środa, 8 sierpnia 2012

Syn premiera i oszust...


Jak donosi na pierwszej stronie dzisiejszy serwis Wp.pl „Syn premiera współpracował z oszustem“
Zanim jednak dowiemy się całej prawdy o tym zdarzeniu, portal prezentuje aż nad wyraz wymowną fotkę, sporej wielkości.


Właściwie wystarcza ona za cały materiał ukryty w linku obok zdjęcia. 
Tu wyjaśnienia i rozwinięcia nie są potrzebne. 
Wszak tego oszusta, widocznego na zdjęciu obok młodego Tuska znamy znakomicie....

czwartek, 2 sierpnia 2012

Metoda L(u)istracji czyli co tylko do głowy przyjdzie


Rodzina, ach rodzina.... wiadomo z rodziną raźniej i bezpieczniej.
Niektórzy też twierdzą, że rodzina, to rzecz święta... i zapewne mają rację.
Dlatego najłatwiej urazić kogoś bijąc w rodzinę i opowiadając kłamstwa (nie mogące być zweryfikowane) o jego rodzicach.
Taki oto model kreatywnego dziennikarstwa opracował Tomasz Lis i konsekwentnie lansuje go w prowadzonym przez siebie tygodniku Newsweek.
Oczywiście, że piszę o materiale poświęconym Rajmundowi Kaczyńskiemu, zamieszczonym w jednym z ostatnich numerów schodzącego na psy periodyku.
W nim to niejaki Cezary Łazarewicz (czołowy funkcjonariusz „lisowej propagandy“) – absolwent Zespołu Szkół Morskich w Darłowie, opisuje w formie rewelacji tajemnice rodzinne Kaczyńskich, ich wypowiedzi, dyskusje oczywiście z naciskiem na słowa wypowiadane przez ojca braci Kaczyńskich.
Skąd to Łazarewicz wszystko wie?
A, od anonimowych osób!
Jednym słowem pojechał „goebbelsik“ po bandzie, bo tyle ma to z wiarygodnością wspólnego, co historia Królewny Śnieżki i historia władców Polski.
Napracował się „popychel“ sporo, co trzeba mu przyznać. Pewnie po nocach wymyślał historie i podpisywał „znajony rodziny“... „kolega z lat młodości“.... „członek rodziny“... itp.
Fane nawet takie dziennkarstwo, bo nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku, ślęczenia nad dokumentmi, szukania świadków.
Ot, po prostu siadasz i piszesz! I to w dodatku, tylko to, co jest ci na rękę.
Nawet mi się to spodobało, toteż z nadzieją publikacji w Newsweeku zaprezentuję taki oto tekst:


Najuczciwszy z Polaków. Ojciec geniusza

Dlaczego o ojcu Tomasza Lisa publicznie nic nie wiadomo?
Sam redaktor naczelny Newsweeka ogranicza się do ogólnego określenia swojego ojca jako „najuczciwszego z Polaków“ nie podając żadnych szczegółów.
Czym wielkim i istotnym w pamięci syna oraz rodziny zapisał się ów „najuczciwszy z Polaków‘? Czym zasłużył na taki tytuł?
Dlaczego nie dane było nam czytelnikom poznać zasług Lisa-seniora?
Niestety,  nie zadbali o to ani syn ani najbliższa rodzina, bo i zapewne nie chcieli zadbać.
Może mający odmienne od większości uczciwych ludzi mniemanie o uczciwości redaktor Tomasz Lis , po prostu przesadził i najzwyklej w świecie fantazjował?
Trochę światła na osobę „najuczciwszego z Polaków“ rzuciły rozmowy z ludźmi, którzy z rodziną Lisów znali się od dawna.
Spytaliśmy jaki był ów „nzP“ (najuczciwszy z Polaków)
- Matka Tomka sugerowała nam, że nie był to ten wymarzony książe z bajki, na którego czekała całe życie, ale raczej przypadkowe małżeństwo – wspomina jedna z przyjaciółek.
O ojcu Tomasza Lisa, koleżanki żony wiedziały wtedy bardzo niewiele. Że był wojskowym, że służył w Śląskim Okręgu Wojskowym i że nie zrobił wielkiej kariery.
- Czuć było, że matka Tomka nie przepada za nim, więc tego drażliwego tematu się raczej nie poruszało – mówi przyjaciółka. 

Mieszkający od wielu lat w RPA Tadeusz Odchodek, pamięta „nzP“ jeszcze z czasów początków służby w LWP.
- To był sumienny i oddany idei socjalizmu oficer. Pamiętam, że w 1968 roku, gdy do jednostki przyszedł rozkaz udania się do Czechosłowacji, zgłosił się na ochotnika, zostawiając dwuletniego Tomka z samą tylko matką. Został dowócą czołgu i zasłynał z bohetrskiego forsowania barykad na ulicach Pragi – mówi pan Tadeusz.
Nie jest to chyba zgodne z prawdą, bo faktycznie „nzP“ nie zostawił samej tylko żony z małym dzieciem. Byli blisko niej też dziadkowie Tomasza czyli rodzice ojca.
- Mieliśmy niezły ubaw – wspomina szkolny kolega Tomasza Lisa. Ten jego dziadek, to był śmieszny człowiek. Mówiło się wtedy w Zielonej Górze, że służył w Armii Czerwonej i że wlaczył z „polskimi faszystami z AK“. Gdy Tomek miał 8 lat, dziadek zupełnie zwariował. Zamówił u krawca przy rynku mały mundurek  żołnierza radzieckiego i przy różnych uroczystościach kazał chłopakowi się w niego przebierać oraz maszerować. Sam zaś na stołku odbierał te defilady.
Właściwie to Tomek zbytnio nie protestował, podobało mu się to a i ojciec był zadowolony, bo gdy do Zielonej Góry przyjeżdżali rewizorzy z Moskwy, to prowadzał Tomka w tym uniformie do jednostki i kazał  śpiewać „wstawaj strana narodnaja...“ – dodaje.
Dziś Tomasz Lis nie wraca do tamtej sytuacji, ba nawet milczy na ten temat. 

Nie ulega watpliwości, że wychowywany był w wojskowym rygorze i według wojskowego modelu kedeckiego. Za dobre uczynki nagroda, za złe – kara.
Co było nagrodą nie wiadomo, natomiast kary serwowane przez ojca bywały bardzo wymyślne.
Jeden z jego dawnych kolegów dziennikarzy opowiedział kiedyś taką historię.
- W czasie gdy odbywaliśmy słynny „protest klatkowy“ (zamkanie się w klatce w geście solidarności z dziennikarzem Andrzejem Markiem – skazanym za pomówienia) Tomek panicznie bał się wejść do środka. Zwierzył mi się, że to wspomnienie z dzieciństwa nie daje mu tego zrobić. Że widzi ciągle ojca zamykającego go w komórce za drobne wykroczenia. Gdy wreszcie udało nam się go wepchnąć do środka, smiał się panicznie i trząsł...
„NzP“ do konca życia nie miał najlepszego zdania o synu i jego dziennkarskim talencie.
Jak mówi sąsiad Lisów, mieszkający na tym samym osiedlu w Zielonej Górze, gdy Lis-senior widział Tomasza w telewizji mawiał – „Co dzisiaj ten matołek znów spieprzy?! O, tak unosi się na krześle, bo pewnie bąki puszcza... i nie umie skupić się na prowadzeniu programu“.

Na ślubie Tomasza i Kingi, stary Lis nie krył swojego niezadowolenia – wspomina jeden z gości weselnych.
- Zamiast wziąć sobie jakąś dorodną blondynę, to takie coś... taką małpiatkę bez życiorysu przygruchał... – burczał pod nosem. Nie akceptował tego związku, bo żona Tomasza nie posiadała stosownego lewicowego rodowodu.
Jak mówi jeden z członków rodziny żony, senior-Lis z ulgą przyjął rozstanie Tomasza i Kingi a wręcz zachwycony był nową kochanką (a później żoną syna) – Hanną.
- To jest odpowiednia partia dla Cibie! – mówił.
Dobra, duża blondyna i z dobrej komunistycznej rodziny, towarzyszy Kedajów! – chwalił syna.
Już począwszy od lat osiemdziesiątych Lis-senior począł niedomagać. Wpadał w dziwne stany i okresowo w nich trwał. 

Jak podaje jego były towarzysz broni, pułkownik R. – wpadał na absurdalne pomysły i starał się je ralizować.
- Pamiętam, że w czerwcu 1989 roku zgłosił się do konkursu na Festiwalu Piosenki Radzieckiej! Chciał śpiewać „Katiuszę“ i nawet opracował układ choreograficzny.
Na szczęście, po interwencji burmistrza miasta, został wycofany z konkursu. Podobno jego taniec zawierał elementy obsceniczne. 

Na koniec pytamy o to w jakim stopniu senior-Lis pomógł synowi w karierze.
Pułkownik R. lekko się usmiecha i po chwili odpowiada – Proszę pamiętać, że w czasie gdy Tomek startował w konkursie na prezentera TVP, szefem ŚOW był gen. Szumski. Panowie wiedzą, kto to był... On dobrze znał starego Lisa, jeszcze z 1968 roku. A wtedy wystarczył jeden jego telefon do Drawicza, który był na naszym garnuszku (Andrzej Drawicz – ówczesny prezes Komitetu d/s Radia i Telewizji – rejestrowany w SB jako TW Kowalski i TW Zbigniew). Teraz sami sobie odpowiedzcie....

Tyle na razie o „najuczciwszym z Polaków“. Może wreszcie i redaktor Lis zabierze głos na temat własnego ojca.
Niech skrzętnie ukrywana reszta faktów z życiorysu ojca wielkiego „rodzinnego lustratora Kaczyńskich“ zamknięta w wielkim sejfie, oklejonym bandrolą z napisem „Uwaga! Nie otwierać – najuczciwszy z Polaków“ ujrzy światło dzienne.
To wręcz obowiązek syna wobec wielkiego ojca!

piątek, 13 lipca 2012

Rosjanie (?) złozyli kwiaty....


Na stronie Fakt.pl natknałem się na takie oto zdjęcie opatrzone ciekawym i jednoznacznym tytułem:


Czyżby córka tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, tak zachwycona do dziś dobrocią Rosjan i ich autentyczne szczerą chęcią wyjaśnienia przyczyn katastrofy z wdzięczności przyjęła rosyjskie obywatelstwo?
Wsystko możliwe, zważywszy że ojciec pani Izabelli jak mógł wspierał socjalistyczny blok, będąc przewodniczącym PRON w Białym Dunajcu oraz współpracując z organami bezpieczenstwa pod kryptonimem TW – „Igor“.
Być może decyzja Izabelli Sariusz-Skąpskiej jest hołdem dla ojca, jego przekonań, sympatii prosowieckich oraz wyborów życiowych.

czwartek, 12 lipca 2012

Ubogi Palikot ubiera się za swoje

Poseł Janusz Palikot, lider partii "Ruchali kota" pozazdrościł chyba swojemu koledze Arturowi Dębskiemu i też zapragnął znaleźć się na okładce poczytnego tygodnika "Lisoleineek".
Też będzie modowo...!



środa, 11 lipca 2012

Człowiek od podrabianych interesów!

 Znany poseł od "Ruchali kota" Artur Dębski otrzymał certyfikat ABW.
Pewnie wielką sympatię czuje do niego sam Bondaryk - szef tejże instytucji. Oba chłopy kręcą niezłe lody i jak na lodziarzy przystało popierają się.
Dębski otrzymał certyfikat, mimo że jest podejrzany o udział w fałszowaniu czy też podrabianiu znanych marek odzieżowych w swojej firmie.
Ale co to... liczy się przedsiębiorczość i zaradność.
Dlatego też nominuję posła Dębskiego do tytułu nowej gwiazdy biznesu i postaci nowego numeru postępowego miesięcznika "Lisoleineek Polska".
Dużo zdrowia Panie Arturze! 
A jeżeli go zabraknie, zawsze można kupić jakieś podrabiane leki...


poniedziałek, 9 lipca 2012

W mordę Michnika!


Jeżeli ktoś z Państwa polityków, reprezentujących prawą stronę sceny politycznej ma tylko ochotę, to proszę wyrżnąć Adama Michnika (lub kogoś z jego funkcjonariuszy z Agory) w gębę. 
Już można. 
Dworak pozwolił!
Rzecz jasna sądy cywilne będą taką sprawę później rozpatrywały w oparciu o kodeks cywilny, ale moralnie, etycznie oraz “dworakowo” nie będzie to naganne.
“Jak to?” – zapyta każdy średnio zorientowany obywatel.
“Bicie dziennikarzy to atak na media – często niezależne!” – doda.
Nie do końca. Kiedyś może tak było, ale teraz są nowe standardy, poparte polityką uwielbienia i miłości, które pozwalają na wyrżnięcie w mordę lub zasadzenie kopa pismakowi za jego nieodpowiednie pytania lub natarczywość.

Dworująca sobie z dobrych manier i zachowania nawet pozorów neutralności Dworakowa Rada Radiofonii i Telewizji, dała przyzwolenie na takie zachowanie poprzez wydane oświadczenie dotyczące napaści Niesiołowskiego (bez kagańca) na Ewę Stankiewicz.
Oto co wymyslili ludzie od zasłużonego korektora epoki PRL - Dworaka: (…) incydentu tego nie da się w prosty i jednoznaczny sposób zakwalifikować jako atak na dziennikarza wykonującego swoją pracę. Red. Ewa Stankiewicz wielokrotnie w publicznych wypowiedziach deklarowała się jako przeciwnik polityczny obecnego obozu rządzącego. Jej wystąpienia podczas wieców i publicznych zgromadzeń (…) a także jej zaangażowanie w działalność Stowarzyszenia Solidarni 2010, dają podstawy do twierdzenia, że p. Ewa Stankiewicz jest nie tylko dziennikarką, ale również działaczką polityczną. (...) Dlatego ocena zajścia, jakie miało miejsce przed gmachem Sejmu RP nie może być jednoznaczna, gdyż wykracza poza typowe relacje dziennikarz-polityk.
Czy takie coś mógłby spłodzić ktoś będący przy zdrowych zmysłach?
Chyba nie.
Pozostaje zadać proste pytania: czy Ewa Stankiewicz jest bardziej działaczką polityczną czy dziennikarką? 
Jakie jest kryterium oceny, co wyznacza “środek” od którego strzałka wychyla się w stronę “działaczki” lub w stronę “dziennikarki”.
Czy bycie działaczką polityczną “grzebie” prawa do bycia dziennnikarką?
Czy fakt, że chuligan spuszczony ze smyczy atakował dziennikarkę, nie podlega już ocenie jednoznacznej? Łatwo to ocenić, wystarczy  zapoznać się z materiałem filmowym.

W zaistniałej sytuacji pozwolę sobie na podanie listy osób, które “wielokrotnie w publicznych wypowiedziach deklarowały się jako przeciwnicy polityczni byłego obozu rządzącego” oraz nierzadko “są nie tylko dziennikarzami, ale również działaczami politycznymi”.
Od biedy można nazwać ten spis: “Chłopcy do bicia” gdyby nie element niewieści znajdujący się tudzież.
Zatem lejemy w mordę i zasadzamy kopa, bez oskarżenia o “atak na dziennikarza wykonującego swoją pracę”:


1. Blumsztajn Seweryn
Propagandzista lewacki, udział w  wiecach progejowskich, anarchistycznych, antypatriotycznych.  Publicznie deklarował niechęć do PiS.
2. Kuźniar Jarosław
Propagandzista PO, Publicznie deklarował niechęć do PiS.
3. Lis Tomasz
Pro lewacka orientacja, wymyslanie i tworzenie tekstów antypolskich, antyprawicowych. Publicznie deklarował niechęć do PiS.
4. Michnik Adam
Były polityk UW, poseł na sejm z ramienia UW (ROAD), działacz lewicowy
Publicznie deklarował niechęć do PiS.
5. Morozowski Andrzej
Propagandzista PO, udział w prowokacji politycznej (wraz z R. Beger)
Publicznie deklarował niechęć do PiS.
6. Olejnik Monika
Sympatyczka UW i SLD, propagandzistka lewacko-lesbijsko-gejowska,
Publicznie deklarowała niechęć do PiS.
7. Pacewicz Piotr
Propagandzista lewacki, udział w  wiecach progejowskich, anarchistycznych, antypatriotycznych. Publicznie deklarował niechęć do PiS.
8. Paradowska Janina
Członkini satelitarnej wobec PZPR - UD,  proSLDowska,
Publicznie deklarował niechęć do PiS.
9. Passent Daniel
Wspierający stan wojenny, SLD,  pro SLD, Publicznie deklarował niechęć do PiS.
10. Sekielski Tomasz
Propagandzista PO, udział w prowokacji politycznej (wraz z R. Beger)
Publicznie deklarował niechęć do PiS.
11. Urban Jerzy
Sympatyk SLD oraz Ruchu Palikota (ojciec chrzestny RPP), wielbiciel stanu wojennego, minister w rzadzie Jaruzeskiego. Publicznie deklarował niechęć do PiS.
12. Żakowski Jacek
Wspierający środowiska UW i politykę pro homoseksualną, występy na wiecach lewackich. Publicznie deklarował niechęć do PiS.

Na poczatek taka oto “Parszywa dwunastka”…

Zetem – lej w mordę, w imię Dworaka!

niedziela, 8 lipca 2012