Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska w Budowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska w Budowie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 września 2011
niedziela, 28 sierpnia 2011
Polska w remoncie
- (...) Zbudujemy nową Polskę Zbudujemy taki świat,
- W którym wszystko będzie lepsze,
- W którym nowy będzie ład.
- Najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie,
- Zbudujemy Polskę piękną jak we śnie. (...)
Ale...
Obecna władza żywcem pragnie dorównać w propagandowym zadęciu stalinowskim budowniczym kołchoźnianego peerelu. Obwieszcza od początku kampanii wyborczej własne sukcesy inwestycyjne oraz trąbi wszem i wobec o „Polsce w budowie”.
Nie było by wszak w tym nic dziwnego, gdyby to wszystko trzymało się przysłowiowej kupy.
Póki co, całość trzyma się kupy, tyle że kupy bubli rodem z minionej epoki realnego socjalizmu.
Daje to w połączeniu z siermiężną propagandą efekt piorunujący, przypominający lata Bieruta i Gomułki z różnej maści „Bronkami Talarmi” (brat bohatera filmu „Dom”) i resztą „przodowników pracy”. A wszystko na 300% normy...
Czy ja się czepiam?
Oczywiście!
Czepiam się głupoty, partyjniactwa, marnotrawstwa oraz szabrowania publicznych pieniędzy.
Wszystkiego, co ma swoje źródła w stalinowsko-gomułkowskiej papce podanej na pięknym torcie ku czci Donalda Tuska i jego majstrów.
Zupełnie nie dziwię się tym, którzy na okładce epokowego dzieła Obywatelskich Platformiaków „Polska w budowie” , pod hasłem tytułowym dopisują z uśmiechem na twarzy: „..wykonawca generalny - Covec”.
To w pełni oddaje sens, metodę doboru inwestorów oraz jakość inwestycji przeprowadzanych przez obecną partyjną władzę.
Przykład?
Bardzo proszę.
Jako mieszkaniec Warszawy z niesłychanym rozbawieniem przeczytałem czym chwali się pani Gronkiewicz-Waltz. Jakie to „polskawbudowie-lane” inwestycje w stolicy przypisuje sobie wiece szefowa PO a przy okazji prezydentowa miasta.
No, jest tego...
Bubel na bublu.
Niedoróbka na badziewiu z fuszerką w tle (pisałem o tym we wpisie: Krótka bajka o opowiadaniu pierdów).
Dla mnie taką sztandarową inwestycją platformy pozostanie modernizacja terenu Placu Grzybowskiego. To typowy przykład tego o czym napisałem powyżej.
Prywata, marnotrawstwo, partyjniactwo, fuszerka... oraz świetne samopoczucie władzy.
Ale po kolei.
2.X.2009 – ogłoszenie przetargu na „rewitalizację Placu Grzybowskiego”.
Władza w Ratuszu Warszawskim postanawia odnowić Plac Grzybowski, będący jednym z punktów reprezentacyjnych stolicy. Raz w roku nieopodal odbywają się „Spotkania Trzech Kultur”, toteż wymiar propagandowy jest dla HGW jak najbardziej istotny.
1.XI.2009 – Polska The Times pisze: 11,6 mln zł - to najtańsza oferta złożona podczas przetargu na przebudowę placu Grzybowskiego. I zarazem o ponad 3 mln zł wyższa, niż zakładali urzędnicy. Zarząd Terenów Publicznych zapewnia jednak, że jest na to przygotowany i już na najbliższej sesji rady miasta wniesie o zwiększenie funduszy na ten cel. Prace mają rozpocząć się jeszcze w tym roku. Urzędników goni przede wszystkim czas. (...)
Ciekawa sprawa. Mimo, że koszt inwestycji „sporo” przekracza możliwości Ratusza, trwają gorączkowe zabiegi o wyciągnięcie spod ziemi dodatkowych trzech milionów. Czy to konieczne, skoro za 11,6 miliona zł można „rewitalizować” łącznie kilka placów w Warszawie?
I dlaczego urzędników goni czas?
2.XI.2009 – Życie Warszawy pisze: Zarząd Terenów Publicznych ma zarezerwowane na prace tylko 6 mln zł, a Zarząd Dróg Miejskich – dodatkowe 2 mln zł.
Zarząd Terenów Publicznych nie poddaje się. Już na czwartkowej sesji Rady Warszawy wystąpi o przyznanie dodatkowych funduszy (3 mln).
– Radni powinni się zgodzić, bo to kluczowa, od dawna zapowiadana inwestycja – dodaje p. Majewska z ZTP. Przebudowę placu wielokrotnie obiecywała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. ZTP planował zakończenie remontu przed listopadem przyszłego roku (...).
Czego nie robi się dla szefowej. Oczywiście, że radni powinni się zgodzić na wydłubanie z warszawskiej skarbonki-świnki tych 3 mln-ów. Przecież już w listopadzie wybory samorządowe, a HGW potrzebuje poparcia w staraniu się reelekcje. Toć to fucha na kolejne lata. Termin zakończenia robót rewitalizacyjnych też dziwnie splata się z terminem wyborów.
Teraz trzeba przyjąć ofertę takiej firmy, która zagwarantuje sfinalizowanie inwestycji w tak krótkim okresie. Bo przecież przed „urnami” trzeba się czymś pochwalić.
Tempo podnosi koszta, ale co tam... stać nas!
17.XI.2009 – TVN Warszawa pisze na stronie www: Firma Mostostal wykona remont placu Grzybowskiego. We wtorek Zarząd Terenów Publicznych wybrał firmę, która zajmie się renowacją śródmiejskiego placu. Pierwsze roboty mają ruszyć jeszcze w tym roku.
Teraz firmy, które przegrały, mają siedem dni na złożenie ewentualnych protestów. - Jeżeli żadne nie wpłyną, w przyszły wtorek podpiszemy umowę - zapowiada w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl Renata Kaznowska, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych (...).
No to mamy „jelenia”. Duży i naiwny. Zaczynamy!
2.III.2010 – TVN Warszawa pisze na stronie www: Prace mamy zakończyć do 31 października. Mamy nadzieję, że uda nam się odrobinkę wcześniej – zadeklarowała Renata Kaznowska, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych, który prace nadzoruje (...).
...wspomagajcie Partię czynem, ukańczajcie przed terminem... To dopiero tempo!
Pomimo spiętrzonych trudności z wykonaniem robót ziemnych (konieczność zaawansowanych prac związanych z całkowitą wymianą węzła hydraulicznego pod placem) przyspieszamy! Już widać, że całość to będzie niezła lipa i robota po łebkach!
15.IX.2010 - ogłoszenie przez Prezesa Rady Ministrów terminu wyborów. Początek kampanii wyborczej.
Tempo robót ulega dalszemu przyspieszeniu. Czasu zostało mało.
29.X.2010 - Życie Warszawy pisze: Po trwającym rok remoncie plac oddano wczoraj do użytku mieszkańców. – Zależało nam, by stał się on kameralnym miejscem spotkań – mówiła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Na całym placu robotnicy wymienili bruk, wytyczyli też nowe alejki, wzdłuż których stanęły drewniane siedziska.
Hurra! Jest gotowy i piękny jak nigdy. Pani Prezydent wizytuje. Siedzi na ławce i uśmiecha się do kamer. Za trzy tygodnie wybory. Warszawiacy są pod wrażeniem. Platformiak potrafi!
21.XI.2010 – wybory samorządowe w Polsce. W warszawie wygrywa HGW.
A jak mogło być inaczej?! Skoro pani Hanna Gronkiewicz-Waltz tak pięknie i szybko rewitalizuje Place i to za takie małe pieniądze (łączna kwota 11,6 mln)...
25.VIII.2011 – TVN Warszawa pisze na www: Na zmodernizowanym za ponad 11 mln zł placu Grzybowskim wodociągowcy regularnie rozkopują nawierzchnię, a mieszkańcom okolicy odcinają dopływ wody. Znów od dłuższego czasu straszy rozkopany teren otoczony barierkami. MPWiK zapewnia, że to ostatni raz. Przynajmniej na dłuższy czas. Wymieniono awaryjne rury - informuje tvnwarszawa.pl.
Fragment placu Grzybowskiego po modernizacji był regularnie rozkopywany przez Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Przez dłuższy czas wodociągowcy walczyli z usterkami rur obok wylotu ul. Próżnej. Teraz znów na placu nadal stoją barierki MPWiK.
Bardziej dosadnie już dzień później.
26.VIII.2011 – Super Express pisze: Stołeczni i mazowieccy działacze Platformy Obywatelskiej w przedwyborczej gorączce chwalą się swoimi największymi osiągnięciami w stolicy. Niedawno pochwalili się jednym z największych inwestycyjnych bubli - placem Grzybowskim. Miejsce, którego modernizacja kosztowała, bagatela, 11 mln zł, po niespełna roku jest znowu remontowane.
Naprawa kosztuje 60 tys. Eleganckie, zaprojektowane przez profesjonalną firmę alejki, ławki, oczka wodne, piękne ogrody, rośliny, krzewy, kwiaty i krzewy cieszyły oko niespełna 10 miesięcy. Oddany do użytku jesienią ubiegłego roku plac jest znów remontowany. Nie dość, że wszędzie walają się śmieci, to w wielu miejscach straszą popękane granitowe płyty lub wybrakowane deski ławek i powyrywane słupki.
Plac wygląda po prostu strasznie - mówią mieszkańcy. Jego modernizacja kosztowała blisko 11 mln zł i już doliczyć do niej trzeba kolejne 60 tys. zł, które pochłonie trwająca właśnie naprawa zlecona przez Zarząd Terenów Publicznych.
To już właściwie koniec.
Kończy się kolejna odsłona wielkiej akcji „Polska w budowie” pod roboczą nazwą „Polska w remoncie”.
- Najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie,
- Zbudujemy Polskę piękną jak we śnie. (...)
– pisał stalinowski, a zaadoptowany przez PO poeta.
A moje pytanie brzmi: ile lat i jakim nakładem trzeba będzie te piękne i wyśnione przez Tuska&Co. inwestycje poprawiać?
Może kilku dekad oraz funduszy nie starczyć...
Po peowskich protoplastach poprawiamy wszak do dzisiaj.
wtorek, 23 sierpnia 2011
Polska w budowie - krótki film propagandowy PO
Krótki film propagandowy o wielkiej, ogólnopolskiej akcji PO - Polska w budowie.
Cała prawda o systemie działania i metodach na sukces przewodniej siły narodu.
Hej młoty do roboty...
Cała prawda o systemie działania i metodach na sukces przewodniej siły narodu.
Hej młoty do roboty...
Etykiety:
Donald Tusk,
oszustwa,
Platforma Obywatelska,
Polska w Budowie,
wybory
środa, 10 sierpnia 2011
Krótka baśń o opowiadaniu pierdół
Już dawno, dawno temu opowiadanie pierdół stało się znakiem rozpoznawczym Platformy Obywatelskiej.
A zaczęło się tak niepozornie.
Jeden cudak zapowiedział, że będziemy mięli drugą Irlandię.
Zaraz szum się wielki zrobił.
Młodzi wykształceni uwierzyli mu, a cudak wygrał wybory.
Faktycznie Polska w niedługim czasie stała się drugą Irlandią.
Ale nie na skutek działań cudaka.
Ot, niemiłosierny kryzys światowy dopadł zieloną wyspę, tak że bezrobocie, bieda socjalna oraz degeneracja polityczna doprowadziła biednych Irlandczyków do poziomu bytowego Polaków z peowskiej Polski.
Taki oto miły zbieg okoliczności się zdarzył.
Cudak jednak uwierzył w swój geniusz, a krąg ministerialnych klakierów nie wyprowadzał go z błędu, przekonując o niezrównanych umiejętnościach.
Blisko cztery lata upłynęły cudakowi wraz z cudaczętami na opowiadaniu coraz to nowych pierdół i markowaniu działań.
Cudak do bajania i pierdołolejstwa talent niepośredni posiadał, toteż zastępy młodych wykształconych a także starych ubabranych uwielbiały jego przemówienia.
Mimo, że państwo po równi pochyłej w przepaść się staczało, cudak koncentrował wysiłki na wymyślaniu coraz bardziej rewolucyjnych bajań, a brawa dostawał od klakierów ogromne.
Część obywateli wprawdzie dostrzegała ogólną bryndzę i kiszkę z grochem fundowaną nam przez panującą trupę, ale cudak stosował sprytny wybieg.
Mianowicie, gdy trzeba było obiecywać lub opowiadać o pozorowanych sukcesach własnych, cudak pokazywał się i promieniał w telewizorze. O porażkach i aferach z udziałem jego cudacząt mówili inni, przeważnie tacy do rozwałki lub odstrzału.
Tak płynęły cudakowi dni, między boiskiem, gdzie cudak za futbolistę się udzielał a telewizorem, gdzie pierdoły niestworzone opowiadał.
Problemem jego stało się niebawem to, że poczęło braknąć mu pomysłów na nowe bajery i pierdoły. Klimat wokół zrobił się nieprzyjemny, toteż cudak aby ratować swój wizerunek zaczął pożerać własne dzieci z własnej kolebki.
Nie szło inaczej.
Na początek zeżarł jednego ciućmę od wojowania, ale niewiele to dało, bo tenże był tylko zakąską i do tego niskokaloryczną. Postanowił zatem cudak pożreć cały „36” zastęp wojowników.
Struł się nimi paskudnie, ale mimo to zabłysnął w towarzystwie, bo pokazał, że tak naprawdę to sam może wszystkim kręcić i żaden ciućma od wojowania nie jest mu w ogóle potrzebny.
Brawa dostał wielkie od dyżurnych klakierów, którzy na poprawę humoru opowiadać poczęli mu o gospodarczych sukcesach, pięknych traktach i imponujących budowlach.
Prym wiódł zwłaszcza jeden cudak na dorobku, który zasłynął z nabożnego przecinania po kilka razy jednej wstęgi na jednym kilometrowym odcinku oddawanej do użytku autostrady.
Cudak polubił tegoż cudaka na dorobku i począł wierzyć mu bez reszty.
Nieco w odstawkę poszedł dotychczasowy dyżurny bajowymyślacz „baśni z tysiąca i jednej murawy” o arabskim pochodzeniu.
Cudak na dorobku kreślił przed cudakiem wizje pałaców, dróg, supersamów, autostrad i osiedli tak długo, aż ten nie padł na kolana i nie obwołał go nietykalnym i cudownym.
Cudaka do tego stopnia zafascynowało tworzenie zrębów nowej architektury platformianej oraz tych kilku kilometrów autostrad, że przed zbliżającą się kampanią wyborczą całą parę skierował w gwizdek i odgwizdał, że hasłem jej będzie: „Polska w budowie”.
Zatem po wybudowaniu drugiej Irlandii, przyszła pora na budowanie pierwszej Polski.
Cudak znów uwierzył w swój geniusz, a krąg ministerialnych klakierów odklepał gromkie brawa.
----
Natenczas w stolicy, partyjna utercudaczka, wierząca w cudaka jak w głosy o swojej mądrości i urodzie, zapragnęła wspomóc kampanię z pozycji prezydentowej miejskiej i do kampanijnej akcji „Polska w budowie” postanowiła włączyć własne sukcesy.
A nie było to łatwo.
Gdzież znaleźć sukcesy, gdy tylko rozbójnicze praktyki ściągania daniny z wszystkiego i byle czego jako działania przedstawić by można.
Cóż zatem się tam ma się znaleźć?
Po tajnych naradach w gronie hersztów i mocarzy platformerskich, wytypowano takie oto dzieła stołecznej herszterii: dokończenie I linii metra, Centrum Nauki Kopernik, stadion Legii, modernizacja Traktu Królewskiego i Placu Grzybowskiego, orliki oraz park fontann na Podzamczu.
Niewtajemniczeni poczęli bić brawo, młodzi wykształceni wykrzykiwali gromkie „hurra” a starzy ubabrani nawet zaintonowali „międzynarodówkę” by dodać powagi sytuacji.
Nieufni i normalni zauważyli jednak, że: do pierwszej linii metra untercudaczka wybudowała tylko trzy ostatnie stacje, w CN Kopernik już 1/3 eksponatów jest popsuta bądź nie działa, stadion Legii jest nie dla kibiców, lecz dla koncernu ITI, Trakt Królewski wyremontowano w podejrzanych okolicznościach, bez przetargu, Plac Grzybowski rok po oddaniu do użytku wygląda jak po działaniach wojennych, orliki zamyka się zaraz po otwarciu, by przeprowadzić remonty a z parku fontann na Pozdamczu odpadają niczym łuski z oczu wyborców kafelki i glazura.
Miejmy nadzieje, że tym razem ani cudak ani untercudaczka ani nawet cudak na dorobku nie będą żyli długo i szczęśliwie.
Przynajmniej nie za nasze i wasze milusińscy pieniążki.
Dla wszystkich bajkoczytaczy - nowy plakat wyborczy cudaka i jego herszterii cudacząt.
A zaczęło się tak niepozornie.
Jeden cudak zapowiedział, że będziemy mięli drugą Irlandię.
Zaraz szum się wielki zrobił.
Młodzi wykształceni uwierzyli mu, a cudak wygrał wybory.
Faktycznie Polska w niedługim czasie stała się drugą Irlandią.
Ale nie na skutek działań cudaka.
Ot, niemiłosierny kryzys światowy dopadł zieloną wyspę, tak że bezrobocie, bieda socjalna oraz degeneracja polityczna doprowadziła biednych Irlandczyków do poziomu bytowego Polaków z peowskiej Polski.
Taki oto miły zbieg okoliczności się zdarzył.
Cudak jednak uwierzył w swój geniusz, a krąg ministerialnych klakierów nie wyprowadzał go z błędu, przekonując o niezrównanych umiejętnościach.
Blisko cztery lata upłynęły cudakowi wraz z cudaczętami na opowiadaniu coraz to nowych pierdół i markowaniu działań.
Cudak do bajania i pierdołolejstwa talent niepośredni posiadał, toteż zastępy młodych wykształconych a także starych ubabranych uwielbiały jego przemówienia.
Mimo, że państwo po równi pochyłej w przepaść się staczało, cudak koncentrował wysiłki na wymyślaniu coraz bardziej rewolucyjnych bajań, a brawa dostawał od klakierów ogromne.
Część obywateli wprawdzie dostrzegała ogólną bryndzę i kiszkę z grochem fundowaną nam przez panującą trupę, ale cudak stosował sprytny wybieg.
Mianowicie, gdy trzeba było obiecywać lub opowiadać o pozorowanych sukcesach własnych, cudak pokazywał się i promieniał w telewizorze. O porażkach i aferach z udziałem jego cudacząt mówili inni, przeważnie tacy do rozwałki lub odstrzału.
Tak płynęły cudakowi dni, między boiskiem, gdzie cudak za futbolistę się udzielał a telewizorem, gdzie pierdoły niestworzone opowiadał.
Problemem jego stało się niebawem to, że poczęło braknąć mu pomysłów na nowe bajery i pierdoły. Klimat wokół zrobił się nieprzyjemny, toteż cudak aby ratować swój wizerunek zaczął pożerać własne dzieci z własnej kolebki.
Nie szło inaczej.
Na początek zeżarł jednego ciućmę od wojowania, ale niewiele to dało, bo tenże był tylko zakąską i do tego niskokaloryczną. Postanowił zatem cudak pożreć cały „36” zastęp wojowników.
Struł się nimi paskudnie, ale mimo to zabłysnął w towarzystwie, bo pokazał, że tak naprawdę to sam może wszystkim kręcić i żaden ciućma od wojowania nie jest mu w ogóle potrzebny.
Brawa dostał wielkie od dyżurnych klakierów, którzy na poprawę humoru opowiadać poczęli mu o gospodarczych sukcesach, pięknych traktach i imponujących budowlach.
Prym wiódł zwłaszcza jeden cudak na dorobku, który zasłynął z nabożnego przecinania po kilka razy jednej wstęgi na jednym kilometrowym odcinku oddawanej do użytku autostrady.
Cudak polubił tegoż cudaka na dorobku i począł wierzyć mu bez reszty.
Nieco w odstawkę poszedł dotychczasowy dyżurny bajowymyślacz „baśni z tysiąca i jednej murawy” o arabskim pochodzeniu.
Cudak na dorobku kreślił przed cudakiem wizje pałaców, dróg, supersamów, autostrad i osiedli tak długo, aż ten nie padł na kolana i nie obwołał go nietykalnym i cudownym.
Cudaka do tego stopnia zafascynowało tworzenie zrębów nowej architektury platformianej oraz tych kilku kilometrów autostrad, że przed zbliżającą się kampanią wyborczą całą parę skierował w gwizdek i odgwizdał, że hasłem jej będzie: „Polska w budowie”.
Zatem po wybudowaniu drugiej Irlandii, przyszła pora na budowanie pierwszej Polski.
Cudak znów uwierzył w swój geniusz, a krąg ministerialnych klakierów odklepał gromkie brawa.
----
Natenczas w stolicy, partyjna utercudaczka, wierząca w cudaka jak w głosy o swojej mądrości i urodzie, zapragnęła wspomóc kampanię z pozycji prezydentowej miejskiej i do kampanijnej akcji „Polska w budowie” postanowiła włączyć własne sukcesy.
A nie było to łatwo.
Gdzież znaleźć sukcesy, gdy tylko rozbójnicze praktyki ściągania daniny z wszystkiego i byle czego jako działania przedstawić by można.
Cóż zatem się tam ma się znaleźć?
Po tajnych naradach w gronie hersztów i mocarzy platformerskich, wytypowano takie oto dzieła stołecznej herszterii: dokończenie I linii metra, Centrum Nauki Kopernik, stadion Legii, modernizacja Traktu Królewskiego i Placu Grzybowskiego, orliki oraz park fontann na Podzamczu.
Niewtajemniczeni poczęli bić brawo, młodzi wykształceni wykrzykiwali gromkie „hurra” a starzy ubabrani nawet zaintonowali „międzynarodówkę” by dodać powagi sytuacji.
Nieufni i normalni zauważyli jednak, że: do pierwszej linii metra untercudaczka wybudowała tylko trzy ostatnie stacje, w CN Kopernik już 1/3 eksponatów jest popsuta bądź nie działa, stadion Legii jest nie dla kibiców, lecz dla koncernu ITI, Trakt Królewski wyremontowano w podejrzanych okolicznościach, bez przetargu, Plac Grzybowski rok po oddaniu do użytku wygląda jak po działaniach wojennych, orliki zamyka się zaraz po otwarciu, by przeprowadzić remonty a z parku fontann na Pozdamczu odpadają niczym łuski z oczu wyborców kafelki i glazura.
Miejmy nadzieje, że tym razem ani cudak ani untercudaczka ani nawet cudak na dorobku nie będą żyli długo i szczęśliwie.
Przynajmniej nie za nasze i wasze milusińscy pieniążki.
Dla wszystkich bajkoczytaczy - nowy plakat wyborczy cudaka i jego herszterii cudacząt.
Etykiety:
bajery,
Donald Tusk,
fałsz,
obietnice,
pijar,
Platforma Obywatelska,
Polska w Budowie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
