Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa Palikota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa Palikota. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 grudnia 2009

„Dzień Świra” albo „Dzień Michnika”.

W dzisiejszej prasie „Dzień Świra” czy jak kto woli „Dzień Michnika”.

Najsłynniejszy gruźlik III RP był dziś przesłuchiwany na okoliczność sprawy wytoczonej mu przez Janusza Kobylańskiego w związku z pomówieniami zamieszczonymi na łamach „GW”.

Aż miło czyta się relacje z zachowania Michnika oraz to co mówił i w jaki sposób to mówił.

Istnieje grupa ludzi całkowicie niereformowalnych. Takich, dla których świat się zatrzymał dwadzieścia lat temu. Takich, którzy nadal wierzą, że są ponad prawem i że są KIMŚ. Takich, którzy mają przekonanie o swojej wielkości i tego że posiadają wielkie zasługi dające im ponadobywatelskie przywileje.

Miło się czyta o Michniku.

Jego karykaturalne zachowanie, słowotok bez cienia sensu oraz pokrętne i absurdalne racje można wyczytać dziś w relacjach z przesłuchania zamieszczonych i w Onecie i w GW i w Dzienniku... i jeszcze w przynajmniej pięciu innych mediach.

Nieszczęsny Michnik nic a nic nie zrozumiał z transformacji ustrojowych oraz nic a nic nie zmądrzał przez ostatnie dwadzieścia lat.

Nadal uważa, że posiada wielkie zasługi dla Polski, że my obywatele jesteśmy mu coś winni i że składanie mu hołdu dziękczynnego jest obowiązkiem każdego dobrego obywatela w tym również sądu.

Nieszczęsny Michnik.

Nie jest to z całą pewnością wina zaawansowanej gruźlicy, ale zupełnie inna choroba.

Urojenia każą mu wierzyć w wykreowany przez peerelowskie władze mit „niezłomnego opozycjonisty” i „wroga ludowej władzy” faktycznie posiadającego specjalną koncesję na działalność pseudoopozycyjną.

Naprawdę Michnik nie dokonał niczego dobrego dla Polski.

W jego życiorysie nie ma NIC pozytywnego.

Od czasów młodości do dziś jako motto postępowania winny ostro niczym neon świecić nad nim słynne już słowa Zbigniewa Herberta: „manipulator, kłamca, szalbierz oraz człowiek złej woli”.

Dziecko komunistycznych szkodników i brat sądowego mordercy zakochany w „ludziach honoru” od Jaruzelskiego i Kiszczaka rozpaczliwie udaje człowieka z zasługami dla ojczyzny.

Haniebne i śmieszne.

Taki Michnik ściera się z Januszem Kobylańskim. Z braku sensownych argumentów wywija wyświechtanymi idiotyzmami o antysemityzmie i żydożerstwie Kobylańskiego.

Tani populizm i przekonanie o głupocie współobywateli każe mu używać bzdur jako broni przeciw tradycji, polskości i przeciw prawu do własnego (innego niż Michnik) światopoglądu.

Na szczęście, póki nie ma konstytucyjnego obowiązku kochania Michnika, a także innych jego żydokomunistycznych towarzyszy, można śmiać się i kpić z podłości charakteru największego NIKOGO III RP.

Panie Januszu, powodzenia w walce ze złogami.

poniedziałek, 6 lipca 2009

Narodu Wybranego – Instytut Wybrany do szerzenia kłamstw.

Przetaczająca się przez kraj dyskusja spowodowana niby-naukowymi „odkryciami”, „niby-naukowca” z ŻIH - Aliny Całej staje się w istocie dyskusją nad kolejnymi żydowskimi kłamstwami dotyczącymi stosunków sąsiedzkich w naszej Ojczyźnie.

Nie pierwszy to raz środowiska żydów polskich próbują rozsiewać niepokój i przedstawić profil polskiego obywatela jako okrutnika, obciążonego dziedzicznym antysemityzmem. W istocie historia wzajemnych stosunków obfituje w wiele przykładów działań mających na celu niszczenia „Polskiej Dumy”, tradycji i historycznej prawdy.

Cel jest jeden – przeogromna potrzeba burzenia, dominacji, ambicjonalna niechęć do wszystkiego co odmienne oraz próba zatuszowania własnych zbrodni (również na swoich siostrach i braciach).
W takie właśnie działania wpisuje się Alina Cała wraz kolegami z instytutu.

Działania „badawcze” ŻIH przypominają jako żywo niemiecką Izbę Kultury - Die Reichskulturkammer pod przewodnictwem Josepha Goebbelsa, powołaną dla promowania jedynie słusznej dla III Rzeszy „prawdy”. Prze dwanaście lat swojego istnienia owa Izba tworzyła „nową historię” w podległych jej oddziałach i dbała aby prócz „prawdziwej historii i sztuki” nie przedostało się do opinii publicznej nic, co by mogło podważyć lub przedstawić w innym świetle tworzone dla dobra III Rzeszy fakty.

Właściwie wzorowanie się przez niektóre środowiska polskich żydów na sprawdzonych metodach propagandy (i nie tylko) rodem z III Rzeszy, nie jest niczym nowym. Wystarczy przypomnieć okres powojenny, gdzie pokaźna ekipa „polskiej” żydokomuny przywieziona przez sowieckich okupantów niszczyła i podliła Polski Naród. Zakłamywała historię, a właściwie tworzyła ją na nowo, pod szablon obowiązującej linii polityczno-propagandowej.

Dziś takie, bądź podobne środowisko „broni” ŻIH przed, jak to mówią „antysemickimi bojówkami” i próbami blokowania badań historycznych.
Warto przyjrzeć się kto w ŻIH bada i w czyim imieniu bada?
Instytut skupia na ogół miernej klasy naukowców. Z całej grupy tylko dwóch posiada tytuły profesorskie. Są to prof. Marian Fuks i prof. Feliks Tych.

Pan Marian Fuks (rocznik 1914), to w miarę „nowo upieczony” profesor. Dopiero od 1993 roku. Wcześniej, do 1967 był, w trudnym okresie umacniania władzy ludowej pułkownikiem LWP. Ponieważ powszechnie wiadomo jakie zasługi w powojennej Polsce mięli żydowscy oficerowie wyżsi, nie warto tracić czasu na dalsze opisywanie dokonań profesora.
Drugi Pan, też profesor, Feliks Tych był w latach 1971-87 szczęśliwym pracownikiem Centralnego Archiwum PZPR.
Był również wieloletnim redaktorem naczelnym „Słownika biograficznego działaczy polskiego ruchu robotniczego” (!).
Prócz w/w ciała profesorskiego, usługuje tam jeszcze grupka pomniejszych doktorów i doktorów habilitowanych oraz beztytułowców.

Dobrze jest też prześledzić listę „dobroczyńców” czy jak kto woli darczyńców, a inaczej: kto płaci za badania. Lista jest pokaźna. M. in. Taube Foundation for Jewish Life and Culture, San Francisco; Conference for Jewish Material Claims Against Germany, New York; United States Holocaust Memorial Museum, Washington D.C. ; Ronald S. Lauder Foundation, New York; Jack Burton-Weissman, New York; American Society for Jewish Heritage in Poland, New York.
Trudno spodziewać się obiektywizmu i choćby krzty naukowości w rozwiązywaniu zawiłych stosunków polsko-żydowskich gdy zda się sprawę z tego, że wszystkie te organizacje powiązane są (bądź były) poprzez zawiłe narodowe koneksje z takimi wpływowymi osobami jak: Elie Wiesel czy Szymon Wiesenthal i ich instytuty, fundacje.

Jak widać, amerykańskim żydom wcale nie przeszkadza komunistyczna przeszłość i koneksje ich podopiecznych w ciele naukowym ŻIH tu w Polsce.

Zadziwiającą metamorfozę przeszli skupieni wokół ŻIH „obrońcy tradycji narodu wybranego”. Z wyznawców jedynie słusznej idei światowego dobrobytu i ładu społecznego stali się na skutek przemian politycznych gorącymi propagatorami religii i kultury żydowskiej.
Zapewne dla nich to wielka nowość i atrakcyjne doznania, gdyż z tradycją i kulturą żydów wielu z nich styka się dopiero teraz.

Z całej populacji polskich żydów, zamieszkujących nasz kraj w momencie wybuchu II wojny światowej, ocalało z niemieckiej zagłady jedynie około 10%. Większość z ocalałych, po zakończeniu działań wojennych, wyjechała z kraju, gdyż w większości byli to ludzie wierzący, a sowiecka władza krzywym okiem patrzyła na przejawy zbytniej religijności.
Zastąpili ich „właściwi Żydzi” przywiezieni na sowieckich czołgach, komuniści i aparatczycy komunistyczni, po części zadekowani na czas wojny w sowieckich szkołach NKWD.
Komunistyczna ta banda, sprowadzona była do Polski w celu „rozprawy” z narodowym i patriotycznym podziemiem oraz katolickim kościołem.
Stalinowskie władze zdawały sobie sprawę, że w rdzennie Polskim społeczeństwie nie znajdzie wystarczającej ilości bezwzględnych, ślepych i gotowych na wszystko siepaczy. Kto zatem mógł być lepszym „utrwalaczem” i oprawcą Polaków? Tylko „żydokomuna” prześladowana niegdyś w Polsce za zdrady, szpiegostwo i kolaboracje z bolszewikami.

Dziś potomkowie „stalinistów” Żydów-bolszewików podnoszą głowy, przyodziane w jarmułki i wznoszą modły w synagogach za rychły upadek „polskiego nacjonalizmu”.
Dziś ludzie pokroju Konstantego Geberta czy Agnieszki Holland protestują w obronie ŻIH domagając się delegalizacji ugrupowań narodowych.
Tak właściwie w tym przypadku nic się od lat nie zmieniło. Przejawy narodowej dumy i poszanowania wartości katolickich nie podobały się też ich ojcom, tyle że z perspektywy innej ideologii. Dla Polski i Polaków żadna to różnica.

Niedawna „akcja poparcia wolności badań naukowych” przeciw zorganizowanemu przez Obóz Wielkiej Polski, protestowi pod ŻIH, była, muszę przyznać, nawet nieco zabawna.
Przeciw sobie stanęli, z jednej strony ludzie, którym nie podoba się oszustwo, kłamstwo i manipulacja a z drugiej niedobitki „żydokomuny”, pogrobowcy stalinizmu i różnej maści społeczne lewako-mędrki.
Obie te pikiety różniło to, że OBW posiadał oficjalne pozwolenie na zorganizowanie demonstracji, a „żydokomuna” pod ŻIH nie posiadała.
To co mnie rozbawiło, to „frontowy” ton postkomunistycznej geriatrii z ŻIH i jej obrońców. „Obroniliśmy Instytut...” , „Nasza zdecydowana postawa pokazała jak broni się prawa do prawdy” i tym podobne wzniosłe hasełka – jak za Stalina.

Prawda jest taka, że nikt z demonstrantów nie miał zamiaru nawet dotknąć „obrońców”. Gdyby taki zamiar był, gwarantuję, że garstka „starej gwardii od Bermana i Zambrowskiego” nawet przy wsparciu „ciućmowej” młodzieży, nie utrzymała by Instytutu nawet przez chwilę.
Wprawdzie nie obyło się bez łobuzerii i agresji, ale jedynie w wykonaniu Aliny Całej, która zapewne na skutek braku argumentów szarpała w małpim amoku Hrabiego Aleksandra Pruszyńskiego. Ukazuje to tylko poziom umiejętności prowadzenia dyskusji i możliwości intelektualnych łgarzy z ŻIH.

Kim jest agresywna chuliganka Alina Cała?
Jest historykiem z tytułem doktora. Jest ponoć byłą działaczką KOR, podążającą drogą ku „socjalizmowi z ludzką twarzą”, zafascynowaną swym rodakiem Adamem Michnikiem oraz różnymi feministycznymi bzdetami. Jest wreszcie niedoszłą radną z ramienia partii Zieloni2004. Po za tym jest autorką pomniejszych „dzieł naukowych” tworzonych na zamówienie płacących na instytut „dobroczyńców”.
Lewactwo i miłość do żydokomuny wyniosła z domu rodzinnego. Jej matka Krystyna Kulpińska-Cała, „nawrócona grzesznica z AK” miłość do komunizmu wpajała córce latami. A przygotowanie do zadań miła nieliche, gdyż od Kongresu Zjednoczeniowego w 1948 roku aż do 1989 roku była członkiem PZPR.

Co bada Alina Cała?
Bada głównie historie nieszczęść żydowskich w Polsce. A lista tych nieszczęść jest wydłużana w zależnie od potrzeb. W zależności od potrzeb, tworzone są też fakty.
Oczywiście jest z czego kleić pomniki, bo historia Żydów w Polsce sięga ponad tysiąca lat.

Jako pierwsi na dzisiejsze tereny Państwa Polskiego przybyli już w X wieku żydowscy handlarze niewolników słowiańskich.
Jak widać już na początku naszej znajomości, Żydzi doznali wielu nieszczęść, gdyż nasi praszczurowie niechętnie dawali się łapać i sprzedawać do krajów zachodniej europy oraz krajów arabskich. Antysemityzm polegał zatem, na pozbawiania biednych żydowskich pre-biznesmenów środków do życia.

Przez następne lata, aż do XVII wieku na skutek rozpieszczania i obdarowywania Żydów przez kolejnych władców, co raz to nowymi przywilejami, apetyt na posiadanie i przekonanie o własnej wielkości rozrósł się do niebotycznch rozmiarów. Świadomość własnej, nieograniczonej władzy i wpływów spotęgował jeszcze fakt obsadzenia na polskim tronie w czasie bezkrólewia (w 1587 roku) rabina litewskiego Saula Wahla (tzw. jednodniowy król).

Tym ciężej było polskim żydom znieść narastającą w połowie XVII wieku falę niechęci ze strony rdzennego polskiego społeczeństwo. Po latach ustępstw i prezentowania przywilejów, nagle stosunek Polaków zmienił się diametralnie. Miało to swoje podłoże w licznych i pospolitej wśród Żydów aktach kolaboracji ze Szwedzkim najeźdźcą.
Znów nasi rodacy nie wykazali zrozumienia dla pre-biznesowych zapędów judejskiej części społeczeństwa.

Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej za panowania w Polsce Sasów. Germańscy królowie oraz ich administracja wyjątkowo niechętnie patrzyła na żydowskie bogactwa, wpływy i skutecznie tego żydów pozbawiała, dokonując masowych prowokacji antyżydowskich.

Wraz z nastaniem epoki rozbiorów, polskiemu społeczeństwu ukazało się prawdziwe oblicze żydowskich sąsiadów. Sytuacja ich była bardzo różna, w zależności od zaboru. Np. w zaborze niemieckim czy austriackim żyło się dobrze, natomiast jak podają sami Żydzi nie najlepiej wyglądało to w zaborze rosyjskim.

Nie zmieniło to faktu, że urodzonym w Polsce Żydom, na skutek zmiany władzy, bliżej było teraz do Rosjan niż Polaków. Niejako „z zasady” należało wkraść się w łaski panującego.
Jako przykład takiej filozofii niech posłużą dwa przypadki z okresu Powstania Styczniowego 1963 roku.

Niejaki Kronenberg, bogaty Żyd wszedł do Rządu zwanego Białym i finansował zakup broni dla powstańców. Zbiegiem okoliczności żaden transport nie dotarł do powstańców, wszystkie przechwycili Rosjanie, a w 1865 roku Kronenberg został odznaczony przez cara najwyższym odznaczeniem Imperium - Orderem Św. Jerzego.
W Rządzie Tymczasowym Traugutta (czerwoni) znalazł się Artur Goldman, który miał za zadanie zaopatrywanie powstańców. Zaopatrywanie kulało a gdy Powstania padło cały rząd w pięcioosobowym składzie został skazany na śmierć.... oprócz Goldmana. Okazało się, że bitny Żyd został przez władze carskie namówiony do współpracy (za trochę złota i zamianę kary na dziesięcioletnie więzienie) czyli mówiąc wprost został niezbyt drogim kolaborantem.

Nie były to jedyne przypadki działań przeciw Polakom. W zamian za usługi świadczone zaborcy podczas wystąpień zbrojnych społeczności polskiej, Żydzi nagradzani byli nawet majątkami odbieranymi powstańcom.
Schyłek XIX wieku dał Żydom nowe możliwości. Ich rodacy w Rosji i w „postępowej części” Europy ochoczo angażowali się w ruchy lewicowo-socjalistyczne. Dawało to nadzieję na utworzenie własnego państwa, bezwyznaniowego (czyli nie chrześcijańskiego) antynarodowego i antyetnicznie - tradycjonalnego. Państwa, w którym Towarzysze Żydzi będą mogli stanowić własną prawdę i całkowicie przejąć prawo do jedynie słusznej wizji. Rodził się Internacjonalizm, czy inaczej Interżydonacjonalizm.

Wraz z ewolucją ideologii socjalizmu, co bardziej zaangażowani rewolucyjnie, podążali za nową ideą wielkiego rodaka postępowych Żydów - Karla Heinricha Marxa.
Wraz z wybuchem Rewolucji Październikowej światu objawili się kolejni wielcy synowie judajskiego narodu: Włodzimierz Uljanow, Jakow Jurowski, Jakow Michajłowicz Swierdłow, Józef Unszlicht, Isaac Deutscher, Ernest Ezra Mandel czy Lew Dawidowicz Bronstein (Trocki). Rodzimi Żydzi (urodzeni na terenach dawanej Polski) m.in. Adolf Berman, Bernard Borg, Stefan Arski, Charnam Szaja, Feliks Kon, Wacław Komar (Kossoj), Jakub Wasersztum, również nie próżnowali, nie mogli być gorsi od radzieckich kolegów.

Krajowym Towarzyszom nieco pokrzyżowało szyki odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku. Spaliły na panewce sny o Polskiej Socjalistycznej Republice Rad.
Trzeba było nawiązać kontakty kolaboracyjne z Sowiecką Rosją w czym najaktywniej uczestniczyła Komunistyczna Partia Polski, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy oraz Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi.
Wszystkie trzy partie były zdominowane przez osoby pochodzenia żydowskiego, a właściwie na palcach jednej ręki można było policzyć osoby nie będące Żydami.
Wśród najwybitniejszych sowieckich kolaborantów znaleźli się: Franciszek Fiedler, Maksymilian Horwitz-Walecki, Alfred Lampe, Adolf Warski, Ozjasz Szechter, Józef Mitzenmacher, Pesach Stark (Julian Stryjkowski), Juda Katz (Julian Katz-Suchy).

II Rzeczpospolita rozprawiała się zdecydowanie z ruchem komunistycznym (czyli antypolskim) co powodowało protesty Żydów ochoczo wspierających dążenia do „sowietyzacji” Polski i głośne lamenty o ich prześladowaniach.

Wojna Polsko-Bolszewicka była nadzieją na urzeczywistnienie idei włączenia Polski do ZSRS, dlatego żydokomuniści stanęli czym prędzej do walki (oczywiście po stronie sowieckiej). Zachs, Kon i Unszlicht właczyli się aktywnie w tworzenie Tymczasowego Komitetu Rewolucyjego Polski.
Niestety wojna Polsko-Bolszewicka skończyła się odwrotem wojsk sowieckich, z którymi to do gościnnego ZSRS powróciło niemało bojowników „narodu wybranego”. Ci, którzy zostali przystąpili do wbijania noża w plecy wybawionej z sowieckiego najazdu Rzeczpospolitej.
Nasiliła się działalność KPP i jej satelitów, wzmogły się akty szpiegostwa, prowokacji i dywersji.
Agresję Rosji Sowieckiej na Polskę w 1939 roku, przyjęto w środowiskach żydokomunistycznych jak zbawienie. Wielu z działaczy żydowskich włączyło się aktywnie w umacnianie władzy ludowej na okupowanych terenach. Rozbrajano polskie wojsko, patriotów denuncjowano do NKWD, grabiono i mordowano bez pardonu.

Wraz ze zmianą „politycznego kursu” III Rzeszy i rozpoczęciem działań wojennych wobec dotąd koalicyjnej Sowieckiej Rosji, sytuacja na dawnych terenach wschodnich Rzeczpospolitej uległa dramatycznemu pogorszeniu.

Hitlerowcy z całą brutalnością przystąpili do realizacji planu wymordowania narodu żydowskiego na całym opanowanym przez siebie terenie.
Z całej populacji żydowskiej, zamieszkującej tereny II RP ocalało jedynie około 10% ludności.
Oczywiście „największe zasługi” w tym względzie miała stworzona przez Hitlera narodowo-socjalistyczna maszyna zagłady. Jednak trzeba odnotować, że do zbrodni hitlerowskich rękę przyłożyli też żydowscy kolaboranci, tacy jak: Czerniaków, Worthoff, Merin, Gancwajch, Gens, Lejkin czy Szeryński.

Wiadomo, że Judenraty wspomagały hitlerowców w czarnej robocie na terenach gett, a wielokrotnie żydowska policja i urzędnicy byli dużo bardziej brutalni od niemców.
Po latach jedna z najwybitniejszych myślicielek Żydowskich Hannah Arendt pisała: „Dla Żydów rola jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział tej całej historii”.
Nic dodać, nic ująć.

Ale kolaboranci poświęcali się nie tylko mordowaniu własnych rodaków.
Warto tu wspomnieć, o zbrodniach Żydowskich dokonywanych na Polskiej ludności z terenów Białorusi i Ukrainy. Osławiona banda żydopartzancka od Tewje Bielskiego czy inne jak partyzantka Yitzhaka Arada czy Natana Grinszpan-Kikiela (Romana Romkowskiego) siały spustoszenie wśród wymęczonej i wykrwawionej przez hitlerowców ludności polskich wsi, dokonując niejednokrotnie masowych mordów (np. Naliboki, Koniuchy).

Tuż po zakończeniu II wojny światowej i rozpoczęciu budowy przez Józefa Stalina - nowego, socjalistycznego ładu, wraz z sowiecką władzą przyjechali „działacze” komunistyczni, żydokomuna szkolona w ośrodkach NKWD.

Budowę zrębów nowej Polski rozpoczęto od rozprawy z patriotycznym podziemiem.
Morderstwa, więzienie i fałszywe procesy, to wszystko czekało bohaterów z AK w wolnej od hitlerowców Polsce. Aparat stalinowskiej represji obstawił wszystkie ważne stanowiska osobami pochodzenia żydowskiego, czyli zaufanymi towarzyszami – bezwzględnymi i gotowymi na wszystko.

Przedwojenni i wojenni kolaboranci sowieccy, tacy jak: Antoni Alster, Feliks Aspis, Jakub Berman, Michał Bron, Juliusz Burgin, Leon Chajn, Tadeusz Diatłowicki, Józef Feldman , Alicja Graff, Kazimierz Graff, Juliusz Hibner, Witold Leder, Hilary Minc, Ryszard Nazarewicz, Zygmunt Okręt, Leon Rubinsztein, Józef Różański , Bernard Borys Schildhaus, Marian Spychalski, Ludwik Szenborn, Eugeniusz Szyr, Henryk Toruńczyk, Beniamin Wejsblech, Józef Wekselberg, Mieczysław Mietkowski, Julia Brystygirowa, Anatol Fejgin, Helena Wolińska i reszta święcili triumfy. Doczekali pełni władzy w majestacie prawa. Teraz mogli bezkarnie mścić się na narodzie polskim i ustanawiać własne prawa.

Rok 1968, był rokiem zatrzymania żydokomunistycznej ekspansji na Urzędy Państwowe, za sprawą tzw. „nagonki antyżydowskiej”. Wiele osób pochodzenia żydowskiego zmuszonych zostało opuścić kraj, wielu usunięto z prominentnych stanowisk. W istocie dziś potępiany Władysław Gomułka, okazał się dobroczyńcom i mężem opatrzności dla wielu żydokomunistycznych zbrodniarzy epoki stalinizmu. Uniknęli kary i w glorii „żyda tułacza” mogli osiedlić się w bogatym zachodnim kraju.
W istocie Gomułka wcale nie był antysemitą. Najlepszym tego dowodem jest to, że posiadał żonę pochodzenia żydowskiego.

Rok 1968, jest też rokiem wystąpień „studenckich” w których uczestniczyła również młodzież z rodzin żydowskich prominentów, odsuniętych od władzy. Pod wzniosłymi hasłami walki z komunistycznym aparatem kryła się u nich chęć odzyskania wpływów na losy kraju, utraconych przez ojców.

Lata siedemdziesiąte zeszłego stulecia, to okres zamrożenia stosunków PRL-Izrael, a co za tym idzie nie skrywanej przez ekipę Edwarda Gierka niechęci do osób pochodzenia żydowskiego. „Czerwona opozycja” pozostawała w uśpieniu.

Dopiero protesty robotnicze na wybrzeżu i powstanie „Solidarności” pozwoliły pokomunistycznej „koncesjonowanej opozycji” podczepić się pod znaczący, silny ruch. Z czasem osoby takie jak Geremek, Michnik, Kuroń przejęły faktyczną władzę nad politycznym skrzydłem związku.
Znów żydokomuna triumfowała.
Obrady „Okrągłego Stołu” przypieczętowały porozumienie „czerwonej opozycji” z „czerwoną władzą”.
Paradoksem jest, że Polska za sprawą dwóch ugrupowań o rodowodzie komunistycznym, odrzuciła komunizm.

Tyle historii wzajemnych, negatywnych stosunków Polsko-Żydowskich. Oczywiście istniały też przykłady wzajemnego działania i braterstwa broni. Niestety wspólna walka i pamięć o tym jest niemile widziana przez tych, którym zależy na ciągłym mąceniu i sianiu niepokojów.

Mam na myśli choćby wspólną walkę Armii Krajowej i Żydowskiego Związku Wojskowego z hitlerowcami w płonącym warszawskim Getcie – pomijaną z racji niepoprawności politycznej przez lewicowe lobby żydowskie.
Organizacje żydowskie wolą czcić lewacki ŻOB i zarzucać Polakom brak pomocy i wsparcia dla powstańców, niż pokazać wspólne działania i poświęcenie Polaków.
Niejako do rangi symbolu odwiecznych pretensji urasta ostatni dowódca ŻOB - Marek Edelman, nazywający nawet „faszystami” bohaterskich żołnierzy ŻZW.

Elie Wiesel autorytatywnie stwierdził kiedyś: „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. Nie czas się oburzać, ani pienić. Osobiście twierdzę, że w wypowiedzi „wielkiego syjonisty” jest sporo przesady. Wystarczy zwrócić uwagę, jak wielu mamy w kraju filosemitów, nałogowych czytelników „Gazety Wyborczej” czy obrońców „niezawisłości’ ŻIH.

A mówiąc całkiem serio, warto też spojrzeć na listę państw i liczbę obywateli uhonorowanych medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” nadawanym za ratowanie Żydów podczas hitlerowskiej okupacji.
Statystyki mówią same za siebie:
Polska: 6135 osób, Holandia: 4947 , Francja: 2991, Ukraina: 2246, Belgia: 1512, Litwa: 761, Węgry: 725, Białoruś: 602, Słowacja: 489, Niemcy: 460, Włochy: 468, Grecja: 282, Jugosławia (Serbia): 127, Rosja: 163, Czechy: 108.

Nie ujmując nikomu z bohaterstwa, dodam że „ze ścisłej czołówki” tylko w Polsce i na Ukrainie za ukrywanie Żyda groziła bezwzględnie kara śmierci.

Myślę jednak, że wyznawców Wiesela i wielbicieli ŻIH nie przekonają żadne statystyki. Dla nich Polak zawsze będzie antysemitą, a Polacy winni holocaustu i wszystkich zaraz dotykającym żydowski naród.

Oby takie uogólnienia nie weszły nam w krew, bo po głębszej analizie historycznej wzajemnych stosunków, można dojść do wniosku, że obecnie Żydzi nie mordują Polaków tylko dlatego, że nie mają ku temu możliwości. Bo faktycznie już nie mają.
Mają za to możliwości kłamania i oszukiwania. Co ŻIH skutecznie czyni.

czwartek, 7 maja 2009

Pier... kłamstwa służące do latania. Przełom w śledztwie?

Niestrudzony w działaniach dochodzenia do prawdy, poseł i przewodniczący „Komisji ds. nacisków” Karpiniuk, wreszcie znalazł wiarygodnego świadka, którego zeznania mogą pogrążyć ministra Ziobrę.

Świadek jest osobą ze wszech miar prawdomówną, co zdają się potwierdzać zeznania następnych świadków, osób również godnych całkowitego zaufania.
Tak się dobrze składa, że świadkowie zamieszkują pod wspólnym adresem, dlatego nie było problemu z zebraniem wszystkich i przesłuchania w czasie jednego posiedzenia komisji.

Poniżej fotorelacja z przesłuchań:























































poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Aż strach pomyśleć...

Nie tak dawno, za sprawą znalezionych informacji w necie, postanowiłem zgłębić historię rodzinną Janusza Palikota. Znany biłgorajczyk do tej pory dość mętnie wypowiadał się na tematy rodzinne a wręcz pomijał je i jedyną informacją o jego ojcu była ta, że słuchał on „Radia Wolna Europa” , a o matce że była osobą porządną.


Musiała, skoro urodziła tak porządnego człowieka jak Janusz Palikot.
Ojciec, również musiał być człowiekiem porządnym skoro spłodził w trakcie krojenia podgardlanej i słuchania RWE człowieka tak porządnego.
Ale, tak niestety jest już skonstruowany współczesny świat, że nic na „gębę” – liczą się fakty i to co mówią ludzie.


A ludzie mówią różnie. Mówią różnie o sposobie dojścia do majątku przez pana Mariana Palikota, co już we wcześniejszej notce napisałem. Mówią różnie o samym Panu Januszu Palikocie, o jego szczerym oddaniu dla Platformy Obywatelskiej, nawet kosztem rodziny (żony i „byłych dzieci” – jak sam powiedział) o jego „słupach wyborczych”, alkoholizmie itp.
Ostatnio ludzie mówią też, że Palikoty z Biłgoraja były w początkach PRL blisko związane z Mazurami. Tak mówią ludziska.


Generalnie chodzi o bliskie i zażyłe stosunki Mariana Palikota z komunistycznym działaczem Marianem Mazurem. Warto przypomnieć osobę znajomego Palikotów.
Marian Mazur był w latach trzydziestych i na początku czterdziestych aplikantem adwokackim w Biłgoraju i działaczem KPP. Później (po wejściu hitlerowców) z zamojszczyzny zniknął i pojawił się ponownie dopiero za władzy sowieckiej w końcu lat czterdziestych jako Prezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie (do 1950 roku). Co działo się w tych latach na terenie lubelszczyzny i do czego służyły komunistom sądy nie będę przypominał, w każdym razie Marian Palikot nie ucierpiał a wręcz w czasie powrotu w rejony swojego znajomego rozkwitł.


Dalsze losy Mazura, to samo pasmo sukcesów, odnoszone wraz z socjalistyczną ojczyzną.
Najbardziej istotnym punktem w życiorysie to działalność w tzw. „Komisji Mazura”, mającej na celu zbadanie odpowiedzialności byłych pracowników Głównego Zarządu Informacji, Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Najwyższego Sądu Wojskowego (za okres „stalinizmu”).
Jednym słowem Mazur badał sam siebie i swoich kolegów – tak aby nic nikomu złego się nie stało. Pic na wodę, fotomontaż.


W końcu krótko pełnił funkcję Prokuratora Generalnego, później popadł w niełaskę i zmarł w 1974 roku. Ludzie z okolic mówią, że Palikotowie do końca utrzymywali znajomość z Mazurem, co im bardzo w regionie pomagało, gdyż wszechwładnym władcą okolicy był osławiony komunista i rzeźnik niepodległościowego podziemia, I sekretarz PZPR w Biłgoraju Józef Dechnik przyjaciel Mazura. Dechnik zresztą podobno też należał do znajomych Mariana Palikota, lubił małego Januszka (ze wzajemnością) i wróżył mu wielką karierę. Pomagał też jego ojcu jak mógł. A mógł wiele.




To oczywiście są tylko „ludzkie gaduły”, przeczytane w necie oraz zasłyszane w okolicy i przekazane mi. Aby je potwierdzić potrzeba ludzkiego zaangażowania i wiarygodnych oświadczeń. Czekam i bardzo proszę wszystkich mogących potwierdzić powyższe „sensacje” o pomoc w wyjaśnieniu sprawy.


Aż strach pomyśleć co by było gdyby wszystkie opisane przeze mnie historie potwierdziły się.
Zarówno te o „szmalcowaniu” i „sprzedawaniu” hitlerowcom ukrywających się Żydów (wpis Marian Palikot: kim był?) , jak i te o kontaktach z komunistycznymi „bezpiecznikami”.


P.S>
Rodzinne przyjaźnie z komunistami trochę tłumaczyć może osławiona koszulka „Jestem z SLD” ale też fakt, że Palkot będąc Honorowym Obywatelem Biłgoraja i osobą niezwykle wpływową w regionie, zadbał o pozostawienie przed dawnym gmachem PZPR, a obecnie mieszczącą się tam Szkołą Muzyczną pomnika „wujka Józia” Dachnika.Dobry konomolec!

Poniżej, z rodzinnego albumu wzięta :), fotografia małego Januszka wykonana na młodzieżowym obozie.