Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorytety PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorytety PO. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 sierpnia 2012

Srali muchy bedzie wiosna...


... będzie lepiej „trawka“ rosła.
Taka była moja reakcja po wysłuchaniu wyjaśnien Kamila Sipowicza, dotyczących paczki „marychujany“, którą wraz z Olgą Jackowska w swoim domu posiadali.
Sipowicz poczuł się dotknięty i niedoceniony, bo tylko Jackowskiej postawiono zarzut posiadania narkotyków, a o filozofie poecie i rzeźbiarzu zapomniano.
Po prostu zlano go!

Cóż takiego ten filozof, od epoki hipisowskiej wmyślił?
Otóż, że zaadresowana na ich psa-sukę Ramonę przesyłka z trzema gramami narkotyku była faktycznie przeznaczona dla niego, na potrzeby prac naukowych!
Sipowicz bowiem tworzy obecnie (prawdopodobnie wraz z Ramonką) dzieło o hipisach w Polsce i susz potrzebny mu był do „zdjęć i opisów“.
Z wypowiedzi „trawiastego filozofa“ wynika też, że „marychujana“ to samo dobro i jakby ktoś chciał się leczyć, to nie przychodnie i szpitale, tylko susz konopny!
Zagadką jest dlaczego korzystający z leczniczych walorów narkotyku, sam Sipowicz nie został uleczony, a wręcz przeciwnie – jego zrowie uległo pogorszeniu.
Wszak opowiadanie pierduł o „eksponatach naukowych“ świadczy o złej kondycji intelektualnej i percepcyjnej „naukowca“.
Nikt o zdrowych zmysłach nie zakupuje np. na „lewo“ pistoletu maszynowego UZI, tylko dlatego, że pisze książkę o uzbrojeniu armii izraela.
Nie będę rozwijał tego wątku o autorów książek dotyczących rakiet balistycznych lub o historii lotów kosmicznych...
Sipowicz jak widać musi „eksonat“ mieć w domu i dotknąć.
A trzeba było sobie Jackowską podotykać – też już eksponat, a poza tym problemów by nie było.

Z całej tej akcji przeciw parze narkomanów zrobił się niezły cyrk, bowiem powstawać zaczęły komitety poparcia przestępców, do których wstąpili najznamienitsi „ch.jwiekto“.
Tak na ten przykład poseł z ramienia „Ruchali kota“ niejaki Gibał (mówią, że Gibała, ale Gibała to przecież kobieta) zorganizował akcję „Znani bronią Kory“, do której przyłączyli się: Janusz Palikot, Andrzej Olechowski, Grzegorz Jarzyna, Jacek Poniedziałek, Magdalena Środa, Wanda Nowicka, Ryszard Kalisz, Janusz Palikot, Marek Balicki, Agnieszka Graff, Liroy, Jan Hartman, Robert Kuśmirowski, Jerzy Urban, Janusz Opryński, Mariusz Treliński, Agata Bielik - Robson, Cezary Michalski, Ewa Wójciak, Piotr Gruszczyński, Krzysztof Warlikowski, Andrzej Chyra, Maja Ostaszewska, Michał Zadara.
Właściwie to brakuje tylko Wojciecha Jaruzelskiego, Bronisława Komorowskiego oraz specjalisty od wciągania Piesiewicza i „ekipa“ byłaby w komplecie.

Takiego zestawu miernot moralnych dawno nie zebrano w jeden kubeł.
I komuchowi politycy, i psychicznie niezrównoważeni pacykarze oraz komedianci, i pseudonaukowcy o judaistyczno-lewackich ideach. Nawet jeden wytatuowany wyjec - korniszon z Kielc.
Jednym słowem dla normalnych, porządnych ludzi zestaw typów spod ciemnej gwiazdy, z którymi wstyd byłoby się pokazać.
W czasie gdy w/w banda organizuje się w „chonorowy kumitet“ (jakby napisał Pan Prezydent), Sipowicz – konkubent Jackowskiej na prawo i lewo opowiada niestworzone pierdoły a sama „Kora“.... wykrzywia w grymasie pomarszczoną facjatę i stroi jakieś dziwne miny do kamer.
I jak tu nie wierzyć, że narkotyki czynią spustoszenie w mózgu?

P.S.  W całym tym cyrku z pajacami i klaunami w rolach głównych, jest jedna rzecz zasługująca na poważne traktowanie. To dobro psa-suczki Ramonki.
W pierwszym wywiadzie, po znalezieniu w jej domu paczki „marychujany“, Jackowska twierdziła, że faktycznie susz przeznaczony jest dla zwierzaka, „bo podawana psu substancja działa na Ramonkę upokajająco“. A co na to Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami? To chyba jest karalne? Warto, by ktoś się tym zainteresował.

wtorek, 31 stycznia 2012

"Partnerstwo" z "Murzynkami"


Jakby mało było głupków już obecnych na arenie politycznej w Polsce, to elity ciąglę kreują nowych. Tak na przykład na „gwazdę poranka“ wyrosła dziś Pani „pełnynocnik“ d/s równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Ta wylansowana przez Tuska europoprawna „stachanowiec“ oskarżyła posła Suskiego o rasizm i ksenofobię i zwrociła się do Komisji Etyki Poselskiej o ukaranie go.
Poszło o słynną wypowiedź o „Murzynku“ oraz o biedroniowe „partnerstwo“ ludzi i zwerząt.
Nikt z ludzi normalnych, nie odebrał tych wypowiedzi w kategoriach naruszenia prawa, gdyż znamion takowych nie noszą.
Jak przystało jednak na platformiankę postępową, wszystko jej się z jednym kojarzy – z murzynkami i seksem. Mało widać w życiu doświadczyła.

Trudno polemizować z panią Kozłowską-Rajewicz, tak jak trudno wdawać się w polemikę z asparagusem lub rododendronem.
Nieszczęsna kobieta przewertowała bezwiednie kodeks karny i powypisywała jakiś paragrafy, by nadać powagi swojemu wnioskowi. Nie zauwazyła jednak, że mają się one nijak do zarzucanych czynów. Być może K-R w swojej gminie Czerwonak „robi za gwiazdę“ natomiast w większym świecie już się gubi i ma z tym problem.

Pani Kozłowska-Rajewicz ujkończyła biologię i jest adiunktem na UAM w Poznaniu.  Niestety zamiast dalej zajmować się bakteriami i roztoczami woli zajmować się tropieniem „murzynków“ i „partnestwem ze zwierzętami“.
Europoprawna „pełnynocnik“ nie zauważyła, że sama się ośmiesza, a co lepsza ośmiesza też tych, którzy ja na rządowym stołku posadzili.
Uważajcie zatem ci, którzy będą chcięli powiedzieć coś o „szkopach“, „ruskich“, „żabojadach“, „angolach“,  ale też ci którzy użyją określenia „heteryk“, „katol“, „moher“  - zaraz pani K-R posadzi was do pudła.

Aby było śmieszniej wnoszę zawiadomienie o nawoływaniu przez Roberta Biedronia do znęcania się nad zwierzętam. Chodzi o wystapienie ze słowami „traktujmy zwierzęta po partnersku“ (partnerstwo: równe traktowanie siebie nawzajem – Słownik PWN). Może to zoznaczać zmuszanie zwierząt do wykonywania czynności niezgodnych ich naturą bądź predyspozycjami. Np. zmusznie do gotowania obiadów, sprzątania, chodzenia do pracy... Dotyczy to też drugiej strony, mianowicie wywierania presji na osobnikach ludzkich, by szczekały na obcych w obejściu i rozmnażały się w kręgu własnej rasy.
Szczególnie to ostatnie jest paskudne, więc do boju pani Kozłowska-Rajewicz rasizmowi – nie!

P.S. Ponoć w Warszawie już aresztowano tuzin cukierników. Za „murzynka“.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Znaleziony zeszyt - Alfabet znanej osoby,






Kolega znalazł zeszyt. Zwykły szkolny zeszyt z pogiętą i poplamioną okładką.
Mimo, że nie wyglądał ów zeszyt estetycznie kolega podniósł go. Jak mówi pomyślał, że może jakiś uczeń będzie się martwił, szukał go, może nawet dostanie lanie od rodziców za brak zeszytu... Niestety na okładce brakowało i nazwiska i imienia a nawet adresu szkoły. Był tylko zygzak mogący być odręcznym podpisem właściciela a poniżej tytuł, zapisany drukowanymi literami:
MÓJ ALFABET
Dalej znajdowały się notatki oznaczone literami alfabetu.
Może ktoś będzie mógł, na podstawie informacji zawartych w tych notatkach wskazać właściciela zeszytu. Przecież trzeba mu go zwrócić Należy on niewątpliwie do znanej osoby.





A jak AWANTURNICY – Wszyscy ludzie krytykujący PO. Uważam, że awanturnikami są też ci, którzy atakują mnie personalnie. Ja posiadam patent na wiedzę i prawdę, wobec tego wszelkie ataki to awanturnictwo i łgarstwo. Plugawe i obrzydliwe! To zbydlęcenie jakieś.

B jak BAŁWAN – stawiam bałwana z wnukami. Lubię to robić, bo to jakby cząstka mnie
powstaje… Bardzo ubolewaliśmy, że można to robić tylko w zimie, lecz od zeszłego roku też w lecie mamy zabawę w “bałwana”! Przebieram się w kożuch żony i staję w ogrodzie z garnkiem na głowie oraz marszałkowską laską. Wnuki mają mnóstwo radości. Biegają w około I krzyczą “bałwn, bałwan… dziadzio bałwan…”

C jak CZUMA ANDRZEJ – kumpel, którego zakapowałem na pierwszym przesłuchaniu. Andrzej nie jest zbyt bystry, to już tego nie pamięta i nie ma żalu. Lubimy się teraz i kumplujemy a nawet wieczorami spotykamy się i bluźnimy sobie na wszystkich, których nie lubimy.
Andrzeja kiedyś Tusk zrobił ministrem, ale później go odwołał, bo mówił, że Czuma raczej do fachowców nie należy. Trochę się dziwiłem, bo np., Grabarczyk, Klich czy też Pitera też nie są fachowcami, a nawet w ogóle nie znają się na swojej robocie i ich Tusk zostawił...

D jak DUKACZEWSKI MAREK – mój przyjaciel! Taki fajny rubaszny generał, stylem mówienia przypominający Leszka Millera. Wspólnie z Bronkiem Bul-Komorowskim ratowaliśmy mu tyłek gdy „pisiory” likwidowały WSI. Obiecał odwdzięczyć się. Faktycznie dużo papierów zniszczył, spalił…

F jak FAJFUS – kiedyś w młodości tak mówili na mnie. Potem ten termin wielokrotnie użyła w stosunku (hehehe…..) do mojej osoby Anastazja Potocka (Marzena Domaros). To były dobre czasy. Jeszcze człowiek mógł … ech, dziś to już tylko podnieca mnie władza i laska. Marszałkowska rzecz jasna. A “fajfusa” mam… na pamiątkę.

G jak GOŁODUPIEC – byłem takim, póki mnie Donald z kolegami za uszy nie wyciągnęli z biedy. Kaczyński, ten łgarz I karzeł moralny nie chciał mnie u siebie w partii. Już myślałem, że będę biedę klepał na jakiej uczelni w “Zadupiu Górnym” a tu Donald dzwoni i każe ubierać się, uperfumować. Limuzynę podstawiają, instrukcje dają, pluć na Kaczyńskiego każą I złote góry obiecują.

H jak HIENA – moje ulubione zwierze. Chciałem nawet dogadać się z Jurkiem Urbanem, który finansuje a właściwie sponsoruje hieny w warszawskim ZOO, żeby tak po połowie....
Chyba jednak Jurek nie zgodziłby się, on taki samolubny. Pozostał mi takim razie osioł do sponsorowania. Też bliski mojemu sercu.

I jak ICEK – tak pieszczotliwie mówię do Radka. On się tak uroczo denerwuje i zawsze próbuje udowodnić, że nie jest. Aż trzeba go powstrzymywać, bo spuszcza portki nawet na salonach...

J jak JULKA – oczywiście Pitera. Dobry fachowiec. W tym co robi – jest perfekcyjna. Jak tak nie potrafię, ale to może dlatego, że mamy inne charaktery. Julka potrafi cały dzień przeleżeć w gabinecie z palcem w nosie i nawet na sekundę nie zmienić pozycji. Po prostu perfekcja.
Zarozumiała, gnuśna i Malo inteligentna. Na dodatek ma muchy w nosie – to mnie w niej najbardziej interesuje.

K jak KOMUNIŚCI – nie lubiłem ich. W miarę jak poznawałem jednak tych ludzi, to zrodziła się sympatia i jedność celów. Polubiłem. Nawet “pornogrubasa” i “pornoprezydenta”… Z “pornomillerkiem” chodzimy teraz łapać muchy na łąki pod Łodzią.

L jak LENIN – facet, którego pomnik chciałem wysadzić w powietrze, ale jak wszystko w życiu i to spieprzyłem. Może i dobrze, bo dziś mam wielu przyjaciół w SLD, a im było by przykro gdybym zniszczył symbol i obiekt ich kultu. To dzięki Leninowi, a właściwie pomnikowi Lenina mogłem zapoznać się z kilkoma sympatycznymi ludźmi, którzy mnie przesłuchiwali. W końcu też dzięki Leninowi mogłem już na pierwszym przesłuchaniu wsypać moje koleżanki i kolegów z organizacji.

Ł jak ŁAPKA NA MUCHY – narzędzie eksterminacyjne. Jako naukowiec od much jestem przeciwny zabijaniu tych pożytecznych stworzeń. W moim domu od kiedy ukończyłem studia, nie ma ani jednej łapki. Są zatem muchy. W sejmie mamy też jedną muchę - Joannę.
Ale ją mam w nosie, podobnie jak te moje domowe muchy.

M jak MICHNIK - typowy fanatyk nienawiści i agresji. Karzeł moralny, zepsuty i zły człowiek… dlatego go lubię i wspieram!

N jak NIEUDACZNIK – to ci psychopaci i karły moralne, paranoicy i degeneraci tak na mnie mówią. Jaki tam ze mnie nieudacznik? Ja jednym ruchem ręki trzy muchy łapię! No kto takie coś potrafi, kto...?
W ciągu 10 sekund potrafię nabluzgać trzem różnym osobom i to tak dobitnie, że nawet najbardziej prosty szewc chowa się przy tym ze wstydu.

O jak OKRĄGŁY STÓŁ – taki mebel, który spowodował wielkie zmiany w moim szarym życiu. Dzięki właśnie „okrągłemu stołowi” ze zwykłego muchojada stałem się jadoplujem. Gdzie ja miałem oczy, że tak plułem kiedyś na tych kolegów z PZPRu . No gdzie...?
To przecież dobre chłopy, taki fajny mebel wystrugali i taki fajny układ nam wyrzeźbili.

P jak PLATFORMA OBYWATELSKA – kiedyś twierdziłem, że to elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowe wydanie Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, w której kilku liderów tych partii znakomicie się odnalazło. Szczęście, że mnie kupili i dali wysokie stanowisko, bo inaczej to musiał bym dalej na nich pluć.
Teraz już uważam, że PO nie jest wcale ładnie opakowaną recydywą tymińszczyzny a na dodatek nie jest w żadnym calu nowym wydaniem PPP. Ja całe życie chciałem należeć do takiej partii, gdzie mnie docenią i będą bić brawo, kiedy nawet najgorsze bzdury plotę.

Q jak QUASHQUAI – Nissan, mój samochód. Taki mi kupili Donek z Palikotem. Ja tak właściwie to jeździć nie umiem, toteż żona mnie wozi, albo sąsiad. Teraz Palikot chce zwrotu swojej części kasy włożonej w prezent I straszy mnie Tymochowiczem. Ale ja się nie boję, bo kto daje i odbiera... na tego naślemy prokuratora.

R jak RYNSZTOK – takie ulubione miejsce. Odsyłam tam wszystkich, których nie lubię, podczas gdy, jak mówią sam tam siedzę. Oczywiście ten rynsztok do którego odsyłam, to tylko taki mój wyimaginowany rynsztok. Do swojego, rodzimego rynsztoka bym przecież nikogo obcego nie wpuścił.

S jak SYPANIE – lubię i zawsze lubiłem sypać. Niestety okazji nie miałem zbyt dużo. Żałuję bardzo, że dziś już nie można sobie na nikogo podonosić i nikogo wsypać.
Wtedy w UB tak mi się dobrze sypało już na pierwszym przesłuchaniu, że nawet gdy zarządzono przerwę, to prosiłem ubeków – „dawajcie dalej, jeszcze mam kilka osób do wsypania...” Mówili na mnie „Sypki Stefek”. Ach... gdzie te czasy?

Ś jak ŚWIR – tak za plecami nazywają mnie koledzy w sejmie. Nawet ci z koalicji. Co ja na to poradzę, że mam taki zwariowany sposób bycia. Sami wiecie, że za pieniądze ludzie nawet małpę będą udawać.

T jak TUSK – fajny facet. To on wyciągnął mnie ze śmieci, odkurzył i zrobił Wicemarszałkiem Sejmu. Gdyby nie to, pewnie opluwałbym go do dziś. Donald to historyk z wykształcenia ale matematyk z zamiłowania. Jak on wtedy 3. Czerwca 1992 roku ładnie policzył te głosy u Wałęsy… majstersztyk!

U jak ULUBIONE WYRAZY – tak jak każdy mam też swoje ulubione określenia, które używam często w stosunku do różnych osób. W moim przypadku jest to ciąg wyrazów wypowiadanych jednym tchem z taką gnuśną miną i zaciśniętymi ustami.
Pochylam głowę i mówię: „szaleńcy, paranoicy, kanalie, durnie, hołota, szkodnicy, karły moralne, ćwoki i prostaki”. Ćwiczę to dwa-trzy razy dziennie. Nawet w domu do żony, córki i zięcia mówię rano tak: „szaleńcy, paranoicy, kanalie, durnie, hołota, szkodnicy, karły moralne, ćwoki i prostaki - podajcie mi kawę”... Dzięki temu nie wychodzę z wprawy.

W jak WAŁĘSA – nie lubię go. Poziomem intelektualnym przerasta mnie. Nie wiem jak to robi, ale potrafi jeszcze większe bzdury niż ja opowiadać z pełnym przekonaniem co do tego co mówi. Kiedyś postąpił bardzo brzydko w stosunku do mnie. W nocy 4 czerwca 1992 roku nie zaproponował mi nic. Nawet wicepremiera.... A ja tak w niego wpatrzony wtedy byłem. Nawet sobie plakietkę z Wałęsą w klapę marynarki wpinałem. Od tamtej pory nie lubię go.

V jak VIAGRA – nie używałem nigdy. Kiedyś mi Halicki przyniósł jedną tabletkę, ale nie wiedziałem gdzie to się wkłada więc nie użyłem. Jeżeli dobrze pamiętam, to taki preparat na przyrost inteligencji... Wtedy nie włożyłem, to i mi nie przyrosło do tej pory...

Z jak ZAKŁAD PSYCHIATRYCZNY – czasami wstydzę się, że tam byłem. Niezbyt długo, bo kilka miesięcy, ale byłem. Dzięki koneksjom partyjnym udało się jakoś to wyczyścić w papierach i tak naprawdę mogłem zostać wysokim urzędnikiem państwowym po leczeniu psychiatrycznym, a nie tylko zwykłym “psychicznym”, ciągle leczonym profesorem. Niestety miewam nawroty… Nie martwi mnie to jednak, bo a tle moich kolegów z klubu parlamentarnego nawet w momencie nawrotu choroby niczym się nie wyróżniam. Kumple śmieją się, że mamy w PO dwóch szaleńców: jednego tytularnego (senator Zbigniew Szaleniec) oraz jednego faktycznego J

Ż jak ŻYGOLAK – Kiedyś miałem taką marynarkę zieloną, która mieniła się na różne sposoby, gdy padało świetlówkowe światło. Trochę przypominałem w niej muchę robacznicę. Kumple pokładali się ze śmiechu gdy stawałem w niej pod latarnią i zacierałem ręce. Mówili, że będę składał jaja... Nazywali mnie „Robacznic”. Ale od czasu, gdy dostałem torsji po spirytusie z przemytu, który przyniósł zięć Goryszewskiego, przemianowali mnie na „Żygolaka”.
I diabli wiedzą czemu? Czy ze względu na elegancką marynarkę, na którą „leciały” kobiety czy ze względu na co innego...?

czwartek, 20 stycznia 2011

Ujrzał raz Sepioł w Tusku...

“Co najmniej od czasów Piłsudskiego Polska nie miała przywódcy tak moralnie i intelektualnie górującego nad swoimi wrogami, jak Donald Tusk" - odkrył senator Platformy Obywatelskiej Janusz Sepioł.

W oczekiwaniu na kolejne szokujące wyznanie senatora w rodzaju - "Od czasu wynalezienia przez Chińczyków prochu, nie było nic tak wystrzałowego jak Tusk" albo "Tusk jest jak Napoleon Bonaparte, bo lubi ostrygi i trzyma rękę za połą marynarki", pozwolę sobie na jedną zasadniczą i znaczącą uwagę - postulat.

Koniecznie, ale to koniecznie należy badać posłów i senatorów.

Okresowe badania lekarskie należy poszerzyć o konsultacje psychiatryczne i przeprowadzać je cyklicznie przynajmniej raz w roku.

Powody są, choćby właśnie dlatego, że na pozór człowiek inteligentny, po studiach i do tego architekt, ni stąd, ni zowąd wali publicznie taką durnotę.

Zupełnie na poważnie i mam nadzieję, że na trzeźwo.

Trudno "zwalić wszystko" na braki w wykształceniu historycznym senatora, bo rzeczy podstawowe (zwłaszcza!) z historii Polski winien znać każdy kto chce zostać reprezentantem narodu.

I dlatego niejaki Sepioł - senator powinien wiedzieć, że Tuska od Marszałka różni prawie WSZYSTKO.

Prawie, bo łączy jedynie (nazwijmy to) brak sympatii do kościoła katolickiego.

Zainteresowanych postacią Marszałka Józefa Piłsudskiego odsyłam do encyklopedii, gdyż opisywanie wszystkich osiągnięć, dokonań oraz cech charakteru niezłomnego Naczelnika Państwa nie ma sensu.

Każdy, nawet średnio inteligentny Polak wie, że Piłsudski był postacią wybitną.

Tak jak każdy średnio inteligentny Polak wie, że Tusk jest jedynie wybitnym gamoniem oraz wybitnie niekompetentnym premierem.

Etapy życia Marszałka Piłsudskiego wyznaczała walka o Polskę, niezłomność i praca dla dobra Narodu oraz nieugiętość wobec wrogów Polski.

Etapy życia Donalda Tuska wyznacza, rozkolportowanie pięciu ulotek, czyszczenie kominów, "dzika" prywatyzacja majątku polskiego oraz wylewne oznaki miłości wobec wrogów naszego państwa.

Gdzie tu Sepioł widzi podobieństwo?

Najpierw go do okulisty, a później na przymusowe badania do psychiatry.

P.S>

Zafascynowany osobą senatora Sepioła udałem się w gościnę na jego stronę w internecie. Cóż tam się okazało. Otóż, Senator Sepioł, w przypadku innych osób nie jest jednak taki skory do ogłaszania prawd graniczących z dogmatem, jak w przypadku Tuska. Rzut oka na poniższy zrzut ekranowy ze strony senatora i już jest jasne, że Sepioł miewa jednak wątpliwości (zaznaczyłem je czerwonym kółkiem).

Wydaje się, że sprawy rodzinne łatwiej jest rozwikłać niż prawdy historyczne. Nie trzeba czytać i uczyć się, po prostu należy w rodzinie popytać...

Odwagi senatorze...



czwartek, 27 maja 2010

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”: S. Niesiołowski

"Autorytety Platformy Obywatelskiej”.
Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców.

Dziś odcinek 10 – Stefan Niesiołowski

środa, 26 maja 2010

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”: D. Olbrychski

"Autorytety Platformy Obywatelskiej”.
Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców.

Dziś odcinek 9 – Daniel Olbrychski

poniedziałek, 24 maja 2010

"Autorytety Platformy Obywatelskiej”: W. Kuczyński

Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców.

Dziś odcinek 8 – Waldemar Kuczyński

sobota, 15 maja 2010

„Autorytety Platformy Obywatelskiej”: W. Putin

"Autorytety Platformy Obywatelskiej”.
Celem cyklu jest przybliżenie postaci, które uznawane są za wybitne intelektualnie i stanowiące oazę wiedzy i krynicę mądrości dla członków PO i ich wyborców.
Tym razem gość z zagranicy!

Dziś odcinek 6 – Władimir Putin