Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kutz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kutz. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 maja 2010

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”: K. Kutz

"Autorytety Platformy Obywatelskiej”.
Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców.
Dziś odcinek 5 – Kazimierz Kutz

niedziela, 9 maja 2010

Tragedia oczami gnoma

Byliśmy dziś na Nowych Powązkach. Widzieliśmy mogiły tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem.
Stasiak, Melak, Handzlik, Przewoźnik, Szczygło, Doraczewska, BORowcy, stewardesy, Piloci...
Przystanęliśmy na chwile, zapaliliśmy „światełko”. Jeszcze w pamięci przewinęły się twarze tych, którzy całym sercem zaangażowali się w pracę dla Rzeczpospolitej i w trakcie misji państwowej odeszli. Przykro zrobiło się i szaro, mimo że pogoda wyjątkowo słoneczna dziś była.

Nastrój zadumy i wyciszenia przerwało mi wspomnienie wczorajszego programu, nadanego w TVN.
Rozmowa, o ile można to tak nazwać, dziennikarza tej stacji z Elżbietą Jakubiak i peowskim senatorem Kutzem.
Żyję już wiele lat na świecie, wiele rzeczy widziałem i słyszałem. Przeżyłem Leppera na mównicy, pijanego Kwasniewskiego w Charkowie, śpiącego Kmorowskiego w czasie obrad sejmu, a z drugiej strony comiesięcznie objawione głupoty Lecha Wałęsy, wytrząsane wraz ze śliną, nieartykułowane zrywki słów Władysława Bartoszewskiego czy nawiedzone słowotoki Stefana Niesiołowskiego (po psychotropach?).

To wszystko jest jednak niczym, przy nieopisanej wręcz nikczemności i bezmózgowej wrednej manipulacji wyprodukowanej przez „moralne nic” rodem ze Śląska, a zwące się Kutz.
Istnieją granice, których przekroczyć nie wolno. Istniej szacunek dla zmarłych oraz szacunek dla żałoby. Z tego kpić i szydzić nie wolno nikomu. Nie wolno też włazić nikomu w jego sumienie i uczucia, deptać i wycierać sobie czerwonej gęby o nie. Nie powinien tego robić nikt, a zwłaszcza człowiek o całkowitym braku moralności i mętnej konformistycznej przeszłości. Gnom latający z pederastami na parady i były kompan od wódki komunistycznych notabli ze Śląska.

Te oto indywiduum (na zlecenie, czy z własnej inicjatywy) miało czelność atakować sztab Jarosława Kaczyńskiego, za to że wykorzystują czerń w kampanii wyborczej. Ma to być zdaniem Kutza „czarna kampania”. PiS powinien już o wszystkim zapomnieć i skończyć z tym opłakiwaniem. Dostało się też Elżbiecie Jakubiak za czarną kreację w studio.
Kutz starał się był arbitrem obyczajów i oazą wiedzy religijnej, oznajmiając swe mądrości niczym Papież dogmaty. Ustalał terminy żałoby oraz długość jej trwania, zapominając o tym , że sam jest ateistą i bliżej mu do wojujących postkomunistów niż jakiegokolwiek kościoła.
„Dziesięć dni i koniec żałoby” – bredził.
Perfidny starzec miał czelność brudnym czerwonym paluchem, grzebać w ludzkich uczuciach i to na wizji. Radość sprawiało mu, że siedząca obok Elżbieta Jakubiak miała łzy w oczach.
Więcej taktu wobec opłakujących swoich bliskich mięli nawet hitlerowcy, wielu z nich przynajmniej okazywało kobietom szacunek w obliczu tragedii.
Być może ze starości, bądź z przypływu głupoty (odpływu rozumu?) miotał gromy, czyli prowokował.

Niestety przykre jest też, że ktoś tego geriatryka na listy wyborcze wystawił. Ktoś jest za te bezczelności odpowiedzialny.

Niegdyś Cesarz Neron (ponoć) mianował senatorem swojego konia. Tusk mianował senatorem Kutza. Popełnił tragiczny błąd, bo o ile ów rumak Nerona nie szkodził, to Kutz owszem a co najgorsze, nie dorasta nawet do poziomu owego konia. Oczywiście wśród radosnej gawiedzi platformeskiej chamskie i prymitywne odzywki są chlebem powszednim. Wszak to właśnie PO testuje co dzień, gdzie są granice dobrego smaku i przyzwoitości wysyłając na pierwszą linie walki wyborczej ludzi (o ile można tak ich nazwać) pokroju Kutza, Wojewódzkiego, Niesiołowskiego...

Być może będzie to szokiem dla czytających i przejawem nietaktu, ale zaraz wyjaśnię i wytłumaczę słowa które nastąpią. Wielokrotnie w dziejach naszego kraju, ludność życzyła źle zbirom, kanaliom, okupantom, katom. Padły wtedy słowa mocne i dobitne. Znane jest określenie „abyś zgnił pod płotem” które dotyczyło Adolfa Hitlera. Później życzono rychłego zgonu Józefowi Stalinowi, a także kuli w łeb dla twórcy stanu wojennego Jaruzelskiego. Ponieważ śląski starzec Kuc nie osiągnął nigdy pozycji jak powyższe kanalie, moje życzenia będą o wiele skromniejsze: „A nich cię diabli wezmą, Kazimierzu Kuc – niech cie szlag trafi!”
A póki co pluję ci w sam środek twojego małego, obkurczonego, zgorzkniałego, skamieniałego serca.



środa, 22 października 2008

Porąbało, pogięło i popieprzyło! Wirus szaleje.

Nie jest to najlepszy okres dla symboli i żywych legend III RP. W ostatnich dniach wiele z tych osób padło ofiarą tajemniczego wirusa, na skutek działań którego, dotknięci nim zachowują się jak „porąbani”, „pogięci” czy też dosadniej mówiąc „popieprzeni”.

Należy zdać sobie sprawę, że w przypadku kilku z zarażonych, proces choroby jest nieodwracalny. Lata nie te, organizm nie ten, generalnie mówiąc tak już zostanie i nic na to nie można poradzić. Może to dobrze, bo na skutek zagadkowej choroby, podobnie jak z pijanych, z zarażonych wirusem wychodzi prawdziwa natura. Spod maski wyziera prawdziwa „gęba”.

Dla hołdujących idei michnikizmu-jaruzelszczyzny, czyli okrągłostołowej filozofii, tajemniczy wirus może być sygnałem do wielkiej paniki. Po prostu bez zabiegów osób trzecich, ich guru sami się zdekonspirowali przed ogółem i rozpoczęli kopanie mogiłki własnej formacji. Dlatego też ich postępowanie nie można nazwać inaczej jak: „porąbaniem”, „pogięciem” czy też „popieprzeniem”.

Pierwszy „pacjent” to „sumienie narodu” i ojciec redaktor największego od czasów Trybuny Ludu organu postkomuny. Adama Michnika „porąbało” całkowicie i starając się kolejny raz stanąć w obronie twórcy stanu wojennego (co można wyczytać między wierszami), sięga, chyba w akcie desperacji po postać Kazimierza Moczarskiego i historię jego pobytu w jednej stalinowskiej celi z hitlerowskim zbrodniarzem wojennym Juergenem Stroopem. Oberredaktor Próbuje dowodzić, że zamiast upokarzać zbrodniarza należy z nim rozmawiać itp. itd. Michnik dotknięty tajemniczym wirusem, przywołując postać Moczarskiego (nad którego nieszczęściem się rozczula), wali sobie w stopę. Nie zauważa, że przy całym swoim durno-humanitaryźmie, przywołuje własne, rodzinne upiory i mimo woli wplątuje je w fabułę. Tylko przez wrodzoną delikatność i wyjątkową „sympatię” do redaktora Michnika, nie wspomnę o zasługach jego ukochanego brata Stefana, w pozbawianiu życia czy też zdrowia bohaterów AK (takich jak Kazimierz Moczarski). Oczywiście brat nie może odpowiadać za czyny brata zbrodniarza, ale gdy próbuje go wybielać i udowadniać, że nic się nie stało (co wielokrotnie, w takim tonie Adam Michnik przedstawiał), to w obliczu dokonanych zbrodni sam staje się współodpowiedzialnym. „Porąbanie” Adama Michnika nie kwalifikuje się do leczenia, do momentu wyjaśnienia przez pacjenta, kto w jego wersji „Rozmów z Katem” ma być Stroopem - Stefan Michnik czy Jaruzelski?

Następny z nosicieli wirusa to przypadek wyjątkowy. Notoryczny pyszałek, człowiek o moralności tolkienowskiego karła i posturze gnoma. Przyjaciel gierkowskich notabli, a w szczególności kompan od kielicha „Towarzysza Dycymbra” czyli Kazimierz Kutz.
Twórcę śląskich filmów z epoki II RP oraz pamiętnego obrazu o tragedii w kopalni „Wujek” po prostu „popieprzyło” na bardzo stare lata. Widocznie niegdysiejsze towarzystwo Włodzimierza Cimoszewicza lub obecne obrońców WSI z Platformy Obywatelskiej mogło spowodować pewne spustoszenie w mózgu, co w połączeniu z atakiem wirusa doprowadziło do zaskakującej wylewności „Kutzyka”. Otóż, Kutz na łamach GW „łączy się w bólu” wraz z Michnikiem i również staje murem za Jaruzelskim. Wylewność połączona z aktem podziękowania dla generała za wprowadzenie stanu wojennego - to już „popieprzenie” zaawansowane i całkowicie nieuleczalne.

Trzeci z zaatakowanych symboli III RP, to jej współtwórca i osławiony tajny współpracownik bezpieki o pseudonimie Bolek czyli Lech Wałęsa. Wirus zaatakował biedaka w momencie gdy już tak dobrze szło. Tusk wyciągnął go z kuferka, otrzepał, połatał, nadmuchał i wystawił jako mędrca europy oraz Krajowego Mędrca Platformy. Łasy na ochy i achy Wałesa uwierzył w swoją kolejną epokową misję (poprzednią spieprzył jak mógł najlepiej) i znów zadeklarował chęć bycia prezydentem. Biorąc pod uwagę jego ostatnie wyniki w kampanii prezydenckiej roku 2000 (gdzie uzyskał 1,0% głosów, a wyprzedzili go nawet Lepper i Korwin-Mikke) taka decyzja spowodowana może być wyłącznie chorobą. W przypadku Lecha Wałęsy leczyć wirusa nie warto. I tak już niedługo kolejna ekipa spuści z niego powietrze i powrotnie zapakuje Bolka do kufra, gdzie pokryje się kurzem, i Bogu za to dzięki.
Choć może nawet w najbliższych wyborach prezydenckich jeszcze zdąży wystartować. Musi tym razem jednak zmobilizować więcej osób niż tylko najbliższą rodzinę i sąsiadów z Polanki, by w ogóle zebrać wystarczającą liczbę podpisów pod swoją kandydaturą. A tuski zajęte własną kampanią mogą o Bolku zapomnieć.

Na koniec przypadek kliniczny i bardziej psychiatryczny, lecz też wirusowy. Stefan Bratkowski – Honorowy (choć w jego przypadku to nie najlepsze słowo) Prezes SDP – na skutek ataku tajemniczej choroby, będąc w malignie raczył kolejny już raz się ośmieszyć. Wzruszony łzami „Stokrotki” - Moniki Olejnik i jej nieszczęściem, spowodowanym słowami Pana Prezydenta (jak podaje stajnia TVN), zawyrokował iż Głowa Państwa winna podać się do dymisji czyli ustąpić ze stanowiska. Były budowniczy struktur poziomych w PZPR i „nosiciel kapci” za Mieczysławem F. Rakowskim, na skutek ataku wirusa poczuł w sobie wielką moc i niczym Superman postanowił ratować kraj w pojedynkę. Za pomocą apelu. Na szczęście nikt poza nielicznymi wielbicielami trudno zauważalnego talentu mistrza pióra, nie bierze jego słów na poważnie. Ot, mały całkowicie niegroźny, zaatakowany wirusem człowieczek z małym odpowiednim do postury kompleksem braku osobowości.

Porąbało, pogięło, popieprzyło i ... z pomników opadła resztka pseudo-przyzwoitości oraz zniknął cień pozorowanej uczciwości. To co pozostało to kit - właściwy budulec III RP i jej symboli.