niedziela, 11 maja 2014

Opowiadania o Putinie: - JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


 JAK PUTIN LWA OSWOIŁ


Otóż pewnego razu siedział sobie Putin w pokoju i oglądał imperialistyczną telewizję. 
Nie, nie po to aby czerpać wzorce, ale po to by wiedzieć jak źle jest tam, gdzie władza jego jeszcze nie dotarła.
Siedzi sobie zatem Władimir Władimirowicz i patrzy, a tu przyrodniczy program akurat imperialiści nadają. Dzikie zwierzęta za kratami pokazują czyli tak zwany ogród zoologiczny, w którym imperialistyczne rodziny dla rozrywki przechadzają się i drażnią tym zamkniętą w klatkach zwierzynę.
- Nie jest to dobrze, że człowiek tak brzydko zachowuje się w stosunku do innych – powiedział Putin. Powinno się oswajać, a nie zamykać za kratami – dodał.
Niestety, imperialiści nie wiedzieli tego, co wiedział o właściwym postępowaniu ze stworzeniami Putin.
Dlatego też, szczególnie osobniki takie jak tygrysy, pantery i lwy otoczone były tam wyjatkowo grubymi kratami.
- Tak nie powinno być – pomyślał Władimir Władimirowicz.
Czym prędzej przeczytał całą literaturę dotyczącą drapieżników, a że uczył się znakomicie i błyskawicznie, posiadł prędko właściwą wiedzę.
Aby utrwalić nabyte pospiesznie mądrości, chodził na długie spacery, gdyż dobrze wiedział, iż przechadzki są zdrowe i właściwe ku dotlenianiu mózgu, co wpływa dobrze na mądrość.
Imperialiści tego nie wiedzieli.
Po tygodniu wezwał Putin swojego rzecznika prasowego i w te słowa do niego powiada:
- Drogi Dmitriju Siergiejewiczu, poprosiłem was tu, bo przyszła pora abym zrobił coś dobrego dla ludzkości oraz świata dzikich stworzeń.
- Tak jest towarzyszu Putin, jak mogę wam pomóc w tym wielkim dziele? – spytał rzecznik Pieskow
- Musicie sprowadzić mi lwa, a ja go oswoję i pokażę wszystkim jak powinno się postępować ze stworzeniami.
Pieskow wiedział, że Putin nie zna strachu i że niczego się nie boi. Wiedział też, że w walce o dobro społeczne nie uznaje kompromisu.
- Oczywiście towarzyszu Putin, jutro przybędzie do was lew – powiedział rzecznik.
Nazajutrz z samego rana, gdy już Władimir Władimirowicz uporał się ze sprawami państwa oraz zjadł sniadanie, przyszedł do jego gabinetu rzecznik Pieskow i powiedział:
- Wedle waszego życzenia, przyprowadziłem do was lwa.

- Wprowadźcie proszę – odpowiedział Putin.
Po chwili do gabinetu towarzysza Prezydenta Federacji wprowadzono skromnego człowieka.
- To jest obywatel Lew Leonidowicz Katuszkin, dyrektor moskiewskiego zakładu mleczarskiego – powiedział Pieskow.
Katuszkin padł na kolana. Ująwszy dłoń Putina uniósł ją nieco i ucałował.
- Lwie Leonidowiczu, jak widzę jesteście swój człowiek, zatem eksperyment z oswojeniem uważam za udany – uśmiechnął się do niego Putin.
W ten to właśnie sposób Włodzimierz Władimirowicz Putin oswoił lwa.


środa, 7 maja 2014

Luźne przemyślenia z okazji 8. maja


Mówią, że ósmego, a według sowietów dziewiątego maja, zakończyła się II Wojna Światowa. 
Oficjalnie trwała od 1 września 1939 roku, do 8 maja 1945 (w Europie).
W konflikt zaangażowane były wszystkie kraje Europy i prawie wszyskie reszty świata.  Nawet jeżeli ktoś deklarował neutralność, nie pozostawał bierny wobec działań wojskowych, wywiadowczych itp.
U nas było to tak.
Pierwszego września 1939 roku Hitler napadł na Polskę od zachodu.
Już dwa tygodnie później bohaterska armia sowiecka napadła również na Polskę, tyle że od wschodu.
Z tego to powodu zbrodnie popełniane na żołnierzach polskich oraz cywilnej ludności uległy zdwukrotnieniu, gdyż sowiecka maszyna zagłady nie ustępowała tej hitlerowskiej.
Okupanci zgodnie podzielili się zagarniętymi terenami i ochodczo przystąpili do eksterminacji ludności. O ile niemcy mordowali wszystkich – jak leci, bolszewicy zajęli się inteligencją, kadrą naukową i szarżą oficerską.
W czerwcu 1941 niemcy zaatakowali ruskich, bo mieli już dość sowieckiej miłości.
Hitler swoim atakiem uprzedził Stalina o kilka tygodni i to on jako pierwszy przekroczył ruską granicę w okupowanej Polsce, a nie odwrotnie.
Podobno tego właśnie Stalin nie mógł Adolfowi wybaczyć najbardziej. To trochę jak z małżeństwem, gdzie dumna kobieta mówi do przyjaciółki po odejściu do kochanki jej męża: to prawda, że chciałam się z nim rozstać – ale to ja z nim a nie przedtem on ze mną.
Od tego momentu bolszewicy tłukli się z hitlerowcami aż miło.
Jak mówi stare przysłowie: niedaleko jest od miłości, do nienawiści.
Zabawne, że do walki zarówno ideologicznej, jak i zbrojnej obie strony wykorzystywały też rodaków swoich wrogów. I tak ruscy własowcy tłukli bolszewików a niemieccy komuniści  szerzyli dywersję w armii hitlera.
Obaj okupanci mieli też ochotę na włączenie w swoje szeregi  Polaków.
Udało się to tylko ruskim.
W końcu ruscy bolszewicy dotarli do Berlina, gdzie hitlerowcy skapitulowali.
Rzecz jasna poddanie niemiec nie było wyłączną zasługą sowietów, lecz przede wszystkim działania całej koalicji antyhitlerowskiej – Anglii I USA.
Akt kapitulacji podpisano 8. Maja 1945 roku, natomiast ruscy trochę zapili i przyjechali na imprezę dopiero 9. Maja.
Stąd rozbieżność w datach.
Tak więc ludzie cywilizowani z zachodniej europy obchodzą rocznicę upadku hitleryzmu niemieckiego własnie 8. Maja. Pijactwo i sowieci: 9.
Epilog wydarzeń zbrojnych 1939-45 zakończył się w Norymberdze, gdzie na ławie oskarżonych o ludobójstwo zasiedli niemcy a oskarżali ich inni ludobójcy - ruscy.
A gdyby tylko losy wojny potoczyły się  trochę inaczej – zbrodniarze sowieccy i hitlerowscy zaminienili by się miejscami.  Pewnie też by wisieli, bo mieli za co.
Mogło być to dla nas z pożytkiem, gdyż nie musielibyśmy  oglądać ruskich zbrodniarzy na pomnikach I wysłuchiwać o ich bohaterstwie.
Mimo, że dla Europy oraz sowiecko-ruskiej dziczy to w maju  1945 roku zakończyła się wojna, dla wielu napadniętch przez ruskich bolszewików państw, ta wojna trwała nadal.
My w Polsce zakończyliśmy ją w 1989 roku….. choć I tak nie całkiem.

To tyle tych “luźnych” przemyśleń z okazji zbliżającej się rocznicy 8. Maja. 

Pan Premier śpiewa na dobranoc...

Rozśpiewał nam się premier, oj rozśpiewał... kolejny hit po "Hey Jude" w wykonaniu Pana Donalda Tuska.


niedziela, 4 maja 2014

Prawdziwy spot wyborczy Armanda Ryfifińskiego - Dewiacja + Twoje Ruchanie.

Ale się porobiło :))) Partie planktonowe prześcigają się w wymyślnych spotach wyborczych i prą do przodu. Biedny Twój Ruch ożeniony z kwaśniewską Europą Plus jakoś nie potrafi sobie poradzić na rynku pijarowym... Postanowiłem pomóc i "podrasować" trochę klip wyborczy jednego z liderów partii, niejakiego Armanda Ryfińskiego. Człowiek to ciekawy i godny pomocy, gdyż niepełnosprawny intelektualnie.
Ot, choćby taki spot, który stworzył - nuda i beznadzieja.... Dlatego ja mu pomogłem.
Popatrzcie na dobry i właściwy spot, zgodny z linią partii ich ideologią!
Armand - en avant!




piątek, 18 kwietnia 2014

Rozrywka w Nazywajewsku


W otchłani jednej z szuflad znalezionego na wysypisku rupieci biurka, odnalazłem dziwny rekopis. Okazało się, że jest to nieznane opowiadanie mistrza gatunku - Michała Zoszczenki. W jaki sposób mistrz przewidział „panowanie“ w Rosji Władimira Putina, nie wiadomo....


- To Wam powiem obywatele, że jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem.
Tu Ławr Aleksandrowicz Pyszałow przestał żuć skórę od słoniny i otarł usta rękawem.
- Wiecie, miałem kiedyś taki przypadek…- rozpoczął swoją opowieść.
- No, było to z dwa lata temu, a może nawet dwa i pół.
Mieszkałem akurat wtedy w Nazywajewsku, w obwodzie omskim. Za kierownika biblioteki państwowej tam byłem, na urzędzie.
To rozumiecie, ważna posada i odpowiedzialna wielce, że nie jakieś tam byle co.
Kierownik biblioteki, uważacie towarszysze dba o intelektualny rozwój obywateli, o ich dusze. Trochę, nie przymierzając jak pop.
No to urzędowałem w najlepsze, godnie i ma się rozumieć z powagą odpowiednią na takim stanowisku.
Obywatele przychodzili, a często byli nie zorientowani na konkretną książkę, to i radą służyłem i tytuł podsunąłem – rzecz jasna w zgodzie obowiązującą polityką władz i linią.
Razu jednego na ten przykład taki Jesupow, który kiedyś w hucie w Magnitogorsku pracował i w czasie zlewu surówki palec u nogi mu spaliło, do biblioteki przyszedł i mówi: “Dalibyście, Ławrze Aleksandrowiczu książkę jakąś, bo i potrzeba niezmierna mnie naszła na wiedzę a i ciekawość podług tego czy czytać z czasem nie zapomniałem dopadła”.
Zaraz, zaraz - mówię – obywatelu Jesupow, ale co wy czytać macie potrzebę? Czy na ten przykład o pięknych sprawach i boże chroń miłości imperialistycznej, czy może coś fachowego, co by wam jeszcze mogło świadomość zawodową podnieść?
Tu się Jusupow zamyślił i jął po brodzie drapać.
- Nie czas teraz po brodzie się wam drapać – mówię – tylko stosowną publikację dobrać.
Ja wam dobrze radzę, jako człowiek na urzędzie i z doświadczeniem niemałym, - weźcie coś fachowego, bo szkoda waszej głowy zaprzątać głupim czytaniem o miłości.
Tu Jusupow zamyślił się i rękę z brody zdjął.
- To może coś, tak podług zawodu bym poczytał?
- Bardzo proszę, czytajcie – boże broń nie będę utrudniał wam, a nawet pomogę.
Wy hutnik po wykształceniu?
- Hutnik – odparł Jesupow i znów podrapał się po brodzie.
 - To ja tu dla was mam... i ręką po grzbietach książek prowadzę. ...Ja tu dla was mam... O, mam na ten przykład coś z waszej profesji: Mikołaj Ostrowski – „Jak harowała się stal“!
I bach mu tę książkę na biurko.
- Rzecz fachowa i ideologicznie słuszna. Do woli czytajcie, bardzo proszę, u nas na czas nie pożyczamy, tylko do skutku – rozumiecie – aż dacie radę...
Jesupow popatrzył i mówi: - A dam radę Ławrze Aleksandrowiczu, przysięgam się tu przed wami... dam radę, bo temat mi bliski a i hutnictwo przyszłość niezmierną wciąż posiada.
Rozrywka, rozrywka mądra i fachowa nade wszystko rozumiecie potrzebna...

Nie minął tydzień, a do bliblioteki wchodzi znów Jesupow. Książkę w ręku dzierży i od drzwi woła: - Nie dla mnie drogi Ławrze Aleksandrowiczu czytanie... oj, nie dla mnie - i kładzie mi książkę przed nos na blacie.
Patrzę, to na Jesupowa, to na książkę, a on dalej: - Liter za dużo, pamięci mało a umiejętności też brakuje... Nie dla mie czytanie – pojmujecie – inne rozrywki jakieś w naszym  Nazywajewsku przydać by sie mogły, bo naród tu niewprawiony w czytaniu tak jak i ja, a rozrywki jakiejś na gwałt pospólstwo potrzebuje.
- Pomiarkujcie, mówię – dajcie czasu dni kilka a wymyslę coś na miarę waszych potrzeb i w głowę zachodzę, co by tu wykombinować.
I wtedy przypominam sobie, że mer miasta a dawniejszy pierwszy sekretarz komitetu Widajew różne taneczne zabawy niegdyś organizował.
- Idźcie obywatelu Jesupow do domu – powiadam zatem – bo ważne sprawy kulturalne teraz będę organizował. A i tam na egzekutywie w Domu Kultury powiedzcie, że jako kierownik biblioteki państwowej, czuję na sobie odpowiedzialność za społeczną rozrywkę i relakację – w najlepszym wydaniu, ma się rozumieć.
No to Jusupow kłania się i do drzwi a ja do telefonu...
Nazajutrz Fiodor Stepanowicz Widajew przyjął mnie grzecznie, - rękę podał.
- Usiądźcie sobie Ławrze Aleksandrowiczu wygodnie w fotelu. Co mogę dla was zrobić – spytał.
- A no, drogi towarzyszu Widajew, ja podług spraw rozrywki szeroko pojętej – mówię i z błaganiem wbijam w niego wzrok.
- Pomóżcie w imię społecznej potrzeby, uruchomcie wasze kontakty i umiejętności. Jednym słowem coś dla obywateli w kwestii wyższych lotów rozrywki uczyńcie.
Tu Widajew podrapał się za uchem i mówi po chwili:
- Tak,.... to wiecie, rozumiecie, sprawa ma się następująco....  Tu w Omsku, po sąsiedzku taka artystyczna trupa ma występy. Tańce – rozumiecie – kobiety murzynki – big band – ensambl i całość z Ameryki – pojmujecie?
- Pojmuję, a jakże. Jako osoba urzędowa i na stanowisku nie takie to rzeczy pojmuję. Ma się rozumieć, murzynki, ensambl...
- No to pojmijcie też, że da się to wszystko w naszym domu kultury w Nazywajewsku ludziom pokazać – wali Widajew, a mnie jakby czart samogonem oblał!
- Niech was uściskam drogi Fiodorze Stepanowiczu – krzyczę i rzucam mu się na szyję.
- A kiedy dadzą radę dojechać do nas?
- A w czawartek przyjadą dajmy na to – mówi Widajew i śmiejąc się wali z impetem ręką w udo.

Przyjechali.
Faktycznie w czwartek pod dom kultury podjechała wołga z której wysiadło dwoch białych z saksofonami i dwie murzynki oraz kierowca samochodu, niejaki Timofiej Wasiljewicz Pierebiezow, emerytowany stróż medycznej przychodni.
No to idę i zgajam do gości:
- Drodzy obywatele Amerykanie, towarzysze artyści bardzo proszę wejdźcie do budynku. I wy szanowne obywatelki murzynki, jak najbardziej proszę dalej do sali.
Prowadzę ich zatem korytarzem. Ja pierwszy, oni za mną. Opowiadam – tu prysznic, tu sala imienia Łomonosowa, tu stołówka, tu toaleta.... a oni idą, ale widzę, że ani w ząb nie pojmują co do nich mówię.
Wobec tego próbuję na migi. Macham rękoma i pokazuję: prysznic – ruszamm palcami u rąk nad głową; łazienka – przesuwam rękoma po ciele jakbym masował; pokój wypoczynkowy – składam ręce pod głową i zamykam oczy...
Amerykanie patrzą na mnie  w dziwny sposób, a szczególnie jedna murzynka przygląda się i usmiecha.
- Czy ja coś niestosownego wam pokazałem obywatelko murzynko – mówię i za rękę ją ujmuję. Ona tylko usmiecha się i mnie do pokoju wypoczynkowego mnie ciągnie!
Drzwi zamyka i kładzie się na kozetce. A mnie jakby zamurowało. Co do czorta?
– Obywatelko murzynko, w czym rzecz – powiadam, a ona bieliznę zdejmuje i rozkłada się.
- Zaraz, zaraz - a występ a kultura, a rozrywka...?
Ona nic, tylko nogi rozkłada i za krawat przyciąga mnie do siebie.... szepcze coś....
Wsłuchuje się – uważacie - i słyszę wyraźnie jak mówi do mnie: „Put in..., put in........, put in...“
- O droga towarzyszko murzynko, skąd ja wam teraz wezmę Władimira Władimirowicza Putina?!  Tu w Nazywajewsku w obwodzie omskim? Za dużo ode mnie wymagacie...
- Wyskoczyłem czym prędzej z pokoju i pognałem po Fiodora Stepanowicza Widajewa.
W końcu, to przedstawiciel lokalnej władzy, można powiedzieć namiestnik naszego prezydenta Putina tu u nas w Nazywajewsku!
Widzicie obywatele, jednak lud tam na zachodzie, a już w szczególności amerykańscy murzyni, to są bardzo za naszym prezydentem....
A występ to nawet się udał.
Ławr Aleksandrowicz Pyszałow włożył do ust skórę od słoniny i począł ją znów żuć.

wtorek, 15 kwietnia 2014

„PseudoNarodowi“ bolszewicy

-->
Muszę pryznać, że chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać współmieszkańcy mojego kraju. Od samego poczatku konfliktu ukraińskiego śledzę, wpisy i komentarze na różnych forach i niejednokrotnie przecieram oczy ze zdumienia.
Otórz w kraju, który od wieków doznawał od rosyjskiej chałastry upokorzeń oraz krzywd, mieszkają osobnicy, dla których przemoc rusko-sowiecka to pozytywny element nawracania na panslawizm.
Idea panslawistyczna, tak bliska niektórym dzisiejszym środowiskom, nazwijmy to patriotycznym, jak wiadomo święciła apogeum popularności w poczatkach ubiegłego wieku.
Jeden z twórców Niepodległej Rzeczpospolitej – Roman Dmowski, wielki mysliciel i Wielki Polak, nadał tej idei szczególny wymiar i skłaniał się ku niej.
Dlatego dziś  wiele organizacji o przekonaniach narodowych, powołując się własnie na Dmowskiego wspiera i gloryfikuje działania polityczne Rosji w konfliktach z sąsiadami.
Biedni niedouczeni kalecy nie zauwazyli, że Dmowski blisko sto lat temu, nie mógł przewidzieć „wymarcia“ całkowitego Rosjan i zaludnieniu ich kraju przez tzw. człowieka prymitywnego czyli bolszewika.
Dziś budowanie panslawianizmu na fundamencie bolszewizmu kołchoźnianego urąga pamięci polskich patriotów i jest niegodne.
Jak wiadomo przykład idzie z góry, toteż głupkowatych krajowych chłopców modlących się do Putina trudno obarczać całkowtą odpowiedzialnością za  własne poglądy (poglądy J))?).
Z myśleniem toto ma na bakier, toteż przyjmuje „prawdy absolutnie“ jeszce większych durniów niż oni. Po prostu, ktoś kto nawet w podstawowy sposób sprecyzuje własne skrajne poglądy jest dla nich „guru“. W ten sposób do rangi „wodza panslawistycznego“ urósł niejaki Mateusz Piskorski.
Ów krzewiciel niezniszczalnej myśli intelektualnej Andrzeja Leppera obnosi się dumnie ze swoim poparciem dla pułkownika KGB, aktualnie zatrdnionego na stanowisku prezydenta pobolszewickiego sojuza. Co więcej, wspomniany Piskorski jeździ do Moskwy, wali tam z bolszewikami niedźwiedzia, tańczy „kalinkę“, pije samogon i przywozi instrukcje dla rodzimych debili.
Przyklaskujący mu na forach „nowi patrioci“ jeszce głośniej ponoć zaczynają klaskać, gdy Piskorski przedstawia swoje przemyślenia odnośnie bolszewickich zbrodni na oficerach polskich w Katynku. Według niego Rosja nie ponosi za morderstwa odpowiedzialności, bo to był sowiecki związek  a nie federacja ruska.
Na tym trop a i zarówno przemyślenia się urywają, gdyż niebezpiecznie można trafić na tow. Putina i jego bolszewicką przeszlość w onym sowieckim związku.
Świat całkowicie stanął na głowie. Bolszewickie sługusy z dawnego PZPR stają dziś murem za niepodległą Ukrainą, natomiast „pozorowani niepodległościowcy“ bronią Putina, jak nie przykładając Jaruzel socjalizmu.
To, że „piskorszczaki“ przejmuję poglądy od krajowej „komuny“, to jeszcze „małe Miki“ – oni przejmuja retorykę podobną do tej lewacko-komuszej!
Na „onetach i wirtualnych“ najbardziej popularnym hasłem jest dziś „banderowiec“.  Banderowcem jest każdy przeciwnik bolszewików od Putina. Pewnie i ja też. W odróżnieniu od anarcho-lewaków i eseldowców z palikociętami, dla których każdy przeciwnik to faszysta – dla piskorszczaków oponent to banderowiec.
W sumie to miło się składa, bo faszyści i banderowcy szli zawsze ręka w rękę.  Aż trudno zrozumieć dlaczego Piskorski nie zauważył powiązań byłej partii swojego szefa z hitlerowcami (pakt Mołotow-Ribbentrop). Byśmy przynajmniej wszyscy razem sobie piątkę przybili.
Mimo bolszewickiej maci, pułkownik Putin może się podobać.
Nie, nie jako mężczyzna, ale jako organizator i człowiek czynu. To właśnie Putin pozbierał upadłą po rozpadzie Związku Sowieckiego Rosję i złapał za gębę rozpasane bolszewickie sieroty. W tym przypadku należy mu się umiarkowany podziw, tym większy, że nasi rodzimi ubeccy oficerowie do czegoś takiego nie byli zdolni, a ich działania były wręcz odwrotne.
Ot choćby, dla przykładu: sowiecki pułkownik KGB Putin scementował Rosję i wzmocnił państwo, a taki pułkownik kontrwywiadu PRL Czempiński, wymyślił Platformę Obywatelską czym zrujnował państwo...
Być może, to zawód krajowymi bolszewikami i postkomunistami sprawił, że ludzie pokroju Piskorskiego tęsknią za silnym sowietem z dzikiego kraju.
Wszyscy krajowi komuniści dawno już sie zeuropizowali i dziś zamiast napadać i grabić, chodzą w paradach homoseksualistów i pod tęczą wymachują wibratorami. Takie zachowanie mogło wywołać szok u „piskorszczaków“ stąd miłość do prawdziwego bolszewika - Putina.
Jak zawsze polityczny plankton stara się udowodnić swoją polityczną niezależność poprzez wyczyniania harcy i figli kosztem interesów państwa. Ma w tym nadzieje na podreperowanie poparcia czyli procentowych słupków.
Z reguły nic to nie daje, ale wniosków z takich działań i tak nie wyciąga nikt.
Ot, choćby taki Janusz Korwin-Mikke, szturmujący bramy parlamentu już n-ty raz.
Do opowiadanych przez niego od lat głupot i  durnot zdażylismy się już przyzwyczaić więc dla odmiany tym razem jak i Piskorski został on wielbicielem Tow. Władimira P.
Wielbienie bolszewika, to marna trampolina do sukcesu dla prawicowego ortodoksa, więc wymiernych korzyści to i tym razem nie przyniesie.
Po takim występie Korwin wiele głosów z pewnością straci – zyska jeden: Piskorskiego.

środa, 26 marca 2014

Proud To Be a Russian!

Bolszewicka propaganda gościa z twarzą Zgredka (Harry Potter) sięga po stare sowieckie metody. Jedną z nich jest metoda ocieplania wizerunku narodu, co w założeniach ma przełożyć się na ocieplenie wizerunku rządzących.
W czasach siermiężnej komuny nie wyszło to ani Leninowi ani Stalinowi, o przygłupich Chruszczowie i Breżniewie nie mówiąc.
Po prostu ówczesna bolszewicka banda była zbyt prymitywna, żeby robić to z głową, więc ludzie cywilizowani nie dali się na to nabrać.
Dziś sytuacja odwróciła się.
Teraz po stronie tzw. zachodu stoją ludzie głupi i prymitywni (jak niegdyś po stronie bolszewickiej) i kupują tanie bałachy Zgredka.

Proud To Be a Russian! Dumny z bycia rosjaninem - hasło uderzające w Zachód a jednocześnie mające dać poczucie wspólnoty putinowskiego bractwa.
Hasło, które ma pokazać szaremu europejskiemu ludowi, że to "Rosjanin" jest silny i dumny a nie jakieś tam cywilizowane cherlaki, że to przywódcy "zachodu" się mylą a nie ruskij czełowiek!
Co za tym idzie, nie myli się "słońce moskwy"i "dżokej kałmucji" czyli Putin.

Nie bardzo wiem, z czego ma być dumny taki "rosjanin putina", bo tego propaganda bolszewicka nie mówi. Dzisiejszy "putinnik" nie ma nic wspólnego z prawdziwym Rosjaninem z prostej przyczyny... Blisko sto lat temu wymordował do ostatniego onych Rosjan.
Dziś Rosjan w Rosji już nie ma.
To co tam dziś znajduje się, to jakiś twór sowiecki, który przy pomocy chuci połączonej z samogonem rozmnaża się i płodzi półprodukty półludzkie.
Dostojewski, Czajkowski, Mussorgski, Czchow... to historia narodu, który wymarł.
Teraz rządzą: Lenin, Gierasimow, Majakowski, Cwietajewa - wieszcze ludu sowieckiego - putinowskiego.
A z bycia we wspólnocie z takimi,  nie bardzo można być dumnym!

Z braku poważnych autorytetów wspierających sowiecki zamordyzm, moskiewscy "putinnicy" dobierają do swoich akcji wątpliwej jakości typy. Jednym z nich jest były aktor francuski a obecnie praktykujący alkoholik Gerard Depardieu. To właśnie on reklamuje "putinnickie" zegarki hasłem "Proud To Be a Russian" i jak to zwykle z sowiecką rzeczywistością bywa - wszystko w tym przedsięwzięciu jest fałszywe!  I rosjanin i narodowość i pewnie... zegarek.

Bardziej prawdziwa wersja reklamy w mojej przeróbce: