania“ czy nawet (mimo, że tego nie robi)“obrażania“ gdyż jest artystą w swojej dziedzinie – jest profesorem historii (ukończył UW) i o historii mówi.
Nowak prowadzi spotkania w wynajętych przez niego salch, gdzie przychodzą osoby pragnące własnie tego, co mowi Nowak słuchać (z wyjatkiem kilku prowokatorów od MIchnika obecnych na każdym spotkaniu).
Czy wobec tego (według KE) „gazowyb“ i reszta „bolszewii“ nie zachowuje się czasem jak nazistowski, zacofany brunatny beton?
Czy KE nie powinna Nowaka wesprzeć w nierównej potyczce z Goebbelsami z Czerskiej?

wtorek, 23 października 2012

Podróż w czasie - Dziennik Telewizyjny z 16. stycznia 2014 roku!

Rządowy Program Informacyjny z 16. stycznia 2014 roku - tylko u nas!
Dzięki niebywałej technice, możemy zobaczyć, o czym będą mówiły media tuskowe za kilka lat.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Urban stanu "tuskizmu"


 “Braun Boy” in the ring…”Braun Girl” in the ring!

Ile kosztuje, nas podatników, pieszczoch i maskotka władzy – Tomasz Lis?
Ile i dlaczego tak dużo inkasuje za jeden program w publicznej telewizji zarozumiały i nadmuchany pychą Tomuś zwany “Hot Dogiem”?
Czy inny dziennikarz ma szansę osiągnąć w TVP taki pułap zarobków za jeden występ, jak Lis?

Na wszystkie powyższe pytania odpowiedzi są bardzo proste.
Po pierwsze – Lis kosztuje nas dużo, po drugie – jest to kwota około 300 tys. miesięcznie, bo doceniając Jego zasługi dla władzy mniejsza kwota byłaby jedynie jałmużną, a po trzecie – po prostu NIE… i  długo, długo, nie!

W jaki zatem sposób i jaką metodą posługuje się rządząca partia, by tak dobitnie “docenić” najwybitniejszego - od czasów jego teściowej Barbary Kedaj – publicystę reżimowego?

Mechanizm jest prosty i podłączony do publicznych pieniędzy, czyli tych 13%  pochodzących z abonamentu oraz pozostałych 87% “odpalanych” z budżetu państwa, na państwową telewizję.
Czapą dla całej maszynerii jest firma Deadline Productions, której właścicielem jest Tomasz Lis i na której konto kwoty z TVP są przelewane.

Nie ma to jak się dobrze podwiesić (jak mawiał osławiony Stanisław Anioł – gospodarz budynku przy Alternatywy 4), a Lis Tomasz podwiesił się nie najgorzej.
Dźwigający dyndającego u swojego paska Lisa, Prezes TVP Juliusz Braun, odziedziczył publicystę-literata po poprzedniku. Odziedziczył, ale nie wraz z tak gigantyczną umową dla twórcy autorskiego programu.
To właśnie Braun, w przypływie dobrego humoru lub pod presją obowiązującego radosnego nastroju “polityki miłości” obecnej władzy, sypnął kasą dla Lisa.
Bo Lis jest cool i spoko!

Tomasz Lis jest do tego stopnia “cooli - spoko”, że jego walory oraz oddanie, rządząca ekipa wyceniła w sposób następujący:  Ponad 92 tys. zł brutto dla firmy Tomasza Lisa Deadline Productions. Do tego dochodzi honorarium tylko dla niego - 20 tys. Ponad drugie tyle wynoszą koszta producenckie. W sumie daje to około 300 tys. zł za jeden odcinek, ślimaczącego się i nudnego programu “Tomasz Lis na Żywo”.
Jak łatwo obliczyć, w ciągu miesiąca na konto lisiej firmy wpływa ok. 1.200.000 zł.
A wszystko w dobie szczególnej dbałości o finanse publiczne oraz niebywałych oszczędności zarządzonych przez prezesa radiokomitetu Juliusza Brauna.

Dobry człowiek z tego Juliusza Prezesa, sam nie doje ale Lisowi da.
Biedę teraz chłopina klepie, bo cóż można za takie nędzne 25.000 zł miesięcznie (a tyle właśnie wynosi pensja Prezesa Radiokomitetu), ale oszczędzać trzeba, bo jest KRYZYS.
W dbałości o kręgosłup Brauna i jego właściwą postawę, od  maja 2012 roku doczepiono Prezesowi do paska kolejnego Lisa. Tym razem samicę – Hannę.
To tak, aby się równo trzymał, bo ze zwisającym po jednej stronie Tomaszem niewygodnie oraz niezdrowo. Teraz ciężar rozkłada się równo, toteż i Lisy szczęśliwe i Braun zdrowszy.
Wszyscy są zadowoleni, bo kasa się kręci w dobrym kierunku, czyli z budżetu TVP do Lisów.

W rewanżu “wadza” może liczyć na wsparcie oraz bezgraniczną lojalność obu futrzaków.
Miło się płaci “swojakom” cudzymi pieniędzmi – mniej to kosztuje, a “tuski i brauny” z domu skąpe są niebywale.

*) Dodam jeszcze małe wyjaśnienie, dlaczego przez internautów Tomasz Lis nazwany został “Hot Dogiem”. Otóż na swoim portalu, nie tak dawno “odstawił krypciochę” na temat parówek w bułce na stacjach benzynowych jednej z firm. Poświęcił im cały wpis, być może w zamian za owe opisywane dobra konsumpcyjne. Lisy mocno pazerne a i mięsożerne są.

Złote chłopaki

Miło jest siedzieć na plikach banknotów i puszczać bąki w banderolki.
Miło też, choć mniej wygodnie siedzieć na złocie. Ale jakoś już tak jest w życiu, że twardość złotych sztabek zmiękcza świadomość ich posiadania, stąd przesiadywanie nie jest już tak bolesne.
Ach, jak tam musiało być sielsko i miękko w Amber Gold!

Doświadczył zapewne tego niejaki Paweł Adamowicz, zatrudniony z ramienia PO jako prezydent Gdańska. Nie jestem rzecz jasna pewien, czy Adamowicz osobiście na sztabkach przesiadywał, w każdym razie Marcina P. na imprezie ku czci dzieła Wajdy pt. “Wałęsa” wychwalał pod niebiosa a jego działania określał mianem “innowacyjnych”


– Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów. Bardzo wam dziękuję – mówił Adamowicz i w czółko Marcina P. cmokał bez opamiętania.
Nieco później, na konferencji (7 maja br.) ogłosił, że miasto Gdańsk przekazało na film 500 tys. zł. Aby nie było niedomówień już po chwili poprawił się i oddał pokłon przedstawicielom Amber Gold za całą tą forsę, bo tak na prawdę to Adamowicz z resztą ferajny groszem na takie fanaberie nie śmierdzą.

Kto wynalazł Adamowiczowi Marcina P.?
Z dokumentów wynika, że sam “mistrz” Wajda.
Pod koniec 2011 roku do skazanego siedmioma wyrokami za oszustwa finansowe Marcina P. pisał Adamowicz: „Na prośbę Pana Andrzeja Wajdy przesyłam Panu ofertę współpracy przy realizacji jego najnowszego filmu pt. »Lech Wałęsa«. Gorąco namawiam Pana do wsparcia tego projektu"…

 
Kto jak kto, ale Wajda już najlepiej wywącha gdzie szukać konfitur. W końcu zawsze, niezależnie od epoki I ustroju potrafił je wyniuchać.
Obu panom petentom prawdopodobnie nie przeszkadzał fakt, że kaska hojną łapką sypnięta przez Marcina P. jest delikatnie mówiąc - śmierdząca.
Gdy prezydent Gdańska chadzał wraz z Wajdą po prośbie do szefa Amber Gold, właścicielem spółki interesowały się już służby specjalne i trwało prokuratorskie śledztwo. W maju, gdy Adamowicz, całował namiętnie w czoło prezesa Amber Gold za hojne dary, było już prowadzone postępowanie w sprawie podejrzenia prania brudnych pieniędzy przez firmę. Czy o tym nie wiedzieli?
“Taki bajer to na Grójec“ – jak mawiał Maniuś Kitajec, bohater nie zapomnianej powieści Wiecha “Café pod Minogą”.

Płachta na byka czy Plichta na Lisa

Niezwykle mocne zainteresowanie walorami pieniężnymi oraz różnymi dobrami doczesnymi pchnęło redaktora Tomasza Lisa w nowe rejony biznesu.
Z samej dziennikarki trudno wyżyć, szczególnie gdy ma się wielkopańskie nawyki wyniesione z rodzinnego domu, gdzie zasady kindersztuby wytyczał peerelowski trep.
Ale… wszystko po kolei.


Na wspomnianym wyżej samym bankiecie, gdzie to Paweł Adamowicz wykazywał innowacyjność w działaniach prezesa Amber Gold, już po części oficjalnej miało miejsce spotkanie Marcina P. z Tomaszem Lisem.
Mistrzem ceremonii był zaufany człowiek Prezydenta Gdańska niejaki Antoni (nazwisko znane autorowi).
To on poznał ze sobą obu “biznesmenów”.
Jak podaje osoba mocno zbliżona do gdańskiego ratusza, Lis liczył na mecenat Marcina P. oraz sponsoring kolejnej, przygotowywanej od roku książki.


Jedną z form okazania wdzięczności za wsparcie literackiego kunsztu “Hot Doga” miała być wizyta P., jako jednego z gości w cyklicznym programie “Tomasz Lis na Żywo”.
Program miał w całości być poświęcony epokowemu dziełu Wajdy Andrzeja p.t. “Wałęsa”.
Konspekt był już ponoć rozpisany, a listę gości mięli uzupełniać, Andrzej Wajda, Robert Więckiewicz oraz Zdzisław Pietrasik.
Do realizacji nie doszło, gdyż P. nie był zainteresowany upublicznieniu swojego wizerunku.
Pomimo, że z wiarygodnych, rządowych źródeł dochodziły już informacje o niejasnej przeszłości Plichty, Tomasz Lis nie zaniechał starań o uzyskanie “sponsoringu”.


Nie cały miesiąc po raucie w gdańskim ratuszu, ponownie, za pośrednictwem Adamowicza (czyli przez jego “prawą rączkę” Antoniego) miał miejsce kontakt z P.
Jak podaje jeden ze współpracowników Lisa z Deadline Production, jego szef spotkał się z P. w warszawskim hotelu Sheraton.
Przebieg “biznesowych rozmów” był dla Lisa nadzwyczaj satysfakcjonujący, gdyż (jak wspomina pracownik) “Tom wrócił ze spotkania wesoły i tak rozpromieniony jak nigdy dotąd. Wielu z nas, na co dzień krnąbrnego i chamskiego Lisa, tak grzecznego i radosnego nigdy nie widziało…”.

 
Radość nie trwała długo, niczym małżeństwo Lisa z Rusinową.
Kilka tygodni po meetingu w Sheratonie, telefon Marcina P. przestał odpowiadać. Ponoć szczególnie wtedy, gdy dzwonił Lis. Jak przystało na osobę o niezbyt wysokiej inteligencji, potrzeba było aż kilku dni, by redaktor “Hot Dog” wpadł na to, że P. go unika i z forsy obiecanej nic nie będzie.
Złość Lisa nie miała granic.
Podobno (jak opowiada pracownik Deadline Production) furia literata-redaktora przypominała atak szału Stefana Niesiołowskiego podczas badań psychiatrycznych w 1987 roku. Skończyło się nawet wyrzuceniem pracownika, który miał czelność uśmiechać się w czasie szaleńczego zawodzenia swojego szefa.
Od tej pory, wymawianie nazwiska Marcina P. w obecności Lisa grozi eksplozją wulgaryzmów i obelg.

Lis-trator w imię trepowskiej moralności

Zainteresowania biznesowe oraz koneksje redaktora Tomasza Lisa dane nam było poznać w powyszych fragmentach. Prócz niewątpliwych zalet i nieskazitelnej, wręcz kryształowej uczciwości redaktor odznacza się również przymiotami o najwyższej moralnej próbie.
Rzec można, iż gdyby w Sevres ustanowiono wzorzec uczciwości i moralności, to bez wątpienia nosiłby on imię “Lisa”.
Dajmy na to taki Adamowicz czy pan P. mogliby szczycić się oceną powiedzmy…“¼ Lisa”… taka to wyśrubowana miara jednostki.
Właściwie, to trudno się nawet dziwić.


Kultura osobista i zasady wyniesione w rodzinnego domu, gdzie za wychowanie syna odpowiadał “najuczciwszy z Polaków” była podwaliną, kamieniem węgielnym, na którym wzniesiono dopiero solidną piramidę moralności.
Edukował się zatem Lis i czerpał pełnymi garściami ze sprawdzonych wzorców, takich jak Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń oraz wiele innych najwybitniejszych moralnych kalek.


Nie tak dawno spore zamieszanie wywołał wpis Sylwestra Latkowskiego na Twitterze. Wyjaśniał, że zdecydował się niegdyś na odejście z redakcji „Wprost”, ponieważ Tomasz Lis oraz Tomasz Machała zamierzali żerować na taniej sensacji i szukać haków na leżącą w szpitalu matkę Jarosława Kaczyńskiego.
Latkowski napisał: “Niech Tomek z Tobą przyzna się, dlaczego odszedłem z "Wprost", bo chcieliście prześwietlać życiorys leżącej w szpitalu matki JK “.
Kanon lisiej moralności dopuszcza zatem zarówno nepotyzm, kręcenie lodów jak i kontakty z szemranymi typami. Jako gratis Lis dorzuca jeszcze, tak przez siebie niegdyś potępiane zbieranie haków.
Jak na wychowanka szkoły “trepowskiej moralności” zupełnie nieźle. A “Hot Dog” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

piątek, 17 lutego 2012

„Sto lat“ w Ujazdowskich


Otóż idę ja sobie pewnego razu Alejami Ujazdowskimi, a tu nagle od strony Urzędu Rady Ministrów dobiegać mnie poczęły jakieś dziwne krzyki.
Podszedłem bliżej.
Z okien kancelarii Premiera na pierwszym piętrze, dało się teraz słyszeć bardzo wyraźnie tak znajome nam Polakom: „Sto lat... sto lat...“
„Impreza“ – pomyślałem.
Akurat z budynku URMu wyszedł krokiem sprężystym, wyprostowany jak struna młody oficer BORu.
„Zapewne Pan Premier ma imieniny... albo urodziny...“ – zagadnąłem.
„Nic z tych rzeczy. Własnie odbywa się posiedzenie rządu i ustalają wiek emerytalny...“ – odparł „borowik“ i odmaszerował.

niedziela, 10 kwietnia 2011

PAP (Pieprzyć Aby Pieprzyć)

Niezmiernie miło jest przeczytać relacje z wydarzeń, w który osobiście brało się udział. Szczególnie gdy te relacje przeprowadzane są przez znaną „firmę na rynku” jaką jest PAP.

Niestety, dzisiejszemu PAPowi bliżej jest jednak do znanej z historii agencji Polpress, założonej w 1944 roku w Moskwie przez Związek Patriotów Polskich.
Widzą czego nie ma, a nie widzą co jest.
Taka to komunistyczna choroba.

Mimo całej powagi sytuacji rozbawiło mnie szczególnie relacjonowanie przez podpisującego się „POg” – spotkania pod „Pałacem Namiestnikowskim” (a nie jak pisze niedouk z PAP – Prezydenckim).
Próbka: - Najwięcej osób zebrało się przed Pałacem w chwili, gdy po godz. 16.00 dotarli tam przedstawiciele "Ruchu społecznego im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego", z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim na czele. Po jego przemówieniu, tłum zaczął się przerzedzać, część osób wyruszyła na Pl. Zamkowy, gdzie odbył się koncert pamięci ofiar katastrofy. (...) Zgromadzeni skandowali m.in. "Jarosław, Jarosław", "Wolna Polska", "Lech Kaczyński". Po przemówieniu prezesa PiS, odśpiewali hymn; wcześniej odmówili modlitwę za ofiary katastrofy.
Ładne i rzeczowe.
Tylko, że „POg” najzwyklej bredzi.
Po godzinie 16.00 tłum słuchał muzyki i oczekiwał na przybycie Premiera Kaczyńskiego, który dotarł dopiero o ok. 17.15-17.20.
Również to co zdarzyło się po wystąpieniu prezesa Kaczyńskiego odbiega od zdarzeń przed Pałacem. Otóż nieuk-fantasta z PAP słyszał modlitwę za ofiary, której... nie było.

Albo „dziennikarz” z PAP siedział w domu i przy piwie skrobał tekst do serwisu PAPowskiego na podstawie dostarczonego mu „Programu Obchodów Rocznicy”, albo najzwyklej w „Przekąskach-Zakąskach” ubolewając nad swoją miernością, zalał z rozpaczy pałę i stąd te głupoty.

Przypomnę tylko niewtajemniczonym, za ukochaną przez Prezydenta Bul-Komorowskiego Wikipedią, co następuje: „Polska Agencja Prasowa Spółka Akcyjna – publiczna agencja prasowa, jedyna państwowa agencja informacyjna w Polsce. Zgodnie ze statutem do jej zadań należy uzyskiwanie i przekazywanie odbiorcom rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacji z kraju i z zagranicy”.

Po takich „rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacjach” owego POg-a, należy poddać weryfikacji jego dotychczasowe pisanie, a mieć na uwadze przyszłe. O ile oczywiście takowe będą, bo przyzwoity szef PAP, na zbity pysk, by oszusta, który kradnie publiczne pieniądze czyli wyłudza „wierszówkę” - wywalił.

Jako tylko dodatek uwaga, że ów (nie zawaham się napisać) niedouk nie wie również, że gdy dokonuje się skrótów wypowiedzi, należy tekst pisany wzbogacić stosownym oznaczeniem „(...)”
To tylko jeden przykład (znów cytowana wypowiedź Premiera Kaczyńskiego): - Polacy dobrze wiedzą, co zdarzyło się 70 lat temu w Katyniu, Miednoje. Kropka, to wszystko.
W oryginale wypowiedzi, Premier Kaczyński dodał również – „... w Charkowie i Twerze”, ale „Pulitzer” nie dosłyszał, albo nie uważał dodać tego za stosowne.
Jakaś rodzina prezesa Paciorkowskiego z PAP? Absolwent kursów dziennikarstwa im. Adama Michnika?

P.S. Ciekawostka jak „obchodzi” rocznicę Tragedii Smoleńskiej na swoich stronach portal Onet.pl
A gdzie informacje o reżimowych uroczystościach?
Gdzie Bul-Komorowski i jego Dziadzia?
Gdzie Donald Ryży a Wspaniały?
Gdzie balety i epokowe „światło-dzwięki” w Teatrze Narodowym?
Gdzie Schetyna And Psychiatrics z wieńcem na Powązkach?
Gdzie „zależne” (bo te pod Pałacem, to wg. PAPu „niezależne”) obchody?
Zapomnieli o nich, czy tylko były one ..... warte?

wtorek, 25 stycznia 2011

Platformie Obywatelskiej "stuknęło" 10 lat.

To już dziesięć lat minęło od poczęcia nieznośnego, rozkapryszonego gówniarza.
A zrodził się ów bachor z biznesowego związku, transakcji małżeńskiej zawartej między trzema ojcami.
Dacie wiarę - trzema ojcami!
W ten sposób związek ten już na starcie stał się bardziej nowoczesny, niż nawet najnowocześniejsze związki w całej nowoczesnej Europie.
Jak przystało na nowoczesne małżeństwo panowie ci nie kochali się, ale dziecko sobie zrobili.
Na szczęście, już na początku jeden z ojców wyszedł z domu po rozum do głowy i najwyraźniej go znalazł, bo do domu tego już nie wrócił.
To dobrze, bo był to człowiek porządny.
Zostało zatem ojców dwóch, którzy pokochali się z czasem mimo pozornych różnic ideologicznych.
Czerwony ojciec kochał tego "nieczerwonego" w taki namiętny sposób, że ten "nieczerwony" wkrótce zaczerwienił się i pokochał wszystkich innych czerwonych.
Niedługo trwała idylla.
Bachor rósł, a tu nagle "nieczerwony ojciec" kopnął w zad ojca czerwonego.
Że niby tak przypadkiem, a tak naprawdę dlatego, bo poznał innych bardziej atrakcyjnych partnerów.
Jednym słowem „czerwony ojciec” dał się w juniorski sposób „wydutkać” na sucho przez amatora i prostaka.
Jak się wkrótce okazało, ojciec „założyciel” (jedyny ojciec, który pozostał) nie był już tak chętny do zawierania formalnych związków z kolejnymi partnerami i żył z nimi, jak mówią "na kocią łapę"
Może była to niechęć do fundowania bachorowi ojczyma, a może desperacka decyzja kochającego ojca o samotnym wychowywaniu potomka.
O to należy spytać Tatatuska.
W każdym razie bachor rozwydrzony rósł pod okiem jednego tatusia i nieprzeciętnie pazerny robił się na wszystkie dobra, które go otaczały.

Niestety charakterek odziedziczył po ojcu „czerwonym” (pazerność, zaprzaństwo, prywata), co w połączeniu z niektórymi cechami charakteru drugiego ojca (cwaniactwo, łgarstwo, oszukaństwo) dawało iście piorunującą mieszankę.
Oj, rozpasał się gówniarz i krwi napsuł porządnym ludziom co nie miara.
Rósł nierób, tłusty i bezczelny o złodziejowatej naturze.
Rósł na oczach ludzi i za ich przyzwoleniem.

I bumeluje do tej pory.
I pasie się na koszt obywateli, a na dodatek jeszcze każe celebrować swoje urodziny i przynosić sobie prezenty.
Cóż, skoro rozpasany gnojek wyciąga łapy po suweniry czy życzenia, niech ma....
Z okazji twoich dziesiątych urodzin, życzę ci:
- aby twoje kłamstwa i oszustwa obróciły się przeciw tobie z dziesięciokrotną siłą.
- aby ta dziesiątka była ostatnią cyfrą jaką zapamiętasz,
- abyś ułożył się w dziesięciocalowej politycznej trumnie, najlepiej dziesięć metrów pod ziemią i nigdy już stamtąd nie wyszedł,
- abyś ducha wyzionął, a szczęśliwi ludzie mogli kolejne dziesięć lat świętować twoje odejście,
- aby twój ojciec najpierw dziesięć razy się zastanowił zanim wpadnie na pomysł spłodzić kolejnego politycznego bachora,
A niech cię....

piątek, 1 października 2010

Cross Wars

Coś dla miłośników... wojen!
Władcy ciemności z galaktyki WSI przy pomocy teleportatora niszczą symbole...
Wielki Bronisław Książe Snu próbuje zapanować nad innymi galaktykami...