
środa, 7 października 2009
PODWÓRKO STEFANKA (I)
Na naszym podwórku Stefanek jest najbardziej znanym ze wszystkich chłopaków.
Stefanek umie robić takie rzeczy, że wszystkie chłopaki z otwartymi gębami patrzą i podziwiają.
„Ty to jesteś, oj Stefanek.....”
„Ty to umiesz, oj Stefanek...” – mówią wszyscy, gdy na przykład Stefanek pluje na odległość, a jego ślina wypala dziurę w chodniku.
Wzbudza to podziw jednych, ale też obrzydzenie drugich.
„Jejku, ale fajnie” – zachwycają się chłopaki i klepią z uznaniem Stefanka po ramieniu.
„O Boże” - mówią przec, „Cóż to za paskudny chłopak?!” – i dziwią się.
„Kto go tak wychował?” – dodają inni.
Właściwie to Stefka nikt nie wychował.
Stefanek mieszka z Tatatuskiem.
Zapracowany Tatatusk nie ma czasu na zajmowanie się Stefankiem i pozwala mu na wiele. Wolno mu na przykład mówić brzydko i stroić miny w towarzystwie.
Kiedyś mieszkała z nimi Mamahania, ale jak mówi Stefanek, dostała dobrą fuchę i nie ma już czasu na pierdoły toteż teraz mieszka osobno.
Stefanek uwielbia książki z biblioteki Tatatuska.
Kiedyś wymyślił sobie, że każdego dnia będzie wyjmował przypadkową książkę i z niej uczył się jednego słowa. To będzie jego „słowo dnia”.
Przez pierwsze kilka dni Stefanek uczył się słów z kolejnych książek.
Wychodził wtedy do nas na podwórko i mówił: „Dzisiejszy występ sponsoruje słowo – niegodziwość!” i jak nakręcony w kółko powtarzał zdania ze sponsorującym słowem.
Ubaw był co nie miara.
Chłopaki słuchali, a Stefanek przemawiał stojąc na kuble od śmieci.
Zebrał już nawet spory arsenał słów, ale wtedy Tatatusk zabronił mu wchodzić do biblioteki.
Zamknął przed nim pokój na klucz i zakazał wyjmowani książek, bo Stefanek aż nadto wydatnie ślinił palce przy przekładaniu stron i nieświadomie wypalał tym dziury w papierze.
Tak więc Stefanek został z dotychczas nauczonymi wyrazami, bez możliwości pogłębiania wiedzy i zasobu słów.
Wszystko czego do tej pory nauczył się Stefanek pochodziło z ksiąg stojących na pierwszych rzędach bibliotecznych półek. Tam tylko sięgał.
Umiał więc Stefanek słowa takie jak „niegodziwość”, „kłamstwo”, wstrętny karzeł”, „łgarz”, „paskudny”, „moralność alfonsa”... gdyż akurat w bibliotece Tatatuska na niższych półkach stały książki z działami takiego jednego starego polityka z zamierzchłych czasów.
Stefanek posiadał jedną wielką traumę z dzieciństwa. Zanim przeprowadził się na nasze podwórko, mieszkał kiedyś w sąsiedztwie starego, pokrytego kocimi łbami placu z trzepakiem pośrodku. Stary dozorca gonił chłopaków i nie pozwalał bawić się oraz wywijać gimnastycznych figur na metalowej konstrukcji, skądinąd przeznaczonym do trzepania wytartych i szarych dywanów okolicznych lokatorów.
Okrutny był to i niesympatyczny typ, więc Stefanek wraz z koleżeństwem postanowili zrobić dozorcy na złość.
Któregoś dnia zakradli się do piwnicy i przez dziurkę od klucza zamierzali wrzucić „kopcia” do pomieszczenia gospodarczego zaanektowanego przez dozorcę.
Na nieszczęście właśnie w tym czasie tenże dozorca - pan Wiesław, zszedł tam po buraki i na gorącym uczynku załapał Stefanka, któremu nijak nie udawało się podpalić pakunku ze „smrodem”
Niestety złapał tylko Stefanka, bo reszta koleżeństwa uciekła, a nieszczęsny Stefanek został sam jak palec z kopciem w ręku i paczką zamokniętych zapałek.
Skończyło się to aresztem piwnicznym, to znaczy, że do wyjaśnienia całej sprawy pan Wiesław zamknął Stefanka w pomieszczeniu gospodarczym na klucz i zapowiedział rychłe przesłuchanie.
Biedny Stefanek z całego tego zamieszania i ze strachu dostał czkawki oraz bolesnego ścisku pęcherza.
Gdy dozorca zszedł na przesłuchanie, blady i wystraszony Stefanek pospiesznie „wyśpiewał” wszystkie imiona, nazwiska oraz adresy kolegów piromanów-konspiratorów.
Skończyło się to „wielką wsypą” całego towarzystwa, a Stefanek na długi czas zamknął się w sobie i przez jakiś okres leczył ścisk pęcherza oraz napady czkawki.
Ukojenie, jak każdy przykładny chłopiec znalazł dopiero w hobby, którym stała się hodowla ulubionego stworzenia.
Jego koledzy mięli psy, koty, chomiki, świnki morskie i rybki.
Stefanek miał muchę.
Mucha nazywała się Donuś, była robacznicą i mieszkała w słoiku.
Rozpieszczał Stefanek Donusia jak tylko umiał. Znosił mu smakołyki odchodowe czyli kupę... różnych atrakcyjnych pokarmów.
Donuś polubił również Stefanka. Siadał mu na palcu i ruszał zalotnie skrzydełkiem aby otrzymać kawałek czegoś z tej kupy.
Cała sielanka trwała niestety bardzo krótko.
Pewnego dnia Donuś lecąc lotem koszącym do swojego słoika nieopatrznie zawadził o lep na muchy przymocowany do lampy i po kilku minutach skonał.
Stefanek przeżył rozstanie z Donusiem bardzo.
Przyrzekł zemstę na producentach lepów oraz oddał się pracy społecznej czyli łobuzowaniu wraz z nowymi chłopakami na nowym podwórku, gdyż właśnie w tym czasie wraz z Tatatuskiem zamieszkał w naszej okolicy.
Wtedy to właśnie trafił Stefanek na nasze podwórko.
Stosunkowo szybko zapomniał o tragedii Donusia i ochoczo włączył się w życie towarzyskie okolicy.
Z miejsca polubili go wszyscy chłopacy.
Bo i nabluzgać potrafił i strzelić ze ślin na odległość i zakrzyczeć oponenta a ponadto zakręcony z niego był koleś i tyle.
„Idziemy ze Stefankiem, - będzie wesoło” - mówi Giesio.
„Tam gdzie jest Stefanek, tam jest zawsze jakiś sajgon” – wtórował mu Palikokotek .
„Chodźta chłopaki Stefanek będzie ubliżał jakiemuś dziadowi...będzie cyrk” – zachęcał Żelorybka.
Tak, chłopaki lubili przebywać ze Stefankiem – radości i dobrej rozrywki nie było końca .
Cieszył się też Tatatusk, że Stefanek znalazł odpowiednie towarzystwo i nie trwonił czasu na głupoty i pierdoły.
Stefanek tymczasem obrastał w piórka, a jego pozycja wśród ferajny rosła.
Teraz już dwa razy dziennie organizował wystąpienia za śmietnikiem, gdzie stojąc na wiadrze sypał obelgami i „słówkami” które sponsorowały kolejne wystąpienia.
Machał przy tym rękoma, tak że wydawało się iż unosi się ponad pozostałych chłopaków.
Dumny z pociechy Tatatusk, na kolejne urodziny ofiarował mu buławę zrobioną z tłuczka do ziemniaków pomalowanego na srebrno i uroczyście mianował małym marszałkiem.
Od tej chwili Stefanek paradował po podwórku już zawsze z nieodłącznym tłuczkiem i epoletami z marszałkowskimi emblematami.
W następnym odcinku: KOLEDZY STEFANKA (II)
Stefanek umie robić takie rzeczy, że wszystkie chłopaki z otwartymi gębami patrzą i podziwiają.
„Ty to jesteś, oj Stefanek.....”
„Ty to umiesz, oj Stefanek...” – mówią wszyscy, gdy na przykład Stefanek pluje na odległość, a jego ślina wypala dziurę w chodniku.
Wzbudza to podziw jednych, ale też obrzydzenie drugich.
„Jejku, ale fajnie” – zachwycają się chłopaki i klepią z uznaniem Stefanka po ramieniu.
„O Boże” - mówią przec, „Cóż to za paskudny chłopak?!” – i dziwią się.
„Kto go tak wychował?” – dodają inni.
Właściwie to Stefka nikt nie wychował.
Stefanek mieszka z Tatatuskiem.
Zapracowany Tatatusk nie ma czasu na zajmowanie się Stefankiem i pozwala mu na wiele. Wolno mu na przykład mówić brzydko i stroić miny w towarzystwie.
Kiedyś mieszkała z nimi Mamahania, ale jak mówi Stefanek, dostała dobrą fuchę i nie ma już czasu na pierdoły toteż teraz mieszka osobno.
Stefanek uwielbia książki z biblioteki Tatatuska.
Kiedyś wymyślił sobie, że każdego dnia będzie wyjmował przypadkową książkę i z niej uczył się jednego słowa. To będzie jego „słowo dnia”.
Przez pierwsze kilka dni Stefanek uczył się słów z kolejnych książek.
Wychodził wtedy do nas na podwórko i mówił: „Dzisiejszy występ sponsoruje słowo – niegodziwość!” i jak nakręcony w kółko powtarzał zdania ze sponsorującym słowem.
Ubaw był co nie miara.
Chłopaki słuchali, a Stefanek przemawiał stojąc na kuble od śmieci.
Zebrał już nawet spory arsenał słów, ale wtedy Tatatusk zabronił mu wchodzić do biblioteki.
Zamknął przed nim pokój na klucz i zakazał wyjmowani książek, bo Stefanek aż nadto wydatnie ślinił palce przy przekładaniu stron i nieświadomie wypalał tym dziury w papierze.
Tak więc Stefanek został z dotychczas nauczonymi wyrazami, bez możliwości pogłębiania wiedzy i zasobu słów.
Wszystko czego do tej pory nauczył się Stefanek pochodziło z ksiąg stojących na pierwszych rzędach bibliotecznych półek. Tam tylko sięgał.
Umiał więc Stefanek słowa takie jak „niegodziwość”, „kłamstwo”, wstrętny karzeł”, „łgarz”, „paskudny”, „moralność alfonsa”... gdyż akurat w bibliotece Tatatuska na niższych półkach stały książki z działami takiego jednego starego polityka z zamierzchłych czasów.
Stefanek posiadał jedną wielką traumę z dzieciństwa. Zanim przeprowadził się na nasze podwórko, mieszkał kiedyś w sąsiedztwie starego, pokrytego kocimi łbami placu z trzepakiem pośrodku. Stary dozorca gonił chłopaków i nie pozwalał bawić się oraz wywijać gimnastycznych figur na metalowej konstrukcji, skądinąd przeznaczonym do trzepania wytartych i szarych dywanów okolicznych lokatorów.
Okrutny był to i niesympatyczny typ, więc Stefanek wraz z koleżeństwem postanowili zrobić dozorcy na złość.
Któregoś dnia zakradli się do piwnicy i przez dziurkę od klucza zamierzali wrzucić „kopcia” do pomieszczenia gospodarczego zaanektowanego przez dozorcę.
Na nieszczęście właśnie w tym czasie tenże dozorca - pan Wiesław, zszedł tam po buraki i na gorącym uczynku załapał Stefanka, któremu nijak nie udawało się podpalić pakunku ze „smrodem”
Niestety złapał tylko Stefanka, bo reszta koleżeństwa uciekła, a nieszczęsny Stefanek został sam jak palec z kopciem w ręku i paczką zamokniętych zapałek.
Skończyło się to aresztem piwnicznym, to znaczy, że do wyjaśnienia całej sprawy pan Wiesław zamknął Stefanka w pomieszczeniu gospodarczym na klucz i zapowiedział rychłe przesłuchanie.
Biedny Stefanek z całego tego zamieszania i ze strachu dostał czkawki oraz bolesnego ścisku pęcherza.
Gdy dozorca zszedł na przesłuchanie, blady i wystraszony Stefanek pospiesznie „wyśpiewał” wszystkie imiona, nazwiska oraz adresy kolegów piromanów-konspiratorów.
Skończyło się to „wielką wsypą” całego towarzystwa, a Stefanek na długi czas zamknął się w sobie i przez jakiś okres leczył ścisk pęcherza oraz napady czkawki.
Ukojenie, jak każdy przykładny chłopiec znalazł dopiero w hobby, którym stała się hodowla ulubionego stworzenia.
Jego koledzy mięli psy, koty, chomiki, świnki morskie i rybki.
Stefanek miał muchę.
Mucha nazywała się Donuś, była robacznicą i mieszkała w słoiku.
Rozpieszczał Stefanek Donusia jak tylko umiał. Znosił mu smakołyki odchodowe czyli kupę... różnych atrakcyjnych pokarmów.
Donuś polubił również Stefanka. Siadał mu na palcu i ruszał zalotnie skrzydełkiem aby otrzymać kawałek czegoś z tej kupy.
Cała sielanka trwała niestety bardzo krótko.
Pewnego dnia Donuś lecąc lotem koszącym do swojego słoika nieopatrznie zawadził o lep na muchy przymocowany do lampy i po kilku minutach skonał.
Stefanek przeżył rozstanie z Donusiem bardzo.
Przyrzekł zemstę na producentach lepów oraz oddał się pracy społecznej czyli łobuzowaniu wraz z nowymi chłopakami na nowym podwórku, gdyż właśnie w tym czasie wraz z Tatatuskiem zamieszkał w naszej okolicy.
Wtedy to właśnie trafił Stefanek na nasze podwórko.Stosunkowo szybko zapomniał o tragedii Donusia i ochoczo włączył się w życie towarzyskie okolicy.
Z miejsca polubili go wszyscy chłopacy.
Bo i nabluzgać potrafił i strzelić ze ślin na odległość i zakrzyczeć oponenta a ponadto zakręcony z niego był koleś i tyle.
„Idziemy ze Stefankiem, - będzie wesoło” - mówi Giesio.
„Tam gdzie jest Stefanek, tam jest zawsze jakiś sajgon” – wtórował mu Palikokotek .
„Chodźta chłopaki Stefanek będzie ubliżał jakiemuś dziadowi...będzie cyrk” – zachęcał Żelorybka.
Tak, chłopaki lubili przebywać ze Stefankiem – radości i dobrej rozrywki nie było końca .
Cieszył się też Tatatusk, że Stefanek znalazł odpowiednie towarzystwo i nie trwonił czasu na głupoty i pierdoły.
Stefanek tymczasem obrastał w piórka, a jego pozycja wśród ferajny rosła.
Teraz już dwa razy dziennie organizował wystąpienia za śmietnikiem, gdzie stojąc na wiadrze sypał obelgami i „słówkami” które sponsorowały kolejne wystąpienia.
Machał przy tym rękoma, tak że wydawało się iż unosi się ponad pozostałych chłopaków.
Dumny z pociechy Tatatusk, na kolejne urodziny ofiarował mu buławę zrobioną z tłuczka do ziemniaków pomalowanego na srebrno i uroczyście mianował małym marszałkiem.
Od tej chwili Stefanek paradował po podwórku już zawsze z nieodłącznym tłuczkiem i epoletami z marszałkowskimi emblematami.
W następnym odcinku: KOLEDZY STEFANKA (II)
sobota, 3 października 2009
„Tęczowa Hanna”
Wygląda na to, że w przyszłym roku Warszawa zyska kolejną dużą imprezę o charakterze masowym. Na lipiec zaplanowano paradę „środowisk lesbijek, gejów, biseksualistów oraz osób transgenderowych”.
Mówiąc prosto, w lipcu skazani będziemy na oglądanie wszelkich dewiacji w postaci zwartej i masowej. Pederaści nie tylko przedrepczą sobie w radosnym pochodzie ale też zorganizują nam kilkunastodniowy festiwal. Będzie wesoło i radośnie, jednym słowem - szał odbytów!
Jak podają portale organizacji homoseksualnych, w ramach wielkiej fety odbędą się konferencje polityczne i kulturalne. Wiadomo, każdy pederasta musi byś politycznie i kulturalnie uświadomiony.
To wielkie wyróżnienie spotkało naszą stolicę, między innymi dzięki nieocenionej Pani Gronkiewicz-Waltz, która wyraziła zgodę na organizację Euro Pride 2010.
Wdzięczni europederaści i nasi krajowi homoseksualiści oddali już hołd Pani Prezydent chwaląc ją w internecie za decyzję, przy okazji przypominając „paskudnego” Lecha Kaczyńskiego, który lat temu pięć zabronił organizacji w Warszawie festynu stowarzyszeń dewianckich.
Pani Gronkiewicz prawdopodobnie mylnie pojęła przesłanie Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, którego jest członkiem, a dotyczącego ewangelizacji (co jest podstawowym celem działania Ruchu).
Wprawdzie osobom chorym należy się pomoc duchowa, ale także (przede wszystkim) leczenie, zamiast propagandy i promocji choroby.
Tak więc festyn – tak, a szpitali (leczących homoseksualizm) – brak.
Trochę droga Pani Hania poszła na łatwiznę.
Mimo to, dzielna Pani Prezydent w ramach wdzięczności za zrozumienie i wspaniałe propagowanie idei „bratnich odbytów” może liczyć na miejsce w pierwszym szeregu pochodu. Oczywiście dzierżąc w dłoniach tęczową flagę z hasłem Wolność-Równość-Pederastia.
W ramach obrony przed skomplikowanym i wstydliwym schorzeniem jakim jest homoseksualizm, idąc za przykładem fachowców od prewencji i zdrowia, zaproponuję sprawdzony już sposób na wywołanie chwili refleksji i pochylenia się nad nieszczęsną ułomnością.
Podobnie jak producenci papierosów, zobowiążmy się do zamieszczania stosownego ostrzeżenia pod wpisami traktującymi o pederastii.

(Poniżej do pobrania trzy dodatkowe wersje bannerka).



P.S.
A propos tęczowej flagi. Zawsze zastanawiałem się dlaczego? Dlaczego akurat taka pstrokacizna jest symbolem homoseksualistów?
Na wyjaśnienie zagadki naprowadził mnie przypomniany niedawno dowcip.
Papuga!
Wszystko ma się kojarzyć z papugą. Pstrokata, kolorowa papuga, to ptak bliski pederastom. A dlaczego?
Wyjaśnia to odpowiedź na pytanie: Czym różni się pederasta od papugi?
Niczym! I jedno i drugie ma obsr..y drążek.
Mówiąc prosto, w lipcu skazani będziemy na oglądanie wszelkich dewiacji w postaci zwartej i masowej. Pederaści nie tylko przedrepczą sobie w radosnym pochodzie ale też zorganizują nam kilkunastodniowy festiwal. Będzie wesoło i radośnie, jednym słowem - szał odbytów!
Jak podają portale organizacji homoseksualnych, w ramach wielkiej fety odbędą się konferencje polityczne i kulturalne. Wiadomo, każdy pederasta musi byś politycznie i kulturalnie uświadomiony.
To wielkie wyróżnienie spotkało naszą stolicę, między innymi dzięki nieocenionej Pani Gronkiewicz-Waltz, która wyraziła zgodę na organizację Euro Pride 2010.
Wdzięczni europederaści i nasi krajowi homoseksualiści oddali już hołd Pani Prezydent chwaląc ją w internecie za decyzję, przy okazji przypominając „paskudnego” Lecha Kaczyńskiego, który lat temu pięć zabronił organizacji w Warszawie festynu stowarzyszeń dewianckich.
Pani Gronkiewicz prawdopodobnie mylnie pojęła przesłanie Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, którego jest członkiem, a dotyczącego ewangelizacji (co jest podstawowym celem działania Ruchu).
Wprawdzie osobom chorym należy się pomoc duchowa, ale także (przede wszystkim) leczenie, zamiast propagandy i promocji choroby.
Tak więc festyn – tak, a szpitali (leczących homoseksualizm) – brak.
Trochę droga Pani Hania poszła na łatwiznę.
Mimo to, dzielna Pani Prezydent w ramach wdzięczności za zrozumienie i wspaniałe propagowanie idei „bratnich odbytów” może liczyć na miejsce w pierwszym szeregu pochodu. Oczywiście dzierżąc w dłoniach tęczową flagę z hasłem Wolność-Równość-Pederastia.
W ramach obrony przed skomplikowanym i wstydliwym schorzeniem jakim jest homoseksualizm, idąc za przykładem fachowców od prewencji i zdrowia, zaproponuję sprawdzony już sposób na wywołanie chwili refleksji i pochylenia się nad nieszczęsną ułomnością.
Podobnie jak producenci papierosów, zobowiążmy się do zamieszczania stosownego ostrzeżenia pod wpisami traktującymi o pederastii.

(Poniżej do pobrania trzy dodatkowe wersje bannerka).



P.S.
A propos tęczowej flagi. Zawsze zastanawiałem się dlaczego? Dlaczego akurat taka pstrokacizna jest symbolem homoseksualistów?
Na wyjaśnienie zagadki naprowadził mnie przypomniany niedawno dowcip.
Papuga!
Wszystko ma się kojarzyć z papugą. Pstrokata, kolorowa papuga, to ptak bliski pederastom. A dlaczego?
Wyjaśnia to odpowiedź na pytanie: Czym różni się pederasta od papugi?
Niczym! I jedno i drugie ma obsr..y drążek.
Etykiety:
festyn,
Hanna Gronkiewicz-Waltz,
Parada równości,
pederaści
piątek, 2 października 2009
Bandyci
Wzięli sprawy w swoje ręce.
Tym co wzięli, po bratersku dzielili się z najbardziej potrzebującymi.
Najbardziej potrzebował Rysiek i Jasiek – bez mrugnięcia okiem „The One-Armed Bandit Twins” pomogli.
Pamiętali wszak, że Rysiek i Janek wspomogli ich niegdyś finansowo.
Dziś za dobroć i pomoc bliźnim obaj są napiętnowani.
„The One-Armed Bandit Twins” to dzisiejsza, ulepszona wersja Robin Hooda, Jessie Jamesa i Janosika.
Pozstaną już na zawsze w naszych sercach i pamięc jako ci, którzy odbierali biednym, by wspomóc bogatych.
Tym co wzięli, po bratersku dzielili się z najbardziej potrzebującymi.
Najbardziej potrzebował Rysiek i Jasiek – bez mrugnięcia okiem „The One-Armed Bandit Twins” pomogli.
Pamiętali wszak, że Rysiek i Janek wspomogli ich niegdyś finansowo.
Dziś za dobroć i pomoc bliźnim obaj są napiętnowani.
„The One-Armed Bandit Twins” to dzisiejsza, ulepszona wersja Robin Hooda, Jessie Jamesa i Janosika.
Pozstaną już na zawsze w naszych sercach i pamięc jako ci, którzy odbierali biednym, by wspomóc bogatych.
Etykiety:
Chlebowski,
Drzewiecki,
jednoręcy bandyci,
lobbing,
PO
wtorek, 29 września 2009
"Być jak Roman Polański"
Zamieszanie wokół zatrzymania reżysera Polańskiego daje już swoje owoce. Polański stał się bohaterem grup obyczajowo wyemancypowanych, niechętnych prawu oraz wyjątkowo chętnych wszelkim zboczeniom.
Modnym stało się zawołanie „Być jak Roman Polański” czyli wynalezienie sobie podobnej dewiacji, aby można było troszkę poświntuszyć i być dumnym z osiąganych sukcesów.
Upodobnić się do znanego reżysera zamierzał 36-letni policjant z Nagłowic, który współżył z 14-letnią dziewczyną.
Świętokrzyska policja oraz Sąd Rejonowy w Jędrzejowie nie zrozumiał intencji oskarżonego i rozpoczął proces. Policjantowi grozi 12 lat więzienia.
Właściwie, to dziwi brak jeszcze reakcji ze strony obyczajowo wyrozumiałych polityków, twórców kultury i liberalnych mediów.
Jakiś apel o uwolnienie, jakiś protest, głodówka?
Może Wajda, Bromski albo Cywińska by coś palnęli. Jakąś mowę obrończą?
A może Anne Applebaum wraz z mężem Radosławem Sikorskim zadzwonili by do Prezesa Sądu Najwyższego albo Prezesa Trybunału w Starsburgu?
Szkoda faceta. Cholera, to dobry chłopak. Siedem lat w policji robił. On już swoje odcierpiał, sami wiecie jak nieznośne są nastolatki, z taką to trudno wytrzymać cały dzień, nie mówiąc już o nocy... A poza tym miał swoją traumę z dzieciństwa – ojciec go paskiem z klamerką bił po głowie... a gonili go kiedyś też sodomici... uciekł, ale od tej pory w lewym oku mu się powieka trzęsie... Weźcie to pod uwagę.

P.S
Teraz z innej beczki. Polecam ostatni wpis nieocenionego pana Eligiusza. Coś tam o „Zegareczkach”...
Jeżeli chce ktoś się rozerwać i niezobowiązująco pośmiać, to polecam.
Takiej ilości „nakręconych dyrdymałów” nie opublikował dawno już nikt na Salonie. Nawet niejaki Dąbrowski i Pani Rudecka-Kalinowska nie dorównują Panu Eligiuszowi do pięt.
Majstersztyk i cymes w jednym.
Otóż Pan Barbur z aresztowania pedofila zrobił problem światowy i temat antysemicki. To już jest niezły dowcip, ale dalej będzie jeszcze zabawniej.
Dowiadujemy się, ze proces Polańskiego będzie drugim „Procesem Dreyfusa” :)
Właściwie światu potrzebna jest druga afera, taka jak Dreyfusa gdyż może znów coś zapoczątkuje, jak ta właściwa (sto i kilka lat temu). Wtedy to na skutek rzekomej niesprawiedliwości i antysemityzmu we francuskiej armii Theodor Herzl wymyślił ruch syjonistyczny.
Co teraz jeszcze można do tego wymyślić? Hipersyjonizm?
A dalej progresja – jeszcze jest śmieszniej, trzymajcie się...
„Polański tak naprawdę dawno już został ukarany, a my razem z nim (...) Od 30 paru lat nie mógł kręcić filmów w USA” – fajne nie prawda?!
Za co w takim razie ukarano tysiące absolwentów PWSFTviT kończących filmówki w Łodzi, Warszawie...? W końcu oni też nie mogą kręcić filmów w USA.
Absurd, ale mogący posłużyć za scenariusz dobrej komedii. Jeżeli doda się do tego element antysemicki i traumę z okresu holocaustu tak pięknie uwypuklaną przez Pana Eligiusza, to ciąg logiczny scenariusza może być zaskakujący.
Wynikałoby z niego, że przeżycia wojenne potęgują chuć oraz pociąg do nieletnich, co jest, rzecz zrozumiała, okolicznością łagodzącą.
I rewelacyjne zakończenie, uwaga sumująca całość: „Co do Szwajcarów - gdyby Polański był synkiem szejka (Kadafiego) dawno by go puścili do domu”.
Cóż, ale nie jest. Poza tym, młody Kadafi nie gwałcił małoletnich.
Jest za to Polański synem Mojżesza Lieblinga – producenta tworzyw z Krakowa i dlatego został mu poświęcony cały wpis Pana Eli Barbura, o tym jak to helweccy antysemici niszczą wielkiego artystę.
To dużo bardziej cenne niż uwolnienie.
A szwajcarskiego sędziego, który wydał nakaz aresztowania, zgodnie z tradycją izraelskiego państwa, najlepiej potraktować rakietą ziemia-powietrze-ziemia. Wraz z całą rodziną i sąsiadami. Nich sobie antysemita nie myśli... już nigdy więcej.
Modnym stało się zawołanie „Być jak Roman Polański” czyli wynalezienie sobie podobnej dewiacji, aby można było troszkę poświntuszyć i być dumnym z osiąganych sukcesów.
Upodobnić się do znanego reżysera zamierzał 36-letni policjant z Nagłowic, który współżył z 14-letnią dziewczyną.
Świętokrzyska policja oraz Sąd Rejonowy w Jędrzejowie nie zrozumiał intencji oskarżonego i rozpoczął proces. Policjantowi grozi 12 lat więzienia.
Właściwie, to dziwi brak jeszcze reakcji ze strony obyczajowo wyrozumiałych polityków, twórców kultury i liberalnych mediów.
Jakiś apel o uwolnienie, jakiś protest, głodówka?
Może Wajda, Bromski albo Cywińska by coś palnęli. Jakąś mowę obrończą?
A może Anne Applebaum wraz z mężem Radosławem Sikorskim zadzwonili by do Prezesa Sądu Najwyższego albo Prezesa Trybunału w Starsburgu?
Szkoda faceta. Cholera, to dobry chłopak. Siedem lat w policji robił. On już swoje odcierpiał, sami wiecie jak nieznośne są nastolatki, z taką to trudno wytrzymać cały dzień, nie mówiąc już o nocy... A poza tym miał swoją traumę z dzieciństwa – ojciec go paskiem z klamerką bił po głowie... a gonili go kiedyś też sodomici... uciekł, ale od tej pory w lewym oku mu się powieka trzęsie... Weźcie to pod uwagę.

P.S
Teraz z innej beczki. Polecam ostatni wpis nieocenionego pana Eligiusza. Coś tam o „Zegareczkach”...
Jeżeli chce ktoś się rozerwać i niezobowiązująco pośmiać, to polecam.
Takiej ilości „nakręconych dyrdymałów” nie opublikował dawno już nikt na Salonie. Nawet niejaki Dąbrowski i Pani Rudecka-Kalinowska nie dorównują Panu Eligiuszowi do pięt.
Majstersztyk i cymes w jednym.
Otóż Pan Barbur z aresztowania pedofila zrobił problem światowy i temat antysemicki. To już jest niezły dowcip, ale dalej będzie jeszcze zabawniej.
Dowiadujemy się, ze proces Polańskiego będzie drugim „Procesem Dreyfusa” :)
Właściwie światu potrzebna jest druga afera, taka jak Dreyfusa gdyż może znów coś zapoczątkuje, jak ta właściwa (sto i kilka lat temu). Wtedy to na skutek rzekomej niesprawiedliwości i antysemityzmu we francuskiej armii Theodor Herzl wymyślił ruch syjonistyczny.
Co teraz jeszcze można do tego wymyślić? Hipersyjonizm?
A dalej progresja – jeszcze jest śmieszniej, trzymajcie się...
„Polański tak naprawdę dawno już został ukarany, a my razem z nim (...) Od 30 paru lat nie mógł kręcić filmów w USA” – fajne nie prawda?!
Za co w takim razie ukarano tysiące absolwentów PWSFTviT kończących filmówki w Łodzi, Warszawie...? W końcu oni też nie mogą kręcić filmów w USA.
Absurd, ale mogący posłużyć za scenariusz dobrej komedii. Jeżeli doda się do tego element antysemicki i traumę z okresu holocaustu tak pięknie uwypuklaną przez Pana Eligiusza, to ciąg logiczny scenariusza może być zaskakujący.
Wynikałoby z niego, że przeżycia wojenne potęgują chuć oraz pociąg do nieletnich, co jest, rzecz zrozumiała, okolicznością łagodzącą.
I rewelacyjne zakończenie, uwaga sumująca całość: „Co do Szwajcarów - gdyby Polański był synkiem szejka (Kadafiego) dawno by go puścili do domu”.
Cóż, ale nie jest. Poza tym, młody Kadafi nie gwałcił małoletnich.
Jest za to Polański synem Mojżesza Lieblinga – producenta tworzyw z Krakowa i dlatego został mu poświęcony cały wpis Pana Eli Barbura, o tym jak to helweccy antysemici niszczą wielkiego artystę.
To dużo bardziej cenne niż uwolnienie.
A szwajcarskiego sędziego, który wydał nakaz aresztowania, zgodnie z tradycją izraelskiego państwa, najlepiej potraktować rakietą ziemia-powietrze-ziemia. Wraz z całą rodziną i sąsiadami. Nich sobie antysemita nie myśli... już nigdy więcej.
poniedziałek, 28 września 2009
Lobby?
Szczerze wyznam: jestem wstrząśnięty!
Wstrząśnięty i nie mieszany.
To co wyczyniają media wokół Romana Polańskiego, to absurd łączony ze skrajną bezczelnością.
Wczoraj opisywałem list protestacyjny skierowany do władz polskich, przez koleżeństwo Polańskiego. Myślałem sobie, ot grupa kolesi i tych co chcieli by być kolesiami Polańskiego plusuje zarówno u niego jak i w lewako-sado-maso światku.
To, że filmowy świat jest zepsuty do szpiku kości wie każdy, że ludzie filmu (duża ich część) dostają małpiego rozumu osiągając jakikolwiek, nawet najmniejszy sukces też wiadomo.
Dziesiątki tysięcy fanów, autografy, flesze itp.
Stwarza to w nich poczucie, ze są bezkarni, a eksperymenty artystyczne przenoszą do życia codziennego. Stąd wśród nich np.. pederastia, pedofilia oraz wizja własnego bezkarnego postępowania
Uważają się za kogoś lepszego, kogoś ponad innymi, gdy w gruncie rzeczy z ludzkiego punktu widzenia są tylko zwykłymi, spaczonymi ludźmi.
Nie inaczej należy uważać podpisujących się pod listem w sprawie uwolnienia Polańskiego jak za sympatyków i animatorów pedofilii.
Jedno z najohydniejszych przestępstw w imię lojalności zawodowej, staje się w rozumieniu Wajdy, Morgensterna, Bromskiego tylko występkiem. Ich paplanina i zbiory absurdów a nawet głupot (to w przypadku wypowiedzi p. Cywińskiej) jeszcze bardziej pogrążają całe to środowisko.
Do grupy „kolesi” dołączyli też dziennikarz.
Czołowa myśląca inaczej Karolina Korwin-Piotrowska „będzie bronić reżysera zawsze”, a Anne Applebaum (żona min. Sikorskiego) dopatruje się w tym spisku?!
Wszystkiemu wtóruje głośno cały TVN zanosząc się od płaczu nad losem Polańskiego.
Gdyby Hitler miał taką „prasę”..., do Norymbergi by nie doszło.
Na koniec małą chwilę chciałbym poświęcić materiałowi p. Aplebaum z "Washington Post".
Stało się to co przewidywałem :) Tanie „łuckie numery” i chwyty.
Jak już brak argumentów – zawsze pozostaje żydostwo obwinionego. Że dziecko holocaustu i że wtedy na niego polowali i teraz polują....
Applebaum pisze też: - Dlaczego akurat Szwajcaria - kraj który tradycyjnie strzegł tajnych kont bankowych międzynarodowych przestępców i skorumpowanych dyktatorów - postanowiła aresztować Polańskiego? Musi się za tym kryć coś głębszego”.
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, zważywszy, że najwyraźniej osoba pisząca takie dyrdymały nie może (nie lubi, nie jest w stanie) zrozumieć podstawowych zasad funkcjonowania prawa.
Tak jak kontem może dysponować właściciel a reszcie od tego wara, bo tak każe prawo, tak też aresztować pedofila i postawić go przez sądem również każe prawo. I reszcie wara od tego.
A co do głębszych to najwyraźniej kryje się za tym.... jeden głębszy, który Pani ministrowa pociągnęła przed napisaniem swoich przemyśleń „na temat”.
Liczę, że włazom amerykańskim uda się postawić Polańskiego przed sądem.
Wyrok jest sprawą otwartą i rzeczą drugorzędną. Ważne, że jest kraj, w którym istnieje pojęcie nieuchronności przed karą w imię prawa.
Nam natomiast da dużo do myślenia w związku z nie mogącym odbyć się już któryś z rzędu rok, procesem „pedofilów z Dworca Centralnego”.
Jakieś lobby działa...?
Wstrząśnięty i nie mieszany.
To co wyczyniają media wokół Romana Polańskiego, to absurd łączony ze skrajną bezczelnością.
Wczoraj opisywałem list protestacyjny skierowany do władz polskich, przez koleżeństwo Polańskiego. Myślałem sobie, ot grupa kolesi i tych co chcieli by być kolesiami Polańskiego plusuje zarówno u niego jak i w lewako-sado-maso światku.
To, że filmowy świat jest zepsuty do szpiku kości wie każdy, że ludzie filmu (duża ich część) dostają małpiego rozumu osiągając jakikolwiek, nawet najmniejszy sukces też wiadomo.
Dziesiątki tysięcy fanów, autografy, flesze itp.
Stwarza to w nich poczucie, ze są bezkarni, a eksperymenty artystyczne przenoszą do życia codziennego. Stąd wśród nich np.. pederastia, pedofilia oraz wizja własnego bezkarnego postępowania
Uważają się za kogoś lepszego, kogoś ponad innymi, gdy w gruncie rzeczy z ludzkiego punktu widzenia są tylko zwykłymi, spaczonymi ludźmi.
Nie inaczej należy uważać podpisujących się pod listem w sprawie uwolnienia Polańskiego jak za sympatyków i animatorów pedofilii.
Jedno z najohydniejszych przestępstw w imię lojalności zawodowej, staje się w rozumieniu Wajdy, Morgensterna, Bromskiego tylko występkiem. Ich paplanina i zbiory absurdów a nawet głupot (to w przypadku wypowiedzi p. Cywińskiej) jeszcze bardziej pogrążają całe to środowisko.
Do grupy „kolesi” dołączyli też dziennikarz.
Czołowa myśląca inaczej Karolina Korwin-Piotrowska „będzie bronić reżysera zawsze”, a Anne Applebaum (żona min. Sikorskiego) dopatruje się w tym spisku?!
Wszystkiemu wtóruje głośno cały TVN zanosząc się od płaczu nad losem Polańskiego.
Gdyby Hitler miał taką „prasę”..., do Norymbergi by nie doszło.
Na koniec małą chwilę chciałbym poświęcić materiałowi p. Aplebaum z "Washington Post".
Stało się to co przewidywałem :) Tanie „łuckie numery” i chwyty.
Jak już brak argumentów – zawsze pozostaje żydostwo obwinionego. Że dziecko holocaustu i że wtedy na niego polowali i teraz polują....
Applebaum pisze też: - Dlaczego akurat Szwajcaria - kraj który tradycyjnie strzegł tajnych kont bankowych międzynarodowych przestępców i skorumpowanych dyktatorów - postanowiła aresztować Polańskiego? Musi się za tym kryć coś głębszego”.
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, zważywszy, że najwyraźniej osoba pisząca takie dyrdymały nie może (nie lubi, nie jest w stanie) zrozumieć podstawowych zasad funkcjonowania prawa.
Tak jak kontem może dysponować właściciel a reszcie od tego wara, bo tak każe prawo, tak też aresztować pedofila i postawić go przez sądem również każe prawo. I reszcie wara od tego.
A co do głębszych to najwyraźniej kryje się za tym.... jeden głębszy, który Pani ministrowa pociągnęła przed napisaniem swoich przemyśleń „na temat”.
Liczę, że włazom amerykańskim uda się postawić Polańskiego przed sądem.
Wyrok jest sprawą otwartą i rzeczą drugorzędną. Ważne, że jest kraj, w którym istnieje pojęcie nieuchronności przed karą w imię prawa.
Nam natomiast da dużo do myślenia w związku z nie mogącym odbyć się już któryś z rzędu rok, procesem „pedofilów z Dworca Centralnego”.
Jakieś lobby działa...?
niedziela, 27 września 2009
Aresztowali Polańskiego! A gdzie jest Owsiak?!
„Uwolnić słonia” krzyczał Jerzy Owsiak - szef „Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników” na rynku w Jarocinie w sierpniu 1988 roku.
Taki absurdalny humor przeszedł już do historii awangardy niepodległościowej epoki PRL i zyskał status kultowego. Ludzie lubią absurdy, bo nie wiadomo czy to dla śmiechu, czy na poważnie oraz czy z nas się ktoś nabija czy współczuje.
Fajnie było w tamtych latach szydzić z „komuny” wystawiając portret „Jaruzela” z podpisem „Boże chroń Generała” i patrzeć na tępych zomowców, którzy nie wiedzieli co z tym fantem robić. Lać pałą czy bić brawo?
Dziś czasy się zmieniły, wolno mówić wprost, co się ma do powiedzenia.
Nie wszyscy jednak z tego prawa potrafią lub chcą korzystać.
Pozostający mentalnie w PRLu osobnicy-twórcy filmowi, z sentymentu za czasami „towarzyskimi” także dziś fundują nam „pomarańczową alternatywę” czyli absurd awangardowy z przesłaniem.
W godzinach popołudniowych policja szwajcarska aresztowała Romana Polańskiego.
Podobno w najbliższych dniach Szwajcaria dokona jego ekstradycji do USA, gdzie reżysera pragną zobaczyć śledczy, w związku z jego przyjemnościami w 1978 roku.
O co chodzi amerykanom - każdy dobrze wie; Polański zadawał się z małoletnią, którą uprzednio „podrasował” whisky i stosownymi specyfikami halucynogennymi.
Ponoć miał z tego przyjemność.
Małoletnia też.
Przyjemności natomiast nie mięli sędziowie i służby więzienne, gdyż Polański nawiał ze Stanów Zjednoczonych i tyle go tam do dziś widzieli. Listy gończe zostały rozesłane, ale Polański, przebiegły lis, jeździł tylko tam gdzie amerykańskie prawo swoimi mackami nie sięga. Sprawa była o tyle poważne, gdyż w Stanach nie istnieje pojęcie „przedawnienia” i właściwie reżyser skazany był na wieczną banicję w USA.
Niestety, albo nie sprawdził albo zapomniał i w końcu pojechał prosto w paszczę Wuja Sama. Okazuje się, że Szwajcaria ma podpisaną umowę ekstradycyjną z USA i w sposób żelazny jej przestrzega.
Polański siedzi i czekając na wylot do ameryki pluje sobie w brodę, że nie sprawdził, jak tam u Helwetów z ekstradycjami oraz, że nie przystał na niedawną propozycję jankesów dobrowolnego powrotu i poddania się procesowi. Zapewne ułaskawiono by go, gdyż sama zainteresowana już nie żywi do niego żalu. a wielu zapomniało po 30 latach o co tak naprawdę chodzi....
Pierwsi do obrony dobrego imienia naszego wybitnego reżysera ruszyli jego rodzimi koledzy po fachu. Oczywiście „po fachu” reżyserskim, a nie jak się niektórym świntuchom może wydawać... (w każdym razie ja nic o tamtym „po fachu” nie wiem)
Elita polskiego kina wystosowała list pt. „Uwolnić Romana Polańskiego” i przesłała go m.in. do Prezydenta RP i Ministra Spraw Zagranicznych.
Jak nie trudno się domyśleć, apelują o uwolnienie Polańskiego i rewizję procesu, a najlepiej w ogóle o jego kasację.
Cel wzniosły tylko adresat pisma nie jest właściwy, bo to nie Prezydent RP ani Minister Spraw Zagranicznych zamknęli Polańskiego.
Było pisać do Obamy!
W ogóle zakrawa to właśnie na jakąś w/w „pomarańczową alternatywę”, te argumenty, forma i język...
Szczególnie argumenty w rodzaju „wydarzenia sprzed 30 lat są co prawda pod względem moralnym negatywne", „sprawa rozgrywana w innej kulturze społecznej i obyczajowej, w europejskim systemie prawnym byłyby już przedawniona”, „Roman Polański jest wybitnym polskim artystą, który wniósł wielki wkład do światowej kultury filmowej (...) Żądamy od władz Polski uniemożliwienia ekstradycji Romana Polańskiego, od władz Szwajcarii jego natychmiastowego uwolnienia, a od Stanów Zjednoczonych rzetelnej rewizji nadużyć śledczych i prokuratorskich w procesie Romana Polańskiego”.
Grupie emerytowanych reżyserów wydaje się, że PRL trwa nadal. Że piękny życiorys twórczy wystarczy by stać ponad prawem i zostać nietykalnym.
Pretensja o model prawa nie uwzględniający przedawnienia, domniemana stronniczość sądów amerykańskich oraz spisek zawarte w wypowiedziach telewizyjnych, mówiąc wprost śmieszą.
Do całości awangardowego „wygłupu” pod tytułem „Uwolnić Romana Polańskiego” brakuje tylko Jerzego Owsiaka i jego silnego, charakterystycznego głosu, a poczulibyśmy się jak za czasów zdychającej komuny.
Póki co, mimo odezw i apeli, w stosunku do osoby pana Polańskiego zanosi się tylko na reanimację „Towarzystwa Przyjaciół Ręczników” oczywiście amerykańskich i to przydziałowych w paski.
Taki absurdalny humor przeszedł już do historii awangardy niepodległościowej epoki PRL i zyskał status kultowego. Ludzie lubią absurdy, bo nie wiadomo czy to dla śmiechu, czy na poważnie oraz czy z nas się ktoś nabija czy współczuje.
Fajnie było w tamtych latach szydzić z „komuny” wystawiając portret „Jaruzela” z podpisem „Boże chroń Generała” i patrzeć na tępych zomowców, którzy nie wiedzieli co z tym fantem robić. Lać pałą czy bić brawo?
Dziś czasy się zmieniły, wolno mówić wprost, co się ma do powiedzenia.
Nie wszyscy jednak z tego prawa potrafią lub chcą korzystać.
Pozostający mentalnie w PRLu osobnicy-twórcy filmowi, z sentymentu za czasami „towarzyskimi” także dziś fundują nam „pomarańczową alternatywę” czyli absurd awangardowy z przesłaniem.
W godzinach popołudniowych policja szwajcarska aresztowała Romana Polańskiego.
Podobno w najbliższych dniach Szwajcaria dokona jego ekstradycji do USA, gdzie reżysera pragną zobaczyć śledczy, w związku z jego przyjemnościami w 1978 roku.
O co chodzi amerykanom - każdy dobrze wie; Polański zadawał się z małoletnią, którą uprzednio „podrasował” whisky i stosownymi specyfikami halucynogennymi.
Ponoć miał z tego przyjemność.
Małoletnia też.
Przyjemności natomiast nie mięli sędziowie i służby więzienne, gdyż Polański nawiał ze Stanów Zjednoczonych i tyle go tam do dziś widzieli. Listy gończe zostały rozesłane, ale Polański, przebiegły lis, jeździł tylko tam gdzie amerykańskie prawo swoimi mackami nie sięga. Sprawa była o tyle poważne, gdyż w Stanach nie istnieje pojęcie „przedawnienia” i właściwie reżyser skazany był na wieczną banicję w USA.
Niestety, albo nie sprawdził albo zapomniał i w końcu pojechał prosto w paszczę Wuja Sama. Okazuje się, że Szwajcaria ma podpisaną umowę ekstradycyjną z USA i w sposób żelazny jej przestrzega.
Polański siedzi i czekając na wylot do ameryki pluje sobie w brodę, że nie sprawdził, jak tam u Helwetów z ekstradycjami oraz, że nie przystał na niedawną propozycję jankesów dobrowolnego powrotu i poddania się procesowi. Zapewne ułaskawiono by go, gdyż sama zainteresowana już nie żywi do niego żalu. a wielu zapomniało po 30 latach o co tak naprawdę chodzi....
Pierwsi do obrony dobrego imienia naszego wybitnego reżysera ruszyli jego rodzimi koledzy po fachu. Oczywiście „po fachu” reżyserskim, a nie jak się niektórym świntuchom może wydawać... (w każdym razie ja nic o tamtym „po fachu” nie wiem)
Elita polskiego kina wystosowała list pt. „Uwolnić Romana Polańskiego” i przesłała go m.in. do Prezydenta RP i Ministra Spraw Zagranicznych.
Jak nie trudno się domyśleć, apelują o uwolnienie Polańskiego i rewizję procesu, a najlepiej w ogóle o jego kasację.
Cel wzniosły tylko adresat pisma nie jest właściwy, bo to nie Prezydent RP ani Minister Spraw Zagranicznych zamknęli Polańskiego.
Było pisać do Obamy!
W ogóle zakrawa to właśnie na jakąś w/w „pomarańczową alternatywę”, te argumenty, forma i język...
Szczególnie argumenty w rodzaju „wydarzenia sprzed 30 lat są co prawda pod względem moralnym negatywne", „sprawa rozgrywana w innej kulturze społecznej i obyczajowej, w europejskim systemie prawnym byłyby już przedawniona”, „Roman Polański jest wybitnym polskim artystą, który wniósł wielki wkład do światowej kultury filmowej (...) Żądamy od władz Polski uniemożliwienia ekstradycji Romana Polańskiego, od władz Szwajcarii jego natychmiastowego uwolnienia, a od Stanów Zjednoczonych rzetelnej rewizji nadużyć śledczych i prokuratorskich w procesie Romana Polańskiego”.
Grupie emerytowanych reżyserów wydaje się, że PRL trwa nadal. Że piękny życiorys twórczy wystarczy by stać ponad prawem i zostać nietykalnym.
Pretensja o model prawa nie uwzględniający przedawnienia, domniemana stronniczość sądów amerykańskich oraz spisek zawarte w wypowiedziach telewizyjnych, mówiąc wprost śmieszą.
Do całości awangardowego „wygłupu” pod tytułem „Uwolnić Romana Polańskiego” brakuje tylko Jerzego Owsiaka i jego silnego, charakterystycznego głosu, a poczulibyśmy się jak za czasów zdychającej komuny.
Póki co, mimo odezw i apeli, w stosunku do osoby pana Polańskiego zanosi się tylko na reanimację „Towarzystwa Przyjaciół Ręczników” oczywiście amerykańskich i to przydziałowych w paski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)