wtorek, 24 lutego 2009

Bezczelność ludzka nie zna granic - trzy przypadki.

Przypadek 1.
Zdarzenie
Pięćdziesięciosześcioletni Józef B. dokonał kradzieży dwóch butelek wódki i sześciu paczek papierosów marki „Fajrant” ze sklepu GS „Samopomoc Chłopska” we wsi Chorążówka. Miało to miejsce w czasie gdy sklepowa, prywatnie znajoma Józefa B. zajęta była na zapleczu przyjmowaniem dostawy towaru. Wykorzystawszy jej nieuwagę, złodziej przeskoczył przez ladę, schował do siatki skradzione przedmioty i wyszedł ze sklepu.
Sklepowa Janina Z., gdy tylko zorientowała się w brakach towaru, powiadomiła o tym Józefa B. i zażądała zwrotu wyniesionego ze sklepu mienia.
Oskarżony nie przyznał się do winy i mętnie tłumaczył, że nikt nie policzył przy nim stojących na półce butelek wódki i paczek papierosów. Choć kilka godzin wcześniej, przed wizytą Józefa B. sklepowa Janina Z. przeliczyła towar i zaraz po jego wyjściu (tchnięta przeczuciem) również – bezczelny znajomek szedł „w zaparte” i jawnie kpił z poszkodowanej.

Epilog
Józef B. niedługo po zdarzeniu, ponownie odwiedził GS „Samopomoc Chłopska” we wsi Chorążówka i zażądał od Janiny Z. wydania mu na tzw. „zeszyt” dwóch butelek wódki oraz sześciu paczek papierosów „Fajrant”. Gdy sklepowa odmówiła, zrobił karczemną awanturę i biegał po wsi głośno krzycząc o dyskryminacji i nazywając Janinę Z. słowami uznawanymi za obelżywe.
Grupa mieszkańców, z wójtem na czele (który jest prywatnie dobrym znajomym „od kielicha” Józefa B.) potępiła decyzję o nie przyznaniu „kredytu” potrzebującemu i zapowiedziała rozważenie odebrania koncesji na prowadzenie sklepu Janinie Z.


Przypadek 2.
Zdarzenie

Dwudziestoośmioletni Jacek K. zniszczył mienie Biblioteki Publicznej w Komorach koło Wątłoboków. Stało się to 16 lipca ubiegłego roku. W godzinach porannych Jacek K. posiadający kartę biblioteczną, wypożyczył na okres jednego tygodnia czterotomową „Historię Polski”. Księgozbiór został zwrócony bo biblioteki w terminie. W czasie odbioru, podczas rutynowego sprawdzania stanu zwróconego mienia biblioteki, przerażona pracownica stwierdziła ubytki w postaci wyrwanych wielu kartek z ksiąg. Wskazywał na to brak ciągu numeracyjnego stron. Na zwróconą uwagę Jacek K. roześmiał się i stwierdził, że nic nie brał i nie wyrywał. „To tak od nowości, tych kartek nigdy nie było” - stwierdził z szerokim uśmiechem i wyszedł z biblioteki.

Epilog
12 stycznie br Jacek K. ponownie odwiedził Bibliotekę Publiczną w Komorach koło Wątłoboków. Zażądał wypożyczenia my ponownie czterotomowej „Historii Polski” na okres jednego tygodnia. Nauczeni przykrym doświadczeniem pracownicy biblioteki odmówili. Rozwścieczony Jacek K. wybiegł z biblioteki, lżąc niemiłosiernie bibliotekarzy i zapowiadając srogą zemstę. Dwa dni później Przewodniczący Rady Miasta Komory Ronald U. (który jest prywatnie wspólnikiem w interesach Jacka K.) potępił decyzję pracowników biblioteki i zapowiedział sankcje karne w stosunku do tych, którzy „bronią dostępu do wiedzy mieszkańcom miasta”.


Przypadek 3.
Zdarzenie
Czterdziestodziewięcioletni Lech W. pełniący wówczas (1992 rok) obowiązki Prezydenta RP zażądał od ówczesnego szefa MSW Andrzeja M. dostarczenia mu do miejsca urzędowania tajnych akt SB dotyczących swojej osoby. Oryginały akt przekazano bez pośrednictwa tajnych kancelarii. Wróciły one po jakimś czasie do UOP zdekompletowane. Wszczęto śledztwo w tej sprawie, a kolejne ekipy UOP bezskutecznie żądały od Lecha W. zwrotu akt.
Lech W. zaprzecza jednak, by miał coś z nich usunąć i jako osobę, która mogłaby dać odpowiedź wskazuje nieżyjącego już od wielu lat Andrzeja Z.- ministra w swojej kancelarii (chodzi prawdopodobnie o to, że Andrzej Z. nocami zakradał się do biurka Lecha W., wyjmował i niszczył jego akta). W każdym razie nie ulega wątpliwości, że akta Lecha W. są zdekompletowane i że dokonano tego w czasie wypożyczenia do Pałacu Prezydenckiego.

Epilog
20. stycznia br emerytowany elektryk i były Prezydent Lech W. zażądał udostępnienia akt SB z lat 1970-76, czyli z okresu gdy był zarejestrowany jako TW o pseudonimie „Bolek”.
Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej*), Lech W. rozpętał burzę. Zaangażował w nią nawet Donalda T. pełniącego czasowo obowiązki Premiera oraz innych prominentnych działaczy obecnego rządu. Wnioskowano nawet o rozwiązanie IPN, lub w najlepszym wypadku o zmianę statusu instytutu.

Podsumowanie:
Twardy opór uczciwej części społeczeństwa może tylko pomóc zrozumieć swój błąd, tym którzy zeszli na złą drogę, a tym samym nie dopuścić do wystąpienia wśród nich zjawiska zwanego recydywą.
Jednym słowem – nie należy dawać możliwości popełnienia ponownego przestępstwa tym, którzy mają „lepkie łapki”, ponieważ gdy się raz sparzymy, wolimy dmuchać na zimne.
A szanowni obrońcy niedoszłych recydywistów, dziś głaszczący ich po głowach i domagający się specjalnych przywilejów dla nich, niech lepiej udostępniają swoim podopiecznym wyłącznie własne, prywatne mienie. Może oduczy ich to naiwności, ewentualnie cwaniactwa.

*) Oficjalnie gdański Oddział IPN odmówił Lechowi Wałęsie dostępu do jego akt z lat 1970-76, powołując się zapis który zabrania udostępnienia niektórych dokumentów byłym agentom. Nie chodzi o wszystkie dokumenty z tego okresu, lecz tylko o te, które osobiście napisał Wałęsa, lub takie, które powstały w wyniku jego donosów ustnych.

piątek, 20 lutego 2009

Wraca normalność(?) Darwinizm zwrotny Niesiołowskiego Stefana.

Są pewne oznaki, że wraca normalność.
Przynajmniej tak się wydaję, gdyż dało się wyczuć jej obecność w sejmie. Otóż widziano ponoć normalność na Komisji Etyki Poselskiej, podczas rozpatrywania spraw posła Jarosława Kaczyńskiego, który wypowiedział niegdyś kilka prawdziwych słów o znanym łódzkim choleryku Niesiołowskim.

Jako, że były Premier potrącił obiekt kultu religijnego Platformy Obywatelskiej, grupa aktywnych członków tej partii, oburzona szarganiem ich uczuć duchowych i fetyszy w postaci czerwonych policzków i rozbieganych oczu Niesiołowskiego, wniosła do KEP skargę na Kaczyńskiego.
Że niby jak on śmiał i tak dalej... Że jak można i w ogóle...

Nie wykluczone, że trzy dni Karpiniuk z kolegami w pielgrzymce do domu Osoby Świętej w Platformie Jedynej, po zbudowanych na Euro 2112 drogach do miasta Łodzi udawali się. Po łysiejącej głowie Stefana głaskali i srogą zemstę na Kaczyńskim przyrzekali.

Ponoć nawet Tusk dwie noce z rzędu nie spał tylko żonę Małgorzatę łokciami w łóżku obijał przekręcając się co i raz z boku na bok
W finalnym okresie, drugiego dnia nad ranem osiągnął nawet prędkość średniej klasy turbiny i tylko dzięki zabiegom najbliższej rodziny wyhamował.

Nie spiesząc się zbytnio KEP żalu i goryczy „platfowiernych” wysłuchała i wydała salomonowy wyrok – „spieprzajcie i nie zawracajcie d...y” a tłumacząc na język parlamentarny: „sprawy nie rozstrzygnięto, gdyż w głosowaniu był remis”.

Oznacza to, że albo ktoś w zdominowanej przez Platformę i komunistów Komisji Etyki zdradził i wyparł się Stefana, albo oznacza to powrót normalności. Prawdopodobnie, po części i jedno i drugie, ale zawsze miło pomarzyć.

Niby sprawa błaha, bo właściwie nic nowego Kaczyński o Niesiołowskim nie powiedział. Wszystko co zostało ujawnione z sejmowej mównicy jest ogólnie wiadome i znane wszem i wobec. Można o tym przeczytać w opracowaniu IPNowskim „Działania SB wobec organizacji Ruch”.

Stefan Niesiołowski po aresztowaniach w organizacji, już na pierwszym przesłuchaniu raczył był wszystko opowiedzieć ze szczegółami, czym nieco skomplikował dalsze życie „w pudle” innym zatrzymanym, którzy zgodnie z umową „szli w zaparte”.

Uroczy ten „gaduła” dziś dorabia ideologie do swoich czynów i bohatersko wypina pierś po zaszczyty, niszcząc każdego kto tylko źle się wyrazi o jego martyrologii.
Stworzył dogmat, ochoczo przyjęty przez swoich wyznawców, a mówiący o tym, że: „co Stefan mówi jest to święte i jedynie prawdziwe”

Tak więc dookoptowawszy sobie wiernego kompana przy swoich „cudach boskości” w postaci Andrzeja Czumy wzajemnie świadczą sobie usługi w ramach firmy „Świadkowie” sp. z o.o. „Całodobowo-pewnie-skutecznie-przekonywująco”
Tyle wprowadzenia, teraz do rzeczy.

Prawdopodobnie największym przestępstwem Kaczyńskiego było stwierdzenie, że „trzynastoletnie dziewczynki w zderzeniu z gestapo wytrzymywały potworne tortury, więc nie ma tutaj w ogóle o czym mówić (to o gadulstwie Niesiołowskiego na pierwszym przesłuchaniu w UB)”.

„Stefanianie” uzasadniając złożenie wniosku do komisji etyki, mówili, że "Jarosław Kaczyński użył haniebnych, podłych słów w odniesieniu do Stefana Niesiołowskiego" i "takie wypowiedzi nigdy nie powinny mieć miejsca".
Osobną sprawą jest, czy istnieją w ogóle jakieś haniebne, podłe słowa mogące obrazić Stefana Niesiołowskiego, ale o tym dalej.

Fakty są natomiast takie, że nic co zostało powiedziane nie może być uznane w oparciu o dokumenty historyczne za nieprawdę czy też oszczerstwo.
Zapewne zdecydowana większość przyzna, że „donoszenie” już na pierwszym przesłuchaniu nie jest bohaterstwem (delikatnie mówiąc), a wypadki heroizmu i wytrzymywania straszliwych tortur przez polskie dzieci również miało miejsce. Wystarczy tylko zestawić oba wątki....

Jak już napisałem, wątpię czy istnieją jakieś słowa w języku polskim, mogące obrazić Niesiołowskiego.
Podobnie jak nie istnieją w świadomości przyzwoitego człowieka zachowania, których mógłby on się dopuścić. Ale nie Niesiołowski Stefan!
Podczas gdy jego niedoszłe „dzieło życia” jest bohaterstwem, już np. czyn braci Kowalczyków to „zwykłe piromaństwo”
Były katolik i pozorant walki o lustrację, stanowi swoisty sejmowy folklor (w zastępstwie Leppera i reszty Samoobrony) i wszystko to co robi jest obliczone na poklask tej prymitywniejszej części wyborców PO. Choć o palmę pierwszeństwa „gadulski Stefan” musi bić się z Palikotem i Kutzem, widać nie rezygnuje.

Zadziwiający w tym wszystkim jest brak reakcji prasy. Każdy inny „polityk” pokroju Niesiołowskiego (oczywiście z listy PiS czy z LPR itp.) dawno był by zniszczony i wyrzucony na śmietnik historii, czyli tam gdzie jego miejsce. A Stefanek istnieje, plecie durnoty, wypowiada wyuczone frazesy w zgrabnych formułkach, obraża i pomawia. Zmienia przy tym poglądy co kilka lat i punkt widzenia na najnowszą historię Polski.

Z zaciekłego obrońcy lustracji i antybolszewika stał się na skutek cudownego dotknięcia Św. Donalda – antylustratorem i obrońcą „bolszewików”.

Jednym słowem Niesiołowski ewoluuje.
Stanowi to żywy przykład na potwierdzenie teorii Darwina, z jedną różnicą - wszystko postępuje w odwrotnym kierunku.

niedziela, 15 lutego 2009

"Odgrzewane kotlety" - Świńska twarz Posła Palikota

W cyklu "Odgrzewane kotlety" dziś prawdziwa twarz posła Palikota i jego słynne "wystąpienie" w studiu TVN.

środa, 11 lutego 2009

AIDS umysłowy

Powraca cyklicznie. Raz na jakiś czas falami, obfite żniwo zbiera umysłowy AIDS.
Gdy nasila się zwłaszcza wzmożona aktywność seksualna redakcji „Gazety Wyborczej” (pieprzą bez opamiętania) oraz pomniejszych organizacji społecznych i towarzyskich, oznacza że zarażeni AIDS umysłowym, zaczynają polowanie na antysemitów.

Co to jest antysemityzm?
Prawdopodobnie nikt tego jednoznacznie nie określi i w żaden racjonalny sposób nie wytłumaczy. Słowo wytrych.

Wśród chorych na umysłowy AIDS słowo symbol, podobne jak dla komunistów słowo komunizm. Komunizmu też nikt tak naprawdę nie widział, ale walka o niego jest zaszczytem i obowiązkiem. Komunizm w rozumieniu jego wyznawców to elektryczność, rodzina, dobrobyt... czyli wszystko. Podobnie jest z antysemityzmem, wszystko co przeszkadza „GW” i pomniejszym durnym kanapowym organizacjom to „antysemityzm” i należy go „tłuc”.
A jeżeli jeszcze sprawa dotyczy wydarzeń o charakterze Polskim, patriotycznym to już jest megaantysemityzm.

Tak jak nie da się uleczyć dzikiego afroafrykańczyka (tak chyba brzmi europoprawna nazwa murzyna) który uprawiał seks z małpą „i złapał HIVa” lub radosnego „wyzwolonego” pederasty zarażonego tymże samym przez przygodnego prostytutka w Amsterdamie, tak też nie da się wyleczyć nałogowego czytelnika „Gazety”.

Umysłowy AIDS już po kilku tygodniach powoduje nieodwracalne zmiany i „polakofobię galopującą”. Zdrowej części ludności nie poddającej się „urokowi” Gazety oraz będącej poza strefą wpływów „Rodziny Wydawnictwa Agora” nie pozostaje nic tylko współczuć chorym i uśmiechać się (do nich, z nich?) pobłażliwie.

A jest czego współczuć „rodzinie zarażonych z Agory”.
Wprawdzie wyrywkowo, ale przewertowałem archiwum „Gazetki” pod kątem antysemityzmu. Co znalazłem? Ubaw na całego łamany na współczucie!

Nie sposób wymienić wszystkie „chore” materiały, choćby tylko z okresu roku.
Multum, multum. Począwszy od prezentującego chorobliwe nieuctwo Sankowskiego, który ma za złe NSZowi, że strzelał do skomunizowanych Żydów. Poprzez niejaką Wielowiejską, która piętnuje Polski antysemityzm, bo....jest i już! Aby dokopać wszystkim „antysemitom” pochyla się nawet nad „filmowym fałszywym gniotem” Shoah kompletnego idioty oraz syjo-nazisty Lanzmana i jawnie domaga się kochania żydokomuny.

Warte są jeszcze odnotowania zbite w cykl materiałów o Marcu’68 wywiady, wspomnienia i rozmowy uczestników tamtych wydarzeń. Oczywiście tych, zaprzyjaźnionych z „GW” czyli „krewni i znajomi królika” (ups, Michnika) z których jasno przebija polski antysemityzm!
Oczywiście „Gazeta” nie tylko inicjuje ale także żywo uczestniczy i udostępnia swoje łamy najbardziej „światłym i europejskim” organizacjom zwalczającym „antysemityzm”.

Stałym gościem na łamach jest stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita”, która ma ambicje na miarę dawnego GUKPPiW (Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk) wyszukuje tematów, gdzie ktoś niepochlebnie wyraża się o Żydach i skarży do sądu. Oczywiście większość tych spraw jest przez wymiar sprawiedliwości odrzucana. Póki co nie ma zapisu o przymusowej miłości Żyda, Rosjanina, Araba czy też innego „inostrańca”.
Jest też w prawie polskim zapis o wolności wypowiedzi, nawet krytycznej, mieszczącej się w ramach faktów historycznych oraz ich interpretacji.
Najwyraźniej tym z „GW” i „Otwartej” nie podoba się polskie prawodawstwo i woleli by coś na wzór przepisów ustanawianych niegdyś przez swoich rodziców i dziadów, czyli stalinowskiego modelu prawa. Niestety, za późno się urodzili.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Kilka dni temu „Poszukiwacze zaginionego antysemityzmu” skażeni umysłowym AIDS, znów zaatakowali. Tym razem nie spodobało im się, że nie kocha ich Prof. Bogusław Wolniewicz. Doszukali się w luźnych wypowiedziach (w Radiu Maryja) treści przestępczych, polegających na obojętności wobec świąt żydowskich i deklaracji odrębności kulturowej.
Mam nadzieję, że składającą zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, w imieniu „Otwartej Rzeczpospolitej” Panią Paulę Sawicką, zagorzałą słuchaczkę radia O. Tadeusza Rydzyka nikt w prokuraturze poważnie nie traktuje. Tak jak i jej donosów.

Póki co cieszmy się z wolności i prawa do swobody wypowiedzi. Diabli wiedzą, na jaki pomysł wpadną jeszcze „tropiciele” wraz z „rodziną zarażonych z Agory”.

Dziś mija 33 rocznica wprowadzenia poprawek do konstytucji PRL dotyczących kierowniczej roli partii i sojuszu z ZSRR. Oby nie dało to impulsu do działań w kierunku zapisu o bezwzględnym ukochaniu każdego judejczyka i sojuszu „do grobowej deski” z „Gazetą Wyborczą”.

P.S. Inny znów tropiciel antysemityzmu Dawid Warszawski vel. Konstanty Gebert, vel Kostia Giewert wystąpił w programie TVN, traktującym o braciach Bielskich.
Na pozór nic dziwnego. Tewje Bielski, to dla Konstantego jak ojciec. Też komunista, bandyta, agent NKWD itp. itd. Dlatego też jako jedyny z zaproszonych do udziału w programie, Gebert miał pretensje do polskich chłopów, że dobrowolnie nie utrzymywali zbirów od Bielskiego!
Dziwią się ludzie później, że w Polsce zdarzają się wypadki postaw antysemickich. I czego się dziwią? Skoro prowokatorów nie brakuje...

Dlatego apeluję: odizolować chorych na AIDS umysłowy, od reszty społeczeństwa a wszystkie animozje i rany się zagoją.



Nie tylko AIDS umysłowy.

WYNIKI EKSPERYMENTU PRZEPROWADZONEGO NA PRZYPADKOWYCH CZYTELNIKACH „GAZETY WYBORCZEJ”

Specjalnie powołane do tego ciało naukowe, przeprowadziło ciekawy eksperyment na przypadkowej grupie czytelników „GW”.
Efekty przekroczyły najśmielsze oczekiwania.




Stefan W. z Kłobudzka po przeczytaniu sobotnio-niedzielnego wydania „GW” (w tym dwa razy materiału o polskim antysemityzmie w „Wysokich Obcasach”) zapuścił paznokcie, zawiązał szorty na głowie i zwinął w rulon całe wydanie gazety, po czym je wypalił, zaciągając się głęboko.



Teodor Z. z Cichego Dna po lekturze poniedziałkowego wydania „GW”, w tym demaskatoskiego tekstu o polskim antysemityzmie, zjadł własne zęby przednie oraz doznał zapadnięcia gałek ocznych.





Marian C. z Kurzowędła po pzreczyatniu tylko połowy „GW” w tym pięknego tekstu o antysemityzmie polskim na kresach, obrzezał sobie palec serdeczny i udawał kozaka – czerwońca.

piątek, 6 lutego 2009

Rozmowy pod okrągłym stołem - TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!

UWAGA, TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!
Zainspirowany wpisem Rzepki, pod moim poprzednim tekstem, postanowiłem przedstawić rysunkowo jak właściwie mogła wyglądać rozmowa między dwoma, nazwijmy to „Bardzo Ważnymi Panami” i w jakich okolicznościach mogło to mieć miejsce...








Zbieżność postaci poklęczeci i poleżeci - przypadkowa.

Cały materiał o zapomnianych taśmach i Okrągłym Stole w czwartkowym wydaniu DZIENNIKA: http://www.dziennik.pl/polityka/article313116/Oto_nieznane_nagrania_z_Okraglego_Stolu.html

Dzień Świra

Podniosła atmosfera rocznicy rozpoczęcia obrad „Okrągłego Stołu” udzieliła się chyba wszystkim. Najbardziej, bo już od rana czcili ten dzień ci, którzy zebrali się w sejmie aby poglindzić i strzelić setkę z dawno nie widzianymi kolegami z „walki”.

Miło było popatrzeć i posłuchać tzw. „koncesjonowanej opozycji” kadzącej swoim dobroczyńcom i na odwrót. Przypominało to trochę stary góralski zwyczaj picia wódki: ja piję do Ciebie, ty pijesz do Niego, a On do mnie – a później wszyscy jesteśmy narąbani i rzygamy wspólnie.

Prawdopodobnie, to właśnie ta setka czy dwie, czyli wyskokowe alkohole spowodowały, że Frasyniuk postulował o wystawienie pomnika Jaruzelskiemu z Wałęsą (chyba na rękach), Michnik cytował „Gazetę Polską”, Mazowiecki opowiadał o słuszności grubej kreski, mimo że jeszcze niedawno tłumaczył, że został źle zrozumiany i to wcale nie chodziło o „grubą kreskę”, a reszta „czerwonych stolarzy” plotło pomniejsze baje.

Swoim zwyczajem, już pod wieczór wypowiedział się sam Wałęsa, który prawdopodobnie przesadził z napojami wyskokowymi i stwierdził, że „komuniści chcieli, by opozycja udławiła się władzą” czym zakłócił tak piękny rocznicowy dzień i popsuł nastrój sielanki. (Jacy komuniści? Przecież to była pre-socjaldemokracja!)

Na ekranach telewizorów przez cały dzień pojawiały się dawno nie widziane postaci bankrutów politycznych takich jak: Mazowiecki, Frasyniuk, Michnik, Reykowski, Kwaśniewki, Ciosek, Jaruzelski, Miller, Samsonowicz itd. itp.

Szczególnie sympatycznie, że operatorzy często zawieszali szklane oko kamery na „ojcu chrzestnym” całej imprezy czyli na profesorze Samsonomiczu.

Tak, gdyby nie Henryk Samsonowicz losy wielu z uczestników jublu potoczyły by się zapewne inaczej. To powołana przez niego 12 kwietnia 1990 roku tzw. „Komisja Michnika”, która w składzie Kroll, Holzer, Ajnenkiel i nieoceniony Michnik wdarła się heroicznie do archiwów MSW i wyprostowała życiorysy najbardziej zaufanych i dobrych towarzyszy walki z „komuną”. Warto przypomnieć, że „komisja” działała od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 roku, a jedynym efektem jej prac było stwierdzenie „o niekompletności akt”
Nigdzie nie rejestrowano jakie teczki były przeglądane i co z nimi robiono. Np. ile z nich wynoszono oraz czy w ogóle je oddano... itp.

Taką to komisję powołał Henryk Samosnowicz – ówczesny Minister Edukacji Narodowej (!!!) Po prawdzie, równie dobrze taką komisję mógłby powołać Minister Sportu albo Przemysłu Ciężkiego (był kiedyś taki) lub nawet Dyrektor Departamentu Śrutu, Drutu i Parasoli Giętych.
Faktem jest, że chłopaki robotę wykonali dobrze a dodatkowo, jako ciało powołane przez szefa MEN sprawdzili wszystkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne oraz stylistyczne. Oczywiście w tym co po ich wizycie pozostało na miejscu.
Dziś ta komisja nazywana jest przez niewtajemniczonych „Chujwipoco” , a przez wtajemniczonych „KażdyTWwipoco”.

Właśnie dzięki temu ciału, dzisiejsze imprezy rocznicowe wyglądały tak pięknie i bratersko. Lansowany dla plebsu mit twardej, szlachetnej opozycji i dobrej komuny ocalał.
Duża buźka, jak dwadzieścia lat temu.
Panowie, zdrowie Samsonowicza!

Szkoda tylko, że nie mógł być obecny „główny architekt przemian” i „twórca Solidarności” - Bronisław „Drogi” Geremek.
Szkoda, że nie mógł wpaść "na jednego" za zdrowie wszystkich obecnych.
Niestety...
Już wcześniej wpadł na jednego..... w Ducato.


P.S. Przy całej tej imprezie „koncesjonowanych” zapomniano tylko o „Wielkiej Idei Solidarności”. Jakoś nie dotarła na bankiety.



Z ostaniej chwili...

Stoi w Warszawie zapomniany pomnik jakiegoś ALowskiego partzanta. Jak by tylko Władek F. chciał, to...


czwartek, 29 stycznia 2009

Z życia elit rządzących cz. 1

Zgrzyt w Operetce
Do niewielkiego zgrzytu doszło wczoraj podczas obchodów „Dnia Radości Narodowej i Cudu Objawionego” . Jak podaje Dyrekcja Operetki Narodowej, pomyłkowo, wystawiono zamiast wspaniałego dzieła Franza Lehara „Wesoła Wdówka” niemniej epokowe, lecz mniej znane dzieło naszego Premiera „Wesoła Żydówka”. Była to premiera dzieła Premiera w Operetce Warszawskiej. Początkowo nieco skonsternowani zaproszeni goście, już po kilku minutach zachwyceni dziełem szefa rządu i rozbawieni do łez, bili gromkie brawo i skandowali Hania, Hania.




















Na zdjęciu: zachwyceni oraz rozbawieni do łez goście oraz zachwycona i rozbawiona do łez odtwórczyni głównej roli.

Cenne znalezisko
Miło nam poinformować, że Pełnomocnik Premiera ds. Relacji Międzynarodowych, Pan Władysław Bartoszewski w dniu wczorajszym natrafił na cenne znalezisko.
Podczas spotkania z Panią Kanclerz Angelą Merkel, Pan Bartoszewski dokonał odkrycia zabytkowego pierścienia na palcu Pani Kanclerz. Reszta spotkania upłynęła w miłej i serdecznej atmosferze.















„Kutz napier..la o Śląsku” w Popierdułkach.
W ramach ogólnopolskiej akcji objazdowej „Kutz napier..la o Śląsku” były reżyser wystąpił wczoraj przed mieszkańcami Popierdułek koło Kurdemostu. Z przejęciem napierd..ał o swoim drogim mecenasie i przyjacielu byłym I Sekretarzu KW PZPR Zdzisławie Grudniu – Dycymbrze oraz wygrzał i wysiedział jaja po byłym sołtysie. Zachwycona publiczność nagrodziła prelegenta gorącym kompresem oraz głośno skandowała: „Niech gość z dala – dalej napier..la!”
(link do pierwszego wykładu z serii „Kutz napier..la o Śląsku”)

Zamach na Premiera!
CBŚ dotarło do tajnych dokumentów oraz zdjęć, z który jasno wynika, że kilka lat temu przygotowywany był zamach na Donalda Tuska. Zamachowiec (na zdjęciu z lewej) miał dźgnąć Premiera (wówczas członka kierownictwa UW) fajką w lewe ucho i wdmuchać do trąbki eustachiusza tajemniczy gaz o nazwie „garlicuvolium stupidity” co miało wyeliminować Tuska z grona osób ubiegających się o fotel szefa tej partii.
Na szczęście przyzwyczajenie do noszenia waty w uchu uratowało zdrowie Premiera. Zamachowiec zdając sobie sprawę, ze że nie będzie mógł przebić się przez gęste kłębowisko wiskozy w uchu zaniechał prób.
Zabieg w końcu okazał się niepotrzebny, gdyż jak wiemy i bez tego Premier przegrał te wybory.


Z ostatniej chwili....!