Kiedyś ukułem takie powiedzenie, że „komuna nauczyła ludzi czytać i pisać, ale oduczyła myśleć”. Dzisiaj Pani eurodeputowana SLD, Joanna Senyszyn zwaliła w gruzy cała moją teorię, pokazała że jak w większości przypadków uogólnianie jest błędem.
Po analizie najnowszego wpisu „Pani Profesor” jestem już niemal pewien, że komuna nie tylko oduczyła ludzi myśleć, ale i niektórych – czytać.
Cóż to takiego wykoncypowała na swoim blogu aktualna „lwica lewicy”? (tytuł odziedziczyła po zamkniętej w „pierdlu” innej lwicy lewicy)
A wymyśliła sobie, że pójdzie na wojnę z IPN, przy okazji zamieszania związanego z „moskiewskimi fałszywkami” na temat agentuaralności ministra Józefa Becka.
Jako, ze jej zdaniem „IPN to nieodrodne dziecko bolszewii”, a na bolszewii to się Senyszyn zna jak mało kto, bo należała do PZPR od lat 70-tych aż do jej rozwiązania, szybko do Becka jednym pociągnięciem dokleja swoich idoli Jaruzelskiego Oleksego i Kwaśniewskiego jako również poszkodowanych przez bolszewię.
Wprawdzie dziś nie „prima aprylis” ani święto 1-go maja, ale europosłance to wcale nie przeszkadza. Porównuje preparowane na Becka sowieckie dokumenty do archiwalnych dokumentów „esbeckich i wsiowych”, z których wynika jasno, że jej idole kapowali ile wlezie i to nie tylko rodzimym służbom bezpieczeństwa.
„Bezczelne, kłamliwe oskarżenia” – to reakcja „Profesor” na w pełni wiarygodne i potwierdzone dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej.
Przypomina to pewnego pijanego gościa, który wróciwszy do domu w stanie „mocno wskazującym na spożycie”, na lamenty żony „ty jesteś w sztok pijany!” odparł: „trzeźwy jestem, i tej wersji będę się trzymał!”
A może trzeba było mieć pretensje do swoich towarzyszy, o to że kapowali i kolaborowali, a nie że ktoś to wreszcie głośno powiedział, napisał?
A może trzeba było przeczytać akta IPN dotyczące TW Wolskiego, TW Alka i Olina i wyciągnąć wnioski?
Niestety, tu zaczynają się schody.
Albo Pani Senyszyn nie czytała, bo nie posiadła tej umiejętności, albo nie zrozumiała bo nie ma daru rozumienia tego co jest łaskawa czytać...
Najprawdopodobniej to żal za minionymi latami ciężkiej komuny - latami młodości przesłonił europosłance trzeźwą ocenę sytuacji, faktów i zdarzeń. Pani Senyszyn, jako wzorowy urzędnik SLD, a także aktywna członkini Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami broni kamratów jak nie przymierzając nioska jajek, mimo że wzbudza to śmiech i wyłącznie gesty politowania.
„Najobrzydliwsza, najbardziej zakłamana instytucja nowoczesnej Europy (to o IPN). (...) Zgodnie z maksymą, że najbardziej nienawidzimy tych, którym coś zawdzięczamy" – pisze „Profesor”.
Nie zgadzam się z Joanną Senyszyn w ocenie, (dotyczy pierwszej części tego demaskatorskiego stwierdzenia) bo zbyt raczy uogólniać i nie precyzować cóż to takiego „nowoczesna Europa”, ale „w ciemnio” mogę podać kilka współczesnych nam, istotnie „zakłamanych instytucji” takich choćby jak: Parlament Europejski, Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia, Polski Związek Piłki Nożnej i jeszcze kilka.
Co do maksymy ujawnionej w drugiej części, trzeba się zgodzić z Panią „Profesor” .
Faktycznie, właśnie na przykładzie ludzi z SLD widać, że nienawiść do tych którym coś zawdzięczają zawsze bierze górę. Gdyby nie ludzie przełomu, odważni i bezkompromisowi, Senyszyn i reszta nadal uprawiali by klakierstwo i bełkot w rodzaju „wicie tarzysze, rozumicie” na akademiach ku czci gen. Jaruzelskiego, czy też innego bolszewika.
I tu wracam do początku mojego wpisu.
Skąd jednak, u licha wytwory komunizmu mają o tym wszystkim wiedzieć?Przecież nie przeczytają....
czwartek, 3 września 2009
środa, 2 września 2009
Kramer kontra... zdrowy rozsądek
Mamy konflikt. Wczorajsze porównanie przez Prezydenta RP ofiar Katynia oraz ofiar Holocaustu nie spodobało się niemieckim Żydom. Niejaki Stephen Kramer – Szef Centralnej Rady Żydów w Niemczech zapienił się i zapewne w przekonaniu o wyłączności własnego narodu na nieszczęścia totalitaryzmu, da glos we "Frankfurter Rundschau" już ponoć w środę.
„Podjęta przez pana Kaczyńskiego próba wymieniania jednym tchem Hitlera i Stalina nie może się powieść. Ten, kto mimo to podejmuje się porównywania dwóch tak złych, ale odmiennych zbrodniarzy, nie oddaje sprawiedliwości ani losowi Polaków, ani nieporównywalności i unikatowości holokaustu" - stwierdził na gorąco sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów.
Pan Stephen Kramer znany jest jako pierwszy pieniacz i czołowy propagandzista żydowski w Europie. Zasłynął jako „wujek Dobra Rada” pisząc listy do Papieża Benedykta XVI w sprawie Lefebrystów oraz gniewu z piorunami na YouTube, że propaguje antysemityzm (!?).
Największym jednak jego dokonaniem, jest pomysł wydania „Mein Kampf” z odpowiednim komentarzem. Jak mniemam jego komentarzem...
Pomniejsze wybryki Kramera, to piana toczona w proteście z okazji plotki o przyjeździe prezydenta Iranu na MŚ w Piłce Nożnej w Niemczech, gromy słane na byłego kanclerza Shroedera w związku z wizytą w Iranie oraz bojkot „Dni Pamięci o Ofiarach Nazizmu”, bo... „zupa była za słona” („Nigdy nie powitano naszych przewodniczących, ocalałych z Holocaustu, z imienia i nazwiska”).
To tylko część „dokonań” niedolansowanego działacza z 100 tysięcznej społeczności żydowskiej w Niemczech.
Myślę, ze nie ma sensu podawania zbioru argumentów, jakie raczy za każdym razem przedstawiać Kramer w swoich PRowych działaniach.
Dostępne są na stronie „GW” po wpisaniu hasła „Stephan Kramer”.
Większość z nich to stereotypy, którymi posługują się męczennicy w tym antysemickim świecie.
Każdy oczywiście ma prawo do własnej interpretacji czynów, stosunków, nastrojów ale niech robi to rozsądnie i granicach dobrego rozsądku oraz smaku.
Znając proporcje przede wszystkim.
Dziś okazało się, że kolejny raz zdrowego rozsądku zabrakło Kramerowi i wtykając nos w nie swoje sprawy próbował dopieścić się nieco.
Czyżby niemieccy Żydzi z CRŻN posiadali wyłączność na wiedzę o Holocauście, posiadali prawo do dysponowania tym terminem oraz posiadali patent na wiedzę o tym kogo można z kim porównywać?
Zapędy wielkopańskie i uzurpowanie sobie władzy nad władzą demokratycznie wybraną we własnym kraju Kramer posiadł w stopniu zbliżonym do perfekcji.
Ruga, strofuje, obraża się na Rząd Niemiecki, karci Prezydenta i Kanclerza. Jest tak, bo mu Niemcy na to pozwalają, choć jest właściwie.... nikim!
Jest tylko przewodniczącym małej organizacji w Republice, takiej jak np. Łużyczanie, społeczność islamska czy Ukraińcy. Nawet przy zachowaniu norm demokratycznych – „morda w kubeł i nie bulgotać”.
To, że Niemcy posiadają „kompleks żydowski” i od sześćdziesięciu już lat na kolanach ciągle przepraszają za zbrodnie hitlerowskie wyrobiło w osobnikach takich jak Kramer poczucie, że świat należy do nich.
Swoje oczekiwania co do ciągłej „pokuty za winy” przenoszą na innych.
Tworzy to mit, ideologię, doktryną silną i bezwzględną.
Niezliczone fundacje, stowarzyszenia traktujące o zagładzie zbijają kapitał polityczny i finansowy, mając tak naprawdę gdzieś prawdziwe ofiary obozów koncentracyjnych, które nawet już w Izraelu żyją w skrajnej nędzy.
Istotą, jak wynika z powyższego jest stworzenie pozoru „ponadludzi” lub „ponadnarodu” roszczeniowego, z którym każdy ma się liczyć (czytaj – słuchać go!)
Co w istocie, na prawdę poruszyło Kramera we wczorajszej wypowiedzi naszego Prezydenta?
Czy bardziej Holocaust i Katyń czy Hitler i Stalin?
Analizując fakty historyczne, stawiał bym na Hitlera i Stalina.
W końcu Hitler mordował zarówno Żydów jak i Polaków (tu jedziemy na jednym wózku), natomiast Stalinowi w mordowaniu Polaków (zwłaszcza w późniejszym okresie) pomagali aktywnie rodacy Pana Kramera.
I może w tym tkwi „unikatowość” Holocaustu, o czym pisze dziś Kramer.
„Podjęta przez pana Kaczyńskiego próba wymieniania jednym tchem Hitlera i Stalina nie może się powieść. Ten, kto mimo to podejmuje się porównywania dwóch tak złych, ale odmiennych zbrodniarzy, nie oddaje sprawiedliwości ani losowi Polaków, ani nieporównywalności i unikatowości holokaustu" - stwierdził na gorąco sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów.
Pan Stephen Kramer znany jest jako pierwszy pieniacz i czołowy propagandzista żydowski w Europie. Zasłynął jako „wujek Dobra Rada” pisząc listy do Papieża Benedykta XVI w sprawie Lefebrystów oraz gniewu z piorunami na YouTube, że propaguje antysemityzm (!?).
Największym jednak jego dokonaniem, jest pomysł wydania „Mein Kampf” z odpowiednim komentarzem. Jak mniemam jego komentarzem...
Pomniejsze wybryki Kramera, to piana toczona w proteście z okazji plotki o przyjeździe prezydenta Iranu na MŚ w Piłce Nożnej w Niemczech, gromy słane na byłego kanclerza Shroedera w związku z wizytą w Iranie oraz bojkot „Dni Pamięci o Ofiarach Nazizmu”, bo... „zupa była za słona” („Nigdy nie powitano naszych przewodniczących, ocalałych z Holocaustu, z imienia i nazwiska”).
To tylko część „dokonań” niedolansowanego działacza z 100 tysięcznej społeczności żydowskiej w Niemczech.
Myślę, ze nie ma sensu podawania zbioru argumentów, jakie raczy za każdym razem przedstawiać Kramer w swoich PRowych działaniach.
Dostępne są na stronie „GW” po wpisaniu hasła „Stephan Kramer”.
Większość z nich to stereotypy, którymi posługują się męczennicy w tym antysemickim świecie.
Każdy oczywiście ma prawo do własnej interpretacji czynów, stosunków, nastrojów ale niech robi to rozsądnie i granicach dobrego rozsądku oraz smaku.
Znając proporcje przede wszystkim.
Dziś okazało się, że kolejny raz zdrowego rozsądku zabrakło Kramerowi i wtykając nos w nie swoje sprawy próbował dopieścić się nieco.
Czyżby niemieccy Żydzi z CRŻN posiadali wyłączność na wiedzę o Holocauście, posiadali prawo do dysponowania tym terminem oraz posiadali patent na wiedzę o tym kogo można z kim porównywać?
Zapędy wielkopańskie i uzurpowanie sobie władzy nad władzą demokratycznie wybraną we własnym kraju Kramer posiadł w stopniu zbliżonym do perfekcji.
Ruga, strofuje, obraża się na Rząd Niemiecki, karci Prezydenta i Kanclerza. Jest tak, bo mu Niemcy na to pozwalają, choć jest właściwie.... nikim!
Jest tylko przewodniczącym małej organizacji w Republice, takiej jak np. Łużyczanie, społeczność islamska czy Ukraińcy. Nawet przy zachowaniu norm demokratycznych – „morda w kubeł i nie bulgotać”.
To, że Niemcy posiadają „kompleks żydowski” i od sześćdziesięciu już lat na kolanach ciągle przepraszają za zbrodnie hitlerowskie wyrobiło w osobnikach takich jak Kramer poczucie, że świat należy do nich.
Swoje oczekiwania co do ciągłej „pokuty za winy” przenoszą na innych.
Tworzy to mit, ideologię, doktryną silną i bezwzględną.
Niezliczone fundacje, stowarzyszenia traktujące o zagładzie zbijają kapitał polityczny i finansowy, mając tak naprawdę gdzieś prawdziwe ofiary obozów koncentracyjnych, które nawet już w Izraelu żyją w skrajnej nędzy.
Istotą, jak wynika z powyższego jest stworzenie pozoru „ponadludzi” lub „ponadnarodu” roszczeniowego, z którym każdy ma się liczyć (czytaj – słuchać go!)
Co w istocie, na prawdę poruszyło Kramera we wczorajszej wypowiedzi naszego Prezydenta?
Czy bardziej Holocaust i Katyń czy Hitler i Stalin?
Analizując fakty historyczne, stawiał bym na Hitlera i Stalina.
W końcu Hitler mordował zarówno Żydów jak i Polaków (tu jedziemy na jednym wózku), natomiast Stalinowi w mordowaniu Polaków (zwłaszcza w późniejszym okresie) pomagali aktywnie rodacy Pana Kramera.
I może w tym tkwi „unikatowość” Holocaustu, o czym pisze dziś Kramer.
Etykiety:
II wojna Światowa,
Kaczzyński,
Kramer,
Niemcy,
przemówienie,
Żydzi
wtorek, 1 września 2009
Wielki test z historii.
Jestem jeszcze „na gorąco” po programie nadanym w publicznej jedynce pt. „Wielki test z historii. 1939. Zaczęło się w Polsce”.
Program, jak program – turniej, pokazówka, zabawa, historia – raczej pozytywny.
W nim: politycy, naukowcy, dziennikarze oraz zwykli obywatele i dawka dość trudnych dla przeciętnego Polaka pytań.
To, że my, tu w europie środkowej mamy niezłe pojęcie o latach 1939-1945 wiadomo nie od dziś.
Porównując Polaków np. z Amerykanami czy też nawet Brytyjczykami można pokusić się o stwierdzenie, że przeciętni nasi rodacy mogli by z powodzeniem wykładać historię II wojny Światowej na uniwersytetach za oceanem, czy też za kanałem La Manche i wypadli by całkiem, całkiem.
Niestety, ... ale o tym później.
Kolejny raz przekonałem się o tym oglądając właśnie w/w program.
W luźniejszych chwilach, w czasie wolnym od zmagań z pytaniami, dla poprawienia nam humoru i zabawy, korespondenci TVP rozmawiali ze studentami w Ameryce i Wielkiej Brytanii zadając najprostsze pytania dotyczące II Wojny Światowej w Europie.
Poziom odpowiedzi żenujący!
Kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa?
Co to było Powstanie Warszawskie?
Co Wam mówi nazwa Katyń?
W większości odpowiedzi brakowało sensu i logiki oraz oczywiście wiedzy.
Śmieszne to, ale i straszne.
Szczególnie poziom wiedzy wśród młodzieży amerykańskiej budzi strach. Na pytanie – „co to było Powstanie Warszawskie” udzielano odpowiedzi, „że było to powstanie Żydów przeciw nazistom”, a jeden z pytanych nawet osobiście słyszał o żydowskim powstaniu w obozie koncentracyjnym przeciw Niemcom i z tym to powiązał (?!).
Odpowiedź na pytanie „Kiedy rozpoczęła się Wojna Światowa” w ustach innego młodzieńca brzmiała, że w momencie dojścia nazistów do władzy i rozpoczęcia represji wobec Żydów.
Inny „naukowiec” znów na pytanie „Czy coś mówi Ci nazwa Katyń” odparł, że słyszał o tym i zdaje mu się, że właśnie tam hitlerowcy wywieźli żydowskich więźniów i ich rozstrzelali.
Z przytoczonych powyżej przykładów wynika, że zdaniem amerykańskiej młodzieży, w Europie walki toczyły się głównie na froncie hitlerowsko – Żydowskim.
Skąd takie pomysły?
Głupota, prowokacja, niewiedza?
Edukacja! Właściwie ukierunkowana edukacja w Stanach Zjednoczonych.
Za oceanem, historią najnowszą zajmują się „naukowcy” urodzenia żydowskiego (co potwierdził kiedyś na swoim blogu Pan Marek Jan Chodakiewicz).
Monopol ich w tej dziedzinie jest na tyle wielki, że praktycznie nie ma w Stanach Zjednoczonych innej historii, brak jakiejkolwiek alternatywy czy też prawdy.
Nie dziwota więc, że dzieje II Wojny Światowej kręcą się wyłącznie wokół spraw żydowskich i każde wydarzenie musi mieć wydźwięk żydowski lub antyżydowski – do wyboru.
Nawet gdy nazwyklejsze nieuki spytać o historię II Wojny Światowej, te odpowiednio zaprogramowane szybko powiążą każdy temat z judejskim korzeniem.
Co zaś zrobić gdy nie ma się rzeczywistych bohaterów?
Trzeba tworzyć mity, ubarwiać, wybielać, dopisywać, fałszować itp.
Dla przykładu, za sprawą „naukowca” Nechama Tec, świat dowiedział się o bohaterskich bojach grupy partyzanckiej Tewje Bielskiego, podczas gdy w rzeczywistości Bielski i jego wataha byli zwykłą bandą, zabijających i okradających bezbronną ludność i z walką z hitlerowcami nie mięli nic wspólnego.
Tak rodzą się mity, rodzi się nowa historia - lecz w sposób wcale nie nowy.
Tu w Polsce przerabialiśmy już to w okresie „władzy ludowej”.
Mity i epopeje o Armii Ludowej i Gwardii Ludowej, bohaterach takich jak Świerczewski, Korczyński, Berling czy Rokossowski... czy wielkim dziele Armii Czerwonej na frontach II Wojny Światowej.
Aż korci zadać pytanie, czy „historycy amerykańscy” nie korzystali przypadkiem z doświadczeń rodzimych „naukowców sowieckich”.
Jakaś wymiana naukowa? Może po linii rodzinnej?
Szkoda, że korespondent z Waszyngtonu nie spytał młodzieży o „Wolne Miasto Gdańsk”, „Prowokację gliwicką”, „Westerplatte” czy „Bitwę nad Bzurą”.
Człowiek by się wreszcie czegoś dowiedział o historii żydowskiego oręża.
Program, jak program – turniej, pokazówka, zabawa, historia – raczej pozytywny.
W nim: politycy, naukowcy, dziennikarze oraz zwykli obywatele i dawka dość trudnych dla przeciętnego Polaka pytań.
To, że my, tu w europie środkowej mamy niezłe pojęcie o latach 1939-1945 wiadomo nie od dziś.
Porównując Polaków np. z Amerykanami czy też nawet Brytyjczykami można pokusić się o stwierdzenie, że przeciętni nasi rodacy mogli by z powodzeniem wykładać historię II wojny Światowej na uniwersytetach za oceanem, czy też za kanałem La Manche i wypadli by całkiem, całkiem.
Niestety, ... ale o tym później.
Kolejny raz przekonałem się o tym oglądając właśnie w/w program.
W luźniejszych chwilach, w czasie wolnym od zmagań z pytaniami, dla poprawienia nam humoru i zabawy, korespondenci TVP rozmawiali ze studentami w Ameryce i Wielkiej Brytanii zadając najprostsze pytania dotyczące II Wojny Światowej w Europie.
Poziom odpowiedzi żenujący!
Kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa?
Co to było Powstanie Warszawskie?
Co Wam mówi nazwa Katyń?
W większości odpowiedzi brakowało sensu i logiki oraz oczywiście wiedzy.
Śmieszne to, ale i straszne.
Szczególnie poziom wiedzy wśród młodzieży amerykańskiej budzi strach. Na pytanie – „co to było Powstanie Warszawskie” udzielano odpowiedzi, „że było to powstanie Żydów przeciw nazistom”, a jeden z pytanych nawet osobiście słyszał o żydowskim powstaniu w obozie koncentracyjnym przeciw Niemcom i z tym to powiązał (?!).
Odpowiedź na pytanie „Kiedy rozpoczęła się Wojna Światowa” w ustach innego młodzieńca brzmiała, że w momencie dojścia nazistów do władzy i rozpoczęcia represji wobec Żydów.
Inny „naukowiec” znów na pytanie „Czy coś mówi Ci nazwa Katyń” odparł, że słyszał o tym i zdaje mu się, że właśnie tam hitlerowcy wywieźli żydowskich więźniów i ich rozstrzelali.
Z przytoczonych powyżej przykładów wynika, że zdaniem amerykańskiej młodzieży, w Europie walki toczyły się głównie na froncie hitlerowsko – Żydowskim.
Skąd takie pomysły?
Głupota, prowokacja, niewiedza?
Edukacja! Właściwie ukierunkowana edukacja w Stanach Zjednoczonych.
Za oceanem, historią najnowszą zajmują się „naukowcy” urodzenia żydowskiego (co potwierdził kiedyś na swoim blogu Pan Marek Jan Chodakiewicz).
Monopol ich w tej dziedzinie jest na tyle wielki, że praktycznie nie ma w Stanach Zjednoczonych innej historii, brak jakiejkolwiek alternatywy czy też prawdy.
Nie dziwota więc, że dzieje II Wojny Światowej kręcą się wyłącznie wokół spraw żydowskich i każde wydarzenie musi mieć wydźwięk żydowski lub antyżydowski – do wyboru.
Nawet gdy nazwyklejsze nieuki spytać o historię II Wojny Światowej, te odpowiednio zaprogramowane szybko powiążą każdy temat z judejskim korzeniem.
Co zaś zrobić gdy nie ma się rzeczywistych bohaterów?
Trzeba tworzyć mity, ubarwiać, wybielać, dopisywać, fałszować itp.
Dla przykładu, za sprawą „naukowca” Nechama Tec, świat dowiedział się o bohaterskich bojach grupy partyzanckiej Tewje Bielskiego, podczas gdy w rzeczywistości Bielski i jego wataha byli zwykłą bandą, zabijających i okradających bezbronną ludność i z walką z hitlerowcami nie mięli nic wspólnego.
Tak rodzą się mity, rodzi się nowa historia - lecz w sposób wcale nie nowy.
Tu w Polsce przerabialiśmy już to w okresie „władzy ludowej”.
Mity i epopeje o Armii Ludowej i Gwardii Ludowej, bohaterach takich jak Świerczewski, Korczyński, Berling czy Rokossowski... czy wielkim dziele Armii Czerwonej na frontach II Wojny Światowej.
Aż korci zadać pytanie, czy „historycy amerykańscy” nie korzystali przypadkiem z doświadczeń rodzimych „naukowców sowieckich”.
Jakaś wymiana naukowa? Może po linii rodzinnej?
Szkoda, że korespondent z Waszyngtonu nie spytał młodzieży o „Wolne Miasto Gdańsk”, „Prowokację gliwicką”, „Westerplatte” czy „Bitwę nad Bzurą”.
Człowiek by się wreszcie czegoś dowiedział o historii żydowskiego oręża.
niedziela, 30 sierpnia 2009
Eksperymenty z zoologu.
(...) Ha ha Brudasy polityczne ,no właśnie ,czy nie jest tak właśnie ? że Ci ludzie [popaprańcy ,małpy z brzytwą ,paranoicy] są najbardziej skoncentrowani w pobliżu Kaczyńskich ,polityka Rydzyka , Macierewicza , Walentynowicz , Olszewski i jeszcze kilku .to żadna filozofia ,orjętacja polityczna ,czy pomysł polityczni , to brudasy politycznie" – napisał obiekt doświadczeń na swoim blogu (pisownia oryginalna).
Gołym okiem widać, że eksperyment ze wstawieniem komputera do klatki przyniósł ciekawy materiał naukowy.
Okazuje się, że przodujemy w dziedzinie doświadczeń z Hominidae.
Daleko w tyle pozostają nawet Japończycy, których obiekt doświadczeń tylko malował obrazy i to kiepsko.
Wprawdzie ortografia i gramatyka „naszego pupila” nie jest najlepsza, a i myśl również, ale „nobody’s perfect...” jak mawiają brytole, jeszcze kilka wpisów na blogu i sympatyczny Bolek na pewno się poprawi.

Gołym okiem widać, że eksperyment ze wstawieniem komputera do klatki przyniósł ciekawy materiał naukowy.
Okazuje się, że przodujemy w dziedzinie doświadczeń z Hominidae.
Daleko w tyle pozostają nawet Japończycy, których obiekt doświadczeń tylko malował obrazy i to kiepsko.
Wprawdzie ortografia i gramatyka „naszego pupila” nie jest najlepsza, a i myśl również, ale „nobody’s perfect...” jak mawiają brytole, jeszcze kilka wpisów na blogu i sympatyczny Bolek na pewno się poprawi.

„Gazeta Wyborcza” jak „Trybuna Ludu”
Jak podają serwisy internetowe, sąd w Warszawie uznał, że Jarosław Kaczyński nie musi przepraszać Agory. Chodzi o wypowiedź prezesa PiS z września 2007 i porównania „Gazety Wyborczej” do „Trybuny Ludu”.
Porównanie to, tak ubodło Michnika, czy też inne Łuczywo, że z płaczem i pozwem czym prędzej pobiegli do sądu na skargę.
Wydawnictwo Agora praktykuje ten sposób dyskusji z każdym, kto posiada inne niż oficjalnie przyjęte w firmie zdanie „na temat”.
Pomysłodawcą tej najbardziej demokratycznej formy dysputy jest sam Adam Michnik, wielki demokrata i odwieczny zwolennik pokojowego porozumienia między wszystkimi Polakami.
Znane są jego „zaproszenia do dyskusji”, wytaczane prof. Zyberowiczowi, IPNowi czy Rafałowi Ziemkiewiczowi.
Co kraj, to obyczaj.
A kraj Michnika to, jak widać sądy, knebel i jedna, jedynie słuszna myśl przewodnia. Taki to też obyczaj wytaczania procesów i pieniaczenia się.
Generalnie w sądownictwie III RP postęp jest znaczny, gdyż jeszcze niedawno orzekający w procesach z udziałem A. Michnika nie dopuszczali nawet zamiarów wykonania ruchu przeciw Red. Nacz. „GW” (casus Stanisława Remuszki, któremu zabroniono rozpowszechnianie książki o „GW”, gdyż mogły by naruszać „dobre imię” A. Michnika)
Dziś już zdarza się nawet, że nasze sądownictwo nie dość, że nie traktuje A.M. poważnie (sprawa Michnik-IPN) to jeszcze gra mu na nosie, jak w sporze Agora vs. Kaczyński.
Po głębszym zastanowieniu się musze przyznać jednak, tak po części rację „michnikowcom”. Porównanie „GW” do „Trybuny Ludu” nie jest do końca sprawiedliwe. Nie jest sprawiedliwe ale dla „Trybuny Ludu”.
Jest wiele podobieństw, ale też kilka różnic.
Jak pamiętają starsi, „TL” dysponowała kadrami niespójnymi i raczej z chęci materialnych niż zaangażowania światopoglądowego, dziennikarska brać średniego i niższego szczebla decydował się tam pracować (mowa oczywiście o latach 70-80 – te pamiętam).
„Gazeta” skupia natomiast zwartą grupę aktywnych i przekonanych o swojej misji dziennikarskiej, wychowanych na „Dziełach Michnika” żurnalistów, gotowych na wszystko.
O podobieństwach obu tytułów pisał nie będę, gdyż na „oko” je widać.
Przy próbie porównania „Gazety Wyborczej” osobiście skłaniał bym się ku postawieniu znaku równości np. z sowieckimi organami „Prawdą” czy „Izwiestią”. To z racji dyscypliny i jednomyślności w dążeniu do celu.
Ale to oczywiście rzecz gustu.
Wcale nie zdziwił bym się, gdyby teraz, tak dla odmiany do sądu pozwał Kaczyńskiego któryś z byłych Redaktorów Naczelnych „TL”.
Za szarganie dobrego imienia „TL”.
Ciekawe komu wtedy kibicował będzie Michnik?
Porównanie to, tak ubodło Michnika, czy też inne Łuczywo, że z płaczem i pozwem czym prędzej pobiegli do sądu na skargę.
Wydawnictwo Agora praktykuje ten sposób dyskusji z każdym, kto posiada inne niż oficjalnie przyjęte w firmie zdanie „na temat”.
Pomysłodawcą tej najbardziej demokratycznej formy dysputy jest sam Adam Michnik, wielki demokrata i odwieczny zwolennik pokojowego porozumienia między wszystkimi Polakami.
Znane są jego „zaproszenia do dyskusji”, wytaczane prof. Zyberowiczowi, IPNowi czy Rafałowi Ziemkiewiczowi.
Co kraj, to obyczaj.
A kraj Michnika to, jak widać sądy, knebel i jedna, jedynie słuszna myśl przewodnia. Taki to też obyczaj wytaczania procesów i pieniaczenia się.
Generalnie w sądownictwie III RP postęp jest znaczny, gdyż jeszcze niedawno orzekający w procesach z udziałem A. Michnika nie dopuszczali nawet zamiarów wykonania ruchu przeciw Red. Nacz. „GW” (casus Stanisława Remuszki, któremu zabroniono rozpowszechnianie książki o „GW”, gdyż mogły by naruszać „dobre imię” A. Michnika)
Dziś już zdarza się nawet, że nasze sądownictwo nie dość, że nie traktuje A.M. poważnie (sprawa Michnik-IPN) to jeszcze gra mu na nosie, jak w sporze Agora vs. Kaczyński.
Po głębszym zastanowieniu się musze przyznać jednak, tak po części rację „michnikowcom”. Porównanie „GW” do „Trybuny Ludu” nie jest do końca sprawiedliwe. Nie jest sprawiedliwe ale dla „Trybuny Ludu”.
Jest wiele podobieństw, ale też kilka różnic.
Jak pamiętają starsi, „TL” dysponowała kadrami niespójnymi i raczej z chęci materialnych niż zaangażowania światopoglądowego, dziennikarska brać średniego i niższego szczebla decydował się tam pracować (mowa oczywiście o latach 70-80 – te pamiętam).
„Gazeta” skupia natomiast zwartą grupę aktywnych i przekonanych o swojej misji dziennikarskiej, wychowanych na „Dziełach Michnika” żurnalistów, gotowych na wszystko.
O podobieństwach obu tytułów pisał nie będę, gdyż na „oko” je widać.
Przy próbie porównania „Gazety Wyborczej” osobiście skłaniał bym się ku postawieniu znaku równości np. z sowieckimi organami „Prawdą” czy „Izwiestią”. To z racji dyscypliny i jednomyślności w dążeniu do celu.
Ale to oczywiście rzecz gustu.
Wcale nie zdziwił bym się, gdyby teraz, tak dla odmiany do sądu pozwał Kaczyńskiego któryś z byłych Redaktorów Naczelnych „TL”.
Za szarganie dobrego imienia „TL”.
Ciekawe komu wtedy kibicował będzie Michnik?
wtorek, 25 sierpnia 2009
Kobiety na listy wyborcze!
Jak podaje prasa: „Premier chce, żeby kobiety miały pierwsze miejsca na połowie list PO w wyborach do Sejmu. Mężczyźni w Platformie są w szoku.
Zaczęliśmy go przekonywać, że mamy za mało lokalnych liderek. Ale sprawa jest chyba przegrana. Jak Donald rzuca jakąś koncepcję, bardzo się do tego przywiązuje - mówi polityk z władz Platformy.”
Niesłusznie.
Niepotrzebnie się Państwo martwicie i próbujecie zawrócić Pana Premiera ze słusznie obranej drogi.
Jak się okazało, kadry są i to mocne!
Zaczęliśmy go przekonywać, że mamy za mało lokalnych liderek. Ale sprawa jest chyba przegrana. Jak Donald rzuca jakąś koncepcję, bardzo się do tego przywiązuje - mówi polityk z władz Platformy.”
Niesłusznie.
Niepotrzebnie się Państwo martwicie i próbujecie zawrócić Pana Premiera ze słusznie obranej drogi.
Jak się okazało, kadry są i to mocne!
Etykiety:
Chlebowski,
Donald Tusk,
kobiety do Sejmu,
Niesiołwoski,
Platforma Obywatelska
Klon Bartoszewskiego na Salonie
Jak wszyscy dobrze wiemy, w dniu wczorajszym zostało zablokowane na Salonie24 konto „prezesury” BM24. Niejaki „Franek” i takaż „Maryla” zostali przez aminstratorów S24 zbanowani.
Napisano już o tym prawie III tomowe dzieło, a wypowiedzieli w sprawie już chyba wszyscy. Czy postąpiono słusznie, czy nie... Trwają przekonywania i wojna na argumenty.
Najzabawniejsze, jednak jest to, że w całej tej tragicznej historii najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy w ogóle nie wiedzą o co chodzi.
Dobrze znana na S24 Renata Rudecka-Kalinowska (bo to o nią głównie mi chodzi) w związku z w/w „aferką” nagle odżyła!
Niczym Lenin z mauzoleum do konserwacji, tak Renia wyskoczyła do dyskusji o zbanowanych.
Doczepiła się i dawaj i wpieriod... że to wszystko wina PiS, że chamy, i wreszcie wolność, i zwycięstwo.... liberte, egalite, fraternite i itd. itp.
Jednym słowem, w całej tej ofensywie brakowało tylko dźwięków „Spoza gór i rzek...” ale nie dam głowy, że tak wyrobiona aktywistka w zaciszu domowym, nie wspomagała się na duszy znaną melodią z młodości.
Ucieszyła się Renata niesamowicie, że mogła sobie ulżyć i wzorem co bardziej zasłużonych i „wypyszczonych” polityków platformowych popluć na niepokornych wobec władzy.
Mało istotne stało się, że główny wątek pozostał daleko w tyle, że szanowna Renia, nie zgłębiła go, ani nawet nie zapoznała się z nim.
Nie było takiej potrzeby, gdyż podobnie jak wielkich „platfiozów” Panią Rudecką-Kalinowską cechuje nieprzeparta wręcz potrzeba improwizowania „na dowolny temat”.
RR-K dała się już poznać na S24 z tej „najlepszej” strony, czyli z umiejętności wyplatania chamstwa razem z głupotami. Generalnie robi tam z powodzeniem za „maskotkę” lub może bardziej „przytulankę tuskoidalnych”, z wszytskimi cechcami i poziomem klasycznej pacynki
Pluje sobie zatem Renia, na wszystkich, z którymi jej nie po drodze, obrażając się przy tym na podłość i wulgaryzmy zwymyślanych.
Wzorem wystąpień „upiornego dziadunia” Bartoszewskiego czy też Stefana Kabel-Niesiołowskiego leje potoki smrodosłowia czy też jak kto woli bluzgów nie ma końca.
„Bydlaki. I ich zbydlęcone metody (...) Czemu mnie w ogóle nie dziwi ten Twój (wasz) parszywy światek? (...) Zbydlęcenie moralne to także Twoje pomówienia i oszczerstwa. Jesteś odrażający.(...) Gdzie nie poskrobiesz, przy którymkolwiek z tego towarzystwa - rozchodzi się smród zgnilizny. Ich brutalność, chamstwo - dawały im poczucie siły... (...)
Ulżyła sobie Renia i zapewne doładowała swoje nie najnowsze już akumulatory. Wyplotła też niezły kawał platformicznej materii. Trzeba przyznać uczciwie, że proporcji jednak nie zachowała. Głupot dodała więcej niż chamstwa
Z jej komentarzy dowiedzieliśmy się, że to ona i jej podobni to „prawica”, a cała reszta to komuniści ;))
Wychodzi na to, że na przykład Michnik, to lewe skrzydło polskiej prawicy, a Palikot katolicki jej odłam...
Ja się mogę z tego wszystkiego śmiać i pukać w czoło. Rudecka-Kalinowska natomiast nie ma powodów do śmiechu. Obsesje maniakalne są trudne w leczeniu, zwłaszcza w wieku zaawansowanym.
Moja rada?
Odwiedziny Andrychowa, (ul. Dąbrowskiego 19) w poniedziałek lub czwartek od godz. 7:00 - 18:00, albo też we wtorek, środę oraz piątek od godz. 7:00 - 14:00.
Z recepcji już pokierują dalej.
----------------------------------------------------------
Napisano już o tym prawie III tomowe dzieło, a wypowiedzieli w sprawie już chyba wszyscy. Czy postąpiono słusznie, czy nie... Trwają przekonywania i wojna na argumenty.
Najzabawniejsze, jednak jest to, że w całej tej tragicznej historii najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy w ogóle nie wiedzą o co chodzi.
Dobrze znana na S24 Renata Rudecka-Kalinowska (bo to o nią głównie mi chodzi) w związku z w/w „aferką” nagle odżyła!
Niczym Lenin z mauzoleum do konserwacji, tak Renia wyskoczyła do dyskusji o zbanowanych.
Doczepiła się i dawaj i wpieriod... że to wszystko wina PiS, że chamy, i wreszcie wolność, i zwycięstwo.... liberte, egalite, fraternite i itd. itp.
Jednym słowem, w całej tej ofensywie brakowało tylko dźwięków „Spoza gór i rzek...” ale nie dam głowy, że tak wyrobiona aktywistka w zaciszu domowym, nie wspomagała się na duszy znaną melodią z młodości.
Ucieszyła się Renata niesamowicie, że mogła sobie ulżyć i wzorem co bardziej zasłużonych i „wypyszczonych” polityków platformowych popluć na niepokornych wobec władzy.
Mało istotne stało się, że główny wątek pozostał daleko w tyle, że szanowna Renia, nie zgłębiła go, ani nawet nie zapoznała się z nim.
Nie było takiej potrzeby, gdyż podobnie jak wielkich „platfiozów” Panią Rudecką-Kalinowską cechuje nieprzeparta wręcz potrzeba improwizowania „na dowolny temat”.
RR-K dała się już poznać na S24 z tej „najlepszej” strony, czyli z umiejętności wyplatania chamstwa razem z głupotami. Generalnie robi tam z powodzeniem za „maskotkę” lub może bardziej „przytulankę tuskoidalnych”, z wszytskimi cechcami i poziomem klasycznej pacynki
Pluje sobie zatem Renia, na wszystkich, z którymi jej nie po drodze, obrażając się przy tym na podłość i wulgaryzmy zwymyślanych.
Wzorem wystąpień „upiornego dziadunia” Bartoszewskiego czy też Stefana Kabel-Niesiołowskiego leje potoki smrodosłowia czy też jak kto woli bluzgów nie ma końca.
„Bydlaki. I ich zbydlęcone metody (...) Czemu mnie w ogóle nie dziwi ten Twój (wasz) parszywy światek? (...) Zbydlęcenie moralne to także Twoje pomówienia i oszczerstwa. Jesteś odrażający.(...) Gdzie nie poskrobiesz, przy którymkolwiek z tego towarzystwa - rozchodzi się smród zgnilizny. Ich brutalność, chamstwo - dawały im poczucie siły... (...)
Ulżyła sobie Renia i zapewne doładowała swoje nie najnowsze już akumulatory. Wyplotła też niezły kawał platformicznej materii. Trzeba przyznać uczciwie, że proporcji jednak nie zachowała. Głupot dodała więcej niż chamstwa
Z jej komentarzy dowiedzieliśmy się, że to ona i jej podobni to „prawica”, a cała reszta to komuniści ;))
Wychodzi na to, że na przykład Michnik, to lewe skrzydło polskiej prawicy, a Palikot katolicki jej odłam...
Ja się mogę z tego wszystkiego śmiać i pukać w czoło. Rudecka-Kalinowska natomiast nie ma powodów do śmiechu. Obsesje maniakalne są trudne w leczeniu, zwłaszcza w wieku zaawansowanym.
Moja rada?
Odwiedziny Andrychowa, (ul. Dąbrowskiego 19) w poniedziałek lub czwartek od godz. 7:00 - 18:00, albo też we wtorek, środę oraz piątek od godz. 7:00 - 14:00.
Z recepcji już pokierują dalej.
----------------------------------------------------------
Subskrybuj:
Posty (Atom)
