Nowy wakacyjny hit, nowej supergrupy. To może być przebój stadionów...!
sobota, 25 czerwca 2011
piątek, 24 czerwca 2011
Psychiatryczne badania (ciąg dalszy): Ochotnik Radosław Sikorski
Ledwo co Pan sędzia Jabłoński zainicjował modę na badania psychiatryczne wśród osób znanych z politycznych salonów, a tu już pierwszy ochotnik pcha się na konsylium lekarskie.
Otóż minister tuskowej władzy Sikorski Radosław stwierdził dziś: „Ojciec Dyrektor przekracza granice. Polska zareaguje. Kościół ma zasługi dla Polski, ale Ojciec Dyrektor przekracza granice. Zakony podlegają bezpośrednio Rzymowi. Państwo polskie zareaguje (...)” – tak pisze na twitterze szef ichniej dyplomacji.
Ma to być odpowiedź na słowa o. Tadeusza Rydzyka, który na spotkaniu w Brukseli stwierdził m.in.: „Nie wiem, gdzie ja żyję, bo w czasach komunizmu nie mieliśmy takich problemów jak teraz. To jest totalitaryzm, ja nie żartuję".
Wypowiedź duchownego to reakcja na działania polskich sądów oraz władz wobec opozycji, również tej z kościoła katolickiego.
Co chce zrobić Sikorski?
Będzie w sprawie wypowiedzi o. Rydzyka, obywatela RP interweniował w Rzymie!
Kiwał człowiek z dezaprobatą głową, gdy Sikorski wylatywał z rządu PiSu i lał krokodyle łzy przed kamerami niczym pospolita ciućma.
Śmiał się człowiek, gdy Sikorski szpiegował i straszył sądami niepoprawnych blogerów, którzy sugerowali mu żydowskie pochodzenie.
Przecierał człowiek uszy ze zdumienia gdy tenże tuskowy minister, niczym akwizytor arabskich biur podróży namawiał do wycieczek na afrykański kontynent...
Teraz prowincjonalny inteligent po Oksfordzie będzie starał się ośmieszyć nie kolejny raz siebie, ale już cały tuskowy rząd, gdyż swoimi działaniami potwierdzi to, co o. Tadeusz Rydzyk wypowiedział.
Właśnie tak.
Prawo do posiadania własnego zdania nt. władzy i wypowiadanie go otwarcie jest dobrodziejstwem demokracji.
Blokowanie, wpływanie naciskiem na oponenta, kneblowanie mu ust, to przejaw totalitaryzmu.
Sikorski chce w Rzymie poskarżyć się u przełożonego zakonu Redemptorystów i „z wysokości urzędu” wpłynąć na ukaranie „niedobrego zakonnika”, który ma czelność mówić to, co myślą miliony Polaków.
Tylko absurd!?
Przynajmniej dla ludzi myślących i inteligentnych nie.
To model totalitaryzmu i zamordyzmu.
Na wszelki wypadek zacznijcie bać się już teraz, wy wszyscy nie wspierający PJN (Platforma Jedności Narodu). Bójcie się krytykujący władzę, bo Sikorski pojedzie do waszych przełożonych i naskarży na was. Z roboty wylecicie z wilczym biletem.
Wprawdzie w Rzymie jego skargi ojcom przełożonym zakonu latają niczym rój pszczół wokoło sztucznej chryzantemy, to jednak nieprzychylni w kraju mogą liczyć się z represjami.
Każdy, kto w XXI wieku i do tego w zjednoczonej europie posuwa się do takich sposobów walki z opozycją kwalifikuje się do natychmiastowego usunięcia z ministerialnego stanowiska. Nawet za sam taki pomysł.
Nie wyobrażam sobie, by innym kraju europejskim minister po zapowiedzi odwetu na opozycjoniście, dokonywanego w sposób iście „stalinowski” pozostał choć kilka minut dłużej na ministerialnym stołku.
Tusku wykop człowieka ośmieszającego Twoją władzę.
Może w podjęciu decyzji, pomogą szefowi rządu te badania specjalistyczne ministra...
Otóż minister tuskowej władzy Sikorski Radosław stwierdził dziś: „Ojciec Dyrektor przekracza granice. Polska zareaguje. Kościół ma zasługi dla Polski, ale Ojciec Dyrektor przekracza granice. Zakony podlegają bezpośrednio Rzymowi. Państwo polskie zareaguje (...)” – tak pisze na twitterze szef ichniej dyplomacji.
Ma to być odpowiedź na słowa o. Tadeusza Rydzyka, który na spotkaniu w Brukseli stwierdził m.in.: „Nie wiem, gdzie ja żyję, bo w czasach komunizmu nie mieliśmy takich problemów jak teraz. To jest totalitaryzm, ja nie żartuję".
Wypowiedź duchownego to reakcja na działania polskich sądów oraz władz wobec opozycji, również tej z kościoła katolickiego.
Co chce zrobić Sikorski?
Będzie w sprawie wypowiedzi o. Rydzyka, obywatela RP interweniował w Rzymie!
Kiwał człowiek z dezaprobatą głową, gdy Sikorski wylatywał z rządu PiSu i lał krokodyle łzy przed kamerami niczym pospolita ciućma.
Śmiał się człowiek, gdy Sikorski szpiegował i straszył sądami niepoprawnych blogerów, którzy sugerowali mu żydowskie pochodzenie.
Przecierał człowiek uszy ze zdumienia gdy tenże tuskowy minister, niczym akwizytor arabskich biur podróży namawiał do wycieczek na afrykański kontynent...
Teraz prowincjonalny inteligent po Oksfordzie będzie starał się ośmieszyć nie kolejny raz siebie, ale już cały tuskowy rząd, gdyż swoimi działaniami potwierdzi to, co o. Tadeusz Rydzyk wypowiedział.
Właśnie tak.
Prawo do posiadania własnego zdania nt. władzy i wypowiadanie go otwarcie jest dobrodziejstwem demokracji.
Blokowanie, wpływanie naciskiem na oponenta, kneblowanie mu ust, to przejaw totalitaryzmu.
Sikorski chce w Rzymie poskarżyć się u przełożonego zakonu Redemptorystów i „z wysokości urzędu” wpłynąć na ukaranie „niedobrego zakonnika”, który ma czelność mówić to, co myślą miliony Polaków.
Tylko absurd!?
Przynajmniej dla ludzi myślących i inteligentnych nie.
To model totalitaryzmu i zamordyzmu.
Na wszelki wypadek zacznijcie bać się już teraz, wy wszyscy nie wspierający PJN (Platforma Jedności Narodu). Bójcie się krytykujący władzę, bo Sikorski pojedzie do waszych przełożonych i naskarży na was. Z roboty wylecicie z wilczym biletem.
Wprawdzie w Rzymie jego skargi ojcom przełożonym zakonu latają niczym rój pszczół wokoło sztucznej chryzantemy, to jednak nieprzychylni w kraju mogą liczyć się z represjami.
Każdy, kto w XXI wieku i do tego w zjednoczonej europie posuwa się do takich sposobów walki z opozycją kwalifikuje się do natychmiastowego usunięcia z ministerialnego stanowiska. Nawet za sam taki pomysł.
Nie wyobrażam sobie, by innym kraju europejskim minister po zapowiedzi odwetu na opozycjoniście, dokonywanego w sposób iście „stalinowski” pozostał choć kilka minut dłużej na ministerialnym stołku.
Tusku wykop człowieka ośmieszającego Twoją władzę.
Może w podjęciu decyzji, pomogą szefowi rządu te badania specjalistyczne ministra...
czwartek, 23 czerwca 2011
Z kulturą "na Ty"
Reklamówka nowego programu "Z kulturą na Ty" Minister Sikorski prosi ładnie - Premier ładnie odpowiada....
środa, 22 czerwca 2011
Przebadać psychiatrycznie sędziego Macieja Jabłońskiego
Jako pośredni pracodawca oraz fundator poborów Pana sędziego Macieja Jabłońskiego, stwierdzam że, tym samym uprawniony jestem w związku z powyższym do wyrażenia opinii o konieczności przeprowadzenia badań psychiatrycznych na osobie w/w.
Pan Jabłoński, jako pracownik urzędu państwowego wynagradzany jest z budżetu państwa, a co za tym idzie z podatków dostarczanych corocznie też przez moją skromną osobę. Wynika z tego, że za wszelkie działania sędziego Jabłońskiego, jego „widzimisie” i polityczne sympatie płacę także ja.
Tak jak pracodawca karci i napomina bumelanta czy osobę nie spełniającą jego oczekiwań oraz działającą wbrew interesowi pracodawcy, tak prawo do krytyki i wyrażenia swojej opinii ma obywatel płacący sędziemu, który swoimi decyzjami ośmiesza wymiar sprawiedliwości.
Konieczne jest, by Pan Maciej Jabłoński poddał się badaniu psychiatrycznemu. A to przynajmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze: okresowe badania lekarskie pracowników sądownictwa, nie dopuszczają konieczności badań psychiatrycznych. Co za tym idzie, na ich podstawie można jedynie określić stan wzroku, słuchu, pracy organów podtrzymujących funkcje życiowe badanego. Nie można natomiast stwierdzić stanu psychicznego. Kto bez stosownych fachowych badań jest w stanie stwierdzić aktualną kondycję psychiczną sędziego?
Chyba nam wszystkim zależy na tym, aby sądy po raz kolejny w historii Polski nie kompromitowały się. Dopuszczenie do sprawowania swojego zawodu przez sędziego, którego stan psychiczny jest nieznany, stwarza zagrożenie dla praworządności Rzeczpospolitej.
Po drugie: decyzja o badaniu stanu zdrowia psychicznego przez podsądnego, w procesie, nazwijmy to politycznym (Kaczyński vs. Kaczmarek) jest powrotem do praktyk sądownictwa sowieckiego lub chińskiego. Jest ustawieniem się po jednej stronie w celu dezauowania strony drugiej. Tylko osoba będąca w stanie „niepewnym psychicznie” owe wzorce do prawa polskiego stosuje.
Dlaczego więc sędzia Maciej Jabłoński, któremu płacę za jego (nie najlepszą zresztą) pracę, ma wzbudzać społeczną niepewność, co do jego stanu psychicznego?
Niech się przebada – wszystko będzie wtedy jasne.
Pan Jabłoński, jako pracownik urzędu państwowego wynagradzany jest z budżetu państwa, a co za tym idzie z podatków dostarczanych corocznie też przez moją skromną osobę. Wynika z tego, że za wszelkie działania sędziego Jabłońskiego, jego „widzimisie” i polityczne sympatie płacę także ja.
Tak jak pracodawca karci i napomina bumelanta czy osobę nie spełniającą jego oczekiwań oraz działającą wbrew interesowi pracodawcy, tak prawo do krytyki i wyrażenia swojej opinii ma obywatel płacący sędziemu, który swoimi decyzjami ośmiesza wymiar sprawiedliwości.
Konieczne jest, by Pan Maciej Jabłoński poddał się badaniu psychiatrycznemu. A to przynajmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze: okresowe badania lekarskie pracowników sądownictwa, nie dopuszczają konieczności badań psychiatrycznych. Co za tym idzie, na ich podstawie można jedynie określić stan wzroku, słuchu, pracy organów podtrzymujących funkcje życiowe badanego. Nie można natomiast stwierdzić stanu psychicznego. Kto bez stosownych fachowych badań jest w stanie stwierdzić aktualną kondycję psychiczną sędziego?
Chyba nam wszystkim zależy na tym, aby sądy po raz kolejny w historii Polski nie kompromitowały się. Dopuszczenie do sprawowania swojego zawodu przez sędziego, którego stan psychiczny jest nieznany, stwarza zagrożenie dla praworządności Rzeczpospolitej.
Po drugie: decyzja o badaniu stanu zdrowia psychicznego przez podsądnego, w procesie, nazwijmy to politycznym (Kaczyński vs. Kaczmarek) jest powrotem do praktyk sądownictwa sowieckiego lub chińskiego. Jest ustawieniem się po jednej stronie w celu dezauowania strony drugiej. Tylko osoba będąca w stanie „niepewnym psychicznie” owe wzorce do prawa polskiego stosuje.
Dlaczego więc sędzia Maciej Jabłoński, któremu płacę za jego (nie najlepszą zresztą) pracę, ma wzbudzać społeczną niepewność, co do jego stanu psychicznego?
Niech się przebada – wszystko będzie wtedy jasne.
Etykiety:
III RP,
maciej jabłoński,
Platforma Obywatelska,
PRL,
sądy,
sędzia,
ubecja
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Nowy bajer Premiera
środa, 15 czerwca 2011
Jeden-dwa-trzy – sprintem po njusach (3)
...
Libicki Wallenrod.
Zajmujący się doraźnie jeżdżeniem wózkiem inwalidzkim po europarlamencie poseł Filip Libicki odkrył nowy talent. Po szeregu przeciekawych wpisów na swoim blogu oraz Salonie24 dotyczących morderczo-zamordystycznego PiSu, którego szeregi poseł przez kilka lat zasilał, teraz dokonuje próby zaistnienia w niezwykle ciekawym gatunku literackim.
Poseł rzucił się w nurt PIS-politiical-fiction. Stworzył postać „Ponurego Radykała” , „Pewnego Polityka” i jeszcze tak kogoś by szokować oraz straszyć publikę już nie tak bezpośrednio lecz zza woalki. W opowiadaniu „Bolesne dojrzewanie Pewnego Polityka” ujawnia swój dość marny talent pisarski ale też niezwykłą megalomanię. Otóż Libickiemu wydaje się, że był postacią znaczną, mającą wpływy na większość partyjnych decyzji i zakuluarowych rozgrywek.
Martwi rosnąca niczym nie podyktowana wysoka samoocena i mniemanie o własnej osobie.
Filip Libicki był i pozostanie niskiej klasy politykierem, bez charyzmy, talentu i politycznej przyzwoitości (choć o to bardzo trudno w tym środowisku), toteż ani ruchu partyjnego, ani nawet koła politycznego nie stworzy (myślę że nawet dawno już wymyślonego zwykłego koła też nie jest w stanie wymyśleć...) .
Skończy zapewne gdzieś w PO lub PSLu jako członek trzeciej kategorii. Oznaczać to może jedno – polityczne samobójstwo.
Gliwicka prowokacja i PJN
Joanna Kluzik-Rostkowska zasila PO. Była już szefowa Polska Jest Najważniejsza zmieniła nieco zdanie i zapewne po dogłębnych przemyśleniach doszła do wniosku, że to bycie posłem jest najważniejsze.
Wobec marnych wyników PJN sejmowy fotel stawał się co raz bardziej nierealny, toteż oferta wuja Tuska spadła jak z nieba.
Niezbyt cenna to dla platformersów zdobyć, bo kompletnie pozbawiona charyzmy i osobowości a najważniejsze, że i zaplecza. Mimo to w nagrodę za słuszną decyzję, ma dostać od Tuska „jedynkę” na liście PO w okręgu gliwickim.
Nieszczęśliwe te Gliwice. Zamiast człowieka sprawdzonego otrzymują „spadochroniarza”, co już gliwiczanie zdążyli podsumować słowem „prowokacja”.
Ostatnie transfery z lewa i prawa do PO, pozwalają stwierdzić, że właściwszą nazwą dla Platformy Obywatelskiej było by Platforma Jedności Narodu (wzorem niegdysiejszego Frontu Jedności Narodu).
Wobec tego Kluzik-Rostkowska zamieniła jeden PJN na drugi.
Sherlock Kalisz
Przewodniczący Komisji Śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy - Ryszard Kalisz odkrył, że była posłanka nie chciała się zastrzelić.
Wobec faktu posiadania przez nią broni palnej w łazience oraz obciążających ją zeznań „Śląskiej Aleksis” brzmi to jak niezła bajka lub tani rumuński kryminał.
Cóż, jaki kryminał, taki śledczy detektyw. Zdecydowanie na Sherlocka Holmesa to o wiele za mało, ale na Sherlocka Kalisza w zupełności wystarczy.
Libicki Wallenrod.
Zajmujący się doraźnie jeżdżeniem wózkiem inwalidzkim po europarlamencie poseł Filip Libicki odkrył nowy talent. Po szeregu przeciekawych wpisów na swoim blogu oraz Salonie24 dotyczących morderczo-zamordystycznego PiSu, którego szeregi poseł przez kilka lat zasilał, teraz dokonuje próby zaistnienia w niezwykle ciekawym gatunku literackim.
Poseł rzucił się w nurt PIS-politiical-fiction. Stworzył postać „Ponurego Radykała” , „Pewnego Polityka” i jeszcze tak kogoś by szokować oraz straszyć publikę już nie tak bezpośrednio lecz zza woalki. W opowiadaniu „Bolesne dojrzewanie Pewnego Polityka” ujawnia swój dość marny talent pisarski ale też niezwykłą megalomanię. Otóż Libickiemu wydaje się, że był postacią znaczną, mającą wpływy na większość partyjnych decyzji i zakuluarowych rozgrywek.
Martwi rosnąca niczym nie podyktowana wysoka samoocena i mniemanie o własnej osobie.
Filip Libicki był i pozostanie niskiej klasy politykierem, bez charyzmy, talentu i politycznej przyzwoitości (choć o to bardzo trudno w tym środowisku), toteż ani ruchu partyjnego, ani nawet koła politycznego nie stworzy (myślę że nawet dawno już wymyślonego zwykłego koła też nie jest w stanie wymyśleć...) .
Skończy zapewne gdzieś w PO lub PSLu jako członek trzeciej kategorii. Oznaczać to może jedno – polityczne samobójstwo.
Gliwicka prowokacja i PJN
Joanna Kluzik-Rostkowska zasila PO. Była już szefowa Polska Jest Najważniejsza zmieniła nieco zdanie i zapewne po dogłębnych przemyśleniach doszła do wniosku, że to bycie posłem jest najważniejsze.
Wobec marnych wyników PJN sejmowy fotel stawał się co raz bardziej nierealny, toteż oferta wuja Tuska spadła jak z nieba.
Niezbyt cenna to dla platformersów zdobyć, bo kompletnie pozbawiona charyzmy i osobowości a najważniejsze, że i zaplecza. Mimo to w nagrodę za słuszną decyzję, ma dostać od Tuska „jedynkę” na liście PO w okręgu gliwickim.
Nieszczęśliwe te Gliwice. Zamiast człowieka sprawdzonego otrzymują „spadochroniarza”, co już gliwiczanie zdążyli podsumować słowem „prowokacja”.
Ostatnie transfery z lewa i prawa do PO, pozwalają stwierdzić, że właściwszą nazwą dla Platformy Obywatelskiej było by Platforma Jedności Narodu (wzorem niegdysiejszego Frontu Jedności Narodu).
Wobec tego Kluzik-Rostkowska zamieniła jeden PJN na drugi.
Sherlock Kalisz
Przewodniczący Komisji Śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy - Ryszard Kalisz odkrył, że była posłanka nie chciała się zastrzelić.
Wobec faktu posiadania przez nią broni palnej w łazience oraz obciążających ją zeznań „Śląskiej Aleksis” brzmi to jak niezła bajka lub tani rumuński kryminał.
Cóż, jaki kryminał, taki śledczy detektyw. Zdecydowanie na Sherlocka Holmesa to o wiele za mało, ale na Sherlocka Kalisza w zupełności wystarczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
