piątek, 13 sierpnia 2010
Tusk Forever
czwartek, 12 sierpnia 2010
A teraz z innej beczki....
Skończyły się wakacje, Pan Prezydent rozpoczyna ciężką "harówę".
Przed nim pierwsze trudne decyzje i wybory...

WYBORCZE HASŁO WPROWADZANE W ŻYCIE
No i okazało się, że wyborcze hasło prezydenta, to nie czcze deklaracj i puste słowa...
Zapamiętywanka - letnia akademia gimnastyki rozumu
Prowadzi znany i lubiany prezenter Grzegorz Schetyna.
środa, 11 sierpnia 2010
Patriotyczna demostracja - widziana z innej perspektywy
Piękna inicjatywa upamiętniająca czwartą miesięcznicę tragedii smoleńskiej zgromadziła tłumy warszawiaków. Zarówno ci biorący udział w oficjalnej demonstracji, jak i ci którzy znaleźli się po za barierkami i przyszło im obserwować wiec z odległości, wzięli udział w niezapomnianym wieczorze pełnym patriotycznych haseł, religijnych pieśni i głębokich obywatelskich żądań.
My ulokowaliśmy się vis-a-vis Krzyża za barierką dla widzów.
Oczywiście „sympatycy PO” również byli obecni.
Pozwolę tu sobie poświęcić więcej miejsca napitej hałastrze od Tuska i Palikota.
Przewodnią siłę narodu reprezentowali, jak to bywało dotychczas napici (i napaleni) młodzi , nazwani dla ułatwienia „palikotami”, którzy próbowali zakłócać modlitwy głośną muzyką płynącą z magnetofonu.
Aby poznać nieco tok myślenia zionącej alkoholem hałastry wykonaliśmy rundę w okolicach „palikotów”, bawiących się piłką i wykrzykujących jakieś nieartykułowane wyrazy.
Niestety nasza potrzeba poznania nie została zaspokojona, działania ich wydawały się być „spontanicznie-instynktowne”. Wykonywano coś na wzór Tańca Św. Wita w połączeniu z zawodzeniem jakiegoś monstrum, który kiedyś prawdopodobnie było dziewczyną.
Ponieważ muzyka wydobywająca się z ich magnetofonu stawała się denerwująca i uciążliwa dla ucha, udaliśmy się do stojących przy barierkach policjantów z prośbą o interwencję.
Pan policjant wyższy szarżą (pasek i gwiazdka na nim) nie bardzo mógł zrozumieć, że odtwarzanie muzyki w miejscu publicznym wymaga wniesienia opłaty do ZAIKSU, i że radosne „palikoty” dokonują przestępstwa.
W końcu obiecał zająć się sprawą i skierować tam funkcjonariuszy.
Gdy wróciliśmy do miejsca wśród ludzi normalnych, skupienie w modlitwie próbował zakłócać napity szczupły gość w pasiastej koszulce z telefonem przy uchu. Co chwila bił brawo, wymachiwał łapami i coś wykrzykiwał, rozmawiając przy tym przez „komórkę”.
Przyznam, że po kilu chwilach zaczął działać mi na nerwy i nie tylko mnie. Zachowywał się wyjątkowo prowokująco (może specjalny wysłannik „szabrownika z Biłgoraja”?) wymachiwał rękami tuż przy twarzach wchodzących z nim w dyskusję, głośno wykrzykiwał antykościelne hasła (jednak musiał być od Palikota!).
Na szczęście po chwili oddalił się w stronę radosnej hałastry z plażową piłką.
Pojawił się natomiast inny model.
Gość po pięćdziesiątce (z hakiem) łysiejący z lokowaną fryzurą a la Majcherek próbował wydawać z siebie dźwięki przypominające odgłosy modlitwy arabskiej. Że niby to „Taliban”.
W odróżnieniu o reszty, w końcu dał głos w jakiej sprawie „odstawia cyrk”.
-„To za ten transparent, na którym plujecie na Tuska” – stwierdził (transparent domagający się trybunału stanu dla premiera).
Jakoś nikt nie wdawał się z nim w polemikę, toteż oddalił się szukać szczęścia gdzie indziej.
Aż korciło mnie odpowiedzieć mu, że gdyby tu był „Taliban”, to on byłby krótszy o głowę z racji ewidentnych zachowań w stylu homoseksualnym.
Nie minęło dziesięć minut, a zjawił się powrotnie napity „palikotek” w pasiastej koszulce. Tym razem bardziej pobudzony i agresywny. Ludzie wokoło nie zwracali jednak na niego uwagi, toteż zaczął być bardziej namolny i głośny.
W pewnej chwili stojący za moimi plecami człowiek błysnął w jego kierunku fleszem z aparatu... To rozsierdziło „palikotka”. W jednej chwili wyrwał mu aparat z ręki i rzucił nim w kierunku szpaleru policjantów. Dało się usłyszeć dźwięk rozbijającego się urządzenia.
Właściciel aparatu rzucił się w kierunku łobuza. Ten natomiast rzucił się do ucieczki. Wraz z Marzenką pobiegliśmy za „peowcem”. Goniliśmy go już w cztery osoby, bo dołączył do nas ciemnowłosy człowiek, z którym „palikotek” również miał na pieńku.
Tuż pod dawnym kinem „Kultura” moja Marzena wraz z właścicielem aparatu dopadli gościa. Wraz z ciemnowłosym dobiegliśmy do nich i przyparliśmy faceta do muru. Natychmiast zjawiał się policja.
„Zniszczył mi aparat... wyrzucił” – krzyczał jego właściciel. „Nazwał mnie paskudnym Żydem...” – krzyczał ciemnowłosy – „To antysemita”!
Na wszelki wypadek włączyłem się – „Tak, sam słyszałem, że do tego Pana tak powiedział” –dorzuciłem na wszelki wypadek, gdyby potrzebny był świadek.
Po chwili policja odprowadziła „palikotka” do radiowozu. Świadkowie byli niepotrzebni, więc wróciliśmy do naszego miejsca przy barierkach.
Prowokatorzy peowscy jakoś zmiękli i wyciszyli się. Tylko koło z piłką plażową nadal wznosiło pijackie zawodzenia. Nie przerwało ich nawet w momencie zbiorowego śpiewania Hymnu Narodowego.
Cóż, ludzie od Tuska mogą nawet nie znać melodii ani słów.
Gdyby był to na przykład hymn niemiecki...
Resztę czasu spędziliśmy na głębokiej zadumie i modlitwie.
Demonstracja po woli zbliżała się do końca. Tu za barierkami tłum rzedniał a uwagę moją zwracały postaci przemykające za moimi plecami.
Zadziwiające jak łatwo było rozróżnić uczestników demonstracji od „sympatyków PO”.
Głównie „brałem ich” na węch. Zionie gorzałą – znaczy peowiec.
Jeszcze jedna charakterystyczna rzecz zdradzała „palikotów” - telefon komórkowy przy uchu. Czyżby zdawali relację „na żywo” do KC PO?
W wolnym tempie kierowaliśmy się w stronę domu.
P.S> Proszę nie mieć mi za złe, że tyle uwagi poświęciłem otoczce patriotycznej demonstracji zamiast jej samej, ale zapewne lepiej opisze ją ktoś, kto był tuż pod krzyżem, a takich na pewno wśród naszych blogerów nie brakuje.

1. Widok z „naszego miejsca”

2. „Pasiasty” chuligan – sympatyk Palikota, aresztowany przez policję.

3. „Talib” a la Majcherek – wielbiciel Tuska.

4. Krąg „niedorozwiniętych” bez piłki – słucha co tam grają (hymn grają!).

5. Ten sam krąg już z piłką plażową
wtorek, 10 sierpnia 2010
"Noc długich jęzorów", czyli k..wa w oknie zamiast lidera.
Dwadzieścia lat rządów lewactwa do spółki z "koncesjonowaną opozycja" przynosi rezultaty.
Bezstresowe wychowanie oraz wpajany negatywny stosunek do tradycji Polskiej i kultury mogliśmy oglądać na własne oczy. Pokaz poziomu możliwości intelektualncyh młodzieży dał wczorajszy "spęd głupoty" lub jak kto woli "noc długich jęzorów" na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Niestety głupotą bezdenną w nocy z 9 na 10 kwietnia popisali się nie tylko: nasłane przez peowskich "dygnitorzy" przygłupie młodzieżówki oraz przygłupi młodzieńcy ale również sami ich mocodawcy - "przygłupi dygnitorze'.
Jak bowiem inaczej niż brakiem rozumu u władz miasta, można tłumaczyć zgodę na chuligańską demonstrację i do tego w środku nocy, w dzień powszedni?
Nie wiem, czy na łeb upadł Dyrektor Jóźwiak z Ratusza, czy też sama "bufetowa" twardo lądowała na swoim "czarnym kasku", ale NIKT PRZY ZDROWYCH ZMYSŁACH nie mógł zdobyć się na podobny pomysł!
Niestety przypomina to hitlerowskie demonstracje i nocne wiece z lat 1933-35.
Tam też wznoszono hasła o paleniu na stosie przeciwników z ich ideami i o jedynej słusznej drodze, którą ma podążać młodzież.
Ktoś powie, ale przecież nic się nie stało - nikt nie ucierpiał...
Na razie. Na razie obyło się bez rozruby na skalę przekraczającą możliwości opanowania jej przez pilnujących, młodych policjantów, choć bez agresji w wykonaniu "sympatyków PO" się nie obyło.
Piwko, winko, wódeczka i wulgaryzmy. Jednym słowem na każdym kroku radocha z jakiegoś co chwila rzucanego hasła zrodzonego w móżdżku matoła.
W końcu sześciu przygłupów trafiło do izby wytrzeźwień, a kilku ma postawione zarzuty dokonania czynów karalnych. To tylko dzięki wyjątkowo "dobrze" do protestujących nastawionej policji, było ich tylko tylu.
W każdym demokratycznym kraju, z zebranego wczoraj motłochu peowskiej hałastry siły porządkowe powinny "wyłowić" co najmniej tryzdzieści-pięćdziesiąt razy tyle przestępców, którzy grozili i znieważali modlących się.
Głównie znieważali osoby starsze, bo te w ich "dyscyplinie" są bezbronne.
Kulturę osobistą widać było na każdym kroku.
Pijane powykrzywiane gęby bełkoczące jakieś głupoty, machający łapami nachlani bezzębni "wielbiciele Bronka", tańczące "taniec Św. Wita" napite zdziry i transparenty.... transparenty będące wyrazem pokojowej demonstracji: :"Precz z Krzyżakami - na stos z mocherami", "Dupa", "Precz z krzyżem",...
Wszystko pod ochroną policji za wstawiennictwem najjaśniej panującej władzy.
W końcu nie po to nasyłali naalkoholizowane towarzycho na grupkę modlących się, by policja im teraz przeszkadzała.
Cały spęd sprawiał wrażenie kiepskiej "agitki" z czasów zamierzchłego PRL. Jak i wtedy bywało, większość tak naprawdę nie była świadoma po co tam przyszła. Nie znała tematu, głębi konfliktu... Przyszła bo "szykuje się fajna rozruba", można będzie wypić, pokląć, drzeć gębę w środku nocy i to wszystko całkiem legalnie!
Platforma Obywatelska sięga do sprawdzonych metod epoki Gomułki i wczesnego Gierka.
Problemy kraju oraz własne afery zamiata pod dywan, a w zamian inicjuje sztuczne konflikty, wykorzystując do rozpalania ich tę przygłupią część młodzieży - wyznawców Palikota.
Sam „guru" nie pojawił się na wiecu, ale brak widoku jego osoby zrekompensowała prostytutka z Hotelu Bristol, która na chwilę "oderwała się od klienta" i pokazała w oknie na trzecim piętrze.
Zebrała owacje niczym sam mistrz Palikot z Komorowskim do kupy.
Właściwie to brakowało tylko na czele wiecu Pan i Prezydent Gronkiewicz-Waltz, ale może spała już.
Nie wykluczone, że tego typu "nocne burdy" wejdą na stałe do kalendarza imprez w Stolicy pod rządami HGW. Nowa jakość i pionierska pomysłowość przyciągnie zapewne duże rzesze żądnych nachlania i podarcia gęby w środku nocy.
------------------------------------------------------------------------
Już dziś za wszystko podziękować można edukatorom, którzy od ponad dwudziestu lat prowadzą nierówną walkę z Polskością, plują i zieją jadem na wszelkie przejawy patriotyzmu.
Manipulują i ogłupiają swoich czytelników.
Podziękujmy najbardziej niebezpiecznej sekcie działającej (i to legalnie) w Polsce: Rodzinie Agora.
Sekta ta ma mocne oparcie we władzy, bo funkcjonariusze rządzącej dziś PO, to gorliwi wyznawcy prawd głoszonych przez sektę.
Wielu z nich należało w przeszłości do satelickiego ugrupowania partyjnego stworzonego wokół "Rodziny" nazwanego Unia Demokratyczna a część z nich nawróciła się nieco później.
Teraz (co widać było w nocy) świeżo wyedukowane przez "agorczyków", bojowe skrzydło młodych PO (coś na wzór "hitlerjugend") stanowi silę i stalowe ramię partii w walce z krzyżem.
Jak na ruskim froncie - sztakan spirita i wpieriod!
Wielki zasługi w tworzeniu młodych przygłupów ma też polska lewica, tak pięknie edukująca naszą latorośl w okresach rządów Oleksego, Cimoszewicza, Belki, Millera.
Śmiechem przepełnia zachowanie wobec całej tej "nocy długich jęzorów" głowy (?) Państwa - Pana Prezydenta Komorowskiego.
Pod jego urzędem (chwilowo nie zamieszkanym) dzieją się chuligańskie wybryki, pijackie ekscesy i profanowanie pamięci tragicznie zmarłego poprzednika - Lecha Kaczyńskiego, a "Bronek Normalny" spokojnie i normalnie zjada zupę w mieszkaniu na Śródmieściu lub w Budzie Ruskiej.
Ani me, ani be ani kukuryku. Cisza, jak po śmierci organisty.
A wystarczyła deklaracja, by całego zamieszania uniknąć. Jednak partyjne interesy wzięły górę nad zgodą, która ponoć ma budować.
Złych doradców wybrał sobie Prezydent.
Czego innego jednak można się spodziewać, gdy niczym Rasutin na dworze Mikołaja II, na dworze Bronisława I rządzi niepodzielnie Janusz Palikot - bóg, bożyszcze zapijaczonej młodzieżówki.
I to że Bronisław Komorowski swoją przysięgę prezydencką w Sejmnie zakończył słowami "Tak mi dopomóż Bóg" nie oznacza wcale, że Naszego Boga miał na myśli.
A Palikot zawsze mu pomoże.
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Gangsterzy i filantropi
W Agorze radocha, bo udało się dopiec jednemu z najbardziej nieprzejednanych przeciwników "mazowiecczyzny" i w majestacie prawa pozbawić go luksusowego BMW.
Przypomnę, że poszło o wypowiedź Jacka Kurskiego dotyczącą powiązań "GW" ze spółką J&S, która zajmuje się handlem paliwami. Agora, jak to Agora obraziła się i oddała sprawę do sądu o zniesławienie.
Rzecz jasna wygrała proces i zyskała to, że Kurski zobowiązany został do wpłacenia 10 tys. Złotych na cele społeczne oraz zamieszczenia sprostowania w gazecie.
Kurski odwołał się, a gdy to nic nie dało wystąpił ze skargą na wyrok do Trybunału w Strasburgu.
Agora tymczasem, czym prędzej, bez wiedzy Kurskiego zamieściła w "GW" przeprosiny podpisując je imieniem i nazwiskiem posła!

Miało być to tzw. "wykonanie zastępcze". Trudno zrozumieć co miało by być zastępowane i czym, skoro nikt z pomysłodawców tego ruchu nie nazywa się Jacek Kurski a podpisywanie oświadczeń nazwiskiem osoby drugiej jest po prostu przestępstwem. Jest to w czystej postaci fałszerstwo.
Póki co nie ma w prawie żadnego cywilizowanego kraju metody, by zmusić człowieka do wyrażania oświadczenia na piśmie wbrew własnej woli.
Co najwyżej za niezastosowanie się do postanowień sądu można skazanego dodatkowo ukarać karą grzywny, aresztem...
Nie wolno natomiast fałszować podpisu, bądź podszywać się pod kogokolwiek!
W tej sytuacji działania Agrory noszą wszelkie znamiona przestępstwa.
Wszystko jednak dzieje się w majestacie prawa - bo Agorze wolno wszystko.
Ciekawe co na to prawnicy w Strasburgu.
Gdyby skargę Kurskiego rozpatrzono w jakimś nawet fragmencie w sposób korzystny dla niego i wskazano błędy po stronie polskiego wymiaru sprawiedliwości, to mogło by okazać się, że Agora ze swoimi pieniaczami działała bezprawnie.
Tylko kto wtedy odkupi Kurskiemu samochód?
------------------------P.S. Natomiast, działając zupełnie w majestacie prawa i nie naruszając niczyjego wizerunku, nie fałszując i nie podszywając się pod nikogo zgłaszam propozycję.
Zamieśćmy w "Gazecie Wyborczej" następujące przeprosiny:

Szok?
Nie, wystarczy tylko porozumieć się z jakimś obywatelem o imieniu Adam oraz nazwisku Michnik i w jego imieniu zamieścić w gazecie ogłoszenie (oczywiście płatne).
Agora nie może odmówić. Bo niby z jakich przyczyn? :)
A tak naprędce już znalazłem w netcie dwóch Adamów Michników....
