poniedziałek, 1 grudnia 2008

Bolek na każdą okazję. Wielka Księga Przysłów.


Środowisko Platformy Obywatelskiej, ustami jednego z najbardziej inteligentnych przedstawicieli swoich kadr Zbiga Chlebowskiego, zapowiedziało projekt zmian w IPN i chęć pozbycia się stamtąd prokuratorów.
Podobno wielu Polaków doprowadzonych do tragedii poprzez działania IPN, zbawienia upatruje w Platformie Obywatelskiej i śle błagalne listy do Chlebowskiego oraz równie „bystrych” polityków w rodzaju Niesiołowskigo, Schetyny itp. w przerwie między rwaniem sobie włosów z głowy a podcinaniem żył.

"Trzeba zmienić rolę, zadania Instytutu, który (...) nie może pełnić takiej roli jak dzisiaj, nie może zatrudniać pseudo-historyków, którzy obrażają największe polskie autorytety" – powiedział Zbigniew Chlebowski.


Powyższa wypowiedź najwyraźniej powstała na życzenie „największego polskiego autorytetu” – Wielkiego Elektryka. Nie przewidział on wszak, ze innych autorytetów (może prócz Ojca Oberredaktora ) nikt z IPN nie starał się nawet obrażać. Dlatego też „przodowy śrubokrętowy” poczuł się wyobcowany i samotny jak palec.


Pomóżmy temu Panu, który wpadł we własne sidła i osamotnił się dobrowolnie.
Co zrobić, aby imię „ałtorytetu peło” wróciło na usta rodaków?
Co zrobić aby krajanie, nawet nieświadomie myśleli o „największym ałotorytecie” i mięli Go dla siebie w każdej chwili?


Zaproponuję prosty zabieg. Nie od dzisiaj wiadomo, że Polacy szczególnym uwielbieniem darzą przysłowia, które jak mawiamy są mądrością narodu. Każda Polska i każdy Polak codziennie kilka razy, wypowiada jakąś sentencję ze staropolskim morałem.


Dlatego wzywam rodaków do łączenia imienia „europejskiego mędrca” z treścią „mądrości ludowych”. W ten sposób połączymy przysłowiowe miłe z przysłowiowym pożytecznym.
Na początek kilka przykładów z Wielkiej Księgi Przysłów „Bolek na każą okazję” .
Czerpcie obywatele pełnymi garściami:

A
Aksamity, atłasy „Bolka” nie czynią.
Ani w Boga wierzy, ani się „Bolka” boi.

B
„Bolek” rośnie w miarę jedzenia.
„Bolka” diabli nie biorą.
„Bolek” z wozu, koniom lżej.
„Bolkowi” zawsze wiatr w oczy.
„Bolkowi” diabeł dzieci kołysze.
„Bolkowi” to i byk się ocieli
„Bolek” dwa razy traci.
„Bolek” na uchu, a wesz na brzuchu.
„Bolek” jak odżyje, to cię torbą zabije.
„Bolek”, kiedy milczy, za mądrego ujdzie.
„Bolek” ma zawsze szczęście.
„Bolków” nie sieją, sami się rodzą.
„Bolek” i ryba trzeciego dnia cuchnie.
„Bolek” nie w porę gorszy Tatarzyna.
„Bolek” myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli.
„Bolek” mądrzejsze od kury.
„Bolek” ma krótkie nogi.
„Bolek” zawinił, cygana powiesili.
„Bolek” krukowi oka nie wykole.
„Bolek” nie śpi.
„Bolek” jest wrogiem dobrego.
„Bolki” chodzą parami.
„Bolka” oko konia tuczy.
„Bolek” szczęścia nie daje.
„Bolek” ogrodnika; samemu nie zje i drugiemu nie da.
„Bolek” nie zając, nie ucieknie.
„Bolek” w oczy kole.
„Bolek” „Bolka” myje.
„Bolek” ma wielkie oczy.
„Bolek” bez butów chodzi.
„Bolki” mają uszy.
„Bolek” brzytwy się chwyta.
„Bolkowi” we wszystkim ładnie.
Być „Bolkiem” u nogi
Być „Bolkiem” swojego losu.

C
Chcesz „Bolka” stracić? – Pieniędzy mu pożycz.
Chcesz się dowiedzieć prawdy o sobie, pokłóć się z „Bolkiem”.
Co dwa „Bolki”, to nie jeden.
Co „Bolek”, to obyczaj.
Co ma „Bolek” do wiatraka?
Co wolno „Bolkowi”, to nie tobie smrodzie.
Czego „Bolek” się nie nauczy, tego Bolesław nie będzie umiał.
Czuć się jak „Bolek” w wodzie.
Czym „Bolek” za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
„Bolek” to pieniądz.
Człowiek człowiekowi „Bolkiem”.

D
Daj „Bolkowi” grzędę, on: "jeszcze wyżej siędę!"
Darowanemu „Bolkowi” w zęby się nie zagląda.
Dobrego więzienie nie zepsuje – „Bolka” Kościół nie naprawi.
Dobry „Bolek”, zły sąsiad.
Dobrymi „Bolkami” piekło jest wybrukowane.
Do ludzi po naukę, do „Bolka” po koszulę.
Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się „Bolek” nie urwie.
Drzeć z kimś „Bolki”
Dwóch było „Bolków” na świecie: jeden co dawał, drugi, co nie chciał brać.
Dzieci i „Bolki” głosu nie mają.

G
Gdy „Bolek” wejdzie w moją puszczę, to „Bolek” mój.
Gdy się „Bolek” spieszy, to się diabeł cieszy.
Gdzie diabeł nie może, tam „Bolka” pośle.
Gdzie „Bolka” rąbią, tam wióry lecą.
Gdzie dwóch się bije, tam „Bolek” korzysta.
Gdyby ciocia miała wąsy, byłaby „Bolkiem”.
Gdzie „Bolka” rada, tam zwada.
Gdzie „Bolków” sześć, tam nie ma co jeść.
Głaszcz „Bolka”, to cię kopnie. Kopnij „Bolka”, to cię pogłaszcze.
Głodny „Bolka” nie zrozumie.
Głodny „Bolka” się nie boi.

H
Hulaj „Bolek”, piekła nie ma.

I
I kwaśnego „Bolka” robak toczy.
Idzie „Bolek” kuj buty.

J
Jaka „Bolek”, taka mowa.
Jak „Bolek” Bogu, tak Bóg „Bolkowi”.
Jak pies je, to nie szczeka bo mu „Bolek” ucieka.
Jak się człowiek śpieszy, to się „Bolek” cieszy.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi „Bolka”.
Jak za króla Sasa. Jedz, pij i popuszczaj „Bolka”.
Jeden „Bolek” wiosny nie czyni.
Jeszcze się taki nie urodził, co by „Bolkowi” dogodził.
Jeśli nie potrafisz, nie pchaj „Bolka” na afisz.

K
Kapelusik z piórami, a „Bolki” wyłażą dziurami.
Każdy „Bolek” ma dwa końce.
Każdy „Bolek” ma swój koniec.
Kląć jak „Bolek”.
Kombinuje jak „Bolek” pod górę.
Kto ma pszczoły ten ma miód, kto ma „Bolka” ten ma smród.
Kto z „Bolkiem” wojuje, ten od miecza ginie.
Kto rano wstaje, temu „Bolek” nie daje.

L
Leje jak z „Bolka”.
Lepiej z mądrym zgubić niż z „Bolkiem” znaleźć.
Lepszy wróbel w garści niż „Bolek” na dachu.

Ł
Łatwiej „Bolka” obcinkować niż go później pogrubasić.
Łatwowierność rodzi „Bolków”.

M
Ma coś z „Bolka” – zakuty łeb.
Mały „Bolek”– mały kłopot, duży „Bolek” – duży kłopot.
Mądry „Bolek” po szkodzie.
Modli się pod figurą, a „Bolka” ma za skórą.
Mówił „Bolek” do obrazu, a ten do niego ani razu.

N

Na pochyłe drzewo każdy „Bolek” wlezie.
Na „Bolku” czapka gore.
Natura ciągnie „Bolka” do lasu.
Nawet „Bolkowi” nie zaszkodzi nauka.
Ni to pies, ni norka, coś na kształt „Bolka”.
Nie budź „Bolka”, kiedy śpi.
Nie chcesz słuchać matki ni ojca, to posłuchaj „Bolka”.
Nie chwal dnia przed zachodem „Bolka”.
Nie kupuj „Bolka” w worku.
Nie mów „Bolek”, póki nie przeskoczysz.
Nie ma dymu bez „Bolka”.
Nie ma róży bez „Bolka”.
Nie ma tego złego, co by na „Bolka” nie wyszło.
Nie masz na „Bolka” lekarstwa.
Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie „Bolka”.
Nie od razu „Bolka” zwerbowano.
Nie pomoże puder, róż, kiedy „Bolek” stary już.
Nie rób „Bolkowi”, co tobie nie miłe!
Nie samym „Bolkiem” człowiek żyje.
Nie „Bolek” zdobi szatę, lecz szata zdobi „Bolka”.
Nie taki „Bolek” straszny, jak go malują.
Nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku – „Bolek” się śmiał i to samo miał.
Nie „Bolki” garnki lepią.
Nie ucz „Bolka” dzieci robić.
Nie widział „Bolek” słońca.
Nie wie „Bolek” co język bełkocze.
Nie wsadzaj „Bolka” do cudzego prosa.
Nie wszystko „Bolek”, co się świeci.
Nie wywołuj „Bolka” z lasu.
Niedaleko pada „Bolek” od jabłoni.
Nikt się „Bolkiem” nie rodzi, ale staje.

O
O „Bolku” się nie mówi, „Bolka” się ma.
Od „Bolka” rozum krótki.

P
Pasuje jak piąty „Bolek” u wozu.
Pasuje jak „Bolkowi” siodło.
Póty „Bolek” wodę nosi, póki się ucho nie urwie.
Pokorny „Bolek” dwie matki ssie.
Potrzebne jak „Bolek” w moście.
Potrzebne jak „Bolkowi” dzwonek na polowaniu.
Poznasz „Bolka” po śmiechu jego.
Prawdziwego „Bolka” poznaje się w biedzie.
Przyjaciela szukaj blisko, „Bolka” daleko.
Psy szczekają, a „Bolek” idzie dalej.

R
Raz na „Bolku”, raz pod „Bolkiem”.

S
Słówko wyleci wróblem, a powróci „Bolkiem”.
Słońcu i „Bolkowi” nigdy się w oczy nie patrzy.
Słowo się rzekło, „Bolek” u płota.
Służ „Bolkowi” wiernie, on ci za to pierdnie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, „Bolkiem”.
Samotnemu cały świat „Bolkiem”.
Siejesz „Bolka” zbierasz głupich
Strzeżonego „Bolek” strzeże.
Swoje „Bolki” trzeba prać w domu.

T
Trafił „Bolek” na kamień.
Trafił się ślepej kurze „Bolek”.
Tylko „Bolek” zdania nie zmienia.

U
U „Bolka” zawsze po obiedzie.
Ubogi żywi się jak może, a „Bolek” jako chce.
Ubogiemu dzieciątko, „Bolkowi” cielątko.
Ubrał się, jak „Bolek” w pawie pióra.
Ubrał się, jak „Bolek” w Boże Ciało.
Ucieka, jak „Bolek” na kradzionym koniu.
Uczonego zawsze kochają „Bolkiem” wszędzie pogardzają.
Uczył „Bolek Tuska, a sam głupi jak kózka .
Uderz w stół, a „Bolek” się odezwie.
Umiesz liczyć, licz na „Bolka”.
Upił się jak „Bolek”.
Uroda rzecz nietrwała.
Urodził się – ochrzcili, podrósł – ożenili, umarł – pochowali i na grobie napisali, że był „Bolek”.

W
W czerwcu się okaże, co nam „Bolek” da w darze.
W starym „Bolku” diabeł pali.
W zdrowym ciele zdrowy „Bolek”.
Wesoło w maju jak u „Bolka” w gaju.
Widać po słowie co u „Bolka” w głowie.
Wiedzą sąsiedzi, jak „Bolek” siedzi.
Wszędzie dobrze, ale u „Bolka” najlepiej.
Wszędzie dobrze, gdzie „Bolka” nie ma.
Wybiera się, jak „Bolek” za morze.
Wystroił się jak „Bolek” w Boże ciało.
Wyszłedł „Bolek” z worka.

Z
Z deszczu pod „Bolka”.
Z dużej chmury mały „Bolek”.
Z dzieła poznaje się „Bolka”.
Z pustego i „Bolek” nie naleje.
Z tego „Bolka”chleba nie będzie.
Za dukata „Bolek” sprzeda brata.
Zgoda buduje, „Bolek” rujnuje.

piątek, 28 listopada 2008

"Big Bolek" ruszył!



Wczoraj Prezes Fundacji Instytutu Lecha Wałęsy Piotr Gulczyński zaatakował jednego z reporterów, którzy relacjonowali posiedzenie sądu ws. Lecha Wałęsy i Grzegorza Brauna.

Był to pilotażowy odcinek nowej edycji znanego reality-show, pod nową nazwą „Big Bolek”. Gulczyński („Gulczas2”) to wschodząca gwiazda programu. Ładny, schludny a i w gębę dać potrafi. Zrazu przypadł do gustu Wielkiemu Bolkowi, któremu najprostsze rozwiązania podobają się najbardziej. „Wielki Bolek” uśmiał się i zapowiedział pomoc w łagodnym traktowaniu „Gulczasa2” podczas jego kolejnej wizyty w „Pokoju Zwierzeń”.

wtorek, 25 listopada 2008

Sztandar wprowadzić!

Pod koniec stycznia 1990 roku rozwiązana została Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Była z przymusu „przewodnią siłą narodu” przez czterdzieści dwa lata i raczej z polskością oraz robotnikami nie miała nic wspólnego. Jedno co trzeba przyznać, faktycznie byłą zjednoczona i zwarta w swojej sowieckości. Liczyła (w najlepszym momencie) ok. 3 000 000 członków, z tego najwyżej 10-15% tych ideowych komunistów. Dziś to już tylko wspomnienie. Kontynuatorzy idei oraz dziedzictwa PZPR czyli SLD z racji braku przymusu należenia do polskiej lewicy, bardzo marnie prezentują się liczbowo. Tylko 72 000 członków i 5% sympatyków w całym kraju.

Z powyższych danych wynikałoby, że lewicowe oraz komunistyczne idee odchodzą do lamusa, jak niegdyś wyprowadzony sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Nic bardziej mylnego. Pod płaszczykiem liberalno-prawicowych haseł i braterstwa powstała w kraju PZPRbis – FU (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza bis - Frakcja Ukryta), która rośnie w siłę i po woli zaczyna dominować na scenie politycznej.
Mężni jej członkowie, za punkt numer jeden przyjęli działania mające na celu przestrzeganie ustawy z dnia 10 lutego 1976 roku, o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a szczególnie art. 3A p. 2, dotyczącego konstytucyjnego zapisu o umacnianiu współpracy i przyjaźni ze Związkiem Sowieckim. Wprawdzie dawny ZSRS już nie istnieje, lecz obecna putinowska Rosja (niewiele różniąca się od Kraju Sowieckiego) domaga się nadal szanowania jej praw i przywilejów w Polsce, o co też światli członkowie PZPRbis-FU walczą bohatersko!


Widać to zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych spięć i nieporozumień. Wystarczy choćby najmniejsze działanie nie po myśli Moskwy a zaraz w bój rusza wataha bojowa PZPRbis-FU. A siła ich ogromna. Prócz zwykłej pokomunistycznej ludzkiej masy upadłościowej w rodzaju Millera, Oleksego, mgr Olka i innych, przewodnią siłę patii stanowią ich dawni przyjaciele z innych ugrupowań politycznych, zjednoczeni dziś pod wspólnym punktem. Punktem numer 2, artkułu 3A!


Przy okazji sowieckiego ataku w Gruzji na delegację z Prezydentem RP, głos zabierali chyba już wszyscy. Cały kraj żył tym wydarzeniem. Cały kraj też komentował. I właśnie po tych komentarzach widać najbardziej jak liczna jest PZPRbis-FU. Po wypowiedziach wielu członków obecnej władzy wykonawczej oraz sejmu, ma się nawet wrażenie że liczą na jakąś dobrze płatną robotę na Kremlu, bądź fotel gubernatora tu w Polsce pod rządami Putina. Szczególnie warta odnotowania jest wypowiedź „Kaprala Sejmu” Komorowskiego – niegdyś bohaterskiego działacza podziemia, dostarczyciela jednej ulotki w Stanie Wojennym i tygodniowego internowanego (po tygodniu mama kazała mu wrócić już do domu).


Tenże osobnik raczył określić atak sowiecki na Prezydenta RP mianem „jaka wizyta, taki zamach”. Nie mam na celu opisywać chamstwa czy też głupoty Bronisława Komorowskiego. Za takie wypowiedzi należy po prostu dać w twarz (o ile tenże osobnik ją posiada) i tyle. Postawa Komorowskiego jest symbolem zbiorowego stosunku jemu podwładnych do Urzędu Prezydenta, do Ojczyzny. Jest symbolem moskiewskiego lizusostwa.


Teraz czekamy jeszcze na wypowiedzi przedstawicieli tzw. grupy specjalnej troski (w łonie PO) Bartoszewskiego, Niesiołowskiego, Palikota i Pitery. Oni również mogą wnieść wiele do narodowej debaty i umacniania przyjaźni z putinowską Rosją.


Wielkie szczęście, że nawałnica bolszewicka dotknęła nasz kraj grubo ponad osiemdziesiąt lat temu. Szczęście, bo nie było wtedy w Polsce Millerów, Oleksych, Olków, Komorowskiego wraz z całą PO i oczywiście Gazety Wyborczej. Wielki zapał i umiłowanie Ojczyzny pomogły obywatelom obronić nasz kraj i odeprzeć rosyjską zarazę.


W dzisiejszych czasach, prawdopodobnie już po tygodniu sowieckie wojska Putina gościły by w Warszawie. Mając takich zaufanych towarzyszy, jak członkowie PZPRbis-FU mogłyby działać na dwóch frontach.
A Europa, cóż jak zawsze by nam pomogła :)



P.S. Na temat gruzińskich wydarzeń wypowiedział się też (oczywiście jak zawsze) Pan Wałęsa. Analizą jego wypowiedzi zajęli się już stosowni lekarze specjaliści. Należy liczyć się z najgorszym - może to być nawrót choroby.

Amfetaminka, wódeczka... A kiedy czas na strzykaweczki?

Najwyraźniej potaniała wódka, lub poseł Palikot wprowadził deputat wódczany dla członków własnej partii. Najwyraźniej, bo na przestrzeni kilku dni, aż dwóch prominentnych działaczy PO (Grzegorek i Kosecki) raczyło się naprać jak przysłowiowe szpadle.

Pan Grzegorek, to były wiceminister zdrowia, niegdyś zdymisjonowany za jakieś przekręty , a Pan Kosecki to sławny futbolista a nawet reprezentant naszego kraju (również wielbiciel godła państwowego, którym to niemiłosiernie poniewierał wraz z koszulką narodową po przegranym niegdyś meczu ze Słowacją w 1995 roku).

O ile Grzegorek padł gdzie stał (?) i zasnął na korytarzu sejmowym, czym wzbudził ogólne zaciekawienie fotoreporterów „Faktu”, o tyle Kosecki po zaspokojeniu wielkiego pragnienia, dotarł na salę obrad sejmu i wielce zainteresowany wystąpieniami innych parlamentarzystów wiercił się, robił głupie miny i pokazywał język (z nieestetycznym białym nalotem lub pianą).

Po miłośnikach amfetaminy - Łuczaku i Atamańczuku, gorzałki-palikotówki – Koseckim i Grzegorku czas na innych działaczy PO, lubujących się w innych wyszukanych używkach.

Teraz to zaszokować mogą już tylko jakieś strzykawki z kompotem, grzyby halucynogenne lub diabli wiedzą co jeszcze.

Niemożliwe?! Nie bądźmy wszak ludźmi małej wiary. Poczekajmy kilka dni.

Ja wierzę w kadry platformersów. Peowiec potrafi!

--------------------------------------------------------------------------

Dziś dwa plakaciki. Oczywiście "na czasie"!

poniedziałek, 24 listopada 2008

Proletariusze wszystkich krajów łączcie się! Za Rodinu, za Putinu...

Sowieckie lobby w Polsce ma się dobrze. Starzy towarzysze ze starymi sympatykami kształcą młode kadry i dzięki temu ciągłość tradycji polskiej lewicy zostaje zachowana. Dzieje się tak na wszelkich możliwych odcinkach. Wczorajsza sowiecka prowokacja podczas wizyty Prezydenta w Gruzji uświadomiła to dobitnie. Wystarczyło posłuchać niektórych komentarzy w TVN, Polsacie czy np. TKM (Telewizji Każdego Matoła) Superstacji – zgroza i przerażenie.

Od wczoraj „najtęższe umysły” oraz ich świta, starają się udowodnić, że Rosji nie należy drażnić i pokornie spuszczać głowę otrzymując kolejne razy. O dziwo zarówno z prawa jak i z lewa sypią się ataki na Prezydenta za decyzję odwiedzin terenów przygranicznych. W przypadku SLD, prawdopodobnie do dziś powiązanego „biznesowo” z putinowską Rosją takie zachowanie nie dziwi, to w przypadku obozu „różowego” (PO-PSL) budzi zdumienie.

Może ich reakcja podyktowana jest zazdrością i zawiścią? Wszak obecnie panujący odwagą i stanowczością nie grzeszą. Oczywiście w stosunkach z własnymi obywatelami, gęby pełne frazesów i butnych oświadczeń lecz już na forum międzynarodowym lizusostwo i tchórzliwy konformizm.
Dla polityka pokroju „Muppeta” Tuska każdy przejaw własnej inicjatywy w polityce zagranicznej jest powodem do strachu, gorączki i bólu głowy. Ponadto jest kompletnie niezrozumiałe, jak można się poruszać nie będąc sterowanym z UE.

Nie próżnuje też oczywiście „GW” organ kuźni „michnikizmu i kuronizmu”. Niejaki Marcin Wojciechowski (pseudonim?) zapewne za namową lojalnych wobec sowietów towarzyszy opublikował wyjątkowo głupawy tekst i nawet nazwał wizytę Prezydenta Kaczyńskiego awanturnictwem. To jest właśnie to, co zbliża „GW” do poziomy niegdysiejszej „Trybuny Ludu” – sowiecki wasalizm i wręcz aparatczykowska głupota. Właściwie całego tekstu nie trzeba czytać, wystarczy tylko pierwsze trzy zdania i sens jest aż nadto widoczny:

„Lech Kaczyński najwyraźniej wiedział, że na posterunku kontrolnym przy granicy Osetii Południowej stacjonują Rosjanie. Jego wyprawa wraz z prezydentem Gruzji, by odwiedzić obóz dla uchodźców przy granicy z Osetią była więc prowokacją, żeby pokazać światu, jak Moskwa realizuje plan pokojowy o wycofaniu swoich wojsk z Gruzji. A raczej jak go nie realizuje.”

Ot, to! Szanowni Państwo, nie jest to fragment skopiowany z „Prawdy” czy też innej sowieckiej gadzinówki. To fragment tekstu pt. „Prezydent Kaczyński przesadził w Gruzji” zamieszczonego w dzisiejszej „GW” (ponoć, jak sama podaje – Polskiej gazecie).

Dla autora (Wojciechowskiego) godnym napiętnowania i nazwania prowokacją jest próba odwiedzin obozu dla uchodźców, znajdującego się na terenie odwiedzanego, suwerennego państwa, a bandycki atak putinowskich żołdaków panoszących się przy granicy z Osetią to odpowiedź na prowokację! Prowokacją też jest próba pokazania całemu światu, że putiszyści mają w nosie (lub też jeszcze głębiej, w innej części ciała) cały pakt pokojowy i dalej robią co chcą na przygranicznych terenach.

Zdaniem autora (choć diabli wiedzą, kto był autorem, Wojciechowski czy rzecznik prasowy Ambasady Rosj?) „demaskatorskiego” artykułu w „GW” jedyną drogą pomocy Gruzji, jest droga, którą podąża tzw. Europejska Unia. To znaczy, nie robić nic a w międzyczasie raz na jakiś czas pościskać się z Putinem i przyjaźnie poklepać. To ma się nazywać Partnerstwo Wschodnie UE.

Nie od dziś wiadomo, że lewacka Europa boi się sowietów. Właściwie jest to dziwny stan przypominający syndrom bitej żony. Boi się ale kocha i nie da zrobić krzywdy zwyrodniałemu mężowi. Dlatego ani Merkel ani Sarkozy ani Brown czy inny Zapatero nie zrobią nic, co mogło by urazić Rosję.

Europejski Parlament, zdominowany przez neosowiecki (lub w wypadku niektórych naszych parlamentarzystów starosowiecki) aparat również nie kiwnie palcem. To nawet trudno się dziwić, skoro np. jego jednym z wiceprzewodniczących jest TW Jerzy – Marek Siwiec, a szefami największych frakcji, czerwoni lewaccy propagandziści i zadumiarze – Schulz i Cohn-Bendit.

Putin rulez - jak mawia młodzież.


A dla wszystkich obrońców czci i wiary rosyjskich towarzyszy – Order Putina I klasy.





















P.S> TW Jerzy (Marek Siwiec) również „dał głos”. Dla odmiany w Dzienniku. Oczywiście jak przystało na uczciwego komunistę i pezetpeerowca potępił i napiętnował. W TVN rozparty na fotelu Oleksy (kłamca lustracyjny i agent Olin) bronił jak przysłowiowy lew sowieckich towarzyszy.
Proletariusze wszystkich krajów łączą się!

czwartek, 20 listopada 2008

Co mógł autor mieć na myśli nadając taki tytuł?

Ponieważ jestem człowiekiem leniwym i do tego z gatunku tych, którzy wolą pisać niż czytać. Rzadko wgłębiam się w lekturę informacji na portalach internetowych. Za zwyczaj „przelecę je po łebkach” i to mi wystarczy. W ten sam sposób (wg. moich informacji) postępuje duża część rodaków. Dlatego wzrosła waga tytułu. Tytułu, który ma zachęcić do czytania, który zaciekawi, zakręci, zainteresuje, który wiele wyjaśni, jednocześnie nie mówiąc nic.

Pomyślałem sobie, że warto zaryzykować i przeprowadzić taki oto test. Wybrałem z internetowych portali kilka ciekawych tytułów i bez czytania smętnych i nudnych artykułów zamieszczonych pod nimi, postanowiłem krótko i węzłowato streścić „co mógłby autor mieć na myśli” oraz czego mogły dotyczyć.
No i tak:

Miłość na fotelu u dentysty (Życie Warszawy)
Czyżby było to „w pakiecie” po wejściu w życie reformy Pani Kopacz?

Tablice niepamięci o Żydach (GW)
Jakaś nowa forma czczenia „narodu wybranego”?

Pijany chciał zgwałcić młodą dziewczynę (policja.pl)
A może po prostu źle zrozumiał słowa Premiera o „polityce miłości”.
Kto tam dojdzie za pijanym i wyborcami PO...?

Kurtyka: dziennikarze byli bardziej służalczy od naukowców (PAP)
Jaka będzie odpowiedź naukowców? Czy będą w stanie wygrać tę rywalizację?
Na marginesie: a gdzie protest honorowego (?) Prezesa SDP?

Izrael: krwawe porachunki żydowskich mafii (onet.pl)
Ciekawe czy delegacja SLD również brała udział...?

Kobieta w polskiej TV nie może być stara (PAP-GW)
No właśnie! Tymczasem gdyby nie dwóch ostatnich prezesów, to do dziś oglądali byśmy w „okienku” panie pokazujące się niegdyś jeszcze w odbiorniku „Wisła” oraz pamiętające akademie w radiokomitecie z gościnnym udziałem Władysława Gomułki.
Na szczęście w polskiej prasie może być kobieta stara. Ku radości „Gazety Wyborczej”

CBA zastrasza inspektorów badających fundację prezesa PiS (GW)
Niesamowite. Chodzą za nimi pohukując a w nocy przemykają się pod oknami tychże inspektorów w białych prześcieradłach. Oczywiście również stosują stary sposób straszenia t.j. nagłego wyskakiwania zza rogu i machania rękoma nad głową.

Premier Tusk wrócił z wizyty w Katarze i Kuwejcie (PAP)
No i całe szczęście! A już się tak martwiłem, że nie wróci. Wprawdzie z katarem ale jest cały i na miejscu! A tak na marginesie, to powinien ktoś zaaplikować Panu Premierowi polopirynkę przed wylotem. Tak na wszelki wypadek.

Ostatni pobór do wojska w grudniu 2008 roku (PAP)
Fajnie. Później to tylko Klich ze „Strzelcem” Komorowskim będą bronić Naszej Ojczyzny.

Studenci bronią profesora, który miał donosić SB (PAP)
Czyżby członkowie „Klubu Miłośnika GW”? Ewentualnie może być to tylko Młodzieżówka PO pod dowództwem Michała Boniego.
Ale zaraz, nie rozumiem: "miał donosić". A co? Nie donosił, nierób jeden!

Związkowcy zdziwieni wypowiedzią Chlebowskiego (PAP)
Myślę, że sam „Mołek” Chlebowski również! Obojętnie czego by ta wypowiedź dotyczyła.

Raport: Polacy jedzą mało warzyw, dużo palą (PAP)
Niech to będzie przestrogą dla rządzących. Może znów się okazać, że związkowcy tak się przejmą raportem i spalą kilkadziesiąt opon przed ministerstwami. Co do warzyw nie orientuję się.

Kolejarze przepraszają, ale będzie nowy protest (PAP)
Porządni ludzie, przynajmniej przepraszają.
A kto mnie, do k....y nędzy przeprosi za ten rok eksperymentów na ludziach dokonywanych pzrez PO?

Somalijskimi piratami zajmą się nasi prokuratorzy (tvp.info)
No to mają przegwizdane! Ćwiąkratura już takie dowody im przedstawi, że wszystkich zapuszkują. Podobno nawet Julia Pitera rozpoczęła już prace nad tajnym raportem z działalności somalijskich piratów. Bójta się!

Włoscy Żydzi nie chcą, aby Kościół modlił się o ich nawrócenie (GW)
Mają zapewne nadzieję, żę nawrócą się i bez tego.

Dzwonię i słyszę nieznajomego: "Halo, k...a" (GW)
Czyżby znów Michnik z Rywinem ucięli sobie przyjacielską pogawędkę?

Eleonora Bergman: Żydzi nie mają w Polsce muzeów (GW)
Podobnie jak Cyganie, Litwini, Estończycy i Eskimosi. Czy Was wszyscy to trzeba opieprzyć, żebyście zrobili w końcu te swoje muzea?!

Żydzi oskarżają IPN (GW)
Odwet za Bermana, Mietkowskiego i Morela?!

By biło się lepiej. Wszystkim!


Media podały, że pewien wysoko postawiony dziś gość pojechał wraz z żoną do Stanów Zjednoczonych i tamże ponoć spuścił tejże małżonce łomot. Wezwana policja wsadziła gościa w kajdanki i odstawiła na komisariat, gdzie zaopiekowała się mim przez następne 24 godziny. Działo się to tuż przed „godziną zero” 31 grudnia i w związku z tym, co oczywiste, tenże gość spędził noc sylwestrową wraz z małżonką w celi komisariatu w towarzystwie podobnych mu miłośników boksu, judo i innych sportów walki.

O północy życzeniom i winszowaniom nie było końca, a toast wzniesiono cienką (jak to bywa w Ameryce) kawą z automatu. Później gościa i małżonkę wypuszczono.
Jako, że gość języki obce, co najwyżej widział na zdjęciu lub poczcie podczas lizania znaczków – nie umiał ni w ząb porozumieć się z policją.

W sobie tylko znany sposób udało mu się w końcu poinformować stróżów prawa, że jest on, najprościej mówiąc bezrobotnym dyplomatą, bez środków do życia i bez konta bankowego – jednym słowem gołodupcem (wówczas na 77. miejscu listy najbogatszych Polaków tyg. Wprost) .
W związku z tym, że urzędnicy tępej amerykańskiej administracji nie czytują Wprost – dali się oszukać i przyznali gościowi darmowego adwokata.

Tak to gość – biedujący milioner, odbył przygodę swojego życia w Stanach Zjednoczonych. Piękna historia zawierająca tak wielkie ładunek przeżyć, że gość nie podzielił się nią z nikim, wyłączając najbliższych znajomych.

Ech, biedak to ma klawe życie!
Może wyjechać za ocean, nałomotać żonę i jeszcze za wszystko zapłaci skostniały aparat władzy (naszej czy też amerykańskiej) .Warto biedować.