Cholera jasna, kilka dni temu śniło mi się…..
A może nie był to sen?
środa, 28 kwietnia 2010
sobota, 24 kwietnia 2010
Kup gacie, bułkę, kondoma i oddaj głos na Komorowskiego
Jak podała dziś telewizja (niestety tylko słyszałem to, więc nie napiszę która) jeden z dużych domów towarowych, należący do znanej sieci handlowej zaproponował ciekawą transakcję wiązaną.
Otóż na drukowanych na miejscu kartkach A4, zachęcał klientów do zakupów a następnie do udania się w stosowne miejsce na terenie galerii handlowej i złożenia podpisu pod listą wyborczą, kandydata do urzędu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego .
Pomysł jest przedni i raczej taki z gatunku tych „kosmicznych”.
Albo wymyślony na całkowitym „odlocie” ale po „jednym głębszym”.
Osobiście stawiam na to drugie.
Może nawet tak „od ręki” wymyśliło to tych dwóch „gazowników” , którzy (jako delegacją samego marszałka sejmu ) mocno „zmęczeni”, o mało co nie wpadli wraz z wieńcem do grobu, na pogrzebie Anny Walentynowicz.
Ciekawe czy w innych ciekawych miejscach związanych z handlem i usługami również zbierano podpisy poparcia kandydatury Pana marszałka?
Może np. w warzywniaku, pijalni piwa czy w agencji towarzyskiej..?
Szczególnie to ostatnie miejsce może budzić zazdrość innych kandydatów. Stosowne było by, aby akcję promowało odpowiednie hasło w rodzaju „Gdy zdejmiesz kondon(m)ek, zaprasza Cię Bronek!”
Wraca normalność...(?)
Otóż na drukowanych na miejscu kartkach A4, zachęcał klientów do zakupów a następnie do udania się w stosowne miejsce na terenie galerii handlowej i złożenia podpisu pod listą wyborczą, kandydata do urzędu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego .
Pomysł jest przedni i raczej taki z gatunku tych „kosmicznych”.
Albo wymyślony na całkowitym „odlocie” ale po „jednym głębszym”.
Osobiście stawiam na to drugie.
Może nawet tak „od ręki” wymyśliło to tych dwóch „gazowników” , którzy (jako delegacją samego marszałka sejmu ) mocno „zmęczeni”, o mało co nie wpadli wraz z wieńcem do grobu, na pogrzebie Anny Walentynowicz.
Ciekawe czy w innych ciekawych miejscach związanych z handlem i usługami również zbierano podpisy poparcia kandydatury Pana marszałka?
Może np. w warzywniaku, pijalni piwa czy w agencji towarzyskiej..?
Szczególnie to ostatnie miejsce może budzić zazdrość innych kandydatów. Stosowne było by, aby akcję promowało odpowiednie hasło w rodzaju „Gdy zdejmiesz kondon(m)ek, zaprasza Cię Bronek!”
Wraca normalność...(?)
"Normalność"
Mówią, że ma teraz wrócić "normalność". Niedługo po smoleńskiej tragedii zapowiedział to jęczącym głosem ostatni komunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki.
Podobno po okresie panoszenia się znienawidzonego przez postępowych platformersów Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nastąpi teraz era ogólnej "normalności".
Gwarancją na to jest przejęcie władzy w kraju przez Bronisława Komorowskiego. Tak wymarzył sobie już kilka godzin po tragedii Mazowiecki, zwany „Mumią Demagogiczną”. Reszta „normalnych” zachowała się bardziej powściągliwie, wzięła udział w festiwalu obłudy po czym dopiero, gdy minęła żałoba, rozpoczęła walkę o „normalność”.
Normalność, jak podaje słownik PWN, to:
1. bycie normalnym, zgodnym z normą
2. zdrowie psychiczne i fizyczne
3. życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów
Wystarczy sięgnąć pamięcią do ostatniego dwudziestolecia i do norm panujących w tym okresie w naszym kraju. Przykre, że zasady te wytyczali cwaniacy, uzurpatorzy i różnej maści przefarbowani pezetpeerowscy działacze.
Ruch „Solidarności”, który wyniósł na wyżyny władzy wielu swoich tzw. doradców-cwaniaków, musiał wraz ze swoją ideą solidaryzmu ugiąć się pod naporem wszechwładnej cinkciarskiej mamony. To właśnie już na samym początku odrodzonej Rzeczpospolitej kształtowała się owa "normalność" i normy.
Za "normalność" uznać można zapewne „pospieszne” akcje prywatyzacyjne rządu Bieleckiego, „komisję Michnika”, zagubione w Belwederze strony z akt „Bolka”, zamach czerwcowy, inwigilacja prawicy czy wreszcie „normalne” spotkania biznesowe Mira, Zbycha i Rycha.
"Normalnością" był Gawronik, Sekuła, kolejna prywatyzacja w wykonaniu Kaczmarka, pijany Kwaśniewski w Charkowie, blokowanie lustracji esbeków i ich współpracowników...
Od tragedii smoleńskiej minęło zaledwie kilkadziesiąt dni, a symptomy owej "normalność" już są widoczne. Pierwsza „normalność” pojawiła się już trzy godziny po katastrofie prezydenckiego samolotu.
Niejaki Komorowski łamiąc zasady konstytucji mianował się p.o. prezydenta. Mniej więcej w tym samym czasie nasłani przez Bondaryka agenci rozpoczęli prucie sejfów w BBNie. Niewiele później rozpoczęto niuchanie (za zgodą marszałka sejmu) w pokojach poselskich (rzecz jasna posłów z partii opozycyjnej).
Dodając do tego dziwne i zbieżne w czasie włamania do prywatnych mieszkań zmarłych parlamentarzystów, oraz tajemnicze zniknięcia ich osobistych przedmiotów i notatek uzupełniają tylko widmo „normalności” wkraczającej w nasze progi.
"Normalność" dała znać o sobie także w mediach. Jedynie słuszna władza, za pomocą swoich tub propagandowych, jeszcze przed oficjalnymi wynikami śledztwa z katastrofy, ogłosiła, że był to wypadek(?!). Kolejnym krokiem w kierunku "normalności" było usilne bratanie się z Putinem, co może niebawem zaowocować umieszczeniem w konstytucji zapisu o nakazowym braterstwie z Rosją (wzór z epoki „środkowego Gierka”). Normalnością jest także bojaźń przed powołaniem niezależnej, międzynarodowej komisji ds. katastrofy pod Smoleńskiem.
Platforma Obywatelska, a szczególnie jej awangarda, posiadająca niebywałe wręcz parcie na władzę, dla celów PRowych gotowa była poświęcić interes narodowy w imię uścisków z Putinem i „normalnego” wizerunku medialnego. "Normalny" jest też wasalizm w stosunku do dawnego „wielkiego brata”, widać u niektórych zakorzeniony w genach.
Niestety „normalność” objawia się także, w zachowaniach i postawach moralnych, czego byliśmy świadkiem w trudnych dniach żałoby narodowej. Cyrk i obłuda w wykonaniu wielu „normalnych” przekraczała dopuszczalne normy. Łzy i szlochy po Lechu Kaczyńskim w wykonaniu funkcjonariuszy pewnych gazet i telewizyjnych stacji oraz polityków budziły zdziwienie i obrzydzenie tych, w których choć trochę pozostało "nienormalności". Szczególnie zapisała się w pamięci żałobna dama (Monika Olejnik), łkająca po śmierci Prezydenta, tak jakby jej co najmniej Michnik umarł.
Ciężkie czasy nadchodzą. Państwowców, poległych w katastrofie, póki co zastąpili wyfiokowani cinkciarze. Normy wróciły do „normy”.
P.S> Dygresja na koniec. Zastanawiałem się, nad tym co byłoby gdyby... pięć lat temu to Donald Tusk wygrał wybory. Zakładając, że zdarzenia potoczyłyby się w sposób analogiczny do zaistniałych, dziś po zmarnowanych pięciu latach, mielibyśmy nadzieję na lepsze jutro wśród całej palety wartościowych ludzi. Ech...
Podobno po okresie panoszenia się znienawidzonego przez postępowych platformersów Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nastąpi teraz era ogólnej "normalności".
Gwarancją na to jest przejęcie władzy w kraju przez Bronisława Komorowskiego. Tak wymarzył sobie już kilka godzin po tragedii Mazowiecki, zwany „Mumią Demagogiczną”. Reszta „normalnych” zachowała się bardziej powściągliwie, wzięła udział w festiwalu obłudy po czym dopiero, gdy minęła żałoba, rozpoczęła walkę o „normalność”.
Normalność, jak podaje słownik PWN, to:
1. bycie normalnym, zgodnym z normą
2. zdrowie psychiczne i fizyczne
3. życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów
Wystarczy sięgnąć pamięcią do ostatniego dwudziestolecia i do norm panujących w tym okresie w naszym kraju. Przykre, że zasady te wytyczali cwaniacy, uzurpatorzy i różnej maści przefarbowani pezetpeerowscy działacze.
Ruch „Solidarności”, który wyniósł na wyżyny władzy wielu swoich tzw. doradców-cwaniaków, musiał wraz ze swoją ideą solidaryzmu ugiąć się pod naporem wszechwładnej cinkciarskiej mamony. To właśnie już na samym początku odrodzonej Rzeczpospolitej kształtowała się owa "normalność" i normy.
Za "normalność" uznać można zapewne „pospieszne” akcje prywatyzacyjne rządu Bieleckiego, „komisję Michnika”, zagubione w Belwederze strony z akt „Bolka”, zamach czerwcowy, inwigilacja prawicy czy wreszcie „normalne” spotkania biznesowe Mira, Zbycha i Rycha.
"Normalnością" był Gawronik, Sekuła, kolejna prywatyzacja w wykonaniu Kaczmarka, pijany Kwaśniewski w Charkowie, blokowanie lustracji esbeków i ich współpracowników...
Od tragedii smoleńskiej minęło zaledwie kilkadziesiąt dni, a symptomy owej "normalność" już są widoczne. Pierwsza „normalność” pojawiła się już trzy godziny po katastrofie prezydenckiego samolotu.
Niejaki Komorowski łamiąc zasady konstytucji mianował się p.o. prezydenta. Mniej więcej w tym samym czasie nasłani przez Bondaryka agenci rozpoczęli prucie sejfów w BBNie. Niewiele później rozpoczęto niuchanie (za zgodą marszałka sejmu) w pokojach poselskich (rzecz jasna posłów z partii opozycyjnej).
Dodając do tego dziwne i zbieżne w czasie włamania do prywatnych mieszkań zmarłych parlamentarzystów, oraz tajemnicze zniknięcia ich osobistych przedmiotów i notatek uzupełniają tylko widmo „normalności” wkraczającej w nasze progi.
"Normalność" dała znać o sobie także w mediach. Jedynie słuszna władza, za pomocą swoich tub propagandowych, jeszcze przed oficjalnymi wynikami śledztwa z katastrofy, ogłosiła, że był to wypadek(?!). Kolejnym krokiem w kierunku "normalności" było usilne bratanie się z Putinem, co może niebawem zaowocować umieszczeniem w konstytucji zapisu o nakazowym braterstwie z Rosją (wzór z epoki „środkowego Gierka”). Normalnością jest także bojaźń przed powołaniem niezależnej, międzynarodowej komisji ds. katastrofy pod Smoleńskiem.
Platforma Obywatelska, a szczególnie jej awangarda, posiadająca niebywałe wręcz parcie na władzę, dla celów PRowych gotowa była poświęcić interes narodowy w imię uścisków z Putinem i „normalnego” wizerunku medialnego. "Normalny" jest też wasalizm w stosunku do dawnego „wielkiego brata”, widać u niektórych zakorzeniony w genach.
Niestety „normalność” objawia się także, w zachowaniach i postawach moralnych, czego byliśmy świadkiem w trudnych dniach żałoby narodowej. Cyrk i obłuda w wykonaniu wielu „normalnych” przekraczała dopuszczalne normy. Łzy i szlochy po Lechu Kaczyńskim w wykonaniu funkcjonariuszy pewnych gazet i telewizyjnych stacji oraz polityków budziły zdziwienie i obrzydzenie tych, w których choć trochę pozostało "nienormalności". Szczególnie zapisała się w pamięci żałobna dama (Monika Olejnik), łkająca po śmierci Prezydenta, tak jakby jej co najmniej Michnik umarł.
Ciężkie czasy nadchodzą. Państwowców, poległych w katastrofie, póki co zastąpili wyfiokowani cinkciarze. Normy wróciły do „normy”.
P.S> Dygresja na koniec. Zastanawiałem się, nad tym co byłoby gdyby... pięć lat temu to Donald Tusk wygrał wybory. Zakładając, że zdarzenia potoczyłyby się w sposób analogiczny do zaistniałych, dziś po zmarnowanych pięciu latach, mielibyśmy nadzieję na lepsze jutro wśród całej palety wartościowych ludzi. Ech...
Etykiety:
"Normalność",
Komorowski,
obłuda,
Platforma Obywatelska,
Tusk
piątek, 23 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
Wybory tuż, tuż...
... Bronisław Komorowski rozpoczął kampanię i namawia do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego.
Brawo Panie Bronku!
Brawo Panie Bronku!
sobota, 17 kwietnia 2010
Pożegnanie
W Warszawie pożegnanie Pary Prezydenckiej.
Stąd na Wawel odjadą na zawsze już Maria i Lech Kaczyńscy.
W zadumie i pokorze wspomnijmy pierwszego Patriotę-Prezydenta, odrodzonej po latach komunizmu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Na zawsze pozostaną w naszej wdzięcznej pamięci...
Spoczywajcie godnie, w pokoju.
Łachudry i szumowiny - zostańcie sobą!
Jak już większość obywateli zdołała się zorientować, w ogólnokrajowym festiwalu hipokryzji, po śmierci Prezydenta RP, udział wzięli najwybitniejsi dyspozycyjni funkcjonariusze znanych prywatnych telewizji oraz prasy. Łzy zalewały im oczy, a przejęcie zaciskało gardło. Gdy padł rozkaz : „płakać” - łkali jak bobry, nierzadko zanosząc się od szlochu.
Robi to wrażenie, oraz podnosi słupki oglądalności i czytelnictwa . Mając to na względzie zapominając o resztkach przyzwoitości, owe kreatury żałowały, czciły i opłakiwały Pana Prezydenta, do tej pory tak skutecznie przez nich opluwanego. Te wspomnienia, opowieści, zachwyty nad osobą Głowy Państwa. Te peany na cześć.... Oczy we łzach, ale boczkiem, boczkiem łypiące na wyniki oglądalności własnej stacji.
Model łachudry i szumowiny bez honoru, nie odnosi się tylko do „elyty” dziennikarskiej. Było by to za proste. Wielokrotnie cytowane idiotyczne przypowieści o „dożynaniu watah” , o „tym, że zamach taki jaki Prezydent”, czy też przeróżnych epitetów , jak „cham”...”karzeł”... dziś w czasie wystąpień ustąpiły miejsca: „zasłużonemu”, „wybitnemu” i „najgodniejszemu”.
Czerwone na twarzy (z hańby, czy też ze wstydu) „buraki” wyśpiewują dziś hymny pochwalne, ryże pokręcone typy zapominają się z wrażenia nad mogiłą, do tego stopnia, że zamiast przeżegnać się - dłubią w nosie. Tak wygląda Polska polityka miłości w wykonaniu platformowych elit. Martwy Prezydent – dobry Prezydent, wtedy tylko godzien pochwał.
Dlatego też, po całym tym festiwalu hipokryzji i łachuderii , w przeddzień uroczystości pogrzebowych, zwracam się z gorącą prośbą do nieutulonych w żalu po Prezydencie dziennikarzach „GW”, TVNu, Polsatu oraz innych szeregowych funkcjonariuszy innych peowskich mediów: zostańcie sobą!
Nie udawajcie kogoś, kim nie jesteście. Nie udawajcie uczuć, których nie macie. Nie żałujcie, gdyż uczucia żalu nie posiadacie.
Weźcie przykład choćby z Palikota.
P.S. Jeden z dyżurnych posiadaczy „czerwonego honoru” w polskiej prasie – sumienie postsowieckiej części narodu, opublikował dziś w „GW” paszkwil, zatytułowany „Coś drgnęło w naszych sercach”.
Prawdopodobnie tekst powstał na zamówienie rosyjskiej ambasady, albo Gazpromu, bo nikt o poczuciu Polskiej racji stanu i przyzwoitości nigdy nie nabazgrał by czegoś takiego.
Ów skryba dziękuje Rosjanom – Spasiba pisze! Za co spasiba? Za roztrzaskany samolot? Za setkę ofiar?
Jeszcze wyniki ekspertyzy nie są znane, a już „sumienie narodu” lansuje Putina jako dobroczyńcę i ludzkiego pana.
Jedno co cieszy, to fakt, że po krótkim okresie zatracenie się, czyli symulowanego żalu po Prezydencie, naczelny „szmatławca wybornego” wrócił do właściwej postawy dobrego bolszewika.
Robi to wrażenie, oraz podnosi słupki oglądalności i czytelnictwa . Mając to na względzie zapominając o resztkach przyzwoitości, owe kreatury żałowały, czciły i opłakiwały Pana Prezydenta, do tej pory tak skutecznie przez nich opluwanego. Te wspomnienia, opowieści, zachwyty nad osobą Głowy Państwa. Te peany na cześć.... Oczy we łzach, ale boczkiem, boczkiem łypiące na wyniki oglądalności własnej stacji.
Model łachudry i szumowiny bez honoru, nie odnosi się tylko do „elyty” dziennikarskiej. Było by to za proste. Wielokrotnie cytowane idiotyczne przypowieści o „dożynaniu watah” , o „tym, że zamach taki jaki Prezydent”, czy też przeróżnych epitetów , jak „cham”...”karzeł”... dziś w czasie wystąpień ustąpiły miejsca: „zasłużonemu”, „wybitnemu” i „najgodniejszemu”.
Czerwone na twarzy (z hańby, czy też ze wstydu) „buraki” wyśpiewują dziś hymny pochwalne, ryże pokręcone typy zapominają się z wrażenia nad mogiłą, do tego stopnia, że zamiast przeżegnać się - dłubią w nosie. Tak wygląda Polska polityka miłości w wykonaniu platformowych elit. Martwy Prezydent – dobry Prezydent, wtedy tylko godzien pochwał.
Dlatego też, po całym tym festiwalu hipokryzji i łachuderii , w przeddzień uroczystości pogrzebowych, zwracam się z gorącą prośbą do nieutulonych w żalu po Prezydencie dziennikarzach „GW”, TVNu, Polsatu oraz innych szeregowych funkcjonariuszy innych peowskich mediów: zostańcie sobą!
Nie udawajcie kogoś, kim nie jesteście. Nie udawajcie uczuć, których nie macie. Nie żałujcie, gdyż uczucia żalu nie posiadacie.
Weźcie przykład choćby z Palikota.
P.S. Jeden z dyżurnych posiadaczy „czerwonego honoru” w polskiej prasie – sumienie postsowieckiej części narodu, opublikował dziś w „GW” paszkwil, zatytułowany „Coś drgnęło w naszych sercach”.
Prawdopodobnie tekst powstał na zamówienie rosyjskiej ambasady, albo Gazpromu, bo nikt o poczuciu Polskiej racji stanu i przyzwoitości nigdy nie nabazgrał by czegoś takiego.
Ów skryba dziękuje Rosjanom – Spasiba pisze! Za co spasiba? Za roztrzaskany samolot? Za setkę ofiar?
Jeszcze wyniki ekspertyzy nie są znane, a już „sumienie narodu” lansuje Putina jako dobroczyńcę i ludzkiego pana.
Jedno co cieszy, to fakt, że po krótkim okresie zatracenie się, czyli symulowanego żalu po Prezydencie, naczelny „szmatławca wybornego” wrócił do właściwej postawy dobrego bolszewika.
Etykiety:
hipokryzja,
pożegnanie prezydenta,
Prezydent Lech Kaczyński
Subskrybuj:
Posty (Atom)











